Category Archives: Adam Kalicki

Stirlitz i Kloss – bohaterowie minionych czy obecnych czasów?

Zasłyszana dawno temu historia opowiada o pewnej przygodzie dogorywającego Breżniewa. Tenże jedynie słuszny przywódca całej postępowej ludzkości miał pod koniec życia straszliwe problemy z stanem swego zdrowia. Czasami tracił kontakt z rzeczywistością, zasypiał nagle po czym się budził i stawiał na nogi całą świtę.

Problem drugiego etapu

10 kwietnia 2010 roku rozbił się na terytorium Rosji polski samolot wojskowy z Prezydentem RP i częścią państwowej elity na pokładzie. Ta tragedia zelektryzowała cały kraj. Nie wiemy do dziś co tak naprawdę się stało i jaka była tego przyczyna.

Sekcja zwłok

Jak dowiedziałem się kiedyś z jakiegoś filmu dokumentalnego o Titanicu, nie ma nigdy jednej przyczyny katastrofy. Zawsze mamy jakiś splot okoliczności, wypadków, zaniedbań i patologii, które przyczyniają się do ostatecznej tragedii. W przypadku wyborczej kompromitacji widzę trzy zasadnicze źródła tej katastrofy.

Jakie piękne samobójstwo

Wybory samorządowe skończyły się dwa dni temu. Mamy cuda nad urnami, liczne przypadki fałszerstw i niedziałający system informatyczny, który okazał się tak dziurawy, że jak donoszą niezależne media, każdy mógł wejść na serwer PKW i wprowadzić tam dowolne dane. Do tego jeszcze odchodzi błąd systemowy w postaci druku książeczek do sejmików działających na korzyść PSL, które było wymienione na pierwszej stronie.

Ukryty koordynator „postępu”

Nie milkną echa krytyki skierowane pod adresem niejakiego Hartmana za jego wypowiedzi w kwestii związków kazirodczych. Za ten „wybryk”, został on ponoć usunięty nawet ze swej macierzystej, a ostatnio dość znacznie podupadającej partii zwanej „Twój Ruch”. Tak więc nieszczęśnikowi dostało się od wszystkich nawet i od swoich. Ktoś by mógł powiedzieć, że gość jest skończony, że już po nim i że nawet pani na bazarze, u której będzie kupować ziemniaki, będzie czyniła to z niesmakiem. Nic bardziej mylnego.

Scenariusz tąpnięcia

Zdaje im się, że on ucieka, czy tego chce czy nie. Wie być może coś czego my nie wiemy. Wie, że to jest nieuniknione, więc postanowił się ewakuować, oddać władzę opozycji, aby to była jej wina, a nie jego. Taki gracz nie popełnia tylu błędów jeśli nie chce przegrać partii. Chyba, że ktoś życzliwy mu w tym pomaga, a on o tym nawet nie wie.

Farsa czy kabaret?

Nie przygasły jeszcze echa nominacji pani Bieńkowskiej na arcyministrę w zrekonstruowanym rządzie premiera Tuska, a już wybuchła afera. Pani ministra tłumacząc dlaczego pociągi się spóźniają stwierdziła, że to wina klimatu, z którym nie wygramy. Ma ci ona rację, ale wlazła na cienki lód i się zaczęło.

Strzeżcie się fałszywych mitów … założycielskich

Każda zbiorowość potrzebuje swojego mitu założycielskiego. Dawne i współczesne plemiona mają swojego prajaszczura, który scala, nadaje sens wspólnocie, legitymizuje władzę. Jak to z mitami bywa nie zawsze mają one pokrycie w faktach.
Od razu pragnę zaznaczyć: nie mam nic przeciwko założycielskim mitom, gdyż są one czymś naturalnym i oczywistym. Niezbędne jednak jest zdanie sobie sprawy z siły tego rodzaju konstrukcji, które mogą (choć nie muszą), być wytłumaczeniem wielu postaw, konfliktów i działań, które na co dzień obserwujemy. Mogą one być również narzędziem zabiegów socjotechnicznych, które z tworzeniem wspólnoty nie mają za wiele wspólnego. Nie ma bowiem nic bardziej społecznie szkodliwego niż fałszywy mit założycielski, który miast tworzyć wspólnotę wspiera kliki i grupy interesu. Świat Mit – co też wydaje się oczywiste – nie zawsze jest zgodny z faktami. Wręcz przeciwnie, to fakty są dobierane do mitu. Chciałbym bardzo, aby kiedyś archeologowie odkryli dowody na istnienie Piasta Kołodzieja, albo Lecha, Czecha i Rusa. To jednak dość mało prawdopodobne, bo tam gdzie się kończy nauka pojawia się potrzeba szlachetnego władcy czy plemienia. Dość powiedzieć, że szlachta polska w jej przekonaniu powstała z plemienia sarmatów, o których wiadomo niewiele więcej ponad to, że istnieli. Rosjanie usilnie udowadniają, że istniało słowiańskie pismo, a Niemcy? Znaczna część historii nazizmu to poszukiwanie materialnych dowodów na udowodnienie istnienia pragermańskiej rasy panów, która miała wywodzić się od plemienia Arów. W tym kontekście nie ma sensu rozwijać wątku bliźniąt wykarmionych przez wilczycę, które to później założyły Rzym. Mity założycielskie jednak nie muszą być mitami w sensie dosłownym, a ich akcja nie musi wcale rozgrywać się w prawiekach. Ciekawym przykładem tego typu mitów są te, które tworzyły USA i kraje Ameryki Łacińskiej. Tam ojcami założycielami są żyjący jeszcze nie tak dawno ludzie. Bo niby kto inny miałby pełnić tę rolę? Nie potrzeba zatem dużego horyzontu czasowego, aby mit założycielski zacząć konstruować. Niektórzy socjologowie twierdzą wręcz, że z narodem amerykańskim mamy do czynienia dopiero po śmierci prezydenta Kennedy’ego i stawiają jego ofiarę życia jako główne źródło integracji wielokulturowej mieszaniny stanowiącej ludność tego kraju. Ale do kwestii czasu jeszcze wrócimy. Powyższe przykłady pokazują tylko z jak wielkim i naturalnym procesem mamy do czynienia. Polska i okolice Polską specyfiką jest integracja wokół symbolicznych klęsk jakie spadają na naszą wspólnotę. Cierpienie i ofiara krwi, które w przeciągu ostatnich stuleci dotknęły nasz naród są bowiem źródłem naszej samoświadomości i integracji. Utrata państwowości, powstania, Katyń to źródła naszej narodowej siły. Wiele wskazuje na to, że katastrofa smoleńska może być takim kolejnym integratorem. Dlatego być może prawda o niej jest zniekształcana? Być może, gdyż symboliczna, a więc i integrująca siła tej katastrofy jest przeogromna. Dlatego być może niektórym środowiskom jest nie w smak przypominanie „uśpionego” przez dekady wątku Rzezi Wołyńskiej, gdyż idealnie wpisuje się on w cementującą naszą wspólnotę martyrologię, podczas gdy my mamy, w ich politycznym planie, rozpływać się niczym cukier w herbacie europejskiej integracji? Nie, nie jesteśmy masochistami. Wykorzystanie narodowych tragedii ma charakter powszechny. Wojna Ojczyźniana w Rosji, czy bomby atomowe zrzucone na japońskie miasta u kresu tej samej wojny, pełnią taką samą rolę. Niemcy z braku lepszej narracji wykorzystują mit wypędzonych do wzmacniania swojej wspólnoty. Podobnie czynią Żydzi, których głównym spoiwem była niegdyś religia. Gdy powstało nowe syjonistyczne państwo Izrael, z natury rzeczy mające z Panem Bogiem na bakier (gdyż syjonizm to ideologia o lewicowym zabarwieniu), potrzebny był nowy mit założycielski. Znaleziono go w cierpieniu narodu i masowej jego eksterminacji dokonanej przez Niemców. Stąd wycieczki izraelskiej młodzieży do miejsc zagłady i medale Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Stąd też być może próby wykazania polskiej kolaboracji w zbrodni, gdyż wtedy jest ona jeszcze bardziej wyrazista i symboliczna, a cierpienie przodków bardziej integruje żyjących. Dlatego sprawiedliwych jest niewielu, a wszelkiego rodzaju próby wskazywania ogromu pomocy ze strony Polaków są propagandowo torpedowane. Z tego punktu widzenia próby pokazania prawdy o pomocy Polaków Żydom w II Wojnie Światowej, są z góry skazane na porażkę, gdyż zwalczamy mit założycielski innego państwa i tylko powrót do pierwotnego czynnika narodowotwórczego czyli religii może tę narrację zmienić. Ktoś powie, że to wszystko nie ma nic wspólnego z historycznymi faktami. Przecież nie o fakty tu chodzi. Mało znanym faktem z czasów carskich jest podkreślanie ciągłości państwa polskiego pod rządami Romanowów. XIX-wieczny konserwatyzm opierał się w znaczniej mierze na tym micie, gdyż Polacy nie byli wyłącznie powstańcami i konspiratorami, o czym próbuje nas przekonać współczesna "wersja" historii. Nie bez kozery pieśń "Boże coś Polskę" powstała na zamówienie Księcia Konstantego na cześć swego brata cara. Mitem założycielskim II RP był powrót do Polski Józefa Piłsudskiego okrzyknięty dniem niepodległości. Mit ten, jak to często bywa, postał wbrew faktom, gdyż Polska była już niepodległa od przeszło miesiąca. Kreującym go dopiero w 1937 r. piłsudczykom wcale to nie przeszkadzało. Mitem PRL były Sielce nad Oką, „ten co się kulom nie kłaniał” i 22 lipca – jako data zastępcza w stosunku do przedwojennego mitu - 11 listopada. Byli też, rzecz jasna, święci niższego autoramentu, którzy przemierzyli szlak bojowy od Lenino do Berlina i na Odrze ustawiali słupy graniczne, pod nową demokratyczną Polskę. Życie nie lubi próżni. Upadek jednego mitu założycielskiego musi być zastąpiony nowym. Naszymi współczesnymi mitami założycielskim kreowanymi przez rządzące naszym krajem elity, są: mit narodowej zgody przy Okrągłym Stole, mit Lecha Wałęsy, który „temi ręcami” obalił w Polsce komunę. Jest także ściśle pielęgnowany mit wyborów 4 czerwca 1989 r., kiedy to do naszych drzwi zapukała nirwana demokracji. Do pakietu pielęgnowanych przez współczesną władzę mitów można doliczyć jeszcze ten ostatni: mit bohaterskiego premiera Mazowieckiego, pierwszego demokratycznego, najwybitniejszego. Nasi współcześni kreatorzy nie są jednak tak kreatywni jak ich odpowiednik z Korei Północnej, ale nie jest wykluczone, że wiosną na grobie zmarłego ekspremiera ptaki będą śpiewać serenady, a on sam będzie już zza grobu czuwał nad naszą rozwijającą się demokracją. Media i rządowi stratedzy błyskawicznie podchwycili śmierć premiera, który się „komunistom nie kłaniał”. Błyskawicznie opuszczono flagi, a ciemne wstęgi w logach telewizyjnych stacji w dniu pogrzebu pokazywały maluczkim, że doszło do wydarzenia na skalę jeśli to nie światową to przynajmniej powiatową. Na swoje dojście do mitycznego panteonu czeka jeszcze mit naszego wejścia do Unii, jako kolejny zwrot w dziejach naszego narodu. Mit ten jednak z przyczyn obiektywnych zdaje się czekać w mitologicznej zamrażarce. Nie ma sensu walczyć z czymś co naturalne. Jak widać w naszej historii roi się od mitologii o założycielskim charakterze. Trzeba tylko pamiętać o zachodzących procesach i o tym, że kultywowanie i rozszerzanie mitu założycielskiego jest elementem racji stanu. Dobrze jest mieć mit założycielski. Trzeba też wiedzieć, że w niektórych przypadkach fałszywy mit założycielski jest czynnikiem dezintegracji oraz upadku. Wtedy czynnikiem integrującym bywa akt falsyfikacji, który staje się nowym mitem. Trzeba też pamiętać, że proces mitologicznej legitymizacji władzy może być używany dla osiągnięcia doraźnych interesów. To bowiem różni mit założycielski od nowej świeckiej tradycji, której doświadczamy na co dzień. Adam Kalicki

Dualizm moralny czyli złodzieje mniejsi i więksi

Niemcy. Jeden facet wybiegł z przymierzalni w sklepie w nowych jeansach pozostawiając tam stare. Przewrócił przy tym sprzedawczynię. W spodniach starych portek zostawił portfel z dokumentami i 1000 Euro.
USA. Facet ukradł samochód, ale nie wiedział, że jest uszkodzony i nie działa hamulec. Jeździł więc w kółko, czekając aż skończy mu się paliwo. Czekający na niego ponad dwie godziny policjanci mieli podobno niezły ubaw, a gość jak wysiadł to zwymiotował. Australia. Gość napadł na stację benzynową z pistoletem w ręku i w kominiarce na twarzy. Zażądał wydania kasy. Gdy ją dostał, pobiegł do zaparkowanego przed wejściem samochodu. Okazało się, że zatrzasnął w środku kluczyki. Zaczął uciekać więc na piechotę, usiłując zatrzymać kogoś na stopa. Miał pecha. Jedynym samochodem, który chciał się zatrzymać, był wezwany policyjny patrol. Auto z zatrzaśniętymi kluczykami należało do teściowej. Polska - Krasnobród. Lata osiemdziesiąte. Gość jedzie furmanką i wiezie przykryty kocem telewizor do naprawy. Spotyka sąsiada, który jest bardzo zainteresowany co znajduje się pod kocem. Furman informuje go, że wiezie na komisariat aparaturę do pędzenia bimbru do legalizacji. Zdziwionemu sąsiadowi tłumaczy, że od tygodnia obowiązuje prawo, że jak się zarejestruje to można pędzić legalnie, jest tylko ograniczona liczba legalizacji przydzielona na gminę, więc trzeba się spieszyć. Po kwadransie na komisariacie melduje się zdyszany ciekawski sąsiad ze swoją aparaturą i żąda od totalnie ocipiałych milicjantów zalegalizowania swojego sprzętu. Gdy Ci doszli nieco do siebie, złapali za swój telefon na korbkę i zadzwonili do Komedy Wojewódzkiej w Zamościu z pytaniem, czy rzeczywiście weszło takie prawo i skąd wziąć formularze legalizacji. Po opanowaniu śmiechawki dzielni funkcjonariusze, zwijają gościa na 48h, konfiskują mu sprzęt. Wieść gminna niesie, służył jeszcze długie lata u rodziny jednego z funkcjonariuszy. Ponownie Polska. Policja znajduje w Warszawie telefon. Po jakimś czasie dzwoni właściciel na swój numer. Funkcjonariusze informują go, że telefon jest do odebrania na komisariacie. Po pewnym czasie stawia się tam właściciel telefonu i zostaje aresztowany za posiadanie treści pedofilskich, gdyż takie zdjęcia znaleziono na telefonie. Po przeszukaniu okazuje się, że właściciel telefonu miał ukryte w majtkach heroinę i amfetaminę. Jeszcze raz kraj nad Wisłą. Gang Donalda T. przejmuje oszczędności obywateli zgromadzone w OFE jednocześnie zaciąga w ich imieniu zobowiązania u globalnego lichwiarskiego gangu, nakazując za zadrukowane papierki płacić realnym majątkiem i pracą obywateli. Unia Europejska. Organizacja przestępcza zwana Komisją Europejską wprowadza zakaz ogrzewania mieszkań paliwem stałym i podnosi normy emisji CO2. Są to kolejne przypadki bezczelnego ataku na budżety obywateli. Do długiej listy zuchwałych przestępstw tej organizacji należy także podżeganie do zajęcia kont bankowych obywateli Cypru. Co łączy te przestępstwa? Głupota i bezczelność. Co je dzieli? Skala i bezkarność, bo te większe zorganizowane przestępstwa usiłują zachowywać majestat prawa. A jest to możliwe dzięki dualizmowi moralnemu, który trapi Europę od wielu dekad i w efekcie doprowadza do jej upadku. Pozwala się zabijać nienarodzone dzieci, argumentując to prawem do wolności matki, a samo dziecko nazywa się płodem. Jednocześnie wprowadza się przepisy zabraniające trzymania psów na łańcuchu, argumentując to tym, że nie mamy moralnego prawa znęcania się nad słabszymi. Znęcać się nie mamy prawa, ale zabijać jak najbardziej. O ile przestępstwa niektórych indywidualnych osób budzą niekiedy naszą litość i ubolewanie stając się jednocześnie przez sam fakt ich dokonania karą dla zuchwalców, o tyle wielkie zbrodnie i skoki na kasę przechodzą ich autorom bezkarnie. Frédéric Bastiat powiedział kiedyś: „Gdy grabież staje się sposobem życia dla grupy ludzi żyjących w społeczeństwie, na przestrzeni czasu stworzą oni dla siebie system prawny, który usprawiedliwi ich działania i kodeks moralny, który będzie ją gloryfikował.” Czy przyjdzie zatem kiedyś czas na zmianę tego stanu rzeczy? Aby jednego systemu wyzysku i tyranii nie zastąpił kolejny, potrzebny jest nam jednolity system aksjologiczny. Mam nadzieję, że tę potrzebę zapewni nam renesans chrześcijaństwa, a nie rozkwit islamu. Adam Kalicki Foto.: insurancehotline.com

Meandry wolności

Współczesny świat obfituje w paradoksy. Jednym z ostatnich tego typu jest sprawa Snowdena - byłego pracownika amerykańskich służb specjalnych, który wyjawił światu tajemnicę totalnej inwigilacji, jaką rząd amerykański realizuje w oparciu o szereg internetowych korporacji.
Tenże Snowden - natychmiast okrzyknięty narodowym zdrajcą - "koczował" przez kilka tygodni na moskiewskim lotnisku, po czym poprosił o azyl polityczny w Rosji. Paradoksem jest fakt, że kraj rządzony przez byłych czekistów staje się ostoją wolności i ochrony praw człowieka. Pamiętamy przecież niedawną sprawę słynnego aktora francuskiego Gérard'a Depardieu, który w akcie protestu wywołanego polityką fiskalną swych rodzimych i współczesnych komunistów, postanowił uzyskać spokojną przystań także w kraju byłych radzieckich komunistów. Tak więc w wymiarze medialnym Rosja staje się krajem bliskim ideału, podobnie jak Związek Radziecki wydawał się takim krajem dla lewicujących intelektualistów na całym świecie. Rosjanie jedną rzecz opanowali do perfekcji - propagandę. Mistrzostwo w tej dziedzinie jest niezachwiane niezależnie od systemu. Bo czyż przecież jeszcze za czasów carów, francuscy intelektualiści nie puszczali oka w ich kierunku? Czy prasa zachodnia w okresie międzywojennym nie rozpisywała się o zaletach życia w kraju szczęśliwości robotników i chłopów? Inna sprawa, że jedni i drudzy byli przez rosyjską władzę za to sowicie opłacani. Inną obserwacją, choć może się wydawać odrobinę oczywistą, jest fakt, że Rosja to kraj ciągłości. Widać wyraźnie, że zmiana władzy po rewolucji, podobnie jak ta po pieriestrojce nie dokonała się w sposób natychmiastowy, a całe państwo zachowało swoją rację stanu. Objawami totalitaryzmu w świecie wojen informacyjnych są próby narzucenia jednego sposobu myślenia. U nas - jak przystało na kraj wielopoziomiowo uzależniony proces ten jest szczególnie widoczny w monokulturze medialnej i forsowaniu przez nie licznych, jedynie słusznych poglądów. W USA proces ten wydaje się bardziej złożony. Można się spierać i mieć różne poglądy, ale tabu pozostaje tabu. Widzę dwa obszary nieprzekraczalnej granicy: - amerykańskie demokratyczne państwo prawa oraz - świętość globalnej amerykańskiej polityki monetarnej. Oba zagadnienia wydają się stanowić tabu, bezdyskusyjną przestrzeń amerykańskiej nieomylności i hegemonii. Jednocześnie dla wielu ludzi, także w USA oczywistym staje się, że owa demokracja to wyłącznie fasada, która teraz przybiera także postać neosocjalistycznej utopii. O ile godzono się na rządy pewnej oligarchii, wychodząc z założenia, że jeśli wybory miałyby coś zmienić należałoby ich zakazać, o tyle pozostała jeszcze przestrzeń gospodarczej aktywności, w której mógł się realizować każdy w myśl zasady: the sky is the limit. W tej chwili, przy realnej likwidacji klasy średniej w tym kraju, nie wydaje się to takie oczywiste. Przepojone ideą konwergencji Brzezińskiego amerykańskie elity zatraciły już możliwość rozróżniania kapitalizmu od socjalizmu. Tak więc może się okazać, że w świecie, z którego wyparto poczucie jak i zrozumienie prawdziwej wolności, Rosja może wydawać się jej fatamorganą. Atrakcyjną także ze względu na powszechny w tej chwili na zachodzie proces powolnej likwidacji klasy średniej, co jest skutkiem, a być może przyczyną, a nawet celem wywołanych kryzysowych procesów. Coraz większy soft–totalitaryzm na zachodzie w konfrontacji ze wschodnią ułudą gospodarczej wolności? Nie zmienia to faktu, że wolność została nam być może ostatecznie ukradziona. Adam Kalicki

Strategiczny paradoks optymalizacja – zmiana nie nastąpi oddolnie

Ostatnio wyspecjalizowałem się w odkrywaniu oczywistych prawd. Otóż przysłuchując się ostatnio przypadkiem rozmowie dwóch rodaków, z przerażeniem odkryłem, że jeden z nich niestety może mieć rację.
Pierwszy z rozmówców zaczął narzekać na rząd i to co się dzieje dookoła, wymieniał nawet konkretne nazwiska i stanowiska i co by z tymi nieszczęśnikami zrobił, gdyby mógł. Drugi natomiast spokojniejszy lekko się uśmiechał wysłuchując obelg i lamentów, po czym zabrał głos. Powiedział, że to wszystko prawa, ale on jest już na wyższym etapie. Nie potrzeba diagnozy, ani nerwów. Wygrażanie też nic nie da poza chwilową poprawą samopoczucia. Stwierdził, że gdyby żył sto lat temu, to bez zmrużenia oka bogaciłby się za wszelką cenę nie zwracając uwagi na burdel dookoła. Ale nasze czasy są bardziej przewrotne. Nie opłaca się być bogatym. Po co tyrać, gdy i tak przyjdzie ZUS, rząd albo inny komisarz i opróżni ci kieszenie albo konto w banku. Nie jest ważne kto, ale wiadomo co się stanie. Bogacenie się zdaniem mądrali w Polsce jest teraz bez sensu. W takiej sytuacji należy obserwować co robią inni bo opłaca się być dziadem. Maksimum zysku - przy minimum ryzyka i zaangażowania w skali mikro, to zdaniem tegoż człowieka sposób na przetrwanie kryzysu. Bo gdy nawet nazbierasz więcej, nie masz najmniejszej pewności, że ktoś nie wymieni pieniędzy pozostawiając cię z bezwartościową makulaturą, a gdy rozniesie się, że jesteś bogaty, zaraz przyjdzie jakaś prywatna inicjatywa i zabierze wszystko, albo każe płacić haracz. Doznałem olśnienia, które wydaje się być oczywiste, Oto spora część wyznawców socjalu postępuje dokładnie w taki sposób, dostosowując się do warunków niczym kameleon do otaczającego go tła. Postępują rynkowo w nierynkowym środowisku. A że pierdzielenie, to pierdzielenie, po co martwić się sprawami, na które i tak nie masz wpływu? Dają – to trzeba brać, jak przestaną – to coś się wymyśli. Podjęcie jakiejkolwiek aktywności, aby poprawić swój los jest nieopłacalne, bo prawdopodobieństwo jego poprawy jest znikome przy dużym ryzyku. Walka z systemem to walka z wiatrakami. Bo aby być Don Kiszonem niezbędna jest odrobina szaleństwa, a poza tym trzeba chcieć walczyć z wiatrakami. Jeśli się nie chce, można przecież stanąć obok wiatraka i oferować swoją fizis i Rosynanta do robienia pamiątkowych zdjęć na tle wiatraku. Sancho ma aparat, a Rufio posłuży za statyw. Wystarczy na tyle, aby zarobić na obiad i piwo w pobliskiej karczmie. Czy trzeba czegoś więcej? Młynarz, gdyby to wiedział pewnie dawno sam wszedłby do spółki, ale nie wie więc opłaca się jeszcze bardziej, bo nie trzeba mu płacić doli za wiatrak. Wielu publicystów (ja też, o ile moje zapiski można nazwać publicystyką) rozpisuje się nad fatalną kondycją Polaków. A tu niespodzianka. Ze społeczeństwem jest wszystko w najlepszym porządku. Ludzie postępują logicznie i prawidłowo. To świat oszalał i dopóki nie wróci on do normalności jakimś sposobem, nikomu nie będzie się chciało i opłacało go naprawiać. Należy oczywiście wziąć poprawkę na sytuację, w której zabraknie chleba lub opału i ludzie wyjdą na ulicę tłuc kogo popadnie, a najlepiej sami siebie. Ale to już są reakcje fizjologicznej samoobrony, w której racjonalna, strategiczna kalkulacja wymięka. Na razie jednak – jak mawiał klasyk – rodacy grają tak, na ile im przeciwnik pozwala, w pełni zdając sobie sprawę z faktu, że zmiana przepisów w czasie trwania meczu, albo kontestacja decyzji sędziego jest bez sensu. Inna sprawa, że mecz się kończy, ale wtedy także przyjdzie potrzeba dostosowania się do nowej sytuacji. Tak więc przemiany nie nastąpią oddolnie. Oddolnie może nastąpić tylko optymalizacja ich skutków. Od zmian lub od trzymania danego kursu są elity, a gdy ich brak to już inny problem. Adam Kalicki

Lateralizacja

Mańkuci jako mniejszość w świecie praworęcznych, podobnie jak każda mniejszość w stosunku do większości mają trudniejsze życie. Wszak gitary i nożyce tworzone są dla praworęcznych. Nie zmienia to faktu, że Jimi Hendrix – jako leworęczny - ściskał gryf prawą ręką, co nie przeszkodziło mu zostać najwybitniejszym gitarzystą wszechczasów.  
Jednak Jimi pracy w sklepie muzycznym by nie dostał. Tam przyjmowani są podobno praworęczni gitarzyści prezentujący możliwości sprzętu, gdyż oferta sklepów dedukowana jest do praworęcznej większości. Paul McCartney też jest leworęczny. I co z tego? Wielu producentów gitar basowych marzyłoby o tym, aby zechciał używać ich produktów. Nie mam nic do leworęcznych. Mój syn pisze lewą ręką, choć nie gra na gitarze. Na razie. Nie ma to znaczenia. Kocham go ponad życie. Ale wkurzyłbym się, gdyby stał się aktywistą ruchu "Lewe Jest Piękne", który żądałby: parytetów politycznych dla leworęcznych, umieszczania w samochodach drążków zmiany biegów między kolanami i nakazu uczenia wszystkich dzieci pisania obydwiema rękami. W chęci wyrównywania szans dla mniejszości kryje się pewne niebezpieczeństwo. Po owym wyrównaniu będą mieli przechlapane wszyscy - nie tylko mniejszość. Świat nie jest sprawiedliwy i na pewno próba uczynienia go lepszym poprzez dostosowanie go do potrzeb mniejszości ku temu nie prowadzi. Adam Kalicki