Category Archives: Irlandia

Co się stało z katolicką Irlandią?

17 marca Irlandczycy obchodzili dzień św. Patryka. Kim był św. Patryk wielu mieszkańców Zielonej Wyspy zapewne wciąż jeszcze wie, ale czy o Irlandii można mówić, że to wciąż katolicki kraj?

Irlandia – dryf od socjalizmu do wolnego rynku

Wywiad z Pawłem Tobołą-Pertkiewiczem na temat najnowszej historii Irlandii i jego książki „De Valera. Gigant polityki irlandzkiej i jego epoka”, wzbudził wśród naszych Czytelników sporo emocji. Dziś przypominamy archiwalny artykuł o Irlandii, poświęcony głównie przemianom gospodarczym tego kraju. Jest w nim również mowa o bohaterze książki Pawła Toboły-Pertkiewicza. Zapraszamy do lektury.

De Valera i rechrystianizacja Irlandii

W święto św. Patryka rozmowa z Pawłem Tobołą-Pertkiewiczem o Irlandii i bohaterze jego książki zatytułowanej: „De Valera. Gigant polityki irlandzkiej i jego epoka”.

Pisarz chrześcijaństwa

Pięćdziesiąt lat temu, 22 listopada 1963 roku zmarł C. S. Lewis – profesor literatury angielskiej Uniwersytetu Cambridge, jeden z najwybitniejszych twórców powieści chrześcijańskiej na Wyspach, twórca Chrześcijaństwa po prostu i Listów starego diabła do młodego, najszerzej jednak znany jako autor cyklu Opowieści z Narni, siedmiotomowej sagi o dziejach krainy stworzonej przez Aslana, która przyniosła mu światową popularność.

Wielka Brytania wyda 7 mld GBP na Irandię

Wielka Brytania zdecydowała się wspomóc budżet Irlandii. Kwota wydana na to z budżetu Brytyjczyków ma opiewać na 7 mld GBP. "Irlandia jest przyjacielem w potrzebie, a my jesteśmy tu by pomóc" Powiedział G. Osborne - brytyjski minister skarbu, uzasadniając, że jest to pomoc dla najbliższego partnera gospodarczego. Osborne twierdzi także, że pomoc dla państw europejskich jest w interesie wszystkich Brytyjczyków. Co prawda Wielka Brytania z racji tego, że nie jest w strefie euro nie jest zobowiązana do pomocy, ale rząd boi się o sytuację brytyjskich banków na ogarniętym kryzysem rynku. Grzegorz Pawłowski (na podst. http://news.bbc.co.uk/today/hi/today/newsid_9214000/9214932.stm )

„Tak” w Irlandii niepewne

W "Naszym Dzienniku" czytamy o sytuacji przed referendum w Irlandii... "Wprawdzie irlandzki minister ds. europejskich Dick Roche uważa, że w zaplanowanym na 2 października referendum traktat lizboński poprze ponad 55 proc. społeczeństwa, jednakże wiele wskazuje na to, iż stanie się dokładnie odwrotnie. Rząd Irlandii, który agituje za ratyfikacją zapisów z Lizbony, w związku z trwającym kryzysem ekonomicznym przygotowuje znaczną podwyżkę podatków. Przeciwnicy traktatu lizbońskiego argumentują, iż niewiele osób poprze traktat firmowany przez rząd, który nie ma pojęcia o gospodarce. W opinii większości obywateli, to właśnie ów rząd doprowadził kraj niemalże na skraj bankructwa. - Zjeździłem cały kraj wzdłuż i wszerz i dostrzegam wśród obywateli większe zaangażowanie niż poprzednio - oświadczył Dick Roche, podkreślając, iż nie potrafi wyobrazić sobie gorszego momentu w historii na zastopowanie europejskiego projektu. Zarówno Roche, jak i cały irlandzki rząd stale mówią o konieczności ratyfikacji traktatu reformującego ze względu na trwający obecnie kryzys gospodarczy oraz trudną sytuację ekonomiczną kraju. Ministerstwo Finansów, które przewiduje w najbliższym czasie znaczący wzrost podatków, otrzymało od Komisji Podatkowej raport definiujący cele na najbliższych 10 lat. Z jednej strony zakłada on wspieranie działalności gospodarczej, ale z drugiej mówi o konieczności podniesienia podatków. - Ludzie czują się zakłopotani, obrażeni i zrażeni decyzjami, które obecny rząd podjął w ciągu ostatniego roku - oświadczył w wywiadzie dla radia RTE lider Fine Gael - Enda Kenny. Uważa on, że Irlandczycy sprzeciwią się traktatowi lizbońskiemu nie tyle ze względu na zawarte w nim zapisy, ile aby dać obecnej ekipie rządzącej "czerwoną kartkę". - Irlandczycy są zdania, iż rząd poniósł sromotną klęskę, wprowadzając w czasie kryzysu takie, a nie inne reformy, okazał się kompletnie nieskuteczny i doprowadził do gwałtownego odpływu pieniędzy, których jeszcze niedawno Irlandia miała naprawdę dużo - stwierdził. Odnosząc się do wydanego przez Komisję Podatkową raportu, stwierdził, iż jest on "wart uwagi i rozpatrzenia". - Rząd opowiada się za podwyższeniem podatków, natomiast opozycja nie bardzo przeciw temu protestuje, ponieważ gdyby doszła do władzy, uczyniłaby dokładnie to samo - oceniła była irlandzka eurodeputowana Kathy Sinnott. Jej zdaniem, nie sposób przewidzieć wyników referendum. - Niektórzy mogą w głosowaniu nad traktatem widzieć narzędzie do pozbycia się rządu jako rządu zdrady. Problem jednak w tym, że społeczeństwo nie ufa także opozycji, nie widzi w zasadzie żadnych wiarygodnych liderów - stwierdziła. - Skoro obecna ekipa doprowadziła do tak fatalnej sytuacji gospodarczej, jak można jej wierzyć, że zapisy z Lizbony będą miały pozytywny wpływ na gospodarkę. W końcu nie ma na ten temat zielonego pojęcia - zauważyła, dodając, iż pogląd ten wydaje się podzielać wielu Irlandczyków. Zwróciła przy tym uwagę, że ratyfikacja traktatu lizbońskiego "czyni nas obywatelami Europy jako posiadającej tożsamość prawną całości, ta zaś będzie mogła nas opodatkowywać w dowolny sposób i to przesłanie płynie z obecnej sytuacji politycznej, co - jak można się domyślić - nie wpływa pozytywnie na nastroje społeczne". - Jeżeli nie wejdzie w życie traktat lizboński, będzie obowiązywał traktat nicejski, zgodnie z którym wszystkie kraje są partnerami. Doprawdy nie rozumiem, czego tu się obawiać - skonstatowała Sinnott." Anna Wiejak Źródło: www.naszdziennik.pl

Wojna sondażowa w Irlandii

W "Naszym Dzienniku" czytamy na temat wojny sondażowej przez kolejnym referendum traktatowym w Irlandii... "Sondaże stały się kolejnym narzędziem forsowania ustaleń z Lizbony. Z przeprowadzonej na zlecenie "The Irish Times" ankiety wynika, iż za traktatem opowie się aż 46 proc. uprawnionych do głosowania, przy 29 proc. głosów przeciwko. Dla porównania z sondy przeprowadzonej przez irlandzkie Radio Kerry wynika, że 68 proc. obywateli Irlandii zagłosuje na "nie" w zaplanowanym na 2 października referendum nad ratyfikacją traktatu lizbońskiego. - Jeżeliby uważnie słuchać mediów, to niemalże 100 proc. z nich jest na "tak" - skomentowała wyniki badania Kathy Sinnott, była irlandzka eurodeputowana. Jak się dowiedzieliśmy, równie problematyczna co jakość badania opinii publicznej jest działalność Komisji Referendalnej, która przynajmniej w teorii powinna zachować bezstronność. Tymczasem zaledwie przedwczoraj z jej inicjatywy rozlepiono w całej Irlandii plakaty przedstawiające kontynent europejski w kolorze niebieskim z żółtymi gwiazdami, z hasłem: "My należymy, Ty decydujesz". - To jest bardzo nieuczciwe. Najgorsze jest to, że dopuszcza się tego organ finansowany z naszych pieniędzy, pieniędzy podatników - oceniła Sinnott. - Przesłanie tego plakatu jest wyraźne, a mianowicie: "Chcecie być w Europie czy nie?", a przecież nie o to tutaj chodzi - skonstatowała. Sinnott zauważyła, że w Irlandii, jeżeli już odbywa się jakaś debata, to jedynie w ramach agitacji na rzecz traktatu. Paradoksalnie podobne odczucia ma również lewica. - Wzywam liderów kampanii na "tak" do publicznej debaty nad rzeczywistymi kwestiami w traktacie, włącznie z prowadzeniem do prywatyzacji ośrodków opieki zdrowotnej oraz łamania praw pracowniczych - oświadczył Joe Higgins, eurodeputowany z ramienia Sinn Fein. Jak stwierdzili nasi rozmówcy, trudno jednoznacznie ocenić, czy poparcie udzielone prolizbońskiej kampanii przez "rekinów biznesu" pomogło zwolennikom federalizacji, czy też jedynie im zaszkodziło. - Ludzie nie są ślepi i nie dadzą się wodzić za nos - powiedziała Sinnott, podkreślając, iż zwolennicy traktatu reformującego nie mają żadnych argumentów, sięgając jedynie po metody zastraszania społeczeństwa. - Dwa dni temu uczestniczyłam w jednym z nielicznych spotkań przeciwników traktatu. Ktoś z przysłuchującego się debacie audytorium wstał i powiedział: "Wiele czytaliśmy na temat Związku Sowieckiego, tymczasem tu mamy to samo - jedna właściwa partia, jedno właściwe stanowisko i ludzie, którzy są temu wszystkiemu przeciwni, ale nie udziela się im głosu" - mówiła Sinnott. Jednocześnie wyraziła poważne wątpliwości, czy w tej sytuacji jakiekolwiek pieniądze będą w stanie poprawić wizerunek zwolenników zapisów z Lizbony". Anna Wiejak Źródło: www.naszdziennik.pl

Traktat Lizboński za drinki?

Na Interia.pl czytamy... "Po aborcji, armii i podatkach kolejną żywotną kwestią, która wyłoniła się w debacie przed powtórnym referendum dotyczącym ratyfikowania Traktatu Lizbońskiego w Irlandii, stało się prawo do drinka zanim poprowadzi się samochód. Vintners' Federation of Ireland, zrzeszająca ponad 6 tys. właścicieli irlandzkich pubów, oświadczyła w środę, że rządowe plany zredukowania ilości alkoholu, który można legalnie wypić i prowadzić samochód, sprawią, że Irlandczycy będą głosowali na "nie" w drugim referendum w sprawie traktatu. - Mieszkańcy wiejskiej części Irlandii uznają to za coś więcej niż tylko nadopiekuńczość państwa i być może wpłynie to na sposób, w jaki zagłosują w odniesieniu do Traktatu Lizbońskiego - uważa szef federacji Padraig Cribben. Za tak stanowcze decyzje często obwiniana jest Bruksela i ruch ten może zwrócić ludzi przeciwko UE - powiedział w radiu Newstalk. Za zmniejszeniem ilości alkoholu, jaką mogą spożyć kierowcy, opowiada się minister transportu Noel Dempsey. Chce on zredukować go z 0,8 promila do 0,5 i przekonuje, że znacznie poprawi to bezpieczeństwo na drogach - pisze w środę "Irish Independent" na swoich stronach internetowych. Zredukowanie limitów dozwolonej ilości alkoholu nie będzie ratowało życia, ale może spowodować zamknięcie nawet tysiąca pubów przez zabronienie kierowcom wypicia małego drinka - odpowiada mu Cribben, dodając, że prawdziwym zagrożeniem dla bezpieczeństwa na drodze jest nadmierna prędkość. Jego federacja przekonuje, że zmniejszenie limitów z 0,8 promila do 0,5 sprawi, że osoba, która wypije kieliszek wina do obiadu, może go przekroczyć. Podobnie osoba, która wypije pintę piwa po drodze z pracy, albo ksiądz, który odprawi dwie msze..." Źródło: INTERIA.PL