Braun: To zła historia jest matką złej polityki

To zła historia jest matką złej polityki. Niech się wam broń Boże nie wydaje, że możecie rozszerzyć waszą, piękną wolnościową idee, nie wracając do historii Czytaj więcej »

 

Albo igrzyska, albo chleb

Dewiza „chleba i igrzysk” winna być wypisana na sztandarach tzw. państwa opiekuńczego. I to nie tylko dlatego, że to właśnie do niej odwołują się politycy. Przede wszystkim dlatego, że jest wewnętrznie sprzeczna. Igrzyska już od starożytności sporo kosztują, więc wiadomo, że zabraknie na chleb.

Nie inaczej wygląda sytuacja w Polsce A.D. 2012. Po ostatnim gwizdku na turnieju Euro powoli zaczyna się tworzenie bilansu. Z pierwszych danych wynika, że zamiast skoku cywilizacyjnego trzeba liczyć straty. Bankructwa samorządów i przedsiębiorstw budowlanych to dopiero początek. Pomysły nacjonalizacji upadających przedsiębiorstw budowlanych już teraz wywołują sprzeciw Brukseli, a to oznacza, że ostateczny rachunek może być dużo wyższy, niż pierwotnie zakładano.

Wbrew pozorom w czasie, gdy miliony Polaków emocjonowało się grą Włochów, Hiszpanów czy Portugalczyków, politycy nie próżnowali. Pracowali nad nowelizacjami ustaw oraz przygotowywali „ambitne” projekty. Niektóre z nich budzą przerażenie swoim totalitarnym charakterem, przy którym projekty penalizacji „mowy nienawiści” wyglądają na niewinne igraszki.

Nowelizacja ustawy o zgromadzeniach przygotowana pod patronatem Prezydenta RP. Z jednej strony daje ona możliwość administracji terytorialnej odmowy zorganizowania manifestacji ze względu na zagrożenie „naruszenia porządku publicznego”, czyli – wedle własnego widzimisię. Ale to nie wszystko – ważniejsze bowiem jest co innego. Otóż ustawa ta nakłada na organizatorów obowiązek „przeprowadzenia demonstracji w taki sposób, aby zapobiec powstaniu szkód z winy uczestników zgromadzenia”. Zapobiegać mają wydając polecenia, ale jeśli nie odniosą one skutku – kara 7 tysięcy złotych. Z kolei niestosujący się do poleceń organizatora manifestanci też mogą zostać ukarani grzywną – 10 tysięcy złotych.

Nowelizacje ustaw o zapobieganiu epidemiom i inspekcji sanitarnej. To wyjątkowo niebezpieczne zmiany. Po pierwsze – rozszerzają obowiązek  szczepień na wszystkich Polaków, również dorosłych. W wyniku nowelizacji to nie Minister Zdrowia, ale Główny Inspektor Sanitarny decyduje o ogłoszeniu stanu epidemii. Najgorsze jednak, że odtąd to SANEPID sprawować będzie nadzór nad przebiegiem szczepień, zyskując prawo do stosowania „przymusu bezpośredniego” wobec opornych bez wyroku sądu czy chociażby obecności policji. Jednocześnie zniesiona zostaje jakakolwiek możliwość społecznej i rządowej kontroli nad działaniami SANEPIDU, który zyskuje również prawo do wglądu do wszystkich kontaktów, w tym telefonicznych i elektronicznych „osób podejrzanych lub zagrożonych chorobami zakaźnymi”.

Jakby tego było mało – zmieniona zostaje definicja „choroby zakaźnej”  w taki sposób, że praktycznie każda choroba może zostać uznana za kwalifikowaną do szczepienia. Prawnicy podkreślają, że stanowi to zagrożenie dla swobód obywatelskich, a także życia i zdrowia, zwłaszcza, że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zadecydowała, iż „wzbogacanie” rtęcią szczepionek dla dzieci nie jest niczym niewłaściwym. I to pomimo iż rtęć jest jedną z najbardziej toksycznych substancji, odpowiedzialną za trwałe kalectwo lub śmierć. Co będzie w szczepionkach aplikowanych przez SANEPID?

System monitorowania losów dziecka. Pomysłodawcą utworzenia „systemu” jest minister pracy, Władysław Kosiniak – Kamysz (co ciekawe w oparciu o podobny pomysł Joanny Kluzik – Rostowskiej). W centralnym systemie miałyby być gromadzone wszystkie informacje na temat dzieci (w tym o szczepieniach i chorobach), jakich dostarczą przedszkola, szkoły, opieka społeczna, lekarze rodzinni, kuratorzy, policja itp. Dostęp do bazy miałyby sądy rodzinne, które w wypadku pojawienia się zbyt wielu niepokojących sygnałów przyglądałyby się sprawie.

Niepokoi w tym przypadku kilka kwestii. Po pierwsze, informacje mają być gromadzone o dzieciach pochodzących z „rodzin wątpliwych”. Kto jednak, na jakich podstawach i według jakich kryteriów będzie kwalifikować rodziny – nie wiadomo. Niezależnie od tego oznacza to inwigilowanie społeczeństwa, gdyż bez tego nie da się ustalić, które rodziny są „wątpliwe”, a które nie. Po drugie powstaje pytanie, w jaki sposób spływające do systemu dane będą weryfikowane pod kątem prawdziwości. Po trzecie – co się stanie ze zgromadzonymi danymi po osiągnięciu pełnoletności człowieka?

Cóż, ostateczne rozliczenie zysków i strat „wielkiego święta piłkarskiego” jeszcze przed nami. Niezależnie od tego już od dawna pojawiają się głosy, że sytuacja gospodarcza, a tym samym ekonomiczna Polaków stale się pogarsza, a najgorsze jeszcze przed nami (np. w związku z wejściem w życie paktu energetyczno – klimatycznego w 2013 r.). Jak duże jest prawdopodobieństwo, że władza zechce wykorzystać te rozwiązania prawne do „neutralizacji” krytyki społecznej, czyli – ludzi? W przypadku PO nie mam złudzeń – zagrożenie jest ogromne.

Michał Nawrocki

Fot.: internet


One Response to Albo igrzyska, albo chleb

  1. Marko napisał(a):

    Ma Pan wiec jedyna w swoim rodzaju okazje w zyciu zrobienia raz na zawsze porzadku z „wladza” Oszustow. Zrobi pan z tego uzytek? Czy tylko pozostanie przy (zapewne slusznej) krytyce „piorkiem” pisanej?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *