Category Archives: Portugalia

Tasakiem bronił swojej własności

W III RP nie raz już się okazywało, że ci, którzy do końca bronili swojej własności, dobrze na tym nie wychodzili. Słynna sprawa sprzed kilkunastu lat, pewnej pani spod Warszawy, która zastrzeliła jednego ze złodziei, którzy wdarli się na jej posesję - jest tego najlepszym przykładem. Lata ciągania po sądach itp...

Powrót króla?

Grzegorz Braun powiedział niedawno, że powrót monarchii to tylko kwestia czasu. Np. w Portugalii monarchiści już dziś rosną w siłę. Czy Portugalczycy mają już dość demokracji?

Portugalska skarbówka rośnie w siłę

Za kryzys wywołany przez polityków zapłacić oczywiście musi - jak to najczęściej bywa - zwykły obywatel. A jeśli nie chce płacić dobrowolnie to znajdzie się sposób, by go do tego zmusić. Sytuacja w zadłużonej Portugalii to dobry przykład na potwierdzenie tej tezy.
Portugalski rząd nie zamierza kierować się litością wobec własnych podatników. Gnębić trzeba do końca. Jak podaje dziennik "Rzeczpospolita" politycy planują zwiększenie zatrudnienia w służbach skarbowych. Chodzi konkretnie o kontrolerów podatkowych, którzy ścigać mają tych obywateli, którzy różnymi sposobami uchylają się od płacenia podatków albo też przeszli częściowo lub całkowicie do "szarej strefy".  Jeszcze do grudnia tego roku liczba etatowych kontrolerów wzrosnąć ma z 1700 do 3000 osób. Oficjalne czynniki rządowe podają, że rozmiar "szarej strefy" to w Portugalii obecnie około 19 procent PKB. Jak powiedział sekretarz stanu ds. polityki podatkowej, Paulo Nuncio, żeby wyeliminować gospodarcze podziemie kontrolerzy będą sprawdzać m.in. faktury elektroniczne wystawiane przez firmy. Przedsiębiorcy mogą się ponadto spodziewać znacznie częstszych kontroli. Jak twierdzi Nuncio, wyeliminowaniu "szarej strefy" służyć ma również wprowadzenie kas fiskalnych w każdej branży biznesu. Już w maju br. przeprowadzono liczne kontrole u przedsiębiorców, którzy od stycznia 2013 roku zobowiązani byli zaopatrzyć się w kasy fiskalne, jak chociażby u tych świadczących usługi. Okazuje się ponadto, że rząd portugalski nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. W 2014 roku służby skarbowe wzbogacone mają zostać o kolejne 1000 kontrolerskich etatów. Z jednej strony mamy więc kryzys finansowy i budżetowe niedobory rządu, z drugiej zaś znaczący wzrost biurokracji. A wiadomo przecież, że kontrolerzy skarbówki nie będą pracować za darmo. Najwidoczniej rządzący politycy przekalkulowali sobie, że wpływy do budżetu wynikłe ze wzrostu biurokracji skarbowej przewyższą związane z jej funkcjonowaniem koszty. Doświadczenie pokazuje jednak, że niejeden rząd już się w swoich kalkulacjach przeliczał. Dlaczego w tym przypadku miałoby być inaczej? S Za pafere.org

Państwo będzie odbierać grunty w Portugalii

Jeśli właściciel działki w Portugalii usytuowanej w pobliżu akwenu wodnego udowodni, że została ona nabyta przed 150 laty ma szansę na to, że nadal będzie jej właścicielem. Jeśli okaże się, że działka nabyta została później, zostanie przejęta przez państwo.
Takie znowelizowane prawo wejść ma w życie od przyszłego roku, choć sama ustawa o własności terenów przy ciekach wodnych obowiązuje od 2005 roku. Obejmie ona tych wszystkich, którzy są właścicielami terenów usytuowanych w odległości 50 metrów od oceanu, rzeki, jeziora lub innego cieku wodnego. Jak podaje forbes.pl, do połowy XIX w. na terenie Portugalii istniały ogromne połacie prywatnej ziemi w pobliżu cieków wodnych. Zmianę przyniósł dekret króla Ludwika, który w 1864 r. ustanowił państwową własność nad gruntami zlokalizowanymi w sąsiedztwie wody. "Nowatorskie jak na XIX w. ustawodawstwo - czytamy na forbes.pl - nigdy jednak nie zostało w pełni wyegzekwowane w związku z upadkiem monarchii i zmianą ustroju politycznego Portugalii w 1910 r. W konsekwencji nadal występują tereny prywatne, przez które przepływają rzeki oraz inne cieki wodne". Portal podaje, że w Portugalii do tej pory można było spotkać nad Atlantykiem wiele prywatnych plaż. Jednak wszystko wskazuje na to, że i je obejmie nacjonalizacja. "W styczniu br. władzom Portugalii udało się przejąć dawną prywatną plażę Armacao de Pera w Algarve, na południowym wybrzeżu tego kraju" - czytamy. P

Rewolucja pokojowa António Salazara

Ład i porządek, które panują od niewielu zresztą lat w Portugalii, słusznie i powszechnie są przypisywane pracy, wiedzy i doświadczeniu dr. Oliveiry Salazara, profesora uniwersytetu w Coimbre, ministra skarbu od 1928 roku, a ponadto prezesa rady ministrów od 1933 roku.
Prof. O. Salazar będąc powołany do rządów nie olśniewał swego społeczeństwa rewelacyjnym programem, ani rewelacyjnymi obietnicami. Praca jego dała jednak niespodziewane rezultaty. Dzięki niej zwiększyło się bogactwo materialne Narodu portugalskiego i pogłębiło się jego życie duchowe. Państwo wzmogło swoją powagę polityczną i ugruntowało swój ustrój. Stało się tak dlatego, że obecny szef rządu Portugalii, przystępując do realizowania swych zamierzeń, reprezentował nie tylko silną wolę i zdecydowanie, poparte doświadczeniem i głęboką wiedzą, lecz ponadto miłość prawdy i poczucie rzeczywistości. To już jest bardzo wiele. Szczególnie gdy uświadomimy sobie, że siła, na której opierał się dr Salazar, tkwiła w nim samym, a wyrastała z mocy niezniszczalnej – z wiary w Boga. Wierząc w Opatrzność, pełen szacunku dla człowieka, przeprowadzał reformy gospodarcze, polityczne i społeczne. Nie powodował się doraźnym celem poprawy dobrobytu jednostki, klasy, czy wzrostu potęgi Państwa, lecz przede wszystkim dążeniem do udoskonalenia człowieka, rodziny i Narodu przez pogłębienie i spotęgowanie życia wewnętrznego. Materialistyczne założenia naszej epoki nakazują myśleć raczej wyłącznie kategoriami gospodarczymi. W ten sposób jednak nie jest możliwe osiągnięcie pozytywnych rezultatów na polu działań społecznych. A nawet, bodajże, słuszne jest twierdzenie, że myślenie jedynie gospodarcze eliminuje wprost wszelką myśl społeczną. Jeżeli jednak ten sposób rozumowania zawiera w sobie sporo prawdy, to równocześnie niesie za sobą wiele niebezpieczeństw. Niebezpieczeństwa te kryją się przede wszystkim w tej wielkiej niewiadomej, jaką jest interpretacja pojęcia myśleń i działań społecznych. Pojęcie to może być i nadmiernie ograniczone i chorobliwie rozszerzone. Społecznikowi grozi ugrzęźnięcie w poszczególnych reformach ustawodawstwa pracy, ubezpieczeń pracowniczych, czy choćby budownictwa robotniczego, przesłaniających inne, niemniej ważne zadania, których zaniedbanie zniszczy skuteczność już przeprowadzonych reform. Wojownik skłonny jest widzieć dobro społeczne przede wszystkim w silnej armii, rozbudowanym przemyśle wojennym i odpowiednio zorganizowanym rolnictwie. Wspomnienie klęski i tryumfów wojen minionych czasów kształtują jego wizję przyszłości, jawi ona mu się jako refleks przewidywanych konfliktów zbrojnych. Ekonomista, zapatrzony w tablice statystyczne określające dochód społeczny jednostki, sumę bogactwa narodowego, lub zapas złota w skarbcu, błądzi, gdy tylko w tych zmiennych pozycjach widzi istotę interesu społecznego. Polityk, pochłonięty jedynie żądzą stworzenia imperialistycznej potęgi swego państwa gotów jest uznać i usprawiedliwić każdy czyn, który będzie sprzyjał jego planom. Gotów jest zużytkować każde hasło i usunąć wszelkie przeszkody, które, w jego oczywiście mniemaniu, mogłyby stawać w poprzek absolutnej supremacji Państwa. Na tym polu od dawien dawna dochodzi do walk władców z religią; na tym tle rodzą się ideologie rasistowskie, wytwarzają się kasty i elitaryzmy. Chociaż taka polityka racji stanu poszczycić się może nieraz i pięknymi hasłami i pociągającymi wynikami, to jednak obciąża ją zazwyczaj obłuda i kłamstwo, gangrenujące duszę narodu, a na takim fundamencie wzniesione budowle nie wytrzymują próby czasu, krytyki sumienia i rozumu. Taki mąż stanu zbyt często ulega nakazom chwili, warunkującym powodzenie jego dalszych planów i poświęca doraźnym względom taktycznym bezcenne i trwałe wartości moralne, gospodarcze i socjalne społeczeństwa. Nakazy chwili nie powodowały nigdy zmiany kierunku głównego, jaki wytknął dla swej pracy dr Salazar. Dzieło swe rozpoczął od uporządkowania budżetu państwa. Praca ta bynajmniej nie zawęziła zakresu jego równoczesnych wielkich reform w dziedzinie społecznej i politycznej. Wzmocnił on siłę finansową państwa, pomnożył bogactwo narodu i dochód jednostki, stworzył rzeczywiste podstawy dla rozwoju siły zbrojnej, podniósł autorytet państwa wewnątrz i na zewnątrz, a równocześnie nie tylko nie zniszczył inicjatywy prywatnej, lecz znakomicie pobudził jej twórczość. Doszedł do rządów bez łamania ustaw i wykonywał je zgodnie z prawem, nie uciekał się nigdy do gwałtu, kłamstwa i siły. Uznanie i szacunek dla swej osoby w kraju i na całym świecie zdobył i ugruntował niezaprzeczalnymi wartościami pracy i charakteru. Zdzisław Grabski Tekst jest wstępem do książki "Rewolucja pokojowa" wydanej przez Wydawnictwo PROHIBITA. Książkę można kupić na Multibook.pl, czyli w patronackiej księgarni Wydawnictwa Prohibita. *  *  * António Salazar - "Rewolucja pokojowa": Książka, która powinna zainteresować każdego konserwatystę! Nakładem Wydawnictwa Prohibita ukazała się właśnie książka najważniejszego polityka Portugalii XX wieku, Antonia Salazara. Tytułowa rewolucja pokojowa odmieniło Portugalię. Główny architekt tej przemiany, Salazar, to postać w Polsce nieznana i niedoceniana. A szkoda, bo to właśnie na Portugalii sugerował wzorować się Prymas Wyszyński mówiąc: „Za jego rządów wszystko odmieniło się ku lepszemu. Odmienili się ludzie, ich dobra wola, serca i umysły”. Prof. Grzegorz Kucharczyk stwierdza, że „autokratyzm Salazara uchronił Portugalię nie tylko przed «republiką kolesi», ale również przed zagrożeniami ze strony totalitarnej lewicy – od komunizmu po narodowy socjalizm. Jak to wszystko udało się Salazarowi? Lwią część odpowiedzi czytelnik odnajdzie w książce Rewolucja pokojowa”. A prof. Mieczysław Ryba dodaje, że „warto czytać źródła, gdyż jest to najlepsza metoda na walkę ze stereotypami i historycznym fałszem”. Polecamy tę ciekawą książkę na końcówkę wakacji. Książkę można kupić na Multibook.pl, czyli w patronackiej księgarni Wydawnictwa Prohibita.

Rząd Portugalii rozważa formę grabieży swoich niewolników

Choć w ostatni weekend władze Portugalii nie zdecydowały się na konfiskatę bankowych depozytów swoich obywateli, tak jak zrobiono to na Cyprze, nie znaczy, że Portugalczyków nie czekają jeszcze jakieś niespodzianki.
Po tym, jak w ubiegłym tygodniu (w piątek 5 kwietnia 2013 r.) Trybunał Konstytucyjny Portugalii zakwestionował część cięć budżetowych przewidzianych w tegorocznym budżecie, jako niesprawiedliwych, władze kraju zastanawiają się, gdzie znaleźć pieniądze, które pozwolą wywiązać się z obietnic złożonych Unii Europejskiej i MFW. Oczywiście najprościej byłoby ograbić Portugalczyków konfiskując im przynajmniej część bankowych depozytów. Byłbym naiwny gdybym sądził, że rząd tego wariantu nawet nie rozważał. Sprawa cypryjska jest  jednak wciąż na tyle gorąca, że z politycznego punktu widzenia dobrze będzie chyba jakiś czas odczekać. Rozważane są zatem inne pomysły. Taki chociażby, aby w kwietniu, pensje w budżetówce oraz emerytury wypłacić w postaci rządowych obligacji. Jednym słowem, dać ludziom jakieś papierki, którymi - niewykluczone - że za jakiś czas będą mogli się, co najwyżej, podetrzeć. Czym innym bowiem są zobowiązania rządu wobec banków (tu kasę oddać trzeba, bo banki - jak wiadomo - są "zbyt duże by upaść"), a czym innym wobec własnych niewolników zwanych obywatelami. Tych można bez skrupułów oskubać. No, może do tego nie dojdzie, niemniej jeśli rząd rozważa taki wariant, tj. wypłatę zobowiązań w formie obligacji, znaczy to, że zaciąga kredyt, którego być może nie będzie w stanie spłacić. Jestem nawet jakoś dziwnie pewny, że ci, co przyjmą pensje w obligacjach (mogą nie mieć innego wyjścia), przez jakiś czas, a może już na zawsze, zostaną z ręką w nocniku. Ciekawe, jak rząd opłaci siebie, wszak to też sfera budżetowa i na przykład policję, na pomoc której w razie czego chciałby pewnie liczyć. Czy portugalscy zomowcy, gdy zamiast gotówki dostaną w kwietniu rządowy papierek zawierający obietnicę, że kiedyś tam zostanie on zamieniony na pieniądze, zechcą chwycić za pałki, by bić i rozpędzać protestujący naród? Tego zapewne i sam rząd Portugalii nawet nie wie. Dlatego, mimo chwilowego oderwania się od tematyki Cypru, wciąż nie wykluczałbym cypryjskiego rozwiązania w Portugalii. Policjantów się nie skrzywdzi a forsę się wyrwie. Ale, jak wiadomo, takie sprawy załatwia się znienacka czyli w weekend. Gdybym był Portugalczykiem i miał pieniądze w banku, pewnie zrobiłbym w najbliższym czasie wszystko, by je stamtąd wydostać. Tak, na wszelki wypadek... Paweł Sztąberek

Zaczął się weekend a rząd w Portugalii obraduje!

Czy Portugalczycy podzielą w najbliższym czasie los Cypryjczyków? W sobotę odbyć się ma specjalne posiedzenie rządu Portugalii, który zastanawiać się ma co robić w związku z ostatnią decyzją tamtejszego Trybunału konstytucyjnego, który zakwestionował budżet państwa 2013 rok.
Portugalski Trybunał Konstytucyjny orzekł, że część budżetu zawierająca "drastyczne" cięcia jest niezgodna z konstytucją. Zakwestionowano m.in. zmniejszenie dodatków urlopowych dla pracowników państwowych i emerytów oraz zmniejszenie zasiłków chorobowych i dla bezrobotnych. Decyzja ta może bardzo poważnie skomplikować wywiązanie się przez rząd tego kraju z zobowiązań podjętych wobec władz w Brukseli, Europejskiego Banku Centralnego oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Portugalskie władze, żeby zmniejszyć deficyt budżetowy oraz otrzymać pomoc z UE, EBC i MFW musiały wprowadzić cięcia wydatków. To właśnie one wzbudziły wątpliwości Trybunału. Trybunał Konstytucyjny rozpatrywał skargę na budżet złożoną przez prezydenta państwa, Anibala Cavaco Silve, który miał wątpliwości co do sprawiedliwości i równego podziału obciążeń wśród wszystkich Portugalczyków. Na sobotnim posiedzeniu rząd poszukiwać ma alternatywnych rozwiązań, które pozwolą dotrzymać budżetowych obietnic złożonych wobec międzynarodowych organizacji. Jest weekend, aż strach pomyśleć jakie te alternatywne rozwiązania mogą być. Gdybym był Portugalczykiem, albo gdybym miał w portugalskich bankach jakieś oszczędności już bym się zaczął bać, czy mój bank na pewno zostanie w poniedziałek otwarty. Nie zdziwię się, jeśli dziś i jutro na bankomaty w Portugalii rozpocznie się szturm... PSz

W Europie wrze, a III RP najweselszym barakiem eurosojuza

Trudno przewidzieć jak długo potrwa jeszcze agonia lewiatana o nazwie Związek Socjalistycznych Republik Europejskich. Niepokoje narastające w poszczególnych prowincjach UE nie muszą oznaczać, że system załamie się z dnia na dzień. Jego strażnicy i budowniczowie mają w swoich rękach poważny oręż: maszynki do drukowania świeżych banknotów.
Niespełna 2 tygodnie temu przeszły przez Portugalię potężne demonstracje uliczne, a już wierchuszki Unii oraz MFW podjęły decyzję o wydłużeniu dla tego kraju okresu wprowadzania "reform oszczędnościowych" o rok. Całkiem możliwe, że wyciszy to protesty przynajmniej na jakiś czas, bo to oznacza, że koszty reform jakie będą musieli ponieść obywatele Portugalii by zadowolić międzynarodową bandę złodziei zwaną instytucjami unijnymi i finansowymi, będą nieco łagodniejsze, bo rozłożone w dłuższej perspektywie czasowej. W ostatnich dniach duże demonstracje uliczne znów przeszły przez Hiszpanię. Nie oznacza to jednak, że spowoduje to jakieś gwałtowne załamanie na Półwyspie Iberyjskim. Raczej da to unijnym biurokratom pretekst do uczynienia tego, co zrobiono z Portugalią. Demonstrowano również w Słowenii, Bułgarii, Grecji. We Włoszech utrzymuje się niestabilna sytuacja polityczna po przeprowadzonych tam niedawno przedterminowych wyborach. Małe są szanse na wyłonienie rządu, tym bardziej, że parlament jak dotąd nie jest w stanie wyłonić nawet swojego przewodniczącego. Każde kolejne głosowania nie pozwalają zebrać stosownej większości. Niewykluczone więc, że Włochy czekają wkrótce kolejne wybory. Ale te poprowadzone zostaną w taki sposób, by wygrała opcja słuszna czyli prounijna. I tu nasuwa się - może dość ryzykowna, może aż nadto spiskowa - teoria odnośnie tego, co w miniony weekend stało się na Cyprze. W skrócie przypomnę tylko, że tamtejszy rząd, pod presją Unii Europejskiej i MFW postanowił ograbić depozyty złożone w cypryjskich bankach na kwotę od 7 do 10 procent. Grabież w biały dzień... Można by się zastanowić, dlaczego akurat Cypr spotkała taka kara? W zasadzie to  nieduży kraj, którego wkład do unijnego budżetu wynosi 0,2 procenta. Czy naprawdę trzeba było posuwać się do tak drastycznych, z oczywistych względów bardzo niepopularnych kroków, które każdego polityka powinny na zawsze odsunąć w niebyt? Jedna z odpowiedzi jak mi się nasuwa brzmi: Cypr wybrano jako poligon, na którym, z jednej strony, sprawdza się granice ludzkiej wytrzymałości, z drugiej, puszcza się sygnał do innych niepokornych - "Uważajcie, bo z wami możemy zrobić to samo". Kto wie, czy w tym momencie nie jest to sygnał wysłany do Włochów. Albo powołacie w miarę stabilny prounijny rząd, najlepiej z premierem Montim jako "premierem technicznym", albo zrobimy nowe wybory, w których musicie już zagłosować "tak jak trzeba!". A jak trzeba? - chyba wiadomo... Bo jeśli nie, to któregoś pięknego poranka obudzicie się i w radio usłyszycie komunikat, że wasze pieniądze, które trzymaliście w bankach, nie są już wasze. Włochy są dla brukselskich biurokratów o wiele bardziej cenne niż Cypr, dlatego może warto zaryzykować chwilową destabilizację na maleńkiej wyspie, byleby tylko osiągnąć pożądane cele na innej, znacznie ważniejszej, linii frontu. Ale to tylko gdybanie... Może tak jest, a może wcale nie. Podobne spekulacje można snuć w związku z ogłoszeniem zakończenia, z końcem 2014 roku, kariery politycznej przez unijnych kacyków Hermana Van Rompuy'a i Catheriny Ashton. Kacykowie ich rangi zwykle ewakuują się na jakieś ciepłe posadki w innych sektorach polityki. A tu - całkowity rozwód z polityką! Czyżby wiedzieli coś, czego nie wiemy jeszcze my i wolą bezpiecznie wynieść się np. na jakiś odległy kontynent? Póki co, najwspanialszym, najradośniejszym, najszczęśliwszym i najstabilniejszym krajem Unii wydaje się chyba III RP. Właśnie kilka dni temu podano informację, że poparcie dla Platformy Obywatelskiej znacząco poszło w górę! Chyba znów wyrastamy na "najweselszy barak eurosocjalistycznego obozu". Paweł Sztąberek Foto.: JB

Portugalczycy wyszli na ulicę

Szacuje się, że ponad 1,5 miliona obywateli Portugalii uczestniczyło w ulicznych protestach przeciwko polityce rządu. Antyrządowe manifestacje odbywają się tam od kilku dni, na razie mają spokojny przebieg.
W samej Lizbonie liczącej 600 tysięcy mieszkańców w manifestacji wzięło - według szacunków policji - około pół miliona ludzi (jeśli policja szacuje pół miliona to znaczy, że było może nawet blisko miliona - Lizbona plus otaczające ją miejscowości to w sumie ponad 2 miliony mieszkańców). Ludzie protestują przeciwko polityce rządu, który wprowadza coraz drastyczniejsze cięcia i główny ciężar reform zrzuca na barki społeczeństwa. Zdaniem protestujących, cięcia budżetowe pogłębiają biedę i rodzą coraz większe bezrobocie. Ich zdaniem rząd powinien podać się do dymisji. Szkoda, że nie postulaty nie idą dalej... Obalić trzeba nie tylko rząd, ale cały ten złodziejski system. Niedawno masowe, tyle że krwawe protesty miały miejsce w Bułgarii. Doprowadziły one do obalenia rządu. Na ulicę znów zaczynają wychodzić Grecy. Zapewne kwestią czasu jest, gdy manifestacje rozgorzeją na nowo w Hiszpanii. Z jednej strony protesty pokazują, jak trudno rozstać się ludziom ze zdobyczami unijnego socjalizmu (może z wyjątkiem Bułgarii, która jest w UE zbyt krótko, by zdążyć załapać się na te dobrodziejstwa), z drugiej jednak pokazuje bezsilność zwykłych ludzi, którzy chyba tylko w masowych akcjach zaczynają dostrzegać jedyną możliwość rozpędzenia na cztery wiatry polityków, którzy przez całe lata uprawiali charakterystyczną dla UE strategię rozdawnictwa, przyzwyczajając ludzi do przywilejów i darmochy, a teraz ci sami politycy twierdzą, że "trzeba oszczędzać" i że darmocha się kończy. Nasz Donald Wielki Żebrzący (ale i wszyscy jego poprzednicy, Jarosława Kaczyńskiego i jego śp. brata nie wyłączając) robi obecnie dokładnie to samo. Mamienie ludzi "złotym deszczem" z Brukseli to nic innego, jak utwierdzanie ich, że dostaną coś "za darmo". Euforia jakiś czas pewnie potrwa, tyle że potem przyjdzie kac. P

Premier Portugalii na oku skarbówki

Od 1 stycznia br. działające w Portugalii placówki hotelarskie, zakłady gastronomiczne, salony fryzjerskie i warsztaty samochodowe są zobowiązane do wystawiania każdemu klientowi faktur. Nie sprawdzają jednak danych personalnych klientów, lecz wpisują w fakturę takie, jakie klient poda.
Najwidoczniej premier Portugalii, Pedro Passos Coelho cieszy się wśród swoich obywateli wielkim uznaniem i popularnością, bowiem to jego dane personalne oraz jego NIP bardzo często podają konsumenci pobierając faktury. Okazuje się, że już tysiące faktur wystawionych jest na nazwisko premiera i wszystko wskazuje na to, że to właśnie premier Portugalii będzie musiał wykazać, które faktury rzeczywiście wystawione były na niego, a które na osoby podszywające się pod niego. Już z tej ilości faktur jaka znalazła się w dyspozycji portugalskich urzędów skarbowych wynika, że premier kraju wydaje znacznie więcej niż zarabia. Będzie się zatem z czego tłumaczyć. Izba skarbowa jest jednak czujna, gdyż nie wyklucza, że ktoś chce premierowi zaszkodzić. Od miesiąca po internecie oraz w sms-owej korespondencji krąży NIP premiera. Trwa dochodzenie, kto mógł być źródłem przecieku w sprawie NIP-u. Nie wyklucza się, że zrobił to ktoś, kto związany jest ze służbami skarbowymi kraju. Cóż, pomysłowość ludzka nie zna granic. Ciekawe, czy u nas wpadnie ktoś na podobny pomysł... O, np. akcja: "Zabierz tchórzowi Niesiołowskiemu immunitet!". Robota w sam raz dla "młodych, wykształconych..." itd... P

Wyprawa do krainy porto

Wróciłem niedawno z kolejnej enoturystycznej wyprawy, tym razem do Portugalii. Wyjazd był niezmiernie ciekawy i polecam ten kierunek wszystkim turystom miłośnikom wina.