Nadzieja i krytycyzm

Z wielką nadzieją sięgnąłem po książkę Grzegorza Malinowskiego >>Nierówności i wzrost gospodarczy<<, jako że tytuł wielce obiecujący, a tematyka bliska moim zainteresowaniom Czytaj więcej »

 

Budownictwo socjalne w Polsce

Liczba inwestycji mieszkaniowych w niemal każdym dużym polskim mieście wydaje się doskonale odpowiadać popytowi na lokale mieszkaniowe. Mogłoby się wydawać, że skoro zupełnie nowe osiedla bloków o wysokim standardzie powstają prawie na każdym kroku (ot, choćby w Warszawie, często nowa inwestycja znajduje się nieraz 500 metrów od kolejnej budowy), to problemów z podażą mieszkań na rynku nie ma. Z jakiegoś jednak powodu na rynku pojawiły się również tańsze lokale mieszkaniowe, które można nabyć na nieco innych zasadach niż typowy zakup mieszkania.

Tańsze mieszkania

Od pewnego czasu coraz popularniejsza staje się idea tak zwanego budownictwa społecznego. Tego rodzaju inwestycje stanowią odpowiedź na rosnące ceny lokali na rynku. Ostatecznie, nie każdego Polaka stać na to, by zaciągnąć kredyt na 20-30 lat i spłacać świeżo zakupione mieszkanie! Co tu dużo mówić - relacja przeciętnych polskich zarobków w stosunku do cen mieszkań jest, po prostu, mało korzystna. Wielokrotnie bywa tak, że ktoś zadłuża się na pół życia tylko po to, aby móc posiadać własne cztery kąty. Nie negujemy takiej postawy, bowiem ostatecznie możliwość mieszkania w lokalu, który rzeczywiście należy do nas, daje pewien komfort psychiczny. Problem jednak w tym, że takie posunięcie często pozbawia nas zdolności kredytowej, więc w innych aspektach życia jesteśmy niejako skazani na posiadaną w portfelu lub skarbonce gotówkę. Nie chcemy tu wprawdzie debatować na temat tego jak bardzo źle zbudowana jest polska gospodarka, skoro Polacy nie mogą sobie pozwolić na zaspokojenie tak podstawowej potrzeby jak posiadanie mieszkania, lecz nie jest to normalna sytuacja.

Budownictwo społeczne

Od kilku lat w naszym kraju powstaje coraz więcej budynków mieszkalnych, na których znajduje się niewiele mówiące logo TBS. Ten skrót należy rozszyfrować jako Towarzystwo Budownictwa Społecznego, co oznacza po prostu instytucję, która zajmuje się budowaniem tańszych mieszkań dla obywateli, którzy nie chcą lub nie mogą starać się o kredyt mieszkaniowy. W dzisiejszych czasach dominuje szczególnie ta druga postawa - struktura zatrudnienia w naszym kraju zdecydowanie nie sprzyja zaciąganiu poważniejszych finansowych zobowiązań niż choćby pożyczka na telewizor czy wakacje w ciepłym kraju. Budownictwo społeczne idealnie wpisuje się w ten trend. Sama idea opracowana została w okolicach roku 1995, kiedy to w życie weszła ustawa regulująca proces budowania takich mieszkań oraz opisująca potencjalnego odbiorcę tego rodzaju produktu. Prawdziwa eksplozja popularności TBS-ów miała miejsce już w nowym tysiącleciu, kiedy to Polacy zaczęli masowo wprowadzać się do budynków wznoszonych w ramach budownictwa społecznego. Od 2011 roku w życie  weszła także ustawa, w świetle której mieszkania w TBS-ach miały stać się własnością prywatną. I tu dotykamy bardzo ważnej kwestii, a mianowicie tego, jak działają TBS-y.

Czy ja też otrzymam takie mieszkanie?

Nie ma co ukrywać - perspektywa zamieszkania we własnych czterech kątach, bez konieczności zadłużania się na jakieś bajońskie sumy, brzmi bardzo zachęcająco. Problem w tym, że to nie do końca tak jest z tą własnością. Mieszkania w TBS są raczej wynajmowane, niż sprzedawane lokatorom. Wspomniana wyżej ustawa z 2011 miała to zmienić. Teoretycznie, dotychczasowy lokator może wykupić mieszkanie za cenę jego wartości rynkowej oraz za tzw. koszty partycypacji, czyli wkład własny. Otrzymanie mieszkania w takim systemie wymaga wpłaty zaliczki na wzniesienie budynku - jest to swego rodzaju dodatek finansowy do kredytu, jakie Towarzystwa otrzymują od Banku Gospodarstwa Krajowego na rozpoczęcie działalności. Jest to i tak bardziej atrakcyjne niż wkład własny w przypadku kredytów mieszkaniowych. Dodatkowo, mieszkanie w TBS otrzyma wyłącznie osoba, której dochody nie przekraczają 20 procent przeciętnego wynagrodzenia w danym województwie, a także osoba, która nie posiada na własność lokalu mieszkaniowego w tym mieście. Można sobie oczywiście wyobrazić sytuację, gdy mieszkanie w Poznaniu otrzymuje osoba zameldowana w Bydgoszczy, z tym zastrzeżeniem, że przeprowadzka do stolicy Wielkopolski wiązałaby się z podjęciem długoterminowej pracy w tym mieście.

Na dalsze zgłębianie wiedzy o Polskim rynku budowlanym zaprasza Polnord, który od lat pomaga Polakom spełniać marzenia o własnym M.