W aucie posła Wójcikowskiego uszkodzone były przewody hamulcowe

Wokół tragicznej śmierci posła Rafała Wójcikowskiego ze stycznia br. narasta coraz więcej wątpliwości Czytaj więcej »

 

Andrzej Tymiński: Niech pracownicy sami płacą ZUS

Komentarz do artykułu St. Michalkiewicza – „Błogosławiona wina”

Ja nie znam – w przeciwieństwie do p. Stanisława Michalkiewicza – osobiście Pani Gilowskiej, ani nawet jej prawdziwego stosunku do kwestii podatkowych. Ale skoro już uprawiamy myślenie pozytywne, proponuję podpowiedzieć Jej następny pomysł z serii „jak wyrolować kapłanów” lub „jak uświadomić szarego obywatela”.

Sprawa dotyczy ZUS. To też jest działka, na której zakwitło przekonanie o niemożliwości zrobienia niczego z powodu oporu społecznego. A gdyby tak i w tej kwestii nakłonić społeczeństwo do zmiany zdania?

Jak? Proste! Wystarczy, że oprócz profitów w postaci rent, emerytur, zasiłków, itp. pozna ono drugą stronę medalu, czyli obciążenia. Pozna! Bo przecież do tej pory przeciętnemu Kowalskiemu wydaje się, że to pracodawca płaci na jego emeryturę, a On – Kowalski spija tylko korzyści. Nie ma się co dziwić, bo przecież On – Kowalski nigdy nie widział wpłacanych do ZUS pieniędzy, nie miał możliwości poczuć ich szelestu w dłoni. Nie wie więc, że to są jego (!) pieniądze, że pracodawca tylko wypisuje na przelewie numer konta i że jest mu wszystko jedno czy będzie to konto ZUS czy pracownika. Kapłani oczywiście zadbali o pozory. Przelew każą dzielić na kilka części. Każdej z nich nadają jakiś specjalny tytuł, uzasadnienie, obudowują stosem przepisów zrozumiałych jak szamańskie zaklęcia (brak tylko kadzidełek i rytualnych tańców, bo wyrocznia w postaci programu „Płatnik” działa już bez błędów). Ale prawda jest jedna – pieniądze są Kowalskiego! Nie państwowe! Nie pracodawcy! Pracodawca tu tylko dostaje po d* jeśli się przypadkiem pomyli.

Gdyby więc przy okazji na przykład któregoś programu z cyklu „zielone światło dla przedsiębiorstw” przemycić drobny zapis w ustawie o tym, że kasa którą do tej pory pracodawca wpłaca na konto ZUS z tytułu zatrudniania pracownika ma być wypłacona temuż pracownikowi, a ten osobiście ma regulować zobowiązania wobec ZUS. Bez zmiany stawek! Bez rewolucyjnych haseł! Bez fanfar! Tak niewiele. Skutek finansowy zerowy. Można przy tym powołać się na przejrzystość procedur. Można zapisać na swoim koncie uproszczenia w zakresie prawa gospodarczego, przeciwdziałanie szarej strefie, itd. Zresztą – doradcy ministerialni już będą wiedzieli jak z pożytkiem dla siebie uzasadnić taką decyzję. Tym bardziej, że skutki jej będą dla gospodarki nie do przecenienia!

Ale przy okazji (dla mnie byłby to główny cel). Szary Obywatel dostanie do ręki prawdę. Nie można powiedzieć, że dostanie kasę, skoro będzie ją musiał natychmiast oddać. Ale nie trudno sobie wyobrazić, co będzie czuł niosąc, co miesiąc trzecią część swoich wynagrodzeń do ZUS. Nie sposób oprzeć się przekonaniu, że szybko zaświta mu w głowie możliwość jakiegoś lepszego zabezpieczenia na starość, że nagle odkryje zalety bezpośredniego płacenia lekarzowi za opiekę, itd.

A wtedy, który rząd stanie na drodze społecznych oczekiwań?

Andrzej Tymiński
(12 czerwca 2006)


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *