Category Archives: Islandia

Premier Islandii: Nie chcemy być członkiem UE!

Islandia ostatecznie wypina się na Unię Europejską. Taką deklarację złożyć miał niedawno premier tamtejszego rządu Sigmundur Gunnlaugsson, polityk centroprawicy.

Islandia mówi UE: Dziękujemy, ale nie!

Rząd Islandii ogłosił ostateczną decyzję: Przerywamy rozmowy z Unią Europejską i nie zamierzamy wprowadzać do niej naszego kraju. Losy Islandii w Unii Europejskiej wisiały na włosku już od kilku miesięcy. Wcześniej zawieszono negocjacje.
Ostateczna decyzja rządu Islandii podyktowana jest troską o interes gospodarczy kraju. Jednym z najważniejszych źródeł dochodów tego państwa jest rybołówstwo. Tymczasem unijna biurokracja wymaga wprowadzenia limitów na połowy. Dla Islandii mogłoby to oznaczać poważne problemy gospodarcze i wpędzenie się w kolejny kryzys. Islandczycy do dziś liżą rany po wstrząsie gospodarczym z 2008 roku. O rezygnacji z członkostwa w UE poinformował w Brukseli minister spraw zagranicznych Islandii, Gunnar Bragi Sveinsson. Dodał, że jego decyzja jest odzwierciedleniem woli większości jego narodu. Natomiast unijny komisarz ds. rozszerzenia i polityki sąsiedztwa, Stefan Fuele stwierdził, że taka decyzja Islandii to dla niego cios i że trudno się z tym pogodzić. Jednocześnie zachęcił islandzkiego ministra do kontynuowania negocjacji z Unią Europejską. P

Islandia wypina się na UE?

Rząd Islandii zawiesił swoje rozmowy akcesyjne z Unią Europejską. Według niektórych komentatorów to skutek m.in. niedawno wystąpienia premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona, który zapowiedział, że gotów jest ogłosić referendum na temat dalszej obecność jego kraju w UE.
W Islandii odbyć się mają wkrótce (27 kwietnia br.) wybory i według najnowszych sondaży największe szanse na zwycięstwo mają ugrupowania, które do Unii nastawione są niechętnie. Jest wśród nich Partia Niepodległości, która zdecydowanie sprzeciwia się wstępowaniu Islandii w struktury zbiurokratyzowanej UE i podporządkowaniu się Brukseli. Obecnie rządząca na wyspie centrolewica liczyć może co najwyżej na 15 procent głosów. Czyżby Islandczycy, doświadczeni skutkami kryzysu finansowego z 2008 roku zrozumieli, że niezależność w kwestiach finansowych i politycznych to klucz do sukcesu? Gospodarka tego kraju, po wyciągnięciu przez polityków i społeczeństwo, wniosków z błędów z przeszłości rozwija się dość dynamicznie. Bezrobocie wynosi obecnie około 5 procent, podczas gdy jeszcze niedawno sięgało 10 proc. P

Islandczycy chcą Euro, ale bez Unii

Z Michałem Sikorskim, specjalistą w sprawach Islandii, do niedawna konsulem RP w Reykjaviku rozmawia Konrad Rajca - Jak wygląda obecna sytuacja gospodarcza na Islandii? Słyszymy wręcz o bankructwie państwa, protestach, demonstracjach niezadowolenia, rzeczach niespotykanych od lat w tym kraju… - Mówi się, że Islandczycy dzielą się dziś na załamanych i wściekłych – choć faktycznie najwięcej jest tych, którzy zdają się nie dopuszczać do siebie myśli o kryzysie i z nadzieją patrzą w przyszłość. Islandczycy przypominają, że miewali gorsze problemy gospodarcze, wyższą inflację i większe bezrobocie. To ostatnie przekroczyło właśnie 5%, co w Polsce uznane zostałoby za duży sukces. Dla większości Islandczyków sytuacja nie jest dramatyczna, największy problem mają osoby, które inwestowały w akcje czy te, które zaciągnęły kredyt w obcej walucie. Wszędzie widać setki wolnych mieszkań, których wybudowano zwyczajnie za dużo. - Czy możemy mówić o swego rodzaju bankructwie państwa, w przypadku Islandii? - Pytanie, czy państwo, jako podmiot nierynkowy może w ogóle zbankrutować? Islandia de facto została zmuszona do przejęcia większościowych udziałów w bankach, choć teoretycznie powinna była pozwolić im zbankrutować, tak przynajmniej stałoby się w warunkach normalnej gospodarki. Niewielka wyspa w ciągu niecałej dekady stała się graczem na światowych rynkach, prowadząc inwestycje finansowe na całym świecie. Niestety okazało się, że w dużej mierze – na kredyt. W ciągu kilkunastu dni upadły trzy największe banki. Ich kredyty i inne aktywa 10-krotnie przekraczały wartość islandzkiego PKB. O nieproporcjonalnie dużych rozmiarach miejscowych banków może świadczyć fakt, że stanowiły one łącznie 75% wartości miejscowej giełdy papierów wartościowych. Kiedy więc upadły, siłą rzeczy zagrożone zostały podstawy państwa. Pojawiły się obawy, że Islandia pożyczy pieniądze od Rosji, w zamian za bliżej nieokreślone korzyści polityczne. Niektórzy mówili nawet o korzystaniu z bazy w Keflaviku pozostawionej po Amerykanach czy prawa do połowów ryb na islandzkich wodach. Ostatecznie pożyczkę dało kilka państw-członków Międzynarodowego Funduszu Walutowego, w tym Polska. Aż strach pomyśleć co się stanie gdy Islandia nie ograniczy wydatków, a nadejdzie dzień spłaty zobowiązań. - Co jest przyczyną kryzysu gospodarczego? Kto za niego odpowiada? Dzięki wysokim stopom procentowym na Islandię płynęły pieniądze z zagranicy, ale miejscowe kredyty były dość drogie (choć łatwo dostępne). Z tego powodu wiele osób decydowało się na zaciąganie pożyczek w obcych walutach, i to oni mają dziś największy problem ze spłatą. Kiedy pojawiło się widmo kryzysu w Ameryce, pieniądze z niewielkiej i niepewnej Islandii zaczęły odpływać w pierwszej kolejności, dramatycznie zmniejszając wartość islandzkiej korony i odsłaniając obraz po pękniętej bańce spekulacyjnej. Gdy zagrożony upadkiem bank Glitnir poprosił Bank Centralny  (kierowany przez Davida Oddssona) o pożyczenie pół miliarda euro okazało się, że w państwowej kasie też brakuje walut. Nie jest wykluczone, że powodem inflacji korony mogły być także kolejne ataki hedgingowe, które na tak małą gospodarkę przeprowadzić jest w miarę prosto. - Co to znaczy, że Islandczycy chcą „nowej republiki” i zmiany systemu władzy, bo właśnie pod takimi hasłami protestują? Miejscowi politycy dotychczasowej koalicji Partii Niepodległości i Socjaldemokratów starają się przekonywać, że Islandia padła ofiara światowego kryzysu. Póki co sytuacja doprowadziła do upadku rządu, a nowe wybory pokażą jakie wnioski wyciągnęli Islandczycy z tej sytuacji. Mówienie o „Nowej Republice” to początek nowej, lewicującej inicjatywy politycznej, bazującej na kontestowaniu obecnej polityki rządu. Niektórzy publicyści żartują, że Islandii może pomóc jedynie brak działania polityków, na co inni odpowiadają, że już nic więcej zepsuć się nie da. - Czy niezadowolenie Islandczyków wynika tylko z sytuacji gospodarczej? - W zeszłym roku, według rankingu ONZ uznano ją za najlepsze miejsce do życia, dziś wielu Islandczyków wyjeżdża w poszukiwaniu pracy do Danii, Norwegii, Kanady czy na projekty na Grenlandii. Islandczycy przyzwyczaili się do życia na wysokim poziomie. Nadal jeżdżą drogimi samochodami, choć wiele z nich jest niespłaconych. Przypatrując się zapełnionym restauracjom i centrom handlowym można odnieść wrażenie, jakby do wielu nie docierało jeszcze że jest naprawdę źle. Płacenie za granicą islandzką kartą stało się nieopłacalne, a w pewnym momencie wręcz niemożliwe, bo nikt nie ufał islandzkiej walucie. W bankach wprowadzono ograniczenia ilości wypłacanej waluty, a kurs ISK jest sztucznie podtrzymywany przez bank centralny. - Co zmieni kryzys gospodarczy na Islandii? Mówi się że zwiększy on siłę zwolenników wejścia Islandii do Unii Europejskiej… - Prawdą jest, że coraz głośniej mówi się o wejściu do Unii Europejskiej, choć poparcie wzrosło, jak mówi się na wyspie, w wyniku chwilowej paniki. Wiele osób chciałoby przystąpienia do strefy Euro bez pełnej integracji politycznej, ale Brukseli ten pomysł się delikatnie mówiąc nie podoba. Czekamy na deklaracje nowego rządu w tej sprawie. - Jaką lekcję gospodarczą mogą wynieść różne kraje z kryzysu islandzkiego? - Kiedy na początku lat 90-tych premierem został Dawid Oddsson, zaczął liberalizować gospodarkę, aby uniezależnić ją od rybołówstwa. Od tego czasu sprywatyzowano większość firm, a Islandia otworzyła się na nowe technologie. Niestety zmiany nie były do końca oparte na wolnym rynku, a nowe firmy oparte były często na układach rodzinno-przyjacielskich. Obecne problemy nie wynikają, jak niektórzy sugerują z niewystarczającej kontroli państwa, ale właśnie z braku mechanizmów rynkowych i zbyt dużego wpływu polityków na gospodarkę. - Czy Islandia, pewnego rodzaju symbol wolności na świecie, będzie taka sama po kryzysie? Co się zmieni?  - Nadal ma duże łowiska ryb, duże zasoby energii, a przede wszystkim pozostaje atrakcyjna dla turystów. Islandczycy przetrwali wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi, głód, wyższą niż dziś inflację, dlatego i z tego kryzysu wyjdą obronną ręką, choć zajmie to wiele lat. W Islandczykach na pewno nie zgaśnie umiłowanie wolności, nawet jeśli na jakiś czas muszą wystawić ją na ciężką próbę. Michał Sikorski – założyciel i wieloletni redaktor naczelny miesięcznika „Stosunki Międzynarodowe, kierował Instytutem Badań nad Stosunkami Międzynarodowymi w Warszawie. Zakładał polską placówkę dyplomatyczną na Islandii, w latach 2007-2009 konsul RP na Islandii, od lutego 2009 pracuje w Ambasadzie Polskiej w Waszyngtonie. Źródło: www.pafere.org

Islandia kuruje się z przeziębienia dzięki rewolucji podatku liniowego

Gordonie Brownie1 i George'u Osbornie2, posłuchajcie. Islandia dołączyła do rosnącej listy państw, które radykalnie obcięły stawki podatku dochodowego od osób prawnych i ustanowiły jednolitą stawkę podatku od osób fizycznych. Wyobraźcie sobie, że miało to wiele pozytywnych konsekwencji dla jej sytuacji gospodarczej. Wraz z wygaśnięciem w ubiegłym roku domiaru, podatnicy indywidualni płacą rządowi centralnemu jednolitą stawkę 22,75 proc. swojego, podlegającego opodatkowaniu, dochodu. Oczywiście system podatkowy w Islandii nie jest czystym, akademickim przykładem podatku liniowego. Samorząd lokalny także opodatkowuje dochód jednolitą stawką, podnosząc łączną stawkę do 36 proc. Jest to wysoka stawka, a na domiar złego Islandia utrzymuje pewne formy podwójnego opodatkowania oszczędności i inwestycji, a także pewną liczbę szczególnych ulg podatkowych. Jednakże w porównaniu z innymi rozwiniętymi państwami, Islandia zdecydowanie poszła w kierunku systemu podatkowego, który przynosi spore dochody w sposób, który minimalizuje gospodarcze zniekształcenia. Obniżka najwyższych stawek podatkowych została wprowadzona, by zlikwidować karanie działalności produktywnej. Nie dalej niż 10 lat temu rząd Islandii narzucił najwyższą stawkę podatkową dla płatników indywidualnych w wysokości 35,41 proc., w skład której wchodziła stawka podstawowa w wysokości 30,41 proc., oraz domiar dla wyższych dochodów - 5 proc. W połączeniu z lokalnym podatkiem dochodowym w wysokości prawie 12 proc., rząd zabierał prawie połowę dochodów najbardziej produktywnych podatników Islandii. W wyniku reformy podatkowej, podstawowa stawka podatku dochodowego płaconego rządowi centralnemu spadła o ponad 7 punktów procentowych, a domiar został zlikwidowany. Wraz z lokalnym podatkiem dochodowym, który nieco wzrósł, łączna stawka podatkowa wynosi obecnie 36 proc. Jak w prawie każdym kraju, który stosuje podatek liniowy, również w Islandii istnieje kwota wolna od podatku. Wynosi ona ok. 5000 USD (2551 funtów, 3759 euro) na każdego dorosłego i 2000 $ na każde dziecko. Dodatkowo, istnieją przywileje podatkowe na budownictwo mieszkaniowe oraz żeglarstwo. Islandia ma stosunkowo łagodny podatek od wynagrodzeń w wysokości 6 proc., płacony przez pracodawcę. Prawie wszyscy pracownicy w Islandii mają emerytury oparte o inwestycje w prywatnych funduszach. Islandia ma także uciążliwy podatek VAT, którego stawki wahają się między 14 a 24,5 proc. Stawka podatku CIT wynosi 18 proc. i zalicza się do najniższych spośród państw uprzemysłowionych. Obecnie, od 2002 roku, podatek ten wynosi 18 proc. i w ciągu ostatnich dwudziestu lat został radykalnie obniżony - jeszcze pod koniec lat 80. XX wieku wynosił on 50 proc., a w połowie lat 90. ub. stulecia 33 proc. Obniżki stawek spowodowały silne pobudzenie inwestycyjne i przyczyniły się do wzrostu gospodarczego. Zamiast spowodować zmniejszenie wpływów budżetowych, dzięki efektowi płynącemu zgodnie z zasadą krzywej Laffera, obniżka podatku CIT w Islandii zbiegła się ze wzrostem wpływów budżetowych. W dziesięcioleciu przed 2001 rokiem, w trakcie którego obniżano powoli stawkę podatku CIT do 18 proc., wpływy z tego podatku potroiły się z ok. 3 miliardów koron do 9,1 miliardów koron (134 mln USD). Od 2001 roku wpływy z podatku CIT ponownie potroiły się, by ostatecznie zatrzymać się na poziomie ok. 33 miliardów koron w roku ubiegłym. Poza podatkiem liniowym dla osób fizycznych i zdecydowaną obniżką stawki podatku CIT, Islandia dokonała także innych reform. Obniżyła swój podatek spadkowy do 5 proc., wprowadziła podatek liniowy wysokości 10 proc. na dochody kapitałowe, zniosła podatek obrotowy, a także podatek majątkowy. Inną reformą gospodarczą było umożliwienie działalności prywatnemu sektorowi rybołówstwa, polityka praktykowana także przez inne państwa. Islandia przyznała również niezależność swojemu bankowi centralnemu, by mógł prowadzić stabilną politykę monetarną, a także sprywatyzowała liczne przedsiębiorstwa pozostające w rękach państwa. Wszystkie te reformy pomogły Islandii awansować z 26. na 9. pozycję w rankingu "Wolności Gospodarczej na Świecie" od 1990 roku. Według danych Banku Światowego, Islandia jest obecnie jednym z najbogatszych państw świata, zajmując 10. miejsce wedle dwóch różnych metodologii. Bezrobocie w Islandii niemalże nie istnieje, w 2006 roku wynosiło poniżej 2 proc. według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) także wypowiada się pozytywnie. Stwierdza, że "gospodarka Islandii oraz jej dochód per capita rosły w imponującym tempie od połowy lat 90-tych XX wieku, czyniąc kraj jednym z najlepiej rozwijającym się w OECD". Szczególnie "realne PKB Islandii rosło o 4 proc. rocznie, zdecydowanie polepszając wzrost OECD w tym okresie i stając się piątym najbogatszym państwem OECD". Choć Hongkong, Jersey i Guernsey stosują podatek liniowy z powodzeniem od dziesięcioleci, nowoczesna rewolucja podatku liniowego została rozpoczęta przez Estonię w 1994 roku. Do klubu państw z podatkiem liniowym szybko dołączyły Łotwa i Litwa, a w ich ślady w 2001 roku poszła Rosja. Ukraina, Słowacja. Rumunia i Gruzja należą do drugiej fali państw stosujących podatek liniowy. Do klubu 13 państw stosujących podatek liniowy zalicza się także Mongolię, Macedonię i Kirgizję. Dzięki konkurencji podatkowej, prawdopodobnie wkrótce jeszcze więcej państw dołączy do tego klubu. Stawka podatku liniowego w Islandii pozostaje wysoka. Ale pozostałe reformy, przede wszystkim niska stawka podatku CIT i 10 proc. podatek od dochodów kapitałowych idą o wiele dalej. Szczególnie z politycznego punktu widzenia reforma Islandzka jest godna uwagi. Oto bowiem, po raz pierwszy zachodnie państwo zdecydowało się nie nakładać dłużej dyskryminujących stawek podatkowych na osiągających sukces podatników. Reforma podatkowa i liberalizacja gospodarki pomogły Islandii się rozwijać. Miejmy nadzieję, że inne państwa uprzemysłowione - a przede wszystkich Brown i Osborne - nauczą się czegoś dzięki sukcesowi Islandii. Daniel J. Mitchell (31 marca 2008) Tłum. Stefan Sękowski Przypisy: 1. Gordon Brown - polityk Partii Pracy, od 27 czerwca 2007 roku premier Wielkiej Brytanii (przyp. Tłum.). 2. George Osborne - brytyjski polityk konserwatywny, minister skarbu w gabinecie cieni (przyp. Tłum.). Artykuł ukazał się pierwotnie w brytyjskim tygodniku "The Business" 21 marca 2007 roku. Przedruk za www.pafere.org)

Witold Falkowski: Pytania o Skandynawię…(W związku z listami od Czytelnika)

Listy od Czytelnika Od: panmzawka@gazeta.pl DW: Strona Prokapitalistyczna Temat: Pytanie do liberałów Data: 16 stycznia 2007 00:06 Dlaczego kraje takie jak Szwecja, Finlandia, Islandia, gdzie podatki są wysokie, (w kazdym razie wyższe niz w Polsce) mają się całkiem dobrze mimo panujacego tam "socjalizmu", a bezrobocie jest tam niskie? Dlaczego ich gospodarki jeszcze nie upadły?! Coś jest nie tak z waszą demagogią liberalną... Niestety fakty przeczą waszej doktrynie! Socjał ---------------------------------- Od: panmzawka@gazeta.pl Do: Strona Prokapitalistyczna Temat: Pytanie do liberałów Data: 16 stycznia 2007 00:57 Dlaczego kraje o najwyższych obciążeniach podatkowych na świecie (w każdym razie o wiele wyższych niż w Polsce), nie bójmy się tego nazwać po imieniu -realizujące od lat faktyczne idee socjalistyczne: Dania, Szwecja, Norwegia, Islandia czy Finlandia są w doskonałej kondycji, zajmują czołowe miejsca w rankingach jakości życia, ale i konkurencyjności gospodarek??? Trudno chyba stwierdzić że dzieje sie to MIMO socjalizmu, chyba raczej DZIĘKI Niemu? Socjał  --------------------------------- Odpowiedź na list Socjała "Pytanie do liberałów" Temat ciekawy, choć trzeba by zacząć od precyzyjniejszego sformułowania problemu, a nie od zarzucania partnerowi dyskusji "demagogii". Po pierwsze, należałoby przytoczyć konkretne dane, a więc wskaźniki, na które powołuje się Socjał. Po drugie, trzeba by się przyjrzeć, o czym rzeczywiście mówią te wskaźniki, np. co się uwzględnia w rankingach "jakości życia" i "konkurencyjności gospodarek". Wielu ekonomistów, ale także socjalistów (np. Jeremy Rifkin w "Europejskim marzeniu") podaje w wątpliwość miarodajność różnych wskaźników typu makro, i słusznie. Po trzecie, przyjrzyjmy się nie tyle wskaźnikom, co samemu życiu. Z jakiegoś powodu główne kierunki emigracji bądź marzeń o emigracji (np. z Polski) nie wiodą do Szwecji, Danii, Islandii i Finlandii, lecz do Irlandii, Wielkiej Brytanii, USA, mimo że np. w Szwecji, o ile wiem, nie obowiązuje Polaka pozwolenie na pracę, a do USA obowiązują wciąż wizy. Z jakiegoś powodu alkoholizm Duńczyków, Szwedów i Finów jest poważnym problemem, z którym rządy tych krajów próbują walczyć za pomocą częściowej prohibicji i horendalnych akcyz monopolowych (chyba bezskutecznie). Z jakiegoś powodu pojęcie rodziny np. w Szwecji właściwie już przestało istnieć. Po czwarte, wiele przodujących krajów socjalistycznych trzyma się dzielnie i prowadzi w rankingach przez wiele lat, np. ZSSR przez prawie 70 lat był bodajże "drugą gospodarką na świecie" i już już doganiał, a nawet przeganiał inne potęgi pod wieloma względami, a jednak wielu jego obywateli nie było tym przodowaniem zachwyconych. Wprawdzie dyskusja "Co lepsze: socjalizm, czy kapitalizm?" na początku XXI wieku, po ukazaniu się takich książek, jak "Human Action" Ludwiga von Misesa czy "Konstytucja wolności" Fryderyka Von Hayeka, to wyważanie otwartych drzwi, ale jeśli ktoś widzi potrzebę takiego wyważania, to oczywiście warto ją prowadzić. Mam więc nadzieję, że nie będę w niej jedynym partnerem Socjała. Witold Falkowski (26 luty 2007)