Ubezpieczenia emerytalne – oto, za co jeszcze można podziwiać Szwajcarię

Szwajcarię można podziwiać za wiele rzeczy, szczególnie w porównaniu z jej rozrzutnymi sąsiadami Czytaj więcej »

 

Alicja Tysiąc i inni – walka o życie, czy o pieniądze?

Wykorzystując ostatnie dni wakacji nie ominęły mnie informacje, którymi przez kilka dni żyła cała Polska. W piątek 18 września w kopalni „Wujek – Śląsk” w Rudzie Śląskiej doszło do wybuchu metanu. W tej katastrofie górniczej zginęło 18 osób. Prezydent Lech Kaczyński jak zwykle w takich sytuacjach nie zawahał się wprowadzić w całym kraju żałoby narodowej. Polskie media prześcigały się w relacjonowaniu wydarzeń z tamtejszej kopalni. Zaczęto pokazywać tragedię rodzin, które w jednej chwili straciły swoich najbliższych. Wtedy media przekonywały, jak ważne jest życie każdego człowieka. Przekonywano nas, że życie ludzkie jest najważniejsze. Kiedy skończyła się żałoba narodowa, środki masowego przekazu zabrały się za sprawę Alicji Tysiąc. Tutaj już nie było takiej jednomyślności, jak w przypadku zmarłych górników. Próbowano usprawiedliwiać to, co zrobiła pani Tysiąc, a raczej to, co chciała zrobić ze swoim nienarodzonym jeszcze dzieckiem. Zamierzała ona dokonać aborcji, ale lekarze jej odmówili. Ostatecznie pozwoliła przyjść na świat swemu dziecku, ale zaczęła domagać się pewnej rekompensaty. Europejski Trybunał Praw Człowieka przyznał rację Alicji Tysiąc i nakazał Polsce wypłacenie 25 tys. euro zadośćuczynienia za to, że lekarze odmówili kobiecie usunąć jej ciążę. Lewicowi publicyści usprawiedliwiali decyzję niedoszłej zabójczyni własnego dziecka, zapominając o tym, jak jeszcze kilka dni wcześniej toczyła się walka o życie każdego górnika z kopalni „Wujek – Śląsk”.

To, co łączy obie sprawy, to walka nie o ludzkie życie, ale o pieniądze. Po tragedii w kopalni w Rudzie Śląskiej premier Donald Tusk zapowiedział, że rodziny zmarłych górników dostaną od rządu po 50 000 złotych. Zaraz przypomniała mi się relacja wdowy, która straciła męża po tragedii w kopalni „Halemba” 3 lata temu. Wtedy poszkodowane rodziny także otrzymały od rządu specjalną „premię”. Kobieta ta wspominała, że jak otrzymała pieniądze, wielu ludzi patrzyło na nią z pogardą. Nie ma w tym oczywiście nic dziwnego. W końcu niecodziennie dostaje się prawie 50 tys. zł, zwłaszcza z publicznej kasy. Obecnie władza państwowa rozdaje publiczne pieniądze tylko dlatego, że ktoś z bliskich zginął w kopalni. A przecież śmierć kogoś bliskiego jest prywatną sprawą rodziny, z którą zmarły był związany, a nie sprawą wagi państwowej. Rząd, rozdając niemałe pieniądze publiczne rodzinom zmarłych górników, faworyzuje ich. Jest to niesprawiedliwe i nieetyczne. W ten sposób majątek zwykłych Polaków marnuje się. Czy nie lepsza by była obniżka podatków? Wtedy każdy z nas miałby więcej pieniędzy i byłby przygotowany na nieszczęśliwy wypadek kogoś ze swoich bliskich.

Jest rzeczą oczywistą, że pieniądze szczęścia nie dają. Nie załatwią one za człowieka wszystkich problemów, zwłaszcza jeśli chodzi o śmierć kogoś bliskiego. Dziś jednak dochodzi do tego, że każdy chce zarobić choćby nawet ludzkim kosztem. Gdyby w kopalni „Wujek – Śląsk” zginął tylko jeden górnik, zapewne nikt by się nie przejmował rodziną tego zmarłego, nie byłoby żałoby narodowej, nie byłoby pomocy finansowej od rządu. Im więcej osób zginie, tym więcej później rząd da tym rodzinom nasze ciężko zarobione pieniądze. Wszyscy również musieliśmy złożyć się na Alicję Tysiąc, gdyż ta chciała zabić swoje dziecko, a lekarze jej nie pozwolili. Jak ostatnio się przekonaliśmy, te 25 tys. euro dla tej kobiety to za mało i chce jeszcze się trochę dorobić na „Gościu Niedzielnym”. Redaktorzy tej gazety wprost stwierdzili, że pani Tysiąc chciała zabić swoje nienarodzone dziecko. To nie spodobało się jej i pozwała ten katolicki tygodnik do sądu. 23 września Sąd Okręgowy w Katowicach przyznał rację Alicji Tysiąc. \”Gość Niedzielny\” i archidiecezja katowicka mają przeprosić niedoszłą zabójczynię swego dziecka i wypłacić jej 30 tys. zł zadośćuczynienia.

Można te dwa zdarzenia pozostawić bez komentarza. Można przecież stwierdzić, że skoro polski rząd daje zrozpaczonym rodzinom pieniądze, to znaczy, że dba on o swoich obywateli. Można także dojść do wniosku, że Alicja Tysiąc słusznie dopomina się o rekompensatę, gdyż ciężko jest siedzieć z trójką dzieci na zasiłku i trzeba jej dać 25 tysięcy euro od nas wszystkich i 30 tys. zł od „Gościa Niedzielnego”. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że te dwa opisane przeze mnie przypadki są skandaliczne. W państwie prawa rząd zajmuje się przede wszystkim polityką zagraniczną i nie ingeruje w sprawy rodzinne. W państwie prawa nie ma zgody na zabijanie kogokolwiek bez sprawiedliwego wyroku sądowego. Jest niedopuszczalne także, by w takim państwie zakazywano mediom mówić o tym, że aborcja jest zabójstwem nienarodzonego dziecka. Każdy przecież powinien mieć prawo do wyrażania własnych poglądów i żaden sąd nie powinien mu tego zakazywać.

Obecnie nie ma głosu sprzeciwu, gdy premier daje komuś 50 tysięcy zł dlatego, że tej osobie zginął ktoś bliski. Wręcz przeciwnie. Teraz uważa się, że taka postawa jest czymś dobrym. W ten sposób gra się na ludzkich emocjach i usprawiedliwia się przyznanie komuś sporej sumy publicznych pieniędzy. Wyrok Sądu Okręgowego w Katowicach ws. Alicji Tysiąc może świadczyć o powolnym przygotowywaniu polskiego społeczeństwa do tego, aby zaakceptować prawa kobiet do aborcji. Tak jak dziś przywykliśmy już do „pomocy” państwowej, tak za kilka lat możemy przywyknąć do zupełnie legalnego zabójstwa człowieka.

Mateusz Teska


3 Responses to Alicja Tysiąc i inni – walka o życie, czy o pieniądze?

  1. paweł napisał(a):

    Sytuacja pani Tysiąc w porównaniu z sytuacją rodzin górników, bądź też osób, które dotknęła jakaś tragedia jest o tyle inna, że p. Tysiąc sama wystąpiła o „rekompensatę” finansową po tym, jak spotkała ją pierwsza tragedia w postaci narodzin jej córki i druga – w postaci pogorszenia się jej wzroku w wyniku „tragedii” pierwszej. Jeśli chodzi o górników i ich rodziny to politycy, by się podlizać i złapać punkty wyborcze, sami wpychają tym ludziom wielkie odszkodowania finansowe. Z własnego podwórka znam sytuację, gdzie to tragedii (zginęło dziecko) lokalne władze dwoiły się i troiły, byleby tylko wejść w tę tragedię z buciorami i koniecznie wcisnąć jakąś jałmużnę. Bo to by potem ładnie w mediach wyglądało, jak władza dzieli troski ze swoimi poddanymi. Cóż, gdy polityka nastawia się tylko na marketing, na dbałość o wizerunek, wówczas politycy gotowi są zrobić z siebie największe kanalie, wyzbyć się całkowicie resztek przyzwoitości, zatracić człowieczeństwo…:-(

  2. Maciej Dybowski napisał(a):

    Pani Tysiąc miała stracić wzrok w wyniku urodzenia dziecka. Ponoć dostała jakąś grupę inwalidzką na okoliczność straty % tego wzroku. Ciekawe jak teraz jest z oczami p.Tysiąc – widzi dorastające dziecko, bodajże córkę, widzi zło jakie chciała zrobić swemu potomkowi? Czy nie widzi, że są środowiska, które wykorzystują ją i jej dziecko do diabelskich celów? Chodzi bardziej o wiedzę i wrażliwość, o miłość do innego człowieka niż o własne ego. Cywilizacja śmierci – wymysł szatana wydaje się zwyciężać, lecz bramy piekielne mego Kościoła nie przemogą. I to jest naszą nadzieją.

  3. Stach Ibah napisał(a):

    Państwo wypłaca odszkodowania gdyż jest właścicielem kopalni, w której miał miejsce wypadek.

    Oczywiście w normalnym kraju rodziny ofiar wnoszą pozew zbiorowy przeciwko właścicielowi kopalni (nie ma znaczenia czy jest to państwo czy właściciel prywatny) i sąd rozstrzyga sprawę nakazując właścicielowi wypłatę odszkodowań.

    Jednak na naszym podwórku wygląda to zgoła inaczej. Ten element zostaje pominięty. Państwo czyli właściciel mimo, że jest winny tragedii to przyjmuje rolę bezinteresownego opiekuna pokrzywdzonych. Ładnie to wygląda w telewizji gdy się mówi o tym, że państwo pomoże rodzinom ofiar. Zapomina się jednak o tym, że państwo jako właściciel kopalni jest sprawcą tragedii zobowiązanym do wypłacenia tych odszkodowań.

    Zacytuję tutaj słowa Janusza Korwin-Mikkego.
    „Gdy obecnie wypadek nastąpił w reżymowej kopalni, to nikt jakoś nie podkreśla, że to dlatego, że państwowa (a więc niczyja) i nikt na tej katastrofie nie straci kilku milionów… Gdyby był ktoś taki (dawniej nazywało się go „właścicielem”…) to by bardzo się starał, by do wypadku nie doszło, bo dla niego to, czy zarobi milion, czy straci siedem milionów jest BARDZO WAŻNE. Dla pracującego setkami miliardów państwa (udającego nieudolnie „właściciela”): jakby mniej…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *