Category Archives: Adam Machaj

Polski żebrak w Chinach

Proszę Państwa, jest afera na całe Chiny. Jak donoszą chińskie media, w Kantonie (po chin. Guangzhou) na Dworcu Wschodnim zamelinował się polski żebrak. Siedzi nieogolony, z kartonową kartką na której napisał, że zbiera na bilet do Kunmingu (stolica prowincji Yunnan). Wyglądem przypomina uchodźce ekonomicznego i tak też postępuje a przynajmniej podobnie.

Czy polski uchodźca solidaryzuje się z uchodźcami, którzy lada dzień najadą na Polskę?

Mówi się dużo ostatnio o problemie uchodźców z Afryki oraz Bliskiego Wschodu, o tym że Unia nakaże Polsce wpuszczenie tych ludzi do naszego kraju oraz o problemach z tym związanych; debata trwa. Ja będąc w Chinach już ponad sześć lat jestem również pewnego rodzaju uchodźcą. W skrócie mówiąc: nie podoba mi się życie w Unii, czułem się zagrożony przez aparat biurokratycznego nacisku więc sobie wymyśliłem, że przepłynę, przefrunę i udam się tam gdzie mi lepiej. I tak też zrobiłem.

Jak robić biznes w Chinach – tak zwane różnice kulturowe

Właśnie wróciłem z Shenzhen gdzie w sumie przebywałem tylko kilka godzin. Z Changsha do Shenzhen mamy 809 km a dystans ten pokonujemy szybką koleją w 2 godziny i 58 minut, cena biletu w jedną stronę to 388 rmb czyli 230 zł. Jednak nie o tym będzie dzisiejszy wpis.

Jak z tą wolnością w Chinach

Wolność to słowo, które trudno jednoznacznie zdefiniować ale każdy ma jakieś swoje tego słowa definiowanie. Mimo, że znakomita większość ludzi uważa ją za coś bardzo ważnego to zdajemy sobie sprawę, że mimo wszystko musimy tą wolność w jakimś punkcie zatrzymać. Wolność nieposkromiona będzie zmierzała do anarchii a tego również znakomita większość ludzi na świecie nie chce. Nie wszystkie inne wartości, które są dla nas też w życiu bardzo ważne hołdują szeroko rozumianej idei wolności.
W Polsce wolno mi wejść na internet i opluwać wszelkie autorytety ze św. pamięci papieżem Polakiem Janem Pawłem II włącznie. Mogę nawrzucać „rudemu” czy „kaczce” i nikogo to już nawet nie zainteresuje. W Chinach jeżeli napisałbym na tym blogu lub gdziekolwiek publicznie coś obraźliwego względem osób, które są na świeczniku musiałbym się liczyć z konsekwencjami. Tzw. brak wolności słowa. W Chinach za to mogę zaraz zejść na parter, gdzie sąsiad w swoim prywatnym mieszkaniu otworzył w jednym z pokoi małą restaurację. Nie musi dojeżdżać do pracy, płacić wynajmu, ZUS-u i innych złodziejskich praktyk więc ceny ma, że tak powiem przystępne. Jak policzyłem to sprzedaje za tyle ile mnie wyniosłoby kupienie produktów (on kupuje hurtowo więc ma taniej). Do tego dochodzi to, że nie muszę nic robić a w szczególności zmywać. Jego knajpa to oczywiście całkowity nielegal ale reklamę przed klatką postawił a świecący neon zawiesił w oknie. My, sąsiedzi jesteśmy zadowoleni bo mamy miejsce gdzie możemy tanio zjeść a facet nie marnuje czasu tylko zarabia na siebie i swoją rodzinę. [caption id="attachment_23354" align="aligncenter" width="388"] Restauracja w mieszkaniu na jedym z osiedli w Tianjin. Foto.: Adam Machaj[/caption] Ta knajpa to tylko jeden z wielu przykładów wolności gospodarczej na naszym nowym chińskim osiedlu. Każdy parter jest wykorzystywany jako jakiś mały biznes i tak na przeciw knajpy jest mały sklepik. W następnej klatce fryzjer i sklep z AGD (nowe osiedle więc biznes się kręci od rana do wieczora). Inny znajomy Chińczyk ulicę dalej zrobił u siebie w domu sklep meblowy, jak już wspomniałem osiedle jest nowe i dopiero co zasiedlane więc też mu się dobrze wiedzie, na tyle dobrze, że wynajął kolejne mieszkanie obok jako magazyn. Oczywiście nic nie jest zarejestrowane i nikt się też z tym nie kryje. „Bogaćcie się” , tak mówi chiński rząd do swoich obywateli. Nas też namawiano „aby brać sprawy w soje ręce” ale jak już wyżej wspomniałem w Polsce można mówić wszystko i nie patrzyć na konsekwencję. W realnym życiu liczy się jednak co możemy zrobić a nie co możemy powiedzieć, być „mocny w gębie” to każdy potrafi, ale zrobić coś to już nieco trudniejsza sztuka. Tym bardziej jeżeli instytucje, które powinny pomagać de facto przeszkadzają. Oczywiście jak i wolność słowa w Polsce ma swoje granice tak i chińska wolność gospodarcza też je ma, ale póki co jest i ludziom żyje się coraz lepiej (finansowo). Niech każdy sobie sam odpowie co woli: dużo gadać czy dużo zarabiać? Adam Machaj Adam Machaj, Polak na stałe mieszkający w Chinach, autor bloga Raport z Państwa Środka. Na więcej informacji z Chin z pierwszej ręki zapraszamy tutaj  

Wolność gospodarcza – Chiny vs. UE

Pytam się Ciebie wolny najmito, polski studencie, bezrobotny Polaku, rodzino ledwo wiążąca koniec z końcem, emigrancie z UK i innych: kto Wam wmówił te bajki, w jakim filmie Wy żyjecie? Wolność gospodarcza, prawa człowieka, kapitalizm? Chyba żartujecie, że jeszcze w to wierzycie. Nie ma w UE (w tym i w Polsce) nic z tych wyżej wymienionych wartości.
Wolność? Możecie sobie pogadać przy piwku pod trzepakiem, ewentualnie sprayem na ścianie pod przykryciem nocy napisać, że „Donald to ch.. stary” lub  ”SLD=KGB” ale na tym koniec. Koniec Waszej wolności i koniec Was. Aha, i za te piwko pod trzepakiem jest mandacik – żebyście o tym nie zapominali. A w Chinach? Zobacz foto poniżej. Student w domu gotuje ziemniaki i tnie je na kawałki. Jedzie do centrum i tam na ulicy pośród bogatych domów handlowych, pośród innych jemu podobnych rozkłada swój kram. Sprzedaje pieczone ziemniaki. Nie płaci za plac, za ZUS, za KRUS i za srus. Sprzedaje porcję za 5 zł. Jego sąsiad wyciska zdrowe soki z owoców, nieźle na tym zarabia i w d… ma PIH, PIP, US, SM i ITD. Nikt się nie czepia. Dalej baba wypieka wypieki. Naleśniki z jajkiem, mięsem, wegańskie i wegetariańskie. Olewa policję, dilerów i maklerów. A ja pośród nich wyszedłszy z pobliskich domów handlowych popijam piwko, odlewam się i olewam UE. Prawo człowieka to godnie żyć, samodzielnie. Prawo niewolnika to być na utrzymaniu pana, płacić na rzecz pana daniny i wykonywać na jego rzecz różne prace. [caption id="attachment_23116" align="alignnone" width="450"] fot. Adam Machaj / Uliczne stoisko z pieczonymi ziemniakami w Kantonie.[/caption] Soki zdrowe wyciskane i niech nikt mi nie mówi, że te chemiczne z certyfikatami banksterów są zdrowsze niż te od „brudnego dziada” z ulicy. Problem tylko w tym, że ten „brudny dziad” nie płaci żadnych podatków, żadnych licencji i żadnych badań nie zrobił. Nikt prócz sadownika owoców na nim nie zarobił, dla urzędników z UE to bardzo nie zdrowa sytuacja więc według nich pewnie i te soki są niezdrowe. Ja wypiłem kilkanaście butelek i czuję się świetnie, ziemniaki i naleśniki również próbowałem. Nic mi nie zaszkodziło, zarobił „dziad” a ja tanio zjadłem, żadnego VAT-u, żadnych paragonów. Wracając do hotelu myślałem o Was. Wolnych obywatelach Unii Europejskiej. Do hotelu wracałem oczywiście nielegalną taxi (przewóz osób bez licencji i kas fiskalnych). By żyło się lepiej…, zapraszam do Chin. I żeby oddać prawdę Mc Donaldy, wysokiej klasy restauracje oraz licencjonowane taxi też są. Kolorowe trutki do picia o smaku różnych owoców również ale wybór należy do Ciebie. Normy higieniczne (oraz inne) w UE wyśrubowane są po to aby tzw. „mali” nie mieli szans w starciu z dużymi korporacjami. Urzędnik zawsze znajdzie powód aby ukarać lub odmówić pozwolenia. Oczywiście nie dotyczy to dużych korporacji bo one mają prawników oraz dość wysoki budżet aby takie sprawy załatwić pod stołem. Poza tym duże korporacje stać na porządne lokale ale co z tego jak to nie polskie, nie Polak zarabia, nie Ty, nie ja. Klient sam widzi i sam decyduje. Gospodarka rynkowa powinna się sama regulować poprzez zależność podaży i popytu a nie poprzez koncesje i licencje. Jeszcze raz powtórzę: człowiek żyje dniem codziennym, musi utrzymać rodzinę i mieć na bieżące życie – to jest podstawa, to jest prawo człowieka. Prawo do gadania co ślina na język przyniesie to jest sprawa trzeciorzędna. Wolisz móc dużo gadać czy móc dużo zarabiać? Adam Machaj Foto.: Adam Machaj Adam Machaj, Polak na stałe mieszkający w Chinach, autor bloga Raport z Państwa Środka. Na więcej informacji z Chin z pierwszej ręki zapraszamy tutaj