Dlaczego potrzebujemy nowej ustawy zasadniczej?

Przedstawiam swój głos w sprawie zmiany konstytucji i w sprawie referendum konstytucyjnego. Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy Czytaj więcej »

 

Cała prawda o zbrodni smoleńskiej?

Kilka tygodni temu otrzymaliśmy list zatytułowany „Prawda o zbrodni smoleńskiej”. List nie był podpisany a jedynie zawierał adnotację: „podaję to anonimowo ze względu na moje bezpieczeństwo”. Nie wiemy kto jest autorem poniższego materiału i zdajemy sobie również sprawę z jego kontrowersyjności. Niemniej jednak decydujemy się na jego publikację, choć nie podzielamy tej pewności jaka towarzyszy anonimowemu autorowi artykułu, przekonanemu do wersji zamachu w dniu 10 kwietnia 2010 roku i jednoznacznie wskazującego tych, którzy za ten zamach odpowiadają. Tekst jest dość długi, ale warto przeczytać go do końca, choćby po to, by argumenty zawarte w nim wbić w ziemię, a może, by nad sprawą smoleńską znów się chwilę zastanowić. A może skłoni on kogoś do dalszych własnych rozważań i podzielenia się nimi z naszą redakcją…

Redakcja


*  *  *  *  *  *

„Teraz, gdy ciała Prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego i jego współtowarzyszy spoczywają w ziemi, jest najwyższy czas, aby wymienić tych, którzy zorganizowali rozbicie się samolotu, dobijanie w miejscu upadku samolotu ocalałych Polaków i nieustannie dezinformują światową społeczność co do wyników tak zwanego „śledztwa”. Wiadomo, że „śledztwo” katastrofy przebiega pod kierownictwem tych samych osób, które organizowały rozbicie się samolotu i posłały komandosów do „oczyszczenia terenu” z tych, którzy przeżyli. Wiadomo, jakie będą „wyniki śledztwa” przeprowadzonego przez osoby, których głównym zadaniem jest zatarcie śladów zbrodni. Gdy ci sami zabijają i ci sami prowadzą śledztwo, sprawcy zazwyczaj pozostają niewykryci.

Jednakże istnieje światowa społeczność. Potomek jednego z naszych kolegów znajdował się na stanowisku, przez które przechodziła duża ilość pierwotnych informacji z miejsca katastrofy. Wiele szczegółów znamy z pierwszej ręki. Porównanie tekstów rosyjskiej propagandy z materiałami pochodzącymi ze źródeł pierwotnych umożliwia wniesienie poprawek do powszechnie znanych informacji. Niech będzie to naszym wkładem w śledztwo jednej z najbardziej bezczelnych zbrodni XXI wieku.

Poprawka pierwsza. Powszechnie wiadomo, że od pierwszych minut po katastrofie zamiast informacji płynących z lotniska „Północne”, w eter poszła pośpiesznie sklecona dezinformacja kiepskiej jakości. Dezinformowano dokładnie o wszystkim, co się działo naprawdę. O gęstości mgły, o dźwiękach, jakie słyszeli spotykający. O czterech podejściach do lądowania. O rzekomym rozkazie samego Kaczyńskiego posadzić samolot w Smoleńsku. O tym, że w ten sam sposób omal nie doprowadził do rozbicia samolotu w Gruzji. O zachowaniu różnych służb oraz rzekomej „barierze językowej”. O tym, o czym naprawdę zeznawali miejscowi mieszkańcy, przede wszystkim lotnicy i pracownicy lotniska. O każdy drobiazg. Mieliśmy możliwość odtworzenia procesu powstawania czekistowskiego kłamstwa w trybie on line. Wyraźnie zarysowały się dwie tendencje. Jedna polega na przeinaczaniu wiadomości tak, że dane wyjściowe stają się zupełnie różne od danych wejściowych. Często są wręcz przeciwieństwem informacji, która rzekomo była podstawą ogłoszonych oficjalnych komunikatów. Zestawienie wiadomości na wejściu i wyjściu w trybie online pozwala na stwierdzenie, że wszystkie materiały bez wyjątku były poddawane przeróbce według jednej konkretnej „odgórnej” wytycznej. Taką przeróbką zajmowali się nie tylko dziennikarze poszczególnych czasopism (choć oni także), ale przede wszystkim oficjalne rosyjskie agencje informacyjne. Wszystkie rosyjskie agencje informacyjne i mass media – „przekaziory” musiały przekonać swoich czytelników, słuchaczy i widzów, że „samolot rozbił się z winy załogi, która nie sprostała swojemu zadaniu w trudnych warunkach pogodowych”.

Drugą tendencję tworzenia czekistowskiego kłamstwa w trybie online można określić następująco: na wejściu całkowity brak jakichkolwiek informacji z miejsca zdarzenia. Natomiast na wyjściu – nie wiadomo skąd pojawiają się „wiarygodne wiadomości”, w tym rzekome informacje z ostatniej chwili z miejsca katastrofy. Informacje te oczywiście nie pochodzą z miejsca upadku samolotu. Chyba nie ma potrzeby wyjaśniać, że najczystsze wymysły na wyjściu preparowano według wspomnianej już dyrektywy – „samolot rozbił się z winy załogi, która nie sprostała swojemu zadaniu w trudnych warunkach pogodowych”. Z pierwszej poprawki wynika, że wytyczna, według której zbierano się do kłamania po katastrofie, została opracowana jeszcze przed rozbiciem samolotu Lecha Kaczyńskiego. Natomiast zamieszanie i rozbieżności były spowodowane przede wszystkim przesadnym wysiłkiem kremlowskich propagandystów, którzy starali się ze wszystkich sił, by skłamać jak najbardziej wyraziście i przekonująco.

W pierwszych minutach zdarzenia nie mogą pojawiać się jasne i jednoznaczne informacje. Dla porównania przypomnijmy sobie przynajmniej jeden przykład, jak zachowują się kremlowskie agencje informacyjne i mass media, gdy nie ma żadnej zawczasu przygotowanej wytycznej. Gdy zmarł pierwszy prezydent Rosji Borys Jelcyn, wszystkie rosyjskie mass media przez kilka godzin milczały, jakby wepchnęły języki w jedno miejsce. Wszystkie duże zachodnie już dawno ogłosiły tę wiadomość, gdy na Kremlu dopiero opamiętano się i wydano wskazówkę, jak i co ogłaszać. Po katastrofie samolotu Lecha Kaczyńskiego wskazówka „jak i co ogłaszać” pojawiła się od razu. Oznacza to, że były osoby odpowiedzialne, które zawczasu wiedziały, że samolot spadnie. Poprawka druga. Nasi eksperci obejrzeli wszystkie dostępne materiały wideo i doszli do następującego wniosku. Nawet gdyby straż pożarna w ogóle nie przyjechała i wszystkie te fragmenty samolotu, które żarzyły się w pierwszych minutach filmowania (materiał wideo Andrieja Mienderieja), spłonęły całkowicie, nie mogło być mowy o żadnych „dwudziestu nierozpoznawalnych zwłokach”. Nawet przy tym stromym stopniu kątowym, pod jakim zwalono samolot prezydenta Polski. Nie mówiąc już o tym, że pożar szybko zgaszono (widać to na późniejszych zdjęciach tych samych fragmentów samolotu) oraz że traf chciał, iż większość „ nierozpoznawalnych” to wojskowi i ochroniarze prezydenta. Nie da się zwrócić bliskim ciała „ofiary katastrofy lotniczej” z rosyjską kulą w głowie, jak w 1940 roku. Takie zwroty jak „uspokój się!”, „nie zabijajcie nas!”, „patrz mu w oczy!”, „dawaj pistolet!” w języku polskim mogły zostać wypowiedziane tylko przez pasażerów samolotu. Natomiast komenda w języku rosyjskim: „Wszyscy z powrotem, wychodzimy stąd!” mogła być oddana przez dowódcę oddziału specjalnego, który rozstrzeliwał rannych Polaków. O innych momentach w filmie nawet nie ma co mówić. Kto jeszcze wczesną wiosną – 10 kwietnia, rankiem, mógł stać w samej białej koszuli w zimnych smoleńskich lasach, obok samolotu, który przed chwilą runął, oprócz członka załogi?

Inne znane i bezpośrednie dowody Katynia 2 każdy zdrowy człowiek może zobaczyć sam. Swoją drogą, nasz kolega – w przeszłości starszy oficer oddziału specjalnego Ministerstwa Obrony, twierdzi, że po zawaleniu operacji (wideo, które zdążył sfilmować Andriej Mienderiej) jej wykonawcy już nie żyją. Tak samo jak i strzelcy drugiego eszelonu – ci, którzy brali udział w likwidacji nieudolnego oddziału specjalnego. Polacy, którzy przeżyli katastrofę, zrozumieli, że komandosi „w czarnych ubraniach” (w filmie) przyszli ich zabić i odstrzeliwali się. To słychać w filmie. Wykonawcy dyspozycji Putina „pracowali” z tłumikami. Ale nagranie wideo z dźwiękiem i widokiem zarówno atakujących jak i ocalałych zdemaskowało wszystkie ich wybiegi. Dlatego jedne „rosyjskie osoby oficjalne” przez dwa tygodnia nie mogą podrobić treści „czarnych skrzynek”, a drugie, pojąwszy, że sprawa pali się, puściły do mass mediów balon próbny na temat „kaukaskiego śladu” w rozbiciu się samolotu prezydenta Polski. Ciąg dalszy nastąpi, rosyjskie i polskie „osoby oficjalne” dopiero rozpędzają się. Jednakże nie zdołają już zatrzeć śladów. Z drugiej poprawki dochodzimy do wniosku, że „oficjalne dane” na temat „materiału genetycznego” zamiast ciał 21 Polaków nie są zgodne ze stanem szczątków samolotu. Oznacza to, że zginęli z innej przyczyny. Przyczynę tę wyjaśnia film Andrieja Miendierieja.

Poprawka trzecia. Wszyscy eksperci jednogłośnie przytoczyli paralelę z niedawnego upadku samolotu przy lądowaniu na lotnisku Domodiedowo w Moskwie. Ale warunki tam były zupełnie inne. Załoga samolotu TU-204 lecącego z Egiptu była na nogach od wczesnego ranka, czyli prawie całą dobę. Po odlocie z Moskwy do Hurghady nastąpił krótkie spięcie kabla i pojawiło się dymienie. Po przebyciu sporej odległości trzeba było zawracać. Oczywiście nerwy wszystkich były napięte. Po wymianie instalacji załoga tym samym samolotem, z tymi samymi pasażerami znowu poleciała do Hurghady. Trzeba było namawiać i uspokajać pasażerów, że nie ma więcej żadnego niebezpieczeństwa. Bezpośredni lot do Hurghady trwa, w zależności od typu samolotu, około 5 godzin. Przylecieli do Egiptu. Z uwzględnieniem awaryjnego powrotu i remontu, załoga TU-204 miała już przepracowane 9 godzin. Norma godzin lotu została wyczerpana. Normalnie należało iść odpocząć. Co robić – zamawiać hotel i płacić za postój samolotu? Strata tym większa, że planowych pasażerów już wywieziono na lot powrotny. Kompania lotnicza za to nie podziękuje. Zgodzili się więc lecieć z powrotem. Niedaleko od Moskwy popsuł się sprzęt nawigacyjny. W odróżnieniu od polskiego samolotu panowała głęboka noc, i 21-22 marca nad całą Moskwą stała gęsta mgła. Lądowanie według przyrządów „koszących” nie udało się, załoga zmęczona i rozdrażniona, a tu jeszcze radiowy wysokościomierz zawył. Dokucza, że niby to ziemia jest blisko – a idź ty…! W rezultacie – typowy błąd zaufanego do siebie doświadczonego pilota, który setki razy sadzał samolot w podobnych warunkach. Prawie na lotnisku macierzystym.

Na smoleńskim lotnisku „Północny” nic podobnego nie miało miejsca. Nie była to noc, nie było takiej mgły, załoga nie była zmęczona, nie musiała spędzić całego dnia w napiętej i nerwowej atmosferze. Sytuacja normalna, załoga wypoczęta i czujna. Sprzęt nawigacyjny pracuje doskonale, aż do postronnej ingerencji w sterowanie samolotem na małej wysokości. Z trzeciej poprawki dochodzimy do wniosku, że warunki pogodowe i stan załogi w danym przypadku nie mogły być główną przyczyną katastrofy.

Poprawka czwarta. Oba samoloty, których wypadki były porównywane przez ekspertów, są podobnego typu. W Smoleńsku TU-154, w Domodiedowo TU-204. Samolot, który leciał z Hurghady, też spadł do lasu, i także oderwało mu skrzydła. W efekcie – dwie osoby w oddziale reanimacji, reszta odniosło rany różnego stopnia ciężkości. Po upadku w lesie samolotu podobnego typu w chwili znalezienia szczątków Tu-204, który leciał z Hurghady, wszystkie osoby żyły! Rzecz jasna, jest różnica między upadkiem samolotu z kilkoma członkami załogi (TU-204 w Domodiedowo) a upadkiem samolotu z 96 osobami na pokładzie. Ale samolot polskiego prezydenta był załadowany mniej niż na dwie trzecie. Pokład TU-154 może mieścić 163 osoby. Jeśli samolot jest załadowany mniej niż na 2/3, można nim sterować bez trudu. Następna okoliczność – polski samolot po zaczepieniu skrzydłem drzew obrócił się. Jednakże podczas lądowania załoga i pasażerowie muszą mieć zapięte pasy. Nie ma powodu do przypuszczenia, że tego przepisu nie przestrzegano przy lądowaniu w niezbyt gęstej, ale jednak mgle. Ostatnia okoliczność mogąca wpłynąć na liczbę ofiar śmiertelnych to kąt ataku samolotu w momencie uderzenia o ziemię. Istnieje informacja od doświadczonych lotników wojskowych, że TU-154 Lecha Kaczyńskiego „schodził do lądowania, jak myśliwiec”. Czyli pod bardziej stromym kątem niż zwyczajnie. To faktycznie może zwiększyć liczbę ofiar śmiertelnych. Świadczą o tym także szczątki samolotu oraz ich rozmieszczenie. Wersja oficjalna – „podczas katastrofy zginęli wszyscy”. Orzeczenie ekspertów: prawdopodobieństwo zgonu wszystkich co do jednej osoby w samolocie polskiego prezydenta jest takie same, jak gdyby woda z odkręconego kranu poleciała do góry zamiast na dół – prosto do sufitu. Innymi słowy, prawdopodobieństwo, że w tej katastrofie zginęły wszystkie 96 osób znajdujących się na pokładzie samolotu TU-154, jest zerowe. Z czwartej poprawki dochodzimy do wniosku, że w każdym przypadku ktoś z pasażerów musiał przeżyć katastrofę polskiego samolotu, a może nawet uniknąć zranień. Wszyscy zginąć mogli tylko w jednym przypadku: jeżeli oddział specjalny dobił ich już po upadku. Nie jesteśmy w stanie nawet wymienić liczby dostrzelonych – liczba ta waha się od 10 do 21 osób. Zgodnie z oceną najbardziej doświadczonych ekspertów, nierozpoznawalnych (zmasakrowanych lub spalonych) mogło być najwyżej 10 – 12 ciał. Nie wszyscy podczas katastrofy znajdowali się w przedniej części samolotu. Płomień szybko zgaszono. Naprawdę nie rozpoznawalnych zwłok na miejscu upadku zapewne było bardzo mało lub nie było w ogóle. A więc „jedynie materiał genetyczny pozostały po 21 osobach”, o którym mowa w wersji FSB, w rzeczywistości jest liczbą osób, którzy przeżyły katastrofę prezydenckiego samolotu Lecha Kaczyńskiego. Dobili ich rosyjscy komandosi, po czym wywieźli i zamienili w kawałki spalonego mięsa, aby ukryć ślady zbrodni.

Poprawka piąta. W jaki sposób zorganizowano rozbicie samolotu polskiego prezydenta? Eksperci nam wyjaśnili, że to bardzo proste. Samolot został strącony przez rosyjskie specsłużby na małej wysokości, po podmianie parametrów lądowania. Tego dokonać można kilkoma sposobami. Na przykład, poprzez sekundowe zmanipulowanie systemu naprowadzania na niedużej wysokości tuż przed lądowaniem. Albo poprzez impuls elektromagnetyczny skierowany do bocznych kanałów sterowania samolotem (sterów, lotek) przed lądowaniem. Piloci wszystko widzieli i rozumieli, ale nic już nie mogli zrobić. Zabrakło czasu. Właśnie dlatego, aby ukryć ślady zbrodni, ocalałych członków załogi i tych, którzy mogli słyszeć ich rozmowy, należało dobić na ziemi. Wykonawcy rozkazu Putina przeliczyli się jednak w tym, że wśród ocalałych były osoby uzbrojone i odważne, które nawet w tej sytuacji stawiały czynny opór. Oddział specjalny nie mógł bez przeszkód powystrzelać rannych Polaków w przewidzianych ramach czasowych. Musiał zatrzymać się na miejscu kaźni, gdzie ich zastały osoby, które przybiegły na miejsce katastrofy, przede wszystkim Andriej Mienderiej, który nagrywał sytuację kamerą. Następnie wszystko potoczyło się dokładnie według przewidzianego w Kremlu planu. Miejsce katastrofy zostało otoczone, nikogo nie przepuszczano, a ciała ofiar katastrofy lotniczej i zastrzelonych na ziemi wywieziono. Ślady napadnięcia i egzekucji zostały usunięte. Ta poprawka jest kluczem do zrozumienia, co się zdarzyło; wyjaśnia ona wszystko, i komentarze tu nie  są potrzebne.

Poprawka szósta. Dlaczego Putin postanowił popełnić zbrodnię na swoim terytorium? Zdaniem ekspertów, w ten sposób strącić samolot i zapewnić wiarygodne przykrycie aktu terrorystycznego można jedynie na terytorium całkowicie kontrolowanym przez rosyjskie służby specjalne. Po pierwsze, niezbędnego impulsu elektromagnetycznego nie można nadać na odległość tysięcy kilometrów. A na system naprowadzania oddziaływać można tylko ten, kto siedzi za pulpitem kontrolera lotów lub kontroluje go z zewnątrz. Ale owo „z zewnątrz” powinno być tuż obok, na niedużej odległości. Po drugie, na swoim terenie są najlepsze możliwości zatarcia śladów. Co miało miejsce od pierwszej sekundy po katastrofie, ma miejsce obecnie i dopiero nastąpi, gdy zaczną ogłaszać wyniki oficjalnego „wspólnego” śledztwa. Eksperci wymienili mnóstwo pozycji. Niezbędność dwukrotnej wymiany fizycznych źródeł zakłóceń – „żarówek” przed przylotem samolotu Kaczyńskiego i od razu po katastrofie. Dostrzelić tych, którzy przeżyli, rozerwać na strzępy i spalić ciała zastrzelonych pasażerów i członków załogi. Zapewnić „tajemnicze zniknięcie” dowodów, na przykład, broni, z której odstrzeliwali się ochroniarze Lecha Kaczyńskiego i wojskowi, którzy przeżyli katastrofę. Wyszukiwać naboje wystrzelone przez oddział specjalny i polskich wojskowych w szczątkach samolotu i drzewach w miejscu egzekucji. Podrabiać wskazania „czarnych skrzynek”. Podawać wykaz pogody oraz inne parametry katastrofy niezbędne do potwierdzenia fałszywej wersji o rzekomej „winie załogi, która nie zdołała wylądować w trudnych warunkach pogodowych”. Itd. Z szóstej poprawki dochodzimy do wniosku, że rozwiązanie techniczne zamachu, a przede wszystkim „środki przykrycia” wymagały, aby samolot został strącony na terytorium kontrolowanym przez putinowskie specsłużby.

Przechodzimy do poprawki siódmej – „celowości politycznej” (z punktu widzenia Kremla) tego aktu terrorystycznego. Lech Kaczyński był względnie bezpieczny, dopóki Putin nie upatrzył sobie „polskiego Janukowycza” – ciężko myślącego „przyjaciela Rosji”, polskiego premiera Donalda Tuska. Był to zwrot, po którym czekistowską wierchuszkę Rosji zajmowało tylko jedno: jak przeczyścić drogę dla swojej marionetki lub komuś podobnego z tegoż grona „przyjaciół Rosji”. Wiedząc o zwyczajach i wcześniejszych czynach Putina, nietrudno domyśleć się, w jaki sposób planowali tego dokonać. Co i jak oni zrobili, cały świat dowiedział się rankiem 10 kwietnia. Z siódmej poprawki dochodzimy do wniosku, że stawka Kremla na „polskiego Janukowycza” – Donalda Tuska, jego towarzyszy i elektorat uruchomiła mechanizm fizycznej likwidacji Lecha Kaczyńskiego. Najlepiej razem z najwybitniejszymi jego zwolennikami. Metody – najzwyczajniejsze z arsenału Putina oraz jego towarzyszy z KGB.

Poprawka ósma. Na co liczyli organizatorzy zamachu w tak ryzykownej sprawie? Przecież skutki naprawdę mogą być – i niechybnie będą – najbardziej niekorzystne dla Kremla. Nic nowego: tak samo, jak i w ciągu ostatnich dziesięciu lat, stawiano na najzwyczajniejszych durniów. Przywódców państw zachodnich na Kremlu zawsze uważano za nieco głupawych. Takich, którzy przysłuchują się opinii swojego społeczeństwa i obnoszą się z jakimiś prawami człowieka, jak kurwa z kapeluszem. Tę tezę ja mogę uzasadnić i zaświadczyć osobiście. Na Kremlu po dziś dzień uważają, że nikt nie uwierzy, iż lider Federacji Rosyjskiej mógł zdecydować się na coś takiego. Zobowiązać swoich podwładnych do zorganizowania zabójstwa prezydenta innego państwa na swoim terytorium! Nie uwierzą także własnym oczom i uszom. Nawet gdyby politykom i mieszczanom z krajów dobrobytu zostały przedstawione niezbite dowody – i tak nie uwierzą. W głowach zachodnich obywateli są własne wyobrażenia na temat granic kremlowskiego podstępu. Takie ryzyko! Takie okrucieństwo! Po co? Moi drodzy, przecież to Rosja! Tu nigdy nie było inaczej. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana! I nikt z zadowolonych sobą mieszczan nie przypomni sobie prawdziwej twarzy Putina, gdy ten w porywie nieokiełznanego gniewu obiecał „powiesić za jaja” prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego. Mówił to w obecności przywódców krajów zachodnich. Nikt nie przypomni sobie szczerego żalu Putina, że nie udało się do końca otruć Wiktora Juszczenki. Prezydenta Ukrainy – państwa, które, zgodnie z publiczną wypowiedzią Putina, „w ogóle nie istnieje”. Nikt nie przypomni sobie nadania przez Putina trucicielom prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki stopni generałów rosyjskich resortów siłowych i specsłużb. A przecież Lech Kaczyński był trzecim prezydentem sąsiedniego państwa po Saakaszwilim i Juszczence, którego Putin nienawidził bardziej od pozostałych. Nikt nie spodziewał się takiego spotkania? Do tego jest szkoła rosyjskich specsłużb. Wśród ścian KGB Putin był długo szkolony do działań zaskakujących i niespodziewanych dla przeciwnika. Z ósmej poprawki dochodzimy do wniosku, że Putin zawsze mordował ludzi, których uważał za swoich wrogów. Przy czym zawsze ryzykował, przeprowadzając najbardziej skandaliczne operacje specjalne, w tym za granicą. Lech Kaczyński znajdował się w pierwszej trójce wrogów Putina i był jedynym, do którego mógł dobrać się. A tu jeszcze „polski Janukowycz” nadarzył się. Co zaś tyczy się liczenia Kremla na beznadziejne durnie, którzy nie dadzą wiary nawet niezbitym dowodom popełnionej zbrodni, to na dzień dzisiejszy sprawdza się to nawet w Polsce.

Poprawka dziewiąta. Każdy człowiek posiada swoją „firmową” cechę określającą jego postępowanie. Posiada ją także Putin. Zachód nie potrafił prawidłowo odpowiedzieć na pytanie: „Who is Mister Putin?”. Słusznie zauważono jego skłonność do rozwiązań siłowych, ale to drobiazgi. Wyróżniająca cecha Putina od razu rzuca się w oczy. Jest to skrajne okrucieństwo na granicy szaleństwa. Uczniowie w Biesłanie we wrześniu 2004 roku. Rozkaz Putina – przerwać negocjacje i zielone światło do spalania dzieci z dział czołgów. W efekcie – ponad 350 ofiar śmiertelnych, grubo ponad 500 rannych, włącznie z najlepszymi komandosami rosyjskich oddziałów specjalnych wystawionych na ogień zaporowy powstańców. Ogromna ilość inwalidów. Zakładnicy w teatrze muzycznym „Nord-Ost” na moskiewskiej Dubrowce w październiku 2002 roku. Powstańcy zabili trzech osób, na rozkaz Putina otruto co najmniej 174 widzów spektaklu. To tylko te ofiary śmiertelne, których rodzinom udało się udowodnić ich nazwiska. Fałszywej oficjalnej liczby nawet nie warto wymieniać. Od swojego patrona nie odstają zaufani Putina, na przykład, „mały Kadyrow”. Dzisiaj oni popełniają bestialstwa, które raz już były poddane ocenie prawnej w Norymberdze. Całe najbliższe otoczenie Putina to naturalni kandydaci na ławę oskarżonych Międzynarodowego Trybunału Wojennego. Co jeszcze należy wiedzieć, aby przewidzieć postępowanie Putina i jego podwładnych przy spotkaniu zajadle znienawidzonego na Kremlu prezydenta sąsiedniego państwa? Z dziewiątej poprawki dochodzimy do wniosku, że zabójstwo Lecha Kaczyńskiego i 95 jego współtowarzyszy pasuje do podstawowej charakterystyki Putina tak samo dokładnie, jak nabój do komory.

Poprawka dziesiąta. Punkty przełomowe w biografii Putina. Są monotonne, ale bardzo wymowne w świetle zabójstwa Lecha Kaczyńskiego oraz znacznej części polskiej elity. Czy pozostały jeszcze jakieś wątpliwości, gdy jesienią 1999 roku wysadzono domy w Moskwie i Wołgodońsku? Przy czym na poziomie rządowym zawczasu wymieniono miejsce wybuchu! Nawet Adolf Hitler nie pozwalał sobie wysadzać spokojnie śpiących Niemców. Ograniczył się do podpalenia Reichstagu. A nieprzerwany szereg „tajemniczych” zabójstw poważnych przeciwników politycznych Putina, obrońców praw człowieka, dziennikarzy, przedstawicieli organizacji młodzieżowych i publicznych? Od momentu, gdy Putin otrzymał władzę, zabójstwa polityczne w Rosji i poza jej granicami stały się codziennością. Bezbronnym kobietom w bramie strzelają w plecy lub mordują prosto w putinowskiej milicji. Zdrowych mężczyzn wyrzucają przez okna, trują i strzelają zza rogu. Aby złamać niepokornych, rosyjskie struktury siłowe spalają ich domy, porywają ich dzieci i mordują ich rodziców. O czym jeszcze trzeba wiedzieć, aby po kolejnej zbrodni władzy rosyjskiej nie ględzić: „Tego nie może być! Na to nikt nie pójdzie!” i podobne głupoty. Z dziesiątej poprawki dochodzimy do wniosku, że cała dotychczasowa biografia Putina jest nasycona takimi samymi monotonnymi zbrodniami, jakie popełniono 10 kwietnia na lotnisku „Północne”. Byłoby nawet nieco dziwne, gdyby Putin nie spróbował przynajmniej otruć swoich wrogów.

Teraz podchodzimy do istoty zagadnienia. Pozycja jedenasta – styl Putina. Postępowanie każdego zbrodniarza posiada charakterystyczne cechy i niuanse, które są nie do podrobienia. Nawet gdyby ktoś bardzo tego chciał – nie da rady. Przyjrzyjmy się przykładom. Akt terrorystyczny w lutym 2004 roku w stolicy Kataru Ad-Dauhy. Wysadzono znienawidzonego przez Kreml Zelimchana Jandarbijewa oraz jego 13-letniego syna. Źle przygotowani dywersanci z Moskwy wpadli jak frajerzy. W wynajętym samochodzie zostawili skrawki kabli i kawałki taśmy izolacyjnej. Zostali schwytani , jak należało. Putin dopiął, aby zwrócono ich Moskwie. A teraz uwaga! Podchodzimy do najważniejszej rzeczy. Przekazanych z Kataru bandytów średniej rangi na lotnisku spotykano jak głowy obcych państw. Są teraz bohaterami i przykładem dla kremlowskiej młodzieży. Tu właśnie kryje się charakterystyczny wykrętas jego stylu. Jest to, można rzec, podpis Putina pot tymi zbrodniami, których ideowym inspiratorem on był, jest i będzie, aż zasiądzie na ławie oskarżonych Międzynarodowego Trybunału. Jest to styl Władimira Władimirowicza Putina. Ta właściwość stylu rozszyfrowuje się następująco: oficjalnie nic wspólnego z tym nie mamy, ale wszyscy muszą wiedzieć i rozumieć, że tylko my mogliśmy uczynić coś takiego! I tak będzie ze wszystkimi, którzy wystąpią przeciwko nam! Przykładów są tysiące. Znane są przeważnie te zbrodnie, w sprawie których prowadzono śledztwa w innych krajach. Na przykład, sprawa otrucia Saszy Litwinienko. Jego truciciela nazwiskiem Ługowoj demonstracyjnie mianowano do Państwowej Dumy. Macie wy wszyscy, Europejczycy i inni Anglicy! Żeby wszyscy wiedzieli, kto naprawdę zabił swojego wroga i za co. I tak będzie z każdym, kto ośmieli się sprzeciwiać majorowi rezerwy KGB. Nie odstają jego ulubieni mianowańcy. Czy mógłby „mały Kadyrow” bez wiedzy Putina organizować serię zamachów za granicą? Śmiech pomyśleć. W Rosji wszystko jest o wiele prościej. Sami zabijają i sami „poszukują”. Wszystkie bez wyjątku „zamówienia” Putina nie zostały wyjaśnione. Przebrzmiało publiczne porwanie Magasa na lotnisku i demonstracyjne rozstrzelanie – prosto w milicyjnym samochodzie – właściciela inguskiej witryny internetowej Mahometa Jewłojewa. Drodzy blogerzy! Nawet jeżeli zostaniecie demonstracyjnie, na oczach dużego skupiska ludzi zastrzeleni przez usłużnego pułkownika putinowskich specsłużb, odpowiadać będzie szeregowy gliniarz – „zwrotniczy”. I ten więcej niż rok w zawieszeniu nie dostanie.

Szczególnym przypadkiem było zabójstwo Anny Politkowskiej. Tu Putin pozwolił sobie nawet publicznie zakpić, mówiąc, że „jej zabójstwo spowodowało nam szkodę o wiele większą niż to, co ona napisała. Zarozumiała forma tegoż przesłania – drżyjcie, my możemy nie tylko zabić, ale także zabić, splunąć i nie zauważyć! Ta matryca jest nie do podrobienia. Wylazła ona od razu po zabójstwie Lecha Kaczyńskiego. Od nagłówków „Wszyscy nieprzyjaciele Rosji znajdą swój koniec pod Smoleńskiem” do form bardziej zakamuflowanych – „czy teraz przyjaciele Rosji wezmą górę?”. Ten sam styl – oficjalnie była to katastrofa, ale wszyscy powinni wiedzieć i rozumieć, kto i dlaczego zakatrupił prezydenta Polski oraz jego współtowarzyszy. I tak będzie z pozostałymi, w razie czego. A poza tym – ubolewamy i jesteśmy pogrążeni w żałobie razem z przyjacielskim narodem polskim po strasznej katastrofie lotniczej”. Z jedenastej poprawki dochodzimy do wniosku, że Putin zawsze umieszczał swój autograf pod organizowanym i przeprowadzonym aktem terrorystycznym. Umieścił i teraz.

Ostatnia uwaga – dwunasta. Jak będą reagować oficjalne osoby innych państw? Nietrudno przewidzieć. Bardzo wielu postara się przemilczeć oczywiste i niezbite fakty. Będą zamykać oczy, zatykać uszy, nie widzieć, nie wiedzieć, i nie słyszeć. Dlaczego? To bardzo proste. Jak w świetle dzisiejszych wydarzeń muszą wyglądać wszystkie te kozły tudzież, przepraszam za neologizm, koźlice polityczne, które przez lata całowały się i zadawały z majorem rezerwy KGB? Kto zapraszał tego czekistowskiego chłopca do swojego stołu obiadowego, wygadywał pochwalne peany, prawił komplementy i namawiał do odpoczynku na prywatnej wyspie wśród ciepłego morza? Kto po dziś dzień walczy za „dobre stosunki” z taką putinowską Rosją i taką jej władzą, wszelcy budowniczowie rurociągów i inni „pragmatycy”? Przecież teraz poły ich galowych marynarek i mankiety spódnic są splamione krwią Lecha Kaczyńskiego i polskiej elity. Nie zdziwię się, jeżeli Putina i „polskiego Janukowycza” – Donalda Tuska – dwóch głównych partnerów w sprawie zabójstwa prezydenta Polski – w najbliższym czasie znowu zobaczymy razem. I obaj będą w dwa gardła opowiadać jedną i tę samą kremlowską fabułę na temat „osiągniętych wyników wspólnego śledztwa” i nierozłączną przyjaźń między narodami rosyjskim i polskim”. A w dalszym planie usłużni komentatorzy, niby ot tak, napomkną, że przed pewnym czasem niejaki Lech Kaczyński i jego kamraci próbowali skłócić dwa „brackie narody”. Ale im się nie udało. Dlatego zabójstwo prezydenta Polski oraz znacznej części jej elity politycznej obecnie staje się poważną próbą dla wielu krajów zachodniej demokracji.

Jednak są na tym świecie tacy politycy i przywódcy państw, którzy nie są niczym zobowiązani wobec Putina. Co więcej, są tacy, którzy już wcześniej widzieli istotę Putina i jego reżimu. Znali prawdziwe poglądy majora rezerwy i dlatego wcale nie są zdziwieni tym , co zaszło. Są widzący parlamentarzyści, organizacje pozarządowe i prasa. W tych krajach Europy, których elity polityczne dokarmia rosyjski „Gazprom” i inne deripaski, jest opozycja. Są zachodnie służby specjalne, NATO i światowa społeczność. Wreszcie jest wideo nakręcone przez Andrieja Miendiereja, zawodowi eksperci oraz mnóstwo uczciwych, porządnych i odważnych ludzi. Dlatego zbliża się wasz koniec…”


25 Responses to Cała prawda o zbrodni smoleńskiej?

  1. kamil napisał(a):

    Niestety, ani logika interesów, ani racjonalizm ani nawet trzeźwy osąd nie są w stanie pomóc mi znieść histerycznego charakteru tego listu. Jedyne, co jest warte odnotowania, to przypomnienie, kim jest Putin i jaki jest on i podległe mu służby wiarygodny. Reszta niestety przypomina mi Antoniego Macierewicza w stanie politycznej pomroczności.

  2. paweł napisał(a):

    Ja dostrzegam pewna niekonsekwencję w rozumowaniu autora… Mianowicie, jedni wykonawcy zbrodni zleconych rzekomo przez Putina są nagradzani, awansowani itp, natomiast wykonawcy rzekomego dobijania rannych Polaków są… również dobijani, a następnie ci, którzy dobijali dobijających także są dobijani. A przecież powinni awansować…

  3. kamil napisał(a):

    Ale skoro tekst napisał wojskowy („kurwa z kapeluszem”), to znaczy, że jednak „pijany Błaszczyk” dotknął do żywego polską armiję (albo to, co udaje, że nią jest). Panowie, nie mieliście jaj, aby postawić się 60 tys. urzędników, a teraz rozpoczynacie klangor. Trochę późna reakcja na machloje polityków, własnego wywiadu i własnych dowódców

  4. CH napisał(a):

    Normalnie paranoja posmoleńska, że też się komuś chciało aż tyle bełkotu wysmarować. Jak tak czytam te wszystkie urojenia, to się wcale nie dziwię, że w Polsce tak łatwo wybuchały te durnowate powstania w XIX-wieku.

  5. szary człowiek napisał(a):

    Uważam, że Putina można porównać do innych wielkich przedstawicieli narodów świata. Na przykład niemcy w latach trzydziestych i czterdziestych poprzedniego wieku mieli namiastkę Putina. Popatrzmy jaką są dzisiaj niemcy potęgą. Taką samą szansę mają rosjanie – być potęgą

  6. Bolcio Frull napisał(a):

    te .6 promila to tzw. „seta” na pusty zoladek. Co to za „upicie”—- i jaka byla zawartosc alkoholu we krwi innych ofiar— chyba ze tego jednak „nie zbadano”— a to daje do myslenia, dlaczego akurate jemu badano?

    PS Mnie osobiscie, jak juz sie bierze pod uwage zamach, bardziej przekonuje, ze sprawcy nalezaloby jednak szukac we wlasnym domu— Ruskie pewno cos zweszyli i postanowili upiec na tym ogniu naprawde tlusta pieczen.

    PS2 Czy gdyby „oskarzyciele” sami przeprowadzili sledztwo i wyszlo by im ze to jednak wypadek— czy wtedy by to ich usatysfakcjonowalo?

  7. Heh! napisał(a):

    To że był zamach, to jest oczywiste. Wystarczy popatrzyć na sytuację polityczną, stosunek mocarstw tzn, USA i Rosji w stosunku do Polski.
    Nagle USA wycofało swoje poparcie dla środowiska PiS, zmiana frontu z tarczą antyrakietową. Demokraci jawnie popierają politykę PO i UE upatrując w niej przyszłość Polski, nie wspominają nawet słowem o republikańskim piesku PiSie. Cieplejsze słowa z Kremla w kierunku Polski, powolne mydlenie oczu.
    USA, Rosja i UE (czyt. Niemcy) dogadały się ponad naszymi głowami co do polityki i strefy wpływów w europie środkowej. PiS stracił protektora, USA odwróciło się w kierunku PO. Teraz wystarczyło i należało się pozbyć PiSu jako partii skupiającej dużą cześć elektoratu i będącą w opozycji dla nowo uknutej wizji Polski w świecie.
    Stare dobre metody pozbywania się polityków będące domeną Mossadu, czy CIA, to wypadki lotnicze. Jeśli nawet ani Mossad, ani CIA nie brały bezpośrednio udziału w tej akcji to przynajmniej zainspirowały metodę pozbycia się wielu niewygodnych osób przez rosyjskie służby (które jak to już mają w zwyczaju zrobiły to strasznie niechlujnie). Przypominam, że tym samolotem miał lecieć również Jarek. Brak braci Kaczyńskich co oznaczało by natychmiastowe zniszczenie PiSu.

    Takiej wizji sprzyjają różne ruchy na polskiej scenie politycznej, dziejące się tuż przed i tuż po zamachu. Pomijając kwestię dziwnego poruszania się Bronisława, po kancelarii prezydenta i wyszukiwaniu różnych papierów. PO przechodziło cichą transformację, powolne rozstanie z Paligłupem, wycofanie się z haseł o liberalizacji gospodarki… To propagandowy uśmiech w kierunku elektoratu PiS.
    Zupełnie jakby przymierzano się do przejęcia elektoratu upadającego PiSu. (Było pisane o tym na tym portalu – wycofanie się USA z naszej strefy geograficznej).

    Nie trzeba byc żadnym odkrywcą żeby zauważyć że PO to zlepek cwaniaków (jak każda polska partia) lobbystów i agentów wszelkich obcych wywiadów chcących powiększać swoje wpływy w Polsce. Chyba najsilniej da się odczuć tutaj wywiad Niemiecki i Rosyjski czyli te państwa którym najbardziej zależy na słabej Polsce.
    PiSie najsilniejsze wpływy miały USA i Izrael, ale te kraje mogły sobie odpuścić, one mają swoich agentów również i w PO, a także i w Rosji czy Niemczech (Zwłaszcza Izrael). A do tego mają swoją uwagę obecnie zwróconą na inny region świata.

    Reasumując, nasz kraj został kolejny raz(w zasadzie od upadku rzeczpospolitej szlacheckiej) ofiarą ponadnarodowych knowań i zwykłej gry politycznej, takie zamachy to mimo wszystko żadna osobliwość. A że brudną robotę wykonała Rosja, jak widać Putin nie jest wcale taki sprytny. Amerykanie czy żydzi lubują się w wykonywaniu takich akcji obcymi rękami. Niemcy obecnie robią to jeszcze dyskretniej.

  8. paweł napisał(a):

    Zamieszczony tu anonimowy list oddaje punkt widzenia pewnej części Polaków, dlatego zdecydowaliśmy się na jego publikację. Sam spotykam osoby, które są w 100 procentach pewne, że to był zamach za którym stoi przynajmniej Putin. Przypuszczam, że całe środowisko skupione wokół „Gazety Polskiej” myśli podobnie. Nikt jednak nie chce tego otwarcie przyznać, może poza ks. Stanisławem Małkowskim. Nie wykluczałbym tego, że ten tekst jest wypuszczany przez te środowiska własnie po to, by pokazać, o tak naprawdę one myślą, jednak z różnych powodów nie są w stanie otwarcie tego powiedzieć. Nie wykluczałbym także takiej opcji, że oni mają nawet dowody na to, że to był zamach, ale byc może nie są na tyle mocne by się nimi dzielić ze społeczeństwem, albo też z innych powodów lepiej trzymać je dla siebie na przyszłość

  9. komsomolskaja prawda napisał(a):

    To pospieszne przejmowanie władzy po prezydencie Lechu Kaczyńskim(dla mnie zdrajca bo podpisał Traktat Lizboński)przez karbowego Komoruskiego, obecnie pełniącego obowiązki Prezydnta Polski, bez stwierdzenia zgonu czy nawet odnalezienia ciała zabitego LK daje wiele do myślenia tym co chcą myśleć i mają odwagę myśleć nie zgodnie z meridiami.

  10. karma tenzin senge napisał(a):

    Gdyby okazalo sie jednak (w wielkim uproszczeniu), ze byl to zamach z udzialem Rosji to co mogloby sie zdarzyc pozniej? Czy ktos z wiedza historyczna, politologiczna, etc. pokusilby sie na tym forum o prognoze wypadkow?

  11. Lucy napisał(a):

    @komsomolskaja prawda
    Pytanie: skoro zdrajcą Pan nazywa LK dlatego, że podpisał Traktat Lizboński, to jak nazwie Pan tę większość Polaków, która w referendum opowiedziała się za UE? Jak Pan nazwałby LK gdyby nie podpisał TL skoro większość Polaków go do tego upoważniła? On nie mógł nie podpisać.Złamałby wówczas demokratyczne procedury a wtedy dopiero byłby wrzask na cały Kosmos. Mnie też się to nie podoba ale takie są zimne fakty.

  12. Luczanski napisał(a):

    …Czyta sie to ze scisnietym sercem albowiem istnieje wielkie prawdopodobienstwo zaistnialych faktow do opisanego scenariusza ZBRODNI.
    Zastanawai mnie jednak dlaczego „samolot schodzil jak mysliwiec”(uszkodzone wolanty?)oraz owo, rozsypanie sie na tysieczne czesci z upadku z 20 metrow czyli wysokosci dzrew wokol lotniska,??
    W konkluzji (mojej) ZAMACH z wszystkimi tego konsekwencjami, nie bedzie ujawniony wczesniej jak za 40-50 lat!!!

  13. komsomolskaja prawda napisał(a):

    Pani Lucy tą większość Polaków głosującą w referendum za TL nazywam okłamaną, bezmyslną i ogłupianą demokratyczną tłuszczą albo demokratycznym motłochem. Chrystusa ukrzyżował podburzony tłum – pragne przypomnieć. I tyle. Oj cężko w moim kraju z moimi rodakami się żyje, oj ciężko.

  14. Lucy napisał(a):

    40-50 lat daje Pan na ujawnienie zamachu? Chyba za mało. Przecież, jak historia uczy, carowie kremlowscy są niereformowalni w przedmiocie przyznawania się do winy. Musiałoby się u nich diametralnie zmienić myślenie, w co wątpię.

  15. Rafał napisał(a):

    Ta… Jak zwykle mnóstwo wyssanych z palca teorii i zero dowodów na ich poparcie. Jaki jest w ogóle sens kreowania wokół osoby L. Kaczyńskiego tej całej heroiczno-męczeńskiej otoczki? Zamiast ekscytować się spiskowymi teoriami proponuję poodszukiwać sobie autentyczne wypowiedzi obu braci Kaczyńskich, zwłaszcza z okresu kampanii wyborczych. PiS zagrożeniem dla Putina? Nie róbmy sobie jaj. Budowy silnej pozycji kraju nie zaczyna od wymachiwania bezsilnymi piąstkami w kierunku potężniejszych sąsiadów. Pierwszym etapem musi być przywrócenia zdrowych, wolnorynkowych zasad funkcjonowania gospodarki aby ta mogła pomyślnie się rozwijać, gdyż biedaków jak świat światem nikt nigdy nie traktował poważnie. PiS natomiast to partia socjalistyczna w każdym calu i w ten sposób wcale nie mniej szkodliwa z punktu widzenia polskiego interesu niż PO, PSL i SLD!

  16. paweł napisał(a):

    No proszę… Jeden z naszych bardziej dociekliwych Czytelników odkrył, że opublikowany powyżej list nie jest ani nowy, ani anonimowy (choć być może nazwisko autora nie jest prawdziwe), a pochodzi z Rosji z 1 maja 2010 roku. Poniżej link do oryginału:

    http://www.rupor.info/analitika/2010/05/01/v-ubijstve-kachinskogo-viden-pocherk-putina/

  17. jurek napisał(a):

    Litości. Nie kompromitujcie się. Ten tekst jeśli jest „prawdziwy” został sfabrykowany przez jakiegoś ruskiego prowokatora. W tłumaczeniu na polski jest pełno błędów składniowych charakterystycznych dla konwertowania na „żywca” z rosyjskiego na polski. Może przeczyta to jakiś polonista – założę się, że powie to samo.

  18. Wojciech Perczak napisał(a):

    Jednocześnie i w tym samym miejscu zginęli:
    2 prezydentów RP, 11 generałów i 1 admirał (w tym dowódcy wszystkich rodzajów sił zbrojnych), 2 wicemarszałków Sejmu, ministrowie, parlamentarzyści, prezes NBP, prezes IPN, Rzecznik Praw Obywatelskich i osoby towarzyszące.
    Łącznie 96 trupów

    A jednocześnie Rosjanie:
    kiedy jeszcze dymiły szczątki samolotu to już rozpuszczali informacje o czterokrotnym podchodzeniu do lądowania, o presji prezydenta, o winie pilotów (skąd to wówczas wiedzieli?),
    niszczą dowody będące własnością RP,
    niszczą dowody, których sami są właścicielami,
    Rosjanom ZACIĘŁA się taśma rejestrująca nagrania na wieży kontrolnej,
    Rosjanie trzymają u siebie własność RP jaką jest wojskowy samolot (wraz z całym jego wyposażeniem) – najważniejszy dowód rzeczowy,
    kilka razy kopiują nagrania czarnych skrzynek – za każdym razem powstaje ORYGINALNA ale INNA kopia,
    ZABRANIAJĄ?! Polakom otworzyć trumny na terytorium RP,
    WYCOFUJĄ niewygodnie dla siebie zeznania kontrolerów.
    To tylko niektóre działania Rosjan.

    I co o tym sadzić?

    DEDUKCJA [łac. deductio – wyprowadzenie]
    1. log. metoda rozumowania polegająca wyprowadzeniu ze stwierdzenia jego logicznego następstwa,
    2. pot. wyciąganie logicznych wniosków z jakichś faktów.

    Chyba, że ktoś nie jest w stanie tego zrobić, to powtarza to co mówią starsi i mądrzejsi.

    Przypomina mi się pełna mądrości sentencja starożytnych Rzymian: „is fecit cui prodest”, co znaczy, że zrobił ten, kto skorzystał.
    Wspomnę o sprawie kluczowej: po 10 kwietnia w Europie Środkowej zmienił się układ sił politycznych.

  19. Rafał napisał(a):

    Czy powstawanie rozmaitych plotek i “miejskich legend” w temacie sporej bądź co bądź katastrofy to jest naprawdę coś niespotykanego?

    Czy naprawdę jest czymś niezwykłym, że pozostali przy życiu uczestnicy wypadku usiłują siebie przedstawić w jak najlepszym świetle?

    A gdybym tak pojechał sobie powiedzmy do Hiszpanii i miałbym tam pecha wjechać w przydrożny słup. Ciekawe czy wtedy z faktu, że HISZPAŃSKA policja majstruje przy moim POLSKIM wraku także wydedukował byś spisek?

  20. zeerq napisał(a):

    Ale co to jest? Reklama nowej powieści science-fiction o Smoleńsku? 🙂

    Zamachu nie było, bo to było kompletnie bez sensu i zbyt niebezpieczne. Ba, nawet gdyby się okazało (teoretyzując!!!), że rzeczywiście Rosjanie „zamglili” ten jar, miałoby to tylko na celu skompromitowanie jakże niewygodnego dla Putina prezydenta.

    Mitów, hipotez, kłamstw i teorii jest Ci u nas dostatek, odpowiedzi na wiele pytań wciąż nie ma, mimo raportów, medialnych szopek, kłótni polityków i walk trolli na portalach.

    W tym chaosie dla mnie tylko jest pewne, że: (i teraz uwaga! NARAŻĘ się wszystkim! :] )

    Nie było:

    – rosyjskiego zamachu
    – dobijania rannych
    – czegoś co nazywa się prezydencki samolot
    – prywatnej wizyty
    – lądowania (ostatnie odczyty skrzynek)
    – nacisków i „ląduj dziadu”
    – lotu cywilnego
    – pijanego prezydenta
    – pijanego generała

    Pewnie by jeszcze długo (niestety) wymieniać. Polskie piekiełko samo się nakręca, nie potrzebuje diabła.

    Czy Rosjanie są winni i ew. w jakim stopniu – nie wiem. Czy piloci popełnili jakiś błąd – jest to jak najbardziej możliwe. Usterka techniczna lub elektroniki też jest możliwa. Lot był mocno zlekceważony zarówno przez stronę polską i rosyjską, nie było np. przygotowanych lotnisk zapasowych czy specjalistycznego sprzętu na lotnisku.

    Oczywiście mogę się mylić, mogą jeszcze wypłynąć nowe fakty. W każdym razie śledztwo jest tak naprawdę bardzo dalekie od ukończenia.

  21. szpion napisał(a):

    Panie Rafale, gdyb Pan był co najmniej ministrem lub kimś w tym rodzaju nie wykluczyłbym spisku i zamachu.
    Panie zeerq – skąd taka pewność, że nie było zamachu, może nie koniecznie rosyjskie paluchy w tym bałaganie mieszały? Za dużo jest pytań i braku na nie odpowiedzi, aby napisać, że wszystko jest wyjaśnione i jasne. Najbardziej zastanawiające jest bardzo niechlujnie prowadzone wyjaśnianie tej katastrofy tak przez stronę rosyjską jak i przede wszystkim polską. I to jest niepokojące.

  22. Lucy napisał(a):

    @komsomolskaja prawda 9:56
    Zgadzam się z Pana oceną. Ale to jest zimny fakt. A podburzyć tłuszczę? Co to za problem? Dlatego będę uparcie twierdzić, że LK nie miał wyboru. Wybór miał wcześniej parlament. Nie skorzystał. Dlaczego nikt nie ma pretensji do parlamentu?

  23. kamil napisał(a):

    dla zwolenników teorii spiskowej…

    Żaden zamach, a nawet żaden rosyjski błąd…

    odmowa kwitowania wysokości po otrzymaniu kursu/ścieżki – to samo zrobił polski JAK-40, ale im się „fartnęło”. Ił-76 już nie wylądował, ale kwitował wysokość i wiedział o jarze, i umknął w ostatniej chwili (zahaczył skrzydłem o pas – czyli przechylił się podobnie jak Tu-154m)

    polska załoga zbyt późno próbowała skorygować różnicę wysokości powstałą wskutek znalezienia się nad jarem, w dodatku polegała na radiowysokościomierzu, co wg lotników jest bardo ryzykowne. przy widoczności nie 400 m (400m kontrolerzy wymieniają jako maksimum, później informują, że „pogorszyło się” i „nic nie widać”!!!) nie powinno być w ogóle podejścia. JAK-40 wylądował wbrew przepisom (decyzja należy wyłącznie DO ZAŁOGI i to ZAŁOGA ponosi pełną odpowiedzialność za decyzję).

    I „zaniżona” wysokość była jak najbardziej na miejscu – wysokość podaje się z wyprzedzeniem (policzcie sobie na podstawie czasu i prędkości odległość i uwzględnijcie czas reakcji pilotów)

    praktycznie jedynym niedociągnięciem kontrolerów jest marker samolotu na ekranie radaru wykraczające poza granicę liczoną od „idealnego” 2 40, do 3 10 (stopień odchylenia), które mieściło się na granicy „widełek” (dozwolonych odchyleniach). Kontroler nie miał prawa odmówić polskiej załodze decyzji.

    ***

    komentarze z lotnictwo.net.pl

    Niewątpliwie na BSKP nie wszystko było na OTLICZNO (bardzo dobrze). Są komentarze odnośnie meteo, że warunki podawane przez meteorologa nie odpowiadały rzeczywistości. Załoga Ił-76, mimo braku zgody na lądowanie, kontynuowała je. Tu możemy mówić zdecydowanie, gdyż załogę Iła obowiązywały rosyjskie przepisy wojskowe. A tam jest jasno powiedziane, że bez frazy „lądowanie zezwalam” wypowiedzianej przez KL, lądowanie (zejście niżej wysokości decyzji) NIE MIAŁO PRAWA ZAISTNIEĆ – mimo to zezwolili (? – ja nie słyszałem) im powtórne zajście. Pochwalili załogę naszego Jaka, że mimo wszystko udało się jej wylądować. To miły akcent. Konsekwencje wobec nich powinni wyciągnąć u nas w kraju.

    phiro: Po dzisiejszej konferencji uderza mnie jedno w sprawie lądowania, ale nie Tu, tylko Jaka.
    Opisali lądowanie które pilot Jaka wykonał poniżej minimów, łamiąc procedury, nie dostając zgody na lądowanie (!!!). Osoba komentująca stwierdziła tylko: „w tych warunkach kontroler powinien zabronić lądowania”.
    A co on zrobił, jeżeli nie właśnie to??? Brak zgody na lądowanie oznacza, że nie można lądować. Pilot to personel licencjonowany (prawie…) więc nie mieści mi się w głowie jak mógł jednak lądować.
    Po czymś takim jestem w stanie zrozumieć, że rosjanie pomyśleli że mamy zajebistych pilotów albo zajebisty sprzęt – szczególnie, gdy doświadczyli tego, że ich komendy są ignorowane.

  24. kamil napisał(a):

    dalsze komentarze:

    igorkbk: Czyli nasze oskarżenia że kontrolerzy nie podawali pozycji i odchyleń jest „błędne”. Nie chcę się tu przychylać do strony rosyjskiej ale ja jako kontroler nie czułbym się winny skoro ATC nie ma możliwości informowania o zbaczaniu z kursu i wysokości schodzenia [kontrolerzy potwierdzają parametry podawane przez załogę – przyp. ja]

    MarcoPolo: Wyszła ścieżka bardzo stroma ale piloci mieli informację uspokajającą: nie róbcie nic, jest OTLICZNO, lećcie tak dalej, na kursie i ścieżce. Fakt, mogli wyłączyć radio i nie słuchać tego…
    NO77GL: I raczej nie sluchali.
    Tu nie bylo zadnej sciezki, to bylo podejscie nieprecyzjne a wiec mowa o jakiejkolwiej sciezce jest czysto umowna. Mogli je robic bardziej lub mniej stromo. Jest obszerna dyskusja na HydePark o tym jaka jest relacja tej wydumanej sciezki z tym podejsciem. Radze zapoznac sie z elementarzem podejsc nieprecyzjnych.
    Ich „wbicie sie w ziemie” z zadna sciezka nic nie mialo wspolnego. Pogwalcili minima MDA i to ich zgubilo.

    Pyrlandia: Współczuję [kontrolerom] tak jak rodzinom ofiar katastrofy, Ci, którzy mają trochę pojęcia o pracy KL, wiedzą o czym piszę i co przezywał KL w momencie „zniknięcia” PLF 101.

  25. gagarin napisał(a):

    Ten tchórzliwy autor tych bredni to będzie zapewne niejaki Antek Likwidator.
    Jego retoryka i jego tchórzostwo – pokazane już 10 kwietnia w Katyniu, wskazuje na to jednoznacznie.
    Antek jak nic ….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *