Category Archives: Jan Małek

Ochrona własności prywatnej warunkiem wolności

27 maja 2017 roku w siedzibie Sejmu RP w Warszawie odbyło się II Ogólnopolskie Forum Organizacji i Ruchów Wolnościowych. W spotkaniu, które zgromadziło ponad 400 osób, uczestniczyli także przedstawiciele Fundacji PAFERE - założyciel Fundacji, Jan M. Małek oraz prezes, Jan Kubań. Poniżej publikujemy tekst wystąpienia, jakie do uczestników Forum wygłosił założyciel PAFERE - Jan M. Małek.

Oswojenie kradzieży to zwycięstwo marksizmu

Salus populi suprema lex esto – dobro Rzeczypospolitej niechaj będzie najwyższym prawem – to jedna z kilkudziesięciu sentencji jakie umieszczone zostały na gmachu Sądu Najwyższego w Warszawie. Choć pochodzi ona z innego okresu historycznego, a za jej autora uważa się starożytnego rzymskiego prawnika i filozofa Cycerona, zawarta w niej myśl ma charakter uniwersalny i ponadczasowy, zatem odnosić się może także do Polski.

Jak pokonać marksizm?

"Ile w nas bolszewika?" - to temat przewodni najnowszego numeru dwumiesięcznika "Polonia Christiana" (maj-czerwiec 2017). Wśród autorów magazynu znajduje się założyciel i pierwszy prezes Fundacji PAFERE Jan Michał Małek.

Do ustawodawców – w obronie materialnego bytu rodziny

Publikujemy treść odezwy jaką założyciel i wieloletni prezes Fundacji PAFERE, Jan M. Małek, wystosował do ustawodawców z okazji odbywającego się w Warszawie w dniu 25 marca 2017 roku Narodowego Kongresu Rodziny.

Prawica, lewica, a siódme „nie kradnij”

Marks i Engels stwierdzili w Manifeście Komunistycznym, że „komuniści mogą zawrzeć swą teorię w jednym zwrocie: zniesienie własności prywatnej". Wprowadzanie tego nakazu w życie nazywa się różnie: nacjonalizacją, uspołecznieniem środków produkcji, kolektywizacją. Polega na przymusowym przejmowaniu własności obywateli przez Państwo, a więc, nazywając rzeczy po imieniu - na grabieży i kradzieży tej własności.

Zapobiec recydywie systemu złych rządów

Niestety, już są pierwsze oznaki recydywy, a nawet możliwej dalszej rozbudowy, systemu biurokratycznego R.P.: właśnie ogłoszono powołanie kilku nowych ministerstw w dodatku do 17 istniejących. Wymagać to będzie nowych urzędników dołączających do istniejącej już ich rzeszy rzędu 600 000. A wszyscy oni winni mieć możliwie "godziwe" wynagrodzenia, by móc "godnie" żyć (na koszt podatnika).

Wszystkie przepisy ograniczające własność i wolność obywateli, które nie są absolutnie konieczne ze względu na dobro wszystkich obywateli powinny zostać zniesione

Wywiad z Janem Michałem Małkiem, założycielem i wieloletnim prezesem wolnorynkowej Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego PAFERE*.

O agonii kapitalizmu wg. Rajmunda Pollaka

Przedstawiamy opinię p. Jana M. Małka, prezesa Fundacji PAFERE, członka jury konkursu na najlepszy tekst o kapitalizmie, ogłoszonego przez portal Prokapitalizm.pl przy współpracy z  Fundacją PAFERE, na temat artykułu p. Rajmunda Pollaka " Agonia kapitalizmu i narodziny konsumpcjonizmu!" . Artykuł ten zdobył w konkursie 3 miejsce. Na samym początku opracowania autor stwierdza: „kapitalizm jest pojęciem, które … ma wielorakie znaczenie”.  Prawda jest jednak jedna i każda nazwa winna odnosić się do określonej rzeczy czy znaczenia, choć czasem przez dodanie jakiegoś przymiotnika można znaczenie zmienić, czasem nawet o 180 stopni.  Inaczej następuje pomieszanie pojęć. Z tego rodzaju manipulacji pojęciowych słynna jest dialektyka marksistowska. Ale to już osobny i dłuższy temat. Odnośnie wielorakiego znaczenia słowa kapitalizm, to rzeczywiście  większość ludzi mylnie podciąga pod nie różne rzeczy i zjawiska, często nie mające z nim nic wspólnego, a nieraz wręcz jemu przeciwne.  Dlatego ważne jest opieranie się na jasnej definicji kapitalizmu, oraz wyjaśnianie prawdy. Niektóre określenia zawarte w opracowaniu są mało zrozumiałe, lub wręcz niewłaściwe czy mylne. Co oznacza np. w akapicie 1 na stronie 1 „sukces pogrążony już niestety w globalizmie”?  Zaś użyte określenie „kapitalizm socjalistyczny” to oksymoron, podobnie jak  „czarna biel”. Dlaczego, w kolejnym akapicie  autor sądzi, ze jedną z cech demokracji jest prawo zapewniające związkom zawodowym posiadanie swych siedzib wewnątrz przedsiębiorstw? Przecież, jeśli ktoś jest właścicielem przedsiębiorstwa czy nieruchomości, to jest jego prawem decydowanie o tym kto, czy co, ma się znajdować na jego posiadłości. Inaczej byłoby to sprzeczne z poszanowaniem cudzej własności, na którym opiera się kapitalizm i które wymagane jest Przykazaniem 7. Po tym kontrowersyjnym wstępie, rozdział: „Jak w tym galimatiasie ustrojowym radzi sobie Polska?” jest jednak bardzo dobrze opracowany, trafnie przedstawiający pierwsze lata transformacji ustrojowej w Polsce, choć uwaga autora, że „Kapitalizm nie jest ustrojem, który na pierwszym miejscu stawia wymogi moralne” wzbudza zastrzeżenia. Przecież bez respektu dla zasad moralnych gospodarka rynkowa musi się szybko załamać, bo jej fundamentem jest poszanowanie własności prywatnej i dotrzymywanie dobrowolnie zawieranych umów. Na wolnym rynku wszystkie wielkie firmy tylko dlatego dobrze się rozwinęły, że uczciwie traktowały swych klientów. W przeciwnym wypadku, ludzie by produktów i usług tych firm nie kupowali i firma by upadla. Podobnie upadłaby firma, w której pracownicy i pracodawcy wzajemnie by się okradali. Faktem jest, że w trakcie prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw w Polsce miały miejsce olbrzymie nadużycia, oparte głównie na korupcji polityków i urzędników i najprawdopodobniej nadal takie skandale miewają miejsce Analogiczne nadużycia i korupcja występowały i wciąż miewają miejsce również w innych krajach wszędzie tam gdzie politycy i biurokraci maja możność sprzedaży nie swojego mienia, lub wydawania nie swoich pieniędzy. W rozdziale zatytułowanym „Warto w tym miejscu szerzej omówić dogmatyzm …” autor pisze: „ Znam doskonale Francję, której doprawdy trudno byłoby zarzucić brak kapitalizmu …”.  Otóż znacznie bliższe prawdy byłoby stwierdzenie, że: „trudno byłoby zarzucić Francji brak socjalizmu”.  Jednym z tego przejawem jest państwowa fabryka Renault, gdzie autor odkrył, „że pojęcie wolnego rynku jest tylko sloganem.” Nic dziwnego! Cały rozdział jest bardzo interesujący, bo obrazuje konflikt interesów związku zawodowego z właścicielem firmy.  Takie konflikty powszechnie  występują gdy pracownik czy pracownicy próbują sobie zawłaszczyć prawa właściciela do jego własności. Niestety, jest to dla wielu ludzi brutalna prawda, ale związki zawodowe, które nie chcą ograniczać swej roli do akcji samopomocowej i samoubezpieczeniowej, ale od pracodawców wymuszają przywileje dla swych członków, kosztem wszystkich innych, i zaczynają  rządzić stawkami płac i firmą, której nie są prawnymi (współ)właścicielami  stają się gospodarczo szkodliwe, nieraz przyczyniając się do upadku firmy, a nawet całych gałęzi przemysłu. Na przykład, nieszczęścia tego doświadczyły w USA przemysły hutniczy, a ostatnio i produkcji samochodów. Odnośnie uwag pana Pollaka na temat praw autorskich, to rzeczywiście w opisywanym przez niego wypadku, wygląda na to, że przełożony autora postąpił nieetycznie, ale nie można o to obwiniać kapitalizmu. (Ogólnie jednak sprawę honorowania praw autorskich pracownika przez pracodawcę winna określać zawarta między nimi umowa o pracę). Autor pisze „Kapitalizm pokazał swoje XIX-wieczne oblicze, a związki zawodowe okazały się niestety bezsilne wobec decyzji strategicznych koncernu…”. Gwoli prawdy, kapitalizm XIX wieku spowodował w owym wieku bezprecedensowy w dziejach świata rozwój materialny i postęp ludzkości prawie we wszystkich dziedzinach, a do najbardziej kapitalistycznego kraju jakim były Stany Zjednoczone emigrowało miliony ludzi dla lepszego życia. Każdy chętny i zdolny do pracy ją dostawał na dobrowolnych warunkach. Istniało wówczas wiele organizacji bratersko-samopomocowych i samoubezpieczeniowych, a nie było ani ubezpieczeń państwowych, ani zasiłków dla niepracujących, ani związków zawodowych wałczących o przywileje dla swych członków. W omawianym tu rozdziale zatytułowanym „Warto w tym miejscu szerzej omówić dogmatyzm…” autor wyraża też szereg innych spostrzeżeń i poglądów związanych z jego doświadczeniami pracownika dużej fabryki, która uległa prywatyzacji, a ponieważ czyni on to z  perspektywy działacza związku zawodowego, są one bardzo ciekawe dla osób niewtajemniczonych. Z tych spostrzeżeń i opinii przebija rodzaj frustracji autora postępowaniem nowych właścicieli fabryki. Wynika to chyba z jego braku zrozumienia mechanizmów rynkowych.  Na rynku tylko ta firma, która efektywnie zaspakaja potrzeby swych klientów i konsumentów może się utrzymać i dobrze rozwijać. Dlatego dąży ona do najoszczędniejszego i swobodnego gospodarowania dostępnymi jej środkami, i inwestowania tam gdzie jest najtaniej i najbezpieczniej w warunkach najmniej ograniczonej swobody działania. Niestety, w Polsce istnieje bardzo wiele ograniczeń  wolności gospodarczej. narzucanych przez państwo. Niektóre z nich są następstwem postanowień  obecnej  Konstytucji RP. Do takich np. należy stwierdzenie Artykułu 20 tej Konstytucji, że podstawą ustroju gospodarczego RP jest gospodarka rynkowa oparta „na….solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych”. Wynikające stad przepisy nie działają bynajmniej zachęcająco dla inwestorów. Jeśli w zarządzaniu firmy miałby mieć udział i związek zawodowy i jakiś „partner społeczny”,  to lepiej z takiego kraju uciekać,  do miejsca gdzie można działalność gospodarczą prowadzić swobodniej. Dlatego tez niejeden inwestor po zakupie jakichś zakładów w Polsce i bezpośrednim zetknięciu się w praktyce z obowiązującym przepisami i z  roszczeniami pracowników i innych „czynników”, wołał zakłady przenieść do innego kraju, lub je zlikwidować, a maszyny rozprzedać. Autor ma całkowitą rację, gdy stwierdza, ze „Nie ma w tej chwili już prawdziwego wolnego rynku …”.  Rzeczywiście, prawie wszędzie, a zwłaszcza do kieszeni obywateli, wdzierają się złowrogie macki państwa, pod hasłami pomocy ludziom i ich ratowania od urojonych nieszczęść, a w formie tysięcy praw i przepisów ograniczających własność i wolność obywateli i hamujących rozwój gospodarczy kraju. Np. niby dla zapewnienia odpowiedniego dochodu pracownikom, ograniczane jest swobodne zawieranie umów o pracę, a to poprzez narzucanie minimalnej dozwolonej stawki pacy i różnych warunków kodeksu pracy. pozbawiające liczne rzesze niewykwalifikowanych osób, (szczególnie młodych, chcących po raz pierwszy wejść na rynek pracy), możliwości znalezienia pracodawców gotowych im płacić więcej niż rynkowa wartość danej pracy.  Oczywiście przyczynia się to do tworzenia bezrobocia. Dalszą, końcową część opracowania dobrze przedstawiającą obraz obecnej sytuacji gospodarczo-systemowej, szpeci jednak uwaga autora, że obecnie (w miejscu wolnego rynku) „istnieje nowa forma totalitaryzmu zwana pieszczotliwie globalizmem”. Swego czasu wchodzenie produktów amerykańskich na nowe rynki zagraniczne komuniści uznawali za przejaw imperializmu amerykańskiego. Okazuje się, ze obecnie upowszechnianie na całym świecie różnych produktów i usług, które stają się ludziom łatwiej dostępne dzięki postępowi technicznemu i zniesieniu wielu sztucznych barier w wymianie handlowej, czyli globalizm, nazywa się nową formą totalitaryzmu czyli systemu całkowitej władzy nad społeczeństwem za pomocą monopolu informacyjnego i propagandy, ideologii  pañstwowej, terroru tajnych służb wobec przeciwników politycznych, akcji monopolowych i masowej monopartii.  Nic bardziej mylącego! Aczkolwiek opracowanie zawiera wiele błędów, to jednak jest w sumie bardzo interesujące, gdyż mówi obszernie o tym jak działacz związku zawodowego widzi kapitalizm, i stanowi ono dobry materiał do przemyśleń dla wolnorynkowców. Jan M. Małek

Cios w podstawę marksizmu

Laudacja na rzecz książki prof. Michała Wojciechowskiego, wygłoszona przez Jana M. Małka z okazji wyróżnienia jej przez Jury Nagrody im. Józefa Mackiewicza .  Warszawa 11. XI. 2009 Józef Mackiewicz twierdził, ze tylko prawda jest ciekawa, sugerując, że naszą ludzką ciekawość winniśmy kierować na jej poznawanie, bo jest ona warta naszej uwagi i czasu, i na umiejętne jej odróżnianie od kłamstwa i fałszu. Stąd warto czytać książki i inne publikacje zawierające przesłania i treści na niej oparte, a demaskujące fałsz i zło. Oczywiście, do czytania zachęcać lub zniechęcać może, oprócz treści książki, zarówno forma pisarska, w jakiej myśli autora są wyrażone, jak i szata graficzna i zewnętrzna książki. Jednak to treść jest rzeczą najważniejszą. Książka prof. Michała Wojciechowskiego „Moralna wyższość wolnej gospodarki” wyróżniona przez Jury Konkursu im. Józefa Mackiewicza, zawiera społecznie i chrześcijańsko-kulturowe ważne prawdy i przesłania o znaczeniu nieprzemijającym i uniwersalnym, a więc nie tylko dotyczącym spraw polskich, – prawdy i przesłania niestety słabo dostrzegane czy rozumiane przez olbrzymią większość ludzi, a mające zasadniczy wpływ na ich byt materialny i zdrowie moralne społeczeństwa. Z tego względu jest to bardzo wartościowa pozycja. Książka ta nie jest wielka objętościowo, i nie należy do literatury pięknej, ale jest bogata treścią przedstawioną w zwięzłej formie. Myśli i przesłania autora są w niej wyrażane przy użyciu prostych słów i w sposób bardzo łatwo zrozumiały dla przeciętnego czytelnika, mimo, że dotyczą one spraw i problemów ekonomicznych, gospodarczych i społecznych, wydawałoby się skomplikowanych. Jak trafnie zauważył Andrzej Sadowski, fundator Centrum im. Adama Smitha, książka ta w sposób trafny łączy dwie dość różne dziedziny wiedzy: teologię i ekonomię, i ukazuje jak spójny oraz skuteczny system stworzony został przez rynek i chrześcijaństwo. Gdyby nie to, że książka wydana została w roku 2008, to można by uznać, że szereg omawianych w niej bardzo aktualnych zagadnień jest rozwinięciem niektórych myśli papieża Benedykta XVI przedstawionych w ogłoszonej później od książki, bo przy końcu czerwca b.r. encyklice „Caritas in Veritate” i jest jak gdyby odpowiedzią na papieskie życzenie wyrażone w §21 tej Encykliki: ”Niepokoi nas złożony i poważny charakter obecnej sytuacji gospodarczej, ale powinniśmy z realizmem, ufnością i nadzieją przyjąć nową odpowiedzialność, do której nas wzywa scenariusz świata potrzebującego głębokiej odnowy kulturowej i odkrycia zasadniczych wartości, na których można budować lepszą przyszłość. Kryzys zobowiązuje nas do ponownego przemyślenia naszej drogi, do przyjęcia nowych reguł i znalezienia nowych form zaangażowania do korzystania z pozytywnych doświadczeń i odrzucania negatywnych”. Profesor Michał Wojciechowski przyjmuje cząstkę owej odpowiedzialności i w swej książce w sposób bardzo przystępny i konkretny przypomina wspomniane wartości, oraz wskazuje na negatywne doświadczenia do odrzucenia. Mimo tej zbieżności myślowej z najnowszą encykliką, stwierdzić należy, że „Moralna wyższość wolnej gospodarki” jest książką nonkonformistyczną. Przeciwstawia się potocznym sądom na temat neutralności moralnej sfery gospodarczej, oraz nieuzasadnionym obawom przed wolnym rynkiem, i płonnym ludzkim nadziejom pokładanym w państwie. W związku z tym, w pewnym sensie, podważa panujący obecnie ustrój, nazywany przez prof. Wojciechowskiego ustrojem biurokratycznym. Następnie, autor przeciwstawia się spotykanym niekiedy w katolickiej nauce społecznej usprawiedliwieniom państwa opiekuńczego, socjalnego rozdawnictwa, a nawet wchodzeniu w konflikt z ekonomią jako nauką. W mojej opinii, prof. Wojciechowski jest przedstawicielem myśli ekonomicznej o znaczeniu uniwersalnym, stwierdzającej, że „Przykazanie ‘Nie kradnij!’ stanowi nie tylko nakaz moralny, ale i imperatyw gospodarczy. Nie stosowanie się do niego przez państwo i większość obywateli prowadzi do problemów i kryzysów gospodarczych ze szkodą dla wszystkich”. Istota tej myśli jest całkowicie sprzeczna z kwintesencją komunizmu, zdefiniowaną przez Karola Marksa jako „likwidacja własności prywatnej” - likwidacja polegająca na konfiskacie, czyli rabunku i kradzieży tej własności. Dlatego, treść książki, podkreślając pierwszorzędne, pozytywne znaczenie Przykazań X i VII dla gospodarki i ludzkiej doli, ma pośrednio charakter wybitnie antymarksistowski. Przekonany jestem, że z tego powodu, ta książka bardzo by się podobała Józefowi Mackiewiczowi, wielkiemu pisarzowi ukazującemu inne aspekty zła komunizmu i, stąd, często uważanego za pisarza antykomunistycznego. Poza dziś tu omawianą książką, prof. Michał Wojciechowski ma też inny, bogaty i różnorodny dorobek pisarski. Liczba książek jego autorstwa przekroczyła już dwadzieścia, wliczając w to opracowania utworów starożytnych. Jako pierwszy katolik świecki w Polsce został profesorem teologii. Jest uznanym biblistą. Z tej dziedziny opublikował ostatnio podstawową książkę "Etyka Biblii". Od dawna zajmuje się krytyczną oceną moralną zjawisk społecznych, czego wyrazem był między innymi zbiór publicystyki, w formie książki p.t. "W ustroju biurokratycznym", oraz rozprawa p. t. "Biblia o państwie". Tłumaczył też i komentował antyczną literaturę grecką, w tym słynne bajki Ezopowe. Gorąco Panu Profesorowi gratuluję jego osiągnięć i życzę dalszych, podobnych. Jan Michał Małek

Imperium zła

Drodzy Czytelnicy S.P.: Poniższy tekst nie odnosi się bezpośrednio do ekonomii i gospodarki, ale pochodzi od Ronalda Reagana, prezydenta amerykańskiego (zmarłego w Kalifoirnii 5. b. m.), człowieka o niezwykłych zasługach dla Stanów Zjednoczonych i całego świata, a do jednych z tych zasług należą te, które położył on na polu gospodarczym. Mianowicie, swego czasu, wprowadził on w życie szereg reform pro-wolnorynkowych, które zaowocowały wspaniałymi wynikami. Ta polityka gospodarcza nazwana została Reagonomics, na cześć jej twórcy. Był on człowiekiem głęboko przywiązanym do tradycyjnych wartości naszej zachodniej cywilizacji i wielkim moralistą. Uważał, że podstawą wolności człowieka jest jego moralność. Całkowicie się z tym zgadzamy, a ponieważ wolność gospodarcza i własność prywatna są zasadniczym elementem wolności w ogóle, logicznym wnioskiem jest to, że podstawą gospodarki wolnorynkowej musi być ludzka moralność, a conajmniej etyka. Dochodzimy tu do punktu zasadniczego: Etyka i moralność ludzi są podstawą dobrej gospodarki - nie może zaistnieć prosperująca gospodarka i powszechny dobrobyt w społeczeństwie niemoralnym, w którym, na przykład, poczynając od władz, wszyscy kradną, lub, w którym istnieje permanentne zagrożenie ludzkiego życia ze strony przestępców. Dlatego, jeśli dążymy do rozwoju gospodarczego i dobrobytu warto najpierw zrozumieć głębokie przyczyny zla. Poniższy tekst mówi o zwalczaniu zła przez człowieka, który dokonał rzeczy wielkich i dobrych dla nas wszystkich. Jan M. Małek reaganPrzemówienie Prezydenta na dorocznej konwencji Narodowego Stowarzyszenia Ewangelistów w Orlando na Florydzie (8 marca 1983 r.)  Wielebni ojcowie duchowni, senatorze Hawkins, dostojni członkowie delegacji Kongresu Florydy, szanowni państwo: Nie potrafię wyrazić tego, jak bardzo się cieszę z powodu waszego ciepłego przyjęcia. Bardzo mi miło, że mogę tu dzisiaj być. Ci z was, którzy są członkami Narodowego Stowarzyszenia Ewangelistów słyną z pracy duchownej i humanitarnej. Wykazałbym się skrajnym zaniedbaniem, gdybym w tej chwili nie starał się spłacić pewnego osobistego długu wdzięczności. Dziękuję wam za wasze modlitwy. Nancy i ja czuliśmy ich obecność wiele razy i na wiele sposobów. I wierzcie mi, miały one dla nas zasadnicze znaczenie. Pewnego dnia na spotkaniu we Wschodnim Pokoju w Białym Domu, ktoś zadał mi pytanie, czy zdaję sobie sprawę ilu ludzi modli się za prezydenta. Musiałem odpowiedzieć, że "owszem, czuję to; wierzę w modlitwę na naszą intencję." Potem nie mogłem jednak nie powiedzieć pytającemu, że jeśli czasem usiłując nawiązać połączenie z Bogiem, słyszał on sygnał zajętej linii, to niech wie, że to ja wcześniej zacząłem się modlić. [Śmiech]. Sądzę, że wiem, co czuł Abraham Lincoln, gdy mówił: "Wiele razy musiałem klękać, ogarnięty przeświadczeniem, że nie mam się do kogo innego [poza Bogiem] zwrócić." Od radosnej i dobrej atmosfery obecnej konwencji przechodzę teraz do polityki. [Śmiech] Nie wiem dlaczego, ale ten moment programu przypomina mi pewną historyjkę, którą się teraz z wami podzielę. Ewangelista i polityk dotarli wspólnie do bram Raju. Święty Piotr, po wypełnieniu wszystkich potrzebnych formalności, wziął ich pod rękę, by im pokazać ich nowe kwatery. Zaprowadził ich do małego, jednoosobowego pokoju, w którym stały łóżko, krzesło i stół. Tu oświadczył, że jest to pomieszczenie przeznaczone dla ewangelisty. Polityk nieco się tym zaniepokoił, bo czegóż więc mógł się spodziewać dla siebie. Dlatego nie mógł własnym oczom i uszom uwierzyć, kiedy Święty Piotr zatrzymał się przed efektowną rezydencją o licznej służbie i w uroczym otoczeniu, i powiedział, że to będzie jego mieszkanie. Nie mógł się powstrzymać od zadania pytania: "Ale zaraz, jak to, czegoś tu nie rozumiem. Jak to możliwe, że ja dostaję taką wspaniałą posiadłość, podczas gdy ten dobry i święty człowiek otrzymał jednoosobowy pokój?" A Święty Piotr na to: "Musisz synu zrozumieć sytuację: Mamy tu miliony duchownych, ale ty jesteś pierwszym politykiem, któremu udało się dotrzeć.do raju" [Śmiech] Nie chcę jednak przyczyniać się o utrwalania stereotypów. [Śmiech] Zatem mówię wam: jest w życiu publicznym wielu bogobojnych, oddanych, szlachetnych mężczyzn i kobiet, również obecnie. I potrzebna jest nam wasza pomoc, abyśmy zawsze pamiętali o podstawowych ideach i zasadach jakie wyniosły nas do służby publicznej. Podstawą tych ideałów jest przywiązanie do wolności i swobód jednostki, które mają się dobrze tylko wtedy, gdy Boże błogosławieństwo jest gorliwie wyglądane i pokornie przyjmowane. Eksperyment amerykańskiej demokracji na tym się właśnie opiera. To odkrycie było wielkim triumfem naszych Ojców Założycieli, wyrażonym przez Williama Penna - "Jeśli nie będziemy posłuszni Bogu, oddamy władzę tyranom." Określając przyrodzone prawa człowieka, Jefferson powiedział: "Bóg dając nam życie, obdarował nas jednocześnie wolnością." A George Washington stwierdził, że "dla wszystkich ukierunkowań i zwyczajów decydujących o powodzeniu politycznym, religia i moralność są nieodzowną podstawą." I wreszcie, najbystrzejszy ze wszystkich obserwatorów amerykańskiej demokracji, Alexis de Tocqueville, po poszukiwaniu tajemnicy wielkości i wyjątkowości Ameryki, wyraził swój pogląd w sposób jakże wymowny: "Dopiero kiedy poszedłem do amerykańskich kościołów i posłuchałem pełnych gorliwości i prawości kaznodziejów, zrozumiałem wielkość i wyjątkowość Ameryki... Ameryka jest dobra. A jeśli kiedyś Ameryka przestanie być dobra, przestanie także być wielka." Jest mi bardzo miło, że mogę być tu dzisiaj z wami, którzy zachowujecie Amerykę wielką, zachowując ją dobrą. Tylko dzięki pracy i modlitwom waszym i milionów innych możemy mieć nadzieję na przetrwanie obecnego niebezpiecznego czasu i na utrzymanie wolności - ostatniej, najlepszej nadziei człowieka. Chcę, abyście wiedzieli, że moja administracja kieruje się taką polityczną filozofią, która dostrzega wielkość Ameryki w was, jej narodzie, w waszych rodzinach, kościołach, wspólnotach, społecznościach - instytucjach, które wyznają i pielęgnują takie wartości jak troska o innych i szacunek do prawa zgodnego z prawem boskim. Nie muszę wam teraz mówić, że stawia nas to w opozycji, a conajmniej nie po myśli wielu ludzi, którzy zwrócili się ku nowoczesnej świeckości, odrzucając wypróbowane wartości, na których zbudowana została nasza cywilizacja. Niezależnie jakie dobre intencje nimi powodują, ich system wartości jest zupełnie inny od tego, którym kieruje się większość Amerykanów. I kiedy głoszą oni, że uwalniają nas od przesądów przeszłości, biorą na swoje barki ciężar sprawowania nadzoru nad nami przy pomocy praw państwowych. Niekiedy ich głos jest bardziej słyszalny niż nasz, ale nie stanowią oni jeszcze większości. Przykład tej przewagi w nagłośnieniu jest wyraźnie widoczny w debacie toczącej się teraz w Waszyngtonie. Od kiedy jestem w nią zaangażowany, oczekuję wiadomości od rodziców młodej Ameryki. Jak daleko gotowi są oni pójść w przekazywaniu swoich praw rodzicielskich rządowi? Określę sprawę tak krótko i prosto jak tylko potrafię. Pewna organizacja obywatelska, szczerze powodowana i głęboko zatroskana przyrostem liczby pozamałżeńskich urodzeń oraz aborcji wśród dziewcząt, którym dużo jeszcze brakuje do pełnoletności, ustanowiła, dla złagodzenia problemu, ogólnokrajową sieć klinik niosących pomoc takim dziewczętom. Pozwolę sobie powiedzieć, że wierzę w szlachetne intencje organizatorów. Jednakże, w ramach ich działalności, kliniki te postanowiły zaopatrywać nieletnie dziewczęta w pigułki i inne środki antykoncepcyjne, oraz, w tej dziedzinie, prowadzić doradztwo bez wiedzy rodziców. Od iluś już lat rząd federalny pomaga takim klinikom, dotując je. Przy udzielaniu takiej pomocy Kongres zadekretował dokonywanie wszelkich starań, aby maksymalizować udział rodziców. Tym niemniej, środki antykoncepcyjne są przepisywane bez zgody rodziców, czy choćby nawet powiadomienia rodziców o tym fakcie. Dziewczęta nazywane "aktywnie seksualnie" - to określenie zastępując słowo "rozwiązłe" - otrzymują pomoc w celu zapobieżenia nieślubnym urodzeniom i aborcji. Zarządziliśmy więc, aby kliniki informowały rodziców o udzielaniu tego typu pomocy. W reakcji na to, jedna z czołowych w kraju gazet, w swym dziale redakcyjnym, nazwała to zarządzenie "nakazem donoszenia" [ang. squeal rule], krytykując nas za naruszanie prywatności młodych osób. Ostatnio zaś pewien sędzia zasądził wstrzymanie przestrzegania wspomnianego zarządzenia. Widziałem debaty telewizyjne na powyższy temat, czytałem felietony, których autorzy perorują o naszym błędnym podejściu do sprawy, ale jakoś nikt nie wspomniał o moralności jako czynniku odgrywającym kluczową rolę w życiu seksualnym człowieka. Czy wszystko, co wiąże się z tradycją judeochrześcijańską, jest złe? Czy mamy uwierzyć, że coś tak świętego może być rozpatrywane jako zjawisko czysto fizyczne, niezawierające potencjału - niebezpiecznego dla życia emocjonalnego i psychicznego? I czy to nie do rodziców należy prawo udzielania rad i wskazówek dzieciom, by uchronić je przed popełnianiem błędów mających wpływ na całe ich życie? Wielu z nas w rządzie chciałoby znać zdanie rodziców na temat ingerencji władz w ich rodzinne sprawy. Będziemy walczyć w sądach. Prawa rodziców i prawa rodzin mają pierwszeństwo przed prawami biurokratów i specjalistów od socjotechniki z Waszyngtonu. Ale walka z prawami rodzicielskimi jest tylko jednym z wielu przykładów prób negowania tradycyjnych wartości, a nawet odstępowania od pierwotnych zasad amerykańskiej demokracji. Wolność realizuje się wtedy, gdy religia jest żywa, a prawo, zgodne z prawami boskimi, jest przestrzegane. Gdy nasi Ojcowie Założyciele uchwalali Pierwszą Poprawkę, próbowali chronić Kościoły przed ingerencją rządu. Nigdy nie mieli zamiaru budować muru wrogości pomiędzy władzą a życiem religijnym. Dowodzą tego nasza historia oraz ustrój. W Deklaracji Niepodległości co najmniej cztery razy wymieniony jest Stwórca. Napis "W Bogu pokładamy ufność" wygrawerowany jest na naszych monetach. Sąd Najwyższy rozpoczyna swoje posiedzenia od religijnej inwokacji. A członkowie Kongresu otwierają swoje obrady modlitwą. Tak się stało, że wierzę, iż dzieciom w szkołach w Stanach Zjednoczonych przysługują takie same przywileje, jak członkom Sądu Najwyższego i kongresmanom. W ubiegłym roku przesłałem do Kongresu poprawkę do Konstytucji, przywracającą modlitwę do szkół. Przed najbliższym posiedzeniem wzrasta poparcie w obu partiach dla tego projektu, a ja wzywam Kongres, żeby działał szybko i pozwolił naszym dzieciom się modlić. Być może niektórzy z was czytali w ostatnim czasie o sprawie szkoły w Lubbock, gdzie sędzia w gruncie rzeczy orzekł, że przyznawanie równych praw grupom uczniów wierzących i niewierzących jest niezgodne z Konstytucją, nawet jeśli spotkania obu grup odbywają się w czasie wolnym od nauki. Pierwsza Poprawka w żadnym razie nie miała na celu stawiania przed władzą zadania dyskryminowania ze względu na wyznanie. Senatorowie Denton i Hatfield przedłożyli w Kongresie projekt ustawy zakazującej dyskryminacji z powodu rozmów uczniów na tematy religijne. Taki przepis mógłby uczynić dużo dla przywrócenia wolności wypowiedzi w sprawach religii wśród uczniów szkół publicznych. Mam nadzieję, że Kongres wkrótce rozpatrzy ten projekt. A z waszą pomocą, jak sądzę, możliwe jest, że w tym roku wprowadzimy w Kongresie odpowiednią poprawkę do Konstytucji. Przeszło dziesięć lat temu Sąd Najwyższy dosłownie zmiótł zapisy prawne pięćdziesięciu Stanów, chroniące życie nienarodzonych dzieci. Aborcja na życzenie odbiera obecnie życie półtora milionom nienarodzonych dzieci rocznie. Pewnego dnia prawo chroniące ludzkie życie zostanie uchwalone przez Kongres i zarówno wy, jak i ja nie możemy spocząć dopóki do tego nie dojdzie. Dopóki nikt nie dowiódł, że nienarodzone dziecko nie jest żywym człowiekiem, dopóty prawo do życia, wolności i dążenia do osiągania szczęścia musi być chronione. Możliwe, że pamiętacie, że kiedy zaczęła się aborcja na życzenie, wielu, i - czego jestem pewien - wielu z was, ostrzegało, że taka praktyka doprowadzi do umniejszenia szacunku dla ludzkiego życia i, że filozoficzne przesłanki usprawiedliwiające aborcję na życzenie zostaną ostatecznie użyte do usprawiedliwiania innych rodzajów ataku na świętość ludzkiego życia - do zabijania niemowląt i do eutanazji. Te ostrzeżenia potwierdziły się z całą brutalnością. Tylko w ubiegłym roku sąd zezwolił na śmierć głodową upośledzonego niemowlęcia. Poleciłem Departamentowi Zdrowia i Usług Społecznych objaśnić wszystkim jednostkom opieki zdrowotnej w Stanach Zjednoczonych, że ustawa o rehabilitacji z 1973 roku chroni wszystkich niepełnosprawnych, włącznie z niemowlętami, przed dyskryminacją ze względu na niepełnosprawność . Następnym krokiem, jaki podjęliśmy, było ustanowienie obowiązku dla wszystkich placówek korzystających z dotacji federalnych i świadczących usługi medyczne dla niemowląt, wywieszenia w dobrze widocznym miejscu informacji, że "odmawianie żywienia i opieki nad niepełnosprawnymi niemowlętami w tej placówce jest zakazane przez prawo federalne." Podany w informacji jest także bezpłatny i czynny 24 godziny na dobę numer telefonu, pod którym pielęgniarki i inni mogą zgłaszać wypadki pogwałcenia tego prawa, wystarczająco szybko, aby ocalić życie dzieci. Dodatkowo, ostatni projekt przedłożony w Kongresie przez członka Izby Reprezentantów, Henry'ego Hyde'a z Illinois nie tylko zwiększa ograniczenia aborcji dokonywanych za publiczne pieniądze, ale także odnosi się do dzieciobójstwa w ogóle. Wzywam Kongres do rozpoczęcia przesłuchiwań i ustanowienia praw chroniących prawo do życia wszystkich dzieci, łącznie z upośledzonymi i niepełnosprawnymi. Jestem pewny, że czasem bywacie zniechęceni. Zrobiliście jednak więcej niż być może sami wiecie. W Ameryce ma miejsce wielkie duchowe przebudzenie i odnowa tradycyjnych wartości, które były i są podwaliną dobroci i wielkości Ameryki. Jedno z ostatnich badań, przeprowadzonych przez pewien waszyngtoński instytut badawczy, wykazało, że Amerykanie są znacznie bardziej religijni od innych narodów; 95 procent ankietowanych deklaruje wiarę w Boga, a zdecydowana większość przyznaje, że Dekalog odgrywa w ich życiu dużą rolę. Inne badanie pokazało, że przytłaczająca większość Amerykanów nie toleruje cudzołóstwa, seksu wśród nastolatków, pornografii, aborcji i narkotyków. Ta sama ankieta ujawniła głęboki szacunek dla więzów rodzinnych i wiary. Uważam, że kwestie, o których tu dziś rozmawiamy, powinny zajmować priorytetowe miejsce w polityce państwa. Po raz pierwszy Kongres w sposób otwarty i poważny debatuje i zajmuje się problemami aborcji i modlitwy - i już to stanowi ogromny postęp. Powtarzam: Ameryka jest w trakcie duchowego przebudzenia i moralnej odnowy. I zgodnie z biblijną zasadą mówię dzisiaj: "Tak, pozwólmy sprawiedliwości płynąć niczym rzeka, i prawości - jak nigdy nie wysychającemu strumieniowi." Oczywiście, ta nowa polityczna i społeczna jednomyślność, o której mówiłem, jest w dużej mierze wynikiem pozytywnej oceny naszej historii, która pozwala nam czerpać dumę z osiągnięć i zasług naszego kraju. Ale nie wolno nam zapominać, że żaden rządowy program nie uczyni ludzi idealnymi. Wiemy, że życie na ziemi oznacza zmaganie się z tym, co filozofowie nazwaliby fenomenologią zła, a teologowie określiliby doktryną grzechu. Jest na świecie grzech i zło, a my z nakazu Pisma Świętego i Chrystusa musimy się tym zjawiskom opierać z całą mocą. W spuściźnie naszego narodu znajduje się także pewien pokład zła, któremu musimy stawiać czoła. Chwała tej ziemi polega na zdolności do pokonywania moralnego zła naszej przeszłości. Na przykład, długotrwała walka przedstawicieli mniejszości o równouprawnienie, niegdyś źródło niezgody i wojny domowej, jest obecnie powodem do dumy dla wszystkich Amerykanów. Nie wolno nam nigdy zawrócić z tej drogi. Nie ma w naszym kraju miejsca dla rasizmu, antysemityzmu, ani innych przejawów etnicznej czy rasowej nienawiści. Wiem, że jesteście przerażeni, tak ja jestem, odrodzeniem się pewnych środowisk nienawiści, głoszących bigoterię i uprzedzenia. Używajcie donośnego głosu z waszych kazalnic i silnej pozycji waszych kościołów dla potępiania i wykluczania tych ośrodków nienawiści spośród nas. Dane nam przykazanie jest jasne i proste: "Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego!" Jednak niezależnie od smutnych zdarzeń, jakie zachodziły w przeszłości, każdy obiektywny obserwator oceni naszą historię pozytywnie, jako historię będącą ciągiem wypełniających się nadziei i urzeczywistniających się snów. Szczególnie w tym wieku Ameryka niesie światło wolności, i to nie tylko dla nas, ale i dla milionów ludzi na całym świecie. Dochodzę tu do ostatniego dzisiaj punktu: Podczas mej pierwszej prezydenckiej konferencji prasowej, odpowiadając na pytania, zwracałem uwagę, że autentyczni marksiści-leniniści, sowieccy przywódcy, otwarcie i publicznie przyznawali, iż jedyną uznawaną przez nich moralnością jest taka moralność, która popchnie do przodu ich sprawę, czyli - ogólnoświatową rewolucję. Sądzę, że powinienem zaznaczyć, iż przytoczyłem wówczas cytat z Lenina, ich duchowego przywódcy, który w 1920 roku powiedział, że odrzucają oni wszelką moralność wywodzącą się z idei nadprzyrodzonych - tak określają religię - albo idei niemieszczących się w koncepcji klasowej. Moralność jest całkowicie podporządkowana sprawie walki klas. A moralne jest wszystko, co niezbędne dla unicestwienia starego społecznego porządku wyzysku i dla zjednoczenia proletariatu. Uważam, że niedostrzeganie tego podstawowego aspektu sowieckiej doktryny wpłynęło na niechęć do właściwego postrzegania sił totalitarnych. Mieliśmy do czynienia z tym zjawiskiem w latach trzydziestych, a często widzimy je również i teraz. Nie oznacza to, że powinniśmy się odgradzać i nie poszukiwać porozumienia. Zamierzam robić wszystko, co w mojej mocy, aby przekonać ich do pokojowego zażegnania kryzysu, przypomnieć im, że to Zachód zaniechał użycia monopolu nuklearnego w latach czterdziestych i pięćdziesiątych dla zdobyczy terytorialnych, a teraz proponuje pięćdziesięcioprocentowe ograniczenie zasobów pocisków balistycznych, oraz likwidację całego potencjału lądowej broni atomowej średniego zasięgu. Równocześnie jednak musimy im uświadomić, że nigdy nie zrezygnujemy z naszych zasad i standardów. Nigdy nie oddamy naszej wolności. Nigdy nie porzucimy naszej wiary w Boga. I nigdy nie zaprzestaniemy budowania prawdziwego pokoju. Ale nie zabezpieczymy żadnej z wartości, przy których obstaje Ameryka poprzez tak zwane zamrożenie nuklearne, przez niektórych proponowane. Prawda jest ta, że takie zamrożenie byłoby teraz niebezpiecznym fałszem, ponieważ stanowiłoby jedynie złudzenie pokoju. Rzeczywistość wymaga od nas osiągnięcia pokoju poprzez siłę. Zgodziłbym się na zamrożenie, gdybyśmy tylko mogli zamrozić globalne zapędy Sowietów. Zamrożenie przy obecnym stanie uzbrojenia usunęłoby wszelką motywację dla Sowietów do prowadzenia poważnych negocjacji w Genewie i praktycznie zaprzepaściłoby nasze szanse na osiągnięcie istotnej redukcji uzbrojenia, jaką zaproponowaliśmy. Zamiast tego, dzięki zamrożeniu, osiągnęliby oni własne cele . Zamrożenie wynagrodziłoby Związek Sowiecki za jego ogromne, niezrównane zbrojenia. Uniemożliwiłoby zasadniczą i od dawna zaległą modernizację systemów obronnych Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników, a także spowodowałoby rosnące zagrożenie dla naszych starzejących się sił. Jednak uczciwe zawieszenie broni wymagałoby wyprzedzających, szczegółowych negocjacji umowy na temat systemów i wielkości, które miałyby ulec ograniczeniu, jak również określenia środków zapewniających skuteczną weryfikację i stosowanie się do warunków umowy. Tymczasem rodzaj zamrożenia, jaki nam został zaproponowany, praktycznie uniemożliwiałby jakąkolwiek weryfikację. Odwróciłby on nas zupełnie od kierunku naszych bieżących negocjacji mających na celu zasadnicze redukcje uzbrojenia. Wiele lat temu słyszałem młodego ojca, wybitnego w świecie rozrywki młodego człowieka, przemawiającego do ogromnego zgromadzenia w Kalifornii. Było to w okresie Zimnej Wojny, gdy sprawy komunizmu i naszego sposobu życia silnie zaprzątały ludzkie umysły. I na ten temat przemawiał. Nagle jednak usłyszałem go mówiącego: "Kocham moje małe dziewczynki ponad wszystko..." I powiedziałem do siebie: "O nie. Nie wolno ci, nie mów tego." Ale nie doceniłem go, bo kontynuował: "..lecz wolałbym raczej widzieć je teraz umierające, ale wciąż wierzące w Boga, niż pozwolić im dorosnąć w komunizmie i umrzeć pewnego dnia, już bez wiary w Boga." W tłumie znajdowały się tysiące młodych ludzi, którzy powstali i wznosili okrzyki radości. Od razu uznali głęboką prawdę tkwiącą w tym, co usłyszeli odnośnie materii i duszy, i tego co naprawdę ważne. Tak, módlmy się o ocalenie wszystkich tych, którzy żyją w ciemnościach totalitaryzmu - módlmy się, aby odkryli radość bliskości Boga. Ale zanim to nastąpi, miejmy świadomość, że ci, co głoszą supremację państwa, oznajmiają jego omnipotencję nad człowiekiem i przewidują swoją ostateczną dominację nad wszystkimi narodami świata, stanowią kwintesencję zła współczesnego świata. C. S. Lewis napisał w swoich niezapomnianych "Listach starego diabła do młodego" [ang. Screwtape Letters]: "Największe zło nie jest obecnie dokonywane w tych ponurych norach zbrodni, które lubił przedstawiać Dickens. Nie jest nawet dokonywane w obozach koncentracyjnych czy obozach pracy. W nich widoczny jest jedynie końcowy rezultat. Jego poczęcie i zarządzanie nim (wprawianie w ruch, wzmacnianie, prowadzenie i zajmowanie się detalami) następuje w czystych, wyłożonych dywanami, ogrzewanych i dobrze oświetlonych gabinetach, przez spokojnych ludzi, w białych kołnierzykach, z dobrze przyciętymi paznokciami i gładko ogolonymi policzkami, którzy nie potrzebują podnosić głosu." Ponieważ ci "spokojni ludzie" nie "podnoszą głosu"; ponieważ czasami mówią kojącym głosem o braterstwie i pokoju; ponieważ, podobnie jak inni dyktatorzy przed nimi, wysuwają swoje "ostatnie terytorialne żądanie," niektórzy chcieliby, abyśmy ich zaakceptowali i dostosowali się do ich agresywnych zapędów. Jednak jeżeli historia uczy nas czegokolwiek, to uczy nas na pewno tego, że naiwna polityka ustępstw, czy też życzeniowe myślenie na temat przeciwników, jest szaleństwem. Oznacza zdradę naszej przeszłości, trwonienie naszej wolności. Zatem zachęcam was do głośnego zabierania głosu przeciwko tym, którzy chcieliby umiejscowić Stany Zjednoczone w położeniu militarnej i moralnej niższości. Wiecie, zawsze uważałem i uważam, że stary diabeł zachował swoją najsilniejszą broń przeciwko wam, ludziom Kościoła. Więc uczulam was, abyście, w dyskusjach na temat propozycji nuklearnego zamrożenia, byli świadomi pokusy pychy - pokusy beztroskiego stawiania siebie ponad to wszystko i obarczania równą winą obie strony konfliktu, ignorowania faktów historycznych i agresywnych postaw imperium zła, nazywania wyścigu zbrojeń po prostu gigantycznym nieporozumieniem, a tym samym usuwania siebie z pola walki między słusznym a niesłusznym, miedzy dobrem a złem. Proszę was, abyście dali odpór próbom tych, którzy chcieliby abyście wycofali swe poparcie dla naszych starań, starań naszej administracji, ku zachowaniu Ameryki silnej i wolnej, w czasie gdy negocjujemy wprowadzenie rzeczywistych i sprawdzalnych redukcji światowych arsenałów broni atomowej, a pewnego dnia, z pomocą Boga - ich całkowitą eliminację. Chociaż militarna siła Ameryki jest ważna, zaznaczę w tym miejscu, iż zawsze uważałem, że o rozstrzygnięciu trwającego obecnie światowego konfliktu, nie będą decydować bomby i rakiety, czy armie i potęgi militarne. Prawdziwy kryzys przed którym teraz stoimy ma charakter duchowy, i w zasadzie - jest próbą moralności i wiary. Whittaker Chambers, człowiek, którego religijne nawrócenie uczyniło z niego świadka jednego ze straszniejszych wydarzeń naszych czasów, sprawy Hiss'a-Chambers'a, napisał, że stopień kryzysu świata zachodniego jest równy stopniowi, w jakim zachód jest obojętny wobec Boga, stopniowi, w jakim zachód współpracuje z komunizmem w dziedzinie uniezależniania człowieka od Boga. Następnie zauważył, że marksizm-leninizm jest w istocie drugą najstarszą religią, zapoczątkowaną w Ogrodach Edenu słowami kusiciela: "Będziecie jako bogowie." [z Biblii Gdańskiej - przyp. tłum] Dodał, że ludzie zachodu mogą oprzeć się tej pokusie, "ale tylko pod warunkiem, że ich wiara w Boga i wolność od Niego pochodzącą, będzie tak wielka, jak wielka jest wiara komunistów w Człowieka." Wierzę, że podejmiemy to wyzwanie. Wierzę, że komunizm jest tylko kolejnym smutnym i dziwacznym rozdziałem w historii ludzkości, którego ostatnie karty zapisywane są być może właśnie teraz. Wierzę w to, ponieważ źródło naszych sił w wyprawie po wolność człowieka ma charakter nie materialny, lecz duchowy. A ponieważ źródło to nie ma ograniczeń, to musi zatrważać i ostatecznie zatriumfować nad tymi, którzy chcieliby zniewolić swoich bliźnich. Według słów Izajasza: "On dodaje mocy zmęczonemu i pomnaża siły omdlałego... Lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą." [z Biblii Tysiąclecia - przyp. tłum.] Tak, zmieniajcie świat. Jeden z naszych Ojców Założycieli, Thomas Paine powiedział: "Leży w naszej mocy rozpoczęcie świata na nowo." Działając wspólnie, możemy dokonać tego, czego żaden Kościół w pojedynkę zdziałać nie zdoła. Niech was Bóg błogosławi, bardzo wam dziękuję. Ronald Reagan (publikacja na SP - 14 czerwca 2004) Tłumaczenie z angielskiego: Sławomir Jaskólski Redakcja: Jan Michał Małek Copyright for the Polish translation: Jan Michał Małek Tytuł artykułu pochodzi od redakcji SP

Ignorancja plus władza … – czyli moje wrażenia z kilkutygodniowego pobytu w Polsce w 2001 roku

W tym roku spędziłem w Polsce kilka tygodni. Sytuacja w kraju nie napawa optymizmem. Panuje wielkie bezrobocie, a gospodarczo szkodliwa polityka państwa, wydająca się nieraz wynikać z lekceważenia konieczności stosowania się do podstawowych praw ekonomii, a często z ich ignorancji, gwarantuje pogłębianie się zarówno bezrobocia jak i innych poważnych problemów gnębiących naszych rodaków. Fałszywe oczekiwania ze strony ludności w stosunku do państwa i jego władz są też niebagatelnym czynnikiem przyczyniającym się do niedoli i biedy. Gdy w Polsce, 11 lat temu, komunizm się rozpadał i następowała zmiana systemu spodziewałem się, że elity niepodległościowe i antykomunistyczne zakaszą rękawy i zaczną się kształcić i kształcić rodaków o gospodarczo-społecznych podstawach i przyczynach zachodniego dobrobytu, zwłaszcza amerykańskiego. Zrozumienie i przyjęcie tych podstaw jako praktycznie wypróbowanego wzoru do naśladowania, pozwoliłoby znaleźć się Polsce na drodze wychodzenia z socjalistycznej biedy. Publikowałem w tej sprawie artykuły w prasie krajowej, natomiast w Ameryce, w roku 1992, wzywałem Ogólnoamerykańską Konwencję Kongresu Polonii o wystosowanie przez ten Kongres wezwania do, cytuję: "polskiej inteligencji w Ameryce o pogłębianie swej wiedzy o podstawowych prawach i zasadach rządzących efektywnym funkcjonowaniem demokratycznego kapitalizmu i wolnego rynku, i o wpływanie na szerzenie takiej oświaty ekonomicznej w Polsce". Niestety, głuche milczenie i w Stanach i w Polsce było na moje akcje jedyną odpowiedzią. Już przed II Wojną Światową występował wśród polskiej inteligencji dość powszechny brak zainteresowania wiedzą ekonomiczną, a nawet znajomość podstawowych praw ekonomii była dość ograniczona. Niestety, sytuacja po 45 latach indoktrynacji marksistowskiej i 11 latach rządów socjaldemokratów rożnych odmian uległa w Polsce tylko dalszemu pogorszeniu. Owocuje to wyżej wspomnianym państwowym szkodnictwem gospodarczym w postaci uchwalania różnych bzdurnych praw i ustaw, z których niektóre wyglądają tak jakby ich celem był sabotaż polskiej gospodarki i zubożanie narodu. Nawet nowa Konstytucja uchwalona w roku 1997 zawiera w sobie wiele szkodliwej dialektyki i innych destruktywnych elementów. Do rzędu powyższego rodzaju prawodawstwa i zjawisk o charakterze anty-ekonomicznym, zaliczam między innymi:
  • Przepisy, które mają na celu tak zwaną ochronę miejsc pracy (bo "czy się stoi czy się leży, dwa tysiące się należy"), kosztem produktywności i konkurencyjności krajowego przemysłu, ale ponieważ ta zmniejszona konkurencyjność powoduje wzrost importu, wprowadza się również cła ochronne, aby Polacy zmuszeni byli kupować towary po wyższych cenach, i stawali się ubożsi.
  • Prawa stanowione, które czynią koszt pracy sztucznie wysokim i odbierają wielu ludziom ich prawo do pracy zarobkowej poprzez ograniczenia wolności w zawieraniu umów, czego świadectwem jest, na przykład, obowiązujący Kodeks Pracy, będący pośrednio jedną ze znaczących przyczyn bezrobocia. Nawet sporo się o tym w Polsce mówi i pisze, ale Kodeksu i odnośnych ustaw i przepisów nie likwiduje się, lub nie zmienia na lepsze.
Głód mieszkaniowy nakazywałby, aby zachęcać ludzi do budowy nowych mieszkań i zwiększania ich podaży na rynek. Tymczasem, w tym roku, ponownie wprowadzono w Polsce radykalne prawo o "ochronie" lokatorów, czyniące legalne usuwanie, przez właścicieli mieszkania, niepożądanych lokatorów bardzo kosztownym i praktycznie nierealnym. Oczywiście, zachęci to lokatorów wynajętych mieszkań do niepłacenia jakichkolwiek czynszów, czyli do mieszkania na cudzy koszt, a potencjalnych inwestorów odstraszy od inwestowania w budownictwo czynszowe i zmniejszy podaż mieszkań. Jak mi jeden rolnik opowiadał, ktoś w jego wsi zaczął wytwarzać elektryczność dla siebie i sąsiadów. Wkrótce okazało się jednak, że w Polsce jest to nielegalne, bo taką elektryczność trzeba najpierw sprzedać po niskiej cenie do oficjalnej elektrowni, aby potem, po wyższej cenie moc od elektrowni odkupić. Dążeniem normalnych państw jest rozwijać handel z zagranicą, bo to jest jednym z ważnych źródeł bogactwa. Szczególnie pożądane jest sprowadzanie surowców lub półproduktów, przerabianie ich w kraju i sprzedawanie gotowego produktu zagranicę lub u siebie w kraju. W Polce jednak bywa inaczej, czego dowodem jest niedawno wydany zakaz importu tak zwanego złomu samochodowego, czyli uszkodzonych i używanych aut z Zachodu, celem ich reperacji w Polsce gdzie koszta robocizny w warsztatach naprawy samochodów są niższe niż na Zachodzie Europy. Sprzedaż tych aut w Polsce stała się konkurencją dla wytwórni nowych aut. Ów zakaz oczywiście pozbawia pracy zarobkowej wielu ludzi, a można go rozumieć jako życzenie: "niech Polacy kupują tylko auta nowe, albo takie jakie my, władza, im pozwolimy ". Jednym z zasadniczych powodów rozwoju dobrobytu zachodniego były i są rozpowszechnione tu prawa do własności. Tymczasem, w Polsce nabywanie prawa do własności bywa zwalczane. Niedawno, na przykład, wydany został zakaz nabywania na własność hipoteczną mieszkań spółdzielczych na warunkach uzgodnionych miedzy wszystkimi członkami danej spółdzielni, analogicznie jak w dawnym ZSRR nie wolno było (a nawet nie było do pomyślenia), aby członkowie kołchozu mogli go rozparcelować i stać się właścicielami parcel po-kołchozowych. Powiększa się nadmiar zarówno różnych urzędników będących gospodarczymi i społecznymi pasożytami i szkodnikami jak i, związanych, między innymi, z ich opłacaniem, obciążeń podatkowych: W tym roku przeciętny obywatel musi rocznie przepracować na rzecz samych podatków o dwa dni dłużej, niż w roku ubiegłym, jeśli, oczywiście, jeszcze pracy nie stracił, bo nadmierne opodatkowanie również przyczynia się do bezrobocia. Stale się czyta i słyszy o państwowej "dziurze budżetowej", czyli o deficycie budżetowym, i w związku z tym, o konieczności podwyższenia podatków dla "ratowania budżetu", czyli - w celu jego możliwego zrównoważenia. Czyżby ustawodawcy i rządzący nie rozumieli, ze z powodu już istniejącego nadmiernego opodatkowania ludności, efekt dodatkowego jeszcze opodatkowania będzie dokładnie odwrotny od zamierzonego? A mianowicie, dochody do budżetu spadną, zamiast wzrosnąć. Aby się o tym przekonać, wystarczy po prostu zerknąć na tak zwaną "krzywą Laffera". Rosjanie wzięli to pod uwagę i ograniczyli u siebie podatek do jednakowej dla wszystkich wysokosci 13%. A w ponad 200 dziedzinach w Polsce, na rozpoczęcie działalności gospodarczej wymagane jest uprzednie uzyskanie koncesji; są też i dziedziny niedostępne dla przedsiębiorczego obywatela, a to z powodu istnienia już jakiegoś monopolu obejmującego te dziedzinę i kontrolowanego przez państwo. I tak dalej, i tak dalej, aż do znudzenia. A biedni i ogłupiani ludzie wierzą, że mają wolny rynek.: "Chciałeś - to masz wolny rynek, ludu roboczy, a lud roboczy wytrzeszcza oczy... i 'wróć komuno!', woła". Ogólny mój wniosek: Polska to tragiczny kraj traconych szans, a niekiedy i szaleństwa. (Przypomina się tu twierdzenie Arystotelesa, tego słynnego mędrca starożytności, że ignorancja plus władza wiodą do szaleństwa). A propozycja? - Poznawać samym i popularyzować, wśród polskiego społeczeństwa, prawdy i prawa ekonomiczne, stosowanie się do których przez obywateli i władze jest podstawą pomyślnego krajowego rozwoju gospodarczego, będącego warunkiem usuwania bezrobocia i biedy. Pilną koniecznością jest, aby chociaż najbardziej podstawowe (i naturalne) prawa ekonomiczne stały się w Polsce powszechnie znane. Jan Michał Małek Listopad 2001

Chcemy uświadamiać, że socjalizm nie przynosi bogactwa

prezesmalekRozmowa z Janem Michałem Małkiem, fundatorem Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego (PAFERE), członkiem Mont Pelerin Society] Dlaczego zdecydował się Pan na powołanie Fundacji? Jak to się zaczęło, skąd pomysł? Gdy w połowie lat 80. XX wieku w Europie Środkowo-Wschodniej system socjalistyczny chylił się ku upadkowi, wielu działaczy niepodległościowych na Zachodzie stawiało następujące pytanie: co dalej? Jaki ustrój gospodarczy będzie najlepszy dla Polski po odzyskaniu wolności? Osobiście byłem przekonany, że po 45 latach doświadczeń z różnymi odmianami socjalizmu, czy to w wersji narodowej, czy międzynarodowej, Polacy będą szczególnie wyczuleni na wszelkiego rodzaju zakusy socjalistyczne. Pytaniem, jakie mnie jednak wówczas nurtowało było, skąd w zasadzie Polacy mają wiedzieć na czym polega kapitalizm i jakimi zasadami kieruje się gospodarka wolnorynkowa. Doszedłem do wniosku, że najważniejszym zadaniem dla Polaków mieszkających na Zachodzie, czyli funkcjonujących w systemie wolnej gospodarki, jest rozwinięcie działalności edukacyjnej ukazującej rodakom w Polsce na czym polega prawdziwy kapitalizm. Swoją działalność na rzecz edukacji ekonomicznej w Polsce i wśród Polonii amerykańskiej zacząłem 17 lat temu, głównie poprzez tłumaczenia i sponsorowanie tłumaczeń z angielskiego na polski i udostępnianie polskim czytelnikom literatury popularno-naukowej z dziedziny ekonomii wolnorynkowej ukazującej mechanizmy szybkiego rozwoju gospodarczego i powstawania narodowego dobrobytu. W ten sposób znalazło się, na polskim rynku kilkanaście książek i wiele innych publikacji. W roku 2000, dla ułatwienia kontynuacji tej działalności, powołana została w Stanach Zjednoczonych fundacja o nazwie Polish-American Foundation for Economic Research and Education (PAFERE). Należą się tu wielkie podziękowania amerykańskiej fundacji Atlas Economic Research Foundation za jej bezinteresowne doradztwo i pomoc w przeprowadzeniu procesu urzędowego zarejestrowania naszej fundacji. Do osiągnięć PAFERE po roku 2000 można zaliczyć w Polsce m.in. publikację kolejnych pozycji książkowych, dobrze rozwijający się portal internetowy (www.pafere.org), dwie konferencje międzynarodowe, a przede wszystkim wzbudzenie zainteresowania ekonomią i wolnym rynkiem wśród szeregu wspaniałych, ambitnych i zdolnych młodych ludzi, chcących krzewić te idee dla dobra kraju. Między innymi ten zapał pozwolił na powołanie odrębnej fundacji PAFERE Polska w roku 2007. Z kim współpracuje i zamierza współpracować Fundacja? Na jakie środowiska jest najbardziej otwarta? W Radzie Programowej Fundacji zasiadają wybitne osobistości polskiej nauki i światowej klasy amerykańscy eksperci... Fundacja współpracuje i zamierza współpracować z każdym, kto pragnie szybkiego rozwoju kraju i wzrostu jego siły poprzez popularyzację wiedzy o zasadach ekonomii wolnorynkowej. Fundacja najbardziej otwarta jest na środowiska studenckie i religijne, pragnące zwalczać mentalność socjalistyczną, która z samej swej natury jest sprzeczna z duchem chrześcijaństwa i prowadzi do społecznie zgubnych konsekwencji. Szczególnie zależy nam na docieraniu z tym przesłaniem do duchowieństwa przekonując, że najważniejszym imperatywem ekonomicznym jest przykazanie "Nie kradnij!" w najszerszym jego znaczeniu. Stosowanie się do niego zarówno przez władze, jak i przez obywateli, jest podstawowym warunkiem optymalnego rozwoju gospodarczego i dobrobytu. Dla wierzących Dekalog pochodzi od Boga, a więc podobnie jak zakazując pozbawiania ludzkiego życia przykazaniem "Nie zabijaj!", Bóg uświęcił ludzkie życie, tak i zakazując złodziejstwa przykazaniem "Nie kradnij!" - uświęcił ludzką własność. To drugie przykazanie jest jednak przez wiernych, delikatnie mówiąc, ogólnie niedoceniane, a skutki jego nieprzestrzegania rzadko bywają omawiane przez duchowieństwo. Większość chrześcijan nie widzi również sprzeczności między swoją wiarą a socjalizmem, który jest przecież oparty na odrzucaniu prawa człowieka do własności prywatnej. Nasze przesłanie godzi więc w istotę socjalizmu, którego celem i kwintesencją jest, na co zwracał szczególną uwagę Karol Marks, "likwidacja własności prywatnej", co praktycznie oznacza rabunek tej własności. Socjalizm dla realizacji tego celu dopuścił się niesłychanych w dziejach ludzkości zbrodni, które kosztowały życie stu kilkudziesięciu milionów ludzi. Każdego, kto uważa że edukacja w tym kierunku ma sens i może służyć społeczeństwu, zapraszamy do współpracy. Minęło półtora roku od momentu oficjalnej rejestracji Fundacji w Polsce. Jak Pan ocenia ten okres działalności Fundacji? Funkcjonowanie fundacji, podobnie zresztą jak przedsiębiorstw, obwarowane jest w Polsce spełnieniem wielu warunków biurokratycznych, przez co sam proces rejestracji ciągnął się bardzo długo. Pierwszych 18 miesięcy działalności oceniam pozytywnie: gościliśmy w Polsce na nasze zaproszenie kilka znamienitych postaci. Thomas E. Woods w ciągu zaledwie 4 dni pobytu w Polsce spotkał się z blisko tysiącem młodych ludzi, udzielił kilkunastu wywiadów, wygłosił dwa wykłady dla duchownych. Do udanych zaliczam także wizyty prezesa Fundacji Atlas, dr. Alejandro A. Chafuena i wywiady w wysokonakładowych mediach, dr Daniela Mitchella z CATO Institute oraz wykłady dr. Adolpho Lindenberga, którego wizytę współorganizowaliśmy wspólnie ze Stowarzyszeniem Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi. W I edycji konkursu Magister PAFERE na najlepsze prace magisterskie z dziedziny ekonomii zgłoszono ponad trzydzieści prac, co można uznać za rezultat zadowalający. W ocenie jurorów konkurs stał na bardzo wysokim poziomie, co z pewnością musi cieszyć przed kolejną edycją. Nie można pominąć również naszej działalności niewidocznej bezpośrednio dla szerszej publiczności, aczkolwiek równie ważnej. Mam tu na myśli wsparcie wydania kilkunastu książek, ich tłumaczenia, a także ich wysyłkę do bibliotek wyższych uczelni. Wspomnę jeszcze, że dzięki finansowej pomocy Fundacji PAFERE na Stronie Prokapitalistycznej (www.kapitalizm.republika.pl) regularnie ukazują się tłumaczenia artykułów poruszających bieżące zagadnienia ekonomiczne. Jakie są plany Fundacji na najbliższy rok? Fundacja stale się rozwija co widać chociażby po ilości odwiedzin naszej strony internetowej. Realizujemy kilka projektów jednocześnie, z których najważniejsze to II edycja konkursu Magister PAFERE. Ponadto, na wrzesień 2009 roku, przygotowujemy dwudniową międzynarodową konferencję poświęconą wielkiemu myślicielowi, Frédéricowi Bastiatowi. Ten francuski mąż stanu nie jest w Polsce dostatecznie spopularyzowany, a wielka szkoda, bo prostota i jasność wywodu, w jakim tłumaczy on podstawowe zagadnienia ekonomiczne powoduje, że jego dzieła powinny być niemalże lekturą obowiązkową każdego młodego Polaka. Fundacja współorganizowała i współfinansowała obóz językowy dla młodzieży Liberty Camp. Ponieważ zarówno uczestnicy, jak i organizatorzy są z rezultatów tego przedsięwzięcia usatysfakcjonowani, w przyszłości będziemy organizować kolejne obozy dla młodzieży chcącej łączyć przyjemność pogłębiania wiedzy ekonomicznej z możliwością nauki języka angielskiego. Nadal będziemy również zapraszać do Polski znanych gości zagranicznych, którzy swoimi osiągnięciami i wiedzą mogą służyć młodemu pokoleniu w edukacji wolnorynkowej. Jak Pan widzi przyszłość fundacji i jej miejsce w polskiej sferze publicznej? Fundacja, dzięki solidarnemu współdziałaniu członków zespołu, ludzi energicznych, ideowych i troszczących się o przyszłość kraju, a nawet i całej zachodniej cywilizacji, ma wszelkie warunki na pomyślny rozwój dla dobra ogółu. Dziękuję za rozmowę Rozmawiał Konrad Rajca (8 grudnia 2008) Jan Michał Małek, stojący na czele Fundacji, to założyciel i prezes PAFERE, Polak mieszkający na stałe w Kalifornii od roku 1967. Z wykształcenia inżynier chemik, absolwent Politechniki Warszawskiej; z powołania prywatny przedsiębiorca, inwestor oraz ekonomista. Od szeregu lat czynnie uczestniczy w życiu Polonii Amerykańskiej. Zainicjował, współorganizował i sfinansował dwie międzynarodowe konferencje poświęcone tematyce wolnego rynku, jego sumptem również przetłumaczono i wydano w języku polskim ponad 20 prorynkowych książek, setki esejów etc. Jest autorem wielu artykułów dotyczących kwestii ekonomicznych. Aktywnie promuje filozofię działalności gospodarczej, która za podstawę uznaje, iż przykazanie "Nie kradnij!" jest w swoim najszerszym znaczeniu podstawowym i najważniejszym imperatywem ekonomicznym (por. tekst wywiadu zamieszczony w niniejszej publikacji, a także w magazynie "The Freeman - Ideas on Liberty", wrzesień 1994, str. 486-490). Członek prestiżowego Mont Pélerin Society.