Michalkiewicz o przebierańcach w średniowiecznych łachach – czyli wymiar sprawiedliwości III RP

To kupa gówna - tak wymiar sprawiedliwości określa znany publicysta Stanisław Michalkiewicz Czytaj więcej »

 

110 lat westernu okiem wolnościowca

Zdecydowana większość ludzi swoją wiedzę o świecie czerpie z tego co zobaczy na ekranie swojego telewizora. A tam oprócz zakłamanych programów informacyjnych, spotykamy całą masę różnego rodzaju filmów, opowiadających o konkretnych wydarzeniach i epokach historycznych.


Jedną z takich epok historycznych jest epoka dzikiego zachodu, która podobnie jak inne wydarzenia historycznie obrosła w całą masę legend i mitów. W tym artykule pragnąłbym jednak zaprezentować najbardziej niepoprawne polityczne westerny, które przedstawiają rzeczywistość dzikiego zachodu odmiennie od tego co zostaje nam oficjalnie podawane do wierzenia.

Pierwszy western (Napad na ekspres) swoją premierę miał 1 grudnia 1903 roku, a więc sam gatunek ma już 110 lat! Taka rocznica to doskonała okazją aby dokładniej przyjrzeć się filmowym opowieściom o dzikim zachodzie. Należy zaznaczyć, że gdyby twórcy filmowi przywiązywali większą wagę do faktów historycznych to western byłby z pewnością najbardziej wolnościowym gatunkiem filmowym. Dziki zachód było to bowiem miejsce gdzie praktycznie nie sięgała państwowa jurysdykcja, a pomimo tego (lub też dzięki temu) odsetek zabójstw na daną ilość mieszkańców był zdecydowanie niższy niż na „cywilizowanym” wschodzie (był również zdecydowanie niższy niż w dzisiejszych czasach). W filmie jednak, jak to w przemyśle rozrywkowym bywa, musi się coś dziać, dlatego też filmowy dziki zachód był dużo bardziej krwawy i brutalny niż ten rzeczywisty.

Trzeba powiedzieć, że sam western nie jest gatunkiem jednorodnym, bowiem w nim samym możemy wyróżnić co najmniej trzy podgatunki a mianowicie: western klasyczny, anty-western oraz western europejski (spaghetti western). Jednak niektóre dzieła powstałe w latach sześćdziesiątych nie dają zaliczyć się do żadnego z wymienionych przeze mnie podgatunków westernu, dlatego też dla ich poprawnego sklasyfikowania stosuje się nazwę western przejściowy (przejściowy - pomiędzy westernem klasycznym a anty-westernem).

Pomimo że pierwszy western – jak już wspomniałem wyżej - został nakręcony już w roku 1903 to prawdziwą epokę tego gatunku jako filmu klasy A rozpoczął dopiero John Ford, który w 1939 roku nakręcił słynny Dyliżans. Od tego czasu western królował nieprzerwanie na ekranach przez ponad trzy dekady, z tym że od lat sześćdziesiątych przechodził prawdziwą metamorfozę, która w połowie lat siedemdziesiątych doprowadziła do jego obumarcia. W latach sześćdziesiątych western klasyczny był stopniowo wypierany przez dwa inne podgatunki, czyli spaghetti western i anty-western. Do dzisiejszych czasów przetrwał właściwie tylko ten ostatni (jeżeli ktoś w dzisiejszych czasach zdecyduje się kręcić jakiś film o dzikim zachodzie to czynni to w konwencji anty-westernu).

Westerny wolnościowe

Zdecydowanie najbardziej pro-wolnościowym podgatunkiem westernu był western klasyczny, chronologicznie pierwszy z trzech wyróżnionych przeze mnie podgatunków (przeważał od 1939 aż do około 1965 roku). Pomimo dużej niechęci jakim darzą go dzisiaj lewicowi krytycy, to właśnie western klasyczny najrzetelniej przedstawiał rzeczywistość dzikiego zachodu.

Mimo, że dopatrywanie się aspektów wolnościowych w twórczości Forda byłoby zdecydowanym nadużyciem to należy mu oddać to, że to jego filmy najwierniej przedstawiały epokę dzikiego zachodu. Wystarczy sobie chociażby porównać historię Wyatta Earpa w wersji Johna Forda z 1946 („Miasto bezprawia”) z tą, którą nakręcił George P. Cosmatos w 1993 roku („Tombstone”). Film Forda przedstawiał dziki zachód jako spokojne miejsce, w którym czas płynie powoli, a ludzie nie mordują się na okrągło, natomiast w wersji historii słynnego szeryfa nakręconej przez Cosmatosa mamy nieustanną jatkę (choć i tak trzeba przyznać, że „Tombstone” jest bardzo łagodnym anty-westernem). Wśród podobnych westernów Forda należy wskazać takie jak: „Człowiek, który zabił Liberty Valance’a” (1962) oraz „Poszukiwaczy” (1956).

O ile Ford nakręcił kilkanaście naprawdę świetnych opowieści o dzikim zachodzie, to Howard Hawks stworzył ich tylko pięć. Jednak przy dwóch z nich możemy już śmiało powiedzieć, że są to filmy zdecydowanie pro-wolnościowe. Hawks w swoich westernach wykorzystywał właściwie tylko dwa schematy, pierwszym z nich był motyw drogi przez dzikie tereny Ameryki, natomiast drugim historia szeryfa, który wraz z pomocnikami walczy z przestępcami.

Zgodnie z pierwszym schematem został nakręcony najprawdopodobniej najbardziej wolnościowy western w dziejach kina ,,Rzeka czerwona”. Kręcony w 1946 roku film opowiada historie pioniera Thomasa Dunsona (brawurowy John Wayne), który przybywa na dziki zachód wraz z ukochaną kobietą w celu osiedlenia się. Niestety jego narzeczoną mordują Indianie, pomimo tego jednak Tom zaczyna budowę olbrzymiego rancza na dzikich równinach zachodu. Pomagają mu w tym przyjaciel (Walter Brennan) oraz przybrany syn (Montgomery Clift). Tom Dunson spełnia swoje marzenie i staje się jednym z największych ranczerów na Dzikim Zachodzie. Jednakże cena bydła w zachodniej części Stanów spada tak bardzo, że Dunson staje na skraju bankructwa. W tym momencie Tom podejmuje się niezwykle niebezpiecznej pionierskiej przeprawy dziesięciu tysięcy sztuk bydła nieznanym szlakiem z Texsasu do Missouri, gdzie jak sądzi otrzyma za swoje krowy wysoką cenę. Zrealizowany z epickim rozmachem film Howarda Hawksa to historia opowiadająca o niezwykłej odwadze ludzi mieszkających na dzikim zachodzie, jest on prawdziwym hołdem oddanym dumie Amerykanów - pionierom.

Równie ciekawy jest inny western Hawksa ,,Bezkresne niebo”, który przedstawia ekspedycje handlarzy skór na dziewicze tereny zamieszkałe przez Indian. Ten nakręcony w 1952 roku film pokazuje jak mieszkańcy dzikiego zachodu potrafili wymieniać się owocami swojej pracy, budując w ten sposób opartą na wolnej przedsiębiorczości potęgę Ameryki.

Przy omawianiu westernów pro-wolnościowych nie może również zabraknąć filmów Anthonego Manna oraz Delmera Davesa takich jak: „Daleki kraj”(1954), „Zakole rzeki”(1952) czy „Rancho w dolinie”(1956). Pierwszy z nich opowiada historię dwóch właścicieli bydła, którzy postanawiają wyruszyć w podróż do dalekiej Kanady aby tam rozpocząć eksploatacje złota. ,,Daleki kraj” to jeden z najpiękniejszych klasycznych westernów, a dodatkowym atutem filmu jest najlepsza westernowa kreacja legendy kina Jamesa Stewarta. Drugi western Mana ,,Zakole rzeki” przedstawia losy grupy osadników, którzy zamierzają zbudować miasto na dzikiej ziemi zachodu. Z kolei film Davesa przedstawia losy biednego cowboya Jubala (Glen Ford), który dzięki własnej ciężkiej pracy zostaje rządcą wielkiego rancza oraz zdobywa miłość ukochanej kobiety.

Obraz wojny secesyjnej w westernach

Wśród innych filmów reprezentujących western klasyczny należy zwrócić również baczną uwagę na te, które przedstawiają problem wojny secesyjnej w Stanach Zjednoczonych. W dzisiejszych czasach, w których jak powszechnie wiadomo historię piszą zwycięscy z północy, nie ma filmów pokazujących w dobrym świetle mieszkańców południa. Nie inaczej sprawa się ma z westernami, które w 99 % były kręcone, z punktu widzenia Jankesów. Trzeba jednak podkreślić, że istnieje kilka filmów, które naruszają amerykańską poprawność polityczną odnośnie przedstawienia mieszkańców południa oraz wojsk Konfederacji. Wśród najciekawszych westernów, podejmujących kwestie wojny secesyjnej należy przede wszystkim wymienić dwa filmy całkowicie zapomnianego dziś amerykańskiego reżysera późnej klasyki Andrew V. McLaglena (syna aktora Victora McLaglena) – „ Shenandoah”(1965) oraz ,,Niezwyciężonnych”. Ten pierwszy opowiada historie rodziny amerykańskich farmerów z południa, których spokojne i szczęśliwe życie przerywa wybuch wojny secesyjnej. Ciekawa jest scena, w której ojciec rodziny (grany przez Jamesa Stewarta) tłumaczy państwowym urzędnikom, iż nie mogą oni żądać aby jego synowie wzięli udział w wojnie, ponieważ żaden wolny człowiek nie może wbrew swojej woli zostać wcielony do wojska (słowna perswazja nie przekonuje jednak urzędników, więc liczna rodzinna przegania ich siłą ze swojej własności). Film ten przełamuje fałszywy mit południowca jako ciemiężyciela czarnych niewolników. Shenoodoah to również opowieść o więzach rodzinnych, które są znacznie silniejsze od jakiegokolwiek fałszywego patriotyzmu wobec władz państwa.

Z kolei nakręceni w 1969 roku „Niezwyciężeni” pokazują ucieczkę zwolenników Konfederacji do Meksyku, po przegranej wojnie secesyjnej. Obraz ten doskonale ukazuje tragedie ludzi, którzy marzyli o uniezależnieniu się od władz z północy. Western McLaglena to również jedyny znany mi film, który nie tylko, że czyni z żołnierzy i zwolenników Konfederacji głównych bohaterów to na dodatek pozwala widzowi sympatyzować z mieszkańcami południowych stanów. Interesujący jest również wątek współpracy z niedawnymi wrogami z północy, którzy porzuciwszy jankeskie mundury gnają dzikie konie, mając zamiar sprzedać je w Meksyku.

Problem wojny secesyjnej, przedstawia również świetny western Sama Pekinpaha „Major Dundee”. Film ten opowiada historię jankeskiego oddziału, który rusza w pogoń za Indianami dokonującymi pogromów na białych cywilach. Dowódca oddziału major Dundee (w tej roli doskonały Charlton Heston) decyduje się włączyć do pogoni, Konfederatów pozostających u niego w niewoli. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że Dundee nie może narażać garnizonu poprzez zabranie zbyt dużej liczby żołnierzy, dlatego też w pogoni uczestniczy tylko garstka jego własnych ludzi. Podstawę pościgu stanowią natomiast Konfederaci, pozostający pod dowództwem kapitana Tyreena (życiowa rola świetnego irlandzkiego aktora Richarda Harrisa). Dundee obiecuje jeńcom wolność w zamian za podporządkowanie się jego rozkazom. Kapitan Tyreen przyrzeka natomiast lojalność swoich żołnierzy. Ten nakręcony w 1965 roku western, ukazuje honorową postawę południowców, którzy dla ważnej sprawy decydują się słuchać rozkazów znienawidzonego Jankesa Dundee’iego.

Sposób przedstawiania Indian w westernach

Lewicowi krytycy filmowi mają dwa podstawowe zarzuty do westernów klasycznych. Pierwszym z nich jest rzekome zbytnie upiększanie świata dzikiego zachodu i tworzenie tzw. mitu zachodu jako krainy szczęśliwych ludzi. Ten zarzut jest jednak całkowicie nietrafiony, ponieważ klasyczne westerny raczej pokazywały zachód gorszym i brutalniejszym niż był w rzeczywistości (choć jak wspomniałem wyżej i tak robiły to najrzetelniej). Zarzut ten jak podejrzewam jest powodowany tym, iż lewicowiec nie jest sobie w stanie sobie wyobrazić bezpaństwowego ładu, który byłby przeciwieństwem Hobbesowskiej walki wszystkich ze wszystkimi.

Zostawmy jednak pierwszy zarzut a zajmijmy się drugim, czyli rzekomym krzywdzącym przedstawianiem Indian w klasycznym westernie. Stawianie tego typu zarzutu jest tylko i wyłącznie potwierdzeniem faktu, iż niektórzy ludzie nie potrafią samodzielnie myśleć. Należy bowiem podkreślić, że obraz Indian w klasycznym westernie nie był wcale jakoś specjalnie negatywny. Nawet oskarżany o rasizm względem czerwonoskórych John Ford nakreślił przynajmniej dwa westerny, w których przedstawił Indian w bardzo pozytywnym świetle – „Fort Apache” (1948) oraz „Jesień Czejenów” (1964). A western Delmera Davesa „Złamana strzała” z 1950 roku był już prawdziwym hymnem pochwalnym na cześć Indian. Wśród innych klasycznych westernów przedstawiających Indian w sposób jednoznacznie pozytywny należy wymienić chociażby takie filmy jak: „Bezkresne niebo” czy „Indiański wojownik”(1955). Trzeba również wyraźnie podkreślić, że w zdecydowanej większości westernów klasycznych, Indianie zostali przedstawieni jako bezimienne zagrożenie dla białych osadników. Nie można mieć jednak o taki sposób przedstawiania Indian, najmniejszych pretensji do twórców filmowych, ponieważ był on zgodny z rzeczywistością dzikiego zachodu. Indianom zdarzało się dokonywać masowych pogromów białych osadników, byli oni przy tym bardzo brutalni, nie oszczędzali bowiem nawet dzieci i kobiet. Gdyby twórcy zdecydowali się przemilczeć te fakty, to należałoby uznać to za zwyczajne przekłamywanie historii.

Musimy pamiętać, że oprócz westernu klasycznego, który w sposób najbardziej prawdziwy przedstawiał rzeczywistość dzikiego zachodu, istniały jeszcze spaghetti westerny i anty-westerny. Nie poświęcam im jednak miejsca w tym tekście, ponieważ były one raczej zgodne z lewicową wizją dzikiego zachodu jako miejsca walki wszystkich ze wszystkimi. Filmy takie jak „Mściciel”(1973) Eastwooda, ,,Dzika banda”(1969) Pekinpaha, „Przełomy Missouri”(1976) Penna czy „Niebieski żołnierz”(1970) Nelsona, wybitnie przyczyniły się do zakłamania historii dzikiego zachodu.

Damian Kubiak


9 Responses to 110 lat westernu okiem wolnościowca

  1. Marko napisał(a):

    Bardzo pseudo obiektywne wynurzenia. Najlepsze sa te sekwencje o tzw. wolnosci dzikiego zachodu i brutalnych indiancach. Kubiaku Damianie to europejska zaraza najechala ich kraj i zajmowala ich terytoria a tutaj wychuchany chlopiec w ciepelku oczekuje 150 lat pozniej, ze prosty czlowiek z prerii bedzie dyplomatycznie prosil bialasa o opuszczenie jego gruntu. Jak juz mowa o wolnosci to chyba bialas pogwalcil ja pierwszy a nie czerownoskory. Szkoda, ze euorpejski bialas znad Wisly nie zadal sobie wiecej trudu aby poznac historie i organizacje spoleczenstwa indian i ich wyjatkowej madrosci. Emigrant z Europy sciagniety tam przez bansterow do roboty i budowy ich imperium zniszczyl tamtejsza kulture i WOLNOSC w imie zysku i chciwosci. Poza tym ten staly podzial lewicowiec – prawicowiec. Wy tzw. wolnosciowcy macie tylko ten glupawy schemat w mozgach wypranych przez Jasia spod Muchy. W sumie nie wiadomo co to jest czy to jest jakas histryjka o pasji westernami, czy glebszy wywod polityczny. Jesli to drugie to colt wystrzelil autorze kulke w plot!

  2. Blitzkrieg napisał(a):

    Masz rację Marko. Jak to dobrze że są tacy mądrzy ludzie jak Ty i piszą tutaj. To wspaniałe mieć Ciebie na tym portalu. Na prawdę.

  3. OKRAM napisał(a):

    Panie red.Damianie Kubiak, a co z takim filmem jak „Mały Wielki człowiek”? Wydaje mi się, że należy do antywesternów. A film z Redfordem i Newmanem, zapomniałem tytułu, o dwóch bandytach, chyba również był antywesternem? A „7 Wspaniałych”, to raczej klasyk? Bardzo fajny art. Co Pan sądzi o serialach westernowych, szczególnie o „Bonanzie”? Mnie wydaje się mieszanką klasyka i anty. Serial dla młodzieży „Złamana strzała”? Mam nadzieję, że jeszcze Pan napisze z kilka artów na westeronowy temat, szczególnie o filmach z lat 70, 80 i 90. Największy upadek tego gatunku nastąpił w 80, pogłębił się w 90, a obecnie to można napisać, że to już nie są westerny. I art o westernowych serialach, również byłby ciekawy. Zachęcam.

  4. zpowiatu napisał(a):

    Konfederacja na Południu żyje i ma się nieźle. Poczytajcie sobie np. stronę League of The South, albo portal Southern Nationalist Network”. Bardzo ciekawe informacje o USA z innej perspektywy

  5. koułbojj napisał(a):

    Stara zasada obowiązuje – Dobry czerwony, to martwy czerwony! Czyż NIE?

  6. Indianiec napisał(a):

    Dobry czerwony to nie tylko martwy czerwony ale również przede wszystkim oskalpowany czerwony. A nikt lepiej nie skalpuje jak rząd z parlamentem i swoimi urzędnikami i biurokratami a najlepiej robi to rząd lewicowy czyli różowy albo czerwony albo brunatny albo…. Mam nadzieję że się rozumiemy?

  7. kinomaniak napisał(a):

    Panie Kubiak, a co z innymi gatunkami filmowymi: kryminałami, sensacyjnymi, szpiegowskimi, wojennymi, historycznymi(w tym, szczególnie „płaszcza i szpady”), fantastycznymi itd. Czy na ich temat również jest Pan łaskaw napisać kilka recenzujących zdań z punktu widzenia konserwatywnego – liberała albo liberalnego konserwatysty czyli wolnościowca. W tych filmach również był jasny podział dobrego i złego i ich wzajemnej walki, ale tak od końca lat 60 i połowy lat 70 XX wieku zaczęły się te filmy psuć i staczać, co trwa do dziś. I tak staczają się w lewicowe manipulowanie świadomością szerokich mas i deprawują umysły ludzi. Dotyczy to nie tylko kinematografii amerykańskiej, lecz każdego kraju producenta. Ciekawe dlaczego – czyżby do władzy dorwało się pokolenie rewolucji roku ’68? Jestem przekonany, że TAK. I to nie tylko w filmie, również w innych dziedzinach życia ludzi i ludzkości.

  8. Ja napisał(a):

    Twórca spaghetti westernu, Sergio Leone, tworzył z wyraźnie prawicowych pozycji. Główny bohater trylogii dolarowej, grany przez Eastwooda, oraz jego wspólnik z drugiej części – Mortimer(oficer z Karoliny, stanu, który w kilka lat później będzie jednym z głównych stanów Konfederacji)to typowi kapitaliści – zarabiają jako łowcy nagród, jednocześnie robiąc porządek. Nie płacą podatków ani nie robią tego w „czynie społecznym”. Przed finałowym pojedynkiem w „Dobrym, Złym, i Brzydkim” Eastwood okrywa swoim błyszczącym płaszczem umierającego żołnierza konfederacji.

    Dos veces Judas/Due volte Giuda(1968) streszcza cały stosunek do konferederacji ze strony Unii, a potem innej politycznej poprawności. Polecam każdemu sympatykowi Południa.

    El precio de un hombre(1967) pokazuje starcie cywilizacji. Bandyta jose Gomez, uwolniony przez przyjaciół z rąk łowcy nagród Luke’a Chilsona, zostaje w ich domu(zajazd i sklep), wprowadzając dyktaturę i zagarniając ich dobra. Skąd my to znamy? Chilson również jest kapitalistą, zabija za pieniądze,które gromadzi w banku, a na zarzut, że to coś złego, odpowiada, że każdemu zależy na pieniądzach. Oszukani przez Gomeza właściciele zajazdu uwalniają łowcę nagród, który obala komunistycznego bandziora.

    Colorado(1966)(tytuł oryginalny La resa dei conti) ukazuje starcie byłego szeryfa i łowcy nagród, J. Corbetta(L. van Cleef) reprezentującego rządy prawa i równość wobec niego, ze zdegenerowanymi bogaczami.

    Django (1966) wprawdzie powtarza łgarstwo złe Południe – dobra Północ, ale pierwszy negatyw to przywódca bolszewickich rewoluchów, symbolem drugiego jest kolor czerwony. Zarówno ten, jak i inne włoskie zapata westerny jak Zawodowiec(1968), Kula dla Generała(1967), Un treno per Durango(1968), ukazują rewolucję jako pospolity bandytyzm.
    Jako że były to filmy tworzone na Zachodzie, do lewackich naleciałości reżyserzy ustosunkowywali się własnym rozumem. I tak np. w Colorado S. Sollima przedstawił hippisa jako postać pozytywną, a S.Corbucci(ten od Django i Zawodowca) zmiażdżył ich w Gli Specialisti(nakręcił również antykomunistyczny thiller Bersaglio Mobile).

  9. Ja napisał(a):

    Tzn. hippisi zostali zmiażdżeni w Gli specialisti jako najgorsza zgnilizna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *