Szwajcarzy zdecydowali o obniżce VAT, który i tak jest tam bardzo niski

Szwajcaria rządzi się swoimi prawami. Instytucja referendum, nieznana w takiej skali w innych krajach, pozwala obywatelom rzeczywiście współdecydować o tym, jakie prawo jest tam stanowione Czytaj więcej »

 

Agonia kapitalizmu i narodziny konsumpcjonizmu!

Publikujemy pierwszy artykuł, autorstwa p. Rajmunda Pollaka, przesłany do naszej redakcji w ramach konkursu na tekst o kapitalizmie.

Kapitalizm jest pojęciem, które zależnie od szerokości geograficznej i doświadczeń historycznych ma wielorakie znaczenie . W USA jest to dogmat, a równocześnie nadzieja na spełnienie marzeń o amerykańskim sukcesie pogrążonym już niestety w kompleksie globalizmu . W Chinach próbują wdrażać kapitalizm socjalistyczny z domieszką ideologii Mao tse tunga . W Rosji powraca kult jednostki, ubrany w kapitał narodowo-surowcowy . W Skandynawii jest już więcej socjalizmu niż kapitalizmu, natomiast cała Unia Europejska staje się powoli nowym hiperbiurokratycznym ZSRR (Związkiem Socjotechnicznych Republik Różnojęzycznych) ze stolicą w Brukseli. Ameryka Środkowa i Południowa zwana niekiedy łacińską to jest kapitalizm slamsowy, czyli taki, gdzie mieszkańcy slamsów marzą o socjalizmie i noszą koszulki z podobizną Che Guevary, natomiast właściciele ziemscy korzystają nadal z feudalizmu, a kapitalizm istnieje tylko teoretycznie w przemyśle.

Kapitalizm brazylijski na przykład nie ma nic wspólnego z demokracją, bo związki zawodowe nie mają prawa posiadać swoich siedzib wewnątrz przedsiębiorstw, a policja ma prawo strzelać nawet do dzieci, natomiast fabryki często są otaczane wysokimi płotami z drutem kolczastym (osobiście coś takiego widziałem i mam sfilmowane) i przypominają raczej obozy pracy aniżeli zwykłe przedsiębiorstwa. Właściciele fabryk najczęściej mieszkają w Europie lub w USA i przyjeżdżają do ojczyzny samby tylko na inspekcje, albo w celu wygrzewania wypasionych brzuchów na plażach Rio de Janeiro, bądź też na karnawał w Rio.

Jak w tym galimatiasie ustrojowym radzi sobie Polska ?

W okresie niemal półwiecza PRL-u kapitalizm był nieomal nieosiągalnym marzeniem każdego przeciętnego Polaka. Czym bardziej nam go obrzydzała propaganda PZPR, tym bardziej pragnęliśmy uwolnić się od ideologii marksizmu-leninizmu. W Polsce nigdy nie udało się wprowadzić komunizmu, bo chłopi obronili ziemię, handlowcy wymyślili „Pewexy”, badylarze stawiali kioski z jarzynami i owocami, a rzemieślnicy, choć gnębieni domiarami jakoś sobie dawali radę . Kwitnął czarny rynek i to co było niedostępne w sklepach można było „załatwić” albo nabyć za bony towarowe lub dolary zakupione na czarnym rynku . Mieliśmy też większą niż w innych krajach RWPG swobodę podróżowania po świecie, choć było to poniżające pisać za każdym razem nowe podanie o paszport , którego wydania złośliwi urzędnicy często odmawiali. Kościół katolicki rozkwitał w prawdziwych ideałach i wydał takie historyczne postaci jak Prymas Tysiąclecia kardynał Wyszyński, czy najsławniejszy w dziejach Polak Papież Jan Paweł II .

Większość obywateli PRL-u budowała swoją opinie o kapitalizmie na bazie polskojęzycznych audycji Radia Wolna Europa , Głosu Ameryki i Radio France International. Im bardziej te rozgłośnie były zagłuszane przez komunistów, tym bardziej słuchaczy fascynował kapitalizm.

Gdy powstał najsłynniejszy w dziejach naszego globu związek zawodowy NSZZ”Solidarność” , to już stało się jasne, że to co nie udało się wszystkim kapitalistom na całym świecie – obalenie komunizmu,udać się może właśnie Polakom .

Byłem w NSZZ „Solidarność” od samego początku i na własnych, autentycznych doświadczeniach mogę opisać jak z czasem marzenia o kapitalizmie przekształciły się w realizm wolnej amerykanki, rzekomo wolnego rynku, a totalitaryzm komunistyczny przepoczwarzył się w inną formę hegemonii zwaną obecnie globalizmem.

W 1980 i 1981 roku ( aż do 13 grudnia) wszystko szło po naszej myśli, bo pękała komuna, słabła cenzura i obudził się duch narodowy. W strajku na Podbeskidziu na przełomie stycznia i lutego 1981 roku brała udział niemal cała załoga FSM-u . Gdy chodziliśmy wtedy po fabryce z biało-czerwonymi opaskami na ramieniu, to wraz z innymi strajkującymi czuliśmy się jak powstańcy. Obaliliśmy wówczas premiera Pinkowskiego. Wydawało się, że niebawem wszystko w Polsce się zmieni i rósł duch w Narodzie .

Jak wiele Polacy są w stanie przecierpieć , gdy mają nadzieję na lepszą przyszłość pokazały te miesiące zrywu, kiedy mimo pustych półek w sklepach i szerzących się gróźb interwencji „bratnich sił socjalistycznych” Ruch Społeczny pod hasłem NSZZ „Solidarność” rósł w siłę i osiągnął 10 milionów członków, co stanowiło niemal połowę dorosłych Polaków! Ludzie w PRL-u niewiele wiedzieli o prawdziwym kapitalizmie, ale mieli już dość komunizmu i wówczas pękła żelazna kurtyna, a nie jak to się teraz opisuje, że dopiero w 1989 roku, z chwilą rozwalenia muru berlińskiego.

Zasieki na granicach RWPG i wszystkie zaorane pasy ziemi, czy sam mur berliński były niczym, wobec muru apatii jaki panował wewnątrz RWPG.

Kapitalizm tym różni się od komunizmu, że promuje inicjatywę i przedsiębiorczość, a z chwilą wyzwolenia tych cech w naszym społeczeństwie już nie było takiej siły, która zawróciłaby bieg historii.

Restrykcje stanu wojennego wprowadzonego 13 grudnia 1981 roku nie miały na celu ratowania socjalizmu jak to szumnie ogłosił Jaruzelski i cała WRON (Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego), ale chodziło o danie czasu dygnitarzom komunistycznym na nauczenie się kapitalizmu i opracowanie metod zawładnięcia przez nomenklaturę możliwie największej części majątku państwowego.

Chodziło również o opracowanie podstaw legislacyjnych do takiej zmiany ustroju, aby ci co byli u władzy, dalej przy niej pozostali. W obozach dla internowanych władza ludowa prowadziła selekcję moralno-intelektualną opozycji na twardą ( czyli taką, której nie da się ani zastraszyć ani przekupić), zwanej potem „skrajną” i miękką (czyli taką, z którą można będzie się dogadać), zwaną potem „konstruktywną opozycją” .

Okrągły stół wcale nie był wynalazkiem z 1989 roku, bo u schyłku Pierwszej Rzeczypospolitej powstała loża „okrągły stół”, która poparła rozbiory, a zdrajcy z Targowicy nieźle zarobili na upadku Polski na końcu XVIII wieku.

Po 4 czerwca 1989 roku większość dawnych komunistów stała się nagle zwolennikami wolnego rynku, a największe reformy miał wprowadzać były członek PZPR i były propagator ekonomii socjalistycznej Leszek Balcerowicz, natomiast do Unii Europejskiej miał nas wprowadzić były sekretarz PZPR na Uniwersytecie Warszawskim Bronisław Geremek .

Stróżom porządku socjalistycznego, czyli SB-ekom i ZOMO-wcom dano możliwość zakładania kapitalistycznych firm ochroniarskich, lub firm detektywistycznych.

Cenzorom doradzono przekwalifikowanie się na rzeczników prasowych prywatyzowanych przedsiębiorstw, a szefom propagandy komunistycznej udzielono pozwoleń na wydawanie wolnych już, nowych tytułów prasowych (na przykład rzecznik prasowy WRON Jerzy Urban stał się potem redaktorem nacz. „NIE”), natomiast najbardziej nadgorliwi redaktorzy TVP, którzy w stanie wojennym paradowali przed kamerami w mundurach, szybko awansowali w hierarchii aż do stanowisk dyrektorów programowych wolnej telewizji publicznej. Skoro nowy premier Tadeusz Mazowiecki ogłosił grubą krechę, to każdy kto przysłużył się władzy ludowej nie tylko korzystał w nowym ustroju z bezkarności, ale dodatkowo otrzymywał obfitą odprawę za wierną służbę dla socjalizmu i miał za co budować własny, prywatny kapitalizm . Poza stanowiskami ministerialnymi, Aparat Sądowniczy pozostał bez jakichkolwiek zmian personalnych i nie odwołano ze stanowiska ani jednej sędziny czy chociażby jednego sędziego za skazywanie w stanie wojennym na wyroki więzienia za działalność związkową lub opozycyjną. Konsekwencją porozumień okrągłostołowych był fakt, że w Polsce aż do dnia dzisiejszego nie przeprowadzono żadnej prawdziwej lustracji, a te nazwiska byłych tajnych współpracowników, które po wielu latach potem jednak ujawniono, to były płotki systemu, a jeśli jakaś gruba ryba okazała się kapusiem, to ujawnienie jej nazwiska następowało dopiero w chwili, gdy już nic jej nie mogło zaszkodzić, bo nikt nie wypomina bankierowi, albo pracodawcy-kapitaliście jak on do swojego majątku doszedł. Kapitalizm nie jest ustrojem, który na pierwszym miejscu stawia wymogi moralne, bo jak sama nazwa wskazuje, najważniejszym jest posiadany kapitał i prawdę tę najwcześniej odkryli i zastosowali w praktyce byli funkcjonariusze i kolaboranci systemu komunistycznego .

Na spotkaniu w Fabryce Samochodów Małolitrażowych w 1989 roku Lech Wałęsa tłumaczył, że …. „trzeba skorzystać ze starych kadr póki nie wykształcimy swoich”… co było karygodnym błędem, bo sam Wałęsa kompletnie nie miał pojęcia o kształceniu i nie dał szansy bezpartyjnej inteligencji gdyż pozwolił się wymanewrować mądrzejszym od niego cwaniakom z dawnej nomenklatury.

Oczywiście na początku III Rzeczypospolitej nasz Lechu obiecał każdemu po 100 milionów oraz, że komuchów pośle w skarpetkach, ale finał tych obietnic był taki, że dawni działacze PZPR zdążyli zgarnąć niekiedy wiele więcej niż te słynne 100 starych milionów, a większość społeczeństwa omal nie poszła w skarpetkach.

Ten nasz kapitalizm od samego początku był skażony korupcją i skrajną wręcz indolencją władz. Fabryki padały jedna po drugiej lub były wykupywane za bezcen przez drobnych kombinatorów z obcymi paszportami. Byle hochsztapler z niemieckim, amerykańskim, czy angielskim paszportem, który zgłaszał chęć zakupu jakiegoś zakładu w Polsce był ogłaszany strategicznym inwestorem! Nasi dyrektorzy z dyplomami ekonomii politycznej socjalizmu nie mieli bladego pojęcia na temat obrotu nieruchomościami, grze na giełdzie, czy nawet bilansie otwarcia! Dlatego zatrudniano za gigantyczne pieniądze firmy konsultingowe, które tak naprawdę to nie reprezentowały interesów polskich, tylko interesy przyszłego właściciela, który dawał im szansę przyszłych zleceń na ekspertyzy w już sprywatyzowanej pod jego potrzeby fabryce. Mimo licznych zastrzeżeń NIK do prywatyzacji wielu przedsiębiorstw nikt, absolutnie nikt nie siedzi w kryminale za zaniżenie wartości sprywatyzowanej firmy lub doprowadzenie do upadku niemal całego przemysłu włókienniczego w Bielsku-Białej. Bielskie materiały były przez stulecia słynne na cały świat do czasu, aż dyletanci zarówno z lewicy jak i lewej prawicy doszli do wniosku, że prościej będzie kupować tanią i tandetną odzież z Azji i USA, aniżeli ratować renomowane zakłady bielskiej wełny.

Najciekawszym przykładem naszego kapitalizmu jest jednak Fabryka Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej. Było to najlepiej prosperujące przedsiębiorstwo w okresie PRL-u, które nawet w stanie wojennym eksportowało swoje produkty nie tylko do Europy Zachodniej, ale nawet do Australii i Chin.

W 1992 roku FSM miał wartość ponad 2 miliardy dolarów, a firma doradcza wyceniła go na 18 milionów starych złotych, czyli ….1800 PLN. Mimo, że NIK stwierdził gigantyczne nadużycia i skierował wniosek do Prokuratury, która bardzo skutecznie oskarżała i wsadzała do więzień robotników rozprowadzających ulotki antysocjalistyczne. Okazało się, że Prokuratorzy nie byli kształceni w dziedzinie ścigania przestępstw prywatyzacyjnych i sprawę umorzyli, bo dogmat prywatyzacji stał się równie priorytetowy jak niegdyś dogmat kolektywizacji, a przecież w Prokuraturach też lustracji nie było .

Warto w tym miejscu szerzej omówić dogmatyzm , który istnieje w każdym ustroju .

Znam doskonale Francję, której doprawdy trudno byłoby zarzucić brak kapitalizmu, a jednak nad Sekwaną nie ma dogmatyzmu kapitalistycznego. We Francji pozostały państwowe nie tylko elektrownie i sieci energetyczne, ale również fabryka samochodów Renault, niektóre banki, poczta, wiele szpitali i wszystko co ma znaczenie strategiczne dla kraju .

Właśnie w Renault po raz pierwszy odkryłem, że pojęcie wolnego rynku jest tylko sloganem, którym posługują się niedouczeni ekonomiści.

Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku piastowałem funkcję Przewodniczącego K.Z.”Solidarność” Biura Handlu Zagranicznego FSM, byłem wraz z ówczesnym Przewodniczącym K.Z. NSZZ”S” Zakładu nr 1 FSM śp. Jankiem Frączkiem z poufną misją w zakładach Renault we Francji. Wiedzieliśmy od włoskich związkowców, że Fiat jest państwem w państwie, a prezes Fiata jest ważniejszy od premiera Italii, dlatego chcieliśmy aby prywatyzacją FSM-u zainteresować konkurencyjną firmę Renault, gdzie panowały bardziej partnerskie stosunki międzyludzkie, aniżeli wewnątrz giganta z Turynu. W zakładach Renault przyjęto nas z wielkimi honorami i niezwykle kurtuazyjnie, ale gdy doszło do konkretnych rozmów, to usłyszeliśmy od francuskich menadżerów, że nasze pojęcie o wolnym rynku jest mocno naiwne. Zacytuję zdania, których nie zapomnę do końca życia, bo znam biegle język francuski i dobrze je zrozumiałem :

„W Europie nastąpił po 1989 roku nowy podział stref wpływów. Bogate kraje takie jak Niemcy, Anglia , Francja i Włochy podzieliły marnie zorganizowane rynki zbytu i inwestowania w krajach, które wyszły z RWPG. Na przykład Włosi otrzymali prawo do przejęcia w Polsce fabryk produkujących małe samochody i komponenty do tych aut, natomiast Francja dostała zielone światło do budowy w Rzeczypospolitej sieci hipermarketów. Dlatego Renault nie może wystawić swojej oferty zakupu FSM, tak samo jak Fiat nie miał prawa kupić zakładów czeskiej „Skody” , które zostały przeznaczone dla Niemiec!”….

Po tych słowach zarówno mnie jak i mojemu przyjacielowi przypomniała się Jałta . Gdy wróciliśmy do kraju nikomu nie powtórzyliśmy tej rozmowy, bo panował tak ogromny entuzjazm prywatyzacyjny, że nikt by nam w te prawdy ekonomiczne nie uwierzył.

W 1992 roku obowiązywała już ustawa o puli 15% bezpłatnych akcji pracowniczych, ale umowa definitywna (podpisana przez ministra Andrzeja Olechowskiego) pozbawiała ponad 25.000 uprawnionych pracowników FSM jakichkolwiek uprawnień do akcji czy udziałów kapitałowych.

W Zakładzie nr 2 w Tychach wybuchł najdłuższy po II-giej wojnie światowej strajk. Doszło do pierwszego rozłamu w fabrycznej NSZZ „Solidarność”, bo zakład Nr1 nie poparł tego strajku, gdyż dyrekcja przekazała szefowi Komisji Zakładowej „S” informację z Turynu, że jak Bielsko-Biała przyłączy się do strajku, to Fiat kupi tylko tą część fabryki co jest w Tychach i na Podbeskidziu nie będzie produkcji samochodów. Zadzwoniłem wtedy do jednego z włoskich związkowców (w Piemoncie wiele osób mówi po francusku), który powiedział mi : …” Musisz zrozumieć, że kapitaliści to nie są dobrzy wujkowie, którzy chcą przejąć waszą fabrykę po to, aby wam było lepiej, lecz tylko dlatego, że stanowicie dla nich tanią siłę roboczą. Nie chcą abyście mieli akcje, bo Giovanni Agnelli jest patriarchą Turynu oraz całych Włoch i nie lubi swoją własnością z nikim się dzielić. Jego dziadek założył Fabrica Italiana Automobili Torino (FIAT) i wszystko musi zostać w rodzinie, również to co się uda nabyć w innych krajach. Obecny senator Agnelli ma wpływy na całym świecie i w przyszłości będzie też pociągał za sznurki w Polsce! To, że teraz rozbijają waszą „Solidarność” wewnątrz zakładu, to jest stara rzymska gra „divide et impera” (rządź i dziel)! Wasi ministrowie powinni lepiej uczyć się historii, a ty powiedz swoim kolegom, żeby w Bielsku poparli tyski strajk i nie dajcie się „!

Gdy powtórzyłem tę rozmowę Przewodniczącemu „S” w zakładzie nr1 FSM i apelowałem, aby Bielsko-Biała poparła strajk w Tychach, to usłyszałem, że :…” Włoskim związkowcom zależy na tym, aby Fiat nie wszedł do Polski i dlatego ciebie podpuścili ! „….

Tylko czterech członków ówczesnych struktur „S” na Podbeskidziu było za poparciem strajku w Tychach. W końcu Komisja Zakładowa „S” w Tychach wycofała się z tego strajku, co spowodowało odejście od „Solidarności” wielu Tyszan i powstanie zupełnie nowego związku zawodowego w Zakładzie Nr 2 FSM. Dyrekcja FSM, która miała rodowód komunistyczny, wysyłała z Bielska-Białej całe autobusy łamistrajków do Tychów, którzy pod bramami i pod płotami krzyczeli, że chcą pracować! Strajk w końcu się załamał, a jego uczestnicy już po przekształceniu FSM we Fiat Auto Poland byli prześladowani przez tych samych kierowników i dyrektorów, którzy rządzili za komuny, bo mocodawcy z Turynu zapewnili im za „lojalność” zachowanie ciepłych stołków już w całkiem prywatnej firmie.

Dla mnie pierwszym szokiem po powstaniu Fiat Auto Poland była likwidacja przez Włochów Biura Handlu Zagranicznego FSM, w którym pracowałem w charakterze specjalisty d/s eksportu i spec. d/s technicznych. Wytłumaczono nam, że Turyn nie może pozwolić na to, aby Polacy decydowali o strategii sprzedaży produktów należących do rodziny Agnellich. Właściciele sami muszą decydować komu i za ile można sprzedawać. Zlikwidowano delegatury BHZ FSM w Chinach, na Węgrzech, na terenie Czech i zaprzestano sprzedaż naszych samochodów do Australii. Do Fiat Auto Poland przyjechało z Turynu ponad 200 „specjalistów”, którzy mieli nas nauczyć wolnego rynku. Nauka ta zaczęła się od tego, że większości polskich inżynierów (również mnie) odebrano statut specjalisty i zakazano na nowych przepustkach wpisywania przed nazwiskiem tytułów dr, mgr lub inż.. Tłumaczono to wolnym rynkiem, ale polscy inżynierowie po kilku tygodniach przekonali się, że Włosi na stanowiskach specjalistów w wielu przypadkach nie mają nawet zdanej matury, a wyższe wykształcenie to mają tylko włoscy dyrektorzy. Mój capo (czyli szef) wydawał mi nieraz tak dyletanckie polecenia, że musiałem mu tłumaczyć na przykład różnicę między wałem korbowym,wałkiem Nadella, a wałkiem rozrządu, bo on był specjalistą od zarządzania zapasami materiałów do produkcji i raz podliczył sumę wszystkich części o nazwie wał lub wałek i wyszło mu, że wałów i wałków jest zbyt dużo na magazynie, a statystycznie, wystarczałby tylko jeden rodzaj .

Zostałem w końcu wezwany na dywanik do włoskiego dyrektora, który złożył mi propozycję przypominającą zupełnie niekapitalistyczne czasy : …”Panie Pollak jest pan człowiekiem wykształconym i chcieliśmy panu zaproponować stanowisko odpowiednie do posiadanych kwalifikacji. Może pan zostać specjalistą, albo nawet kierownikiem, tylko mamy jeden warunek – wystarczy, że da nam pan słowo honoru, że zaprzestanie podburzać pracowników. Pan może sobie pozostać członkiem „Solidarności” byleby tylko przestał pan rozrabiać !”…

Powiedziałem wtedy temu dyrektorowi, że powinien się dowiedzieć, iż w Polsce znacznie ważniejszy jest honor człowieka od zajmowanego stanowiska i że mnie obraża taką propozycją .

Wkrótce zostałem pozbawiony dodatku za znajomość dwóch języków obcych (francuskiego i niemieckiego), bo włoski dyrektor personalny doszedł do wniosku, że w kapitalizmie inaczej premiuje się wiedzę pracownika aniżeli w poprzednim ustroju, a ja swoje wiedziałem o prawdziwej przyczynie tej decyzji. Zostałem przeniesiony do innego działu w ramach „mobilności wolnorynkowej” i znowu się naraziłem, bo zacząłem protestować przeciw likwidacji najnowocześniejszej w Polsce narzędziowni, która w FSM była kolebką „Solidarności”. Likwidacja narzędziowni miała też olbrzymie znaczenie gospodarcze dla niezależności fabryki. Odtąd nie można było wewnątrz Fiat Auto Poland remontować maszyn ani bardziej skomplikowanych narzędzi, tylko trzeba było ponosić dodatkowe koszty transportu i remontów u wyspecjalizowanych kooperantów, często włoskich.

Innym mankamentem strategii turyńskich „specjalistów” była stopniowa eliminacja długoletnich polskich dostawców komponentów do FSM, na rzecz kooperantów włoskich.

Jeden z menadżerów ze słonecznej Italii wytłumaczył mi to w następujący sposób :…” Wy tutaj w Polsce w ogóle nie rozumiecie jak się robi w kapitalizmie interesy. Jeżeli na ten przykład jakakolwiek firma włoska sprzedaje tanio swoje komponenty do zakładu Mirafiori, to Turyn może się zgodzić na to, że detale dostarczane przez tą samą firmę do Fiat Auto Poland będą dużo droższe od polskich, bo liczy się bilans globalny koncernu i można dać kooperantowi więcej zarobić na Polakach niż na Włochach! „….

Zapytałem wtedy jak to się ma do jakości komponentów w sytuacji kiedy wiadomo, że wyroby znad Wisły są dużo lepsze od produkowanych w Piemoncie ?

Odpowiedź mnie wielce zaskoczyła :

…”Jeżeli kooperant włoski jest spokrewniony z rodziną Agnellich, albo jest jego przyjacielem, to nie ma tak odważnego dyrektora w całym koncernie, który zaryzykowałby zakup komponentów u konkurenta z Polski. Musi pan zrozumieć, że to właściciel decyduje u kogo kupuje, a komu to się nie podoba, to może się zwolnić, bo za bramą czeka kolejka chętnych do pracy, którzy nie będą zadawali kłopotliwych pytań….”

Pomyślałem sobie wtedy, że odkryłem nowy ustrój gospodarczy, który można nazwać kapitalizmem rodzinnym.

Następną niespodzianką jaka mnie spotkała okazał się brak poszanowania do praw autorskich.

Brałem czynny udział w opracowaniu we Fiat Auto Poland nowatorskiej procedury reklamacji i odbioru towarów z importu, natomiast gdy już tę procedurę wydrukowałem na gotowo i się pod nią podpisałem, to włoski przełożony dał wniosek o przeniesienie mnie do innego działu, bo stwierdził , że to on jako mój szef jest autorem, a ja tylko wykonywałem swoje obowiązki. Gdy zapytałem, które zdanie z tej procedury on zredagował, to stwierdził:

… „to nie ma znaczenia, bo jego podpis będzie na samym końcu, a cała procedura będzie sygnowana przez dyrektorów i specjalistów, którzy są w hierarchii jeszcze wyżej od niego”…

Powiedziałem mu wtedy, że w socjalizmie też tak robiono, ale główny autor projektu nawet wtedy gdy był bezpartyjny, to widniał na tej samej liście co dopisani dyrektorzy .

Odpowiedź była zaskakująca :…”W kapitalizmie panuje większa dyscyplina pracy i zwykły pracownik nie jest od tego, aby jego nazwisko umieszczać na jednej liście z kierownikami i dyrektorami…”

Fabryka samochodów stawała się powoli tylko montownią bez zaplecza projektowego, bez biura handlu zagranicznego, bez narzędziowni i praktycznie bez własnego zarządu, bo faktyczny zarząd Fiat Auto Poland znajduje się w Turynie i Polacy są tylko tanią siłą roboczą dla włoskich decydentów .

Gdy czytam w prasie fachowej zachwyty nad największą fabryką samochodów w Polsce, to zastanawiam się jak długo jeszcze nie mający bladego pojęcia o motoryzacji dziennikarze będą się uczyć co można nazwać fabryką, a co jest tylko montownią samochodów .

We Fiat Auto Poland dawni komuniści, którzy donosili na związkowców NSZZ”Solidarność” do Komitetu Fabrycznego PZPR lub byli Tajnymi Współpracownikami SB, teraz są najgorliwszymi zwolennikami wolnego rynku i dalej donoszą, tyle , że „kapitalistom” na tych działaczy „S”, którzy buntują robotników przeciw dyrekcji, a nawet przekazują nazwiska najaktywniejszych uczestników pikiet protestacyjnych .

Wolne soboty wywalczone strajkami w 1980 i 1981 roku stały się w ostatnich latach we F.A.P. w większości sobotami pracy zbiorowej, a w 2009 roku wprowadzono we F.A.P. nawet robocze niektóre niedziele, a wiceprezes FIAT GROUP apelował z Turynu do związków zawodowych w specjalnym piśmie o zrozumienie konieczności pracy w soboty i w niedziele ze względu na ogólnoświatowy kryzys!

Kapitalizm pokazał swoje XIX wieczne oblicze, a związki zawodowe okazały się niestety bezsilne wobec decyzji strategicznych koncernu, które zapadają daleko poza granicami naszego kraju . Owszem , dzięki akcjom protestacyjnym organizowanym przez NSZZ „Solidarność” wrasta poziom płac we Fiat Auto Poland, ale gdy pracodawca zwalnia działacza związkowego z pracy, albo wyrzuca na bruk kogoś, kto często krytykuje dyrekcje, to nie ma już tej stanowczości, co w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia i we Fiat Auto Poland od czasu powstania tej firmy nie zorganizowano nawet jednodniowego strajku w obronie zwolnionego pracownika. Nawet w 2001 roku, kiedy we FAP nastąpiły zwolnienia zbiorowe nie było strajku.

Znam realia również innych zakładów motoryzacyjnych, tych w Gliwicach i w Warszawie, bo byłem kiedyś członkiem Sekcji Krajowej Przemysłu Motoryzacyjnego NSZZ „Solidarność” i wszędzie jest podobnie jak we F.A.P., czyli organa decyzyjne są poza Polską i każdy kapitalista ma straszak w postaci groźby przeniesienia produkcji do innego kraju i zamknięcia montowni w Polsce, gdyby tylko okazało się to opłacalne dla koncernu.

Nie ma w tej chwili już prawdziwego wolnego rynku, tylko istnieje nowa forma totalitaryzmu zwana pieszczotliwie globalizmem. Prawdziwy kapitalizmu skończył się wkrótce po rozpadzie dwubiegunowego podziału świata i wchodzimy powoli w erę konsumpcjonizmu.

Podstawą dawnych sukcesów „Solidarności” było podważenie zaufania w propagandę radiowo-telewizyjną i prasową. Pamiętam jak w 1981 roku rozrzucałem ulotki z hasłem „telewizja kłamie”.

Teraz ludzie znowu wierzą w to, co podają media, a media są przeładowane kłamliwą reklamą i łatwymi apelami do podświadomości, aby jak najwięcej konsumować, jak najwięcej kupować i jak najwięcej pożyczać.

Ostatni kryzys ujawnił już prawie otwarty powrót do socjalistycznego interwencjonizmu państwowego. Taka ostoja kapitalizmu jak USA zdecydowała się z funduszy federalnych ratować nieudolne banki, a menadżerowie tych banków (w podobny sposób jak kiedyś dygnitarze komunistyczni) za uzyskane dotacje urządzają sobie wspaniałe wczasy w kurortach całego świata .

A jak jest w przemyśle motoryzacyjnym ?

We Włoszech państwo dokłada do Fiata (POLSKA TEŻ SPORO DOŁOZYŁA POPRZEZ ZWOLNIENIA CELNE I PODATKOWE DLA F.A.P.), w Niemczech miliony EURO przeznaczono dla Opla, a we Francji już z mniejszym rozgłosem rząd dofinansowuje Renault i Citroen itd.

Widmo komunizmu znowu krąży po Europie, ubrane teraz w szatę „kryzysu gospodarczego”.

Jedno tylko się zmieniło na lepsze. Otóż istnieje wolność słowa, z której ja również korzystam mimo, że jestem bezrobotny .

Obecny ustrój gospodarczy w Polsce to jest mieszanka feudalizmu, socjalizmu i prymitywnego kapitalizmu XIX wiecznego, natomiast ustrój polityczny, to jest socjotechnika medialna z domieszką radosnej twórczości kilkupartyjnej .

Jaka czeka nas przyszłość ?

Jestem przeciwnikiem czarnowidzów, bo uważam, że SKORO POLACY DALI SOBIE RADĘ ZE ZWIĄZKIEM RADZIECKIM, TO Z UNIĄ EUROPEJSKĄ I Z GLOBALIZMEM TEŻ SOBIE PORADZĄ .

Rajmund Pollak

(Autor jest byłym Przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” Fiat Auto Poland S.A., byłym Wiceprzewodniczącym MOZ „S” F.A.P., i byłym członkiem Zarządu Regionu Podbeskidzie NSZZ”Solidarność”)


113 Responses to Agonia kapitalizmu i narodziny konsumpcjonizmu!

  1. masd napisał(a):

    Panie Macieju mogła być inna prywatyzacja. Otwarte, jawne licytacje. Uzyskane w ten sposób środki przeznaczyć na emerytury. Proszę poczytać sobie programy wyborcze U.P.R. ale te z przed 2000 roku.

  2. Rajmund Pollak napisał(a):

    Nie zgadzam się z Panem, Panie Macieju, bo dogmat prywatyzacji urósł do rangi absurdu oddawania wartościowych zakładów za bezcen!
    Gdyby te ulgi, które zyskał FIAT dano FSM-owi, to byłyby pieniądze nie tylko na „Beskida”, ale również na nowe technologie.
    Kończę nową powieść na temat karygodnych błędów prywatyzacyjnych i może uda mi się znaleźć wydawcę w styczniu albo w lutym. Radzę Panu przeczytać pierwszą moją książkę pt. „Siła przebicia” , bo ta druga będzie kontynuacją.
    pozdrawiam
    Rajmund Pollak

  3. Maciej napisał(a):

    No dobrze Panowie, ale jeśli się nie mylę to generał Jaruzelski poddał socjalizm bo budżet centralny PRL się już nie dopinał, jeśli powiedzmy jakaś spółka bankrutuje to nie dyktuje warunków nabywcom elementów jej masy upadłościowej, to państwa to chyba także dotyczy. Wydaje mi się że na początku dekady lat 90tych nie było czasu na czekanie i podbijanie ceny za nasze zakłady gdyż wymagały one szybko inwestycji i kapitału, ponadto w wielu przypadkach także racjonalizacji przerostu zatrudnienia co przy pozostawieniu właścicielem państwa powodowałoby długotrwałe strajki. No i jeszcze Panie Rajmundzie jedna rzecz: jeśli państwo dało Fiatowi ulgi to nie znaczy że dało mu gotówkę, tylko odpuściło mu obowiązek zapłacenia podatku, co innego dać (trzeba najpierw mieć z czego) a co innego darować dłużnikowi dług. Nie przesądzam tu oczywiście czy takie ulgi Fiatowi się należały.

  4. Rajmund Pollak napisał(a):

    Panie Macieju,
    Chyba Pan jeszcze nie był dorosły w tamtych czasach!
    Szalała inflacja, a ludzie musieli z czegoś żyć, natomiast rząd obciążył państwowe przedsiębiorstwa tzw. popiwkiem, tzn. za każdy 1zł podwyżki płac przedsiębiorstwo państwowe musiało zapłacić 5zł popiwku, a koncerny zagraniczne były z popiwku zwolnione ! Te „długi” z „popiwku” to było coś jak przymusowa prywatyzacja bez jakiegokolwiek racjonalizmu ekonomicznego!!!
    We Francji firma „Renault” jest nadal w większości państwowa i ma się dobrze, elektrownie są państwowe i dobrze prosperują! Sieci energetyczne we Francji też są państwowe i funkcjonują lepiej niż w Polsce! Żadna skrajność nie jest dobra !
    Zarówno dogmat kolektywizmu jest zły jak i zła jest totalna prywatyzacja! W gospodarce musi być równowaga, której teraz brakuje i dlatego mamy ten cały kryzys !
    Pozdrawiam
    R.P.

  5. Maciej napisał(a):

    No nie byłem dorosły wtedy, to prawda, ale dość dokładnie czytam żródła historyczne i trochę wiem o tamtych czasach. Jeśli chodzi o popiwek to był on narzędziem antyinflacyjnym, przedsiębiorstwo które nie podnosiło funduszu płac o wiecej niż określony w ustawie wskażnik nie płaciło ani grosika popiwku. I tu chyba mamy sedno sprawy, a mianowicie pytanie o funkcję przedsiębiorstwa, tzn. czy celem jest maksymalizacja zysku, czy też nakładamy na podmiot gospodarczy obowiązek uszczęśliwienia pracowników to jest: wypłata zapewniająca godne życie (na marginesie kto potrafi ustalić jednoznacznie jaki poziom życia jest godny?), zapewnienie mieszkań zakładowych, wczasów pracowniczych, stołówki zakładowej itd. Ten drugi model mozliwy jest tylko w przedsiębiorstwie państwowym i nazywa się Socjalizm, ustrój który rozsypał się w wyniku powszechnego złodziejstwa i marnotrawstwa, od robotników po dyrektorów zjednoczeń. Piszę na ten temat prace magisterską i zamierzam również ją wydać pózniej jako książkę.

  6. Rajmund Pollak napisał(a):

    Oj Macieju! Teoretyzuje Pan, a w dodatku nie ma Pan bladego pojęcia o tamtych realiach!
    Zarabiałem 20 USD miesięcznie ( W przeliczeniu), a zatem podwyżka o 100zł to było mniej niż 1 USD!Wczasy były nie dla wszystkich, a mieszkania nie dostałem bo byłem antykomunistą! Niech Pan napisze pracę magisterską na temat dotacji dla kapitalistycznych bankierów ! czym to sie rózni od socjalistycznych dotacji poza demagogią o kryzysie???

  7. Maciej napisał(a):

    To nie tak że nie mam pojecia, mam spojrzenie z dystansu takie jakie ma historyk na powiedzmy XIX wiek, bez emocji, oceniam fakty na podstawie zródeł historycznych. Jeśli Pan nie dostał mieszkania to dostali je inni pracownicy, z całym szacunkiem ale wolałbym dyskutować na nieco ogólniejszym poziomie niż Pańska indywidualna historia życia. Problem polega na tym że Pan chciałby się zarazem brzydzić komuną jak i równocześnie realizować program spoleczny socjalizmu, to jest charakterystyczne dla zwiazkowców z Solidarności. Jeśli chodzi o dotację dla prywatnych banków to jestem im przeciwny. Lepiej by było moim zdaniem zamiast bankom, dać te pieniadze na bezpłatne obiady dla bezrobotych. Jeśli oczywiscie konkretne państwo ma jakieś rezerwy finansowe, wydaje mi się że Polska chyba jeszcze bankom w obecnym kryzysie nie dokładała, ale nie wiem na pewno.

  8. Rajmund Pollak napisał(a):

    Żywi ludzie są znacznie wiarygodniejszym źródłem prawdy historycznej niż książki napisane przez komunistów albo postkomunistów Panie Macieju!
    R.P.

  9. Maciej napisał(a):

    Komuniści to również żywi ludzie 🙂 proszę o tym pamiętać, Panie Rajmundzie !

  10. Poznaniak napisał(a):

    Witam.
    Od razu zaznaczę, że nie znam się na ekonomi a wyrażone zdanie jest moją opinią a nie, sprawdzoną prawidłowością.

    Właściwie trafiłem na tą stronę przypadkowo. Ma pan rację, mówiąc że młodzi częściej czytają w internecie niż kupują gazety, czego jestem najlepszym przykładem. Jeżeli z jakiejś gazety wyrzuca się redaktorów za artykuł mówiący np: o sponsorze wydawnictwa w krytycznym świetle czy tym podobne sprawy, a słyszy się o takich przypadkach, to gdzie tu jest wolność słowa … w internecie. 😉
    Trudno jest mi podsumować zarówno cały artykuł jak i dyskusję, która się wywiązała pod nim, dorzucę swoje spostrzeżenia, chociaż wydaje się że dyskusja wygasła.

    Będąc studentem Politechniki Poznańskiej szczególnie bliski jest mi problem rodzimego przemysłu, gdyż nie zamierzam (jak na razie) uciekać za granicę. Otóż kształcąc się na konstruktora a jest to główny cel kierunku Mech i budowa maszyn, trudno jest mi zrozumieć slogan : „nie opłaca się”.

    Odnosząc się do zakładów przemysłu ciężkiego epoki PRL można zrozumieć następujące rzeczy:
    1) że fabryki były niewydajne (przerost ilości pracowników, w porównaniu do kapitalistycznych spółek zachodnich)
    2) że dysponowały ogromnym areałem hal i magazynów (obecnie trudno w zakładach produkcyjnych przejechać paleciakiem bo jest tak ciasno- wiadomo podatki podatki i podatki od powierzchni użytkowej)
    3) że były mało zrobotyzowane (robot nie zastrajkuje, utrzyma wysoką jakość i powtarzalność w każdym czasie)
    4) że były mało innowacyjne (przynajmniej takie rzeczy się słyszy)
    5) że były nieelastyczne

    Być może pan, panie Rajmundzie nie zgodzi się z powyższymi stwierdzeniami, zna pan te realia znacznie lepiej i w ostateczności zdam się na pańskie zdanie.

    Wracając do problemu, nasze spółki z tymi czy innymi wadami nagle znalazły się w zupełnie innym świecie, bo ten nieudolny socjalizm czy jak go tam zwał, ustrój PRL tworzył nad naszymi zakładami złotą klatkę, która nagle znikła w wyniku transformacji. Wcześniej nie działały w warunkach konkurencji, wolnego rynku itd. Dzisiaj mówiąc o upadku tych zakładów najczęściej podaje się powyższe stwierdzenia a to a tamto, że spółki są same sobie winne, że upadły bo się nie przystosowały, że nie było specjalistów ekonomistów od chanchingów, consultingów, marketingów i innych -ingów więc upadły i dobrze i że właściwie powinniśmy się z tego CIESZYĆ bo z gospodarki przemysłowej jesteśmy gospodarką usługową i jest JAZZY. Ale ja się zapytam, skąd do jasnej Anieli mieli się ci specjaliści wziąć, przecież nie spadli z gruszy kiedy skończył się PRL. Takich specjalistów po prostu nie było, a nawet jeśli byli to i tak mieli zerowe doświadczenie bo gdzie mieli je zdobyć … na targu warzywnym, który był ostoją kapitalizmu w PRL gdzie każdy rolnik sprzedawał swoje produkty a żaden PGR mu nie pieprzył, że ziemniaki w Zakopanem kosztują 2,50 /kg to tutaj też muszą tyle kosztować. Skąd ci ludzie się mieli wziąć ??? Czy może ktoś mnie oświeci i powie, że na uczelniach w PRL uczono zasad działania kapitalizmu, ale obawiam się, że tylko w negatywnym świetle.

    Nawet jeśli założymy, że jakimś cudownym sposobem wróci trochę emigracji Amerykańskiej bądź innej do Polski znającej się na prowadzeniu przedsiębiorstw to i tak jest mało prawdopodobne, że zaraz po transrofmacji ktoś z kierowniczych stanowisk (znamienite słowa Wałęsy „trzeba skorzystać ze starych kadr póki nie wykształcimy swoich” ) wpuści takiego co ZDRADZIŁ POLSKĘ I UCIEKŁ DO USA ZAMIAST BUDOWAĆ SOCJALISTYCZNĄ OJCZYZNĘ, bo przypuszczam, że na kierowniczych stanowiskach byli ludzie z kręgów władzy, a oni mieli takie myślenie wbite to tych łbów.

    Jakim więc cudem takie zakłady jak:
    -Unitra
    -Odlewnia Ursus,
    -FSO które właściwie to nie wiadomo co teraz produkuje, bo co chwila ktoś inny tam wznawia i zamyka produkcję,
    -Star, który był przez jakiś czas Star MAN and busses a teraz jest tylko MAN,
    -Cegielski który jest uzależniony od Stoczni, których przyszłość też się nie rysuje różowo.
    -Polam
    -FMŻ która po upadłości została sprzedana przepraszam obecnie mówi się znalazła inwestora w postaci NewHolland (co i tak mnie cieszy, bo przecież praca ludzi jest ważniejsza od nazwy)
    -Jelcz, właśnie w stanie upadłości i na sprzedaż

    Powstaje pytanie czy nagle zmniejszyło się zapotrzebowanie na produkty przemysłowe ??? Przypuszczam, że nie. Obecnie jest szczególnie duży ruch w rolnictwie min. dzięki dopłatom dla rolników, którzy kupują masowo maszyny rolnicze, miałem okazje być na Polagrze i zainteresowanie było spore. Tylko jakoś nasz Ursus nie ten co kiedyś, choć życzę im jak najlepiej i cieszę się, że dalej można kupić ich produkty. Co do Unitry to przez jakiś czas produkcja była kontynuowana, ale konkurencja chińskich i tajwańskich produktów doszczętnie zadusiła te zakłady. Innym faktem jest, że zmieniła się mentalność, zamiast kompletu Diory, który w czasach wolnorynkowych okazał się drogi w produkcji, można było kupić modnego plastikowego Bum-boxa.

    Można by tu pisać, o Skodzie której się jakoś opłaca, mimo że w 89 byli w podobnej sytuacji co FSO. (tutaj zwrócę się z pytaniem do pana Rajmunda, czy rzeczywiście tak było), tylko SLD bo to chyba za ich czasów stwierdziło, że Deaewoo – TO BRZMI DUMNIE. Dziś to coś na D już nie istnieje, a to chyba o czymś świadczy. Jeżeli w 1996 przejęli firmę a zbańczyli w 1999.

    Chcąc już konkludować trudno pominąć, wobec niedawnych wydarzeń, temat sytuacji na PKP, przepraszam PKP już nie ma. Nie wiem co sądzą czytelnicy tego portalu na ten temat, jestem tu pierwszy raz, ale obecna sytuacja do normalnych nie należy. Czy droga bezwzględnej prywatyzacji jest słuszna… jeżeli koleje mają być sprywatyzowane to niech to będzie zrobione raz a dobrze np.: sprzedając całość DB albo kolejom rosyjskim które są zainteresowane (pomijając koleje regionalne).
    Albo JAK ZROZUMIAŁEM z przesłania pana Janusza Korwina – Mikke zlikwidować zupełnie kolej, bo to wynalazek rodem z początku XIX wieku.
    Brytyjczycy, słysząc opinie polskich komentatorów, nie są zadowoleni z przeprowadzonej prywatyzacji, a oni mieli do czynienia z kapitalizmem (a la UE, ale zawsze kapitalizmem) znacznie dłużej niż my.
    A może powrócić do stanu z lat 90 kiedy wszystko było w kupie, jechało się bo się jechało, narzekało się bo się narzekało, ale jakoś było.

    Powstaje z pozoru proste pytanie dla kogo jest kolej ???

    Dla ludzi, a jeśli tak to jakich, bogatych czy biedniejszych? Bogatsi mają samochody, mnie nie stać na samochód i na uczelnię jeżdżę z lokalnym przewoźnikiem a później MPK. Gdy jadę gdzieś dalej to jadę albo PKS, albo koleją. Nie narzekam, po prostu idea transportu masowego mi pasuje, a jeśli jest on państwowy (i o zgrozo jest dofinansowywany z kasy państwa) to nie stanowi to dla mnie problemu gdyż nieczęsto, ale z niego korzystam. O ile się nie mylę (jeśli tak to poprawcie), ale Niemcy mają kolej w większości państwową i mimo że sami narzekają, to jednak ich pociągi są na europejskim poziomie. Francuzi też chyba mają państwowe i mają TGV, więc źle chyba nie jest.

    Ogólnie temat rzeka i skończę teraz, bo może wywiąże się dalsza dyskusja. Żeby nie być tak pesymistycznym wspomnę o polskich zakładach przemysłowych, które radzą sobie całkiem dobrze

    -Solaris w Bolechowie
    -Pronar
    -Newag
    -Mode-Trans
    -Autosan
    -i inne żeby już więcej nie przedłużać

  11. Maciej napisał(a):

    Poznaniaku
    1) dyrektorzy przedsiębiorstw państwowych którzy po przekształceniach w tzw. jednoosobowe spółki skarbu państwa zostawali prezesami, od mniej więcej czasów gierkowskich, srali na ideały socjalizmu i myśleli o swojej prywatnej korzyści więc nie mieli powodów by nie dopuszczać jakichś fachowców z emigracji o ile tacy przyjeżdżali
    2)oczywiście że popyt na nasze produkty się pod koniec lat 80-tych załamał, w wyniku zapaści finansowej całego RWPG drastycznie kurczył się polski export, w wyniku rozmontowania niewydolnego sysytemu gospodarczego spadły zamówienia wewnętrzne bardzo wielu fabryk ( dla przykładu zapotrzebowanie rynku na samochody Star w 1979 – 23 tys. sztuk, w 1991- 3 tys. sztuk)

  12. Poznaniak napisał(a):

    O widzę, że ktoś tutaj zagląda

    Ad1 „Myśleli o własnej korzyści” , zgodzę się w 100% a jeśli korzystniej było splajtować i potem sprzedać ??? Jak wyżej zaznaczyłem, wiele zakładów było nierentownych w nowej sytuacji, ale wydaje mi się, że działanie na szkodę własnej spółki jest także karalne.

    Po transformacji ustrojowej wiele osób z „elit” komunistycznych, wyśmienicie się znalazło w nowej rzeczywistości, więc co do srania na ideały socjalizmu także się zgodzę.

    Nowością jest dla mnie fakt, że już od Gierka ktoś zostawał prezesem w jednoosobowej spółce skarbu państwa.

    Ad2 Tak, z tym także muszę się zgodzić, później sam o tym pomyślałem. Istotnie, że wówczas popyt drastycznie zmalał w wyniku zmian zachodzących w kraju i rozpadu bloku państw zależnych od ZSRR. Przypuszczam, że mało kto myślał o znaczących inwestycjach (wyżej wymienione 3 tys sztuk).
    Ale później rynek się ożywił, przecież nowe pojazdy kupować trzeba. Star jednak nie wykorzystał swojej szansy, chociaż otrzymywał zamówienia z wojska. Być może brakowało im środków na wdrożenie nowego produktu odpowiadającego potrzebom rynku, gdyż jak napisałem w komentarzu, ustrój PRL chronił polskie firmy nie tylko przed konkurencją, ale i także przed nowinkami technicznymi. Zachodnie firmy posiadały znacznie wyższą kulturę techniczną, chociażby MAN, który w 99 roku stał się głównym udziałowcem (wikipedia). Polskie produkty w porównaniu do tych zachodnich były po prostu słabsze. Chociażby model 266 produkowany z pewnymi zmianami od 73 do 2000 roku kiedy to MAN-Star (pewnie dzięki środkom od MAN-a) zaczął produkcję nowszego 1466.

    Star miał co prawda dobre 9 lat na modernizację przed przejęciem przez MAN z jakiś przyczyn to się jednak nie udało. Wcześniej Star był w rękach spółki Sobiesław i tutaj też nic nie wyszło. Myślę, że nie ma co rozpaczać nad samą marką Star jako taką, ważne że fabryka cały czas daje zatrudnienie LINK:

    http://infobus.pl/text.php?id=34484&from=tag

    Jedyne zastrzeżenia mogę mieć co najwyżej do sposobu transformacji po 89 roku. Bądź co bądź transformacja to nie budżet żeby się wprawić w jej przeprowadzanie, lecz uważam, że można to było zrobić z większym wyczuciem. Niekoniecznie w kontekście firmy Star, która przecież funkcjonowała po transformacji.

    Muszę poczytać więcej w tym temacie jak plan Sachsa-Liptona i inne takie. Ciekawe jest to co Wikipedia mówi o tym planie :”rozwiązanie problemów gospodarczych Polski przez nagły i śmiały skok w gospodarkę rynkową.” Nie, żebym uznawał Wiki za źródło wiedzy absolutnej, jak znajdę więcej czasu to poczytam w pewniejszym źródle.

    Pozdrawiam

  13. Rajmund Pollak napisał(a):

    Szanowny Poznaniaku,

    Z całym szacunkiem do pracy jaką włożyłeś, aby napisać komentarz, to jednak niewiele zrozumiałeś z mojego tekstu.
    Jedno wszakże jest cenne, a mianowicie fakt, że otworzyłeś nowy etap dyskusji i w ten oto sposób artykuł żyje dalej, a mnie własnie o to chodziło, aby ten artykuł był żywy.
    Zresztą treść tego tekstu tak bardzo zabolała niektórych sponsorów Pafere, że nie zgodzono się, abym brał udział w najnowszym konkursie, bo ktoś najwyraźniej obawia się co też ja mógłbym napisać do władz.
    pozdrawiam i proponuję przeczytać mój artykuł jeszcze raz.
    Rajmund Pollak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *