Category Archives: Włochy

Warzywniaki dla rolników

Włosi otwierają rynek aptek. Zauważyli, że regulacje dławią gospodarkę, która wpada w stagnację, a klienci płacąc więcej za towary i usługi. A jeszcze nie tak dawno jednym z argumentów PiSu za wprowadzeniem ustawy „apteka dla aptekarzy” było to, że tak jest we Włoszech. W ekonomii najlepiej odwoływać się do obiektywnych praw ekonomicznych lub po prostu zdrowego rozsądku. Dlaczego tego nie zrobili? Czy nie wymagam od nich za dużo, skoro nie robi tego nawet Rafał Łętocha, autor książki „Ekonomia współczesna, Katolicka nauka społeczna wobec wyzwań globalnego kapitalizmu”.

W oczekiwaniu na finansowe tsunami

 Włochy niebezpiecznie zbliżają się do gospodarczej przepaści. Co prawda tempo wzrostu PKB w tym kraju nie wyróżnia się negatywnie na tle całej strefy euro, ale już inne wskaźniki makroekonomiczne nie wyglądają dobrze. Włochy są na czwartym miejscu wśród najbardziej zadłużonych państw świata (w relacji do PKB), a stopa bezrobocia przekracza średnią UE.

Muzułmanie żądają legalizacji poligamii w UE

Po legalizacji małżeństw homoseksualistów w Italii, islamiści włoscy dążą do legalizacji poligamii. Argumentacja jest bardzo przewrotna, ale równocześnie niezwykle medialna. bo muzułmanie twierdzą, że skoro w Ratuszu w Mediolanie zatwierdza się związki dwóch kobiet między sobą, to dlaczego nie  byłoby można zalegalizować związku dwóch kobiet z jednym mężczyzną?

UE dofinansuje mafie włoskie organizujące przemyt ludzi z Afryki

Za tragedię tysięcy mieszkańców Afryki tonących w wodach Morza Śródziemnego są odpowiedzialne głównie mafie włoskie, które wyłudzają od potencjalnych imigrantów wszystkie oszczędności za miejsce na przeładowanych do granic możliwości kutrach i statkach.

Wenecja żąda niepodległości! Media milczą

W cieniu referendum krymskiego, całkowicie bez echa przebiegło w ostatni weekend inne referendum. Mieszkańcy regionu Wenecji we Włoszech opowiedzieć się mieli za tym czy nadal chcą znajdować się pod panowaniem Rzymu czy też chcieliby niepodległej Republiki Weneckiej.

Miłosne przygody makaroniarzy w Polsce

Sprawy te okryte były do niedawna klauzulą poufności i żadna gazeta ani w PRL, ani we Włoszech, ani nawet w III RP i w żadnym państwie UE nie odważyła się napisać o podwójnym życiu  szeregu delegatów z Italii, którzy przebywali służbowo do Polski, lub nadal tutaj przebywają.
Temat zdradzania  żon przez niektórych Włochów pracujących w Tychach, w Bielsku-Białej, Sosnowcu, Częstochowie, Płocku, Warszawie i innych miastach jest tematem tabu we Fiat Auto Poland i na żadnej naradzie dyrektorów nikt o tym nawet nie wspomniał jednym choćby słowem. A historie tych zdrad małżeńskich okraszanych makaronem o nazwie CAPELLI D’ANGELO są niezwykle fascynujące. Zaczęło się wszystko jeszcze w latach PRL, gdy przybywali do Bielska-Białej i do Tychów dosyć sporadycznie specjaliści z Turynu. Mieli sporo forsy i wybierali dosyć znane hotele, aby po ciężkiej pracy zabawić się oraz gdy tylko się udało, to zdradzić swoje włoskie żony. Było to jednak na stosunkowo niewielką skalę i te zdrady małżeńskie też były sporadyczne, w kształcie makaronu CAMPANELLE. Cały proceder rozkwitł na dobre dopiero po powstaniu Fiat Auto Poland, gdy do Polski przyjechało około 200 specjalistów z Turynu. Nie wszyscy oni zdradzali swoje żony, ale spora ich część. Ofiarami tych zdrad były nie tylko Włoszki, ale również Polki, które dowiadywały się już po czasie, że specjalista z Italii, który oświadczył pół roku wcześniej, że przeżywa pierwszą prawdziwą miłość, jest od szeregu lat żonaty i ma dwoje dzieci. Włosi, aby przygłuszyć własne sumienie posiłkowali się często makaronem STROZZAPRETI. Przybysze z Piemontu bywali czasami szczerzy przy swoich zdradach i mówili wprost,  że chcą przeżyć tylko romantyczną przygodę w łóżku, ale nadal nad życie kochają swoje żony pozostawione czasowo w Italii. Te deklaracje były jak makaron FUSILLI! Jednak niekiedy dochodziło do bezczelnych zachowań, gdy jakiś Włoch po negocjacjach zaprosił tłumaczkę na kolację, a potem robił jej wyrzuty, że ona absolutnie nie chce z nim spędzić ani tej, ani następnej, ani żadnej innej nocy. Niektóre zachowania były wręcz chamskie, gdy na przykład „specjalista” z Turynu żądał od Polki z FAP, aby była dla niego w wolną niedzielę kimś w rodzaju … gejszy do towarzystwa, lub proponował spożycie w wynajętym pokoju hotelowym makaronu ANELLI SICILIANI. Gdy kobieta odmówiła, to zdarzało się, że taki Włoch składał skargę i żądał zmiany współpracowniczki. Bardziej wykwintni Włosi zanim zdradzili swoje żony, zapraszali na makaron FARFALLE, a potem bez zobowiązań fundowali wycieczkę na Capri. Dochodziło do sytuacji zabawnych, bo żona takiego Włocha wiedziała tylko tyle, że ma on ważne negocjacje na Capri i nie mogła potem wyjść ze zdziwienia, dlaczego do tych „negocjacji” trzeba dokładać z budżetu domowego? Pojawia się teraz pytanie jak Włosi realizują zobowiązania alimentacyjne wobec Polek? Otóż jest pewna reguła, otóż czym większa dyskrecja tym regularniejsze alimenty! Zdarzali się wszakże również skąpcy, to znaczy tacy „specjaliści” z Italii, którzy po kilkutygodniowej „nowej miłości” zaczynali wyliczać swojej partnerce ile mogą wydać na wspólny obiad lub na wspólną kolację. Wyglądało to tak, że Włoch zamawiał co chciał, ale gdy jego delegacyjna partnerka chciała zamówić coś lepszego, to oświadczał przy kelnerze, że to nie jest dla niej i ma sobie wybrać tańszą potrawę! Skąd mam takie informacje? Otóż okazuje się, że została napisana sensacyjna wręcz książka o tym, jak to Włosi zdradzali swoje żony pracując dla firmy FIAT. Książka ta nie jest jeszcze dostępna w sieci sprzedaży samochodów firmy FIAT, ale… kto wie, może będzie kiedyś dodawana w prezencie do każdego zakupionego nowego modelu marki Lancia? Rajmund Pollak

W Europie wrze, a III RP najweselszym barakiem eurosojuza

Trudno przewidzieć jak długo potrwa jeszcze agonia lewiatana o nazwie Związek Socjalistycznych Republik Europejskich. Niepokoje narastające w poszczególnych prowincjach UE nie muszą oznaczać, że system załamie się z dnia na dzień. Jego strażnicy i budowniczowie mają w swoich rękach poważny oręż: maszynki do drukowania świeżych banknotów.
Niespełna 2 tygodnie temu przeszły przez Portugalię potężne demonstracje uliczne, a już wierchuszki Unii oraz MFW podjęły decyzję o wydłużeniu dla tego kraju okresu wprowadzania "reform oszczędnościowych" o rok. Całkiem możliwe, że wyciszy to protesty przynajmniej na jakiś czas, bo to oznacza, że koszty reform jakie będą musieli ponieść obywatele Portugalii by zadowolić międzynarodową bandę złodziei zwaną instytucjami unijnymi i finansowymi, będą nieco łagodniejsze, bo rozłożone w dłuższej perspektywie czasowej. W ostatnich dniach duże demonstracje uliczne znów przeszły przez Hiszpanię. Nie oznacza to jednak, że spowoduje to jakieś gwałtowne załamanie na Półwyspie Iberyjskim. Raczej da to unijnym biurokratom pretekst do uczynienia tego, co zrobiono z Portugalią. Demonstrowano również w Słowenii, Bułgarii, Grecji. We Włoszech utrzymuje się niestabilna sytuacja polityczna po przeprowadzonych tam niedawno przedterminowych wyborach. Małe są szanse na wyłonienie rządu, tym bardziej, że parlament jak dotąd nie jest w stanie wyłonić nawet swojego przewodniczącego. Każde kolejne głosowania nie pozwalają zebrać stosownej większości. Niewykluczone więc, że Włochy czekają wkrótce kolejne wybory. Ale te poprowadzone zostaną w taki sposób, by wygrała opcja słuszna czyli prounijna. I tu nasuwa się - może dość ryzykowna, może aż nadto spiskowa - teoria odnośnie tego, co w miniony weekend stało się na Cyprze. W skrócie przypomnę tylko, że tamtejszy rząd, pod presją Unii Europejskiej i MFW postanowił ograbić depozyty złożone w cypryjskich bankach na kwotę od 7 do 10 procent. Grabież w biały dzień... Można by się zastanowić, dlaczego akurat Cypr spotkała taka kara? W zasadzie to  nieduży kraj, którego wkład do unijnego budżetu wynosi 0,2 procenta. Czy naprawdę trzeba było posuwać się do tak drastycznych, z oczywistych względów bardzo niepopularnych kroków, które każdego polityka powinny na zawsze odsunąć w niebyt? Jedna z odpowiedzi jak mi się nasuwa brzmi: Cypr wybrano jako poligon, na którym, z jednej strony, sprawdza się granice ludzkiej wytrzymałości, z drugiej, puszcza się sygnał do innych niepokornych - "Uważajcie, bo z wami możemy zrobić to samo". Kto wie, czy w tym momencie nie jest to sygnał wysłany do Włochów. Albo powołacie w miarę stabilny prounijny rząd, najlepiej z premierem Montim jako "premierem technicznym", albo zrobimy nowe wybory, w których musicie już zagłosować "tak jak trzeba!". A jak trzeba? - chyba wiadomo... Bo jeśli nie, to któregoś pięknego poranka obudzicie się i w radio usłyszycie komunikat, że wasze pieniądze, które trzymaliście w bankach, nie są już wasze. Włochy są dla brukselskich biurokratów o wiele bardziej cenne niż Cypr, dlatego może warto zaryzykować chwilową destabilizację na maleńkiej wyspie, byleby tylko osiągnąć pożądane cele na innej, znacznie ważniejszej, linii frontu. Ale to tylko gdybanie... Może tak jest, a może wcale nie. Podobne spekulacje można snuć w związku z ogłoszeniem zakończenia, z końcem 2014 roku, kariery politycznej przez unijnych kacyków Hermana Van Rompuy'a i Catheriny Ashton. Kacykowie ich rangi zwykle ewakuują się na jakieś ciepłe posadki w innych sektorach polityki. A tu - całkowity rozwód z polityką! Czyżby wiedzieli coś, czego nie wiemy jeszcze my i wolą bezpiecznie wynieść się np. na jakiś odległy kontynent? Póki co, najwspanialszym, najradośniejszym, najszczęśliwszym i najstabilniejszym krajem Unii wydaje się chyba III RP. Właśnie kilka dni temu podano informację, że poparcie dla Platformy Obywatelskiej znacząco poszło w górę! Chyba znów wyrastamy na "najweselszy barak eurosocjalistycznego obozu". Paweł Sztąberek Foto.: JB

Czy Włochy czeka wariant grecki?

Wybory we Włoszech nie przyniosły zdecydowanego zwycięstwa któregoś z ugrupowań. Wygrała co prawda centrolewica, jednak nie zdobyła na tyle silnego poparcia, by móc samodzielnie rządzić. Ugrupowanie Berlusconiego zajęło drugą pozycję.
Dotychczasowy premier Mario Monti może mówić o klęsce. Gdyby nawet zebrać do kupy centrolewicę i jego, zmontowanie większościowej koalicji jest raczej niemożliwe. Czy lider lewicy będzie chciał układać się z partią włoskiego komika Beppe Grillo? I czy ten drugi w ogóle by tego chciał? Ciekawe, że Berlusconi nie wykluczył koalicji z centrolewicą. "Musimy się namyślić" - stwierdził. Niemiecka prasa ostro zaatakowała dziś Włochów za to, że wybrali "populistów". Jednocześnie wszyscy żałują Montiego, dodając jednocześnie, że popełnił błąd polegający na tym, iż nie powiedział Włochom całej prawdy o sytuacji w jakiej się znajdują. A ta jest ponoć gorsza od tego, co im się wydaje. Czyli Italia buja w obłokach... Jaki zatem jest możliwy scenariusz we Włoszech? Nie zdziwię się, jeśli powtórzy się sytuacji sprzed roku z Grecji. Gdy wygrały ugrupowania wrogo nastawione do Brukseli, które jednak nie były w stanie utworzyć rządu, ponownie rozpisano wybory. Dano sobie czas na propagandę strachu. Straszono Greków (robiła to cała Unia Europejska), że ich kraj popadnie w bardzo poważne kłopoty jeśli ponownie wybiorą radykałów. Poskutkowało... Przypuszczam, że teraz może być podobnie. Koalicja we Włoszech nie powstanie i ogłoszone zostaną kolejne wybory. Uniobiurokraci tym razem czasu nie zmarnują. Na tyle skutecznie zamącą Włochom w głowach, że ci nie wybiorą już "populistów". I wszystko zakończy się - jak to często podkreśla Stanisław Michalkiewicz - wesołym oberkiem. PSz

Sporo się dzieje czyli tuskobusem w świat

Ostatnie dni obfitują w sporą liczbę wydarzeń politycznych, ale nie tylko, w kraju i na świecie. Internet obiega nagranie wideo, na którym widać jakiś niejasny bełkot posła Niesiołowskiego skierowany do wyraźnie próbującego się od niego odsunąć Jana Dworaka, szefa KRRiTV.
Tchórz Niesiołowski, ukrywający się za poselskim immunitetem i unikający odpowiedzialności za obrażanie ludzi, pyta Dworaka o TV Trwam, po czym cedzi: "To jest bydło, bydło, bydło...". A następnie: "Cesarz Kaligula, Cesarz Kaligula, Cesarz Kaligula". Po minie i zachowaniu Dworaka można tylko mniemać, co szef KRRiTV sobie myśli: "Stefan chyba zapomniał wziąć dziś leki...". *  *  * Ale to małe piwo... W Bułgarii uliczne demonstracje zmusiły tamtejszy rząd do dymisji, we Włoszech odbyły się wybory, które zwyciężyła koncesjonowana (choć ponoć nie do końca) lewica, a spory odsetek głosów zdobyło ugrupowanie Ruch Pięciu Gwiazd założone przez włoskiego komika, Beppe Grillo. Włosi mają talent do wybierania przeróżnych oryginałów. Kiedyś za senatora robił u nich koń, potem w parlamencie zasiadała pewna ladacznica o kryptonimie Cicciolina, a teraz komediant Grillo. A mogłoby się wydawać, że po Berlusconim nie będzie już śmieszniej. Zresztą, czy nas powinno to dziwić? Też mamy swoich cudaków w parlamencie: poseł(łanka) Grodzki(a), tęczowy Biedroń, gwałciciel z Biłgoraja Palikot, marszałek Kopacz, specjalistka od przekopywania na metr smoleńskiej ziemi i asystowania przy sekcjach zwłok, których być może w ogóle nie było, no i niezawodny znawca ludzkiej psyche, Niesiołowski... Nie mamy więc co narzekać... *  *  * GUS ogłosił dane o poziomie bezrobocia... Tak źle nie było ponoć od wielu lat. Ponad 14 procent. Donald Wielki Żebrzący (dalej: DWŻ) pewnie się "dziwuje", jednak czemu? Jeszcze niedawno podnosił płacę minimalną, podwyższał składkę na ZUS, zwiększał VAT, wszczynał walkę z "szarą strefą", wysyłał wojsko do Mali, przyklepywał pakt fiskalny, odpalał składkę na UE, rozpoczął "aktywną walkę z bezrobociem"... Pewnie sporo by się jeszcze znalazło działań podejmowanych przez premiera w ostatnich miesiącach, ale te powinny wystarczyć. Nie ma się zatem co "dziwować", taka jest kolej rzeczy. Ponieważ jednak DWŻ otoczony jest stadem przeróżnych specjalistów od robienia ludziom wody z mózgu, zapewne to oni doradzili mu, żeby czym prędzej wsiadał w swój słynny tuskobus i niósł rodakom radosną nowinę: "Nie martwcie się, może i lekko nie będzie, ale mam za to dla was złoty deszcz z Brukseli. Co zrabuję wam jedną ręką, drugą trochę podsypię z unijnego koryta". Zapewne tłumy wiwatujące na cześć odwiedzającego ich Donalda kupią te bajeczki, nawet jeśli mieliby lada moment otrzymać dwa razy wyższe rachunki za energię i gaz. Donald wszystko im wyjaśni, a jak trzeba będzie nakaże ABW naloty na firmy dostarczające energię elektryczną, tak jak to swego czasu zrobił z firmami sprzedającymi dopalacze. I tym sposobem partia Donalda sprawować będzie niepodzielną władzę w III RP jeszcze przez wiele lat, niczym Partia Instytucjonalno-Rewolucyjna w Meksyku... Cóż, trzeba chyba być co najmniej Bułgarem, mieć w sobie choć odrobinę południowej krwi, by po otrzymaniu wysokiego rachunku za energię wyjść na ulicę i obalić rząd... Przecież tam też jest społeczeństwo postkomunistyczne, ale chyba decyduje jednak ta południowa krew... *  *  * Wicepremier Janusz Piechociński nie wykluczył właśnie społecznych niepokojów (to chyba jakiś fantasta!), natomiast księgowy nr 1 III RP, Jacek Vincent Rostowski, nieco przystopował w swojej ocenie możliwości przyjęcia euro przez nasz biedny kraj. Jeszcze kilka dni temu dawał do zrozumienia, że jeśli Polska kiedykolwiek przyjmie wspólną walutę, to na pewno nie za jego bytności, nie tylko w rządzie, ale w ogóle, w polityce... Musiał dostać niezłego kopniaka od Donalda Wielkiego Żebrzącego, gdyż w poniedziałek, 25 lutego 2013 r., śpiewał już nieco z innego klucza. Tzn. nic już nie mówił o swojej politycznej niebytności, a podkreślił jedynie, że "pan premier" właściwie wyznaczył perspektywę (lata 2015-2016) naszego wchodzenia do strefy euro: "Myślę, że bardzo trafnie pan premier to nakreślił, to będzie ten moment, kiedy sprawy czysto fiskalne powinny być już w dużej mierze załatwione". Zmiana tonu wyraźna. Ciekawe tylko, jak będzie się w latach 2015-2016 kształtował los polskich podatników? Czy też będą już kompletnie "załatwieni"? *  *  * Jeszcze jedna sprawa... Poseł PiS Krzysztof Szczerski udzielił wywiadu tygodnikowi "Do Rzeczy". Mówi dużo o słabnącej pozycji Polski pod rządami PO, krytykuje pakt fiskalny, ubolewa nad utratą suwerenności itp. Ale w pewnym momencie, odpowiadając na pytanie o to, czy pęknięcia w UE, w kontekście sytuacji w strefie euro, mogą być dla Polski pozytywne, mówi tak: "Nic złego się nie stanie, pod warunkiem że będziemy w stanie uratować z dawnej Unii te elementy, które są dla niej najistotniejsze. Nadrzędność prawa unijnego nad egoistycznym prawem strefy euro. Nadrzędność instytucji europejskich nad egoistycznymi instytucjami strefy euro. Nadrzędność budżetu unijnego nad egoistycznym budżetem strefy euro. Nadrzędność rynku europejskiego nad egoistycznym wewnętrznym rynkiem strefy euro. Nadrzędność solidarności nad konkurencyjnością wewnętrzną". Szczerze mówiąc niewiele z tego rozumiem. To w końcu Pan poseł Szczerski z PiS zamierza w sejmie bronić interesów Polski czy też nadrzędną władzę widzi poza nią? Jakie prawo ma być w Polsce nadrzędne, polskie czy unijne? Skoro takie rzeczy wygaduje polityk uznawany za jednego z bardziej uniosceptycznych w PiS to ja naprawdę dziękuję. Strzeż mnie Panie Boże przed takimi obrońcami Polski... Paweł Sztąberek Foto.: Jan Bodakowski

Jak włoskie partie żerują na podatnikach

Tak źle jak obecnie nie było nawet dwadzieścia lat temu, kiedy Włochy zbulwersowała afera korupcyjna Tangentopoli. Tak przynajmniej oceniła serię skandali finansowych w partiach politycznych, jakie w ostatnim czasie wstrząsały opinią publiczną, włoska minister sprawiedliwości Paola Severino. Wówczas oznaczało to rozpad ówczesnej sceny politycznej.
Jak podaje portal stefczyk.info, najgłośniejszy skandal miał miejsce we wrześniu w regionie Lacjum. Radni z centroprawicowego Ludu Wolności na masową skalę przywłaszczali sobie pieniądze z budżetu, które miały służyć działalności politycznej. Rekordzista, szef klubu partii Franco Fiorito, zdefraudował co najmniej 1,2 mln euro. Pozostali, na prywatne wydatki przeznaczali sobie po kilkadziesiąt tys. euro. W związku z tym do dymisji podała się, należąca do Ludu Wolności, Renata Polverini przewodnicząca lokalnych władz. Podobny proceder prowadził Vincenzo Maruccio przewodniczący lokalnego klubu radnych partii Włochy Wartości. On z kolei przywłaszczył sobie 800 tys euro ze wspólnej kasy. Co ciekawe ugrupowanie to słynie z walki z korupcją, jednak jak widać nie udało się partii ustrzec afery finansowej na własnym podwórku. Lombardię prawdopodobnie czekają przedterminowe wybory. Wszystko przez zatrzymanie przedstawiciela  zarządu regionu (znów członka Ludu Wolności) Domenico Zambettiego, podejrzanego o powiązania z mafią kalabryjską, która na dodatek zapewniła mu w wyborach samorządowych sprzed dwóch lat 4 tys. głosów. Inny skandal w tym regionie wybuchł po tym, gdy okazało się, że Roberto Formigoni, przewodniczący władz Lombardii, ma powiązania z przedsiębiorcą z branży medycznej Pierangelo Dacco, który odsiaduje wyrok 10 lat za oszustwa finansowe, co więcej ciąży na nim zarzut skorumpowania właśnie Formigoniego. Sam przewodniczący nie ma sobie nic do zarzucenia i zamierza nadal startować w wyborach. W regionach Emilia-Romania i Piemont wszczęto śledztwo w sprawie marnotrawienia środków publicznych i wydawania ich do prywatnych celów przez lokalnych polityków. Premier Mario Monti nakazał rozwiązanie władz miasta Reggio Calabria, gdyż wyszły na jaw powiązania z tamtejszą mafią. O podobne związki ze światem przestępczym oskarżony został skarbnik Ligi Północnej, co więcej defraudował on publiczne pieniądze. Po partyjne środki sięgali również chętnie synowie założyciela partii Umberto Bossiego. - Nielegalne czerpanie korzyści z publicznych pieniędzy jest zawsze czymś niesłychanie nagannym, ale przywłaszczanie ich, kiedy prosi się obywateli o wyrzeczenia, to rzecz niebywale ciężka – skomentowała ostatnie afery minister Severino. ISz

Kalabryjski sposób na leniwych urzędników

Obywatele nie muszą być bezradni wobec panoszących się urzędników. Udowodnili to mieszkańcy gminy w Pedace w Kalabrii we Włoszech. Po tym, jak bezskutecznie próbowali załatwiać sprawy urzędowe ze względu na zamknięte biura tamtejszego urzędu gminy, postanowili wziąć sprawy we własne ręce i zaalarmowali karabinierów.
W efekcie - jak informuje serwis Money.pl - 11 urzędników zostało zatrzymanych za notoryczne uchylanie się od pracy. Do zdarzenia doszło w liczącej 2 tys. mieszkańców Padace, leżącej na południu Włoch. Petenci tamtejszego urzędu gminy wyjątkowo długo musieli czekać na załatwienie jakiejkolwiek sprawy. Przyczyną były ciągłe nieobecności pracowników administracji, a nie były to pojedyncze przypadki. Absencja miała charakter grupowy. Dlatego też nieliczne otwarte okienka oblegane były przez petentów. W końcu mieszkańcy powiedzieli dość. Zawiadomili karabinierów, a ci postanowili sprawdzić co jest przyczyną takiego stanu rzeczy. Zainstalowali kamery i obserwowali pracę urzędników. Po dwóch miesiącach okazało się, że naliczono aż 120 przypadków naruszenia dyscypliny pracy i godzin urzędowania. Cóż takiego robili biurokraci w godzinach pracy? W większości chodzili na zakupy na miejscowy targ, jeden nawet kupował samochód, a inni po prostu wcale nie przychodzili do pracy. Nagrania z monitoringu posłużą jako dowód w procesie, jaki wytoczony zostanie 5 kobietom i 6 mężczyznom. Zostaną oskarżeni o wielokrotne oszustwo i działanie na szkodę instytucji publicznej. Wszyscy przebywają w areszcie domowym. Jak się okazuje nie jest to odosobniony przypadek we Włoszech. W całym kraju od kilku lat prowadzona jest akcja przeciwko zjawisku masowej absencji w administracji publicznej. Coraz częściej takie przypadki kończą się aresztowaniami. ISz

Do trzech razy sztuka? Angela Merkel idzie na wojnę

Unijny taniec chocholi trwa w najlepsze. I, co gorsza, chyba jeszcze trochę potrwa. Co się musi stać, aby unijny beton, kierujący poszczególnymi państwami oraz unijnymi instytucjami zszedł wreszcie na ziemię? Monti o przesłaniu nadziei i straconym pokoleniu Mario Monti, premier Włoch, oświadczył niedawno w jednym z wywiadów, że przesłanie nadziei, że Unia będzie lepsza, należy kierować już jedynie do następnych pokoleń, gdyż obecne pokolenie młodych Włochów to „pokolenie stracone”. Pan Monti zapewne ma sporo racji. Szkoda jednak, że ten były wiceprezes Goldman Sachs International, banku, który w sporej mierze przyczynił się do obecnego kryzysu zadłużeniowego chociażby w Grecji, nie bije się we własne piersi. Czy to w ogóle nie ironia, że lekarzami obecnego stanu gospodarki są ludzie, którzy ponoszą znaczną odpowiedzialność za obecny upadek, nie tylko sfery finansów, poszczególnych gospodarek, ale także moralności? Czy pan Monti nie powinien raczej spoglądać w tym momencie przez okratowane okna, niczym niejaki Madoff, a nie kierować dużym europejskim krajem? Jeśli jego rządy potrwają dłużej, to pewnie i następne pokolenia będą miały przechlapane...
Lehman Sisters receptą na kryzys Pani komisarz ds. sprawiedliwości i wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Viviane Reding, zapowiada, że zrobi wszystko, by również w prywatnych firmach wprowadzona została zasada parytetów, tj. równości płci. Kobiety mają zasiadać w zarządach spółek i koniec... Pani komisarz pozwoliła sobie nawet na sugestię, że gdyby bank Lehman Brothers nazywał się Lehman Sisters, to na pewno nie doszłoby do jego spektakularnego bankructwa, jakie miało miejsce w 2008 roku. Cóż, gdyby pani komisarz nazywała się Viviene Idiot, wówczas wszystko byłoby jasne, ale że nazywa się inaczej, to wielu osobom może jeszcze w głowach namieszać. Czy nie należałoby do kodeksów karnych wprowadzić nowego przestępstwa: kto podważa podwaliny cywilizacji łacińskiej, przyczynia się do niszczenia rodziny, podżega do kwestionowania prawa własności, namawia do sponiewierania tradycji itp... podlega karze pozbawienia wolności do lat...”. Pani lewaczka, komisarz UE, zapewne byłaby następną w kolejce do oglądania świata przez okratowane okno. EBC – bank ostatniego ... gwoździa do trumny Tzw. rynki mocno ostatnio dołowały. Na giełdach zapanowały minorowe nastroje, akcje zaczęły lecieć na łeb na szyję, euro zaczęło się osłabiać, zmalała również skłonność tzw. inwestorów do ryzyka, czyli np. do lokowania środków w polskie złotówki. I było tak dotąd dopóki prezes Europejskiego Banku Centralnego, Mario Draghi nie powiedział w ostatni czwartek, że „EBC zrobi wszystko, by ratować strefę euro i wspólną walutę”. Po tych słowach „rynki” wpadły w euforię, europejskie giełdy zaczęły szybować w górę, złotówka zaczęła się umacniać i w ogóle, zapanowała wielka szczęśliwość i radość. Cóż takiego prezes EBC, banku „ostatniej nadziei” - jak się nieraz twierdzi, może mieć do zaoferowania, byleby tylko ratować ten okręt, który i tak tonie? Nietrudno się domyśleć, że chodzi o zastrzyk świeżutkich banknotów euro. Ludzie, którym ta polityczna waluta przyćmiła umysły, którym klapki już tak mocno spadły na oczy, niczego innego wymyślić już nie potrafią. Pan Draghi (niegdyś również pracownik wiadomego amerykańskiego banku) przewodzi instytucji, która co rusz narusza zasady, które sama tworzyła (chociażby skupowanie obligacji zadłużonych państw – póki co jeszcze nie wprost, ale jednak). I można się spodziewać, że niejedną własną zasadę jeszcze złamie. Czyż to nie przestępstwo? Jeśli dziś sądzi się i grozi się więzieniem ludziom, którzy swoje własne firmy narazili na straty, to czy nie powinno się osądzić również tych, którzy cały czas łamiąc zasady narażają przyszłość mieszkańców Europy na – być może – straty jeszcze większe? Czy zatem p. Darghi nie jest kolejnym kandydatem do tego, by oglądać świat przez okratowane okna? No i czy nie należałoby rozpędzić przy okazji na cztery wiatry tych wszystkich giełd, rynków finansowych itp. instytucji żerujących tylko na pogłębianiu kryzysu zadłużeniowego przez EBC? Do trzech razy sztuka? Czyli pani kanclerz idzie na wojnę Angela Merkel i Francois Hollande oświadczyli właśnie, że zrobią wszystko, by ratować euro i że nie dopuszczą do tego, by Grecja opuściła euroland (do tego tria przyłączył się w niedzielę premier Włoch Mario Monti). Ta wypowiedź może oznaczać dwie sprawy: albo w Grecji jest jeszcze sporo do ukradzenia i trzeba ten kraj wydoić dotąd dopóki się tylko da, albo też Angela Merkel to rzeczywiście godna następczyni tej kasy Niemców, którym zawsze marzyła się zjednoczona (pod ich oczywiście sztandarem) Europa. Jednym z tych Niemców (choć Austriak), był pewien malarz z wąsikiem, który skończył jednak dość marnie (choć są tacy, którzy twierdzą, że wygrzewał się w argentyńskim słońcu do późnych lat 60-tych ub. wieku). Zanosi się zatem na to, że pani Merkel gotowa jest wypowiedzieć Europie kolejną wojnę, tym razem ekonomiczną. Ponieważ Niemcy nie mają w ciągu ostatnich stu lat szczęścia do wygrywania wojen, nie jest wykluczone, że i tę przerżną sromotnie. Ostrzegają zresztą przed tym co bardziej rozsądni niemieccy ekonomiści. Bo ileż ciężarów mogą jeszcze ponosić niemieccy podatnicy? I oni wreszcie dojdą do kresu wytrzymałości, a to oznaczać będzie koniec kolejnego snu Niemiec o panowaniu nad Europą. Ale może podejście kanclerz IV Rzeszy jest inne: „do trzech razy sztuka”. Dwa razy się nie udało to może chociaż teraz? Czas pokaże... ... I to chyba jeszcze dość długi czas... Deklaracje szefa EBC i szefów trzech największych państw w UE, że „zrobią wszystko”, i że „za wszelką cenę”, nie pozostawiają złudzeń, że czeka nas jeszcze wiele lat wyrzeczeń na rzecz ratowania tego „Wspólnego Europejskiego Domu”, jak to mawiali o przyszłym europejskim ładzie sowieccy kacykowie na Kremlu, niemalże w przededniu upadku Związku Radzieckiego, a co kilkanaście lat później starannie opisał w wydanej również w Polsce książce, Władimir Bukowski. No, chyba że stanie się jakiś cud... Paweł Sztąberek Foto.: pinger.pl