Category Archives: Szwajcaria

Bankierzy i politycy w Szwajcarii chcą storpedować referendum w sprawie złota

Finansowi grandziarze i zlewaczali politycy nie dają za wygraną. Bank centralny Szwajcarii chce zablokować referendum w sprawie zwiększenia w tym kraju rezerw złota oraz zobligowania rządu do odzyskania szwajcarskiego złota znajdującego się zagranicą.

Czy Szwajcarzy zagłosują za złotem?

30 listopada 2014 roku Szwajcarzy mają się wypowiedzieć w referendum, czy chcą powrotu do standardu złota... przynajmniej częściowego. Droga do pełnego parytetu złota chyba jeszcze daleka.

Szwajcarzy nie chcą państwowej służby zdrowia

U nas raczej nie do pomyślenia! Tymczasem Szwajcarzy wiedzą, co jest dla nich dobre. Tym razem chodzi o służbę zdrowia. W niedawnym referendum aż 62 procent mieszkańców tego kraju opowiedziało się przeciwko wprowadzeniu państwowej służby zdrowia.

Szwajcaria: nie dla płacy minimalnej i pedofilów

Szwajcarzy odrzucili dziś w referendum stawiany przez związki zawodowe postulat wprowadzenia w tym kraju płacy minimalnej.

Szwajcarzy nie boją się Chin – zawarli umowę o wolnym handlu

Władze Chin i Szwajcarii podpisały umowę o wolnym handlu. Na jej podstawie zlikwidowane mają być wszelkie ograniczenia w zakresie wymiany handlowej między oboma państwami. Dokument w ostatecznym kształcie podpisano na początku lipca 2013 roku.
Jedyna formalność jaka pozostała to akceptacja przez parlament szwajcarski, co - zdaniem obserwatorów - ma być jedynie formalnością. Portal telegraf.biz podaje, że jest to pierwsza umowa o wolnym handlu podpisana przez Chiny z krajem Europy Zachodniej, która znosi wszystkie ograniczenia w zakresie wymiany handlowej. "Obecnie ma ona wartość około 26 mld dolarów rocznie. Na podpisaniu umowy skorzystają przede wszystkim szwajcarscy producenci wyrobów luksusowych (m.in. zegarków) oraz chińscy producenci tkanin i żywności". Umowa ta pokazuje w bardzo prosty sposób, jaka jest różnica między krajem, który jest poza Unią Europejską a krajem, który ugrzązł w eurokołchozie. Różnica ta jest taka, jak między krajem suwerennym a zniewolonym. Kraje należące do UE nie mogłyby w dowolny sposób kształtować swojej polityki handlowej, choćby nie wiadomo jak bardzo korzystna mogłaby ona być dla swoich obywateli... P

Komisja Europejska o dziurach w serze

Serwis ekonomia24.pl informuje o batalii serowej jaka przetoczyła się przez gabinety brukselskiej biurokracji. Konkretnie chodzi o pewien rodzaj sera o nazwie Gruyere. Ser dotychczas mógł być produkowany tylko w Szwajcarii. Teraz będą go mogli robić również Francuzi, ale pod warunkiem, że ser będzie miał ... dziury wielkości grochu.
Serwis przytacza wypowiedź rzecznika pionu rolnictwa Rogera Waite'a: "Propozycja Komisji Europejskiej zarejestrowania nazwy „Gruyere" jako wyrobu chronionego pochodzenia geograficznego uzyskała pozytywną ocenę odpowiedniej  komisji ekspertów. To zielone światło zostanie oficjalnie potwierdzone postanowieniem wykonawczym, które będzie wkrótce opublikowane". Do tej pory obowiązywał dwustronna umowa między UE a Szwajcarią, na mocy której tylko ser szwajcarski mógł nosić nazwę Gruyere. Decyzja Komisji Europejskiej oznacza, że francuscy wytwórcy odnieśli sukces. Jak podaje ekonomia24.pl, dla uniknięcia wszelkich pomyłek między oboma  serami, wzmianka o francuskim pochodzeniu sera musi znajdować się w  tym samym polu widzenia, co nazwa „Gruyere" i  literami o takiej samej wielkości co nazwa sera. "Francuscy producenci będą ponadto musieli unikać umieszczania na opakowaniach herbu Sabaudii, aby nie wywoływać zamieszania i ewentualnych pomyłek z flagą narodową Szwajcarii. Będą zakazane i karane wszelkie flagi czy emblematy mogące zmylić konsumentów".... ... A urzędnicy w Brukseli znów oczywiście będą mieli czego pilnować, zwłaszcza tego, by dziury w serze nie przekroczyły wielkości ziarnka grochu... P.

Tusk odbiera kolejną nagrodę – tym razem szwajcarską

Premier Donald Tusk (pożal się Boże) otrzymał właśnie jakąś kolejną nagrodę, tzw. Europejską. Wcześniej otrzymywał od Niemców, teraz niby od Szwajcarów. Obawiam się, że owa szwajcarska nagroda to jakaś podpucha. Póki co, w internecie chociażby, o nagrodzie tej, trudno cokolwiek znaleźć. Przynajmniej mnie się nie udało, ale cóż, może jestem tuman. A może Wikipedia jeszcze się nią nie zainteresowała. Z informacji PAP wynika jedynie, że przyznawana jest od 2006 roku i że wcześniej otrzymał ją między innymi Jean-Claude Trichet, były prezes Europejskiego Banku Centralnego.
Premier Donald Tusk odebrał już niejedną zagraniczną nagrodę. Czyli, można rzec, z niejednego pieca chleb jadł. Nie zmienia to faktu, że jest to postać groteskowa. Istnieje taki pogląd, że z oddali widać lepiej. Inaczej pisząc, ponoć nie doceniamy tego skarbu jaki mamy. Inni (obcokrajowcy) natomiast go bardzo doceniają. Skąd my to znamy? Spuśćmy jednak zasłonę milczenia nad tym pośmiewiskiem. Niech sobie jeszcze trochę porządzi... Może nawet więcej niż trochę. Pewnie jeszcze niejedną nagrodę odbierze. Wszak mamy demokrację. A znając życie, nawet co sto pierwszy Szwajcar nie dowie się, że premier rządu III RP dostał u nich jakąś nagrodę. Szwajcarzy pewnie nie wiedzą nawet, że taka nagroda w ogóle istnieje... U nas natomiast zrobi się z tego wielką fetę i propagandową pokazówę, a senator Jan Filip Libicki będzie piał z zachwytu. Ale po to w końcu "Tusku musisz" zatrudnia cały sztab cwaniaczków, zadaniem których jest robienie z ludzi idiotów. PSz Foto.: Jan Bodakowski

Klęska wpisana w koncepcję?

Jakoś wcale mnie nie dziwi, że orędownicy wspólnej waluty UE w propagandzie pomijają milczeniem fakt, że nie są pierwsi z pomysłem unii walutowej. A nie dziwi mnie to z prostej przyczyny – poprzednie projekty tego typu poniosły klęskę. Z wyjątkiem jednego, ale o tym na koniec.
Jednym z głównych argumentów zwolenników wprowadzenia wspólnej waluty było to, że zlikwiduje ona straty związane z różnicami kursowymi narodowych walut. Straty zarówno dla producentów, importerów, eksporterów jak i turystów. Logicznie rzecz biorąc w jednym przypadku można odnotować straty, w drugim zyski, co wynika z różnego stopnia rozwoju gospodarczego, systemu podatkowego itd. Ten zresztą argument podnoszony był przez eurosceptyków i znalazł potwierdzenie w rewelacjach polskiego rządu o świetnych wynikach naszej gospodarki w starciu z międzynarodowym kryzysem finansowym. W historii Europy XIX wieku, stuleciu rozumu i wykuwania nowych koncepcji ekonomicznych, trzykrotnie podjęte zostały próby stworzenia unii walutowej. W 1873 r. próbę stworzenia jednolitego systemu walutowego podjęły Dania i Szwecja, zaś w 1875 r. dołączyła do nich Norwegia, ciesząca się pełną autonomią wewnętrzną szwedzka prowincja. Będące w obiegu duńskie, szwedzkie i norweskie talary zastąpiła korona oparta o parytet złota (0,403g / koronę). Po dziesięciu latach od przystąpienia Norwegii do unii monetarnej Skandynawowie zaakceptowali również emitowane przez banki państw członkowskich banknoty. Nadmierna podaż duńskiego i norweskiego pieniądza kruszcowego po 1905 r. (odzyskanie niepodległości przez Danię i Norwegię), którego siła nabywcza siłą rzeczy spadała, wywołała popyt na szwedzkie banknoty wymieniane po kursie 1:1, które dzięki mniej „elastyczniej” polityce Królewskiego Banku Szwecji zachowywały swoją wartość. Tym samym Szwecja de facto łożyła na rozwój gospodarek Danii i Norwegii. Po wybuchu I wojny światowej Szwedzi zdecydowali o odejściu od parytetu kruszcowego i wymienialności koron na złoto, co równało się końcowi unii walutowej. Pierwowzorem dla skandynawskiego eksperymentu był pomysł, skądinąd Francuzów, z grudnia 1865 r. Zawiązana początkowo przez Francję, Belgię, Szwajcarię i Włochy unia, do których później dołączyła Grecja, opierała się na systemie bimetalicznym, tzn. srebra i złota. Państwa członkowskie zachowywały swoje waluty, które dzięki jednolitej zawartości kruszcu na ogół były wymieniane po kursie 1:1. Ustalenia zarazem wprowadzały kurs srebra do złota. Umowa nie dotyczyła banknotów. Z czasem parytet z frankiem francuskim ustanowiony został dla wenezuelskiego boliwara i dolara Duńskich Indii Wschodnich. Pierwsze problemy pojawiły się w czasie konfliktu pomiędzy Państwem Papieskim a Włochami, dążącymi do podporządkowania Watykanu. Za zgodą Francji papieski sekretarz stanu zaczął wybijać srebrne monety o zaniżonej próbie. W ślady papiestwa poszła Grecja, która jednak wzięła się za fałszowanie złotych monet, za co w 1908 r. została usunięta z unii. Formalnie tzw. unia łacińska przetrwała do 1927 r., ale zawieszenie parytetu kruszcowego (i masowy dodruk „makulatury”) po wybuchu I wojny światowej zmienił unię w papierową (nomen omen) fikcję. Niestety, historia pokazuje, że jedyną skuteczną formą unii walutowej w XIX – wiecznej Europie okazał się Zollverein, niemiecki związek celny. Na utworzony w 1815 r. Związek Niemiecki składało się 39 księstw, mających równe prawa. Dążące do dominacji Prusy początkowo forsowały unifikację gospodarczą poprzez ujednolicenie systemu miar i wag, stopniowo włączając w proces systemy monetarne. Powstały w 1834 r. związek celny spowodował, że w krótkim czasie większość mniejszych księstw elektorskich zrezygnowała z własnych walut i już w 1847 r. pruski Bank stał się bankiem centralnym przyszłej II Rzeszy. Jednocześnie proces politycznego zjednoczenia Niemiec, którego istotnym elementem była unifikacja systemu monetarnego, doprowadził do prusko – austriackiego konfliktu o hegemonię w związku, zakończonego bitwą pod Sadową w 1866 r. W rezultacie nastąpiła dominacja Prus pod wodzą kanclerza Otto von Bismarcka i utworzeno w 1871 r. Cesarstwo. Polacy z tamtych lat wspominają między innymi Hakatę, germanizację, Dzieci Wrześni i wóz Drzymały. Ciekawe, czy o tym myślał mieszkaniec „strefy zdekomunizowanej” przemawiając podczas pamiętnej konferencji w Berlinie? Michał Nawrocki

Printed in Switzerland

Dzisiaj zrealizował się scenariusz, wydawałoby się, odłożony na półkę w gabinecie Filipa Hildebranda (prezesa SNB). Już wszystkie media o tym trąbią, niestety tylko w jednym kierunku i nieprecyzyjnie – Szwajcaria powiązała franka z euro. Hurra!

Prawda politycznych frazesów

Zadłużone po dziurki w nosie USA nagle stwierdziło, że w kasie pustki a tu ludożerka chce socjalowego cukierka, i jeszcze wybory za pasem. Rozwiązanie – zadłużyć się (czytaj: podatników) jeszcze bardziej. Można się zresztą było tego spodziewać, odkąd z dolarów zniknęła odważna deklaracja „wymienialne na złoto” ustępując miejsca pełnemu optymizmu „in God we trust”. Na wspólnej europejskiej walucie też przydałaby się jakaś wskazówka dla ludności w formie dewizy. Ze względu na silną pozycję Niemiec najlepsze byłoby nawiązanie do niemieckiej myśli filozoficznej – „kantem i niczem”. Zwłaszcza, gdy słowo stanie się ciałem i powstanie gospodarczy rząd eurostrefy oraz unijna agencja ratingowa. Polska po przeszło dwu dekadach również dorobiła się dewizy godnej bicia na monetach i drukowania na emitowanych przez NBP papierowych „prawnych środkach płatniczych”. Bo chyba trudno o lepsze podsumowanie dokonań III RP Ludowej niż wyborczy slogan partii rządzącej: „Polska w budowie”. Wiadomo przecież, że jak coś jest w budowie, to na ogół jeszcze nie działa normalnie, a w polskiej tradycji budowlanej – nie wiadomo kiedy i czy w ogóle zadziała, ani też jakie będą koszty. Szczególnie pamiętając, iż wielbłąd to też koń, tylko zaprojektowany przez polityków. Zresztą w kwestii wysypu „złotych myśli” kampania wyborcza to istna żyła złota. PiS pozazdrościł PO i ogłosił swoje hasło wyborcze: „Polacy zasługują na więcej”. Nie bardzo tylko rozumiem, dlaczego to niby „zasługują na więcej”, skoro logicznie rzecz biorąc mają dokładnie to, co sami wybrali i w związku z tym na nic „więcej nie zasługują” niż wspomniana „Polska w budowie” z jej wszystkimi urokami i cudami. Swoją drogą, to ciekawe co też takiego Drodzy Przywódcy Taniego Państwa nam tutaj budują? Przekazanie danych o stanie konta białoruskiego opozycjonisty zwierzchniej wobec niego prokuraturze oraz przepychanie cichcem przez Sejm ustawy, dającej policji i „służbom” pełen dostęp do kont bankowych i maklerskich obywateli bez zgody sądu wskazują, że po drugiej Japonii i drugiej Irlandii przyszedł czas na budowanie nad Wisłą drugiej Szwajcarii. Ta pierwsza całkiem niedawno porozumiała się z Niemcami. W ramach umowy szwajcarskie banki ujawnią niemieckiemu fiskusowi konta niemieckich podatników, zarówno te jeszcze istniejące, jak i te w porę zlikwidowane. Ów fiskus krnąbrne barany majaczące o dotrzymywaniu umów, tajemnicy bankowej i prawu niedziałającym wstecz przywróci na łono realizmu 34%-owym podatkiem, gdyż ordnung must sein. Tyle, że helweckie banki w rewanżu dostaną większą swobodę w pozyskiwaniu niemieckich klientów, co zapewne w zaistniałej sytuacji wymagać będzie przywrócenia tradycyjnych łapanek ulicznych. Polska na razie ma niemiecko – ruską eksterytorialną rurę pod Bałtykiem. No, ale przecież to wszystko dopiero w budowie. Michał Nawrocki

Wakacje w Grecji, kredyt w Szwajcarii

Jestem często pytany przez znajomych: „i co z tym frankiem?”. Odpowiadam, że frank ma się dobrze, a prawdopodobnie będzie się miał jeszcze lepiej. Z drugiej strony powinienem zapytać – a jak tam wakacje w Grecji? Nie zamierzam pisać o wakacjach, tym bardziej w Grecji, chociaż oderwanie się od tematyki kryzysowej byłoby wskazane. Wielu moich znajomych zalicza się do grona byłych lub niedoszłych budowniczych PKB na greckiej plaży. Niestety równie duża grupa zalicza się do dłużników bankierów z Bazylei. Są głównie dłużnikami z tytułu kredytów hipotecznych, chociaż finansowanie wakacji z kredytu nie było niedostępną fanaberią. A nawet jeżeli nie brali kredytów celowo z przeznaczeniem na wakacje, to można łatwo wykazać, że będąc dobrze skredytowanym na nieruchomości wiele osób poczuło wiatr popytu w żaglach. I szastało łatwo dostępnymi pieniędzmi halsując z radością ku greckiej plaży. Plaża okazała się niestety kamienista. Czy szwajcarsko-grecka rzeczywistość, która spotkała moich znajomych jest zbiegiem okoliczności? Zdecydowanie nie! To kwestia wiedzy, jak również dbałości o własny los. Do dzisiaj zarzucam systemowi edukacyjnemu marnowanie lat mojej podstawówki i liceum na zgłębianie wiedzy o życiu pantofelka. Przy równoczesnym braku zorientowania na radzenie sobie z życiowymi wyborami, z finansami w szczególności. A z resztą – czy nie jest tak i dzisiaj, że rozmowy o finansach są w jakiś sposób passe? A przecież od tego nikt nie ucieknie. Gdyby tak deficytowa była wiedza o greckich wyspach i plażach – zapewniam – jakiejkolwiek szkody społeczeństwo by nie poniosło. Trudno znaleźć wspólną płaszczyznę dla porównania Grecji i Szwajcarii. Łatwiej pokazać różnice. Jako dziecko bawiłem się w zgadywanie marek przejeżdżających samochodów. Proszę powiedzcie mi, jakie to marki greckie są rozpoznawalne przez przeciętnego polaka? Spójrzmy, aż po horyzont naszej wakacyjnej pamięci. Nic tylko plaża. O przepraszam, zapomniałem o marce Metaxa czekającej w pobliskim barze. Przekleństwem kredytów walutowych, a frankowych w szczególności, jest brak zorientowania kredytobiorcy na finansowe ryzyka (ryzyko kursowe i ryzyko stopy procentowej). Często najzwyklejsza nonszalancja bierze górę. Po pierwsze, człowiek ma tendencję do życzeniowego myślenia. Oj, jakoś będzie. Kredyt na 30 lat szybko zleci. A kurs i stopy procentowe ułożą po naszej myśli. Po drugie, przyjemniej i z większym nakładem czasu (ważonego ważnością tematu) analizujemy katalogi biur podróży  niźli umowy finansowe. To wszystko zepnijmy klamrą ekonomicznej niewiedzy. Niewygodnie na kamienistej plaży? Byli ekonomiści, którzy ostrzegali, że 2 złote za franka to niebezpieczna granica. Umacnianie się złotówki do obcych walut nie było przypadkowe w obliczu dynamicznej produkcji kredytów indeksowanych do walut obcych. Tłumacząc w syntetyczny sposób – udzielenie takiego kredytu oznacza sprzedanie waluty za złotówki. Klient przecież płacił za mieszkanie deweloperowi w złotówkach a nie we frankach, czy euro. Prosta ekonomia, podaż walut spychała ich kursy w dół. Nie wspomnę o spekulantach wsiadających do wózka pędzącego z trendem. Dzisiaj mamy sytuację odwrotną, która absolutnie nie sprzyja umocnieniu się złotówki do pożądanych przez kredytobiorców poziomów sprzed kilku lat. Spłacający, choćby o tym nie wiedzieli, są obecnie kupującymi walutę. Co miesiąc, pod spłatę każdej raty. Sytuację potęguje fakt, że gospodarka szwajcarska ma się o wiele lepiej niż amerykańska czy europejska. Stąd nawet szwajcarski bank centralny zakończył w zeszłym roku walkę z umacniającym się kursem rodzimej waluty. Sytuacja światowych finansów jest i będzie niepewna przez lata. Grecy nie chcą zapłacić, a właściwie nie są w stanie zapłacić - w rozsądnej perspektywie - rachunków wystawionych przez wierzycieli. Największym wierzycielem jest Francja (57 mld USD), kolejnym Niemcy (37 mld USD). Są to długi od sektora publicznego jak i prywatnego. Wśród wierzycieli Grecji, oprócz państw, są również prywatne banki. Szkopuł w tym, że nie chcą uczestniczyć w restrukturyzacji i zalotnym okiem mrugają w stronę Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Z ich punktu widzenia byłoby lepiej aby te właśnie instytucje zostały z greckim problemem. Jak wiemy w takich okolicznościach finansowanie spadnie ostatecznie na barki podatników, poprzez większy dług lub zwiększoną inflację. Pakiet pomocowy z krajów UE obliczany pierwotnie na 30 mld euro, pęczniał poprzez 60 mld do 100 mld. Według najnowszych szacunków Grecja będzie potrzebowała w latach 2012-2014 około 170 mld euro. Tylko skąd? Reasumując, jedną z najlepszych w życiu inwestycji jest inwestycja w wiedzę. To się zawsze opłaci. Damian Kot Autor jest ekspertem Fundacji PAFERE. Tekst ukazał się również na www.pafere.org

Kissinger do aresztu?

Znany polityk, członek szwajcarskiego parlamentu wezwał w oficjalnym liście najwyższe władze Szwajcarii do aresztowania Henry Kissingera za udział w zbrodniach wojennych, w trakcie gdy będzie brał udziału w spotkaniu Grupy Bilderberg rozpoczynającym się 10-6-2011 w szwajcarskiej St. Moritz, w hotelu Suvretta. Dominique Baettig jest posłem Kantonu Jury z ramienia Partii Szwajcarów, największej partii Zgromadzenia Narodowego, szwajcarskiego odpowiednika Sejmu. W swym liście do Kanclerza Federalnego i Kantonalnego domaga się respektowania i wykonania międzynarodowych nakazów aresztowania wydanych przez sądy i sędziów wielu krajów. W tym liście oprócz byłego Sekretarza Stanu USA wymienia się Georga Busha i Mikołaja Sarkozy, ale wiadomo, że ani były prezydent USA ani obecny Francji nie pojawią się w Szwajcarii. Henry Kissinger, Sekretarz Stanu i Doradca Bezpieczeństwa Narodowego w administracji Nixona i Forda, jest oskarżany o współudział w przestępstwach wojennych w Indochinach, Bangladeszu, Chile, na Cyprze i Wschodnim Timorze. Wielu aktywistów od lat próbuje  doprowadzić tego polityka przed sąd w oparciu o prawa zawarte w Konwencji Genewskiej. W książce The Trial of Henry Kissinger, jej autor Christopher Hitchens udokumentował osobistą odpowiedzialność Kissingera za kampanię bombardowań, których skutkiem były tysiące ofiar cywilnych,  jak i wykazał, że podpisał on zgodę na użycie "Czynnika Pomarańczowego" (Agent Orange), śmiertelnej trucizny chemicznej. Również generał armii USA, Telford Taylor, były szef prokuratorów na procesie w Norymberdze, zeznał, że Kissinger popełnił zbrodnie wojenne poprzez wydanie rozkazu bombardowania wiosek wietnamskich podczas wojny. Stwierdzenia sympatyków Grupy Biderberg, że jest to tylko forum wyrażania poglądów, a nie instytucja podejmująca decyzje polityczne, nie wytrzymują krytyki takich ludzi jak Jim Tucker i Daniel Estulin którzy śledzą historię najbardziej wpływowych ludzi świata. Również sami luminarze tej elity przyznają, że decyzje tam zapadające miały wpływ na wydarzenia polityczne. Np. przewodniczący grupy Étienne Davignon powiedział w wywiadzie dla EU Observer w marcu 2009, że decyzja o wprowadzeniu EURO w 1990 roku zapadła na forum Grupy Bilderberg. Również decyzja o powołaniu Unii Europejskiej, wg przecieków dokumentów własnych grupy, zapadła na tym forum już w roku 1955. O wadze spotkania tegorocznego świadczyć może wywiad, jakiego udzielił były Sekretarz Generalny NATO i członek Grupy Bilderberg Willy Claes. Przyznał on, że przybyli na konferencję politycy mają pełny mandat i zdolność podejmowania wiążących decyzji politycznych w zakresie swoich kompetencji. Jerzy Mędoń freeamericatoday.pl