Category Archives: Hiszpania

Rewolucja jest szaleństwem

"Wdzięczność to cecha psów”- twierdził tow. Stalin. A Bismarck twierdził, że ”odkąd poznałem ludzi wolę psy”.

Męczennicy z Lyonu i zamach w Barcelonie

Wybrałem się do Amfiteatru Trzech Galów. To tutaj w 177 r. poniosło śmierć 48 lyońskich chrześcijan, w tym pierwszy biskup Lyonu, św. Fotyn. Usiadłem na chwilą na schodach i pomodliłem się za ofiary zamachu w Barcelonie. Dla nich o życie wieczne, a za terrorystów, by odstąpili od czynienia zła i nie mieszali do tego religii.

W Europie wrze, a III RP najweselszym barakiem eurosojuza

Trudno przewidzieć jak długo potrwa jeszcze agonia lewiatana o nazwie Związek Socjalistycznych Republik Europejskich. Niepokoje narastające w poszczególnych prowincjach UE nie muszą oznaczać, że system załamie się z dnia na dzień. Jego strażnicy i budowniczowie mają w swoich rękach poważny oręż: maszynki do drukowania świeżych banknotów.
Niespełna 2 tygodnie temu przeszły przez Portugalię potężne demonstracje uliczne, a już wierchuszki Unii oraz MFW podjęły decyzję o wydłużeniu dla tego kraju okresu wprowadzania "reform oszczędnościowych" o rok. Całkiem możliwe, że wyciszy to protesty przynajmniej na jakiś czas, bo to oznacza, że koszty reform jakie będą musieli ponieść obywatele Portugalii by zadowolić międzynarodową bandę złodziei zwaną instytucjami unijnymi i finansowymi, będą nieco łagodniejsze, bo rozłożone w dłuższej perspektywie czasowej. W ostatnich dniach duże demonstracje uliczne znów przeszły przez Hiszpanię. Nie oznacza to jednak, że spowoduje to jakieś gwałtowne załamanie na Półwyspie Iberyjskim. Raczej da to unijnym biurokratom pretekst do uczynienia tego, co zrobiono z Portugalią. Demonstrowano również w Słowenii, Bułgarii, Grecji. We Włoszech utrzymuje się niestabilna sytuacja polityczna po przeprowadzonych tam niedawno przedterminowych wyborach. Małe są szanse na wyłonienie rządu, tym bardziej, że parlament jak dotąd nie jest w stanie wyłonić nawet swojego przewodniczącego. Każde kolejne głosowania nie pozwalają zebrać stosownej większości. Niewykluczone więc, że Włochy czekają wkrótce kolejne wybory. Ale te poprowadzone zostaną w taki sposób, by wygrała opcja słuszna czyli prounijna. I tu nasuwa się - może dość ryzykowna, może aż nadto spiskowa - teoria odnośnie tego, co w miniony weekend stało się na Cyprze. W skrócie przypomnę tylko, że tamtejszy rząd, pod presją Unii Europejskiej i MFW postanowił ograbić depozyty złożone w cypryjskich bankach na kwotę od 7 do 10 procent. Grabież w biały dzień... Można by się zastanowić, dlaczego akurat Cypr spotkała taka kara? W zasadzie to  nieduży kraj, którego wkład do unijnego budżetu wynosi 0,2 procenta. Czy naprawdę trzeba było posuwać się do tak drastycznych, z oczywistych względów bardzo niepopularnych kroków, które każdego polityka powinny na zawsze odsunąć w niebyt? Jedna z odpowiedzi jak mi się nasuwa brzmi: Cypr wybrano jako poligon, na którym, z jednej strony, sprawdza się granice ludzkiej wytrzymałości, z drugiej, puszcza się sygnał do innych niepokornych - "Uważajcie, bo z wami możemy zrobić to samo". Kto wie, czy w tym momencie nie jest to sygnał wysłany do Włochów. Albo powołacie w miarę stabilny prounijny rząd, najlepiej z premierem Montim jako "premierem technicznym", albo zrobimy nowe wybory, w których musicie już zagłosować "tak jak trzeba!". A jak trzeba? - chyba wiadomo... Bo jeśli nie, to któregoś pięknego poranka obudzicie się i w radio usłyszycie komunikat, że wasze pieniądze, które trzymaliście w bankach, nie są już wasze. Włochy są dla brukselskich biurokratów o wiele bardziej cenne niż Cypr, dlatego może warto zaryzykować chwilową destabilizację na maleńkiej wyspie, byleby tylko osiągnąć pożądane cele na innej, znacznie ważniejszej, linii frontu. Ale to tylko gdybanie... Może tak jest, a może wcale nie. Podobne spekulacje można snuć w związku z ogłoszeniem zakończenia, z końcem 2014 roku, kariery politycznej przez unijnych kacyków Hermana Van Rompuy'a i Catheriny Ashton. Kacykowie ich rangi zwykle ewakuują się na jakieś ciepłe posadki w innych sektorach polityki. A tu - całkowity rozwód z polityką! Czyżby wiedzieli coś, czego nie wiemy jeszcze my i wolą bezpiecznie wynieść się np. na jakiś odległy kontynent? Póki co, najwspanialszym, najradośniejszym, najszczęśliwszym i najstabilniejszym krajem Unii wydaje się chyba III RP. Właśnie kilka dni temu podano informację, że poparcie dla Platformy Obywatelskiej znacząco poszło w górę! Chyba znów wyrastamy na "najweselszy barak eurosocjalistycznego obozu". Paweł Sztąberek Foto.: JB

Jak wprowadzić w błąd naszego przeciwnika?

"Wojna to sztuka wprowadzania w błąd." Sun Zi "Sztuka Wojny". Środowiska lewicowe za pogłębiającą się biedę winią ludzi zamożnych. Problem polega na tym, że biorąc pod uwagę wąską grupę globalnych bogaczy jako punkt odniesienia, większość naszych lokalnych bogaczy mogłaby być co najwyżej ich lokajami. Są niczym w porównaniu z właścicielami banków i korporacji.
Majątki naszych lokajów powstały na ogół przy okazji rozmontowywania starego systemu. Na jednych i drugich rzecz jasna lewicowa krytyka nie śmie podnieść ręki. Poszukuje tradycyjnie rozwiązań w „wyrównywaniu”, które w praktyce poprzez system publicznych danin oznaczają likwidację ledwo powstałej klasy średniej. To ona stanowiła zawsze oazę niezależnego myślenia więc stanowi idealny realny cel wszystkich totalitarnych reżimów, będąc jednocześnie „kapitalistą zastępczym”. Znaczna część majątku wielkich tego świata ma charakter wirtualny. Są to elektroniczne impulsy, zadrukowane papierki lub zapisy księgowe. Można zaobserwować proces urealnienia wirtualnych dóbr, poprzez wykup za wirtualne pieniądze realnego majątku należącego do niedawna do klasy średniej. Lewicowy strzał w płot jest więc wojenną dezinformacją, wskazaniem masom nieprawdziwego wroga. Wszyscy są szczęśliwi: wielki kapitał, bo może realizować swój sen o totalnej władzy i socjaliści, którzy zniwelują wszelkie społeczne różnice czyniąc wszystkich tak samo biednymi. W tym bitewnym zgiełku nadal pożyczone na socjalistyczne dyrdymały pieniądze wymagają ciągłego płacenia odsetek, a więc stanowią formę trwałego zniewolenia. Do tego dochodzi wewnętrzny system okupacji przejadający owce naszej pracy. Aby wygrać wojnę, należy przeciwnika wprowadzać w błąd. Ostateczne zwycięstwo osiągnięte zostanie wtedy, gdy uwierzy on w naszą dezinformację. Pokonanie wroga jest zatem prostsze niż się nam wydaje. Należy zanegować podstawy potęgi przeciwnika i odrzucić wirtualny pieniądz oraz tradycyjne sposoby „przechowywania” kapitału. Jest to możliwe. Oto w zrujnowanej kryzysem Hiszpanii furorę podobno robią tzw. banki czasu. Proste systemy portalowe pozwalające na wymianę dóbr i usług, gdzie walutą staje się czas pracy. Rozwiązanie być może nie idealne, ale z barku pieniądza na rynku i możliwości jego zdobycia, ludzie przynajmniej nie chodzą głodni. Czy zatem w nadchodzących dekadach konserwatyści zrozumieją potrzebę pogodzenia się z marksistowskimi ideałami? Wydaje się być to wręcz niewyobrażalne, ale jednak wizjonerstwo Marksa może porażać. Wszystko dokonuje się jednak bez rewolucji, tzw. „kapitaliści” stają się tzw. „komunistami”, choć jedno i drugie słowo nie oddaje istoty problemu. Musi zatem pojawić się nowy język i nowe terminy opisujące rzeczywistość, gdyż tkwienie w obecnym zamkniętym kręgu zaklęć nie posuwa nas poznawczo ani o milimetr. Jedno jest pewne. Zbankrutowawszy realny socjalizm pociągnął za sobą także realnego kapitalistycznego bankruta. Stare nazwy i etykietki nie przystają już do rzeczywistości. Od prawie stu lat na zachodzie obowiązuje parodia kapitalizmu, gdyż ów pierwotny kapitalizm zakładał antytrustowość jako fundament swojego funkcjonowania. Żadna firma nie mogła opanować znaczących połaci danego rynku. Zachodnie elity zachwycone systemem chińskim być może za chwilę wpadną na pomysł restauracji krypto - monarchii, jako ustroju idealnego. A my pozostaniemy obszarem skolonizowanym znajdującym się na peryferiach nowego imperium. Tak więc na świecie nic poza etykietkami się nie zmienia. Jak zatem w owym świecie wyciosać sobie choćby minimalną przestrzeń wolności? Gdy zadamy sobie to pytanie, to być może dojdziemy do refleksji jak wielkim wybawieniem było i jest chrześcijaństwo likwidując skurwysyństwo tego świata i usiłując uczynić człowieka wewnętrznie lepszym. Bez systemu, bez przemocy i grabieży. Być może i w tym zakresie powrót do korzeni jest lekiem na nasze problemy? "Twoją jedyną bronią jest mózg. Nie mięśnie, nie miecz, ale mózg. To nie będzie tak jak w filmach. Wiele razy zostaniesz osaczony albo zaskoczony. Stracisz broń albo nie zdążysz jej dobyć. Poznasz smak porażki, paniki, zmęczenia walką. Pamiętaj, giną przeważnie ci, którzy przestali myśleć. Poddali się. Opuścili ręce. Nigdy nie przestawaj planować. Nawet na sekundę. Wszystko jest bronią. Krzyk, omdlenie, wezwanie pomocy, łyżka albo kawałek szmaty. Każde przetrwanie to zwycięstwo improwizacji." Jarosław Grzędowicz "Pan Lodowego Ogrodu". Adam Kalicki

Nowa waluta w Hiszpanii?

Podczas, gdy w Unii Europejskiej trwają rozpaczliwe próby ratowania wspólnej waluty, Hiszpanie postanowili sobie radzić w codziennym życiu bez euro. Wymyślili całkiem nowatorski sposób rozliczania się między sobą. Sprawa jest ponoć rozwojowa. Wygląda na to, że zwykli obywatele wykazują więcej rozsądku niż władze Hiszpanii czy pozostałych państw strefy euro, które uparcie starają się utrzymać wspólną walutę, nawet za cenę pogłębiającej się recesji.
Sposoby rozliczania się między ludźmi są dwa: wymiana wzajemnych usług (praca za pracę) lub też waluta, której jednostką jest godzina. Portal ekonomia24.pl podaje na przykład, że w Barcelonie za wykonanie pracy można otrzymać np. „10 godzin”. Nowatorski system płatności „Washington Post” określił mianem „sieci kredytowej”, która jest powszechnie uznawana w hiszpańskiej stolicy. Tą „walutą” można śmiało płacić w zakładach fryzjerskich,czy opłacić usługi stolarskie. Z kolei w Maladze ruszył portal internetowy, dzięki któremu w wirtualnej walucie można zarobić i dokonać zakupów. Barcelona ma swoje „banki czasu”, dzięki którym wymieniane są wzajemne usługi również bez konieczności zapłaty pieniężnej. Tak właśnie funkcjonuje technik komputerowy Sergi Alonso, który ma problem ze znalezieniem pracy w pełnym wymiarze godzin, dlatego też postanowił  poradzić sobie inaczej. Dzięki „bankowi czasu” oferuje swoje usługi w zakresie informatyki, a ludzie płaca mu np. szkoleniami graficznymi czy nawet lekcjami pianina. Alonso twierdzi, że ta inicjatywa przypomniała ludziom, że każdy ma jakieś umiejętności do zaoferowania innym. Dziennik dodaje, że filozofia tych banków opiera się na założeniu, że czas każdego człowieka jest wart tyle samo, niezależnie od tego, jaki jest jego zawód. W całym kraju takich „banków” czy innych nowatorskich rodzajów regulowania płatności funkcjonuje już 325, osób korzystających z takiego sposobu rozliczania się są dziesiątki tysięcy. Według „Washington Post” jest to jeden z największych eksperymentów z użyciem „społecznych pieniędzy” na świecie. A to wszystko jest oczywiście wynikiem pogłębiającego się kryzysu, którego owocem są miliony bezrobotnych lub zatrudnionych w niepełnym wymiarze godzin. Ludziom brakuje pieniędzy co sprawia, że wytworzyła się „gospodarka równoległa”, gdzie ludzie funkcjonują nie korzystając ze wspólnej europejskiej waluty. Prawdopodobnie ten eksperyment nie nauczy niczego zarówno władz Hiszpanii jak i Unii Europejskiej i te dalej będą brnąć w ten ślepy ideologiczny zaułek pod tytułem „wspólna waluta”, który jak dotąd przynosi więcej szkód niż korzyści państwom należącym do strefy euro. Pocieszające jest jednak to, że Hiszpanie udowodnili, że można sobie doskonale radzić bez „pomocy” eurobiurokratów. Udowodnili też, że postępująca centralizacja Unii Europejskiej nie jest żadną receptą na rozwiązanie problemów poszczególnych państw, że to właśnie społeczność lokalna lepiej niż ktokolwiek inny wie jakie ma potrzeby i jak je powinna realizować. ISz

Unijne domino sypie się coraz szybciej

Wygląda na to, że Bruksela niedługo przestanie nadążać z udzielaniem pomocy. Ledwie Hiszpania uzyskała pozytywną odpowiedź w kwestii dofinansowania sektora bankowego, a tu o pomoc finansową mogą zgłosić się w najbliższym czasie Włochy i Cypr.
Pomimo sukcesywnie wdrażanych przez rząd Mario Montiego oszczędności, dzięki którym deficyt budżetowy powoli dąży do wyznaczonego celu, sytuacja w kraju nie jest dobra. Według prognoz OECD gospodarka Włoch, która zajmuje trzecie miejsce w strefie euro, skurczy się o 1,7% PKB. To więcej niż przewiduje się w przypadku Hiszpanii (1,6% PKB). Włochy uznawane są również za bardziej ryzykowne niż Hiszpania, dlatego też rentowność dziesięcioletnich obligacji jest o 202 punkty bazowe wyższa, niż obligacji hiszpańskich, co znacznie zwiększa koszty obsługi długu. A dług jest trzeci co do wielkości na świecie (licząc według jego stosunku do PKB) po Grecji i Japonii. Dla utrzymania płynności finansowej w ciągu miesiąca Włosi muszą więc sprzedać obligacje na kwotę 35 mld. euro. Według części ekspertów jedynym wyjściem z tej trudnej sytuacji jest więc pomoc EBC, czyli skup włoskich obligacji, z czym prawdopodobnie nie będzie problemu, gdyż w powszechnej opinii „Hiszpania to następna Grecja, a Włosi to następna Hiszpania”. Posiadacze tych obligacji chcą się więc ich jak najszybciej pozbyć. O ile w przypadku Włoch kwestia pomocy nie jest jeszcze przesądzona, o tyle w przypadku Cypru jest to bardzo prawdopodobne. W poniedziałek cypryjski rząd oznajmił, że przed końcem miesiąca może o taką pomoc poprosić zarówno dla sektora bankowego jak i dla państwa. Według Wasosa Sziarlisa, cypryjskiego ministra finansów, banki muszą zostać dofinansowane do końca czerwca. Z początkiem lipca Cypr bowiem obejmuje półroczne przewodnictwo w UE. Głównym beneficjentem pomocy miałby się stać drugi co do wielkości bank Cypru - Cyprus Popular Bank, który najbardziej odczuł grecki kryzys. Na jego uratowanie potrzeba 1,8 miliarda euro (co stanowi 10% cypryjskiego PKB). Na razie trwają poszukiwania inwestora, jeśli jednak to się nie powiedzie, sprawę przejmie rząd. Jak dotąd Cypr, pomny doświadczeń Grecji, nie chciał zwracać się o międzynarodową pomoc. Cypryjczycy obawiają się także, że Unia zmusi ich do zmian w systemie podatkowym, gdyż ich obciążenia fiskalne należą do najniższych w Europie. Jak podaje agencja Reuters toczą się także rozmowy z „krajem trzecim”, prawdopodobnie z Chinami, w sprawie ewentualnej pomocy finansowej. Jest to najpewniej podyktowane chęcią wywalczenia lepszych warunków w rozmowach ze wspólnotą. W zeszłym roku Cypr otrzymał już 2,5 mld. euro wsparcia ze strony Rosji. I.Sz.

73 rocznica zwycięstwa antykomunistów w Hiszpanii

27 marca przeszła nie zauważona 73 rocznica zdobycia przez siły antykomunistyczne Madrytu w 1939 roku. 17 lipca minie 76 rocznica wybuchu antykomunistycznego powstania w Hiszpanii w 1936 roku. To jedne z niewielu zwycięskich starć z najbardziej bestialskim reżimem powinno na trwałe pozostać w pamięci wszystkich zwolenników wolności. Doskonałą okazję ku temu daje kolejne wydanie książki profesora Marka Jana Chodakiewicza „Zagrabiona pamięć. Wojna w Hiszpanii 1936-1939” opublikowane przez wydawnictwo Fronda.
Ukoronowanie upadku imperium hiszpańskiego (trwającego od XIX wieku) było przejecie władzy przez lewice w 1931 roku. Ofiarą nowej władzy stali się katolicy. W ramach antykatolickich prześladowań lewica: zlikwidowała część zakonów, usunęła religie ze szkół, zakazała księżom pracy w edukacji, wprowadziła przepisy wymagające zezwolenia od władz na procesje, karała grzywnami za bicie w dzwony. W prześladowaniach władzy sekundowały media które rozkręciły antykościelną nagonkę. Media oskarżały duchownych o bogactwo, jezuitów o zatruwanie studni, mnichów o porywanie i mordowanie dzieci, zakonnice o perwersje seksualne. Władze przyzwalały też działaczom lewicy na urządzanie pogromów katolików, palenie kościołów. Po burzliwym okresie rządów centroprawicy od 1933 do 1936 roku, w 1936 roku władze ponownie przejęła lewica (która dzięki ordynacji wyborczej zyskała większość mandatów pomimo tego że miała mniejsze poparcie niż centrum i narodowcy). Zwycięstwo lewicy czerwoni fetowali mordując duchownych, paląc kościoły, grabiąc majątki i zapowiadając rewolucje bolszewicką w Hiszpanii. W ciągu 6 miesięcy po przejęciu władzy lewicowcy zamordowali 330 osoby i spalili 170 kościołów. Policja akceptowała lewicowy terror. By ratować Hiszpanie przed bolszewickim terrorem armia rozpoczęła antykomunistyczne powstanie. Na czele powstańców staną generał Franco. Przeciw lewicowej władzy opowiedzieli się katolicy, monarchiści, radykalni narodowi rewolucjoniści. Lewicowe władze republiki poparli komuniści, socjaliści, anarchiści, liberałowie (czyli masoneria), nacjonaliści baskijscy i katalońscy. Władzą nad siłami republiki dysponowali komuniści. W trakcie walk lewicowcy wymordowali 12% duchownych hiszpańskich (24% znajdujących się na terenach rządzonych przez lewicę), Z rąk lewicowych oprawców zginęło 6832 duchownych. Pomimo propozycji oprawców żaden z mordowanych katolików nie wyrzekł się wiary dla ratowania swego życia. Przed śmiercią katolicy byli przez lewicowców torturowani. Lewica skonfiskowała i zamknęła wszystkie kościoły. Lewicowa tyrania nie ograniczała się tylko do mordowania i niszczenia mienia. Lewica promowała swobodę seksualną, karała więzieniem za schludny ubiór, kolektywizowała własność. Wprowadzanie w życie lewicowych utopii jak zawsze skończyło się głodem. Komunistyczne władze Hiszpanii były wspierane przez zachodnich intelektualistów, zachodnie elity władzy, media. Poparcie zachodu dla Hiszpanii było owocem doskonałego zinfiltrowania przez sowieckich agentów i propagandystów świata zachodniego. Czerwona Hiszpania za sowieckie poparcie odwdzięczyła się absolutną lojalnością wobec ZSRR i przekazaniem Moskwie całych rezerw złota (wielokrotnie więcej wartych niż sowiecka broń i żołnierze przybyli do Hiszpanii). W ramach sowieckiego poparcia dla lewicowej tyrani Moskwa wysłała do Hiszpanii Brygady Międzynarodowe. W ich szeregach służyło ponad 32 tysiące oprawców (najwięcej z Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i USA) nadzorowanych przez NKWD. Wśród nich było bardzo wielu żydów (7758). Nie dziwi więc to że często dla czerwonych bandziorów jeżykiem najlepszym do komunikacji był jidysz. W szeregach Brygad służyli nie tylko sami żydowscy komuniści, ale też i lewicowi syjoniści. Siły antykomunistyczne wsparło 90.000 ochotników z zagranicy (60.000 Włochów, 20.000 Portugalczyków i 7.000 doskonale wyszkolonych Niemców, 600 Irlandczyków, 200 Francuzów, oraz kilkuset białych Rosjan, Brytyjczyków i Rumunów). W czasie wojny Papież Pius XI uznał: demoniczny charakter sił lewicowych, zamordowanych przez lewice katolików za męczenników, komunizm za głównego wroga katolicyzmu. Kościół potępił katolików współpracujących z komunizmem, zaangażował się w informowanie o zbrodniach lewicy. Równocześnie papież w 1937 roku potępił w swych encyklikach nazizm i faszyzm. Dzięki wojnie antykomuniści nie dopuścili do wymordowania przez komunistów milionów Hiszpanów. Powojenne rządy Franco doprowadziły do rozwoju gospodarczego Hiszpanii. W II RP lewicowy terror poparła KPP, PPS, Bund i lewicowe autorytety moralne. Antykomunistów poparły środowiska katolickie i narodowcy. Władze sanacyjne, lojalne wobec Wielkiej Brytanii, nie poparły generała Franco. Sanacja sprzedawał broń obu stronom, głównie jednak lewicy. 2/3 polskiego eksportu broni było kierowane do Hiszpanii. Rządzący polską spadkobiercy Piłsudskiego tym sposobem w obliczu zbliżającej się II wojny światowej ogołocili polskie rezerwy broni. Podobnie nowa produkcja była kierowana do hiszpańskich komunistów. Sanacyjny eksport broni do czerwonej Hiszpanii doprowadził do tego że sanacyjny „rząd RP tolerował w kraju stworzone i prowadzone przez agentów NKWD centrale handlowe, zajmujące się zakupem broni”. Po wojnie w Hiszpanii kombatanci Brygad kontynuowali służbę sowietom w szeregach NKWD. Podczas wojny i po niej polskojęzyczni kombatanci robili kariery w ludowej „Polsce” (w Brygadach służyło 5000 polskojęzycznych komunistów). Jednym z nich był komunista żydowskiego pochodzenia Kacman (noszący w PRL nazwisko Kołowski) który dowodził ORMO-wcami przebranym za robotników którzy w marcu 1968 katowali polskich studentów protestujących przeciw komunistycznej dyktaturze Jan Bodakowski

Hiszpańskich lewaków rażą krzyże

Na PiotrSkarga.pl czytamy... Antyreligijne organizacje w Hiszpanii żądają, by z życia publicznego zniknęły wszelkie odniesienia do chrześcijaństwa. Nie wystarcza im usunięcie krzyży zapowiadane przez rząd – informuje „Rzeczpospolita”. Do wznowienia sporów na temat istnienia w przestrzeni publicznej symboli religijnych skłonił Hiszpanów wywiad, który agencji  Europa Press udzielił minister sprawiedliwości Francisca Caamano. Szef resortu sprawiedliwości Hiszpanii ujawnił, że nowa ustawa o wolności religijnej, którą chce wprowadzić socjalistyczny rząd, zakłada wyeliminowanie krzyży, wizerunków świętych, itp. ze szkół, żłobków i innych instytucji publicznych. Na dotychczasowych miejscach będą mogły pozostać jedynie symbole należące do dziedzictwa kultury ze względu na ich wartość historyczną lub artystyczną. Nawet tak nieprzyjazna katolicyzmowi regulacja prawna nie zadowoliła lewaków. Ministra Caamano zaatakowały organizacje, które uważają, że w dziedzinie laicyzacji Hiszpania już i tak ma 30 lat opóźnienia w stosunku do innych krajów Zachodu. Ich zdaniem należy bezwzględnie usunąć wszystko, co kojarzy się z religią, a zabytki i dzieła sztuki przekazać do muzeów. Antykatolickich lewaków rażą także krzyż i Biblia znajdujące się na sali, podczas zaprzysiężenia rządu. Według nich ministrowie powinni przysięgać na konstytucję. Sprawujący posługę kapłańską w hiszpańskiej Nawarze ks. Piotr Roszak w wypowiedzi dla „Rzeczpospolitej” stwierdził, że plany usuwania krzyży z sal szkolnych i miejsc publicznych to wyraźny przejaw chrystianofobii cechującej „nową laickość”, którą stara się narzucić premier Zapatero. - Usuwanie krzyży ze szkół wpisuje się w program ideologicznego wychowania obywatelskiego, które wzbudziło w Hiszpanii tyle kontrowersji – podkreśla. Za: www.piotrskarga.pl

Chcą potępić papieża

"Projekt hiszpańskiego parlamentu, aby potępić Benedykta XVI za jego wypowiedź o używaniu prezerwatywy w kontekście walki z AIDS, ukazuje przede wszystkim ignorancję jego autorów – uważa nuncjusz apostolski w Hiszpanii, abp Manuel Monteiro de Castro. Prezydium parlamentu włączyło do porządku obrad kontrowersyjny projekt złożony przez komunistów (IU) przy wsparciu partii zielonych z Katalonii (IVC). Krytyka pod adresem Papieża ukazuje nieznajomość pełnej wypowiedzi Benedykta XVI oraz rzeczywistości krajów dotkniętych przez plagę AIDS – powiedział abp Manuel Monteiro de Castro. W takich krajach jak Botswana czy Swaziland, gdzie jest najwięcej chorych na AIDS, rozdaje się wiele prezerwatyw. “Czy problem został rozwiązany? Nie”. Co więcej, jedyny szpital dla chorych na AIDS w Botswanie prowadzi katolickie zgromadzenie zakonne – stwierdził nuncjusz. Wielka praca Kościoła, aby zwalczać chorobę, wyrwanie słów papieskich z kontekstu i widzialne niepowodzenie w prowadzeniu polityki profilaktycznej są oznaką, zdaniem nuncjusza, że krytyka pochodzi od osób, które ignorują faktyczny stan rzeczy. Rano 8 maja ruchy kościelne działające w Hiszpanii wydały wspólny manifest, w którym potępiają projekt parlamentu. Zwracają uwagę na cenzurę ideologiczną, jaką usiłuje się narzucić Papieżowi, i atak na jego osobę. Jednocześnie wyrażają poparcie dla Papieża i solidarność z nim..." Źródło: www.niedziela.pl