Panie Michalkiewicz, czy pan jest wierzący?

Pytanie to zadał znanemu publicyście jeden z uczestników spotkania w Tomaszowie Mazowieckim w dniu 9 września br. Czytaj więcej »

 

Category Archives: Bułgaria

Międzyczteromorze, czyli Polak, Bułgar – dwa bratanki

Po ostatnim helsińskim spotkaniu Prezydentów Trumpa i Putina nie powinniśmy mieć już żadnych złudzeń. Ameryka (USA) nas nie obroni przed żadnym agresorem. Najwyższy czas zadbać samemu o własne bezpieczeństwo.

Sporo się dzieje czyli tuskobusem w świat

Ostatnie dni obfitują w sporą liczbę wydarzeń politycznych, ale nie tylko, w kraju i na świecie. Internet obiega nagranie wideo, na którym widać jakiś niejasny bełkot posła Niesiołowskiego skierowany do wyraźnie próbującego się od niego odsunąć Jana Dworaka, szefa KRRiTV.
Tchórz Niesiołowski, ukrywający się za poselskim immunitetem i unikający odpowiedzialności za obrażanie ludzi, pyta Dworaka o TV Trwam, po czym cedzi: "To jest bydło, bydło, bydło...". A następnie: "Cesarz Kaligula, Cesarz Kaligula, Cesarz Kaligula". Po minie i zachowaniu Dworaka można tylko mniemać, co szef KRRiTV sobie myśli: "Stefan chyba zapomniał wziąć dziś leki...". *  *  * Ale to małe piwo... W Bułgarii uliczne demonstracje zmusiły tamtejszy rząd do dymisji, we Włoszech odbyły się wybory, które zwyciężyła koncesjonowana (choć ponoć nie do końca) lewica, a spory odsetek głosów zdobyło ugrupowanie Ruch Pięciu Gwiazd założone przez włoskiego komika, Beppe Grillo. Włosi mają talent do wybierania przeróżnych oryginałów. Kiedyś za senatora robił u nich koń, potem w parlamencie zasiadała pewna ladacznica o kryptonimie Cicciolina, a teraz komediant Grillo. A mogłoby się wydawać, że po Berlusconim nie będzie już śmieszniej. Zresztą, czy nas powinno to dziwić? Też mamy swoich cudaków w parlamencie: poseł(łanka) Grodzki(a), tęczowy Biedroń, gwałciciel z Biłgoraja Palikot, marszałek Kopacz, specjalistka od przekopywania na metr smoleńskiej ziemi i asystowania przy sekcjach zwłok, których być może w ogóle nie było, no i niezawodny znawca ludzkiej psyche, Niesiołowski... Nie mamy więc co narzekać... *  *  * GUS ogłosił dane o poziomie bezrobocia... Tak źle nie było ponoć od wielu lat. Ponad 14 procent. Donald Wielki Żebrzący (dalej: DWŻ) pewnie się "dziwuje", jednak czemu? Jeszcze niedawno podnosił płacę minimalną, podwyższał składkę na ZUS, zwiększał VAT, wszczynał walkę z "szarą strefą", wysyłał wojsko do Mali, przyklepywał pakt fiskalny, odpalał składkę na UE, rozpoczął "aktywną walkę z bezrobociem"... Pewnie sporo by się jeszcze znalazło działań podejmowanych przez premiera w ostatnich miesiącach, ale te powinny wystarczyć. Nie ma się zatem co "dziwować", taka jest kolej rzeczy. Ponieważ jednak DWŻ otoczony jest stadem przeróżnych specjalistów od robienia ludziom wody z mózgu, zapewne to oni doradzili mu, żeby czym prędzej wsiadał w swój słynny tuskobus i niósł rodakom radosną nowinę: "Nie martwcie się, może i lekko nie będzie, ale mam za to dla was złoty deszcz z Brukseli. Co zrabuję wam jedną ręką, drugą trochę podsypię z unijnego koryta". Zapewne tłumy wiwatujące na cześć odwiedzającego ich Donalda kupią te bajeczki, nawet jeśli mieliby lada moment otrzymać dwa razy wyższe rachunki za energię i gaz. Donald wszystko im wyjaśni, a jak trzeba będzie nakaże ABW naloty na firmy dostarczające energię elektryczną, tak jak to swego czasu zrobił z firmami sprzedającymi dopalacze. I tym sposobem partia Donalda sprawować będzie niepodzielną władzę w III RP jeszcze przez wiele lat, niczym Partia Instytucjonalno-Rewolucyjna w Meksyku... Cóż, trzeba chyba być co najmniej Bułgarem, mieć w sobie choć odrobinę południowej krwi, by po otrzymaniu wysokiego rachunku za energię wyjść na ulicę i obalić rząd... Przecież tam też jest społeczeństwo postkomunistyczne, ale chyba decyduje jednak ta południowa krew... *  *  * Wicepremier Janusz Piechociński nie wykluczył właśnie społecznych niepokojów (to chyba jakiś fantasta!), natomiast księgowy nr 1 III RP, Jacek Vincent Rostowski, nieco przystopował w swojej ocenie możliwości przyjęcia euro przez nasz biedny kraj. Jeszcze kilka dni temu dawał do zrozumienia, że jeśli Polska kiedykolwiek przyjmie wspólną walutę, to na pewno nie za jego bytności, nie tylko w rządzie, ale w ogóle, w polityce... Musiał dostać niezłego kopniaka od Donalda Wielkiego Żebrzącego, gdyż w poniedziałek, 25 lutego 2013 r., śpiewał już nieco z innego klucza. Tzn. nic już nie mówił o swojej politycznej niebytności, a podkreślił jedynie, że "pan premier" właściwie wyznaczył perspektywę (lata 2015-2016) naszego wchodzenia do strefy euro: "Myślę, że bardzo trafnie pan premier to nakreślił, to będzie ten moment, kiedy sprawy czysto fiskalne powinny być już w dużej mierze załatwione". Zmiana tonu wyraźna. Ciekawe tylko, jak będzie się w latach 2015-2016 kształtował los polskich podatników? Czy też będą już kompletnie "załatwieni"? *  *  * Jeszcze jedna sprawa... Poseł PiS Krzysztof Szczerski udzielił wywiadu tygodnikowi "Do Rzeczy". Mówi dużo o słabnącej pozycji Polski pod rządami PO, krytykuje pakt fiskalny, ubolewa nad utratą suwerenności itp. Ale w pewnym momencie, odpowiadając na pytanie o to, czy pęknięcia w UE, w kontekście sytuacji w strefie euro, mogą być dla Polski pozytywne, mówi tak: "Nic złego się nie stanie, pod warunkiem że będziemy w stanie uratować z dawnej Unii te elementy, które są dla niej najistotniejsze. Nadrzędność prawa unijnego nad egoistycznym prawem strefy euro. Nadrzędność instytucji europejskich nad egoistycznymi instytucjami strefy euro. Nadrzędność budżetu unijnego nad egoistycznym budżetem strefy euro. Nadrzędność rynku europejskiego nad egoistycznym wewnętrznym rynkiem strefy euro. Nadrzędność solidarności nad konkurencyjnością wewnętrzną". Szczerze mówiąc niewiele z tego rozumiem. To w końcu Pan poseł Szczerski z PiS zamierza w sejmie bronić interesów Polski czy też nadrzędną władzę widzi poza nią? Jakie prawo ma być w Polsce nadrzędne, polskie czy unijne? Skoro takie rzeczy wygaduje polityk uznawany za jednego z bardziej uniosceptycznych w PiS to ja naprawdę dziękuję. Strzeż mnie Panie Boże przed takimi obrońcami Polski... Paweł Sztąberek Foto.: Jan Bodakowski

Zamieszki w Bułgarii doprowadziły do dymisji rządu

Premier Bułgarii Bojko Borysow podał się z całym rządem do dymisji. Nastąpiło to w wyniku gwałtownych protestów mieszkańców kraju po tym, jak ludzie otrzymali w styczniu rachunki za gaz i energię elektryczną.
Okazuje się, że rachunki te były nawet dwa razy wyższe niż rachunki grudniowe. Firmy energetyczne należące do Czechów i Austriaków tłumaczyły te podwyżki silnymi mrozami oraz dniami wolnymi z okazji Bożego Narodzenia. Ludzie wyszli na ulicę. Zastanawiające, że o tym, co działo się w Bułgarii praktycznie nie informowały media głównego nurtu. Tymczasem okazuje się, że na ulicach Sofii dochodziło do iście dantejskich scen, z samospaleniami włącznie. Policja używała broni palnej a na gmach parlamentu posypały się kamienie. Protesty doprowadziły 20 lutego do dymisji rządu określanego jako centroprawicowy. Premier Borysow składając urząd powiedział: - Władzę dał nam naród, zwracamy mu ją. Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, by odpowiedzieć na żądania protestujących. Od dzisiejszego dnia nie możemy im więcej pomóc. Dymisji towarzyszyły wielkie manifestacje. Wyrażano niezadowolenie nie tylko z powodu podwyżek, ale skandowano również "Mafia", "Złodzieje". Borysow oskarżył lewicową opozycję o podżeganie do niepokojów, nie wykluczył również konieczności przeprowadzenia przyspieszonych wyborów. Bułgaria boryka się z ponad 12-procentowym bezrobociem, kraj drąży rak korupcji. Czyli problemy jak w Polsce. Pytanie tylko, co musiałoby wydarzyć się u nas żeby ludzie masowo wyszli na ulicę i pogonili III RP-owską bandę złodziei. P

Biedni Rumuni i Bułgarzy zalewają Niemcy

Niemiecki tygodnik "Der Spiegel" pisze na temat napływu do Niemiec licznych grup mieszkańców Rumunii i Bułgarii. Zdaniem czasopisma, masowy napływ ludności z tych krajów może się przyczynić do zburzenia pokoju społecznego panującego w Niemczech.
"Der Spiegel" (wg. Money.pl) przytacza apele władz wielu miast w Niemczech: "Równowaga socjalna i pokój społeczny są w najwyższym stopniu zagrożone" - pisze w specjalnie wydanym oświadczeniu Związek Niemieckich Miast. Mieszkańcy Rumunii i Bułgarii osiedlają się w biednych dzielnicach niemieckich miast, gdzie i tak nie ma szansy na znalezienie jakiegokolwiek zatrudnienia. Według "Der Spiegel", liczba imigrantów z Rumunii i Bułgarii wzrosła od 2006 roku sześciokrotnie. W samym tylko roku 2011 przyjechało do Niemiec ponad 60 tys. osób z Rumunii i Bułgarii. Osiedlają się oni najczęściej w dużych miastach takich jak: Berlin, Hamburg, Monachium oraz Dortmund i Duisburg. Przedstawiciele Związku Miast Niemieckich apelują do władz centralnych o wsparcie finansowe, gdyż poszczególne miasta same nie są w stanie ponosić kosztów związanych z zagwarantowaniem minimum egzystencji dla biednych przybyszów z południowo-wschodniej Europy. Cóż, biedni Rumunii czy Bułgarzy może są i biedni, jednak swój rozum mają. Wiedzą, gdzie się udać, by móc liczyć na hojność państwa. Niemcy, ze swoim systemem opieki społecznej zapewne będą w stanie zagwarantować im - przynajmniej do czasu aż całego systemu szlag nie trafi - życie na poziomie wyższym, niż mieliby u siebie ciężko pracując. A obawy Związku Miast Niemieckich, że biedni przybysze mogą mieć problemy ze znalezieniem pracy są bardzo na wyrost. Oni, a przynajmniej ich spora rzesza, nie przyjechała do Niemiec po to, by pracować, lecz by zahaczyć się na socjal. Państwo opiekuńcze powoli zaczyna wpadać w pułapki, które samo wykreowało... P Foto.: bankizywnosci.p

Unia burzy, Unia płaci

Do 2013 roku Bułgaria dostanie z unijnej kasy dodatkowe 300 mln euro. Będzie to część rekompensaty za zamknięte elektrownie. Zamknięcie siłowni było jednym z warunków dopuszczenia Bułgarii do europejskiej elity. Jak w większości elitarnych środowisk, tak i tu, niezwykle ważne są funkcje ceremonialne – świadczące o prestiżu UE. Jedną z nich są na pewno normy bezpieczeństwa i wpływu na środowisko naturalne. I tak, odłączono Bułgarom cztery reaktory. Kraj pozostał bez prądu, ale za to w doborowym towarzystwie. Wkrótce po dostosowaniu elektrowni do unijnych standardów (odłączeniu ich), państwo dotknęła wizja importowania energii. Zdobywany za granicami prąd jest oczywiście o wiele droższy niż własny, a czas budowy nowych reaktorów - nieskracalny. W związku z tym reszta krajów Unii musi do prądu Bułgarom dopłacać. Problemu dałoby się zapewne uniknąć, gdyby nie europejska obsesja ujednolicania wszelkich procedur i technologii. Wyidealizowane standardy bezpieczeństwa nie uwzględniają możliwości słabszych ekonomicznie członków UE. Bogatym Niemcom, czy Francuzom trudno zrozumieć, że inne kraje nie posiadają ani wystarczających dochodów, ani już zgromadzonego kapitału, ani też odpowiedniej wiarygodności biznesowej (niezbędnej przy poszukiwaniu inwestorów). Trzeba więc dopłacać ze wspólnotowej kasy, żeby sąsiadom nie odłączono zasilania. Każdy z nas przyzwyczajony jest do dokonywania w życiu różnych wyborów. Jeśli nas nie stać, albo chcemy zaoszczędzić, kupujemy na przykład tańsze auto. Może nie jest ono tak wygodne i bezpieczne jak pojazdy z wyższej półki, ale jest jakieś. Nie musimy chodzić pieszo. Unia Europejska pozbawia podobnego wyboru swoje kraje członkowskie. Większość nowych inwestycji musi być bardzo wysokiej jakości. Gwarantuje to na pewno szeroko pojęte bezpieczeństwo społeczeństwom. Bezpieczeństwo, na które większości nie stać. Szymon Nowaczyk Publikacje autora przeczytać można również na neteor.blogspot.com