Michalkiewicz o przebierańcach w średniowiecznych łachach – czyli wymiar sprawiedliwości III RP

To kupa gówna - tak wymiar sprawiedliwości określa znany publicysta Stanisław Michalkiewicz Czytaj więcej »

 

Antyspiskowiec

Współczesny człowiek skazany jest na informację opakowaną już gotowymi komentarzami i wyjaśnieniami. Toporną manipulację spostrzegawczy odbiorca szybko rozszyfruje i odrzuci. Bowiem wielu z nas zachowało naturalną skłonność do porządkowania  rejestrowanych faktów i tak długo przestawiamy je oraz uzupełniamy o brakujące elementy, aż  jak puzzle utworzą jedną spójną całość a to co nie pasuje wypychamy z pamięci. W ten sposób powstają lepsze lub gorsze hipotezy zwane pogardliwie teoriami spiskowymi. Specjaliści od dezinformacji wiedzą, że kłamstwo ma krótkie nogi i zalecają subtelniejszą technikę urabiania opinii polegającą na odpowiednim zestawianiu faktów i ich filtrowaniu, tak by pożądaną ocenę odbiorca informacji sam formułował. No ale ta metoda jest bardzo kosztowna, trzeba posłużyć się talentem wspartym nieprzeciętną wyobraźnią  i inteligencją. Tylko wybitni „aktorzy” potrafią zmylić naszą naturalną zdolność do odkrywania fałszu, choć współczesny  system oświatowy skutecznie tępi wrodzoną wrażliwość na tzw. dysonans poznawczy a nadto wykształca sposoby jego rozwiązywania w oparciu o wiedzę spływającą z „autorytetów ” a nie na drodze logicznej analizy.

Na powtarzające się pytania pięciolatka mamy zwykle odpowiedź „Bo tak jest!. I przestań wreszcie nudzić”. Dzieci skutecznie negliżują luki w naszej wiedzy i brak konsekwencji. Ale i ten problem wkrótce rozwiążemy, dzięki obowiązkowemu kształceniu przedszkolnemu. Nim dziecko zacznie sprawnie operować abstrakcyjnymi pojęciami i logiką, wtłoczone gotowe schematy zniechęcą je do podejmowania samodzielnych poszukiwań.

Powyższe myśli nachodziły mnie podczas lektury tekstu „Cel jest tylko jeden – nowy porządek świata”  zamieszczonego na onet.pl przez  p.Tomasza Michalskiego. Na początku p.Michalski podaje nam obrazową definicję teorii spiskowej cytuję: „Kiedy coś nam się nie udaje, to bardzo często tłumaczymy sobie to teorią spiskową: – szef się na mnie uwziął, dlatego zarabiam tak mało; wykładowca mnie nie lubi, więc nie zaliczył mi przedmiotu; koledzy w pracy, czy na studiach ciągle rzucają mi kłody pod nogi, dlatego nic mi się nie udaje.” Unika definicji wprost, bo musiałby stwierdzić, że są to hipotezy wskazujące na przyczynę, której prawdopodobieństwo wystąpienia jest bardzo małe a równocześnie istnieją inne bardziej przekonywujące wyjaśnienia.

Posługując się metodą autora zapytam, czy gdyby ktoś znając treść „Mein Kampf” stwierdził przed 1933r, że ten człowiek po dojściu do władzy w ramach budowy narodowego socjalizmu, stworzy najsprawniejszą technikę unicestwiania ludzi, to byłaby to teoria spiskowa? Przecież wtedy nie było jeszcze żadnych dowodów na to poza programem wyznaczającym ostateczne cele. Podobne wnioski drogą dedukcji wyprowadził już Bastiat (genialny publicysta i ekonomista) analizując program socjalistów. Czyżby i on był twórcą teorii spiskowej?

Wrzucenie do jednego worka, wypowiedzi internautów o różnym poziomie analitycznym na temat przyczyn kryzysu, jest zabiegiem, który sprawia, że czytający lokuje wspólny mianownik dla tych wypowiedzi w okolicach absurdu.

Ustalmy więc fakty:

– przyczyna kryzysów finansowych i gospodarczych znana jest co najmniej od dwóch wieków,
– ostatnie kryzysy w 1987r i w 2000r. komentowano i opisywano w podobnym duchu co obecny, mimo to polityka banków nie uległa zmianie,
– Alan Greenspan w praktyce podejmował decyzje sprzeczne z własnym dorobkiem naukowym,
– w roku 2008 banki w Polsce wykazały czysty zysk ponad 16 mld a mimo to ograniczyły akcję kredytową i żądają od państwa znaczącego wsparcia.
– banki powinny zarabiać głównie na akcji kredytowej, Jeśli rezygnują z udzielania   kredytów to znaczy, że mają na uwadze większe zyski z operacji na przeprowadzenie której tworzą rezerwy ( atak spekulacyjny na walutę krajową, wykup akcji przedsiębiorstw po doprowadzeniu giełdy do możliwie najniższego poziomu),
– proponowane przez banki  oprocentowanie depozytów jest znacznie większe od   oprocentowania kredytu refinansowego NBP, dlaczego zamiast przepłacać nie pożyczają pieniędzy w NBP?. Przecież efektem tych działań jest wypłukiwanie żywej gotówki z rynku ze szkodą dla przedsiębiorstw.

W świetle powyższych faktów bajdurzenie o niesprawności systemu wolnego rynku jest kpiną ze zdrowego rozsądku. A wobec braku oficjalnego, względnie logicznego wyjaśnienia, wszelkie najbardziej fantastyczne hipotezy są lepsze niż doświadczanie – niektórym się to jeszcze przydarza – przykrego uczucia dysonansu poznawczego.

Wojciech Czarniecki

foto: http://www.politykaglobalna.pl/


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *