Category Archives: Damian Kubiak

Bierzmy przykład z lewicy!

W ,,Barwach ochronnych” Krzysztofa Zanussiego jest pewien genialny dialog, który w doskonały sposób obrazuje otaczającą nas rzeczywistość. Wymiana zdań zachodzi między idealistą, a cynikiem. Cynik tłumaczy idealiście, że w konkursie na najlepszą pracę w dziedzinie językoznawstwa, liczą się układy, znajomości, wzajemne sympatie etc. Idealista odpowiada: ,,To smutne co pan mówi, bo z tego by wynikało, że sama praca już się nie liczy”, na co cynik ,,Liczy się! Liczy! … ale nie sama”. Tak samo jest z prawdą...

110 lat westernu okiem wolnościowca

Zdecydowana większość ludzi swoją wiedzę o świecie czerpie z tego co zobaczy na ekranie swojego telewizora. A tam oprócz zakłamanych programów informacyjnych, spotykamy całą masę różnego rodzaju filmów, opowiadających o konkretnych wydarzeniach i epokach historycznych.

3 x P: Pedofilia, Polański, Pornografia

Od kiedy sięgam pamięcią to zawsze grupa oszołomów rozdmuchiwała problem pedofilii do granic absurdu. Ostatnio jednak granice absurdu zostały przekroczone zarówno przez oszołomów lewicowych, którzy dyskusje rozpoczęli jak i przez oszołomów prawicowych, którzy przystąpili do osobliwej riposty. Poniższy tekst jest więc swoistym głosem rozsądku w sprawach, o których zdawałoby się powiedziano już wszystko.
Pedofilia w kościele Jak już wszyscy doskonale wiemy lewicowe oszołomy co chwila wyskakują z jakimś tematem, za pomocą którego zamierzają uderzyć w Kościół. Ich ulubionym kijem samobijem, którym nieustannie okładają księży, biskupów, arcybiskupów, kardynałów a nawet samego papieża jest zwrot ,,pedofilia w Kościele”. Jak na solidnych kolektywistów przystało, kiedy tylko wydarzy się jednostkowy przypadek wspomnianej pedofilii w jakimś miejscu na świecie oskarżają o to wszystkich katolików duchownych (z papieżem na czele) i świeckich. Ludzie Ci oskarżają Kościół Katolicki, o to iż rzekomo ukrywa pedofilie i pedofilów w sutannach. Oczywiście nigdy nie są w stanie owego ,,ukrywania” dogłębnie wyjaśnić tzn. powiedzieć ludziom w jaki sposób Kościół z Papieżem na czele pedofilię ukrywa. O ile mi bowiem wiadomo księża nie podlegają jakimś specjalnym sądom kościelnym, które mogłyby sprawę pedofilii ukryć. Podlegają natomiast tak samo zresztą jak cała reszta ludzi w kraju, który zamieszkują państwowej jurysdykcji. Tak więc ,,ukrywanie” pedofilii przez kościół jest niemożliwe z powodów czysto technicznych. Gdyby jednak ktoś się mimo to upierał co do tego ,,ukrywania” to musiałby przyjąć, że Kościół Katolicki albo sprawuje kontrolę nad państwowymi sądami (co jest absurdalne) albo w jakiś niewytłumaczalny sposób wpływa na pokrzywdzonych przez księży-pedofilów aby ci nie zgłaszali tej sprawy organom ścigania. Zarówno pierwszy jak i drugi argument nie wydaje mi się zbyt rozsądny, dlatego też wyciągam jedyny logiczny wniosek z tego rozumowania, który brzmi - ,,Kościół nie ukrywa pedofilii, ponieważ z powodów oczywistych nie jest w stanie tego zrobić”. Tak więc ofiara księdza-pedofila może swobodnie udać się do organów ścigania i zawiadomić o popełnieniu przestępstwa jakim jest pedofilia. Jak widzimy ataki na kościół lewicowych oszołomów nie są zbyt błyskotliwe i należy okryć je zasłoną milczenia, ponieważ w przeciwnym razie zgodnie z zasadą ,,niewinny się nie tłumaczy” Kościół Katolicki zostanie uznany za winnego ukrywania pedofilii. Tą żelazną zasadę złamał ostatnio abp. Józef Michalik, który nie dość, że tłumaczył problem, którego de facto nie ma, to na dodatek czynił to w sposób niezwykle pokrętny i niezrozumiały. A trzeba zauważyć, że wrogowie Kościoła nie potrzebują specjalnej zachęty do tego aby go nieustannie atakować, toteż naiwnym był ten kto sądził, że nie wykorzystają do ataku tak doskonałego pretekstu jakim niewątpliwie była nieporadna wypowiedź abp. Michalika. Winny Polański! Na atak wrogiej kościołowi lewicy odpowiedziała broniąca kościoła prawica. Niestety obrońcy Kościoła nie byli w stanie bez emocji obalić żałosnych oskarżeń lewicowych oszołomów. I tak np. w wywiadzie, który przeprowadził "Najwyższy Czas" z ks. Dariuszem Oko możemy dowiedzieć się tego, że  właściwie tej całej nagonce na kościół jest winny Roman Polański! (oczywiście ks. Oko nie mówi tego wprost ale częstotliwość z jaką pojawia się w jego wypowiedziach nazwisko sławnego reżysera może o tym świadczyć). Ks. Oko mówi co następuje: ,,Ci sami ludzie, którzy przeciw duchownym wyciągają najcięższe działa, potem nadskakują Polańskiemu, czyli pedofilowi w ciągłej ucieczce przed więzieniem”. Powyższa wypowiedź jest doskonałym przykładem na to, że Kościół staje się coraz bardziej zakładnikiem państwa. I tak np. gdyby ustawodawca zmienił wiek małoletniego (z którym współżycie seksualne nazywa się pedofilią) z 14 do dajmy na to 20 lat to Kościół Katolicki nagle zmieniłby całkowicie swoją wielowiekową doktrynę i uznałby ten fakt za truizm! Przykład ks. Oko doskonale pokazuje, że wielu ludzi oddało swój umysł w niewolę państwu i przestało myśleć samodzielnie. To państwo definiuje za nich pojęcia a oni jedynie je bezmyślnie uznają. Czym jest bowiem pedofilia? Pedofilia jest stosunkiem seksualnym dorosłego człowieka z nieświadomym dzieckiem. A trzynastoletnia dziewczyna, z którą współżył Roman Polański z pewnością nieświadoma nie była. Należy podkreślić, że ludzie nie są względem siebie równi pod względem fizycznym i nie da się przez to za pomocą dekretu określić czasu, w którym człowiek przestaje być nieświadomym dzieckiem i staje się dorosłym. Dlatego przestańmy uznawać państwowe ustawodawstwo za ostateczną wyrocznie wszelkiej życiowej prawdy, ponieważ może się ono w każdej chwili zmieniać co będzie nas zmuszać do ciągłego rewidowania stanowiska w różnych kwestiach. Ks. Oko uznaje Polańskiego za pedofila, ponieważ tak mówi obecnie państwowe prawo (zarówno w Polsce, jak i USA), lecz za kogo w takim razie uchodzi w jego oczach Władysław Jagiełło, który przecież pojął za żonę małoletnią Jadwigę? Co ciekawe ks. Oko praktycznie przez cały wywiad przywołuje postać Romana Polańskiego, w taki sposób jakby to Polański był winny nagonce na Kościół. Kapłan mówi m.in., że Polański jest przykładem bezkarności, co jest oczywistą nieprawdą. Pomijając już sam fakt, że Roman Polański nie zasługuje na żadną karę więzienia, to absurdem jest stwierdzenie, że reżyser ,,Pianisty” nie otrzymał żadnej kary za rzekomą ,,pedofilie”. Trzeba przypomnieć, że Roman Polański po opuszczeniu Polski robił zawrotną karierę za granicą, jednak naprawdę skrzydła rozwinął dopiero po przybyciu do USA. To tam zrealizował swoje najgłośniejsze filmy, a po nakręceniu ,,Chinatown” został uznany za jednego z najznamienitszych reżyserów na świecie. Gdyby pozostał w Stanach to mógłby zrobić karierę na miarę Martina Scorsese, niestety musiał opuścić kraj wielkich możliwości i udać się na wygnanie. Jak dla mnie złamana kariera to niezwykle surowa kara, którą poniósł Roman Polański, za swój czyn. Winna internetowa pornografia! W dniu 14 października 2013 roku odbyła się Konferencja prasowa świeckich członków Rady Duszpasterskiej i Społecznej Archidiecezji Przemyskiej. Członkowie tego jakże zacnego gremium doszli do wniosku, iż aby ograniczyć pedofilie w kościele należy ograniczyć dostęp do pornografii w Internecie. Członkowie Rady uzasadnili to w następujący sposób: ,,z analiz psychologicznych wynika, iż zdecydowana większość negatywnych zachowań seksualnych bierze się z coraz powszechniejszego dostępu do pornografii”. Dalej swoją tezę argumentują również tym, że: ,, Jak taki 20-letni człowiek trafia do seminarium, to on już jest obciążony tą pornografią. Trzeba jasno powiedzieć, że seminaria nie robią z ludzi pedofilów. Pedofile wychodzą z naszych rodzin i są już obciążeni tym, co widzieli w sieci”. Jeszcze by tego brakowało aby seminaria robiły z ludzi pedofilów! Po raz kolejny zdarza się już jednak sytuacja, w której tzw. świeccy przedstawiciele Kościoła ośmieszają tą jakże zasłużoną dla świata instytucję. Tym razem sugerują, że władze seminarium nie są wstanie wyleczyć kleryka z pedofilii przez okres sześciu lat, kiedy się tam znajduje, a co więcej nie są nawet w stanie owej pedofilii zdiagnozować! Tak więc idąc dalej tokiem rozumowania szanownego gremium, seminarium może ukończyć nawet morderca-psychopata, ponieważ władze seminarium są tak nieudolne, iż z pewnością nie rozpoznają w delikwencie jego przypadłości. Trudno o bardziej absurdalne próby tłumaczenia się z problemu pedofilii w Kościele. Pojawia się również po raz kolejny problem tzw. ,,katolików-totalniaków”, którzy uznają decyzje Pana Boga o nadaniu człowiekowi wolnej woli za kolosalny błąd! W tym przypadku ,,katoliccy totalniacy” ,,apelują do władz o walkę z pornografią”. Wychodzi na to, iż wszystkiemu winna jest ta cholerna wolność, ponieważ gdyby tak ją ograniczyć to można by było zadekretować aby wszyscy ludzie czynili tylko i wyłącznie dobro. Albo nawet udałoby się przepchnąć ustawę o powszechnej świętości każdego człowieka, no chyba Pan Bóg nie ośmieliłby się jej kwestionować! ,,Katoliccy-totalniacy” zapominają o podstawowej rzeczy, mianowicie o tym iż człowiek musi wybrać dobro poprzez dobrowolne odrzucenie zła, jeżeli nie wybiera dobra dobrowolnie to żadna w tym jego zasługa. Tematem na oddzielną dyskusje jest sprawa wpływu dostępności pornografii w Internecie na występowanie zjawiska pedofilii, jest to bowiem teza wyjątkowo wątpliwa, wszak pedofile istnieli na długo przed wynalezieniem Internetu! Winna nauczycielka! Po raz kolejny w związku z państwowym szkolnictwem, potwierdziła się życiowa prawda ogłoszona światu przez Woody’ego Allena w filmie ,,Annie Hall”, brzmi ona następująco: ,,W szkole uczą tylko ci, którzy nie nadają się do niczego innego, a ci którzy nie nadają się nawet do tego uczą gimnastyki”. Tym razem jest to doskonały komentarz do sprawy jaka zaszła w jednej z polskich szkół, w której czternastoletni uczeń zrobił dziecko swojej nauczycielce! O ile nie jest to z pewnością czyn godny pochwały to to co zrobili z tym fantem rzekomi obrońcy Kościoła zakrawa na kpinę! Podstawowym problem prawicowych oszołomów, którzy za wszelką cenę chcą bronić Kościoła jest nieznajomość podstawowych pojęć, dlatego też z okazji narodzin dziecka nieszczęsnej nauczycielki, prawicowcy podnieśli krzyk: ,,Pedofilia, do więzienia z nią”, ,,W kościele to pedofilie widzicie, a tu to co!”. Dobrze, że skończyło się tylko na okrzykach i nie doszło do samosądu. Ja jako człowiek, nie aż tak światły jak większość prawicowców, wydających owe okrzyki, zastanowiłem się głęboko nad tym problemem i doszedłem do zatrważającego wniosku, mianowicie: ,,Jak dziecko może zrobić dziecko”. No bo chyba jak czternastolatek jest w stanie świadomie zrobić kobiecie dziecko, to taka sytuacja pod pedofilię już nie podpada. Ale jako że owe okrzyki były bardzo głośne i zdecydowane, toteż postanowiłem sięgnąć po naukowe definicje aby upewnić się w przekonaniu, że to nie ja popadam w jakiś obłęd. I tak zgodnie z naukową definicją pedofilia to: ,,Rodzaj parafilii seksualnej: stan, w którym jedynym lub preferowanym sposobem osiągania satysfakcji seksualnej jest kontakt z dziećmi w okresie przedpokwitaniowym lub wczesnej fazie pokwitania”. Idę jednak dalej i sprawdzam co to takiego to ,,pokwitanie”. Jego naukowa definicja brzmi: ,,Okres procesu dojrzewania u człowieka, trwający ok. 4-5 lat, w którym następuje rozwój drugo- i trzeciorzędowych cech płciowych”. Najważniejszą sprawą jest jednak to kiedy pokwitanie zachodzi. I tak dalej cytuję Wikipedię i definicję pokwitania: ,,Zachodzi przeciętnie w 11-16 roku życia, przy czym u dziewcząt nieco wcześniej niż u chłopców. Nie ma jednak określonego wieku dla pokwitania. Średnio zaczyna się w wieku 9-14 lat jednak medycyna potwierdza przypadki, w których >>objawy<< pokwitania występowały na początku wieku szkolnego”. Z przytoczonych przeze mnie naukowych definicji jasno wynika, iż kontakt seksualny z osobą w wieku 14 lat nie jest pedofilią! Ale co tam naukowe definicje! Większość prawicowych publicystów, komentujących tą sprawę uznaje bowiem zasadę, że jeżeli fakty nie pasują do tego co mówią to tym gorzej dla faktów! Sprawę skomentował również Tomasz Terlikowski, który od pewnego czasu zaczyna uchodzić w mediach za ,, naczelne sumienie narodu polskiego”. Katolicki publicysta powiedział co następuje: ,,Gdy media informowały o księdzu (byłym zresztą), który miał dziecko z dziewczynką – pisały o nim jak o pedofilu, ale gdy publikują teksty o 36-letniej nauczycielce, która ma dziecko z 14-latkiem (co jest regularną pedofilią ), to termin pedofilia nie pada”. To co red. Terlikowski nazywa ,,regularną pedofilią” nie jest nie tylko ,,regularną” ale nawet zwyczajną pedofilią. Gdy raz na jakiś czas mainstreamowe media, nie użyją jakiegoś pojęcia błędnie to red. Terlikowski natychmiast się dziwi, a razem z nim dziwi się cały prawicowy mainstream, niestety. Podsumowując to co napisałem powyżej, to chciałbym zaznaczyć, że nie uznaję czynów, których dopuścili się Roman Polański i nauczycielka z Kalisza za godne pochwały, nie uważam również aby internetowa pornografia była czymś dobrym. Uważam natomiast, że słów należy używać zgodnie z ich naukową definicją, ponieważ w przeciwnym razie wytwarza się chaos, nad którym nie sposób zapanować, a jest to tym istotniejsze jeżeli występujemy w obronie tak bliskiej naszemu sercu instytucji jaką jest Kościół Katolicki. Damian Kubiak

Bitwa o prawicę

Zastanawialiście się kiedyś państwo, czy jest w Polsce jakakolwiek partia, która nie nazywałaby siebie prawicową, o której opinia publiczna nie mówiłaby że ma  prawicowy program, której wyborcy nie byliby chociaż umiarkowanie konserwatywni?
No właśnie czy taka partia istnieje? Odpowiedź musi być jednoznaczna i brzmieć – Nie. Oczywiście nie będziemy w tym artykule zaczynać po raz kolejny całkowicie jałowej dyskusji na temat tego, która partia tak naprawdę jest prawicowa, a która nie. Taka dyskusja nie ma bowiem żadnego sensu, ponieważ rozróżnienie prawicy od lewicy odbywa się powszechnie drogą intuicyjną na zasadzie wolnych skojarzeń. Tak więc zamiast pisać o tym co faktycznie jest prawicą, napiszę o tym co za prawicę powszechnie uchodzi. Najbardziej pomocną definicję polskiej prawicy przedstawił publicysta Rafał Ziemkiewicz, powiedział on mianowicie, że można szeroko postrzegać prawicę w Polsce jako wszystkich tych którym nie podoba się pookrągłostołowy ład. Nie jest to do końca prawda, ale przynajmniej wspomniana powyżej definicja obejmuje wszystkie te ugrupowania, które oficjalnie lansują swoją prawicowość. Polska prawica W sejmie zasiadają obecnie posłowie sześciu partii, z których co najmniej trzy są zdecydowanie postrzegane jako ugrupowania prawicowe. Mam na myśli oczywiście: PiS, PO i SP. Prawo i Sprawiedliwość od lat przekonuje opinię publiczną, że jest jedyną w Polsce partią prawicową. W ten sposób PiS stara się zdobyć swoisty monopol na prawicę, oskarżając wszystkie pomniejsze ugrupowania odwołujące się do elektoratu prawicowego o dywersję, szkodzenie Polsce, działanie na rzecz komunistów i Bóg wie co jeszcze. Tak więc PiS do prawicy się przyznaję i powszechnie jest postrzegany jako partia prawicowa. Platforma Obywatelska nie podkreśla tak ostentacyjnie swojej prawicowości jak Prawo i Sprawiedliwość, jednak trzeba zauważyć, iż jest określana jako partia prawicowa (wszyscy doskonale pamiętamy prasowe nagłówki po wyborach w 2007 i 2011, które brzmiały: Prawica wygrała). Solidarna Polska w chwili swojego powstania od razu określiła się jako partia na prawo od PiS i za taką jest do tej pory uważana. Oprócz trzech wymienionych powyżej partii, mamy w sejmie jeszcze trzy, którym też nie możemy odmówić pewnych pierwiastków prawicowych. Weźmy taki PSL, który de facto nie jest żadną ogólnopolską partią tylko związkiem zawodowym rolników, ale mniejsza z tym. Czy PSL był kiedykolwiek nazywany lewicą? Nie przypominam sobie takiej sytuacji. A trzeba podkreślić, że wyborcy PSL-u są często bardzo konserwatywni. Podobnie ma się sprawa z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, który jak powszechnie wiadomo wśród swoich terenowych działaczy ma wielu, takich którzy są moralnymi konserwatystami. A Ruch Palikota? O konserwatyzm raczej trudno podejrzewać członków tego ugrupowania, ale… wszyscy doskonale pamiętamy jak Janusz Palikot i jego zgraja była w mediach określana jako partia o zdecydowanie prawicowym programie gospodarczym! A tzw. opozycja pozaparlamentarna? Mamy tu KNP, UPR, Ruch Narodowy, Republikanów, PJN, Prawice RP? Wszystkie te ugrupowania są postrzegane jako prawicowe! Gwoli podsumowania należy stwierdzić jedno -  zdaniem opinii publicznej lewica w Polsce praktycznie nie występuje a nawet kiedy już występuje to i tak w mniejszym lub większy stopniu odwołuje się do prawicowego elektoratu! Można by więc rzecz, że gdzie nie spluniesz to trafisz na jakiegoś prawicowca! Bitwa trwa Bitwa ugrupowań uważanych powszechnie za prawicowe lub też takich, które odwołują się w jakimś stopniu do elektoratu o prawicowych poglądach trwa. Bój toczy się o niemałą część elektoratu, ponieważ według różnych badań nawet 60% potencjalnych wyborców podkreśla swoje przywiązanie do prawicy, a jeszcze większa liczba do umiarkowanego konserwatyzmu. Tak więc w tym miejscu spróbujmy się zastanowić, które ugrupowania osiągną zwycięstwo, a które doznają gorzkiego smaku porażki. Obecnie według sondaży największym poparciem Polaków cieszy się Prawo i Sprawiedliwość. To partia, która jest już bardzo mocno zakorzeniona na polskiej scenie politycznej. Oprócz państwowych dotacji może również liczyć na poparcie sympatyzujących z tym ugrupowaniem mediów, takich jak: Gazeta Polska, Gazeta Polska Codziennie, Kluby Gazety Polskiej, Telewizja Republika, tygodnik Do Rzeczy, tygodnik w Sieci, Nasz Dziennik, Radio Maryja, Telewizja TRWAM, portal wPolityce.pl oraz wiele innych pomniejszych mediów. Prawo i Sprawiedliwość jest więc skazane na zwycięstwo czyli liczną reprezentacje w sejmie i senacie. Sprawą otwartą jest natomiast to czy PiS wygra wybory, jak na razie w sondażach prowadzi ale trzeba podkreślić, że do wyborów jeszcze  daleko. Drugie miejsce w sondażach zajmuję niedawny hegemon polskiej sceny politycznej czyli Platforma Obywatelska. Sytuacja w przypadku PO jest o tyle zagadkowa, że obecnie oddaje ona palmę pierwszeństwa PiS-owi praktycznie bez walki. Należy podkreślić, że ulubioną i niezwykle skuteczną bronią Platformy był nieustanny i brutalny atak na Prawo i Sprawiedliwość, swoją Wunderwaffe politycy PO odłożyli jednak ostatnio do kąta. Może to być spowodowane albo faktycznym kryzysem zaufania możnych tego świata w stosunku do PO (teoria spiskowa) albo też można by to wytłumaczyć w sposób niezwykle prosty, mianowicie politycy Platformy nie zamierzają bić się wtedy kiedy nie ma wojny (czytaj: wyborów) a do ataku przystąpią we właściwym momencie. Jeżeli pierwsza wymieniona przeze mnie przyczyna, byłaby prawdziwa to PiS ma ogromną szansę na wygranie wyborów (co nie oznacza wcale, iż uda im się wejść z kimkolwiek w koalicję i stworzyć rząd), natomiast jeżeli prawdziwą okazałaby się druga przyczyna kiepskich wyników sondażowych PO, to dobre notowania Prawa i Sprawiedliwości zostaną we właściwym czasie odpowiednio zredukowane, a Platforma po raz trzeci sięgnie po zwycięstwo. Obecny kryzys Platformy stara się wykorzystać Jarosław Gowin, który podczas sprawowania władzy przez rząd Donalda Tuska zawsze pozostawał wierny ale… do czasu. W tej chwili i on widocznie zwęszył swoją szansę, ponieważ nagle przypomniało mu się jakim to jest wielkim wolnorynkowcem i konserwatystą. Zaczął mówić o tym o czym wszyscy doskonale wiedzą już od dobrych paru lat, czyli o tym że Donald Tusk nie jest żadnym liberałem. Co ciekawe wtóruje mu w tym sam premier, który w jednym z wywiadów stwierdził, iż stał się socjaldemokratą. Jeżeli prawdą okazałoby się, że Tusk traci poparcie możnych tego świata, to wielce prawdopodobne mogłoby być przejęcie steru Platformy przez Gowina. Oznaczałoby to ni mniej ni więcej, tylko wymianę zużytego polityka jakim bez wątpienia jest Donald Tusk na nowego lidera, który to mógłby od nowa zacząć duraczyć ludzkość opowieścią o wielkim liberalizmie Platformy Obywatelskiej (ten scenariusz jest nadal aktualny pomimo formalnego odejścia z partii Jarosława Gowina). Od czasu kiedy Donald Tusk zaczął dryfować w stronę socjaldemokracji jak grzyby po deszczu wyrastają wolnościowe inicjatywy, oprócz wspomnianego wyżej Gowina uaktywnił się również były członek Prawa i Sprawiedliwości -  Przemysław Wipler. Przemianował swoją Fundację Republikańską na siłę polityczną i zamierza walczyć w wyborach - o prawicę a jakże! Zarówno Gowin jak i Wipler określają swoje poglądy jako konserwatywne w sferze moralnej oraz wolnościowe w sferze gospodarczej. Ciśnie się tu na usta konserwatywny -liberalizm ale Wipler liberałem nazywać się nie pozwala (co jak sądzę jest spowodowane ukąszeniem Kaczyńskiego). Jaka będzie przyszłość Gowina i Wiplera czas pokaże. Jak na razie większe szanse na wyborczy sukces daje Gowinowi, który po pierwsze ma większe pole manewru (może zostać szefem PO, może założyć własną partię lub też dołączyć do Wiplera) a po drugie jest zdecydowanie bardziej rozpoznawalny. Jeszcze inną nową inicjatywą polityczną, która pojawiła się w bitwie o prawicę jest Ruch Narodowy. Jak na razie sojusz kilku organizacji narodowych nie jest jeszcze partią polityczną ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że już niedługo się nią stanie. Narodowcy głoszą mniej więcej te same hasła wyborcze co PiS, z tą malutką różnicą, że wydają się przy tym być znacznie radykalniejsi.  Bardziej znaczące jednak od różnic ideowych mogą okazać się różnice stricte PR-owe pomiędzy dwiema formacjami politycznymi, czyli podział na młodych (Ruch Narodowy) i starych (Prawo i Sprawiedliwość). Kto zwycięży? Za młodymi przemawia, przebojowość i siła, którymi mogą przyciągnąć niezagospodarowany do tej pory elektorat młodego pokolenia. Natomiast za starymi przemawiają atuty w stylu doświadczenia w polityce czy też gadanina o jedynej realnej prawicowej alternatywie. PiS mógłby jednakże w prosty sposób skutecznie zneutralizować, swojego politycznego przeciwnika, jeżeli tylko postawiłby na kilku młodych (a najlepiej na kilka młodych kobiet) w swoich partyjnych szeregach. Konsekwentna promocja kilku nowych twarzy powinna zminimalizować przepływ elektoratu do Ruchu Narodowego, praktycznie do zera. Kolejną partią prawicową, która powinna się włączyć do walki jest Kongres Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikeggo. Z pewnością nie jest to inicjatywa nowa, ale idea konserwatywnego liberalizmu, chyba wreszcie dojrzała w polskim społeczeństwie. Mija już bowiem ponad dwadzieścia lat od kiedy Janusz Korwin Mikke głosi swoje wolnorynkowe poglądy, dzięki czemu zdążył sobie wychować własne pokolenie wyborców. Korwin Mikke w III RP jest osobą, która miała zdecydowanie największy wpływ na młodych ludzi, to dzięki niemu mamy obecnie w Polsce całkiem pokaźną grupę osób myślących w kategoriach wolnościowych. Nie oznacza to jednak wcale tego, że KNP musi przy kolejnych wyborach koniecznie przekroczyć próg wyborczy i wprowadzić swoich posłów do sejmu. Największym przeciwnikiem KNP jest  marginalizm tego ugrupowania, zwykle bowiem kończy się na klasycznym już sformułowaniu znaczącej części naszego społeczeństwa, które brzmi - ,,Oni i tak nie wygrają, więc po co na nich głosować”. Jeżeli Kongres Nowej Prawicy zdoła przekonać opinię publiczną do tego, iż nie jest partią marginalną – to może liczyć na wejście do sejmu. Oczywiście wejście do sejmu w przypadku KNP, nie będzie oznaczało jakiś realnych zmian w polskim prawie, ale mam nadzieję że będzie oznaczało realną zmianę w  polskich obyczajach. To znaczy, iż nie możemy się łudzić, że Kongres Nowej Prawicy poprzez swoją reprezentacje w sejmie doprowadzi do wprowadzenia w Polsce wolnego rynku, ponieważ tego na chwilę obecną z wielu powodów nie można uczynić. Możemy natomiast oczekiwać, że wejście do sejmu KNP, będzie solidną reklamą dla myśli pro-wolnościowej na polskiej scenie politycznej. Inne ugrupowania prawicowe takie jak PJN, UPR (który ostatnio flirtuje z Ruchem Narodowym głosząc hasła w stylu ,,kapitał ma narodowość!” oraz ,,cła są dobre”) i Prawica RP są skazane na porażkę z wielu zasadniczych powodów, o których nie będę się tu rozwodził, ponieważ nie czas na to i miejsce. Damian Kubiak      

Ruch Narodowy w oparach kolektywizmu

Kiedy kilka lat temu zetknąłem się z narodowcami i Marszem Niepodległości miałem względem nich dużą sympatię, byli to bowiem ludzie, którzy wbrew wszechobecnej propagandzie potrafili myśleć inaczej niż to nakazywała  polityczna poprawność. Niestety teraz, kiedy Ruch Narodowy ogłosił swoją deklarację ideową, wszystkie nadzieje, które z nimi wiązałem wygasły.
Pierwsze ostrzeżenie Coraz większą nieufność wobec narodowców nabierałem stopniowo. Pierwszym ostrzeżeniem był dla mnie tekst zamieszczony na stronie Narodowcy. net o wymownym tytule ,,Nacjonalizm, nie liberalizm!”. Autor tegoż tekstu pisze: ,,Jeszcze gorsze jest jednak to, że  <<nacjonaliści>>  nie widzą tego, iż kapitalizm jest sprzeczny z ideą samego nacjonalizmu. Warto przypomnieć, że nacjonalizm uznaje sprawy narodu za najważniejsze. Głosi także solidarność wszystkich grup i klas społecznych danego narodu”.  Jest to typowe wyznanie marksisty. Autor jednak rozważnie nie używa słowa socjalizm bowiem ma ono w Polsce  negatywną konotację. Zamiast tego używa słowa nacjonalizm, które nie jest aż tak jednoznaczne i nie oznacza systemu gospodarczego. Autor dalej stwierdza: "Nie wolno także zapominać, że kapitalizm jest nastawiony na zysk jednostki, a nie dobro narodu. Przeciętnego przedsiębiorcę nie obchodzi dobro ogółu, a dobro jego samego”. W tym fragmencie artykułu znać już wyraźnie narodowe zacięcie. Autor jednak niestety mija się z prawdą w swoim wywodzie. Kapitalizm daje bowiem zysk zarówno jednostce jak i ogółowi.  Dobrowolna wymiana między jednostkami zawsze będzie dawała zysk obu stronom wymiany, ponieważ gdyby było inaczej jednostki by do niej nie przystąpiły. Autor myli się po raz wtóry twierdząc, iż "przeciętnego przedsiębiorcę nie obchodzi dobro ogółu”. Gdyby było tak jak sugeruje autor to ów  ,, przeciętny przedsiębiorca” zostałby z rynku wyeliminowany.  Przedsiębiorca musi dostarczać  ogółowi (konsumentom) tego czego ogół oczekuje. Jeżeli byłoby inaczej konsumenci nie korzystaliby z jego usług (bądź produktów) a przedsiębiorca nie osiągnąłby zysku. Tak więc: Zysk po stronie przedsiębiorcy oznacza równocześnie zysk po stronie konsumentów (ogółu; narodu). Ale idźmy dalej i zacytujmy po raz kolejny autora tekstu ,,Nacjonalizm nie liberalizm!” - "Wielu z was mówi, że szkolnictwo, służba zdrowia czy strategiczne sektory gospodarcze nie mają prawa być kontrolowane. Śmieszne, powiedzcie na jakich terenach wiejskich działałyby przychodnie czy szpitale, skoro mieszka tam nieporównanie mniej ludzi i po prostu nie opłacałoby się tam zakładać tego typu placówek. To samo jest ze szkołami. Państwo powinno zapewnić równy dostęp do nauki wszystkim Polakom. Wielu z was pewnie nie pomyślało o tym, że mogłoby się urodzić w biednej rodzinie i po prostu waszych rodziców nie stać by było na opłacenie wam nauki w prywatnej szkole. Kolej, przemysł zbrojeniowy, stocznie czy wydobycie surowców naturalnych powinny być kontrolowane przez państwo. To chyba oczywiste, że państwo powinno mieć móc zabezpieczyć się przed utratą kontroli strategicznych sektorów gospodarki”. Jest to przykład typowego wywodu socjalisty. Jeśli miałbym odpowiedzieć, krótko na te zarzuty to musiałbym powiedzieć, że jeżeli moich rodziców nie byłoby stać na posłanie mnie do szkoły prywatnej to po prostu bym do niej nie poszedł! Tak samo jak obecnie nie stać mnie aby kupić sobie najnowszy model Ferrari. Jeżeli kogoś na coś nie stać to tego nie kupuje. Jednak autor zapomina o jednej bardzo ważnej rzeczy, mianowicie o tym że państwowe szpitale, przychodnie, szkoły etc. Są finansowane z pieniędzy obywateli, którym państwo zabiera je w postaci podatków.  Jeżeli obecnie obywatele są w stanie utrzymać publiczne szkoły i szpitale plus urzędników, którzy zajmują się redystrybucją ich własnych pieniędzy to tym bardziej będą w stanie zapłacić za prywatną szkołę bez pasożytującej na niej  kasty biurokratycznej. Autor kończy swój wywód stwierdzeniem - "System, w który wierzycie, a piszę do was różnej maści liberałowie, nie sprawdzi się”.   Kiedy kilka miesięcy temu przeczytałem ten artykuł to bagatelizowałem sprawę. Myślałem bowiem, że jest to odosobniony głos w dyskusji. Niestety myliłem się. Deklaracja ideowa Deklaracja ideowa nowo powstałego Ruchu Narodowego z pewnością nie jest aż tak przesiąknięta kolektywizmem jak omawiany powyżej tekst, ale i w niej możemy dostrzec wiele groźnie brzmiących sformułowań. Deklaracja składa się z dziewięciu punktów. Przeanalizujmy wszystkie. 1. W punkcie pierwszym noszącym tytuł ,,Tożsamość narodu” nie ma praktycznie żadnych konkretów. Autorzy deklaracji   kończą ten punkt słowami "by na powrót uczynić nasz naród dumną i silną wspólnotą”. 2. Tożsamość  rodziny. Autorzy najpierw piszą "Zaproponujemy rozwiązania poprawiające warunki życia rodzin, by umożliwić rozwój demograficzny narodu” , by następnie stwierdzić: "Ruch Narodowy będzie stać na straży autonomii rodziny i przeciwstawi się próbom ingerencji urzędniczej w życie rodzinne”. Pojawia się tu oczywiście pytanie : Co autorzy rozumieją przez "rozwiązania poprawiające warunki życia rodzin”? Oraz drugie pytanie: Kto ma te rozwiązania wprowadzać w życie? Wydaje mi się, że autorzy deklaracji uważają państwo za odpowiednie do wprowadzenia tych rozwiązań. Jeżeli jest tak faktycznie to nie wiem w jaki sposób można to pogodzić ze zdaniem na temat "autonomii rodziny”. Jeżeli rodzina ma być autonomiczną jednostką społeczeństwa to państwo nie może prowadzić względem niej żadnej polityki prorodzinnej. Polityka prorodzinna zawsze bowiem  będzie powodować sytuację , w której urzędnicy będą mieli wpływ na los rodziny. 3. Tożsamość osoby. Wielu indywidualistów pewnie w tym punkcie upatrywałoby szansy na podkreślenie roli jednostki. Nic z tych rzeczy, albowiem  ten punkt tak jak i pozostałe jest utrzymany w duchu kolektywizmu. Możemy w nim wyczytać: "Dzieci i młodzież mają prawo do patriotycznego wychowania w szkołach”, czyli mniej więcej to co głoszą zwolennicy przymusowej państwowej edukacji, z tą małą różnicą, że Ruch Narodowy zwraca uwagę, że ta państwowa edukacja ma być ,,patriotyczna”.  A w punkcie drugim była mowa o "autonomii rodziny”. Rodzice nie mają jednak żadnej autonomii skoro nie mogą decydować  o edukacji swoich dzieci. Nie dosyć, że Ruch Narodowy proponuje państwowy system edukacji utrzymywany z przymusowych podatków, to jeszcze nie zostawia rodzicom prawa do wyboru programu nauczania dla swoich pociech. Program ma być bowiem  "patriotyczny” dla wszystkich. 4. Suwerenność państwa. "Państwo jest podstawowym instrumentem realizacji interesów narodowych”. W tym punkcie brak jest konkretów, jednak powyższe zdanie trochę daje do myślenia wszystkim wolnościowcom. 5. Suwerenność kultury. Z treści punktu piątego można wysnuć wniosek, że narodowcy są zwolennikami dotowania kultury przez państwo. 6. Suwerenność ekonomiczna. Narodowcy obiecują  "Powstrzymamy pogłębianie zadłużenia gospodarki”;  niestety nie piszą choćby słowa w jaki sposób zamierzają to zrobić. 7. Wolność słowa. Znowu zero konkretów. 8. Wolność gospodarowania. "Obecny stan, w którym koszty utrzymania sektora publicznego spoczywają głównie na mniej zarabiających i drobnych przedsiębiorcach, jest nie do zaakceptowania”. Narodowcom chodzi o to aby bogaci płacili więcej (skąd my to znamy?). Nie przychodzi im jednak na myśl aby może zmniejszyć sektor publiczny i w ten sposób zmniejszyć również koszty jego utrzymania. "Będzie walczył o swobodę działania i dostęp do kapitału dla polskiego przedsiębiorcy, aby ten mógł tworzyć nowe miejsca pracy. Zadbamy o bezpieczeństwo socjalne Polaków proponując sprawiedliwy i prosty system emerytalny”. Pachnie to mocno ciągotkami do socjalizmu. Tylko nie za bardzo wiem na czym miałby polegać ten ,,sprawiedliwy i prosty system emerytalny”. Czy narodowcy chcą znieść przymus ubezpieczeń społecznych? Chyba nie. 9. Wolność wspólnoty. "Człowiek może być prawdziwie wolny jedynie w ramach wspólnoty, dlatego Ruch Narodowy będzie bronić wolności przed zagrażającym jej liberalizmem”. Liberalizm zagraża wolności!!! Człowiek może być wolny jedynie we wspólnocie!!! Gwarantuje jedno - Marks, Engels, Hitler czy Lenin podpisaliby się pod tym obiema rękami!  Oni też, podobnie jak autorzy deklaracji, nie znosili indywidualizmu i wolności jednostki. Można by podsumować – Kolektywizm uber alles! Jednostka jest niczym liczy się tylko kolektyw!!! Echa deklaracji Po ogłoszeniu deklaracji Ruchu Narodowego (która, nie oszukujmy się, jest bardzo ogólna, mówi bowiem dużo o celach a mało o środkach), pojawił się artykuł p. Piotra Michała Jeża. Odnoszę wrażenie, że ów artykuł był rozwinięciem deklaracji, a większość narodowców prezentowała go jako oficjalne stanowisko Ruchu Narodowego. Pan Jeż już na samym początku artykułu pisze, iż skupi się na analizie punktu dziewiątego deklaracji, który mówiąc niezwykle delikatnie jest najbardziej kontrowersyjny. "By sprzeczność wystąpiła musielibyśmy przyjąć założenie, że liberalizm jest jedyną ideologią opartą na wolności” – piszę p. Jeż. W deklaracji ideowej mogliśmy wyczytać, że narodowcy będą "bronić wolności przed zagrażającym jej liberalizmem” a tu autor artykułu mówi, że "liberalizm nie jest jedyną ideologią opartą na wolności”. Nie jedyną ale jednak ,,opartą na wolności”! Czyli narodowcy będą nas bronić wolnością przed wolnością! Tak więc pan Jeż już w pierwszych słowach swojego artykułu tę sprzeczność potwierdza. Co jest tą ,,złą” wolnością już wiemy – liberalizm. A co jest dla narodowców wolnością ,,dobrą”? Jest nią mityczny republikanizm. Autor tłumaczy nam czym jest wolność w rozumieniu republikańskim -  "Wolność w rozumieniu republikańskim (Arystotelesa, Cycerona, Jana z Salisbury, Jana Zamoyskiego czy Feliksa Konecznego) wypływa z natury człowieka (dzisiaj rzeklibyśmy też: z jego godności). Nie jest, przede wszystkim, wolnością nieograniczoną. Granicą dla niej są określone reguły społeczności oraz zasady moralne. Stanowią one także sam gwarant wolności i utrzymania ładu społecznego”. Czyli możemy wywnioskować, że liberalizm (w przeciwieństwie do mitycznego republikanizmu)  nie wypływa z godności człowieka, jest wolnością nieograniczoną , nie uznaje żadnych reguł społecznych ani zasad moralnych,  nie stanowi gwarantu wolności oraz nie gwarantuje utrzymania ładu społecznego. Są to wszystko bzdury i kłamstwa. Wśród ideologów liberalizmu oraz libertarianizmu  było i jest  wielu zwolenników prawa naturalnego (np. Hugo Grocjusz, Murray Rothbard).  Nie wiem skąd autorowi przyszło do głowy, że liberalizm jest wolnością nieograniczoną. Liberalizm nigdy nie uważał wolności za możliwość robienia co się komu żywnie podoba. Dla liberałów wolność jednego człowieka kończy się w miejscu gdzie zaczyna się wolność drugiego. Nawet skrajnie wolnościowy libertarianizm nie postuluje wolności nieograniczonej (anarchokapitalizm  postuluje zniesienie państwa, ale nie zniesienie prawa). Bardzo ciekawi są również przedstawiciele "prawdziwej” wolności, która ma nas chronić przed liberalizmem. Autor wymienia np. Arystotelesa. Był to człowiek, który, umówmy się, wolność rozumiał w dosyć specyficzny sposób. Mianowicie uważał, że pewni ludzie są stworzeni do tego aby być niewolnikami i nie ma w tym nic złego. Czy narodowcy chcą nam zafundować tak rozumianą wolność? Faktycznie różni ona się istotnie od liberalizmu, ponieważ liberalizm gwarantuje równe prawo dla każdego człowieka. W dalszej części tekstu pan Jeż poucza nas jakie są różnie między republikanizmem a liberalizmem (i chyba stara się przekonać czytelników, że te różnice przemawiają na niekorzyść liberalizmu). "Republikanie twierdzą, że kategoria dobra wspólnego może obejmować sytuacje, w których dobro społeczeństwa może wymagać poświęcenia poszczególnych lub wszystkich jednostek”. Brzmi to naprawdę groźnie, szczególnie słowa: "których dobro społeczeństwa może wymagać poświęcenia poszczególnych lub wszystkich jednostek”. Jakie dobro społeczeństwa może wymagać poświęcenia wszystkich jednostek!? Muszę przyznać, że nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić. Jeżeli wszystkie jednostki zginą to przestanie przecież  istnieć również  społeczeństwo!  Autor tekstu jest aż tak zaślepiony kolektywizmem, że przestaje pamiętać o tym, iż aby istniało społeczeństwo muszą istnieć poszczególne jednostki, z których będzie się ono składać. W dalszej części tekstu autor wyjaśnia co dla republikanina (oczywiście chodzi  tu o ,,republikanina” w rozumieniu pana Jeża) znaczy wolność: "Tym bardziej człowiek jest Obywatelem, tym bardziej jest wolny, im mocniej angażuje się i poświęca dla rei publicæ”. Pod tymi słowami mógłby się z pewnością podpisać każdy zwolennik totalitaryzmu z Hitlerem i Stalinem na czele, ale na pewno nie zrobiłby tego liberał. Dla liberała tego typu słowa znaczą mniej więcej to o czym pisał Orwell w książce ,,1984”, czyli ,,Niewola to wolność” a ,,Wojna to pokój”. Autor kończy swój artykuł następującymi słowami: "Podsumowując: poza liberalizmem istnieją także inne systemy myślowe, w których wolność stoi w punkcie centralnym. Owa wolność w rozumieniu prawicowym, konserwatywnym wiąże się z określonym zakresem obowiązków. To też odpowiedzialność za własne czyny – i to odpowiedzialność przed Narodem, wspólnotą naszych przodków, jak i pokoleń przyszłych. Sporo osób ceniących sobie – słusznie! – wolność poddaje się mylnemu przekonaniu, że jedynym jej gwarantem jest liberalizm. Pamiętajmy więc o tym, że swoboda bez ograniczeń to nic innego, niż libertynizm”. Pan Jeż w powyższych słowach po raz kolejny stara się wprowadzić w błąd swoich czytelników, sugerując im kłamliwie, że liberalizm to wolność bez ograniczeń. Liberalizm ( i libertarianizm) nigdy nie postulował wolności bez ograniczeń. Dla liberałów i libertarian każdy człowiek może robić to co mu się żywnie podoba, ale tylko pod warunkiem, że nie narusza życia, wolności i własności innych.  Oczywiście zgadzamy się z pierwszym zdaniem autora, że "poza liberalizmem istnieją także inne systemy myślowe, w których wolność stoi w punkcie centralnym” -  takim systemem jest oczywiście  libertarianizm.  Natomiast z pewnością nie jest nim serwowany nam przez autora kolektywizm, który autor nazywa republikanizmem. Nienawiść narodowców do indywidualizmu mnie zadziwia. Widocznie nie dość jeszcze historia dała nam przykładów na zgubny wpływ kolektywizmu. Na kolektywizmie były oparte najbardziej zbrodnicze ideologie takie jak komunizm czy faszyzm,  zebrał on miliony ofiar, a mimo to większość ludzi nadal kocha kolektywistów a nienawidzi indywidualistów. Ludzie nadal słuchają ze zrozumieniem pomstowań na kapitalizm czy wolny rynek.  Zapominają natomiast o podstawowej rzeczy a mianowicie o tym, że dobrowolna wymiana, na której jest oparta wolnorynkowa gospodarka jeszcze nigdzie na świecie nie doprowadziła do wojny czy nędzy. Damian Kubiak

„Sieci” czyli tygodnik młodych socjalistów

Bracia Karnowscy nazywają swoją gazetę  "odważny tygodnik młodej Polski".  Jednak z treści zamieszczanych w owym tygodniku możemy doprecyzować, że jest to  "odważny tygodnik młodej Polski" socjalistycznej. Tego typu wniosek możemy wyciągnąć czytając teksty zamieszczone w "Sieci".
Obowiązkiem państwa jest wspieranie kultury Czy państwo powinno dotować kulturę? Oczywiście, że nie, choć publicysta "Sieci" jest odmiennego zdania.  W swoim tekście Krzysztof Feusette pisze: "Rząd zaniechał swoje obowiązki wobec kultury". W jeszcze kilku miejscach wspomina, iż dotowanie kultury jest podstawowym zadaniem państwa, a rząd Donalda Tuska się z tego nie wywiązuje. Feusette cytuje list jaki ,,ludzie teatru" wystosowali do premiera. Możemy w nim przeczytać między innymi: "My ludzie teatru, chcemy podzielić się swoim głębokim zaniepokojeniem dotyczącym funkcjonowania teatrów publicznych w Polsce.(...) Większość decydentów zachowuje się tak jakby w ogóle nie miała potrzeby korzystania z kultury nie komercyjnej. Zakłada więc, że społeczeństwo też nie ma takich potrzeb".  Oczywiście możemy zrozumieć zachowanie ,,ludzi teatru” i inszych "artystów", oni po prostu nie dostali od rządu swojej działki z podatków, którymi rząd grabi obywateli. No a oni przecież mają "misję" wobec narodu itd. Robią filmy i przedstawienia teatralne, których nikt nie chce oglądać za swoje ciężko zarobione pieniądze. Artyści wpadli więc na pomysł aby wejść w sojusz z państwem, które da pieniądze na kulturę "z misją".  Oni potem wesprą odpowiedniego kandydata w wyborach i koalicja artystów z politykami będzie trwała w najlepsze. Tymczasem przebrzydły Tusk dał za mało!  Artyści chcą więcej! Tylko nikt nie zadał sobie pytania:  Dlaczego biedny podatnik ma płacić na "ludzi teatru" i inszych "artystów"?  Oczywiście jeżeli chce z własnej woli pójść do kina lub teatru i w ten sposób wspomóc kulturę to oczywiście w porządku. Ale dlaczego ma płacić na nią pod przymusem?! Dlaczego podatnik ma płacić na Polski Instytut Sztuki Filmowej czy publiczne teatry skoro z ich usług nie korzysta i  korzystać nie zamierza? Szczerze powiedziawszy nie wiem. Publicysta tygodnika "Sieci" nie daję na to pytanie odpowiedzi tylko przyjmuje za pewnik, że tak być musi. Korzystanie z teatru to taka sama wymiana na rynku usług jak wizyta w sklepie z warzywami. Człowiek idzie do sklepu, ponieważ chce kupić warzywa, a jeżeli nie lubi warzyw to po prostu ich nie kupuję. Tak samo jest z wizytą w teatrze, jeżeli lubię chodzić do teatru to chodzę i płacę,  w ten sposób utrzymując  teatr. Jeżeli natomiast nie lubię teatru to po prostu nie korzystam z jego usług. JOW są niedobre dla PiS-u W innym artykule, tym razem autorstwa Krzysztofa Czabańskiego, możemy wyczytać wiele ciekawych rzeczy. Artykuł poświęcony jest jednomandatowym okręgom wyborczym.  Czabański piszę: "Można się zgodzić, że zaraz po obaleniu komuny - JOW były niezłym pomysłem. Może kiedyś za 5-10 lat staną się takim na nowo. Dziś jednak to na pewno pomysł bardzo zły". Dlaczego niby dopiero za 5-10 lat? Czemu nie wprowadzić JOW już teraz? Czabański spieszy z odpowiedzią: "U nas szansą na zmianę tej złej sytuacji są partię antyestabilishmentowe, takie jak PiS, które za cel stawiają sobie sanację państwa". Teraz wiemy już wszystko. Obecnie w Polsce nie można wprowadzić JOW bo to jest złe dla PiS. Czabański pisze niżej, że sam jest zwolennikiem JOW, no ale jeszcze więcej to on popiera PiS. JOW nie przyniosą korzyści PiS dlatego nie można ich wprowadzić. W tej chwili wyłoniło nam się kryterium, według którego publicyści "Sieci" oceniają różnego rodzaju inicjatywy, idee etc. Tym kryterium jest interes PiS, tak więc co dobre dla PiS to dobre dla Polski, Polaków, narodu, społeczeństwa itd. W tekście Czabańskiego znajdziemy jeszcze kilka innych kwiatków. I tak np. "państwo polskie jest w stanie daleko posuniętego rozkładu" - pisze Czabański. A to ciekawa interpretacja sytuacji, podatki rosną, państwo mówi nam co mamy jeść i pić oraz  jak wychowywać dzieci, a Czabański twierdzi, że państwo jest w stanie ,,rozkładu”. Aż strach pomyśleć co się stanie kiedy nadejdzie ta wymarzona pisowska sanacja wg. Czabańskiego. Krytyka wolnego rynku Tygodnik młodych socjalistów nie byłby tygodnikiem młodych socjalistów gdyby nie dokopał wolnemu rynkowi i nie pochwalił państwowej ingerencji w gospodarkę. I tak bracia Karnowscy fundują czytelnikom wywiad z prof. Grażyną Ancyparowicz. Pani profesor, jak przystało na polskiego ekonomistę, przez 90 % artykułu "leje wodę" czyli mówi rzeczy, z których absolutnie nic nie wynika. W Polsce jest to dla ekonomisty zachowanie typowe. Polski ekonomista jest w stanie najprostszą sprawę przedstawić w taki sposób, że nikt nie jest w stanie zrozumieć o co chodzi. Nie inaczej jest z panią profesor, która jest najwidoczniej ekonomicznym guru braci Karnowskich.  Bracia Karnowscy, jak przystało na młodych socjalistów, są zafascynowani państwem, które ich zdaniem powinno kierować życiem gospodarczym kraju. Pani profesor oczywiści podziela pogląd braci i stwierdza, że "musimy odbudować przemysł, musimy produkować, a państwo powinno odegrać w tym procesie aktywną rolę". Dla braci Karnowskich i pani profesor skrytym  ideałem jest pewnie PRL, wtedy to  bowiem państwo kierowało gospodarką, przemysł kwitł a produkcja szła pełną parą! W inny artykule niejaki Paweł Burdzy pisze na temat Janusza Korwin-Mikkego i wolnego rynku. Pierwsza część artykułu jest poświęcona Korwinowi. Autor sam przyznaje, że w młodości był zwolennikiem Korwina ale teraz już tego żałuje i składa samokrytykę, jak przystało na przykładnego zwolennika PiS. Co ciekawe autor nie ma żadnego konkretnego zarzutu pod adresem Korwina stwierdza tylko, że "nie ma nic wspólnego z >>realizmem<< (jako sposobem realnego wpływania na bieg spraw publicznych)". No, ale pal licho  Korwin, autor go widocznie nie lubi. Dużo osobliwiej  przedstawia się druga część artykułu, w której autor stara się wyjaśnić czytelnikom dlaczego kapitalizm w Polsce się nie sprawdzi. Doprawdy trudno zrozumieć o co chodzi autorowi w jego krytyce wolnego rynku. Z jego wywodów możemy wywnioskować, że kapitalizm to system, który sprawdza się jedynie w bogatych społeczeństwach. A jak społeczeństwo nie ma ,,własnego kapitału” to wprowadzenie wolnego rynku tylko pogorszy sytuację. Trzeba przyznać, że to dosyć ciekawa teoria. Bracia Karnowscy uważają oczywiście swój tygodnik za opozycyjny i mają rację. "Sieci" jest jak najbardziej gazetą opozycyjną, ale tylko wobec rządu Donalda Tuska a nie wobec systemu. W tygodniku "Sieci" nie znajdziemy artykułów poświęconych prywatyzacji szpitali, likwidacji TVP czy zaprzestania dotowania teatrów. Znajdziemy natomiast pochwałę obecnego status quo, z tym jednym zastrzeżeniem, iż Platformę należałoby wymienić na PiS. Damian Kubiak Polemika Marcina Motylewskiego: „Sieci” zarzucone na Korwina

Krótka historia pieniądza

Żyjąc w świecie pieniądza fiducjarnego ludzie całkowicie zapomnieli o genezie powstania pieniądza.  Mało kto pamięta, że pieniądz powstał w sposób naturalny i spontaniczny.  Wytworzył się podobnie jak język w sposób ewolucyjny. I podobnie jak język ma niezwykle ciekawą historię, którą warto znać.
 Na początku był barter Ale zacznijmy od genezy powstania pieniądza.  Każda cywilizacja niezależnie od warunków geograficznych, w których przyszło jej funkcjonować początkowo opierała się na barterze, czyli wymianie towar za towar. Potrzeba wymiany, zawsze jest umotywowana chęcią polepszenia sobie własnego losu. Nie inaczej było u ludzi pierwotnych.  Wiedzieli oni, że trudno jest wytworzyć wszystkie potrzebne do życia produkty samodzielnie. Co więcej zdawali sobie sprawę, że o wiele lepiej jest korzystać z pomysłów i pracy innych ludzi. Aby lepiej uzmysłowić sobie znaczenie wymiany towarów nakreślmy sobie przykładową sytuację. W wiosce X mieszka czterech sąsiadów, wszyscy oni są  w stanie wyprodukować wszystkie  potrzebne do życia produkty. Jednakże zdają sobie  sprawę z tego, że jest to zadanie niezwykle uciążliwe i wymagające ogromnej pracy.  Ponadto zauważają , że każdy z nich ma inne zdolności i każdy z nich jest dobry w wytwarzaniu innego produktu. Przyjmijmy, że pierwszy sąsiad hoduje kury i dzięki temu ma dużo jajek, drugi hoduje krowy i dzięki temu ma mleko i ser, trzeci zajmuje się łowieniem ryb a czwarty ma ogród pełen warzyw i owoców. Najlepiej jest jeżeli każdy z sąsiadów zajmuje się tym na czym najlepiej się zna i robi to dla wszystkich pozostałych. I tak na przykład pierwszy z sąsiadów nie tylko sam je swoje jajka, ale również zaopatruje w nie pozostałych trzech. Z drugim wymienia się na mleko i ser, z trzecim na ryby, a z czwartym na warzywa i owoce. To samo robi każdy z  sąsiadów.  W ten sposób wytwarza się podział pracy, który prowadzi do polepszenia warunków życia każdego z nich. Barter to za mało Nakreślona powyżej sytuacja jest czysto teoretyczna i nie uwzględnia podstawowego czynnika wymiany jakim jest popyt na konkretne towary. Powyżej przyjęliśmy, że każdy z czterech sąsiadów wytwarza popyt na produkty pozostałych, jednak nie koniecznie musi tak być. Wyobraźmy sobie bowiem, że sąsiad czwarty nie chce wymienić swoich owoców i warzyw na mleko i ser sąsiada drugiego. Co wtedy ma zrobić właściciel mleka? Jeżeli naprawdę zależy mu na nabyciu owoców to musi poszukać takiego towaru, za który mógłby uzyskać owoce. Inaczej mówiąc musi znaleźć towar pożądany przez właściciela owoców, na który ten będzie skłony wymienić swoja własność.  Więc aby uzyskać upragniony produkt musi wykonać co najmniej dwukrotną wymianę. Wiąże się to z wieloma trudnościami. Na przykład aby zdobyć towar, za który w zamian można uzyskać owoce, trzeba jechać do sąsiedniej wioski. Widzimy, że jest to wyjątkowo problematyczne dlatego wspólnota międzyludzka oparta wyłącznie barterze musi cechować się prymitywną gospodarką. Pieniądz i jego cechy Ludzie prowadząc między sobą wymianę produktów zauważyli, że istnieją takie towary, które są powszechnie pożądane. Mówiąc inaczej istnieją takie przedmioty, które można wymienić na wszystkie pozostałe.  W taki sposób powstał pieniądz czyli powszechny środek wymiany. Każdy towar aby stał się powszechnym środkiem wymiany, musi posiadać  określone cechy. 1) Pierwszą cechą jaką musi posiadać pieniądz jest popyt jaki ludzie wytwarzają w  stosunku do niego(tzn. musi to być dobro powszechnie pożądane, które ludzie są w stanie przyjąć w dużych ilościach). 2) Musi to być dobro rzadkie (tzn. nie występujące w nadmiarze w przyrodzie). 3) Towar aspirujący do miana powszechnego środka wymiany musi być niewielkich rozmiarów, aby umożliwić jego łatwy transport. 4) Musi mieć w stosunku do swojej wielkości dużą wartość. 5) Nie może łatwo ulegać zniszczeniu bądź zepsuciu. 6) Musi być łatwo podzielny bez jednoczesnej utraty wartości. Wyżej wymienione cechy wskazują nam jaki towar będzie najodpowiedniejszy do powszechnej wymiany interpersonalnej.  Towarami, które najpełniej posiadają powyższe cechy są kruszce takie jak srebro i złoto. Są one bowiem powszechnie pożądane ze względu na możliwość ich wykorzystania jako przeróżnych ozdób. Kruszce te nie występują w nadmiarze w przyrodzie oraz mają niewielki rozmiar w porównaniu do wartości jakie sobą reprezentują. Są niezwykle trwałe oraz można je łatwo dzielić  bez jednoczesnej utraty wartości. Jak widzimy srebro iż złoto posiada wszystkie potrzebne cechy aby ułatwić handel i podnieść poziom życia ludzi.  Dlatego właśnie te kruszce w historii ludzkości były najchętniej stosowanym pieniądzem. Geneza pieniądza papierowego W naszych powyższych rozważaniach nie wspominaliśmy nic o tym z czym dzisiaj najczęściej kojarzy się pieniądz czyli z papierem.  Ale spokojnie do wszystkiego dojdziemy w swoim czasie. Tak więc do tej pory  ustaliliśmy, że najlepszym środkiem wymiany jest srebro i złoto.  Tylko trzymanie w domu takich drogich przedmiotów trzeba uznać za wyjątkowo  nierozsądne, szczególnie gdy posiadamy ich znaczną ilość.  Wiemy to my w dzisiejszych czasach ale wiedzieli to też nasi przodkowie, którzy żyli w odległej przeszłości. Dlatego też, co bardziej pomysłowi ludzie wpadli na pomysł aby utworzyć magazyn, w którym można by bezpiecznie  przechowywać kosztowności. Postanowili utworzyć bank depozytowy, do którego ludzie mogliby zanosić swoje oszczędności aby mogły one  tam  być bezpieczne. Właściciel takiego banku zapewniał ochronę kosztownościom swoich klientów w postaci różnego typu zabezpieczeń(sejf, strażnicy, odpowiedni budynek etc.). On dawał bezpieczeństwo w postaci strzeżonego magazynu a klienci za tą ochronę swoich  oszczędności płacili odpowiednią opłatę.  Bank wystawiał odpowiedni kwit, że taka a taka osoba posiada taką a taka kwotę pieniędzy w depozycie. Ów  kwit, (który był wystawiany na sumę pieniędzy posiadaną w banku)  był wręczany właścicielowi pieniędzy,  który mógł w każdej chwili zgłosić się do banku i odebrać swoją własność. I tak np. kiedy posiadający pieniądze w banku człowiek chciał zakupić jakiś drogi przedmiot to wtedy zabierał ze sobą kwit i szedł  zabrać swoje pieniądze z magazynu. Jeżeli zabierał wszystko to wtedy jego depozyt w danym banku wygasał, jeżeli tylko cześć to zmniejszało się jego saldo bankowe. Jednak w pewnym momencie ludzie zdali sobie sprawę, że każdorazowe wypłacanie pieniędzy z banku jest problematyczne dla obu stron danej transakcji. Człowiek, który kupuję musi udać się do banku a potem przekazać pieniądze sprzedającemu, który z kolei później musi zanieść je z powrotem do banku. Wiązało się to z niepotrzebną niewygodą (jeżeli chodzi o specjalne udanie się do banku) i ryzykiem utraty pieniędzy na rzecz złodzieja. Tak więc dla obu stron wypłacanie i wpłacanie pieniędzy  było niebezpieczne i niewygodne.  Znacznie łatwiej było po prostu wymienić kwit na towar.  Sprzedający otrzymywał kwit w zamian za swój produkt, wtedy to on stawał się właścicielem depozytu i mógł w każdej chwili odebrać swoją własność z banku. Mógł też zanieść swój kwit do innego banku i w ten sposób otwierał depozyt w innym banku. Wtedy banki same między sobą musiały załatwić przepływ pieniędzy tzn. zadbać aby oszczędności trafiły do skarbca banku, w którym klient otworzył depozyt. Bank, który odbierał kwit wystawiony przez inny bank miał dwie możliwości: mógł od razu zażądać wypłaty pieniędzy, które umieszczał następnie  we własnym  skarbcu lub mógł pozostawić pieniądze w skarbcu obcego banku. Wybór był uzależniony od zaufania jakim jeden bank darzył drugi. Wiadomo, że dwa świetnie prosperujące banki, które codziennie otrzymują kwity wystawiane przez siebie nawzajem, nie będą za każdym razem zgłaszać się po odbiór gotówki. Wiadomo, że kwity obu banków będą się wzajemnie równoważyć tzn. ilość klientów zmieniających jeden bank na drugi będzie mniej więcej porównywalna. I tak jeden bank będzie przechowywał cześć gotówki swoich klientów w innych bankach. To samo będzie się tyczyło małych banków, które będą chciały przechowywać część swoich aktywów w bankach większych.  Wyżej opisana sytuacja jest całkowicie normalna i nie ma w niej nic złego dla klienta. Owa sytuacja jest uzależniona od wzajemnego zaufania jakim darzą się banki.  Wiadomo, że w sytuacji kiedy bank otrzyma kwit od banku do, którego nie ma zaufania to nie będzie zwlekał z podjęciem pieniędzy i umieszczeniem ich we własnym skarbcu. Każdy bank bowiem będzie starał się jak najlepiej zadbać o swoje aktywa. Banki tworzą swoje pieniądze czyli system wolnej bankowości System wolnej bankowości polegał na tym, iż każdy bank wystawiał kwity na to iż, w jego skarbcu znajdują się kosztowności, które w każdej chwili można pobrać za okazaniem wspomnianego kwitu. Jeżeli zaufanie do banków było duże to wtedy handel nie opierał się na pieniądzu kruszcowym lecz na kwitach, które wydawały banki. Tak było prościej dla wszystkich uczestników wymiany. Najchętniej przyjmowano kwity tych banków, które cieszyły się największym zaufaniem.  W ten sposób wytworzyła się konkurencja między bankami. Banki tworzyły niejako własne pieniądze papierowe,  które w stu procentach miały pokrycie  w złocie(tzw. Standard złota).  Były to pierwsze pieniądze papierowe. Jak wiemy papier nie posiada wszystkich cech pieniądza lecz w tym przypadku nie był on samym pieniądzem lecz jedynie jego ekwiwalentem. Prawdziwym pieniądzem cały czas pozostawały złoto i srebro zmagazynowane w skarbcach, papierowy pieniądz był jedynie potwierdzeniem tego, iż one się tam znajdują. Jak widzimy system wolnej bankowości polegał na tym, iż każdy bank mógł wytwarzać swoje własne  papierowe pieniądze, które były ekwiwalentem kruszców znajdujących się w skarbcu. Ludzie mogli wybierać pieniądz banku, do którego mieli największe zaufanie. Tak więc w systemie wolnej bankowości na rynku dominuje pieniądz tego banku, który ludzie uznają za najlepszy. Państwo zaczyna wtrącać się do pieniądza Dopóki istniał system wolnej bankowości, dopóty ludzie sami mogli wybierać pieniądz, który uważali za najlepszy.  Jednak pewne grupy osób z różnych powodów nie przepadały za systemem wolnej bankowości. Nie będziemy w tym miejscu dokładnie roztrząsać  przyczyn ich niechęci.  Powiemy tylko, że w pewnym momencie państwo (aparat urzędniczy) zapragnął mieć kontrolę nad pieniądzem.  Wprowadzono wtedy państwowy monopol pieniądza tzn. pieniądzem był tylko ten kwit banku, który uzyskał przychylność państwa. Nadal obowiązywał standard złota jednak pieniądz papierowy mogły emitować tylko wybrane przez państwo banki. Tylko zatwierdzonymi przez państwo pieniędzmi można było płacić podatki.  Ograniczyło to mocno system wolnej konkurencji miedzy bankami. Jednak państwo nie chciało na tym poprzestać. Jak wiemy kto raz skosztuje władzy ten zawsze będzie chciał ją powiększać.  Państwowi urzędnicy wymyślili, że stworzą jeden bank, który jako jedyny  będzie mógł emitować papierowy pieniądz, bank ten nazwali bankiem centralnym. Stał on najwyżej w hierarchii wszystkich banków, które musiały w nim przechowywać swoje depozyty. Nadal obowiązywał standard złota ale był on czysto iluzoryczny, ponieważ system wolnej konkurencji miedzy bankami, był już bardzo mocno ograniczony. Bank centralny zyskiwał coraz większą władzę, w którą chętnie wyposażały go parlamenty. Standard złota musi odejść Mimo, że bank centralny zdobywał coraz większą władzę to nadal był mocno ograniczony. Ograniczał go jeden czynnik: Standard złota. Pomimo tego, iż  bank centralny mógł emitować pieniądze papierowe to nadal musiały mieć one pokrycie w pieniądzach prawdziwych czyli w kruszcach. Taka sytuacja była bardzo niewygodna dla polityków, którzy jak wiemy lubią wydawać dużo pieniędzy. Politycy oczywiście długą główkowali nad tą sprawą. Ogólnie rzecz ujmując przyjęli taktykę małych kroków, czyli taktykę niszczenia standardu złota stopniowo. Ostateczny cios standard złota otrzymał w czasie I wojny światowej, kiedy to tzw. prawdziwy pieniądz odszedł na zawsze do lamusa. Jak wiemy wojna wiąże się z wielkimi wydatkami. A żeby państwo mogło wydawać na wojnę  to musi najpierw mieć dodatkowe  pieniądze. Może je uzyskać na trzy sposoby.  Pierwszy sposób  to podwyższenie podatków. Ale jest to krok ryzykowny, dlatego że ludzie mogą się z tego powodu bardzo zdenerwować. Drugi sposób to zaciągnięcie długów, ale długi mają to do siebie, że trzeba je spłacać. Trzeci sposób wydawał się naszym przodkom najlepszy, zakładał on zerwanie ze standardem złota. Politycy sumienie przegłosowali odpowiednie ustawy i zaczęli tworzyć pieniądz z powietrza (dokładniej rzecz biorąc z papieru). Bank centralny mógł drukować dowolną ilość papierowego pieniądza, który nie musiał mieć żadnego pokrycia. W taki oto sposób powstał pieniądz fiducjarny czyli to z czym dzisiaj wszyscy utożsamiają  słowo pieniądz. Pieniądz fiducjarny nie ma oczywiście żadnej wartości poza wartością umowną. Wartość umowną określa bank emisyjny w postaci nominałów, które na pieniądzu umieszcza. Podobnie jest zresztą z monetami, które też nie mają żadnej wartości. Są one bowiem zrobione z nic nie wartej  blachy. Co ciekawe jedyną wartością pieniądza fiducjarnego jest wiara w to, że on tą wartość ma.  Tą wiarę stara się ze wszystkich sił krzewić państwo (aparat urzędniczy). Dopóki wszyscy wierzą to wszystko jest mniej więcej w porządku. Ale co w sytuacji kiedy wiara ludzi osłabnie? No cóż, wtedy znów powrócimy do pieniądza naturalnego. Damian Kubiak

Rozbrojeni

,,Kto bez wymaganego zezwolenia posiada broń palną lub amunicję, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat” - brzmi paragraf drugi artykułu dwieście sześćdziesiątego trzeciego kodeksu karnego. Czyli za posiadanie broni bez zezwolenia można trafić za kratki nawet na długie osiem lat. Z tego niechybnie należy wyciągnąć wniosek, że posiadanie broni czy amunicji jest jakąś wielką zbrodnią przeciwko ludzkości. Tylko jaką?
Argumenty za zakazem posiadania broni Podstawowym argumentem wszystkich przeciwników wolnego dostępu do broni jest stwierdzenie, że broń jest niebezpieczna. Co bardziej wylewni wspominają jeszcze, że gdyby w Polsce posiadanie broni nie było zakazane to wszyscy by się niechybnie wystrzelali w krótkim czasie. Rozważmy te dwa argumenty. Broń jest oczywiście niebezpieczna, ale co z tego wynika? Czy z przesłanki, że broń jest niebezpieczna należy wyciągnąć wniosek, że posiadanie broni powinno być zakazane? Oczywiście, że takiego wniosku wyciągać nie wolno. Byłoby to nadużycie. Jeżeli przyjęlibyśmy ten tok rozumowania to należałoby zakazać wszystkich rzeczy, które mogą powodować niebezpieczeństwo. Samochód jest urządzeniem niezwykle niebezpiecznym i przez jego używanie ginie co roku wielu ludzi. Podobnie zakazane powinno być: posiadanie roweru, gdyż jego nieodpowiednie użycie może powodować niebezpieczeństwo, kąpiel w basenie, ponieważ można się utopić, używanie noża, ponieważ można kogoś zabić itd. Od razu widać, że argument potencjalnym niebezpieczeństwie nie wytrzymuje krytyki. Co do wystrzelania się naszych rodaków za pomocą broni, to muszę przyznać, że argument ten jest co najmniej dziwny. Opiera się on głównie na zdolności przewidywania przyszłości przez jego wyznawców. Aż dziw, że nie zagrają oni w totolotka. Dlaczego niby wszyscy mieliby się wystrzelać? Tego nie wiem. W każdym razie rzeczywistość jakoś tego argumentu nie potwierdza, są bowiem na świecie państwa gdzie broń jest dostępna bez zezwolenia i mieszkańcy tych krajów się do tej pory nie wystrzelali. Co więcej i nasza historia zdaje się również zaprzeczać tej spiskowej teorii dziejów. W Polsce bowiem broń przez setki lat była dostępna bez jakiegokolwiek zezwolenia i jakoś nasz naród przetrwał, bez większych strat. Co ciekawe ludność naszego nieszczęśliwego kraju(nie licząc wojen) zaczęła gwałtownie maleć w chwili gdy o nasze bezpieczeństwo zaczął dbać Urząd Bezpieczeństwa, który posiadanie broni karał śmiercią, jako zbrodnie przeciwko państwu. Czy zakaz posiadania broni palnej gwarantuje bezpieczeństwo? No właśnie gwarantuje czy też nie? A jeżeli gwarantuje bezpieczeństwo to komu i w jakim zakresie? Mylą się Ci, którzy twierdzą, że zakaz posiadania broni powoduje większe bezpieczeństwo a co za tym idzie spadek przestępczości. Tezy tej nie potwierdza bowiem ani praktyka ani teoria. Wyobraźmy sobie bowiem sytuację, w której na danym obszarze obowiązuje zakaz posiadania broni. Czy to oznacza, że broni nie można zdobyć w sposób nielegalny, czyli nie zgodny z prawem? Oczywiście, że można. A kto zdobywa broń w sposób nielegalny? Przestępcy czy uczciwi obywatele? Oczywiście przestępcy. Z tego możemy wysnuć prosty wniosek, że przestępca złamie prawo i będzie posiadać broń a uczciwy obywatel prawa nie złamie i broni posiadać nie będzie. Komu w takim razie wprowadzenie zakazu posiadania broni daje większe bezpieczeństwo? Przestępcy czy uczciwemu człowiekowi? Zastanówmy się. Uczciwy obywatel nie ma broni, ponieważ jej posiadanie jest niezgodne z prawem, równocześnie jest świadomy, że nie wszyscy prawa przestrzegają. Czy uczciwy człowiek czuje się bezpieczny w sytuacji, w której ma świadomość że sam nie ma broni a to, że ma ją przestępca jest wysoce prawdopodobne? Raczej bezpiecznie się nie czuje. A przestępca? Jak wprowadzenie zakazu posiadania broni wpłynęło na jego poczucie bezpieczeństwa? Jego poczucie bezpieczeństwa wzrosło, ponieważ jest świadomy tego, że potencjalna ofiara, jeżeli tylko przestrzega prawa broni palnej nie ma. Co oznacza wzrost poczucia bezpieczeństwa u przestępców? Wzrost poczucia bezpieczeństwa u przestępców oznacza wzrost poczucia bezkarności a to z kolei oznacza wzrost liczby przestępstw. A co by było gdybyśmy wprowadzili wolny dostęp do broni każdego obywatela. Wtedy szanse przestępcy i uczciwego obywatela na zdobycie broni by się wyrównały. A co w takiej sytuacji z poczuciem bezpieczeństwa u uczciwego człowieka oraz przestępcy? Najpierw dla odmiany przeanalizujmy sytuacje przestępcy. W chwili wprowadzenia ustawy o wolnym dostępie do broni traci on swoją przewagę nad uczciwym obywatelem, ponieważ teraz nie trzeba już łamać prawa aby w łatwy sposób wejść w posiadanie broni. Przestępca ma świadomość, że prawdopodobieństwo tego, iż jego potencjalna ofiara ma broń jest dużo większe niż w sytuacji gdy obowiązywał zakaz posiadania broni. A więc jego poczucie bezpieczeństwa a co za tym idzie poczucie bezkarności spada, podobnie jak liczba dokonywanych przez niego przestępstw . Co z kolei przyczynia się do wzrostu bezpieczeństwa u uczciwych obywateli. To nie zakaz posiadania broni powoduje większe bezpieczeństwo. Większe bezpieczeństwo powoduje brak tego zakazu. Do czego służy broń? Broń jak sama nazwa wskazuje służy do obrony, co oczywiście nie oznacza, że nie można jej użyć do ataku. Nasi praprzodkowie wynaleźli pierwsze prymitywne odmiany broni do tego aby mogli przeżyć w dzikim środowisku naturalnym. Dzięki różnym narzędziom mogli oni przetrwać w warunkach konfrontacji z dzikimi zwierzętami. Mogli oni również o wiele skuteczniej polować i zdobywać w ten sposób znacznie więcej pożywienia. Tak więc odpowiadając na pytanie o przeznaczenie broni, odpowiadamy, że broń pomaga w przetrwaniu. Ta z gruntu rzeczy prymitywna odpowiedź( na pytanie: Do czego służy broń?), była aktualna kilkanaście tysięcy lat temu, tysiąc lat temu, sto lat temu i jest aktualna również dzisiaj. Broń służy do przetrwania jednostkom słabszym fizycznie. Wykorzystując bowiem broń człowiek mógł stawić czoła dzikim zwierzętom, które wielokrotnie pod względem fizycznym go przewyższały. Tak było kiedyś ale tak jest i dziś. Również dzisiaj broń daje poczucie bezpieczeństwa kobiecie, która obawia się gwałtu lub napaści. To właśnie broń powoduje, że drobna kobieta może stawić skuteczny opór silnemu mężczyźnie. Jeżeli wprowadzimy zakaz posiadania broni, to w ten sposób przekreślimy wielowiekowe osiągnięcia naszej cywilizacji. Spowodujemy, że powróci sytuacja, w której o poczuciu bezpieczeństwa będzie decydowała siła mięśni. Na nowo stworzymy świat, w którym jest stały podział na drapieżników i ich ofiary. Broń palna jest najskuteczniejszym narzędziem w niwelowaniu różnic wynikający z siły fizycznej, dlatego zakaz jej posiadania jest szczególnie dotkliwy dla osób słabszych . Jedynie broń palna w pełni redukuje przewagę jaką ma silniejszy nad słabszym. Inne narzędzia służące do obrony takie jak nóż, gaz pieprzowy czy paraliżujący nie zapewniają takiej skuteczności jak broń palna. Dlatego, że ich użycie wymaga bliskiego kontaktu z potencjalnym napastnikiem co wiąże się z ryzykiem nieskuteczności ich zastosowania. Żadne z wymienionych narzędzi nie wywołuje również takiego respektu u napastnika jak broń palna. Co powinno być zakazane? Nasz ustawodawca nie uznał powyższej argumentacji za wystarczająco przekonywującą, ponieważ za posiadanie broni bez zezwolenia w kodeksie karnym przewidział znaczące sankcje. Dlaczego Polski kodeks karny przewiduje że, za posiadanie broni lub amunicji(sic!) można trafić do więzienia nawet na osiem lat? Nie wiem. Co złego zrobił człowiek, który za własne pieniądze nabył broń? Czy w ten sposób stała się komuś krzywda? Nie. Ten człowiek dokonał zwyczajnego zakupu. Działał jako wolny obywatel, który w sposób uczciwy za własne pieniądze nabył od drugiego prawo własności do posiadania danej rzeczy(w tym przypadku broni palnej). Dokonał wymiany swoich pieniędzy na broń. Człowiek, który w ten sposób nabywa prawo własności do danej rzeczy nie narusza niczyjej wolności, tak więc nie może być za taki czyn karany. Zakazane przez prawo powinno być tylko takie działanie, które narusza wolność innych. Jako wolni ludzi powinniśmy być ograniczeni w wykonywaniu naszej wolności tylko w sytuacjach gdy naruszana jest wolność innych. Polski ustawodawca jednak nie jest wierny powyższej zasadzie. Narusza naszą wolność obarczając jednostkę przeróżnymi zakazami. Aby to zmienić musimy wykonać ogromną pracę u podstaw, która spowoduje zmianę obecnie obowiązujących przepisów. Żaden wolny człowiek nie może pozwolić się rozbroić przez prawo. Nie może pozwolić aby ktoś inny decydował o jego bezpieczeństwie. Dziś o naszym bezpieczeństwie chce decydować wszechwładne państwo, które podobnie jak reżimy totalitarne nie pozwala nam posiadać broni. O czym to świadczy? Widocznie nasi przywódcy uważają, że lepiej kiedy jesteśmy rozbrojeni. Damian Kubiak

Problem przymusowych ubezpieczeń społecznych

Różnica między normalnym państwem a państwem opiekuńczym sprowadza się do zakresu w jakim państwo może ingerować w życie jednostki. W normalnym państwie odbywa się to nader rzadko, natomiast w państwie opiekuńczym nader często. Państwo opiekuńcze stawia sobie bowiem za cel czuwanie nad jednostką ,,od kołyski aż po grób”.
Ludzie w państwie opiekuńczym zaczynają od państwowego przedszkola a kończą na państwowej emeryturze. I właśnie sprawę państwowej emerytury zamierzam przybliżyć w tym tekście. Myślę, że jest na to dobry moment, bowiem ucichły już echa głosowania nad tzw. Reformą systemu emerytalnego. W tamtym pamiętnym czasie starły się dwie grupy: jedna była za podniesieniem wieku emerytalnego a druga przeciw. Na telewizyjnej wizji zażarcie dyskutowano całą sytuacje ale praktycznie nikt nie zakwestionował sprawy zasadniczej czyli potrzeby  istnienia przymusowych ubezpieczeń społecznych. Rzesze ,,ekspertów” i ,,komentatorów” jak zwykle omawiały  tylko i wyłącznie skutek a nie przyczynę całego zamieszania. Była reforma czy jej nie było? Badając całą sprawę musimy powiedzieć sobie jasno i wyraźnie, że: Nie było żadnej reformy systemu emerytalnego. Jedyna zmiana polega na tym, że będziemy pracować dłużej. Mężczyźni 2 lata a kobiety 7. Tego typu ,,reformę” śmiało można by nazwać ,,reformą Boxera” czyli konia z znakomitej książki Orwella ,,Folwark zwierzęcy”. Bowiem to wspomniany wyżej Boxer jest autorem stwierdzenia ,,będę pracować ciężej” co w naszym przypadku możemy zapisać ,,Będziemy pracować dłużej”. Jednak w tym momencie pojawia się problem dla każdego kto czytał wspomnianą wyżej książkę i pamięta, że poczciwy Boxer miał na myśli tylko i wyłącznie siebie a nie innych.   Widzimy więc wyraźnie że nasze ukochane państwo nie ma tyle przyzwoitości co Boxer. One mówi nam wprost ,,Będziecie pracować dłużej”. O co chodzi? Zastanówmy się wszyscy co to jest ZUS? Przeanalizujmy cała nazwę słowo po słowie. Pierwsze słowo zakład... nie kojarzy się zbyt dobrze ale musicie przyznać, że coś jest na rzeczy. Drugie słowo ubezpieczeń. Dobrze zatrzymajmy się na moment, Zakład Ubezpieczeń czyli firma zajmująca się ubezpieczeniami. Wiemy o co chodzi. Teraz dołóżmy trzecie słowo, które jest kluczowe: Społecznych. Powstaje nam Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Ostatnie słowo jest decydujące. Sygnalizuje ono bowiem zagrożenie, ponieważ jest praktycznie wypłukane z jakiegokolwiek znaczenia i można je dowolnie interpretować.  Ale zostawmy na chwile dywagacje na temat nazwy ZUS i zastanówmy się: Czym odróżnia się ZUS od innych firm ubezpieczeniowych? Różnica jest podstawowa i niezwykle wyraźna. Normalny zakład  ubezpieczeniowy działa jako firma oferująca swoje usługi na rynku, z których człowiek może skorzystać ale wcale nie musi. Natomiast z oferty ZUS każdy musi skorzystać, czy mu ona podoba czy nie. ZUS wykorzystuje państwowy przymus i za jego pomocą dokonuje wywłaszczenia obywateli z ich mienia, co przyjęło subtelną nazwę składki emerytalnej. Owa ,,składka” emerytalna nie jest jednak żadną składką tylko zwyczajnym podatkiem, pobieranym pod przymusem od obywateli. Jednak nie ma się co dziwić, że ZUS musi zmuszać ludzi do skorzystania ze swojej oferty pod groźbą więzienia. Oferta ZUS-u jest bowiem tak uboga, że żaden człowiek przy zdrowych zmysłach by z niej  nie skorzystał. ZUS oferuje nam do podpisania umowę tego typu ,,Ja niżej podpisany Jan Kowalski zobowiązuję się przez cały okres pracy odprowadzać do ZUS-u składkę w wysokości ustalanej przez ZUS w trakcie trwania mojego okresu składkowego”.  Czyli Jan Kowalski zobowiązuje się płacić składkę w takiej wysokości  jaką ustali ZUS oraz tak długo jak ustali to parlament. Natomiast od strony ZUS-u mamy tego typu deklaracje ,, ZUS zobowiązuje się w przyszłości wypłacić emeryturę Janowi Kowalskiemu” tzn. Przekładając z polskiego na nasze zobowiązuje się wypłacić kiedyś coś ale nie wiadomo za bardzo kiedy ponieważ parlament może zmieniać wiek emerytalny do woli i nie wiadomo za bardzo ile bowiem wysokość emerytury jest uzależniona od decyzji urzędników ZUS, którzy wyliczają emerytury według swojego uznania. Tak mniej więcej wygląda umowa, którą musi podpisać pod przymusem każdy człowiek zamierzający podjąć pracę. Jednak wracając do wspomnianego głosowania nie przypominamy sobie żeby jakakolwiek partia zasiadająca w naszym parlamencie zakwestionowała istnienie ZUS. Zasady działania Wszyscy doskonale wiemy, że ZUS boryka się z ogromnymi kłopotami finansowymi i praktycznie rzecz biorąc jest już bankrutem. Co jest jednak przyczyną bankructwa? Mała liczba osób w wieku produkcyjnym a duża w wieku poprodukcyjnym? Zdaniem wielu to jest przyczyna kłopotów ZUS. Ale czy na pewno? Odpowiedź brzmi: Nie. Weźmy bowiem przykład hipotetyczny, czyli przykład przeciętnego Polaka Jana Kowalskiego. Załóżmy, że mały Janek przychodzi na świat w 1950 roku, kończy szkoły i w 1975 roku w wieku 25 lat podejmuje pierwszą pracę. Pracuję przez 42 lata i w 2017 mając 67 lat przechodzi na emeryturę. Tak więc nasz Jan Kowalski przez 42 lata swojej pracy odprowadzał do ZUS miesięczną składkę emerytalną. Kowalski z tych pieniędzy nie mógł skorzystać przez 42 lata, nie mógł ich np. wydać na bieżące potrzeby, odłożyć na starość itp. Nie mógł tego zrobić bowiem tymi pieniędzmi cały czas dysponował ZUS. To ZUS zarządza tymi pieniędzmi przez cały okres od 1975 roku aż do śmierci Kowalskiego. Obecnie średnia składka emerytalna wynosi 700 zł miesięcznie. Zróbmy mały rachunek: rok ma 12 miesięcy czyli 12 x 700=8400. Wychodzi nam, że Kowalski płaci osiem tysięcy czterysta złotych składki emerytalnej na rok.  Liczmy jednak dalej: 42(lata pracy)x8400=352800. Czyli licząc w przybliżeniu kapitał emerytalny Kowalskiego w chwili przejścia na emeryturę wynosi 353 tysięcy nie licząc procentu! I tu dopiero zaczyna się zabawa, ponieważ Kowalski mając 66 lat mógł umrzeć i co? No i nic jego kapitału nikt nie dziedziczy tylko przechodzi on na własność ZUS. Spójrzmy teraz  na średnią długość życia mężczyzn w Polsce, która wynosi 71,5 lat.  Wychodzi więc na to, że Kowalski będzie pobierał emeryturę przez 4 lata! Jego kapitał emerytalny wynosi nie licząc procentu 353 tysięcy więc Kowalski odzyska tylko nieznaczną część swoich pieniędzy i umrze. A teraz zastanówmy się co do emerytury Kowalskiego ma ilość osób płacących składki podczas gdy Kowalski będzie korzystał z uroków życia na zasłużonym odpoczynku? Odpowiedz brzmi: Nic. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego, bowiem Kowalski uzbierał sobie taką ilość gotówki z swoich składek, że powinno mu to wystarczyć na 20 lat w miarę godnego życia, dostając miesięczną emeryturę w wysokości 1466 zł. Tak więc sam czysty kapitał emerytalny wystarczy na 20 lat emerytury dla Kowalskiego, czyli do 87 roku życia. No ale nasz przeciętny Kowalski , żyję przeciętnie czyli 71 lat i sześć miesięcy, pobierając emeryturę nie przez 20 lat tylko przez 4 lata! Zróbmy kolejne obliczenia. Żyjąc 4 lata na emeryturze Kowalski odzyska 70560 zł z 352800 zł, czyli 20% swojego kapitału.  Pozostałe 80% kapitału emerytalnego czyli ponad 282 tysiące złotych przechodzi na poczet ZUS-u. Teraz zobaczmy co by się działo gdyby ZUS ulokował kapitał Kowalskiego na 5% w banku z roczną kapitalizacją. Jak wspomnieliśmy wyżej roczna składka wynosi 8400 zł, jeżeli do kwoty tej dodalibyśmy procent czyli 420 zł plus kolejne 8400 zł składki emerytalnej i tak dalej przez 42 lata(tzn. kapitał emerytalny plus procent plus kolejna roczna składka) to kapitał Kowalskiego w wieku 67 lat wynosiłby ponad milion sto tysięcy złotych! Weźmy teraz naszą emeryturę, która wynosiła 1466 zł i zobaczmy na ile lat wystarczy kapitału. Wychodzi na to, iż starczy to na 62 lata i 6 miesięcy(kto nie wieży może zrobić prosty rachunek 62 lata i 6 miesięcy to 750 miesięcy x 1466= 1100000). Teraz obliczmy ile ZUS zyskuje kapitału kosztem przeciętnego Kowalskiego, który umiera w wieku 71 lat. Jak już wcześniej obliczyliśmy 4 lata na emeryturze wynoszącej 1466 zł kosztuje ZUS 70560. Odejmijmy teraz je od kapitału wynoszącego 1100000 – 70560= 1029440. Czyli wychodzi na to, że ZUS zatrzymał do siebie ponad milion złotych czyli bagatela 93% kapitału Kowalskiego. Tyle by było obliczeń z mojej strony, są to oczywiście obliczenia zaokrąglone i nie uwzględniają procentu z jakim kapitał mógłby rosnąć po tym jak Kowalski osiągnął 67 rok życia. Jak widzimy  ZUS w teorii powinien być wręcz firmą marzeń, rogiem obfitości z niewyczerpalnym źródłem bogactwa.   Podsumujmy co powiedzieliśmy do tej pory. ZUS nie musi się martwić o klientów, ponieważ każda osoba pracująca musi do niego odprowadzać składkę emerytalną. ZUS zarządza całym kapitałem i w przypadku śmierci swojego wierzyciela jego kapitał przechodzi na konto ZUS-u. Obecnie wiek emerytalny wynosi dla kobiet i mężczyzn 67 lat a średnia długość życia Polaków 75 lat. Tak więc ZUS powinien dysponować ogromną nadwyżką kapitału. Jest jednak inaczej. Dlaczego? Najgorszy sposób Jak wykazaliśmy wyżej za pomocą żmudnych matematycznych obliczeń Zakład Ubezpieczeń Społecznych powinien mieć doskonałą kondycję finansową. Jednak jak wszyscy wiemy jest inaczej. Można to wytłumaczyć w prosty sposób posługując się przykładem czterech sposobów wydawania pieniędzy Miltona Friedmana. Pierwszy sposób polega na wydaniu własnych pieniędzy na siebie. Wtedy wydajemy oszczędnie, ponieważ są to nasze pieniądze i trafnie bowiem znamy swoje własne potrzeby. Drugi sposób polega na wydaniu własnych pieniędzy na kogoś innego, wtedy wydajemy oszczędnie, ponieważ są to nadal nasze pieniądze ale nie wydajemy już trafnie, ponieważ nie znamy potrzeb drugiej osoby tak dobrze jak swoich. Trzeci sposób to wydawanie nie swoich pieniędzy na siebie, wtedy nie wydajemy oszczędnie bo nie są to nasze pieniądze ale wydajemy przynajmniej trafnie, ponieważ znamy swoje potrzeby. Czwarty  sposób polega na wydawaniu nie swoich pieniędzy na kogoś innego. Nie wydajemy wtedy oszczędnie, ponieważ nie są to nasze pieniądze i nie wydajemy również trafnie, ponieważ nie znamy potrzeb innych ludzi tak jak swoich. Najlepszym sposobem jest oczywiście sposób pierwszy z tego powodu iż jest on najbardziej wydajny, najgorszy sposób to sposób czwarty, którego możemy nazwać marnotrawstwem. Na nieszczęście dla nas wszystkich to właśnie w czwarty najgorszy  sposób wydaje pieniądze  ZUS.  Urzędnicy pracujący w ZUS wydają nie swoje pieniądze na innych, czyli jest to dokładnie czwarty sposób wsparty zasadą nieodpowiedzialności urzędnika za swoje decyzje. Urzędnik nie tylko wydaje nie swoje pieniądze ale na dodatek nie zna osób, których pieniądze wydaje i osób na które wydaje. W taki oto prosty sposób udało nam się wytłumaczyć dlaczego w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych pieniędzy brak.  W tym miejscu musimy sobie powiedzieć jedną rzecz – ZUS jest udoskonaloną przez przymus państwowy piramidą finansową. A teraz krótka definicja piramidy finansowej(źródło wikipedia) ,, Mechanizm działania piramidy polega na werbowaniu jak największej liczby uczestników, często wymusza na uczestnikach werbowanie kolejnych osób, zaś rzadko oparta jest na faktycznym świadczeniu usług finansowych.”i dalej ,,struktura finansowa, w której zysk konkretnego uczestnika jest bezpośrednio uzależniony od wpłat późniejszych uczestników, stojących niejako niżej w tej strukturze”.  ZUS do tej definicji pasuję idealnie, jednakże w przeciwieństwie do innych piramid finansowych nie  jest ona piętnowana przez prawo, tylko przez nie chroniona. Biedny Kowalski pomimo tego, iż wpłacił do ZUS ponad milion złotych, może nie dostać z powrotem ani grosza, jeżeli np. obecni pracujący przestaną płacić składki emerytalne, które ZUS przeznacza na wypłaty emerytur.  Pieniądze Kowalskiego zostały w czasach komunizmu zainwestowane w przemysł później wspomniany  przemysł został poddany prywatyzacji ale pieniędzy, które rząd otrzymał z prywatyzacji przemysłu nie przekazał już do funduszu emerytalnego, tylko wydał na inne cele. Następnie pieniądze Kowalskiego już w czasach III RP były przeznaczane na wypłaty bieżących emerytur(50 %) i na zakup akcji(skarbu państwa oraz prywatnych spółek). Tym, którzy chcieliby bliżej zapoznać się ze sposobem kupowania i sprzedawania akcji przez ZUS to zachęcam do pogłębienia tematu. Zaznaczę tylko żeby tego sposobu broń Boże nie naśladować. Sposób ten pokrótce wyglądał następująco: ZUS dokonywał zakupu akcji w liczbie x, za cenę 10 zł za jedną, natomiast za kilka dni owe akcje sprzedawał ale już nie za cenę 10 tylko 5 złotych. Fenomen ten może wyjaśnić to, że urzędnicy ZUS albo działali w interesie firm  rodziny i znajomych, których akcje ochoczo kupowali za cenę zawyżoną lub sprzedawali im akcje za cenę zaniżoną. Dlatego też nie możemy się dziwić, że w takiej przymusowej piramidzie finansowej zawsze będzie brakować pieniędzy. Przyczyna istnienia ZUS? Powiedzieliśmy już sobie w jaki sposób ZUS mógłby funkcjonować w sposób niezwykle wydajny, powiedzieliśmy również dlaczego tak nie jest. A teraz przychodzi czas aby odpowiedzieć sobie na pytanie zasadnicze: Po co właściwie istnieje ZUS? Wiemy, przecież że ZUS wydaję pieniądze w najgorszy czwarty sposób. Nie lepiej by było gdyby te pieniądze były wydawane przez samych zainteresowanych w najbardziej wydajny  sposób pierwszy? Oczywiście, że byłoby to lepsze rozwiązanie, wynika to bowiem z zasad logiki. Ale niestety tak nie jest i w najbliższym czasie chyba nie będzie, ponieważ żadna partia zasiadająca obecnie  w sejmie postulatu zmiany czwartego sposobu na pierwszy nie zgłasza. Zwolennicy istnienia ZUS, starają się uzasadnić jego byt, przytaczając następujący argument ,,Oczywiście najlepiej by było gdyby każdy, samemu sobie odkładał na emeryturę i tak robiliby rozsądni ludzie ale co z tymi, którzy rozsądni nie są”. Oczywiście argument ten nie ma żadnego sensu, ponieważ to że 3 osoby na 10 są nie rozsądne i nic sobie nie odłożą nie oznacza, że w imię poprawienia losu tym trzem osobą należy zmuszać pozostałe siedem osób do korzystania z przymusowych usług ZUS. Musimy sobie zdać sprawę, że człowiek ma prawo robić ze swoimi pieniędzmi co zechce i jeżeli uzna, że zamierza je wydać i nie zostawić sobie nic na starość to jest to tylko i wyłącznie jego sprawa. Podobna sytuacja zachodzi gdy ludzie mają problemy z nadwagą i z tego powodu chorują i są nieszczęśliwi. I co? Czy oznacza to, że państwo musi w tym momencie wkroczyć i ,,pomóc” tym ludziom? Nie, ponieważ nie jest zadaniem państwa aby uszczęśliwiać ludzi.  Zresztą to, że ludzie są nierozsądni i gdyby nie ZUS umarliby z głodu na starość nie wytrzymuję krytyki. Spójrzmy chociażby na dzieje ludzkości, przez tysiące lat ludzie jakoś żyli bez przymusowych ubezpieczeń społecznych i nie umierali z głodu. System ubezpieczeń działa jak na razie z marnym skutkiem przez 100 lat. Przyczyną istnienia ZUS może i były dobre chęci ale wszyscy wiemy co jest nimi wybrukowane. Nie ma nic dobrego w tym, że człowiekowi zostają zabrane jego własne  pieniądze przez złodzieja. I to, że złodziej twierdzi, że lepiej je wyda od nas (dla naszego dobra no i oczywiście dobra ogółu) jakoś nas nie przekonuje – zresztą te rozwiązanie nie sprawdza się w praktyce). Skutki istnienia ZUS Zadajmy sobie pytanie: Kryzys demograficzny powoduję słabą kondycję finansową ZUS, czy ZUS powoduję kryzys demograficzny? Nasi tzw. specjaliści bardzo upodobali sobie zajmowanie się pierwszą częścią wspomnianego wyżej pytania. No i faktycznie kryzys demograficzny powoduję słabą kondycje finansową ZUS ale tylko dlatego, że ZUS jest piramidą finansową i większa liczba urodzeń zapewnia im więcej przymusowych klientów(ale jak powiedzieliśmy sobie wyżej, główną przyczyną bankructwa ZUS, jest jego złe zarządzanie). Jednak teraz zastanówmy się nad wpływem ZUS na kryzys demograficzny, jest to bowiem bardzo ciekawy związek przyczynowo – skutkowy, pomijany w dyskusji publicznej. W dawnych czasach ludzie starali się mieć dużo dzieci i jak najwięcej zainwestować w ich wykształcenie. Z tego powodu mądrzy rodzice wysyłali swoje dzieci do dobrych szkół, wybierali im dobre zawody itd. W taki sposób dawniej wyglądała inwestycja emerytalna. Rodzice starali się jak najstaranniej wychować dzieci, ponieważ wiedzieli, że to one zapewnią im dobrą i spokojną starość. Dlatego też w dawnych czasach opłaciło się mieć dużo starannie wychowanych i wykształconych potomków. W taki oto sposób zawiązywały się mocne więzy rodzinne. Obecnie w czasach gdy ludzie myślą, że emeryturę zapewni im ZUS, nie ma już takiej potrzeby inwestowania w ilość i jakość dzieci. Jest to spowodowane kilkoma przyczynami, pierwszą z nich jest to, iż ludzie są zmuszeni płacić wyższą składkę emerytalną. Obowiązek zapłaty składki emerytalnej powoduję to, że ludzie nie decydują się mieć dużo starannie wykształconych dzieci, bowiem duża ilość starannie wykształconych dzieci dużo kosztuje a rodzice z powodu wysokich składek emerytalnych mają mniej pieniędzy na własne pociechy.  Drugą przyczyną małej ilości dzieci i słabego ich wykształcenia jest przekonanie rodziców, że to państwo zapewni im emeryturę. Tacy rodzice nie są zainteresowani aby posiadać dużą liczbę dzieci, a jeżeli już mają ich dużą liczbę to rzadko dbają o ich staranne wykształcenie i wychowanie. Rodzice ci nie widzą żadnego związku między tym jak dużo starannie wykształconych dzieci będą mieli a swoją starością. ZUS samym swoim istnieniem powoduje, że ludzie stają się coraz mniej odpowiedzialni za swoją przyszłość, ta odpowiedzialność przechodzi bowiem na państwo, co z kolei nie wróży dobrze naszej cywilizacji i samemu człowiekowi. Podsumowując, pierwszym skutkiem istnienia ZUS jest rozwiązanie więzi rodzinnych. Drugim spadek liczby urodzeń. Trzecim słabe wykształcenie obecnych pokoleń. Oczywiście znajdą się osoby, które będą oponować przeciwko takiemu postawieniu sprawy. Stwierdzą one bowiem, że obecne pokolenie  jest dużo lepiej wykształcone niż jego przodkowie. Oczywiście jest to częściowa prawda, ponieważ poziom analfabetyzmu jest z pewnością niższy niż sto lat temu, ale jest to spowodowane postępem cywilizacyjnym. Dużo jest dzisiaj osób umiejących czytać i pisać mało  natomiast takich, które dzięki swoim ponadprzeciętnym umiejętnością potrafiłyby wybić się ponad średnią i stać się elitą narodu. Całkowicie innych skutkiem istnienia ZUS jest jego wpływ na gospodarkę i lokowanie zasobów pieniężnych. Przymus ZUS powoduję bowiem to, że ludzie w sposób błędny lokują swoje pieniądze a jak wiemy błędne lokowanie pieniędzy powoduje kryzysy. Problem polega jednak na tym, że ludzie lokują błędnie swoje zasoby nie dlatego, że po prostu się pomylili ale dlatego, że pomylić się po prostu musieli. Ludzie mają to do siebie, że lokują swoje pieniądze w sposób najbardziej właściwy. Jednak wprowadzenie przymusu ubezpieczeń społecznych powoduję to, iż nie mogą wydać swoich pieniędzy według swojego uznania np. na bieżące potrzeby czy inwestycje na przyszłość. Jest to spowodowane tym, iż ich pieniądze wędrują do ZUS, zamiast trafić na rynek. Ludzie nie mogą wydać pieniędzy w sposób najlepszy dla siebie i innych.  Nie możemy również zapomnieć o ogromnych wydatkach budżetu państwa na pensje pracowników ZUS. Również te pieniądze mogłyby zostać wydane w sposób bardziej właściwy przez podatników. Osobnym problemem jest natomiast uwięzienie ogromnej siły roboczej w kadrach ZUS-u. Musimy sobie zdać sprawę, że ci ludzie mogliby w sposób niezwykle pożyteczny przyczynić się do rozwoju gospodarki, gdyby tylko zamiast wykonywać zbędną pracę, zajęliby się pracą pożyteczną tzn. na rzecz konsumentów. Na koniec warto jeszcze zdać sobie sprawę z czasu jaki traci każdy ,,klient” ZUS na załatwianie spraw związanych z ubezpieczeniem społecznym. Taki człowiek mógłby  czas ten  przeznaczyć na produktywną pracę lub wypoczynek. Jak rozwiązać problem? Do tej pory omówiliśmy problemy związane z funkcjonowaniem ZUS. Teraz musimy powiedzieć sobie: Jak się tych problemów pozbyć? Odpowiedź jest prosta. Należy zlikwidować źródło problemów, a tym źródłem jest przymus ubezpieczeń społecznych. Mówiąc po ludzku należy zlikwidować ZUS. Wielu w tym miejscu zapyta: No dobrze ale co z tymi, którzy już zapłacili składkę emerytalną i emerytura im się należy? Tym osobom trzeba oczywiście wypłacić emeryturę. Ale skąd wziąć na to pieniądze, jeżeli zlikwidujemy przymus uiszczania składki emerytalnej? Można ten problem rozwiązać w prosty sposób, a mianowicie na wypłaty emerytur należy przeznaczyć pieniądze z prywatyzacji własności państwowej(w tym również sprzedaży budynków należących do ZUS). Jeżeli te pieniądze okazałyby się niewystarczające na pokrycie wierzytelności to należy wprowadzić czasowy podatek emerytalny. Podatek ten byłby mało szkodliwy dla gospodarki, ponieważ jego wysokość ulegałaby stopniowemu obniżaniu. Wynikałoby to z tego, iż każdego roku umieraliby kolejni wierzyciele, którym nie trzeba byłoby płacić emerytury. Także jak widzimy podatek ten z roku na rok byłby coraz mniejszy. Oczywiście nie jest to rozwiązanie bez wad, ale w tej chwili zdecydowanie najlepsze z możliwych. Jego minusem jest to, iż koniecznym skutkiem będzie wprowadzenie podatku emerytalnego(ale jak już wcześniej wspomniałem będzie to podatek jedynie czasowy). Musimy jednak pamiętać, że zostanie zniesiona przymusowa składka emerytalna co sprawi, że w kieszeniach podatników pozostanie więcej pieniędzy. Pomysł ten ma jednak niewątpliwe plusy, czyli uwolnienie przyszłych pokoleń od obowiązku płacenia przymusowej składki ZUS. Ten pomysł  w przeciwieństwie do tzw. reformy emerytalnej likwiduje przyczynę problemu, czyli przymus ubezpieczeń społecznych. Nasi posłowie są chyba jednak za mało odważni aby tego typu radykalne rozwiązanie wprowadzić w życie. Wolą oni natomiast pogłębiać problem i podnosić wiek emerytalny. Podsumowując musimy pamiętać o jednym, a mianowicie o tym, że ZUS odbiera ludziom ogromną ilość ich ciężko zarobionych pieniędzy. Co ciekawe już nie tylko w postaci przymusowej składki emerytalnej ale również, poprzez dotacje z budżetu państwa! Czyli rząd w ten sposób łupi obywateli w dwójnasób! Raz w postaci składki emerytalnej, dwa w postaci innych podatków. Dlatego my wszyscy musimy mieć świadomość, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie jest żadnym dobrodziejstwem z strony miłościwie nam panujących. No chyba, że ktoś twierdzi, że jest dla niego dobre, gdy jego pieniądze są mu zabierane i marnotrawione przez innych. Damian Kubiak

Niebezpieczeństwa płacy minimalnej

W ostatnich czasach ludzie powodowani wszechobecną socjalistyczną agitacją coraz częściej  przychylnym okiem patrzą  na wszelkiego rodzaju państwowe regulacje.  Ich skutkiem jest wzrost wpływu urzędników na życie ludzi i ograniczenie wolnego rynku. Płaca minimalna jest jedną z owych regulacji i niesie za sobą ogromne niebezpieczeństwa dla wolności człowieka i gospodarki. Tych niebezpieczeństw nie wolno nam zlekceważyć!
Płaca minimalna: Czy można ją uzasadnić? Płaca minimalna jest jednym z fundamentów państwa opiekuńczego. W ustach jej zwolenników jawi się jako hamulec przeciwko wyzyskowi  oraz jako pewne minimum zapewniające człowiekowi godną egzystencję. Ale  tak naprawdę  są to tylko czcze słowa, które nie mają żadnego odniesienia do rzeczywistości. Aby powyższy argument obalić musimy najpierw zastanowić się co to jest ten wyzysk? Socjaliści uważają, że wyzysk następuje wtedy kiedy w czasie dobrowolnej wymiany na rynku jedna strona korzysta kosztem drugiej. Ile razy ludzie podnoszą lament, że zostali oszukani bowiem zapłacili za towar za dużo lub dostali za sprzedany towar za mało. Dajmy na to: Kowalski  sprzedaje samochód Nowakowi, po czym Kowalski stwierdza, że wyniku transakcji poniósł stratę kosztem Nowaka, który w sposób niegodziwy zyskał kasztem Kowalskiego. Jest to przykład definicji wymiany jako tej, w której jedna strona zyskuje a druga traci. Ale czy na pewno tak jest? Nie. Bowiem po co Kowalski sprzedawał samochód Nowakowi, skoro twierdził, iż jego samochód jest wart więcej niż pieniądze oferowane przez Nowaka? Gdyby faktycznie samochód był dla Kowalskiego więcej wart niż pieniądze oferowane przez Nowaka to po prostu by go nie sprzedał i nie doszłoby do wymiany. Widocznie dla Kowalskiego pieniądze oferowane przez Nowaka mają nie mniejszą, nie równą ale większą wartość niż samochód skoro decyduje się go wymienić. Użyteczność pieniędzy musi przewyższać użyteczność samochodu dla Kowalskiego w jego subiektywnej ocenie, ponieważ gdyby było inaczej nigdy nie zgodziłby się na dobrowolną wymianę. Tak więc wbrew temu co sądzą socjaliści wyzysk w wyniku dobrowolnej wymiany na wolnym rynku nie może zaistnieć. W wyniku dobrowolnej wymiany korzystają obie strony bowiem gdyby, któraś ze stron nie odnosiła korzyści z wymiany to by po prostu  do niej nie przystąpiła.  Praca jest takim samym towarem jak każdy inny więc w naszej powyższej analizie może zająć miejsce samochodu. Gdy wiemy już, że takie zwierzę jak wyzysk na wolnym rynku nie występuję to zdajemy sobie sprawę, że płaca minimalna nie jest w żaden sposób uzasadniona. Jak bowiem grupa urzędników może stwierdzić odpowiednią  wysokość płacy minimalnej? To pracobiorca sam sobie określa swoją płacę minimalną poniżej której swoich usług nie sprzeda. Socjaliści maja jednak to do siebie, że uwielbiają wszystko planować i wszystkim rządzić co mają robić. Płaca minimalna a wolność jednostki Płaca minimalna jest wyjątkowo perfidnym naruszeniem wolności człowieka i wolności umów pomiędzy ludźmi. Powiedzmy sobie bowiem przykładowo, że płaca minimalna na danym obszarze wynosi 1500 złotych i wyobraźmy sobie taką sytuację: dwie jednostki pracodawca i pracobiorca dobrowolnie uzgadniają, że płaca pracownika będzie wynosić 1400 złotych. I co? Zarówno pracodawca jak i pracownik odnoszą z wymiany korzyści i z chęcią podpisaliby umowę ale jest pewien problem: Jaki? Płaca minimalna, która nie może być niższa niż 1500 złotych.  Jeżeli płaca jest niższa niż 1500 złotych to do zawarcia umowy nie dochodzi, ponieważ umowa ta w świetle prawa jest nielegalna. Nielegalna ale dlaczego? Pytamy. Dlatego, że ustawodawca uznał, iż tego typu umowa będzie nieuczciwa!  Ale nieuczciwa dla kogo?   Umowa ta jest uczciwa dla stron zainteresowanych, które dobrowolnie by się na jej warunki zgodziły i wydaje się, że to powinno wystarczyć ale NIE! Umowa ta jest bowiem nieuczciwa dla państwa, które wcale nie jest stroną tej umowy! Państwo<czyli urzędnicy> ma jednak to do siebie, że musi się wtrącać wszędzie i mówić ludziom co jest do nich dobre jakby oni sami tego nie wiedzieli lepiej. Co jest bowiem złego w tym, że ktoś w wyniku dobrowolnej wymiany decyduję się sprzedać swoje usługi pracodawcy za dajmy na to 50 zł? Nie ma w tym absolutnie nic złego. Jeżeli ktoś chce to może pracować i jeszcze do tego  dopłacać i nikomu nic do tego! Jest to jego suwerenna decyzja. Nie można w żaden sposób naruszać zasady swobody umów między stronami, ponieważ to strony i tylko strony umowy decydują o warunkach owej umowy. Wyobraźmy sobie bowiem sytuację, że Kowalski zawiera umowę z Nowakiem, iż Kowalski skosi trawę w ogrodzie Nowaka dajmy na to za 10 złotych. Strony się dogadują i mają już umowę podpisać po czym zjawia się Kaczmarek i mówi, że to jest wyzysk Kowalskiego przez Nowaka i on się na to nie zgadza. Sytuacja wydaję się nam wyjątkowo absurdalna, ponieważ zdajemy sobie sprawę, że Kaczmarkowi nic do tej umowy. Ale kiedy w roli Kaczmarka występuje państwo albo związek zawodowy to wielu ludzi stwierdza, iż mimo wszystko w umowie między dwoma zainteresowanymi podmiotami decydujący głos może mieć podmiot trzeci w umowę wcale nie zaangażowany.  Reasumując dochodzimy do wniosku, że płaca minimalna narusza wolność człowieka, ponieważ nie pozwala mu samemu o sobie decydować. W wyniku ustanowienia płacy minimalnej człowiek staje się jej niewolnikiem, pozbawionym wpływu na to co robi. Płaca minimalna i jej wpływ na gospodarkę Aby zobrazować wpływ ustanowienia przez państwo płacy minimalnej na gospodarkę posłużymy się przykładem. Wyobraźmy sobie, że Kowalski jest właścicielem firmy zatrudniającej 20 pracowników. Powiedzmy dla uproszczenia, że każdy z pracowników zarabia 1400 złotych. Łącznie Kowalski przeznacza na pensje swoich pracowników 28000 tysięcy złotych, które jego pracownicy wydają później na produkty i usługi różnych firm a część z nich przeznaczają na oszczędności, powiększając w ten sposób swoje salda gotówkowe. Powyższa sytuacja zachodzi na rynku dobrowolnych wymian gdzie nie występuje narzucona przez państwo płaca minimalna. Jednak państwo pod naciskiem związków zawodowych lub z własnej inicjatywy ustanawia płace minimalną, która ma wynosić 1500 złotych. W tej sytuacji Kowalski musi zrewidować umowy ze swoimi pracownikami, ponieważ z chwilą ustanowienia płacy minimalnej stare umowy stają się w świetle obowiązującego prawa nielegalne. Kowalski zgodnie z prawem musi podnieść płacę swoim pracownikom z 1400 do co najmniej 1500 złotych, co powoduję wzrost wydatków na pensję  o 20 tysięcy złotych. Kowalski zdaję sobie sprawę, że w przypadku podniesienia płacy wszystkim pracownikom o 100 złotych jego firma będzie przynosiła mu raczej straty a nie zyski. Z tego powodu Kowalski decyduję się zlikwidować firmę<definitywnie albo przejść do szarej strefy> lub przenieść produkcję do regionu gdzie nie występuję narzucona odgórnie płaca minimalna. Kto w tej sytuacji zyskał na ustanowieniu płacy minimalnej?  Odpowiedź brzmi: Nikt nie zyskał a wszyscy stracili. Stracili w pierwszej kolejność pracownicy Kowalskiego, ponieważ zostali pozbawieni  pracy a co za tym idzie środków do utrzymania. Stracił właściciel zakładu Kowalski, który musiał zamknąć przynoszącą mu zyski firmę. Stracili konsumenci towaru produkowanego przez zakład Kowalskiego, ponieważ nie mogą go teraz otrzymać. Stracili ogólnie konsumenci, ponieważ likwidacja firmy Kowalskiego spowodowała wzrost cen produktów innych firm, które dzięki ustanowieniu płacy minimalnej pozbyły się konkurencji. Stracili również producenci tych dóbr, na które popyt wytwarzali wcześniej pracownicy Kowalskiego. W końcu straciło również państwo, ponieważ firma Kowalskiego przestała odprowadzać podatki. Reasumując prawa ustanawiające płacę minimalną prowadzą do przymusowego bezrobocia, ponieważ de facto oznaczają zakaz pracy dla osób, których wartość pracy nie przekracza ustawowego minimum. Powstające w wyniku ustanowienia płacy minimalnej przymusowe bezrobocie powoduję spodek konkurencji na rynku i wzrost cen. Na koniec należy zwrócić uwagę na jeszcze jedno a mianowicie na wysokość płacy minimalnej. Obowiązuje bowiem zasada ,, Im wyższa płaca minimalna tym większe bezrobocie”. Wyobraźmy sobie, że płaca minimalna wynosi 10 tysięcy złotych albo jeszcze lepiej 100 tysięcy. Co wtedy? Wtedy liczba osób pozostających oficjalnie bez pracy będzie wynosić blisko 100% danej społeczności. Ustanowienie tak wysokiej płacy minimalnej skutkowałoby likwidacją ,,legalnego” rynku pracy i przejściem ludzi do szarej strefy. Damian Kubiak

Po co nam Ministerstwo Rolnictwa?

Ostatnio we wszelkiej maści mediach jest niezwykle głośno o działalności Ministerstwa Rolnictwa. Całe rzesze ekspertów wspinają się na wyżyny swojej elokwencji aby skomentować różnego rodzaju nieprawidłowości w owym ministerstwie występujące. Mnie jednak nie interesuje odpowiedź na pytanie: Jak działa Ministerstwo Rolnictwa? Interesuje mnie bowiem odpowiedź na  pytanie dużo bardziej zasadnicze a mianowicie: Po co działa Ministerstwo Rolnictwa?
No właśnie: Po co? Na pierwszy rzut oka pytanie to może wydawać się głupie, ale czy na pewno?  Na początek powiedzmy  po co istnieje w ogóle rolnictwo i po co rolnicy uprawiają ziemię. Otóż rolnictwo istnieje dlatego, że istnieje zapotrzebowanie konsumentów na wytwarzane przez rolników towary. Gdyby rolnik wkładał swoją prace w uprawę ziemi i nic by za to nie dostawał to jasne jest, że tego typu pracy by zaprzestał. Praca taka  byłaby bowiem stosunkiem wysoko nieekwiwalentnym  i trudno byłoby znaleźć człowieka, który poświęcałby swój czas na tego typu czynność. Tak więc rolnik uczestniczy w procesie produkcji spodziewając się zysku i sprzedaje swój plon innemu podmiotowi zainteresowanemu produkcją danego dobra (do wytworzenia, którego plon rolnika jest mu potrzebny). Podmiot kupujący od rolnika jego plony przetwarza je w dobro konsumpcyjne i sprzedaje je konsumentom. Oczywiście jest to tylko prosta przykładowa sytuacja bowiem proces produkcji może być rozciągnięty na wiele ogniw tzn. podmiot kupujący plon od rolnika może być tylko  producentem pośrednim, który nie wytwarza bezpośrednio dobra konsumpcyjnego, tylko sprzedaje swój produkt następnej firmie i tak dalej, aż w końcu dany produkt trafi do konsumentów. Tak więc niezwykle ważny jest tu finalny produkt konsumpcyjny, na który ludzie wytwarzają popyt. Jeżeli potencjalni konsumenci nie są zainteresowani danym produktem to po prostu go nie kupują. Wtedy wszystkie podmioty uczestniczące w  produkcji tego dobra muszą jej zaprzestać i  rozpocząć produkcje innego dobra, na które występuje popyt konsumentów. Podsumowując rolnik uczestniczy w produkcji jakiegoś dobra, na które występuje zapotrzebowanie rynku. Ale czy Ministerstwo Rolnictwa uczestniczy w produkcji tego dobra? Nie. Czy Ministerstwo Rolnictwa wytwarza na nie popyt? Nie. (tzn. pracujący w MR urzędniczy mogą być potencjalnymi konsumentami, ale praca w ministerstwie nie jest tu decydującym czynnikiem). Czy działalność MR sprawia, że ludzie jedzą chleb, używają mąki etc? Nie. Tak więc nie znajduje żadnego racjonalnego powodu, który byłby uzasadnieniem istnienia i działalności MR. Oczywiście można by przytoczyć argument, że urzędnicy MR starają się w Brukseli o dopłaty dla rolników. Na  tego typu  argument uzasadniający istnienie resortu rolnictwa można odpowiedzieć na dwa sposoby. Po pierwsze, jeżeli istnieje zapotrzebowanie rynku na produkt rolnika i uzyskuje on zysk to dlaczego ma on otrzymywać  jeszcze dodatkową dopłatę do swojej działalności? Jeżeli na produkt rolnika nie ma popytu i rynek go nie potrzebuje to należy po prostu zaprzestać go produkować, ponieważ dotowanie produkcji  zbędnych towarów kłóci się ze zdrowym rozsądkiem. Jest to pierwsza odpowiedź odnosząca się do problemu dopłat czyli tzw. defektu systemu socjalistycznego (szczerze powiedziawszy jest to kolejny ciekawy temat na artykuł).  Ale nawet jeśli już żyjemy w systemie socjalistycznym i dopłaty unijne są niezbędnym elementem wspomnianego wyżej systemu, to nadal w żaden sposób nie uzasadnia to istnienia osobnego resortu, który miałby się owymi dopłatami zajmować. Równie dobrze o dopłaty w Unii mogłoby walczyć kilku urzędników Ministerstwa Spraw Zagranicznych zajmujących się stricte dopłatami do rolnictwa. Doszliśmy do wniosku, że nie można w racjonalny sposób wytłumaczyć istnienia Ministerstwa Rolnictwa. Ale Ministerstwo Rolnictwa nie jest tylko  instytucją nieprzydatną czy neutralną. Świadczy o tym fakt, iż ministerstwo to prowadzi niezwykle aktywną działalność  na drodze ingerencji w rynek poprzez różnego rodzaju zarządzenia i urzędnicze decyzje, które są z góry narzucane rolnikom. Mają one zawsze opłakany skutek i powodują spadek produktywności polskiego rolnictwa.  Resort rolnictwa jest więc pewnego rodzaju balastem, szkodliwym i nieprzydatnym. Jeżeli resort rolnictwa jest pewnego rodzaju balastem nie tylko, że niepotrzebnym ale wręcz szkodliwym, to po raz kolejny pojawia się pytanie: Dlaczego istnieje? Odpowiedź na to pytanie uzyskaliśmy przy okazji ostatniej afery związanej z tym resortem. Czy bowiem wyobrażacie sobie działalność PSL-u bez istnienia Ministerstwa Rolnictwa? Od dawna politycy tej partii obiecują przed wyborami czego to oni rolnikom nie załatwią. Zazwyczaj załatwiają im oczywiście  tylko ogrom dziwacznych urzędniczych decyzji, no i oczywiście miejsca pracy dla znajomych i rodzin.  Ale widocznie dla wielu wyborców tej partii to wystarcza bowiem cały czas nieprzerwanie dostaje się ona do sejmu. Na koniec musimy jeszcze powiedzieć, że urzędnicy pracujący w ministerstwie pobierają za swoją zbędną działalność duże pieniądze, za które jak zwykle zapłacą podatnicy, w tym również rolnicy. Damian Kubiak

Euro 2012 czyli propagandy socjalistycznej ciąg dalszy

Ostatnio możemy w mediach usłyszeć  wiele na temat sukcesu jaki osiągnęła Polska przy okazji organizacji Mistrzostw Europy w piłce nożnej. Lecz czy na pewno jest to sukces wolnych ludzi? Czy może kolejny etap w drodze do zniewolenia ludzkiego umysłu? Co to jest liberalizm? Na początku musimy sobie odpowiedzieć na pytanie czy wolny człowiek może popierać organizacje przez państwo imprez sportowych. Kluczem do odpowiedzi na to pytanie jest sięgnięcie do definicji klasycznego liberalizmu czyli nurtu, z którego wywodzą się wszystkie wolnościowe szkoły ekonomii. Odwołam się tutaj do roli państwa w wolnej gospodarce, którą  już w XVIII wieku zawarł w swojej książce Bogactwo narodów Adam Smith. 1. Obrona obywateli przed agresją ze strony obywateli innych państw, czyli utrzymywanie wojska. Bezpieczeństwo zewnętrzne. 2. Obrona obywateli przed zagrożeniami wolności i własności ze strony obywateli tego samego państwa, czyli utrzymywanie policji. Bezpieczeństwo wewnętrzne. 3. Utworzenie prawa i systemu sądownictwa, dzięki którym możliwe będzie rozstrzyganie sporów między obywatelami. 4. Z czwartym zadaniem państwa jest pewien problem bowiem Smith określił je bardzo ogólnie. Ale możemy tu sięgnąć chociażby po książkę Wolny wybór Friedmana i szybko sprecyzować czwarte zadanie państwa do zajmowania się rzeczami, którymi zająć się nie mogą prywatne jednostki np. budowanie dróg.
Tak więc widzimy, iż wolnościowa szkoła ekonomii jasno określa żelazne zadania państwa. A czy organizacja Euro 2012 wpisuje się w któryś z wymienionych powyżej punktów? Nie! I właśnie dlatego mamy problem. Jak wyglądałoby Euro 2012 zorganizowane na wolnym rynku? Odpowiedź na to pytanie wykaże, iż w żaden sposób nie możemy zakwalifikować Euro 2012 do zadań, którymi powinno zajmować się państwo określonych w czwartym punkcie. Przypomnijmy, iż były to zadania, które z różnych powodów nie mogli wykonywać obywatele a były one konieczne do sprawnego funkcjonowania państwa. Poniżej na prostym przykładzie pokaże, iż wolny rynek z łatwością mógłby zająć się organizacją Euro 2012. W systemie wolnorynkowym Euro 2012 zostałoby zorganizowane przez podmioty prywatne a nie państwowe. Mogłoby to wyglądać w sposób następujący, Nowak ma działkę w centrum Warszawy na której zamierza zbudować stadion. Nowak dogaduje się z właścicielami stadionów lub działek, na których przyszłe stadiony mają być wybudowane. Dajmy na to z Kowalskim z Wrocławia, Kaczmarkiem z Gdańska, firmą y z Poznania, firmą x z Kijowa itd. Wszystkich łączy wspólny cel zorganizowania w Polsce i na Ukrainie Mistrzostw Europy 2012. Wszystkie wyżej wymienione podmioty zakładają spółkę i składają wniosek do UEFA o przyznanie organizacji tej imprezy. Dlaczego Euro 2012 było wielką propagandą socjalizmu? Na początek odpowiedzmy sobie na pytanie: Skąd państwo ma pieniądze na swoje wydatki?  Oczywiście z podatków pobieranych pod przymusem od swoich obywateli. Tak więc za czyje pieniądze zostały zorganizowane Proletariackie Igrzyska Ludu Pracującego Miast i Wsi (zwane Euro 2012)? Oczywiście z pieniędzy wypracowanych przez podatnika. Załóżmy nawet, że część podatników zapłaciłaby za to dobrodziejstwo miłościwe nam panujących z własnej woli. Ale co z tymi, którzy nie chcą aby ich ciężko zarobione pieniądze zostały wydane na Mistrzostwa Piłki Kopanej?  Ano ich się oczywiście nikt o zdanie nie pyta. Oczywiście nie byłoby w tym nic dziwnego, bowiem w naszym socjalistycznym kraju państwo łupi obywateli na różne dziwne cele np. Na pomoc dla biednych, ,, ponieważ dobrzy socjaliści biednym pomagają” (oczywiście nie za swoje pieniądze ale to już szczegół). Na ,,bezpłatną” służbę zdrowia, ponieważ gdyby dobrzy socjaliści jej nie utworzyli to nic tylko ludzi czeka śmierć pod płotem. Ale zabieranie ludziom pieniędzy tylko dlatego, że paru facetów chce sobie pokopać piłkę?  Oczywiście mówię od razu, że nie mam nic do facetów, którzy chcą sobie pokopać piłkę. Ale dlaczego podatnicy mają im za to płacić?  Powiedzmy sobie szczerze, że piłka nożna to najpopularniejsza dyscyplina sportowa na świecie i chyba może się sama utrzymać. Dlaczego więc państwo ma zajmować się budową stadionów, tworzeniem różnego rodzaju związków sportowych itp.? Odpowiedź jest prosta, ponieważ można się dzięki temu nakraść do woli. Na koniec powiem dlaczego my wolnościowcy nie możemy się na tego typu złodziejskie procedery godzić. Organizowanie Euro 2012 spełniło swoje zasadnicze zadanie czyli przyczyniło się do rozrostu roli państwa w Polsce (inaczej możemy to nazwać krzewieniem idei socjalistycznej). Media zalewają nas informacjami jak to wszyscy Polacy ,,szaleją z radości'' itd. Sytuacja ta wydaje mi się co najmniej  dziwna bowiem, rzadko się zdarza aby okradziony człowiek był z tego powodu zadowolony. A tu nie jeden człowiek a miliony okradzionych nie tylko są zadowoleni ale jak donoszą media wręcz ,,szaleją z radości”.  Dla mnie jako wolnościowca jest to smutna wiadomość, która informuje mnie, że socjalizm w umysłach Polaków jest zdecydowanie przodującą ideologią. Damian Kubiak