Category Archives: Cypr

Wariant cypryjski w Grecji – eksperymentu ciąg dalszy

Wszystko wskazuje na to, że znaczna część pieniędzy Greków pozostanie w areszcie, w bankach. Tak zwana kontrola przepływu kapitału, jaką chcą zafundować Grekom uniozłodzieje po raz kolejny stawia pod znakiem zapytania kwestię bezpieczeństwa naszych środków deponowanych w bankach.

Cypr idzie z Rosją, a Polska ze „szpicą” … tymczasową

Rosja i Cypr podpisały w środę, 25 lutego br. porozumienie wojskowe. Ma ono umożliwić rosyjskim okrętom wojennym regularne zawijanie do cypryjskich portów. Rosjanie twierdzą, że chodzi głównie o "walkę z piratami".

Cypr powoli pada, Unia Europejska trwa

Unie Europejska ma taką dziwną cechę, że nawet gdy pomaga to szkodzi. Przekonuje o tym list prezydenta Cypru, Nikosa Anastasiadisa do ministrów finansów państw strefy euro, by ta przestali aż tak nachalnie pomagać, ponieważ pomoc ta przynosi efekty odwrotne do zamierzonych.
Prezydent wyspy podnosi jeszcze jeden problem. Otóż Unia Europejska konfiskując część depozytów w kwocie powyżej 100 tysięcy euro nie dokonała rozróżnienia pomiędzy depozytami długoterminowymi, czyli lokatami nastawionymi na długie oszczędzanie, a rachunkami bieżącymi firm. Jeśli na rachunku jakiejś firmy doszło w feralnym momencie do jakiejś transakcji powyżej 100 tysięcy euro, konfiskata objęła również je. Nie trzeba dodawać, jakie konsekwencje mogło to spowodować dla płynności firm. Ale czy złodziej zwraca uwagę na takie niuanse? P

W ślepej uliczce eurosocjalizmu

Cypr można uznać bez wątpienia za największą ofiarę obłędnej polityki systemu opierającego się na rabowaniu obywateli przez ich własne rządy. To rabowanie odbywa się na kilku poziomach.

Semantyka cypryjskiej kontrybucji

Kwestia cypryjskiej kontrybucji wywołała lawinę komentarzy. Całkiem słusznie oberwało się Unii Europejskiej jako tworowi niewiarygodnemu. Jednocześnie okazało się, że są banki, których upadek nie jest groźny.
Znamienne, że wedle pierwotnego planu „opodatkowania” lokat cypryjskich banków zamierzano „pozyskać” 5,8 mld euro, a bankructwo Laiki Popular Bank „pozwoli rządowi pozyskać 4,2 mld euro”. Hm, gdyby w ten sposób potraktować wszystkich banksterów owiniętych w grecki papier... Ale jak wiadomo niektóre banki są za duże by upaść i trzeba różnych bailoutów na koszt podatników. Inna rzecz, że już same założenia odnośnie pozyskiwania środków w ramach opodatkowania lokat bankowych, różnymi stawkami w zależności od zgromadzonych środków, każą zapytać o tajemnicę bankową. Wygląda na to, że nawet w tzw. rajach podatkowych jest ona fikcją, skoro politycy doskonale wiedzą jakiego rzędu zyski mogą osiągnąć. Szczególnie, gdy bohatersko walczą z kryzysem, który sami wyprodukowali, wcielając w życie myśl Alexisa de Tocqueville, że „nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy”. Za wielce prawdopodobne można przyjąć założenie, że w następstwie cypryjskiej awantury ludzie czym prędzej zabiorą swoje oszczędności poza zasięg lepkich łapek polityków, a że banki nie obracają własnymi pieniędzmi, doprowadzi to do pogłębienia kryzysu polityki życia na kredyt. „Wydaje się słuszne poprosić o kontrybucję wszystkich posiadaczy rachunków” twierdził uzasadniając pomysł szef Eurogrupy Jeroen Dijsselbloem, który kilka dni później oznajmił, że „udało się uniknąć opodatkowania depozytów". Abstrahując od kuriozalności sytuacji, warto zwrócić uwagę na semantykę wypowiedzi wpływowego wszak polityka UE. Termin „kontrybucja” ma jasno określone znaczenie. Jest to „danina pieniężna jednorazowa lub stała, nakładana przez państwo zwycięskie na państwo pokonane lub przez okupanta na ludność okupowanego terytorium; w starożytności i średniowieczu – danina pieniężna na rzecz panującego lub państwa” (za: Słownik języka polskiego PWN, Warszawa 1988). UE póki co państwem nie jest. Domagający się kontrybucji  Jeroen Dijsselbloem jest z kolei holenderskim ministrem finansów, a jakoś nie słyszałem, by Holandia podbiła Cypr. Podobnie laureatka pokojowej Nagrody Nobla, UE, której przedstawiciele starali się ponoć wszelkimi sposobami wymusić kontrybucję. Z kolei demokratycznie wybrani politycy utrzymują, że tylko sprawują swe urzędy, a nie panują. Czyżby zatem  Jeroen Dijsselbloem przypadkiem powiedział prawdę o tym, czym jest UE tudzież w jakim kierunku będzie ewoluować i jak będą w niej traktowani obywatele? Kolejna niejasna kwestia w wypowiedziach szefa Eurogrupy to twierdzenie, że „udało się uniknąć opodatkowania”. Komu? Przecież nie  jemu, skoro wcześniej był jak najbardziej za i bynajmniej przeciw. Bardziej niż wyraz ulgi jego wypowiedź zakrawa na groźbę, że próby będą ponawiane aż do skutku, jak to miało np. miejsce w przypadku referendum w sprawie Traktatu Lizbońskiego w Irlandii. Jakiś czas temu pojawiły się informacje, że KE prowadzi prace nad powołaniem Prokuratory Europejskiej, która ma ponadnarodowo ścigać przestępstwa „przeciwko interesom finansowym Unii”. Podważenie wiarygodności UE w sprawie kontrybucji cypryjskiej niewątpliwie wcześniej czy później odbije się na jej „interesach finansowych”. Jednakże wątpliwe, że to eurokraci staną się obiektem zainteresowania Prokuratury Europejskiej. Prędzej czeka to wszystkich krytycznie nastawionych do kryształowo mętnych pomysłów eurokratów. Najwyraźniej Parlament Europejski przystąpił już do sporządzania list proskrypcyjnych, wykładając pieniądze na monitorowanie prasy i internetu w poszukiwaniu eurosceptyków. Rzecz jasna nie oficjalnie; oficjalnie unijne trolle mają „monitorować w czasie rzeczywistym publiczne rozmowy oraz społeczne nastroje, aby móc zrozumieć, jakie tematy są modne [sic! - dopisek MN] oraz mieć możliwość szybkiego reagowania” poprzez włączanie się w dyskusję i „przytaczanie faktów i liczb obalających różne mity”. A co przeszkadza przy okazji spisać malkontentów, którym się ustrój nie podoba? Czasy stają się coraz ciekawsze. Jak to dobrze, że Rzeczpospolita Polska i Unia Europejska gwarantują nam poszanowanie wolności i własności. Chociaż to mamy pewne. Jak w banku... Michał Nawrocki Fot.: MN/internet

Laboratorium eurokratów

Ostatnie wydarzenia na Cyprze pokazują dobitnie, że gospodarczo strefa euro jak i cała unijna machina chwieje się i nie działa tak jak by sobie tego życzyli entuzjaści europejskiej integracji. Jak podają oficjalne media rząd Cypru dogadał się z Eurogrupą w sprawie pożyczki na ratowanie kraju.

Cypr staje się klockiem domina

Rozmowa z Damianem Kotem, członkiem zarządu Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego (PAFERE) na temat wydarzeń na Cyprze, kryzysu w Unii Europejskiej, sytuacji Polski oraz o perspektywach na przyszłość.
PROKAP: Czy to, co stało się w ostatnim czasie na Cyprze uznać można za jakiś przełom w sposobie uprawiania polityki przez unijne elity polityczno-finansowe? Damian Kot: Tak, to jest przełom, ale stawiający te „elity” w bardzo negatywnym świetle. Unia, deklarująca obronę przepływu kapitału i ludności strzela sobie w kolano pokazując jak bardzo te idee są je bliskie. Jest to akt desperacji pokazujący słabość tego tworu i wyznaczający prawdopodobnie punkt krytyczny, który bezpowrotnie został przekroczony. Mimo, że Cypr jest nieznaczącym statystycznie krajem na mapie Europy. Jakie konsekwencje dla przyszłości Cypru, a może też całej UE, może mieć cypryjska lekcja? Cypr staje się klockiem domina, którego upadek podrywa ostatecznie wiarę we wspomniane „elity” i system finansowy. Cypr na dekady stanie się zapomnianą prowincją Europy, z której najpierw ucieknie kapitał a potem ludzie. W szczególności ci, którzy nie mają nic do stracenia, czyli młodzi. Czy obywatele Unii powinni pogodzić się z myślą, że wchodzimy w epokę, gdzie proces wywłaszczania ludzi z ich majątków będzie coraz bardziej postępował? A może jednak zbliżamy się do momentu, w którym obywatele eurokołchozu wypowiedzą wreszcie rządzącym politykom posłuszeństwo? [caption id="attachment_20853" align="alignright" width="300"] Damian Kot[/caption] Jesteśmy, i to od dekad, w epoce wywłaszczania ludzi z ich majątków. Z różnym natężeniem w różnych miejscach globu, nie tylko w Unii. Należy to wiązać z dominacją etatyzmu nad gospodarką wolnorynkową. Pamiętajmy chociażby o Wielkim Kryzysie, zapoczątkowanym umownie w 1929 roku, z którym dzielnie walczono takimi metodami jak pozbawienie obywateli USA złotych lokat, czy wprowadzeniem programu New Deal, przyczyniającego się znakomicie do przedłużenia samego kryzysu. Ludzie wówczas nie wypowiedzieli masowo posłuszeństwa władzy. Jak będzie teraz? Tutaj problemem może być pewne ubezwłasnowolnienie ludzi wychowanych w ustroju demokratycznym, gdzie kontrola nad politykami i bezpośredni wpływ na nich jest iluzoryczny. Wypowiedzenie posłuszeństwa wprost wyobrażam sobie jako gwałtowne protesty, może wojnę domową, które doprowadziłyby do kompletnej zmiany władzy i wycofywanie się państw z etatyzmu. Bo tylko wycofanie się z etatyzmu jest rozwiązaniem. Mieszanie się polityków do gospodarki spowodowało tak głębokie zmiany w jej funkcjonowaniu, że zubożenie obywateli jest nieuniknioną konsekwencją tego, co już się wydarzyło. Działanie gospodarki, poniżej jej potencjału możliwego do osiągnięcia bez interwencji państwa, też należy traktować jako wywłaszczenie z majątku obywateli. Tego nie widać bezpośrednio, ale należy ten fakt brać pod uwagę, ponieważ nasze życie jest ograniczone czasowo. Każdy rok sprawowania władzy przez nieudaczników jest dla obywateli jak dodatkowy podatek. Kryzys finansowy ciągnie się już, przynajmniej oficjalnie, od 2008 roku. Jak długo może on jeszcze potrwać i czy jest jeszcze jakiś cień nadziei na to, że skończy się pozytywnie - tzn. że zostanie pokonany i Europa, USA znów wkroczą na ścieżkę dynamicznego wzrostu gospodarczego? W obecnej sytuacji oczekiwanie dynamiki jest nierealne. Ogłoszenie końca kryzysu z technicznego punktu widzenia zależy od definicji, jaką się posłużymy. Stagnacja gospodarcza staje się normalnością, niezależnie od tego czy nazwiemy ją kryzysem. Światełkiem w tunelu byłoby odejście od administracyjnych metod walki z kryzysem, w szczególności metod pokładających wiarę w stymulację gospodarek pustym pieniądzem. Niestety zmierzamy w przeciwnym kierunku … Czy Polsce grozi wariant cypryjski? Czy któregoś dnia również my możemy się obudzić i dowiedzieć się, że nie mamy po co iść do banku, by podjąć własne pieniądze, bo ich wypłaty zostały zablokowane? Nie musimy się obawiać takiego dnia, gdyż w bankach nie ma pieniędzy, które tam wszyscy deponenci złożyli. Współczesne banki nie prowadzą usług przechowania depozytów w takim sensie, w jakim właściciel parkingu strzeżonego zobowiązuje się do przechowania naszego samochodu w umówionym okresie. Z jednej strony, banki przyjmują depozyty, a z drugiej wypuszczają je w postaci kredytów. Współczesny system bankowy ma w sobie wbudowany zapalnik z napisem „kryzys płynności”, stąd wymyślono taką instytucje jak bank centralny, który w teorii może pożyczyć każdą ilość pieniądza fiducjarnego, aby uratować system przed upadkiem. A sam system działa tak długo jak ludzie wierzą, że mogą pójść do banku i podjąć depozyty, bez ograniczeń.  Kontrola przepływu pieniądza jest decyzją administracyjną i tak samo jak w przypadku Cypru, mogłaby być przegłosowana przez nasz parlament. Oczywiście w obecnej sytuacji gospodarki polskiej i systemu bankowego, o niebo lepszej niż cypryjska, taki scenariusz jest czystą teorią. Jednakże wydarzenia dotyczące Cypru, kraju europejskiego a nie afrykańskiej republiki, tworzą precedens, który może dać do myślenia obywatelom Grecji, Hiszpanii czy Włoch. Nie zdziwię się, jeżeli w tych krajach wzrośnie zainteresowanie wypłatami gotówki z banków. Dla wielu wybór pomiędzy trzymaniem pieniędzy w banku, na depozycie oprocentowanym na 1% w skali roku, a trzymaniem za 0% w domu, w „materacu”, będzie prostym wyborem. Dla jeszcze innych jedyną opcją będzie trzymanie poważnej rezerwy w złocie, albo zamiana gotówki w dobro trwałe, np. nieruchomość. Z nieruchomości trudniej obywatela ograbić niż z pieniądza stworzonego przez państwo, przechowywanego w banku będącym częścią systemu kontrolowanego przez biurokratów. Urzędnicy są bardzo pragmatyczni w swoich decyzjach. Sięgają po majątek tam, gdzie jest najłatwiej go pozyskać. Stąd, jeżeli państwo polskie będzie w coraz gorszej kondycji, to rządzący najpierw sięgną po pieniądze z OFE – naszą własność z dość upośledzonym prawem do niej, to tak na marginesie – a nie po pieniądze z naszych kont. Patrzę na przedwojenne obligacje wiszące nad biurkiem, świetnie prezentujące się w stylowych ramkach, i zbyt często przypominam sobie o złotej zasadzie ograniczonego zaufania do władzy … Rozmawiał Paweł Sztąberek Foto.: se.pl

Władze Cypru wycofały się ze złodziejskiej decyzji

Cypryjski parlament odrzucił dziś wieczorem projekt rządowy zakładający zrabowanie prawie 6 mld euro z kont zdeponowanych w tamtejszych bankach. Okazuje się, że pomysłu nie poparł żaden poseł. 36 głosował przeciw a 19 wstrzymało się od głosu. Parlament na Cyprze liczy 56 posłów.
Jeszcze kilka godzin temu rozważano wariant grabieży zakładający, że okradziono by jedynie tych, których wkłady depozytowe sięgają powyżej 20 tys. euro. Proponowano jednocześnie, by ci, co mają największe wkłady płacili nie, tak jak proponowano początkowo, prawie 10 procent, lecz 19 procent. Ostatecznie jednak, w cieniu trwających w pobliżu parlamentu demonstracji zdecydowano łaskawie nie okradać Cypryjczyków oraz wszystkich obcokrajowców posiadających na Cyprze bankowe konta. Do dymisji podał się także minister finansów Cypru. W nocy, z ostatniego piątku na sobotę rząd Cypru podjął decyzję, wymuszoną przez UE i MFW, obłożenia - jak to się ładnie wyrażano - jednorazowym podatkiem depozytów bankowych na Cyprze. Decyzja ta wzbudziła wiele głosów sprzeciwu nie tylko na wyspie ale także w innych państwach. Interwencję podjęli m.in. Brytyjczycy, deklarując gotowość wypłacenia rekompensat swoim obywatelom żyjącym na Cyprze a także Rosja, apelująca o ponowne rozważenie decyzji cypryjskiego rządu. Mieszkańcy wyspy, gdy w sobotę rano udali się do banków, by wycofać swoje depozyty zastali zamknięte drzwi a w bankomatach szybko zabrakło gotówki. Cypr korzysta m.in. z kredytu udzielonego przez Rosję. Czy wpływ na ostateczne zablokowanie przez parlamentarzystów procederu grabieży części depozytów nie zostało spowodowane możliwymi groźbami Putina, że rosyjski kredyt zostanie wstrzymany jeśli ucierpi choć jeden Rosjanin posiadający konto na Cyprze? P

W Europie wrze, a III RP najweselszym barakiem eurosojuza

Trudno przewidzieć jak długo potrwa jeszcze agonia lewiatana o nazwie Związek Socjalistycznych Republik Europejskich. Niepokoje narastające w poszczególnych prowincjach UE nie muszą oznaczać, że system załamie się z dnia na dzień. Jego strażnicy i budowniczowie mają w swoich rękach poważny oręż: maszynki do drukowania świeżych banknotów.
Niespełna 2 tygodnie temu przeszły przez Portugalię potężne demonstracje uliczne, a już wierchuszki Unii oraz MFW podjęły decyzję o wydłużeniu dla tego kraju okresu wprowadzania "reform oszczędnościowych" o rok. Całkiem możliwe, że wyciszy to protesty przynajmniej na jakiś czas, bo to oznacza, że koszty reform jakie będą musieli ponieść obywatele Portugalii by zadowolić międzynarodową bandę złodziei zwaną instytucjami unijnymi i finansowymi, będą nieco łagodniejsze, bo rozłożone w dłuższej perspektywie czasowej. W ostatnich dniach duże demonstracje uliczne znów przeszły przez Hiszpanię. Nie oznacza to jednak, że spowoduje to jakieś gwałtowne załamanie na Półwyspie Iberyjskim. Raczej da to unijnym biurokratom pretekst do uczynienia tego, co zrobiono z Portugalią. Demonstrowano również w Słowenii, Bułgarii, Grecji. We Włoszech utrzymuje się niestabilna sytuacja polityczna po przeprowadzonych tam niedawno przedterminowych wyborach. Małe są szanse na wyłonienie rządu, tym bardziej, że parlament jak dotąd nie jest w stanie wyłonić nawet swojego przewodniczącego. Każde kolejne głosowania nie pozwalają zebrać stosownej większości. Niewykluczone więc, że Włochy czekają wkrótce kolejne wybory. Ale te poprowadzone zostaną w taki sposób, by wygrała opcja słuszna czyli prounijna. I tu nasuwa się - może dość ryzykowna, może aż nadto spiskowa - teoria odnośnie tego, co w miniony weekend stało się na Cyprze. W skrócie przypomnę tylko, że tamtejszy rząd, pod presją Unii Europejskiej i MFW postanowił ograbić depozyty złożone w cypryjskich bankach na kwotę od 7 do 10 procent. Grabież w biały dzień... Można by się zastanowić, dlaczego akurat Cypr spotkała taka kara? W zasadzie to  nieduży kraj, którego wkład do unijnego budżetu wynosi 0,2 procenta. Czy naprawdę trzeba było posuwać się do tak drastycznych, z oczywistych względów bardzo niepopularnych kroków, które każdego polityka powinny na zawsze odsunąć w niebyt? Jedna z odpowiedzi jak mi się nasuwa brzmi: Cypr wybrano jako poligon, na którym, z jednej strony, sprawdza się granice ludzkiej wytrzymałości, z drugiej, puszcza się sygnał do innych niepokornych - "Uważajcie, bo z wami możemy zrobić to samo". Kto wie, czy w tym momencie nie jest to sygnał wysłany do Włochów. Albo powołacie w miarę stabilny prounijny rząd, najlepiej z premierem Montim jako "premierem technicznym", albo zrobimy nowe wybory, w których musicie już zagłosować "tak jak trzeba!". A jak trzeba? - chyba wiadomo... Bo jeśli nie, to któregoś pięknego poranka obudzicie się i w radio usłyszycie komunikat, że wasze pieniądze, które trzymaliście w bankach, nie są już wasze. Włochy są dla brukselskich biurokratów o wiele bardziej cenne niż Cypr, dlatego może warto zaryzykować chwilową destabilizację na maleńkiej wyspie, byleby tylko osiągnąć pożądane cele na innej, znacznie ważniejszej, linii frontu. Ale to tylko gdybanie... Może tak jest, a może wcale nie. Podobne spekulacje można snuć w związku z ogłoszeniem zakończenia, z końcem 2014 roku, kariery politycznej przez unijnych kacyków Hermana Van Rompuy'a i Catheriny Ashton. Kacykowie ich rangi zwykle ewakuują się na jakieś ciepłe posadki w innych sektorach polityki. A tu - całkowity rozwód z polityką! Czyżby wiedzieli coś, czego nie wiemy jeszcze my i wolą bezpiecznie wynieść się np. na jakiś odległy kontynent? Póki co, najwspanialszym, najradośniejszym, najszczęśliwszym i najstabilniejszym krajem Unii wydaje się chyba III RP. Właśnie kilka dni temu podano informację, że poparcie dla Platformy Obywatelskiej znacząco poszło w górę! Chyba znów wyrastamy na "najweselszy barak eurosocjalistycznego obozu". Paweł Sztąberek Foto.: JB

Wlk. Brytania uratuje bankowe depozyty swoich obywateli żyjących na Cyprze

Rząd Wielkiej Brytanii zapowiedział, że ochroni swoich obywateli, którzy mają konta w cypryjskich bankach, przed konfiskatą części ich majątku zapowiedzianą przez tamtejsze władze. Dotyczyć to ma głównie dyplomatów oraz wojskowych.
"Personel pełniący służbę wojskową lub pracujący dla naszego rządu otrzyma rekompensatę, jeśli podatek go dotyczy. Także ci, którzy służą krajowi na rządowej placówce na Cyprze, zostaną ochronieni przed tamtejszym podatkiem bankowym" - zapowiedział minister finansów Wielkiej Brytanii, George Osborne. Na Cyprze w dwu bazach rozmieszczonych jest 3 tys. brytyjskich żołnierzy. Na wyspie jest też pokaźna społeczność brytyjska - ok. 25 tys. osób. Ich depozyty w bankach cypryjskich szacuje się na ok. 1,7 mld funtów szterlingów - podaje portal Money.pl P

Unijni i lokalni złodzieje okradają Cypryjczyków z oszczędności!

Cypr w poważnych kłopotach. Unijni biurokraci oraz władze wyspy osiągnęły porozumienie. Kto jednak za nie zapłaci? Zwykli mieszkańcy, którzy na mocy tego porozumienia mają zostać okradzeni ze swoich oszczędności.
Od sobotniego poranka Cyprem rządzi panika. Mieszkańcy, gdy tylko dowiedzieli się, że ich depozyty w bankach mają zostać obciążone jednorazową opłatą w wysokości 6,75-9,9 procent (w zależności od zdeponowanej kwoty), ruszyli do bankomatów. Nie wszyscy jednak zdążyli odzyskać swoje oszczędności, gdyż w bankomatach zaczęło brakować pieniędzy. Jednocześnie te banki, które czynne są w soboty, bardzo szybko pozamykały swoje siedziby. Z medialnych doniesień wynika, że Cypryjczycy są wściekli, tym bardziej, że władze jeszcze kilka dni temu zapewniały, że do takiej sytuacji nie dojdzie. Tymczasem 16 marca 2013 r. rano rząd Cypru doszedł do porozumienia z ministrami finansów strefy euro i z MFW. Porozumienie między politycznymi dygnitarzami okazało się jednak zabójcze dla mieszkańców: wyspa otrzyma pomoc pod warunkiem nałożenia dodatkowego podatku na bankowe depozyty Cypryjczyków. Ma to dać prawie 6 mld euro wpływów do budżetu państwa. Oznacza to, że zwykli obywatele zostaną obrabowani na 6 mld. Co dalej? Na wtorek zapowiadane są wielkie demonstracje na Cyprze. P