Rosyjsko-chińskie porozumienie przestrogą dla UE

W Europie dominuje dyskusja o losach budowy Nord Stream 2, brexicie i kryzysie w strefie euro. Im dalej na Wschód, tym więcej mówi się o pogłębianiu współpracy Rosji i Chin Czytaj więcej »

 

Artur Górski: Nie wiem, czy bilans polskiej obecności w UE jest dla nas korzystny

Przedwyborcza rozmowa z posłem PiS, Arturem Górskim, kandydatem do europarlamentu.


Jakie są korzenie pańskiej aktywności politycznej? Czy była to tradycja rodzina?

Z domu wyniosłem bardziej tradycje patriotyczne, antykomunistyczne, niż sensu stricte polityczne. Byłem wychowywany w kulcie marszałka Józefa Piłsudskiego i ks. Jerzego Popiełuszki. Moi rodzice uczęszczali na Msze za Ojczyznę, odprawiane przez ks. Jerzego w żoliborskiej świątyni i gromadzili jego kazania, a po jego męczeńskiej śmierci byli wierni pamięci ks. Jerzego. Razem chodziliśmy na kolejne Msze Św. w rocznice śmierci ks. Jerzego. Natomiast w liceum uważałem się za Piłsudczyka i aż do 18 roku życia chodziłem z metalową główką Marszałka w klapie. Ceniłem wówczas Piłsudskiego za to, że w 1920 r. pogonił bolszewików, a w 1926 r. rozpędził zanarchizowany parlament.

Jak biegła dotychczasowa droga pańskiej działalności politycznej? Czy jest coś z czego jest Pan na tej drodze dumny, albo coś czego się wstydzi?


Moja działalność polityczna zaczęła się stosunkowo późno, gdyż w 2002 r. wraz z wyborem do Rady Dzielnicy Mokotów z listy PiS. Natomiast moja poważna działalność publiczna zaczęła się 7 marca 1988 r., wraz z założeniem Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego, którego zostałem prezesem. Wówczas już byłem świadomym, zadeklarowanym konserwatystą, jakim jestem do dzisiaj. Powodów do wstydu nie mam, natomiast niewątpliwie jestem dumny z tego, że w 1988 r. założyłem kwartalnik popularno-naukowy "Pro Fide, Rege et Lege", którego przez 20 lat byłem redaktorem naczelnym i który do dziś się ukazuje.

Czy istnieje potrzeba zmiany ordynacji wyborczych w wyborach parlamentarnych i samorządowych? Jeżeli tak, to jaka powinna być nowa ordynacja? Proporcjonalna bez progów, taka jak teraz? Z podziałem na okręgi, czy bez podziału na okręgi? Czy należy zmniejszyć ilość mandatów, i w jakim stopniu?

Kiedyś byłem zwolennikiem systemu większościowego, ale wieloletnie obserwacje, w tym wyników wyborów do Senatu, spowodowały, że jestem zwolennikiem obecnego systemu proporcjonalnego. Dopuszczam wybory większościowe w samorządzie, dostrzegam walory systemu mieszanego na Litwie, gdzie połowa mandatów jest obsadzana w jednomandatowych okręgach wyborczych, ale nie widzę systemu większościowego jako metody na uzdrowienie wyborów. Progi bym pozostawił, gdyż to zmniejsza ryzyko nadmiernego rozbicia parlamentu. Natomiast poważnie bym rozważył zmniejszenie liczby posłów o 1/3, pod warunkiem, że odeszli byśmy od szaleństwa legislacyjnego, które dziś funduje rząd i wszystkie partie, które prześcigają się w składaniu projektów ustaw. Bo przecież ktoś musi nad tymi projektami pracować w Sejmie.

Czy należy zachować obecny ustrój z dwuwładzą wykonawczą, czy może wprowadzić ustrój prezydencki?

Ustrój w obu przypadkach pozostanie ten sam - republikański. Natomiast jako konserwatysta zawsze byłem zwolennikiem systemu prezydenckiego. Uważam, że dziś Konstytucja RP funduje nam dwie polityki zagraniczne i podwójną władzę nad armią i niepotrzebną rywalizację w tym względzie między prezydentem a premierem. Natomiast jeśli premier i prezydent reprezentują inne siły polityczne, grozi nam paraliż państwa i podważanie autorytetu głowy państwa przez premiera, czego byliśmy świadkami za prezydentury Lecha Kaczyńskiego i rządów premiera Tuska.

Czy państwo powinno tak jak do tej pory ingerować we wszystkie dziedziny życia Polaków, czy może państwo powinno ograniczyć swoje kompetencje do kilku najważniejszych dziedzin? Jeżeli tak jakie to powinny być dziedziny?


Nie ma wątpliwości, że przepisy prawa mamy przeregulowane, że jest ciążenie ku szczegółowym regulacjom, w których ustawodawcy starają się przewidzieć i uregulować jak najwięcej sytuacji życiowych. Jeśli ma to służyć likwidacji możliwości omijania obowiązku płacenia podatków, to jest to właściwy kierunek. Ale jeśli nadregulacje służą ograniczaniu wolności i odpowiedzialności rodziców za dzieci i przekazywaniu tej odpowiedzialności na urzędników, to takie rozwiązania szkodzą rodzinie i prowadzą de facto do jej demontażu. Niewątpliwie obowiązująca wcześniej zasada, dziś nie mieszcząca się w głowach prawników, że dopuszczalne jest to, co nie jest zabronione, powinna mieć swoje zastosowanie.

Oczywiście są dziedziny, w których państwo bierze pełną odpowiedzialność: polityka międzynarodowa, bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne, wymiar sprawiedliwości. Jednak po to mamy aż trzy poziomy samorządu: gminny, powiatowy i wojewódzki, aby państwo mogło przelewać na samorząd jak najwięcej swoich kompetencji. Tak zrobiono np. z oświatą publiczną, tylko nie przekazano samorządom podatków, z których ta oświata powinna być finansowana. Co prawda rząd zgodnie z ustawą zobowiązał się przekazywać określone środki, ale przekazuje ich coraz mniej i wysyła sygnał do gmin, że muszą same sobie radzić, nie mając ku temu narzędzi. To powoduje, że gminy się zadłużają, a rząd umywa ręce.

Czy rolą parlamentu powinno być tworzenie nowych przepisów czy likwidowanie szkodliwych dotychczas istniejących? Jakie przepisy dziś krępujące życie gospodarcze i aktywność obywateli należy zlikwidować?

Wbrew pozorom sprawa nie jest prosta, bo trudno przyjąć na sztywno pewne opcje. Z jednej strony oczywiście należy likwidować bzdurne, nieżyciowe, a tym bardziej szkodliwe przepisy, ale z drugiej strony rząd ma prawo do realizacji swojej polityki. Jeżeli rząd PiS będzie np. chciał zlikwidować gimnazja i przywrócić 8-klasowe podstawówki i 4-klasowe szkoły średnie, to nie da się tego zrobić bez uchwalenia całego pakietu ustaw.

Nie ma wątpliwości, że w obszarze funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego, zakładania i działania stowarzyszeń i fundacji, urzędnicy i sędziowie mają zbyt wiele władzy. Znam przypadek, że urzędnicy ratusza tak nakazali poprawić dokumenty stowarzyszenia, od tych poprawek uzależniając zgodę na rejestrację, że inicjatorzy tego podmiotu przestali widzieć sens jego rejestracji w kształcie zaproponowanym przez urzędników.

Natomiast jeśli chodzi o życie gospodarcze, to nie od dziś wiadomo, że mamy nadmierną biurokrację, która krępuje działalność gospodarczą. Symbolem jest czas rejestracji firmy. W Polsce trwa miesiąc, gdy np. w Australii i Portugalii tylko 3 dni. Jeśli tam można, to dlaczego u nas się nie da? Albo kwestie sprawozdawczości. Każda firma jest zobowiązana do wysyłania 6300 różnych informacji do urzędów, od służb podatkowych, przez ZUS, po GUS, co małe firmy wręcz paraliżuje, utrudniając prowadzenie właściwej działalności gospodarczej. Uważam, że sprawozdawczość firm powinna być zdecydowanie ograniczona i uproszczona.

Czy wysokie podatki i liczne przepisy uniemożliwiają rozwój przedsiębiorczości, a w konsekwencji odpowiadają za pauperyzacje Polaków i powszechne bezrobocie? Jak powinien się zmienić system podatkowy, wysokość i formy podatków?

Wysokie podatki to nie jest jedyna przyczyna powszechnego bezrobocia, jak i nie jest to jedyna przyczyna stagnacji w gospodarce. Ale niewątpliwie mądra polityka podatkowa może być poważnym stymulatorem gospodarki i wzrostu zamożności Polaków, jako odwrotności ich pauperyzacji. I jeśli generalnie przyjmiemy, że obniżanie wysokości różnych danin publicznych, w tym polityki składkowej, sprzyja rozwojowi przedsiębiorczości, to jednak w różnych okolicznościach mogą być zastosowane różne elementy. Popatrzmy jak to zrobili Węgrzy. Po pierwsze, wprowadzili podatek kryzysowy, okresowy, który faktycznie po okresie określonym w ustawie przestał obowiązywać. Zupełnie odwrotnie zrobił Tusk, który z podatku pierwotnie okresowego faktycznie zrobił podatek stały. Po drugie, Orban obniżył podatki dla firm rodzinnych, małych. Ale także - po trzecie - opodatkował te obszary gospodarki, które miały zdolności podatkowe, a zatem zagraniczną bankowość, telekomunikację i energetykę, przy czym zabroniono ustawowo obciążać klientów kosztami podatków. Dzięki temu krótkoterminowo nie spadły dochody do węgierskiego budżetu, a długoterminowo zaczęły rosnąć. Ktoś powie, że to było "ręczne sterowanie" podatkami. Może i tak, ale najkorzystniejsze z punktu widzenia obywateli i interesów państwa.

Czy państwo powinno objąć wszystkich Polaków prawem do świadczeń zdrowotnych finansowanych z budżetu? Jaki powinien być model lecznictwa? Czy świadczeniodawcy powinni być państwowi czy prywatni? Czy świadczenia powinny być finansowane z podatków czy przez samych pacjentów?

Sprawa nie jest prosta, gdyż w finansowaniu służby zdrowia mamy duże zabagnienie, a przecież skala tego finansowania jest ogromna. Tak ogromna, że daje szerokie pole do nadużyć zarówno w publicznych placówkach, jak i tych prywatyzowanych. Państwo najpierw zgodziło się, aby szpitale publiczne, przeważnie samorządowe zaciągnęły różne pożyczki na zakup sprzętu, czy na rozbudowę, a następnie zobowiązało się przy ogłoszeniu bankructwa i sprzedaży tych szpitali podmiotom prywatnym na zapłacenie tych długów. I to jest chore. Ponadto znaczną część społeczeństwa mamy bardzo spauperyzowaną, szczególnie dużo starszych osób jest całkowicie zależnych od NFZ. To powoduje, że obok publicznej służby zdrowia powinni funkcjonować, tak jak obecnie, prywatni świadczeniodawcy. Natomiast niewątpliwie chorą jest sytuacja, że pacjent, który płaci składki na NFZ, następnie płaci drugi raz za usługę w prywatnej służbie zdrowia, jeśli chce uniknąć wielomiesięcznej kolejki. Takim osobom te środki powinny być im zwracane lub zaliczane do okresu składkowego.

Czy decyzja o objęciu wszystkich Polaków prawem do świadczeń zdrowotnych finansowanych z budżetu pozwoliła by na likwidacje urzędów pracy, których dzisiejsza rola realnie ogranicza się do zapewnienia bezrobotnym prawa do bezpłatnych świadczeń lekarskich? Czy może jest to zły pomysł i funkcjonowanie urzędów pracy jest potrzebne dla obywateli? Czy państwo powinno utrzymywać biurokracje pomocy społecznej czy zlikwidować ją, i pozostawić ten zakres spraw samym obywatelom?

Mając świadomość, jak źle działają urzędy pracy i ile pieniędzy jest tam marnowanych, choćby na tzw. miękkie szkolenia, które zupełnie nie odpowiadają potrzebom rynku pracy, albo jak mało efektywnie działa pośrednictwo pracy, które u nas nie ma tradycji, pierwsza myśl jest za ich likwidacją. No tak, ale ktoś musi weryfikować bezrobotnych pod kątem ich prawa do zasiłku, bo tylko tacy bezrobotni mają mieć zachowane prawo do korzystania z publicznej służby zdrowia na koszt państwa. Uważam, że to zadanie mogłyby realizować gminne ośrodki pomocy społecznej. Nie ma potrzeby utrzymywania urzędów bezrobocia, skoro i tak większość bezrobotnych, gdy kończą się ich okresy zasiłkowe, trafia do OPS-ów, gdzie istnieje dalsza pomoc finansowa, oferowana przez samorządy. No bo co to znaczy, żeby pozostawić ten zakres spraw samym obywatelom? Organizacje społeczne nie udźwigną tych zadań, a struktury samorządowe tylko przy wsparciu państwa, bo obszary biedy i bezrobocia są zbyt duże. Byłoby to możliwe przy bezrobociu sięgającym kilku procent, ale nie kilkunastu.

Jak rozwiązać problem ubezpieczeń emerytalnych? Czy należy zaprzestać poboru składek by nie zaciągać nowych zobowiązań, i dotychczasowe zobowiązania spłać z budżetu, a decyzje o dobrowolnym prywatnym ubezpieczeniu pozostawić samym obywatelom?

To co zrobił rząd, czyli przejęcie środków z prywatnych firm ubezpieczeniowych na rzecz ZUS, to pozostawienie obywatelom alternatywy bez alternatywy. Ten skok rządu na kasę prywatnych podmiotów, jak byśmy ich nie oceniali, spowodował podważenie zaufania do państwa. To chwilowe zaklejenie dziury budżetowej kosztem obywateli sprawiło, że obywatele nie mają pewności, że jeśli wybiorą prywatne ubezpieczenie, czy za jakiś czas rząd znów nie znacjonalizuje tych środków. Mówię o rządach PO-PSL. Owszem, problem ZUS pozostaje i za jakiś czas ponownie pojawią się problemy z wypłatą emerytur. Dlatego kolejny rząd, mam nadzieję, że będzie to rząd PiS, musi przeprowadzić generalną reformę systemu. Nie znam się na tych sprawach i nie potrafię czegoś podpowiedzieć, ale wiem, że jeśli takiej gruntownej reformy nie będzie, to będziemy świadkami katastrofy systemu i oczywiście wówczas odpowiedzialność spadnie na rząd.

Czy należy odebrać przywileje emerytalne wszystkim byłym pracownikom aparatu represji, władzy i propagandy reżimu komunistycznego?

Zdecydowanie tak i sprawa nie powinna podlegać dyskusji. Jeśli tego do dziś skutecznie nie przeprowadzono, to tylko dlatego, że sądy i TK stoją na stanowisku, wyinterpretowanym z obecnej Konstytucji RP, że pozbawiając ich emerytalnych przywilejów wprowadza się nierówność obywateli i UB-ekom zabiera prawa nabyte. Dla mnie jest to kuriozalna interpretacja, która pokazuje, że trzeba wymienić starych sędziów i zmienić obecną ustawę zasadniczą, która chroni pozostałości PRL-u.

Jak powinno wyglądać rozliczenie się z dziedzictwem reżimu komunistycznego?

Przede wszystkim nie przeprowadzono w Polsce ustawowej reprywatyzacji. Jesteśmy jedynym krajem postkomunistycznym, w którym nie tylko nie zwrócono zagrabionych majątków byłym właścicielom i ich prawnym spadkobiercom, ani nie zagwarantowano rekompensaty w tych sytuacjach, w których zwrot nie był już możliwy. Owszem toczą się wieloletnie procesy i czasem byli właściciele je wygrywają, ale szczególnie wówczas, gdy grabież przeprowadzono z naruszeniem PRL-owskiego prawa. I to jest absurd, że punktem odniesienia dla obecnych sądów jest prawo komunistyczne, ale jak zauważają sędziowie, innego nie ma. Najbliżej byliśmy przyjęcia ustawy reprywatyzacyjnej w 2001 r. Ale wówczas zawetował ją prezydent Aleksander Kwaśniewski. Jak tłumaczył uczynił to w trosce o dobro narodu. Jego zdaniem przyjęty w ustawie sposób zwrotu własności byłym właścicielom był sprzeczny z zasadami sprawiedliwości społecznej oraz równości obywateli wobec prawa. Jak dobrze znamy te slogany, które właśnie pomagają chronić interesy tych, którzy zrobili je w PRL-u. Za rządów PiS wróciliśmy do problemu, przygotowaliśmy dwa projekty ustaw, jedną ogólnopolską, a drugą "warszawską", gdyż nacjonalizacja w Warszawie nastąpiła na podstawie odrębnych przepisów, ale nie zdążyliśmy ich uchwalić. Natomiast za rządów PO prac praktycznie nie rozpoczęto, gdyż z jednej strony był sprzeciw wobec reprywatyzacji ze strony Ministra Finansów, a z drugiej PSL-u.

Czy w jakiś sposób system edukacji powinien być zmieniony? Czy należało by zlikwidować MEN, kuratoria i państwowe programy nauczania?

W pytaniu tym widać skrajnie liberalne podejście Pana Bodakowskiego. Ja jako konserwatysta tak daleko bym się nie posunął i ministerstwa odpowiedzialnego za oświatę nie likwidował, tym bardziej, że obok szkolnictwa niepublicznego pozostaje szkolnictwo publiczne, a nauczanie obowiązkowe. Nie ma wątpliwości, że trzeba zmienić strukturę szkolnictwa, zlikwidować gimnazja i zmienić programy nauczania. Oczywiście, że najbardziej uczniom może zaszkodzić MEN i teraz właśnie szkodzi, ale też mądry minister może zaproponować rozwiązania, które nie tylko przygotują uczniów do kolejnych poziomów edukacji i wyzwań rynku pracy, ale też spowodują "uszlachetnienie dusz" młodych ludzi, którzy będą wrażliwi nie tylko na drugiego człowieka, ale też na wartości patriotyczne.

Czy Polska powinna pozostać członkiem Unii Europejskiej? Czy bilans polskiej obecności w UE jest korzystny dla Polski? Czy fundusze europejskie zmodernizowały Polskę czy zostały zmarnowane na propagandę, niepotrzebne inwestycje i zadłużanie Polski?

Byłem przeciwnikiem wejścia Polski do Unii Europejskiej, ale to referendum przegraliśmy. Polacy wybrali akcesję, choć pewnie częściowo nieświadomie, a częściowo z przesadnymi nadziejami. Inną rzeczą jest fakt, że nie eksponowano moralnego upadku UE, który dziś tak irytuje. Pamiętam słowa św. Jana Pawła II, który nauczał o chrześcijańskiej idei braterstwa, z której miała narodzić się Europejska Wspólnota Ducha. Podczas homilii w Gnieźnie papież mówił: „Nie będzie jedności Europy, dopóki nie będzie ona wspólnotą ducha”. I to jest wielkie zadanie dla katolicko-konserwatywnych polityków, aby zabiegać o chrześcijański charakter Europy, o powrót do korzeni. Jeśli to nam się po części uda, to obronimy rodzinę. Nie możemy jej zostawiać na pastwę europejskiej lewicy i genderowców. Natomiast już samo "granie" wyjściem z UE mogłoby pomóc w budowaniu naszej pozycji w Unii i uzyskaniu dla Polski dodatkowych bonusów. Taka gra ze strony Wielkiej Brytanii przyniosła temu krajowi same korzyści, jak choćby pozostawienie funta.

Nie potrafię ocenić, czy bilans polskiej obecności w UE jest korzystny dla Polski. Wiem natomiast, że zmarnowano szanse w obszarze funduszy europejskich, które miały zmodernizować Polskę. Sam fakt, że tyle lat od akcesji nie ma w Polsce prawdziwych autostrad między największymi miastami i na głównych kierunkach transportowych, świadczy o porażce tego rządu. I żadna propaganda tego nie zmieni, bo wiemy, ile było nieprawidłowości, korupcji i marnotrawstwa przy tych inwestycjach, jak słaba jest jakość niektórych odcinków dróg i ile kosztowały. Polityka inwestycyjna, infrastrukturalna oparta na pieniądzach z Brukseli, to całkowita katastrofa rządu.

Jak usprawnić pracę sądownictwa?

Nie podejmuję się odpowiedzieć na to pytanie. Nie mam wiedzy w obszarze wymiaru sprawiedliwości i nie chcę opowiadać głupot.

Czy powinno przywrócić się w Polsce karę śmierci za morderstwo? Czy kara śmierci powinna dotyczyć innych przestępstw np. pedofilii czy sprzedaży narkotyków nieletnim? A może należało by zalegalizować handel narkotykami? Czy powinno się ograniczyć ustawowo dostęp nieletnich do pornografii?

Jako konserwatysta powiem, że jest to kwestia zmiany przepisów prawa, choć spotkałoby się to ze sprzeciwem UE i zarzutem, że upodobniamy się do Białorusi. Jako absolwent katolickiej uczelni, który studiował katolicką naukę społeczną, powiem, że kara śmierci to ostateczność, gdyż mamy dziś możliwość izolacji każdego przestępcy. I w tym kontekście był bym za częstszym stosowaniem kary dożywocia i rzadszą zamianą tej kary na 25 lat więzienia. Surowość wymiaru sprawiedliwości nie musi od razu oznaczać wprowadzenia kary śmierci. Natomiast nie da się porównać morderstwa z dilerstwem narkotykowym, co też powinno być surowo karane. Jako konserwatysta i katolik jestem zdecydowanym przeciwnikiem legalizacji handlu narkotykami, legalizacji prostytucji i dostępu nieletnich do pornografii. Ci którzy to postulują pod hasłem wolności pojęcia wolności zupełnie nie rozumieją, gdyż prostytucja i narkotyki, a nawet otwarty dostęp młodzieży do sexu i tym bardziej do aborcji nie oznacza większej wolności, tylko właśnie prowadzi do zniewolenia, a w przypadku aborcji wręcz do morderstwa.

Czy należy zakazać wszelkich form aborcji?

Jako katolik jestem przeciwko tzw. "kompromisowi" konstytucyjnemu w kwestii aborcji. Uważam, że w każdej sytuacji powinno być chronione życie ludzkie od poczęcia, tym bardziej, że dzięki rozwojowi medycyny przesłanki stojące za tym "kompromisem" już praktycznie nie istnieją, bo chore dziecko można leczyć w okresie prenatalnym, w wielu przypadkach ze sporym powodzeniem.

Czy procedury in vitro powinny być zabronione, legalne, czy legalne i finansowane przez państwo?

Jeżeli staniemy konsekwentnie na stanowisku nauki moralnej i doktryny katolickiej, to procedury in vitro nie powinny zostać zalegalizowane, a obecne praktyki w tym względzie zabronione. Tym bardziej nie wchodzi w rachubę legalizacja "tylnymi drzwiami" in vitro przez finansowanie tych procedur przez państwo. Brakuje pieniędzy na walkę z rakiem, NFZ zastanawia się, jakie leki mogą być refundowane, a które nie, a tymczasem są pieniądze na in vitro. Wydaje się, że kolejność powinna być zupełnie inna.

Czy należy wprowadzić zakaz propagowania zachowań szkodliwych dla zdrowia, homoseksualizmu, nikotynizmu czy hazardu?

Tak.

Czy lichwa powinna być zakazana?

Oczywiście.

Czy państwo powinno z budżetu finansować edukację historyczną obywateli?

Tak.

Czy należy zlikwidować publiczne media i zaprzestać poboru abonamentu?

Publiczne media powinny pozostać, czyli faktycznie realizować charakter misyjny, czyli w sposób rzeczywisty służyć obywatelom, choćby przez pokazywanie kultury wysokiej. Media publiczne powinny być wartością samą w sobie wobec całkowitej komercjalizacji mediów prywatnych, od których trudno oczekiwać, że będą wychowywały do patriotyzmu. Natomiast nie ma wątpliwości, że musi zostać wypracowany nowy model ich finansowania.

Czy ubój rytualny i inne okrutne praktyki religijne powinny być zakazane?

Tak, PiS był przeciwny ubojowi rytualnemu.

Czy Polska powinna wspierać na forum międzynarodowym interesy społeczności żydowskiej, Izraela, i imperialną politykę USA? Z jakimi krajami Polska powinna współpracować na forum międzynarodowym?

Pytanie jest całkowicie tendencyjne, gdyż zestawia się państwo Izrael z polityką USA, która jest określana jako imperialna. Jestem za jak najbliższą współpracą z USA, gdyż mam w pamięci autentycznie propolskie podejście prezydenta Ronalda Reagana i kolejnych ekip republikańskich. I tak jak Ronald Reagan potrafił powstrzymać imperializm sowiecki, tak obecnie USA, choć nie pod rządami demokratów i Baracka Obamy, są jedynym krajem, który ma potencjał zatrzymania imperializmu rosyjskiego, putinowskiego. Wierzę, że w kolejnych wyborach w USA wygrają republikanie i będą potrafili z tego potencjału skorzystać, choćby budując tarczę antyrakietową nad Polską. Znamiennym jest natomiast, że redaktora Bodakowskiego nie interesuje imperializm rosyjski, który zagraża Polsce.

Co do współpracy z innymi krajami jestem zdecydowanym zwolennikiem i orędownikiem bliskiej współpracy z Węgrami, szczególnie pod rządami Viktora Orbana. Uważam, że uzgadniając wspólną politykę w odniesieniu do Unii Europejskiej mogli byśmy znacznie więcej uzyskać dla naszych krajów.

Jak powinno się oceniać PiS, decyzje Lecha Kaczyńskiego o sfinansowaniu przez polskich podatników Muzeum Historii Żydów Polskich, podpisanie przez prezydenta Kaczyńskiego Traktatu Lizbońskiego, popieranie przez PiS integracji z Unią Europejską?

Pytanie jest całkowicie tendencyjne, a mi jest niezręcznie oceniać politykę mojej własnej partii. Niemniej pokrótce odniosę się do poruszonych kwestii.

1/ Historia Żydów polskich to nasze wspólne dziedzictwo, jak historia Ormian, historia Powstania Warszawskiego, którego muzeum zbudował Lech Kaczyński i jak tradycja "żołnierzy wyklętych", którą Lech Kaczyński wspierał.

2/ Prezydent podpisał Traktat z Lizbony jako ostatni przywódca europejski, po wycofaniu się ze sprzeciwu wobec Traktatu prezydenta Czech Vaclawa Klausa i po drugim referendum w Irlandii, gdzie większość poparła Traktat. Ponadto Prezydent wynegocjował wyłączenie z obowiązku pełnego wykonywania przez Polskę Karty Praw Podstawowych (dołączenie się do tzw. Protokołu Brytyjskiego), jak również uzyskał korzystną dla Polski siłę głosu. Prezydent dostrzegał negatywne zjawiska w UE i dlatego starał się opóźniać podpisanie Traktatu, jak długo to było możliwe.

3/ Fałszywie zostało postawione twierdzenie, że PiS popiera integrację z Unią Europejską, bo o tym obywatele zdecydowali w referendum. PiS nie poparło jako partia Traktatu z Lizbony, gdyż podczas głosowania w Sejmie nie było dyscypliny partyjnej i duża grupa posłów z tego skorzystała, w tym ja, głosując przeciwko Traktatowi. Natomiast ci posłowie, którzy Traktat poparli kierowali się tym, iż kwestie moralne określone w Katcie Praw Podstawowych zostały wyłączone z obowiązku ich stosowania przez Polskę, co zagwarantował prezydent Lech Kaczyński, a inne kwestie w tym dokumencie nie budziły takich kontrowersji.

Jak powinno się oceniać takie nowe formacje polityczne jak Kongres Nowej Prawicy czy Ruch Narodowy? Czy w jakim temacie możliwa jest współpraca z tymi środowiskami?

Dziś za wcześnie mówić, w jakich tematach możliwa jest współpraca z tymi środowiskami, gdyż nie ma ich w Sejmie. Dopóki nie ma ich w Sejmie, to tak, jakby ich nie było w polityce, bo formacje te nie mają najmniejszego wpływu na proces legislacyjny. Gdy któraś z nich przekroczy próg 5 proc. i znajdzie się w Sejmie, wtedy będziemy się wspólnie zastanawiać czy są jakieś wspólne tematy. Mi osobiście bliżej do Kongresu Nowej Prawicy niż Ruchu Narodowego.

Jakie inne kwestie są dla Polski i Polaków ważne?

Niewątpliwe dziś na porządku dziennym jest odbudowa polskiej armii i zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego Polski, natomiast z drugiej strony musimy robić wszystko, by zatrzymać ekspansję homoseksualistów i środowisk genderowskich, które prowadzą do zniszczenia rodziny.

Jan Bodakowski
Foto.: JB
 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *