Category Archives: Białoruś

Białoruska nomenklatura chce prywatyzować gospodarkę w swoim interesie

Na Białorusi państwowe firmy wytwarzają ok. 70 proc. PKB. Władze zapowiedziały ostatnio prywatyzację 500 przedsiębiorstw, w tym kilku flagowych. Zdaniem białoruskiego ekonomisty Jarosława Romańczuka nie ma się co spodziewać szybkiej i otwartej prywatyzacji, gdyż nie jest to w interesie rządzących.

Narodowcy o sytuacji na Białorusi – oświadczenie ONR

W ostatnich dniach obserwujemy za naszą wschodnią granicą wzbieranie fali protestów przeciwko dekretowi prezydenta Białorusi o tzw. „opodatkowaniu nierobów”. Pod pretekstem sprzeciwu wobec nowego prawa, demonstranci nawołują do zmiany charakteru porządku politycznego na Białorusi, a finalnie – do zmiany kierownictwa państwowego.

Kaliningrad w składzie Białorusi? To możliwe

Absurd geopolityczny, jakim jest totalitarna rosyjska enklawa w samym sercu Unii Europejskiej, prędzej czy później wyląduje na śmietniku historii. Oczywiście w czasach Putina i jego ewentualnych następców zmiana przynależności państwowej Królewca jest nierealna, ale za jakieś 20-30 lat możliwe są różne scenariusze. Włącznie z takimi, które obecnie wydają się być niewiarygodne, jak np. niepodległość Obwodu, przyłączenie go do Białorusi lub Ukrainy jako autonomia lub nawet podział między Polskę i Litwę.
Nic nie trwa wiecznie Jedno jest pewne: Polska jako sąsiad kontrowersyjnej enklawy musi brać pod uwagę nawet najbardziej absurdalne scenariusze rozwoju sytuacji i być gotowa do każdego z nich. I nie tylko biernie obserwować rozwój wypadków, ale także aktywnie w nich uczestniczyć, tak by zminimalizować ryzyko, jakie wiąże się z tą zmilitaryzowaną enklawą. Zastanówmy się: czy w takim 1938 roku ktoś rozsądny mógłby przewidzieć, że północna część Prus Wschodnich nie tylko przestanie wkrótce należeć do wszechpotężnych Niemiec (wówczas kraju o wiele silniejszego, niż dzisiejsza Rosja), ale że za dziesięć lat na tych terenach fizycznie nie będzie ani jednego Niemca, a teren ten zostanie ni stąd ni zowąd zasiedlony przez Rosjan, Ukraińców i Białorusinów? A czy w 1945 roku, gdy wszechpotężny i niepokonany Związek Radziecki przejmował te ziemie, ktoś choćby nieśmiało przewidywał, że za kilka dziesięcioleci tereny te staną się rosyjską wyspą, odciętą od macierzy krajami, należącymi do NATO i UE, w tym niepodległą Litwą? No właśnie. Tak jak wówczas wydawało się, że Związek Radziecki będzie trwał wiecznie, tak dziś trudno wyobrazić sobie np. rozpad Rosji i odłączenie od tego kraju Syberii, Karelii, Czeczenii, Tatarstanu i innych nierosyjskich krajów. To, że oparty na ropie i gazie system polityczno-gospodarczy Rosji pewnego dnia się rozsypie, jest już niemal pewne. Do tego wystarczy nałożenie się kilku czynników kryzysowych, z którymi już teraz boryka się putinowska Rosja. Spadek zapotrzebowania na rosyjski gaz wskutek zalewu taniego gazu łupkowego, kryzys demograficzny, zżerająca kraj korupcja i biurokracja, a do tego rosnące w siłę animozje między zachłanną Moskwą a biedniejącą prowincją – to zagrożenia, o których otwarcie mówi już nawet rosyjski premier Miedwiediew. Można więc przewidzieć, że w pewnym momencie w Rosji zapanuje chaos i ostry kryzys gospodarczy, na co nałoży się kryzys polityczny, podobny jak w czasie rozpadu ZSRR. I w tym momencie oddalone od Moskwy regiony (Obwód Kaliningradzki, Tatarstan, kraje Północnego Kaukazu) po prostu skorzystają z okazji, by samodzielnie zadecydować o swoim losie, tak jak w 1991 roku zrobiła to sowiecka jeszcze Ukraina, uchwalając deklarację niepodległości. Rok 2030 Spróbujmy przynajmniej teoretycznie opisać możliwe scenariusze w takim wypadku. Jest 2030 rok, w Rosji od kilku lat szaleje ostry kryzys gospodarczy, państwo jest faktycznie bankrutem (świat nie potrzebuje już rosyjskich surowców), w dodatku na Kremlu panuje anarchia, a krajem wstrząsają trudne do opanowania rozruchy. Równocześnie Białoruś i Ukraina są już członkami UE, a sama Unia znów przeżywa okres prosperity i nawet peryferyjne Warmia i Mazury wydają się Rosjanom rajem na ziemi. W 2030 roku mieszkańcy Obwodu Kaliningradzkiego, chociaż czują się Rosjanami (bo mówią po rosyjsku), nie odczuwają już najmniejszego związku z Rosją „kontynentalną”, co więcej – nie lubią swych braci ze wschodu i pogardzają nimi. Mieszkańcy Królewca czy Tylży czują się Europejczykami pełną gębą: od lat wypoczywają na Mazurach, w Zakopanem czy nad Adriatykiem, podróżują bez wiz po całej Unii, zakupy robią w Gdańsku i Berlinie, a do Moskwy czy Brańska po prostu nie mają po co jeździć. Chociaż mówią w tym samym języku, co Rosjanie znad Wołgi, to na swych pobratymców ze wschodu patrzą z pogardą i wyższością. „Kacapy” czy „dzicz ze wschodu” to tylko najłagodniejsze określenia. Nawet język rosyjski, używany przez mieszkańców Królewca, po tylu latach izolacji od macierzy nabrał cech osobnego, bałtyckiego dialektu. Co trzecie słowo tutejszego młodzieżowego slangu to polonizm, dużo też zapożyczeń z ukraińskiego i białoruskiego, co nie powinno dziwić: w końcu ponad 10% mieszkańców Obwodu to Ukraińcy i Białorusini. Dziś jeszcze aż tak nie jest, ale w 2030 roku taki stan rzeczy jest jak najbardziej prawdopodobny. A więc jest 2030 rok. Rosja się rozpada, kryzys taki jak w 1990 roku, nie wiadomo co dalej. W wyborach do władz samorządowych Obwodu Królewieckiego wygrywają siły proeuropejskie, które chcą zerwać z „tym moskiewskim bagnem”, jak mówi kaliningradzka ulica. Tam, w Rosji kontynentalnej, dalej wielbią Stalina i Lenina, nie chcą żadnych reform, a w Kaliningradzie (przemianowanym już na Koenigsberg czy Królewiec) widzą, że za polską i litewską granicą żyje się już całkiem nieźle. Co więcej: w 2030 roku członkami Unii Europejskiej są już od kilku lat Ukraina, Białoruś i Mołdawia (wstąpiły w 2026 roku). Kaliningradczycy patrzą z zazdrością, jak dzięki integracji z UE i unijnym dotacjom Ukraina i Białoruś się rozwijają. „Wszyscy korzystają z tej Europy, tylko nie my, a przecież jesteśmy w samym sercu kontynentu, zaledwie 70 km od Gdańska” – myślą pogrążeni w kryzysie mieszkańcy Obwodu. Scenariusze dla enklawy Rozwiązania są właściwie cztery. Pierwsze – to po prostu ogłosić niepodległość i złożyć wniosek o członkostwo w UE. Ale na to patrzy niechętnie zarówno Moskwa, jak i wspólnota międzynarodowa. Sami mieszkańcy też z obawą myślą o tym, jak Obwód poradziłby sobie jako niepodległe państwo. W enklawie jest kryzys gospodarczy, a ludzi bardzo mało, tylko 650 tysięcy. Przez te dwadzieścia lat Obwód się bardzo wyludnił – przyrost naturalny od lat jest ujemny, w dodatku zniesienie wiz spowodowało, że kto mógł, wyemigrował na Zachód lub chociażby do pobliskiego Gdańska czy Olsztyna. 650 tysięcy mieszkańców – to trochę za mało, by tworzyć samodzielne państwo, tym bardziej, że natychmiastowe uznanie jego niepodległości byłoby wątpliwe. Polska, Litwa, Niemcy i Rosja już zapowiadają, że tego nie zrobią. A skończyć jak Naddniestrze czy Abchazja, jako nieuznana przez świat czarna dziura – tego by mieszkańcy Królewca na pewno nie chcieli. Pozostaje więc przyłączenie się do innego państwa, które jest już członkiem UE. Litwa, Polska? Żadne z tych krajów tak po prostu nie przyłączy sobie rosyjskojęzycznego województwa. To tylko kłopot, zwłaszcza dla małej Litwy, gdzie te 650 tysięcy Rosjan (właściwie trochę mniej, bo mniejszości narodowe) zdestabilizowałoby sytuację etniczną. W grę wchodziłby ewentualnie podział większej części Obwodu między Polskę a Litwę, a z samego Królewca utworzenie Wolnego Miasta pod nadzorem... no właśnie, czyim? Wariant mało realny, ale też nie można go wykluczyć, zwłaszcza drobnej korekty granic i przyłączenia do Polski i Litwy jakichś mało znaczących przygranicznych wiosek i miasteczek. Chociaż z tym trzeba uważać – wiadomo, taka zmiana granic to igranie z ogniem. Są jeszcze dwa warianty – przyłączenie Obwodu do Ukrainy lub Białorusi. W tym scenariuszu Obwód co prawda nadal pozostaje eksklawą, ale jego sytuacja się polepsza. Już nie jest częścią imperialistycznej Rosji, w której Królewiec nie ma nic do gadania, ale np. małej Białorusi, w której bałtycki Obwód uzyskuje realną autonomię i specjalny status. Mińskowi na Królewcu zależy, bo dzięki niemu Białoruś zyskuje upragniony dostęp do morza i własne porty bałtyckie. Przypomnijmy, że już teraz, w 2012 roku, łukaszenkowska Białoruś bardzo mocno zabiega o choćby wirtualny dostęp do morza – dlatego właśnie utworzono własną białoruską flotę itp. (ale to już temat na osobny artykuł). Białoruś przyłączając Królewiec nie tyle anektuje go, ale zawiera niemal równoprawną unię – odtąd Obwód Królewiecki i właściwa Białoruś tworzą dwa formalnie równoprawne człony federacji, a Mińsk nie miesza się w wewnętrzne sprawy bałtyckiego Obwodu. Województwo Królewieckie rządzi się więc samo praktycznie tak jak niepodległe państwo, pozostawiając w kompetencji Mińska tylko politykę zagraniczną, wojsko i inne najważniejsze sprawy. Białoruś, która sama powoli odradza u siebie język białoruski po latach łukaszenkowskiej rusyfikacji, nie wprowadza siłą swego języka w nowym bałtyckim województwie. Językami urzędowymi w nadbałtyckiej enklawie są białoruski i rosyjski, dla utrzymania pozorów wprowadza się białoruskojęzyczne napisy na królewieckich drogowskazach i urzędach i lekcje białoruskiego w tutejszych szkołach, ale generalnie bałtyccy Rosjanie mają językową swobodę i nie czują się pod tym względem dyskryminowani (tym bardziej, że i sama Białoruś jest nadal silnie zrusyfikowana). Teoretycznie na takiej samej zasadzie Obwód Kaliningradzki mógłby stać się częścią Ukrainy, np. w drodze wymiany z Rosją za Obwód Ługański. Ale ten scenariusz na dzień dzisiejszy wydaje się być najmniej prawdopodobny. I co najważniejsze w tym wszystkim – po przyłączeniu Królewca do Białorusi, te nadbałtyckie tereny automatycznie stają się częścią Unii Europejskiej, podobnie jak swego czasu do Unii weszły tereny dawnej NRD. Oczywiście to wszystko przy założeniu, że w momencie, w którym dochodzi do tych wypadków, na Białorusi dawno już nie rządzi Łukaszenka, a kraj jest już od kilku lat członkiem Unii Europejskiej (podobnie jak sąsiednia Ukraina). Kiedy to wszystko nastąpi? Tutaj piszemy hipotetycznie o 2030 roku, ale równie dobrze może to być rok 2025, 2040 lub 2050. A może wcale. Kto wie, jak się historia potoczy za kilkadziesiąt lat? Czy Rosja nadal będzie istnieć w obecnych granicach, czy władzę w Mińsku i Moskwie nadal sprawować będą dyktatorzy, czy Unia Europejska nadal będzie istnieć? To wszystko jest jedna wielka niewiadoma, ale też niczego nie można wykluczyć – włącznie z przyłączeniem Królewca do Białorusi, Ukrainy czy Litwy. Stwórzmy niezależną telewizję dla Królewca Nie ulega wątpliwości, że Obwód Kaliningradzki w obecnej formie jest dla Polski jeśli nie zagrożeniem, to w każdym razie niedogodnością. Ziszczenie się opisanego tu scenariusza, a więc przyłączenie Królewca do Białorusi, należącej w przyszłości do UE, byłoby dla Polski bardzo korzystne. Cały ten obszar znalazłby się w Unii i z czasem w Schengen oraz NATO, nie byłoby uciążliwej granicy i przemytu, wzrosłyby możliwości współpracy gospodarczej, wreszcie można byłoby zbudować bezpośrednią nadbałtycką autostradę z Gdańska do Helsinek przez Królewiec i Kłajpedę. I chociaż Polska oczywiście nie wyśle czołgów na Moskwę i nie obali Putina, to może w bardzo sprytny i dyplomatyczny sposób wpływać na bieg wydarzeń w enklawie. Aż się prosi, by w tym przypadku zastosować ten sam arsenał środków, które używamy w stosunku do Białorusi, a więc utworzyć na wzór Bielsatu i Radia Racyja niezależne „antyputinowskie” radio i telewizję, nadające z Olsztyna na obszar Obwodu. Celem takich mediów byłoby dostarczanie mieszkańcom Obwodu obiektywnej informacji, która podważałaby zaufanie do Putina i jego systemu. W naszym interesie leży, by zmieniać świadomość mieszkańców Obwodu tak, aby np. nie byli oni dumni z sowieckiej historii Rosji, sami domagali się przywrócenia tradycyjnych nazw miejscowości (Królewiec, Tylża, Iława Pruska) zamiast nazw radzieckich, a także by wzbudzać w nich poczucie odrębności od „kontynentalnych” Rosjan. Ważne jest także, by Polska wsparła poczucie świadomości narodowej licznej w Obwodzie mniejszości ukraińskiej i białoruskiej. Ukraińcy i Białorusini stanowią łącznie aż 10-12% mieszkańców Obwodu – w naszym interesie jest, by rzeczywiście czuli się Ukraińcami lub Białorusinami (a nie Rosjanami), by mówili w ojczystym języku, czuli więź z Ukrainą i Białorusią. Dlatego w postulowanej telewizji i radiu powinny znaleźć się nie tylko programy rosyjskojęzyczne, ale również te nadawane w języku ukraińskim i białoruskim. Stacja powinna kreować pogląd, że Obwód jest nie tyle etnicznie rosyjski, co wielonarodowościowy, że jest wspólnym domem Rosjan, Ukraińców i Białorusinów i każda z tych nacji ma do tych ziem takie same prawa. Co jest zresztą prawdą – po wysiedleniu stąd Niemców, do tej części Prus Wschodnich sprowadzono nie tyle Rosjan, co ludność wielonarodowego Związku Radzieckiego. Nad Pregołą osiedlili się więc przybysze znad Wołgi, ale także z ówczesnej sowieckiej Białorusi i Ukrainy, a w mniejszym stopniu także z Litwy i innych republik radzieckich. Czy Polska podejmie jakieś działania w relacjach ze swym północnym sąsiadem – czas pokaże. Szkoda byłoby jednak tej szansy zmarnować. Mamy takie cenne doświadczenia z demokratyzacji Białorusi – aż się prosi, by powtórzyć ten arsenał środków w odniesieniu do Królewca, wykorzystując przy tym potencjał intelektualny Olsztyna i Elbląga. Jakub Łoginow Foto.: www.tiwy.com Tekst pochodzi z serwisu www.porteuropa.eu . Autorowi dziękujemy za nadesłanie go naszemu portalowi.

USA wolniej niż … Białoruś?

Amerykańska gospodarka w dalszym ciągu należy do światowej czołówki. Taka przynajmniej jest obiegowa opinia na temat tego kraju. Okazuje się jednak, że jego wyniki są dużo gorsze niż można się było tego spodziewać. Tak wynika z opracowanego przez CIA raportu World Factbook. Według raportu USA są na 169 miejscu na 216 sklasyfikowanych państw pod względem wzrostu PKB. Znacznie szybciej rozwijają się takie państwa jak Rosja, Chiny, Ruanda ... a nawet Białoruś. Nieco lepszym wynikiem Amerykanie mogą się pochwalić jeśli chodzi o PKB per capita – zajmują 12 miejsce za Katarem czy Lichtensteinem. Natomiast mierząc PKB realną siłą nabywczą dolara są na 2 miejscu, pomiędzy sklasyfikowaną na pierwszym miejscu Unią Europejską a Chinami.
Nie najlepiej przedstawia się sytuacja na rynku pracy. Stopa bezrobocia jest wyższa niż w 97 sklasyfikowanych krajach. Niemal na szarym końcu Amerykanie znajdują się pod względem inwestycji infrastrukturalnych (142 miejsce na 150). Natomiast produkcja przemysłowa USA plasuje się na 79 pozycji. Fatalnie wygląda także sytuacja federalnego budżetu. Amerykański deficyt jest jednym z najwyższych na świecie. Pod tym względem Stany Zjednoczone zajmują 192 miejsce. Choć wydawałoby się, że na rynku ropy pozycja USA powinna być silna, to jednak według World Factbook aż 13 państw posiada większe zapasy tego surowca. Z kolei według wyliczeń The Heritage Foundation oraz The Wall Street Journal Stany Zjednoczone nie są także liderem rankingu wolności gospodarczej. Zajmują bowiem dopiero 10 miejsce. Jeszcze gorzej jest w kwestii walki z korupcją. Okazuje się, że na tym polu aż 20 państw osiąga lepsze wyniki. Pozostaje pytanie w jakim stopniu do pogorszenia się wielu czynników gospodarczych przyczynił się obecny prezydent Barack Obama. Wszak znany jest na świecie z tego, że lekką ręką wydaje budżetowe pieniądze na „stymulowanie” rodzimych przedsiębiorstw i instytucji takich jak banki, a także na wprowadzone niedawno obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne. Jak na razie prowadzona przez niego polityka wróży raczej gospodarce USA dalszą tendencje spadkową. I.Sz.

Pekin zamiast Moskwy? – czyli o nowym sojuszniku Łukaszenki

Wygląda na to, że białoruski prezydent Aleksander Łukaszenka czuje się coraz mniej osamotniony. Do tej pory jedyne poważne wsparcie otrzymywał od swojego potężnego sąsiada – Rosji. Teraz jednak zyskał nowego sojusznika w postaci chińskiego rządu. Czyżby wpływy Moskwy w tym kraju były zagrożone?
O tym, że stan białoruskiej gospodarki jest fatalny wiadomo od dawna. Wiadomo także, że gdyby nie wsparcie polityczne i finansowe Kremla reżim Łukaszenki niechybnie by upadł. Ale i ta pomoc, jak się okazuje, nie jest wystarczająca, aby postawić na nogi kulejącą gospodarkę tego kraju. Według programu rozwoju przemysłu na lata 2012 – 2020, przygotowanego przez zespół kierowany przez wicepremiera Uładzimiera Siamaszkę, jest tak źle, że w ciągu10 lat należy wpompować w białoruski przemysł 90 mld. dolarów. To diametralnie różna sytuacja od tej, w jakiej przemysł Białorusi znajdował się w czasach ZSRR. Wtedy najbardziej zaawansowane jego działy znajdowały się właśnie w tym kraju. Od tamtej pory jednak przemysł zatrzymał się w rozwoju. Obecnie zaawansowane technologie wynoszą ok. 3% produkcji. Do tego należy dodać archaiczną strukturę fabryk i niską wydajność pracy. Poważnym problemem jest też marnotrawstwo pieniędzy wydawanych na inwestycje. Wynika to z obsady dyrektorskich stanowisk przez osoby z nadania rządowego, które nie potrafią umiejętnie zarządzać finansami przedsiębiorstw. Aby zmodernizować tę jedną dziedzinę należy dofinansować ją kwotą w wysokości 90 mld. dol. Rząd białoruski niestety nie jest w stanie wygospodarować takich pieniędzy, gdyż cały tegoroczny budżet stanowi zaledwie 1/6 tej sumy. Cóż więc mówić o całościowych potrzebach finansowych gospodarki białoruskiej. Jedynym wyjściem jest więc przyciągnięcie inwestorów. W tym celu zreformowano nawet prawo, cóż jednak z tego, skoro nie jest ono egzekwowane. Do tego należy dodać niepewność, jaka jest związana z sankcjami gospodarczymi, których Białoruś doświadcza ze strony UE. Łukaszenka wprawdzie stara się targować w tym względzie z Brukselą, jednak wynik tych starań jest trudny do przewidzenia. Dlatego też zapewne westchnieniem ulgi powitał Mińsk plany udostępnienia przez Pekin linii kredytowych opiewających na 16 mld. dolarów. Mają one służyć sfinansowaniu wspólnych projektów. Biorąc pod uwagę ogromne potrzeby finansowe Białorusi jest to niewiele, ważne jednak jest to, że Chiny wykazują zainteresowanie bardziej długofalową współpracą. Według amerykańskiego ośrodka badawczego Stratfor, Chiny dysponują nadwyżką gotówki i są zainteresowane inwestowaniem w część strategicznych dla Białorusi dziedzin gospodarki. Plusem tej współpracy jest też to, że Pekin, którego polityka również nie wpisuje się w standardy demokratyczne, nie wymaga ich przestrzegania od reżimu Łukaszenki i nie wtrąca się w wewnętrzne sprawy tego kraju. Chiny są więc wymarzoną alternatywą dla problematycznej z punktu widzenia białoruskich władz Unii Europejskiej. Mają też z pewnością dużo większe możliwości finansowe niż wspólnota europejska. Co jednak na to Rosja, która do tej pory była jedynym potężnym sojusznikiem, na którego mógł liczyć białoruski reżim? Według ekspertów Kreml nie ma powodu do niepokoju. Mimo podjęcia ściślejszej współpracy między Mińskiem a Pekinem, Białoruś nie leży w kręgu strategicznych interesów Chin. Zacieśnienie relacji między oboma państwami, oprócz korzyści ekonomicznych, daje też możliwość stworzenia przeciwwagi dla wpływów rosyjskich, nie zagraża to jednak rosyjskiej dominacji politycznej, gospodarczej i wojskowej. Główną tego przyczyną jest uzależnienie białoruskiej gospodarki od rosyjskich surowców. Rosja zaopatruje tamtejszą gospodarkę w 80% w ropę i w 90% w gaz. Do tego dochodzi fakt, że na rosyjski rynek trafia 50% białoruskiego eksportu. Uzależnienie wzrosło jeszcze po wprowadzeniu przez UE sankcji gospodarczych. To bowiem doprowadziło do sytuacji, że Mińsk ulegając naciskom Kremla odsprzedał Rosjanom wszystkie udziały w Beltransgazie, firmie zajmującej się tranzytem rosyjskiego gazu, w zamian za plan ratunkowy w wysokości 14 mld. dolarów. Niemniej jednak prezydent Aleksander Łukaszenka z pewnością poczuł się lepiej mając po swojej stronie dwa mocarstwa. Być może niewiele pomogą one białoruskiej gospodarce, gdyż ta wymaga przede wszystkim gruntownych reform, na pewno jednak przyczynią się do utrzymania jego władzy na Białorusi. I.Sz. Źródło: forsal.pl, ekonomia24.pl

Wydarzenia z roku 2010 oczami wolnorynkowca

Dobiega końca rok 2010. Był on bardzo ciekawy zarówno w kraju, jak i na świecie. Pokazał nam jasno, w jakim kierunku zmierza i zmierzać będzie Polska i Unia Europejska. A skoro już za chwilę przywitamy nowy 2011 rok, warto jest przypomnieć sobie te najważniejsze wydarzenia z kraju i ze świata, którymi żyliśmy w 2010 r., by móc przewidzieć, co może nas czekać za 12 miesięcy.  Polska: Katastrofa smoleńska. To w Polsce z pewnością najważniejsze wydarzenie roku 2010. 10 kwietnia w Katyniu miały się odbyć oficjalne uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej z udziałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego i innych ważnych przedstawicieli państwa polskiego. Samolot, którym lecieli zahaczył lewym skrzydłem o drzewo i rozbił się w odległości 300 – 400 metrów od pasa startowego lotniska Siewiernyj. Zginęli wszyscy pasażerowie TU – 154M na czele z prezydentem RP. Wiadomość o tej katastrofie rozeszła się błyskawicznie. W jednej chwili państwo polskie straciło swojego prezydenta. Zginęło wielu ważnych polityków z różnych opcji politycznych, szefowie ważnych instytucji państwowych, całe dowództwo wszystkich sił zbrojnych RP. W Polsce wprowadzona została żałoba narodowa. Żałoba szybko minęła. Rozpoczęło się szukanie winnych i wyjaśnianie przyczyn tej tragedii. Zarówno strona polska, jak i rosyjska przeprowadza własne śledztwo. Już na początku okazało się, że Rosja nie dopuszcza polskich śledczych do podstawowych czynności, związanych z wyjaśnieniem przyczyn tej wielkiej tragedii. Tego typu zachowania strony rosyjskiej mogą sugerować, że nasi wschodni sąsiedzi chcą przed nami coś ukryć. W różnego rodzaju mediach pojawiają się wątpliwości, czy wyjaśnianie przyczyn katastrofy w Smoleńsku idzie w dobrym kierunku. Pojawiają się nawet teorie spiskowe, publikowane nawet na tym portalu sugerujące, że 10 kwietnia doszło do „zbrodni z zimną krwią”. Zwolennicy teorii o zamachu powtarzają, że oficjalne władze państwa polskiego umywają ręce w kwestii rzetelnego wyjaśnienia katastrofy. Twierdzą, że to polscy śledczy i prokuratorzy powinni badać okoliczności tragedii i przeprowadzać własne postępowanie prokuratorskie. Osoby te słusznie podnoszą głos, że strona rosyjska nie zachowuje się fair w stosunku do nas. Nie oznacza to jednak, że władze rosyjskie zabiły polskiego prezydenta. Sugerowanie, że 10 kwietnia na 100% doszło do zamachu jest na tym etapie zdecydowanie nie na miejscu. Ci, którzy już teraz stawiają takie tezy muszą chyba mieć dobre znajomości w rosyjskich służbach specjalnych, by być pewnym, że to był zamach. W sprawie katastrofy smoleńskiej należy zachować pewien umiar. To, w jaki sposób Federacja Rosyjska traktuje Rzeczpospolitą Polską nie jest jeszcze dowodem na to, że dokonali oni zamachu na Lecha Kaczyńskiego. Świadczy jednak o tym, że pozycja Polski w świecie znajduje się w opłakanym stanie, wbrew temu, co mówią nam nasze oficjalne władze państwowe. Jeden ze zwolenników teorii o zamachu przypomina, że w 2009 roku w Polsce doszło do rozbicia się białoruskiego samolotu na pokazach lotniczych. Wówczas strona polska umożliwiła przeprowadzenie pełnego śledztwa prokuratorom białoruskim, a tymczasem dziś Rosja robi stronie polskiej problemy. Być może świadczy to o tym, że Białoruś jest bardziej niepodległym państwem, niż Polska. I pomyśleć, że za taki stan Polski odpowiedzialny jest także Lech Kaczyński – osoba, z której wielu dziś chciałoby zrobić męczennika. Wybory. W tym roku w naszym kraju odbyły się wybory prezydenckie i samorządowe. Te pierwsze odbyły się wyjątkowo na początku wakacji, gdyż spowodowane były nagłą śmiercią prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wybory samorządowe odbyły się na jesieni. Piątym prezydentem III Rzeczpospolitej został zgodnie z sondażami Bronisław Komorowski, reprezentujący Platformę Obywatelską. Partia ta nie miała też większych trudności z wyborami samorządowymi. Potwierdziła swoją dominację w wielu polskich miastach, nawet na tzw. ścianie wschodniej, gdzie dominuje elektorat Prawa i Sprawiedliwości. Wybory z 2010 roku potwierdziły, że społeczeństwo polskie najbardziej ufa PO, drugie miejsce nadal należy do PiS – u. Trzecie miejsce, wśród popularności zajmuje Sojusz Lewicy Demokratycznej. Czwarte miejsce próbuje zająć stronnictwo konserwatywno – liberalne. Na tym właśnie miejscu uplasował się Janusz Korwin – Mikke, jako kandydat na prezydenta Polski (2,48%) i jako kandydat na prezydenta Warszawy (3,90%). Nie jest to jednak wynik, który gwarantowałby wejście do parlamentu. Za rok będziemy wybierać posłów i senatorów. Wtedy okaże się, jak będzie wyglądać nasza scena polityczna i czy coś się na niej zmieni. Powódź. Ten rok dla wielu Polaków upłynął pod znakiem powodzi. Wielu ludzi straciło dorobek całego życia. To wielkie nieszczęście spotkało nas właściwie zaraz po zakończeniu żałoby narodowej związanej z tragedią smoleńską. Woda niestety nie ustępowała. Zaatakowała kolejne gospodarstwa w sierpniu. Także teraz w niektórych rejonach Polski ogłoszono stan pogotowia przeciwpowodziowego. Woda wyrządziła wiele zniszczeń, ale nie zmiotła z powierzchni ziemi polskiego rządu, który za fatalny stan wałów i innych zabezpieczeń przeciwpowodziowych oskarżył przede wszystkim samorządowców. Ci z kolei twierdzili, że nie otrzymali właściwych wytycznych z ministerstw. Jakie można z tego wszystkiego wyciągnąć wnioski? Z pewnością nic nas nie nauczyły doświadczenia z roku 1997. I tym razem okazało się, że zarówno służby państwowe, jak i samorządowe w ogóle nie przewidziały, że mogłoby dojść do tak wielkiego kataklizmu. Kiedy żywioł nagle zaatakował właściwie nie było wiadomo, kto za co odpowiada. Wszędzie panował jeden wielki chaos. A to była przecież tylko zwykła powódź. Ciekawe, co by się stało, gdyby nagle ktoś nas zaatakował i czy władze naszego państwa mają przygotowane jakieś plany na taką ewentualność. Świat: Unia Europejska wyraźnie jest w kryzysie. O tym mówią już nie tylko portale uniosceptyczne, ale najważniejsze media, promujące UE. Kryzys finansowy w Grecji i Irlandii to dopiero początek. W kolejce znajdują się przecież takie państwa jak: Portugalia, Hiszpania. Unia, a konkretnie Republika Federalna Niemiec robi co może, by nie dopuścić do bankructwa wymienionych krajów. By ratować strefę euro nasz zachodni sąsiad jest nawet w stanie zmienić obowiązujący od ponad roku traktat lizboński. Na czym mają polegać zmiany? UE chce przede wszystkim karnie odbierać prawo głosu w Radzie Unii Europejskiej krajom uporczywie łamiącym zasady unii walutowej aż do czasu, gdy zaczną stosować się do naprawczych zaleceń z Brukseli. W ten sposób UE będzie mogła przejąć kontrolę nad budżetami państw członkowskich. Prace nad tymi zmianami w traktacie lizbońskim trwają. Czas pokaże, jak długo jeszcze Unia wytrzyma te eksperymenty. Rosja. Nie da się ukryć, że nasz wschodni sąsiad coraz dumniej podnosi czoło na arenie międzynarodowej. Dowodem na to może być szczyt Paktu Północnoatlantyckiego NATO, jaki odbył się w Lizbonie. Omówiono tam m.in. stosunki na linii NATO – Rosja. Uczestnicy tych obrad sami doszli do wniosku, że w dzisiejszych czasach Rosję należy traktować jak sojusznika, a nie jak to bywało kiedyś, za wroga. Sami zainteresowani coraz częściej proponują światowym przywódcom nowe rozwiązania polityczne i gospodarcze np. utworzenie strefy wolnego handlu między Unią Europejską a Rosją. WikiLeaks. Jesienią tego roku wspomniany portal internetowy ujawnił tajne dokumenty, głównie dotyczące amerykańskiej dyplomacji. Dla Amerykanów to wielka porażka, gdyż na światło dzienne wyszło wiele ważnych informacji, które Stany Zjednoczone wolałyby nigdy nie ujawniać. Oto, czego możemy się dowiedzieć z tych „tajnych” dokumentów. Wojsko USA wiedziało o tym, że irackie władze brutalnie torturowały swych irackich więźniów. Opublikowane dokumenty sugerują, że opisane procedery odbywały się przy pełnej wiedzy amerykańskich sił w Iraku. Jeden z najważniejszych przywódców afgańskich talibów oraz człowiek określany jako doradca finansowy Osamy bin Ladena na przełomie listopada i grudnia 2005 roku odwiedzili Koreę Północną. Najprawdopodobniej kupili tam rakiety ziemia-powietrze do zestrzeliwania helikopterów sił NATO. Z dokumentów WikiLeaks wynika także, że w 2008 r. obecny patriarcha Rosji i Wszechrusi Cyryl, wówczas metropolita dał wyraźnie do zrozumienia ówczesnemu ambasadorowi USA w Moskwie, że pozytywnie ocenia Benedykta XVI i przeciwstawił go Janowi Pawłowi II. 972 dokumenty ujawnione przez WikiLeaks pochodzą z Polski. O naszym kraju wspomina się przede wszystkim w kontekście tarczy antyrakietowej, która jak wiadomo ostatecznie nie zostanie zbudowana na terenie Czech i Rzeczpospolitej. Dzięki wyciekom dokumentów z Pentagonu wiemy także, że Amerykanie opóźnią rozmieszczenie rakiet SM-3 na terytorium Polski o trzy lata (z planowanego roku 2015 na 2018). Wspomniany portal ujawnił też depesze, jakie minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski wysyłał do amerykańskich polityków. Wynika z nich, że polski szef dyplomacji panicznie bał się ataku ze strony Rosji i szukał wsparcia ze strony USA. Białoruś. 19 grudnia odbyły się tam wybory prezydenckie, które po raz kolejny wygrał Aleksander Łukaszenka. Oficjalnie uzyskał on prawie 80% poparcia i znokautował swoich rywali. Opozycja na Białorusi uznała wybory za sfałszowane i demonstracyjnie wyszła na ulice. Została rozpędzona i brutalnie pobita. Światowe media, relacjonując wybory prezydenckie u naszego wschodniego sąsiada pokazywały, jak reżim Łukaszenki bezwzględnie rozprawia się opozycją, która i tak mu nie zagrażała. Prezydent Łukaszenka ignoruje apele ze strony różnych światowych przywódców. Twierdzi, że opozycjoniści to wandale spuszczeni z łańcucha. I w pewnym sensie ma rację. Zdecydowana większość przeciwników Łukaszenki chce obalenia jego reżimu dla samego obalenia. Ci tzw. „opozycjoniści” chcą z Białorusi zrobić to samo, co z Polską – sprzedać i uzależnić od Unii Europejskiej. W celu obalenia „ostatniego dyktatora Europy” państwa zachodnie, w tym także Polska (szczególną rolę odgrywa kanał Telewizji Polskiej TV Biełsat opłacany z abonamentu RTV przez polskich podatników) starają się jak mogą, by na Białorusi w końcu zakwitła demokracja. Trzeba oczywiście powiedzieć sobie jasno, że na Białorusi niewątpliwie panuje socjalizm. Ale jest coś, co wyróżnia to państwo od całej Unii Europejskiej. Państwo Aleksandra Łukaszenki jest bardziej niezależne, niż np. Polska. Dowodem może być różnica w wyjaśnianiu katastrof lotniczych na terenie naszego kraju i pod Smoleńskiem, o czym już wyżej wspominałem. Może Łukaszenka nie ma 80% poparcia wśród Białorusinów, ale nie można powiedzieć, że społeczeństwo białoruskie jest do niego wrogo nastawione. Tymczasem zdecydowana większość tzw. bojowników o demokratyzację życia politycznego na Białorusi tylko podburza ludzi, którzy nie chcą takiego bałaganu, jaki jest teraz w wielu krajach UE. * * * Wybrałem najważniejsze wydarzenia z Polski i ze świata, jakie miały miejsce w 2010 roku – roku wielkich nadziei, zwątpień, ale i wielkich tragedii. Teraz czekać nas będą kolejne zmagania, wyzwania. Trzeba trzymać rękę na pulsie i patrzeć na ręce naszych przywódców, którzy bardzo często bywają nieprzewidywalni, zwłaszcza w demokracji. Niech ten NOWY 2011 ROK przyniesie nam więcej tych dobrych, niż złych wiadomości. Mateusz Teska

Jaroslaw Romanchuk: Łukaszenka wydoił Rosję, teraz doi Unię

Na Białorusi odbywają się wybory prezydenckie. Jednym z kandydatów opozycyjnych jest Jaroslaw Romanchuk. W październiku 2009 roku opublikowaliśmy wywiad z Romanchukiem. Dziś przypominamy ten wywiad. *  *  * Zapraszamy do zapoznania się z wywiadem jaki nasz portal przeprowadził z Jaroslawem Romanchukiem z Białorusi. Rozmowa jest do pobrania w dwóch wersjach: tekstowej i dźwiękowej. Pobierz plik MP3… (4,1 MB) Czytaj wywiad poniżej… Rozmowa z Jarosławem Romanchukiem, działaczem polonijnym na Białorusi, szefem tamtejszego Instytutu Misesa. Rozmawia Paweł Sztąberek -Czy mógłby Pan krótko scharakteryzować obecną sytuację polityczno – gospodarczą na Białorusi? -Jeśli ktoś pamięta lata osiemdziesiąte w Polsce to u nas jest teraz taka sytuacja. Socjalizm białoruski już się kruszy, nie ma zewnętrznego wsparcia. Rosja zmniejsza dotacje, które swego czasu wynosiły 15-20% PKB. To jest bezprecedensowy, unikalny przypadek. I właśnie dzięki takiemu wsparciu socjalizm funkcjonował. Koniunktura na podstawowe towary białoruskiego eksportu była bardzo dobra: na nawozy sztuczne, na metale, na chemię. Wejście na rynek rosyjski białoruskich towarów też było bez porównania lepsze niż dla towarów polskich, litewskich albo ukraińskich i do tego kredyt był bardzo tani. Sytuacja jaką mamy na Białorusi jest taka, że pięć – sześć czynników wzrostu gospodarczego raptem zostało zastopowanych i teraz to się kruszy. Łukaszenka i rząd starają się ukryć zaistniały kryzys mówiąc, że to jest problem tymczasowy i zaciągają potężne kredyty, jak Polska za Gierka, z tą różnicą, że nie z Japonii ale z Międzynarodowego Funduszu Walutowego i od Banku Światowego. W ciągu dwóch lat możemy znaleźć się w sytuacji, w której była swego czasu Argentyna, czy Turcja, która też miała takie problemy, albo Rosja. Socjalizm jest systemem, który bez wsparcia albo bez ścisłej kontroli nad ludźmi, bez likwidacji ludzi, nie może istnieć. Łukaszenka na szczęście nie likwiduje ludzi, nie ma masowych aresztowań albo innych działań a’la Stalin. Sytuacja gospodarcza jest taka, że w ciągu następnych 12-18 miesięcy, albo musimy zacząć reformy, ale to już nie będzie ten sam Łukaszenka, a raczej ktoś a’la Gorbaczow początku XXI wieku, albo po prostu Łukaszenka będzie obalony. Na przykład milion Białorusinów pracowało poza Białorusią, ukryte bezrobocie stanowi ponad 10% całej siły roboczej, ludzie przyzwyczaili się do tego, że mają zawsze coś za darmo, a dzisiaj za tę darowiznę nie ma komu płacić. Socjalny system gospodarczy przy moralnej degradacji oczywiście doprowadzi do kryzysu. -A jak się żyje przeciętnym ludziom na Białorusi, czy oni odczuwają tę trudną sytuację? -Parę liczb dla porównania: Polska ma średnią pensję trzy razy wyższą niż na Białorusi, gdzie średnio pracownik zarabia poniżej 30 dolarów. W czasie kryzysu Łukaszenka zabronił zakładom zwalniać ludzi, tak że nominalnie dostają oni na przykład 600 dolarów ale człowiek pracuje 2-3 dni w tygodniu i dostaje ewentualnie połowę mniej. Mówią mu: „jak chcesz to się zwalniaj”. Ale co on może zrobić? Jeśli chodzi o przedsiębiorczość to wejście na rynek jest bardzo dobre, ale funkcjonować na ryku już jest trudno. Musisz mieć kapitał, musisz mieć wiedzę a sytuacja jest taka, że władze walczą z przedsiębiorcami, z prywatnym biznesem a nie wspierają go. Średnia emerytura na Białorusi wynosi około 150 dolarów, trudno jest za to przeżyć. Czynsze i inne płatności za mieszkania były poniżej 10% wydatków gospodarstw domowych, ale w tym roku, już w tym sezonie zimowym, nastąpi podwyżka tych płatności. Często jeździmy do Polski… Zwłaszcza ludzie, którzy mieszkają w Brześciu i w Grodnie mówią, że za jedno jabłko kupione na Białorusi można kupić kilogram jabłek w Polsce. Mówimy o tym, że mięso w Polsce jest tańsze, produkty mleczne są tańsze, nie mówiąc już o odzieży, o wyprzedażach, o sytuacji, kiedy po odjęciu VAT-u przy eksporcie można rzeczywiście kupić tańsze rzeczy. Na Białorusi prowadzona jest teraz wojna z importem, sklepy prywatne i państwowe, polskie, włoskie, hinduskie czy inne mają obowiązek mieć w sprzedaży 90% białoruskich artykułów spożywczych i 70% białoruskich towarów przemysłowych. Jeśli takich towarów nie ma to nie mogą nic sprzedać. Jeśli ktoś z Polski wejdzie ze swoim kapitałem i zbuduje np. hurtownię ale hipermarket to musi handlować wyłącznie towarem białoruskim a nie polskim… -Rzeczywiście socjalizm… -Dodam do tego jeszcze, że mamy totalną regulację cen, każda firma czy prywatna czy państwowa ma odgórny nakaz, że nie ma prawa kupować towaru z podwyżką cen większą niż 0,4 – 05 %. To jest miesięczne ograniczenie wzrostu cen.
romanchukJaroslaw Romanchuk - foto. PSz
-Czytałem w którejś z polskich gazet, bodajże w „Rzeczpospolitej”, na temat Białorusi, że jest to kraj z dużym potencjałem, że sytuacja gospodarcza się tam poprawia i że planuje się tam szeroki program prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw. Co Pan o tym myśli? Z tego co Pa mówi to sytuacja wygląda wprost przeciwnie. -Nie wiem skąd „Rzeczpospolita” wzięła tą informację. Potencjał to jest rzecz względna, Polska też ma swój potencjał, każdy kraj ma potencjał bo są ludzie, jest infrastruktura, jest dobry system edukacji, ochrony zdrowia to nie jest jakiś zacofany kraj Afryki albo Ameryki Łacińskiej. To jest po prostu kraj, który rzeczywiście ma kapitał, który jednak do dnia dzisiejszego jest zamrożony, kapitał, który jest nie używany, nie mamy praw własności, to rząd decyduje czy ten kapitał będzie włączony do obiegu czy nie. Na dzień dzisiejszy jest imitacja deklaracji wolności, liberalizacji… -Czyli to wszystko na niby, tak…? -…wszystko na niby. Na przykład jeśli chodzi o prywatyzację, rząd zaczął mówić o ustawie chyba na początku tego roku i nadal jesteśmy na etapie pustych deklaracji. Na dzień dzisiejszy jest taka sytuacja, że przy sprzedaży każdego obiektu powyżej 70 tys. euro musi być zezwolenie Łukaszenki. Możemy mówić o różnych zmianach w samej ustawie czy w procedurach ale jeśli się zachowa taki tryb sprzedaży to owszem, Łukaszenka może sprzedać na przykład jakąś infrastrukturę Kulczykowi, bo prowadzi rozmowy z tą firmą, żeby zbudować np. elektrownię na Białorusi na polskim węglu, żeby go eksportować. Nie wierzę, że da się to zrealizować, bo jeśli na przykład sklepy, drobny handel jest w rękach państwa, jest tak ściśle kontrolowany, to trudno jest wkroczyć w infrastrukturę. Jeszcze jeden przykład: Gazprom kupił 50% akcji Biełtransgazu i myślał, że będzie kontrolował tę firmę, ale tak się nie stało. Gazprom jest bardzo niezadowolony z tego, że kupił tylko 50% udziałów ponieważ ta firma wykonuje wszystkie rozkazy państwa. Akcjonariusz w postaci Gazpromu nic nie może z tym zrobić. Owszem Fundusz Walutowy powiedział, że muszą być pozytywne zmiany w sferze prywatyzacji. Na przykład mamy pięć firm, banków, które chcemy sprzedać, ale od „chcemy sprzedać” do sprzedaży to jest potężny dystans. Mamy bardzo dużo przykładów…  Gdy do sprzedaży przygotowali się producenci piwa z Mińska i z Brześcia, i kiedy Niemcy zrobili tam kontrolę audytową, i mieli już wszystko dograne, rząd powiedział „nie, to są nasze zakłady” i koniec. Banki i ludzie, którzy współpracowali powiedzieli – „jak tak to już w ogóle nie ingerujemy w to”. Nie ma na poziomie ustawodawstwa gwarancji tego, że są zmiany pozytywne, że jest determinacja do przeprowadzenia prywatyzacji i wprowadzenia gospodarki rynkowej. -Czyli chce Pan przez to powiedzieć, że Łukaszenka prowadzi pewną grę z Zachodem po to, żeby zyskać sobie przychylność Unii Europejskiej? -To jest właśnie taka zasada. „Wydoiliśmy” z Rosji 55 mld. dolarów w 1995 roku i z tego punktu widzenia Łukaszenka jest unikalnym człowiekiem, żaden inny kraj, żaden inny rząd tego z Rosją nie zrobił. Rosja jest agresywna ale w stosunku do Białorusi jest po prostu jak „cielę”… -Bezsilna… -…bezsilna jak cielę. Po prostu Rosja jest przydatkiem surowcowym i finansowym Białorusi, finansuje swoje imperatorskie ambicje. -Czyli Łukaszence udaje się to co nie udaje się innym… -Absolutnie. Teraz, mówiąc już o wsparciu europejskim zaczął mówić po europejsku, spotykać się z europejskimi przywódcami i chce „doić” Unię Europejską, chce „doić” międzynarodowe organizacje finansowe i to mu się na dzień dzisiejszy udaje. -Ale czy to oznacza, że będzie aspirował również do członkostwa w Unii Europejskiej? -(śmiech) Łukaszenka i Unia Europejska… Wie Pan, Białoruś jest jedynym krajem, który nie jest członkiem Rady Europy, nie chce wprowadzić ustawy dotyczącej moratorium na wykonywanie kary śmierci, nie chce też zmienić ustawy dotyczącej wyborów, bo jeśli byłyby wolne wybory Łukaszenka by przegrał, jeśli byłyby wolne wybory to już nie miałby swojego parlamentu miałby parlament opozycyjny. -Jest Pan pewien? -Uczestniczyłem w kampanii wyborczej parlamentarnej, dostałem sześćdziesiąt parę procent głosów, dali mi tylko trzydzieści dwa. Głosy na Białorusi się tak naprawdę nie liczą, jednak potem władza sama liczy, żeby wiedzieć kto jest kto. Skoro oficjalnie mieliśmy 35% w wyborach, to w normalnych warunkach mielibyśmy więcej. Nie mając dojścia do ludzi, nie mając wejścia do telewizji, 35% parlamentu miałaby stanowić opozycja. To mówi o sile zjednoczonych sił demokratycznych, o tym, że nawet w takiej sytuacji potrafimy walczyć. -Czyli nadal na Białorusi obowiązuje zasada „nie ważne kto jak, głosuje ważne kto liczy głosy”? -To jest stalinowska zasada, która jest na czele obowiązującego u nas kodeksu wyborczego, dlatego kiedy Europa mówi „dobrze, owszem trzeba pracować z Łukaszenką” to pracujcie z Łukaszenką, ale trzeba zobaczyć, że jest pewna granica przyzwoitości i moralności, jeśli ją przekroczysz już wspierasz człowieka, który jest podejrzany nie tylko o budowanie socjalizmu, bo dużo jest krajów socjalistycznych na świecie, ale o wiele bardzo poważnych rzeczy. -A jak Pan ocenia politykę Polski wobec Białorusi? Polska w tym momencie chce odgrywać rolę takiego pomostu między Zachodem a Białorusią. Jak Pan ocenia politykę ministra Sikorskiego? -Jako Polak i jako jeden z przywódców Partii Demokratycznej Białorusi, szef demokratycznego ruchu chcę z goryczą powiedzieć, że nie rozumiem polityki polskiej. To jest polityka zapatrzenia, zakochania w jednym polityku na Białorusi, który imituje działalność opozycyjną, który był liderem w 2006 roku. To jest takie zamrożenie pozycji na poziomie 2006 roku. Nie rozumiem dlaczego? Sikorski i Tusk prowadzą politykę wobec Związku Polaków na Białorusi, która mi się nie podoba. To jest jedna struktura, chodzą pogłoski, że jest jakiś konflikt. Polacy na Białorusi są reprezentowani przez Związek Polaków na Białorusi Andżeliki Borys. Inne struktury to imitacja, prowokacja i to trzeba zrozumieć. Jeśli Polacy nawet chcą negocjować ten temat, to po prostu już tracą wszystko. To jest sytuacja, która jest rozgrywana przez Łukaszenkę tak: nawet za pieniądze, za parę przedsiębiorstw sprzedanych Polsce, ja mogę zlikwidować Związek Polaków na Białorusi. To jest przykre. Druga sprawa to wsparcie jednego człowieka, Pana Milinkiewicza, który już dawno nie jest w zjednoczonej opozycji, dawno już nie jest liderem i teraz pracuje przeciwko zjednoczonym siłom demokratycznym, pracuje na to, żeby zalegalizować Łukaszenkę bez żadnych zmian. Dlatego jestem przeciw takiej polityce personifikacji, szkoda, że polski rząd nie chce głębiej wejść w problematykę Białorusi i zobaczyć jak jest naprawdę. Pamiętam, ktoś z Solidarności mi powiedział, że w końcu lat 80-tych mogliście nawet ją rozwiązać, bo już nie wierzyliście w sens jej istnienia. Miała wówczas miejsce duża kampania przeciwko Solidarności, nawet z poza kraju. To też jest część kampanii Łukaszenki przeciwko opozycji demokratycznej, jest to kampania dyskredytacji i to także rękami opozycji. I to trzeba zrozumieć. Milinkiewicz stał się planem Łukaszenki i jeżeli Polska tego nie rozumie to trzeba rozmawiać z innymi ludźmi, którzy pracują konkretnie, mają konkretne propozycje antykryzysowe, idą do ludzi, idą do biznesu, idą do młodzieży i proponują im konkretny, konstruktywny program rozwoju. -Na koniec, gdyby Pan mógł powiedzieć coś jeszcze na temat Instytutu Misesa na Białorusi. Jak tam się działa, jaka jest wasza pozycja, czy ktoś was słucha, czy macie w ogóle jakiś wpływ na to co się dzieje w kraju? -Pod tym względem jesteśmy typowym think tankiem, proponujemy austriacką szkołę gospodarki ale nie tylko teoretycznie, piszemy dużo książek, w każdej kadencji parlamentu wydajemy taką książkę dla parlamentarzystów, w której ściśle określamy jaka jest sytuacja w kraju i jakie są nasze propozycje odnośnie zreformowania polityki monetarnej, fiskalnej, odnośnie budżetu, ustawy o prywatyzacji, ustawy o reformie systemu socjalnego. Tym się różnimy na przykład od Instytutu Misesa w Stanach Zjednoczonych, czy od think tanków w Polsce i Europie oraz od libertarian, którzy bardzo często działają poza obszarem, gdzie są zwyczajni ludzie oraz polityka. I dlatego  tworzymy szkoły, organizujemy seminaria, wykłady, lekcje, prowadzimy swoją stronę w internecie, robimy letnie szkoły eksperckie, pracujemy z przedsiębiorcami wypracowując dla nich platformy biznesu, który prowadzą. Na przykład z naszej platformy, którą zrobiliśmy dla biznesu w ciągu trzech lat doszliśmy do sytuacji, kiedy władze zmieniły ustawę o rejestracji przedsiębiorstw. Teraz Białoruś pod względem jakości procedury rejestracji biznesu jest na siódmym miejscu w świecie. Polska pod tym względem jest w drugiej setce krajów. Wprowadziliśmy flat tax, 12% personal income tax to znaczy podatek dochodowy dla osób fizycznych. Pracujemy teraz nad różnymi innymi rzeczami… -Na Białorusi jest obecnie taki podatek? -Tak, tak… -Czyli jest jakaś zasługa wasza, w tym, że on… -Zaczęliśmy tę podatkową kampanię na początku XXI wieku i konsekwentnie wdrażaliśmy to w umysły, w dokumenty, w propozycje, pracowaliśmy też nawet z tym parlamentem, z poszczególnymi ludźmi… -Czyli Łukaszenka trochę was jednak słucha… - …Dziennikarze ostatnio dzwonią do mnie i mówią „słuchaj, to ty już zacząłeś teksty dla Łukaszenki pisać?” Bo kiedy wychodzi jeden z ludzi Łukaszenki, Pan Prokopowicz, to jest szef Banku Narodowego Białorusi, mówi, że to jest polityczna decyzja, żeby wziąć kurs na pełną liberalizację gospodarki Białorusi. Ale od słownej deklaracji do rzeczywistości musi upłynąć jakiś czas. I właśnie nasze zadanie, Instytutu Misesa polega na tym, żeby akurat nasze propozycje zostały odebrane jako realny, działający liberalizm. To jest właśnie to, czego nie było w Rosji, czego nie było w Polsce, na Ukrainie. Nie chcemy zaprzepaścić naszej szansy historycznej, jeśli będzie popyt na reformy liberalne, to niech to będą reformy liberalne a’la Mises czy a’la Stiglitz. -W takim razie życzę sukcesu. Droga długa, ale w Polsce jest nie lepiej… -(śmiech) Czterdzieści lat po pustyni. Dziękuję bardzo. Jarosław Romanchuk dla Prokapitalizm.pl Rozmawiał Paweł Sztąberek Posłuchaj wywiadu w formie dźwiękowej… (MP3, 4,1 MB) Rozmowę przeprowadzono 20 września 2009 roku w Warszawie, gdzie Jaroslaw Romanchuk  przebywał na zaproszenie Fundacji PAFERE. Podczas konferencji PAFERE LIBERTY WEEKEND wygłosił prelekcję oraz wziął udział w panelu dyskusyjnym. romanchuk_frontDr Jaroslav Romanchuk – białoruski polityk i ekonomista, założyciel i przewodniczący Centrum Naukowo-Badawczego im. Misesa, wiceprzewodniczący Zjednoczonej Partii Obywatelskiej .  Był głównym specjalistą Komisji Polityki Gospodarczej i Reform Rady Najwyższej Białorusi XIII kadencji (1995-1996). Pracował jako analityk ekonomiczny w “Biełorusskiej Gaziecie” oraz zastępca jej redaktora naczelnego. Obecnie jest przewodniczącym Centrum Naukowo-Badawczego im. Ludwiga von  Misesa oraz Centrum Analiz “Stratehija” (od lutego 2002). Jest zwolennikiem szkoły austriackiej w ekonomii. W działalności naukowej zajmuje się głównie teorią transformacji społeczno-ekonomicznej, poświęca też sporo uwagi integracji europejskiej i współpracy krajów postkomunistycznych. Opowiada się za wstąpieniem Białorusi do Unii Europejskiej. Należy do Mont Pelerin Society. Jest członkiem International Society For Individual Liberty oraz laureatem jej Nagrody Wolności z 2003. Był wyróżniany także nagrodami Atlas Economic Research Foundation (2006-2007) oraz im. sir Anthony’ego Fishera. Ma w swym dorobku ponad 900 publikacji na tematy ekonomiczne.

Jewropiejskij Sajuz i Nasza Polska

Czyżby Aleksander Łukaszenko tak się pokłócił z Rosją, że aż jest gotów do demokracji i dlatego deklaruje miłość do wszystkich Polaków? Łatwo zauważyć, że Putin i Miedwiediew też chcą poprawy stosunków z Polską, a zatem warto się zastanowić, na ile zaloty są szczere, a na ile wyrachowane. W trzygodzinnym wywiadzie, na pytanie czy Białoruś chce wstąpić do Unii Europejskiej, Aleksander Łukaszenko podkreślił, że już nieraz powiedział władzom Kremla, że nie chce połączenia Białorusi z Rosją, a Polska przez przynależność do "Jewropejskiego Sojuza" ma ograniczoną swoją suwerenność europejskimi dekretami. Z początku się roześmiałem, bo pomyślałem jaki może być związek między ekspansjonizmem Rosji a "Jewropejskim Sojuzem"? Co ma piernik do wiatraka? Gdy jednak przypomniałem sobie niedawne spotkanie między kanclerz Niemiec, prezydentem Francji i prezydentem Rosji, to zrozumiałem, że Łukaszenko nie jest aż tak głupi jak go przedstawiają media. Jeśli Rosja chce najpierw połknąć Białoruś, a potem za protektoratem Francji i Niemiec wstąpić do "Jewropiejskowo Sajuza" to pozycja Rosji w Unii Europejskiej będzie co najmniej taka sama jak niegdyś w "Sowieckom Sajuzie Sacjalisticzieskich Riespublik ". Kto tego nie widzi, ten powinien pójść do okulisty. Nie mam zaufania ani do umizgów Putina i Miedwiediewa, ani do słownych gestów Łukaszenki, który cynicznie proponuje powołanie na Białorusi nowej organizacji pod nazwą "Nasza Polska" , a zapomina o tym jak aresztowano i szykanowano naszych rodaków ze Związku Polaków na Białorusi. Toczy się wielka polityczna gra, w której Polaków traktuje się instrumentalnie jako kartę przetargową między Niemcami a Rosją i między Rosją a Białorusią. Nasuwa się pytanie, czy spotkanie pani Merkel i pana Sarkozy z Miedwiediewem to już nowa Jałta, czy jeszcze nowy Teheran ? Przypomnę : Konferencja w Teheranie Miała miejsce w dniach 28 listopada - 1 grudnia 1943 roku. Udział wzięli Winston Churchill, Franklin Delano Roosevelt oraz Józef Stalin. Głównym tematem obrad było uzgodnienie wspólnych planów prowadzenia wojny przeciwko armii niemieckiej. Jeśli chodzi o sprawę polską, to Stalin po raz pierwszy oficjalnie opowiedział się za wyznaczeniem zachodniej granicy Polski na Odrze, co zostało wstępnie zaaprobowana przez rozmówców zachodnich. Za jej wschodnią granicę uznano linię Curzona (projekt polsko-sowieckiej linii demarkacyjnej przedstawiony w 1920 roku przez brytyjskiego ministra spraw zagranicznych George'a Curzona, linia przebiegała na północ od Suwałk - od źródeł Pregoły i Szczary, przez Sejny i Grodno i dalej dawną granicą Królestwa Polskiego na Bugu, dalej na wschód od Przemyśla a na zachód od Rawy Ruskiej, Sambora i Borysławia, aż do Karpat w rejonie źródeł Sanu, Dniestru i Stryja). Ostateczne wyznaczenie granic Polski odłożono na później, dopuszczono możliwość przesiedleń ludności z niektórych ziem. Zatem nasi alianci z pełną premedytacją zaakceptowali cierpienia milionów Polaków, których wypędzono z ich własnych domów. George Curzon wytyczył granicę wschodnią na linii, która była granicą Rosji po trzecim rozbiorze Polski w 1795 roku, a zatem ZSRR zachował ziemie zagrabione Polsce przez carską Rosję. Konferencja w Jałcie Miała miejsce w dniach 4 -11 lutego 1945 roku na Krymie. Głównym tematem były problemy współdziałania strategicznego w końcowej fazie działań wojennych przeciw Niemcom i przystąpienia ZSRR do wojny przeciw Japonii. W sprawie polskiej potwierdzono, że granica wschodnia będzie przebiegać wzdłuż linii Curzona. Zarówno USA jak i Wielka Brytania zgodziły się w Jałcie aby Polska znalazła się w stalinowskiej strefie wpływów. Curzon był ministrem w rządzie premiera David Lloyd George, który zasłynął w 1919 roku powiedzeniem, że: "Dać Polsce Śląsk, to jak małpie dać zegarek" . Zatem obu tych brytyjskich polityków można uznać za skrajnie antypolskich. Warto teraz zacytować fragmenty październikowej (18.10.2010r.) konferencji prasowej w Deauville: "Rosja jest naszym przyjacielem, a my chcemy być przyjaciółmi Rosji" - powiedział Nicolas Sarkozy podczas wspólnej z Angelą Merkel konferencji prasowej. Prezydent Francji i kanclerz Niemiec spotkali się w Deauville, a następnie wspólnie przyjęli Dmitrija Miedwiediewa. Odpowiadając na pytanie niemieckiego dziennikarza na temat budowy tarczy antyrakietowej w Europie z udziałem Rosji, Angela Merkel mówiła o potrzebie bardziej intensywnej współpracy z tym krajem, między innymi w dziedzinie bezpieczeństwa. "Od zakończenia zimnej wojny Rosja stała się partnerem, strategicznym partnerem Europy. Jest wiele zbieżności w naszej analizie zagrożeń. Można powiedzieć, że wobec tych zagrożeń siedzimy niejako w tym samym statku.”- powiedziała Merkel. Kanclerz Niemiec mówiła też o potrzebie rozwinięcia wzajemnego zaufania w stosunkach z Rosją. Słowo "zaufanie" podchwycił natychmiast Nicolas Sarkozy, który uznał, że jest ono najważniejsze w kontekście relacji z Moskwą. "Oboje uważamy, że zimna wojna już się skończyła, że nie ma już Układu Warszawskiego i że Związek Radziecki należy do przeszłości. Dalego Rosjanie są naszymi przyjaciółmi, a my chcemy być przyjaciółmi Rosjan”.- podkreślił. Nicolas Sarkozy zgodził się z panią Merkel, że „zagrożenia ciążące nad Rosją, Niemcami i Francją są takie same”. Zatem utworzona już została nowa wielka trójka w Deauville, która znowu rozmawia bez Polski o bezpieczeństwie Europy. Zastanawiam się dlaczego nasz minister spraw zagranicznych nie protestuje przeciw temu, że Niemcy i Francja dogadują się poza naszymi plecami z Rosją, a media publiczne poświęcają więcej uwagi wywiadowi Łukaszenki aniżeli słowom kanclerz Merkel, oraz prezydentów Sarkozy i Miedwiediewa, wypowiedzianym na konferencji prasowej Deauville? Rajmund Pollak

Jak Łukaszenko z Tuskiem ramię w ramię szli

- Internet to szambo i trzeba je kontrolować - powiedział prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko. Teraz słowa białoruskiego przywódcy zostaną obrócone w czyn za sprawą dekretu. Centrum Analityczno-Operacyjne przy prezydencie będzie decydować o tym, co i w jakim zakresie będą mogli na swoich komputerach przeglądać Białorusini. Urząd powołany przy prezydencie będzie filtrował dostępne treści i nadawał nazwy nowym rejestrowanym domenom. W cytowanych przez polskie media opiniach działaczy białoruskiej opozycji oraz tamtejszych dziennikarzy, zabieg ten ma zwiększyć zakres kontroli władz nad przepływem informacji w perspektywie zbliżających się wyborów. Teraz, gdy prezydent Białorusi kładzie rękę na internecie, należy oczekiwać słów pełnych oburzenia i wylewania krokodylich łez nad kondycją wolności słowa w tym kraju. Tymczasem Łukaszenko na logikę winien być przez Europę chwalony. Praktyki ograniczania dostępu do wybranych przez władze treści są w krajach UE na porządku dziennym, jednak nie budzi to - poza środowiskami wolnościowymi - jakichkolwiek kontrowersji. Dziwnym trafem nie podniesiono europejskiego larum, kiedy rząd Donalda Tuska zapowiedział odgórne cenzurowanie internetu w Polsce - a przecież wydawać by się mogło, że ograniczanie wolności zawsze jest jej ograniczaniem i powinno być piętnowane w równym stopniu. Tyle tylko, że gdy robi to Łukaszenko wypada się oburzać dla fasonu i utrzymania pozorów obrony wolności słowa. Gdy robi się to samemu - oficjalnie dba się o bezpieczeństwo obywateli. Nawet jeśli faktycznie robi się to samo, co Łukaszenko. Tomasz Migdałek Strona Autora: http://neteor.blogspot.com (Tytuł pochodzi od redakcji Prokapitalizm.pl )

Łukaszenka wydoił Rosję, teraz doi Unię

Zapraszamy do zapoznania się z wywiadem jaki nasz portal przeprowadził z Jaroslawem Romanchukiem z Białorusi. Rozmowa jest do pobrania w dwóch wersjach: tekstowej i dźwiękowej. Pobierz plik MP3... (4,1 MB) Czytaj wywiad poniżej... Rozmowa z Jarosławem Romanchukiem, działaczem polonijnym na Białorusi, szefem tamtejszego Instytutu Misesa. Rozmawia Paweł Sztąberek -Czy mógłby Pan krótko scharakteryzować obecną sytuację polityczno – gospodarczą na Białorusi? -Jeśli ktoś pamięta lata osiemdziesiąte w Polsce to u nas jest teraz taka sytuacja. Socjalizm białoruski już się kruszy, nie ma zewnętrznego wsparcia. Rosja zmniejsza dotacje, które swego czasu wynosiły 15-20% PKB. To jest bezprecedensowy, unikalny przypadek. I właśnie dzięki takiemu wsparciu socjalizm funkcjonował. Koniunktura na podstawowe towary białoruskiego eksportu była bardzo dobra: na nawozy sztuczne, na metale, na chemię. Wejście na rynek rosyjski białoruskich towarów też było bez porównania lepsze niż dla towarów polskich, litewskich albo ukraińskich i do tego kredyt był bardzo tani. Sytuacja jaką mamy na Białorusi jest taka, że pięć – sześć czynników wzrostu gospodarczego raptem zostało zastopowanych i teraz to się kruszy. Łukaszenka i rząd starają się ukryć zaistniały kryzys mówiąc, że to jest problem tymczasowy i zaciągają potężne kredyty, jak Polska za Gierka, z tą różnicą, że nie z Japonii ale z Międzynarodowego Funduszu Walutowego i od Banku Światowego. W ciągu dwóch lat możemy znaleźć się w sytuacji, w której była swego czasu Argentyna, czy Turcja, która też miała takie problemy, albo Rosja. Socjalizm jest systemem, który bez wsparcia albo bez ścisłej kontroli nad ludźmi, bez likwidacji ludzi, nie może istnieć. Łukaszenka na szczęście nie likwiduje ludzi, nie ma masowych aresztowań albo innych działań a'la Stalin. Sytuacja gospodarcza jest taka, że w ciągu następnych 12-18 miesięcy, albo musimy zacząć reformy, ale to już nie będzie ten sam Łukaszenka, a raczej ktoś a'la Gorbaczow początku XXI wieku, albo po prostu Łukaszenka będzie obalony. Na przykład milion Białorusinów pracowało poza Białorusią, ukryte bezrobocie stanowi ponad 10% całej siły roboczej, ludzie przyzwyczaili się do tego, że mają zawsze coś za darmo, a dzisiaj za tę darowiznę nie ma komu płacić. Socjalny system gospodarczy przy moralnej degradacji oczywiście doprowadzi do kryzysu. -A jak się żyje przeciętnym ludziom na Białorusi, czy oni odczuwają tę trudną sytuację? -Parę liczb dla porównania: Polska ma średnią pensję trzy razy wyższą niż na Białorusi, gdzie średnio pracownik zarabia poniżej 30 dolarów. W czasie kryzysu Łukaszenka zabronił zakładom zwalniać ludzi, tak że nominalnie dostają oni na przykład 600 dolarów ale człowiek pracuje 2-3 dni w tygodniu i dostaje ewentualnie połowę mniej. Mówią mu: „jak chcesz to się zwalniaj”. Ale co on może zrobić? Jeśli chodzi o przedsiębiorczość to wejście na rynek jest bardzo dobre, ale funkcjonować na ryku już jest trudno. Musisz mieć kapitał, musisz mieć wiedzę a sytuacja jest taka, że władze walczą z przedsiębiorcami, z prywatnym biznesem a nie wspierają go. Średnia emerytura na Białorusi wynosi około 150 dolarów, trudno jest za to przeżyć. Czynsze i inne płatności za mieszkania były poniżej 10% wydatków gospodarstw domowych, ale w tym roku, już w tym sezonie zimowym, nastąpi podwyżka tych płatności. Często jeździmy do Polski... Zwłaszcza ludzie, którzy mieszkają w Brześciu i w Grodnie mówią, że za jedno jabłko kupione na Białorusi można kupić kilogram jabłek w Polsce. Mówimy o tym, że mięso w Polsce jest tańsze, produkty mleczne są tańsze, nie mówiąc już o odzieży, o wyprzedażach, o sytuacji, kiedy po odjęciu VAT-u przy eksporcie można rzeczywiście kupić tańsze rzeczy. Na Białorusi prowadzona jest teraz wojna z importem, sklepy prywatne i państwowe, polskie, włoskie, hinduskie czy inne mają obowiązek mieć w sprzedaży 90% białoruskich artykułów spożywczych i 70% białoruskich towarów przemysłowych. Jeśli takich towarów nie ma to nie mogą nic sprzedać. Jeśli ktoś z Polski wejdzie ze swoim kapitałem i zbuduje np. hurtownię ale hipermarket to musi handlować wyłącznie towarem białoruskim a nie polskim... -Rzeczywiście socjalizm... -Dodam do tego jeszcze, że mamy totalną regulację cen, każda firma czy prywatna czy państwowa ma odgórny nakaz, że nie ma prawa kupować towaru z podwyżką cen większą niż 0,4 – 05 %. To jest miesięczne ograniczenie wzrostu cen. [caption id="attachment_6757" align="aligncenter" width="500" caption="Jaroslaw Romanchuk - foto. PSz"]romanchuk[/caption] -Czytałem w którejś z polskich gazet, bodajże w „Rzeczpospolitej”, na temat Białorusi, że jest to kraj z dużym potencjałem, że sytuacja gospodarcza się tam poprawia i że planuje się tam szeroki program prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw. Co Pan o tym myśli? Z tego co Pa mówi to sytuacja wygląda wprost przeciwnie. -Nie wiem skąd „Rzeczpospolita” wzięła tą informację. Potencjał to jest rzecz względna, Polska też ma swój potencjał, każdy kraj ma potencjał bo są ludzie, jest infrastruktura, jest dobry system edukacji, ochrony zdrowia to nie jest jakiś zacofany kraj Afryki albo Ameryki Łacińskiej. To jest po prostu kraj, który rzeczywiście ma kapitał, który jednak do dnia dzisiejszego jest zamrożony, kapitał, który jest nie używany, nie mamy praw własności, to rząd decyduje czy ten kapitał będzie włączony do obiegu czy nie. Na dzień dzisiejszy jest imitacja deklaracji wolności, liberalizacji... -Czyli to wszystko na niby, tak...? -...wszystko na niby. Na przykład jeśli chodzi o prywatyzację, rząd zaczął mówić o ustawie chyba na początku tego roku i nadal jesteśmy na etapie pustych deklaracji. Na dzień dzisiejszy jest taka sytuacja, że przy sprzedaży każdego obiektu powyżej 70 tys. euro musi być zezwolenie Łukaszenki. Możemy mówić o różnych zmianach w samej ustawie czy w procedurach ale jeśli się zachowa taki tryb sprzedaży to owszem, Łukaszenka może sprzedać na przykład jakąś infrastrukturę Kulczykowi, bo prowadzi rozmowy z tą firmą, żeby zbudować np. elektrownię na Białorusi na polskim węglu, żeby go eksportować. Nie wierzę, że da się to zrealizować, bo jeśli na przykład sklepy, drobny handel jest w rękach państwa, jest tak ściśle kontrolowany, to trudno jest wkroczyć w infrastrukturę. Jeszcze jeden przykład: Gazprom kupił 50% akcji Biełtransgazu i myślał, że będzie kontrolował tę firmę, ale tak się nie stało. Gazprom jest bardzo niezadowolony z tego, że kupił tylko 50% udziałów ponieważ ta firma wykonuje wszystkie rozkazy państwa. Akcjonariusz w postaci Gazpromu nic nie może z tym zrobić. Owszem Fundusz Walutowy powiedział, że muszą być pozytywne zmiany w sferze prywatyzacji. Na przykład mamy pięć firm, banków, które chcemy sprzedać, ale od „chcemy sprzedać” do sprzedaży to jest potężny dystans. Mamy bardzo dużo przykładów...  Gdy do sprzedaży przygotowali się producenci piwa z Mińska i z Brześcia, i kiedy Niemcy zrobili tam kontrolę audytową, i mieli już wszystko dograne, rząd powiedział „nie, to są nasze zakłady” i koniec. Banki i ludzie, którzy współpracowali powiedzieli - „jak tak to już w ogóle nie ingerujemy w to”. Nie ma na poziomie ustawodawstwa gwarancji tego, że są zmiany pozytywne, że jest determinacja do przeprowadzenia prywatyzacji i wprowadzenia gospodarki rynkowej. -Czyli chce Pan przez to powiedzieć, że Łukaszenka prowadzi pewną grę z Zachodem po to, żeby zyskać sobie przychylność Unii Europejskiej? -To jest właśnie taka zasada. „Wydoiliśmy” z Rosji 55 mld. dolarów w 1995 roku i z tego punktu widzenia Łukaszenka jest unikalnym człowiekiem, żaden inny kraj, żaden inny rząd tego z Rosją nie zrobił. Rosja jest agresywna ale w stosunku do Białorusi jest po prostu jak „cielę”... -Bezsilna... -...bezsilna jak cielę. Po prostu Rosja jest przydatkiem surowcowym i finansowym Białorusi, finansuje swoje imperatorskie ambicje. -Czyli Łukaszence udaje się to co nie udaje się innym... -Absolutnie. Teraz, mówiąc już o wsparciu europejskim zaczął mówić po europejsku, spotykać się z europejskimi przywódcami i chce „doić” Unię Europejską, chce „doić” międzynarodowe organizacje finansowe i to mu się na dzień dzisiejszy udaje. -Ale czy to oznacza, że będzie aspirował również do członkostwa w Unii Europejskiej? -(śmiech) Łukaszenka i Unia Europejska... Wie Pan, Białoruś jest jedynym krajem, który nie jest członkiem Rady Europy, nie chce wprowadzić ustawy dotyczącej moratorium na wykonywanie kary śmierci, nie chce też zmienić ustawy dotyczącej wyborów, bo jeśli byłyby wolne wybory Łukaszenka by przegrał, jeśli byłyby wolne wybory to już nie miałby swojego parlamentu miałby parlament opozycyjny. -Jest Pan pewien? -Uczestniczyłem w kampanii wyborczej parlamentarnej, dostałem sześćdziesiąt parę procent głosów, dali mi tylko trzydzieści dwa. Głosy na Białorusi się tak naprawdę nie liczą, jednak potem władza sama liczy, żeby wiedzieć kto jest kto. Skoro oficjalnie mieliśmy 35% w wyborach, to w normalnych warunkach mielibyśmy więcej. Nie mając dojścia do ludzi, nie mając wejścia do telewizji, 35% parlamentu miałaby stanowić opozycja. To mówi o sile zjednoczonych sił demokratycznych, o tym, że nawet w takiej sytuacji potrafimy walczyć. -Czyli nadal na Białorusi obowiązuje zasada „nie ważne kto jak, głosuje ważne kto liczy głosy”? -To jest stalinowska zasada, która jest na czele obowiązującego u nas kodeksu wyborczego, dlatego kiedy Europa mówi „dobrze, owszem trzeba pracować z Łukaszenką” to pracujcie z Łukaszenką, ale trzeba zobaczyć, że jest pewna granica przyzwoitości i moralności, jeśli ją przekroczysz już wspierasz człowieka, który jest podejrzany nie tylko o budowanie socjalizmu, bo dużo jest krajów socjalistycznych na świecie, ale o wiele bardzo poważnych rzeczy. -A jak Pan ocenia politykę Polski wobec Białorusi? Polska w tym momencie chce odgrywać rolę takiego pomostu między Zachodem a Białorusią. Jak Pan ocenia politykę ministra Sikorskiego? -Jako Polak i jako jeden z przywódców Partii Demokratycznej Białorusi, szef demokratycznego ruchu chcę z goryczą powiedzieć, że nie rozumiem polityki polskiej. To jest polityka zapatrzenia, zakochania w jednym polityku na Białorusi, który imituje działalność opozycyjną, który był liderem w 2006 roku. To jest takie zamrożenie pozycji na poziomie 2006 roku. Nie rozumiem dlaczego? Sikorski i Tusk prowadzą politykę wobec Związku Polaków na Białorusi, która mi się nie podoba. To jest jedna struktura, chodzą pogłoski, że jest jakiś konflikt. Polacy na Białorusi są reprezentowani przez Związek Polaków na Białorusi Andżeliki Borys. Inne struktury to imitacja, prowokacja i to trzeba zrozumieć. Jeśli Polacy nawet chcą negocjować ten temat, to po prostu już tracą wszystko. To jest sytuacja, która jest rozgrywana przez Łukaszenkę tak: nawet za pieniądze, za parę przedsiębiorstw sprzedanych Polsce, ja mogę zlikwidować Związek Polaków na Białorusi. To jest przykre. Druga sprawa to wsparcie jednego człowieka, Pana Milinkiewicza, który już dawno nie jest w zjednoczonej opozycji, dawno już nie jest liderem i teraz pracuje przeciwko zjednoczonym siłom demokratycznym, pracuje na to, żeby zalegalizować Łukaszenkę bez żadnych zmian. Dlatego jestem przeciw takiej polityce personifikacji, szkoda, że polski rząd nie chce głębiej wejść w problematykę Białorusi i zobaczyć jak jest naprawdę. Pamiętam, ktoś z Solidarności mi powiedział, że w końcu lat 80-tych mogliście nawet ją rozwiązać, bo już nie wierzyliście w sens jej istnienia. Miała wówczas miejsce duża kampania przeciwko Solidarności, nawet z poza kraju. To też jest część kampanii Łukaszenki przeciwko opozycji demokratycznej, jest to kampania dyskredytacji i to także rękami opozycji. I to trzeba zrozumieć. Milinkiewicz stał się planem Łukaszenki i jeżeli Polska tego nie rozumie to trzeba rozmawiać z innymi ludźmi, którzy pracują konkretnie, mają konkretne propozycje antykryzysowe, idą do ludzi, idą do biznesu, idą do młodzieży i proponują im konkretny, konstruktywny program rozwoju. -Na koniec, gdyby Pan mógł powiedzieć coś jeszcze na temat Instytutu Misesa na Białorusi. Jak tam się działa, jaka jest wasza pozycja, czy ktoś was słucha, czy macie w ogóle jakiś wpływ na to co się dzieje w kraju? -Pod tym względem jesteśmy typowym think tankiem, proponujemy austriacką szkołę gospodarki ale nie tylko teoretycznie, piszemy dużo książek, w każdej kadencji parlamentu wydajemy taką książkę dla parlamentarzystów, w której ściśle określamy jaka jest sytuacja w kraju i jakie są nasze propozycje odnośnie zreformowania polityki monetarnej, fiskalnej, odnośnie budżetu, ustawy o prywatyzacji, ustawy o reformie systemu socjalnego. Tym się różnimy na przykład od Instytutu Misesa w Stanach Zjednoczonych, czy od think tanków w Polsce i Europie oraz od libertarian, którzy bardzo często działają poza obszarem, gdzie są zwyczajni ludzie oraz polityka. I dlatego  tworzymy szkoły, organizujemy seminaria, wykłady, lekcje, prowadzimy swoją stronę w internecie, robimy letnie szkoły eksperckie, pracujemy z przedsiębiorcami wypracowując dla nich platformy biznesu, który prowadzą. Na przykład z naszej platformy, którą zrobiliśmy dla biznesu w ciągu trzech lat doszliśmy do sytuacji, kiedy władze zmieniły ustawę o rejestracji przedsiębiorstw. Teraz Białoruś pod względem jakości procedury rejestracji biznesu jest na siódmym miejscu w świecie. Polska pod tym względem jest w drugiej setce krajów. Wprowadziliśmy flat tax, 12% personal income tax to znaczy podatek dochodowy dla osób fizycznych. Pracujemy teraz nad różnymi innymi rzeczami... -Na Białorusi jest obecnie taki podatek? -Tak, tak... -Czyli jest jakaś zasługa wasza, w tym, że on... -Zaczęliśmy tę podatkową kampanię na początku XXI wieku i konsekwentnie wdrażaliśmy to w umysły, w dokumenty, w propozycje, pracowaliśmy też nawet z tym parlamentem, z poszczególnymi ludźmi... -Czyli Łukaszenka trochę was jednak słucha... - ...Dziennikarze ostatnio dzwonią do mnie i mówią „słuchaj, to ty już zacząłeś teksty dla Łukaszenki pisać?” Bo kiedy wychodzi jeden z ludzi Łukaszenki, Pan Prokopowicz, to jest szef Banku Narodowego Białorusi, mówi, że to jest polityczna decyzja, żeby wziąć kurs na pełną liberalizację gospodarki Białorusi. Ale od słownej deklaracji do rzeczywistości musi upłynąć jakiś czas. I właśnie nasze zadanie, Instytutu Misesa polega na tym, żeby akurat nasze propozycje zostały odebrane jako realny, działający liberalizm. To jest właśnie to, czego nie było w Rosji, czego nie było w Polsce, na Ukrainie. Nie chcemy zaprzepaścić naszej szansy historycznej, jeśli będzie popyt na reformy liberalne, to niech to będą reformy liberalne a'la Mises czy a'la Stiglitz. -W takim razie życzę sukcesu. Droga długa, ale w Polsce jest nie lepiej... -(śmiech) Czterdzieści lat po pustyni. Dziękuję bardzo. Jarosław Romanchuk dla Prokapitalizm.pl Rozmawiał Paweł Sztąberek Posłuchaj wywiadu w formie dźwiękowej... (MP3, 4,1 MB) Rozmowę przeprowadzono 20 września 2009 roku w Warszawie, gdzie Jaroslaw Romanchuk  przebywał na zaproszenie Fundacji PAFERE. Podczas konferencji PAFERE LIBERTY WEEKEND wygłosił prelekcję oraz wziął udział w panelu dyskusyjnym. romanchuk_frontDr Jaroslav Romanchuk - białoruski polityk i ekonomista, założyciel i przewodniczący Centrum Naukowo-Badawczego im. Misesa, wiceprzewodniczący Zjednoczonej Partii Obywatelskiej .  Był głównym specjalistą Komisji Polityki Gospodarczej i Reform Rady Najwyższej Białorusi XIII kadencji (1995-1996). Pracował jako analityk ekonomiczny w "Biełorusskiej Gaziecie" oraz zastępca jej redaktora naczelnego. Obecnie jest przewodniczącym Centrum Naukowo-Badawczego im. Ludwiga von  Misesa oraz Centrum Analiz "Stratehija" (od lutego 2002). Jest zwolennikiem szkoły austriackiej w ekonomii. W działalności naukowej zajmuje się głównie teorią transformacji społeczno-ekonomicznej, poświęca też sporo uwagi integracji europejskiej i współpracy krajów postkomunistycznych. Opowiada się za wstąpieniem Białorusi do Unii Europejskiej. Należy do Mont Pelerin Society. Jest członkiem International Society For Individual Liberty oraz laureatem jej Nagrody Wolności z 2003. Był wyróżniany także nagrodami Atlas Economic Research Foundation (2006-2007) oraz im. sir Anthony'ego Fishera. Ma w swym dorobku ponad 900 publikacji na tematy ekonomiczne.

Tusk i Sikorski prowadzą złą politykę wobec Białorusi

Już wkrótce specjalnie dla naszego portalu, Jaroslaw Romanchuk - założyciel Instytutu Misesa na Białorusi, tamtejszy działacz polonijny, kandydat do parlamentu w ostatnich wyborach, opowie o aktualnej sytuacji gospodarczej, społecznej i politycznej na Białorusi. Jaki naprawdę jest Łukaszenka, jak na Białorusi żyje się zwykłym ludziom i dlaczego minister Sikorski prowadzi złą politykę wobec tego kraju. Już wkrótce na Prokapitalizm.pl. Oto fragment wywiadu: -Czyli chce Pan powiedzieć, że Łukaszenka prowadzi pewną grę z Zachodem po to, żeby zyskać sobie przychylność Unii Europejskiej? -To jest taka zasada. „Wydoiliśmy” z Rosji 55 mld. dolarów w 1995 roku, z tego punktu widzenia Łukaszenka jest unikalnym człowiekiem, żaden inny kraj, żaden inny rząd tego z Rosją nie zrobił. Rosja jest agresywna ale w stosunku do Białorusi jest po prostu jak „cielę”... -Bezsilna.. -...bezsilna jak cielę. Po prostu Rosja jest przydatkiem surowcowym i finansowym Białorusi, finansuje swoje imperatorskie ambicje. -Czyli Łukaszence udaje się to co nie udaje się innym... -Absolutnie. A teraz mówiąc już o tym wsparciu europejskim zaczął mówić po europejsku spotykać się z europejskimi przywódcami i chce „doić” Unię Europejską, chce „doić” międzynarodowe organizacje finansowe i to mu się na dzień dzisiejszy udaje. Romanchuk o polityce rządu polskiego wobec Białorusi"... -Jako Polak i jako szef, jeden z przywódców Partii Demokratycznej Białorusi, szef demokratycznego ruchu chcę z goryczą powiedzieć, że nie rozumiem polityki polskiej. To jest polityka zapatrzenia, zakochania w jednym polityku na Białorusi, który imituje działalność opozycyjną, który był liderem w 2006 roku. To jest takie zamrożenie pozycji na poziomie 2006 roku. Nie rozumiem dlaczego. Sikorski i Tusk prowadzą politykę wobec Związku Polaków na Białorusi, która mi się nie podoba. To jest jedna struktura, chodzą pogłoski, że jest jakiś konflikt. Polacy na Białorusi są reprezentowani przez Związek Polaków na Białorusi Andżeliki Borys. Inne struktury to imitacja, prowokacja i to trzeba zrozumieć" Jaroslaw Romanczuk już wkrótce dla Prokapitalizm.pl