Category Archives: Robert Sirico

Religijna lewica bez maski

Religijna lewica zdobyła prestiż w akademickim wydziale teologii oraz w niektórych mediach. Na tym jednak jej wpływy kończą się. Rozważmy kontrowersję powstałą wokół lalek-zakonnic, wytwarzanych przez Blessings, Expressions of Faith.

Haiti i solidarność

Kiedy dotarły do mnie wieści z Haiti, a następnie ujrzałem na ekranie mojego telewizora okropieństwa, które miały tam miejsce, pierwszą myślą – dzieloną zapewne z milionami ludzi na świecie – było złapanie najbliższego samolotu do Port-au-Prince i wzięcie udziału w akcji ratunkowej, w jakikolwiek sposób. Skąd taki a nie inny impuls? Jest to tkwiąca w nas intuicja moralna, czasem nazywana również poczuciem solidarności. Cierpimy widząc cierpienie bliźnich, a kiedy oni się cieszą – my też odczuwamy radość. Widząc wypadek na autostradzie zwalniamy nie po to, by obejrzeć jego skutki albo z czystej ciekawości, ale dlatego, że „tylko dzięki Twej łasce poruszam się, Boże”. Musiałem jednak postawić sobie praktyczne pytanie: cóż takiego mógłbym zdziałać gdybym rzeczywiście jakoś dostał się na wyspę i wysiadł z samolotu na Haiti? Nie bardzo umiem nastawiać złamania. Nie dałbym rady usunąć zwałów błota. Nie potrafię zoperować ani kończyn, ani oczu. A przecież tylko w sytuacji, gdybym posiadał którąś w wymienionych umiejętności mógłbym dołączyć do jakiegoś zespołu i autentycznie nieść pomoc tamtym ludziom. Jestem głęboko wdzięczny wszystkim, którzy to potrafią i doceniam, że są tam i służą. Tak naprawdę, ratownicy dali do zrozumienia, że ostatnią rzeczą jaka przydałaby się teraz na Haiti jest masowy napływ ludzi, którzy przywieźliby ze sobą wyłącznie dobre intencje. Taki najazd na zniszczony kraj oznaczałby wzrost zapotrzebowania na żywność, kwatery, transport, i wiele innych spraw. Chęć niesienia pomocy, uczynienia dosłownie czegokolwiek – w dużej mierze zależna i zrozumiała, gdyż bierze się z naszych emocji – to dokładnie ten czynnik, który zaburza prawidłowe rozumienie czym jest pomoc w odniesieniu do ekonomii. Jest to zderzenie porządku sentymentalnego i praktycznego, odruchu i rozumu, miłosierdzia i metodologii. Z drugiej strony wydaje się oczywiste, iż chyba tylko lodowaty i duchowo martwy człowiek mógłby przejść do porządku dziennego nad tragedią haitańską. Pamiętamy jednak, że przyczyną cierpienia tego kraju nie jest wyłącznie ostatnie trzęsienie ziemi, ale także bieda, która sprawiła, że na wszystkich odcinkach życia społecznego ujawniło się nieprzygotowanie do spotkania z sytuacją klęski. Mówiąc bardziej ogólnie: podstawowym problemem Haiti nie jest zła pogoda albo katastrofy naturalne. Problem leży w ekonomii. Przez całe dziesięciolecia kraj był poddany rozmaitym formom dyktatury, które skutecznie wykorzeniły z tamtejszej kultury podstawowy zmysł przedsiębiorczości. Nie mówię tu, że Haitańczycy w ogóle nie są przedsiębiorczy – dość spojrzeć na pochodzących stamtąd imigrantów sprzedających rozmaite towary na ulicach Nowego Jorku by przekonać się, jak obrotny jest to naród. Tym, co zaszczepiło ich kulturę przeciwko duchowi działania na niwie ekonomii, była postępująca niezdolność do przejęcia kontroli nad własnym życiem, co mogło dokonać się tylko poprzez odrzucenie polityki kolejnych rządów, która całkowicie uzależniła kraj od zagranicznej pomocy i miejscowych dyktatorów. Wygodnie jest wyobrażać sobie, że wysyłając ludziom rzeczy, które sami lubimy – samochody, komputery, doskonały sprzęt medyczny – bardzo im pomagamy. Tyle tylko, że w sytuacji gdy w kraju nie ma prądu, niewiele jest paliwa, a drogi nie są w stanie wytrzymać przejazdu ciężkiego sprzętu, wszystkie nasze ustrojstwa, sprzęty i technologie stają się po prostu bezużyteczne. Podobnie jest z przeświadczeniem, że stos papierowych pieniędzy stanowi magiczne lekarstwo na wszelkie bolączki. Kiedy nie ma towarów które można by kupować, brakuje części zamiennych, a zarówno handel detaliczny, jak i hurtowy nie przypomina rozwiniętej gospodarki, same pieniądze niewiele dobrego zdziałają. Haiti potrzebuje teraz praktycznej pomocy i hojnego miłosierdzia – ale aplikowanych mądrze i z bystrym ukierunkowaniem na poprawę warunków egzystencji. Wspierajmy organizacje, które zaopatrują ludzi w wodę i lekarstwa. Jednak na dłuższą metę, musimy zastanowić się, czego potrzeba krajowi żeby w przyszłości mógł zapobiegać takim klęskom lub przynajmniej minimalizować ich następstwa. Myślę, że jest to rozwój gospodarki i towarzysząca mu kultura, która taki proces wspiera. Droga do tego celu jest daleka, a ostatnia katastrofa tylko odsunęła Haiti od jego osiągnięcia. Mimo to, wciąż widzę w tym okazję do rozpoczęcia budowy społeczeństwa prosperującego, uprzemysłowionego, ale także cnotliwego i wolnego. Owszem, potrzebne są instytucje, które zapewnią ludności ochronę i łagodzenie skutków sytuacji nadzwyczajnych. Jednak przede wszystkim, potrzebny jest tam rozwój ekonomiczny. Ks. Robert A. Sirico Tłum. Piotr Toboła-Pertkiewicz Foto. PSz Polskie tłumaczenie tekstu ukazało się pierwotnie w serwisie internetowym Fundacji PAFERE.

Prywatnym przedsiębiorcom na Święta Bożego Narodzenia

W porze świąt ludzie biznesu są rutynowo poddawani ostrej krytyce za chciwość i za to, że zbyt mało robią dla społeczeństwa. Mówi się o nich, że są samolubni podczas gdy powinni się troszczyć o innych. Jednak moje doświadczenie duszpasterskie pokazało, że jest to nieprawda. Przez kilka lat prowadziłem seminaria dla przedsiębiorców (niektórzy spośród nich prowadzą największe firmy w Stanach Zjednoczonych), aby pomóc im pojednać wiarę z życiem biznesowym. To, czego się dowiedziałem o tych ludziach zadaje kłam stereotypowi. Konsekwentnie odnoszący sukces biznesmeni nie są egoistycznymi konsumentami. W gruncie rzeczy całe ich życie jest poświęcone służbie innym. Ci, którym udaje się osiągać najlepsze wyniki są wyczuleni - czasem może nawet przewrażliwieni - na potrzeby i pragnienia innych. Właśnie takie podejście decyduje o tym, że odnoszą sukces. Jednak jest to również ich największą wadą w okresie, który wymaga poświęcenia czasu przede wszystkim rodzinie. Co jak co, ale przedsiębiorcy bywają zbyt skoncentrowani na pomocy innym - poprzez nowe, ulepszone produkty oraz niższe ceny - oraz na ich obowiązkach względem akcjonariuszy i pracowników. Ta przedsiębiorcza pasja świetnie robi nam wszystkim: otrzymujemy coraz lepsze produkty, bezpieczniejsze miejsca pracy oraz zyski i zdrowszą gospodarkę. Ich osobiste porażki wynikają najczęściej z tego, że zbyt mało czasu poświęcają własnemu rozwojowi duchowemu i rodzinie. Jedna z wielu zalet świąt Bożego Narodzenia z całym ich znaczeniem religijnym i kulturowym jest to, że przyciągają nas one do domu. Moja świąteczna rada dla przedsiębiorców brzmi: poddajcie się urokowi domu. Kiedy myślicie o postanowieniach na Nowy Rok, zastanówcie się nad fundamentalnymi priorytetami wiary i rodziny, które często ustępują miejsca sprawom świata zewnętrznego. Jest to moralny, duchowy i w rzeczywistości psychologiczny obowiązek aby każdy angażował się w modlitwę i rozwijał swoje życie prywatne. Jest to obowiązek pierwszy przed wszystkimi innymi. Poza tym odpowiednie uporządkowanie i kolejność obowiązków całkowicie pomaga w karierze biznesowej. Czas spędzony na wewnętrznej kontemplacji oraz z rodziną jest podstawą efektywnego działania społecznego. Prawdą jest, że konsumenci potrzebują usług, firma potrzebuje dobrego zarządu, a akcjonariusze domagają się efektywności. Jednak inne sprawy są nawet ważniejsze. Współmałżonkowie potrzebują uwagi dzieci, wymagają wsparcia, rady i dyscypliny. Rodziny potrzebują mężów i żon, którzy spędzają godziny i dni na relaksie, pielęgnując wewnętrzne szczęście i spójność. Pewien dżentelmen powiedział: "Wydaje mi się, że żaden z nas na łożu śmierci nie patrzy wstecz i mówi: >>Powinienem był spędzać więcej czasu w biurze<<". Rytuały rodzinne nie powinny ograniczać się do świąt. Jednak te intymne chwile przypominają nam, czego najbardziej potrzeba w całym roku. Musimy być realistami. Czas wolny nie może trwać wiecznie, bowiem każdy z nas ma jakieś powołanie zawodowe. Jednak modlitwa, rodzina i czas wolny muszą zajmować ważne miejsce w naszym życiu. Niech ten święty czas pozwoli nam spełniać swoją rolę męża, żony, ojca, matki, syna i córki. Przedsiębiorcy powinni mieć pewność, że ich praca przynosi korzyści społeczne. Biznes nakarmił, odział, dał mi schronienie w o wiele większym stopniu niż wszystkie jadłodajnie i schroniska dla bezdomnych razem wzięte. Nikt w Stanach nie jest społecznie uświadomiony tak jak nasi odnoszący największe sukcesy przedsiębiorcy. Mimo to trzeba przypominać tej grupie, że żadna wizja społeczna nie zastąpi pielęgnowania indywidualnej duszy ludzkiej, czy miłości płynącej od najbliższych. Ks. Robert A. Sirico Tłum. Agnieszka Łaska Tekst pochodzi z magazynu "Religion & Liberty". Przedruk za Stroną Prokapitalistyczną...

Papież o „Miłości w Prawdzie”

W swojej trzeciej, bardzo oczekiwanej encyklice Caritas in Veritate (Miłość w Prawdzie), Ojciec Święty Benedykt XVI nie skupia się na charakteryzowaniu systemów ekonomicznych – nie próbuje zatem w najmniejszym stopniu narzucać komuś politycznego punktu widzenia. Papież zajmuje się kwestiami moralnymi oraz teologicznymi fundamentami kultury. W tle jest oczywiście światowy kryzys gospodarczy, kryzys, który ma miejsce w sytuacji moralnej próżni, gdzie umiłowanie prawdy zostało odrzucone na rzecz brutalnego materializmu. Stąd autor wskazuje, że kryzys może stać się „okazją do rozeznania i czynienia nowych projektów na przyszłość”.... Ks. Robert A. Sirico Nowa encyklika Benedykta XVI to ostateczne potępienie kapitalizmu i wolnego handlu – twierdzą niektórzy. Czy rzeczywiście mają rację? Nową encyklikę komentuje na łamach Wall Street Journal ks. Robert A. Sirico, szef Instytutu Actona. Dochodzi on jednak do zupełnie innych wniosków aniżeli "dyżurni" znawcy Kościoła. Pełne tłumaczenie tekstu dostępne jest już na portalu Fundacji PAFERE (www.pafere.org)

Dobrobyt a duchowość ekologiczna

Myśl ekologiczna jest w coraz większym stopniu używana nie w celu ochrony piękna natury, ale w celu ograniczania ekonomicznego rozwoju. Jako ksiądz zajmuję się tym zagadnieniem nie tylko dlatego, że wierzę, iż rozwój gospodarczy jest dla ludzi dobry, ale również dlatego, że pod przykrywką ekologii, do naszych Domów Bożych przedostają się siłą pewne herezje. Ostatnio byliśmy świadkami powstania czegoś, co niektórzy nazwali "zieloną duchowością", a co miesza się z tradycyjną wiarą.  Z pewnością istnieją religijne aspekty etyki ekologicznej, które rzeczywiście wyrażają tradycyjny pozytywny pogląd na stworzony porządek, głoszony przez Kościół przez całe wieki. Chrześcijaństwo głosi, że ziemia należy do Pana, gdyż jest Jego tworem, a my zostaliśmy powołani do tego, by przyglądać się chwale i pięknu stworzenia jako najdobitniejszym przykładom działalności Boga we wszechświecie. Co więcej, Pismo Święte wzywa rodzinę ludzką do głębokiego szacunku dla tego stworzenia, aby nie roztrwonić zasobów powierzonych nam do wykorzystania, ale raczej mądrze nimi dysponować. Jednak zwróćmy uwagę na pewne elementarne różnice. Postrzeganie natury jako Bożego dzieła to nie to samo, co znajdowanie samego Boga obecnego wyłącznie w niej, czy zastępowanie Boga naturą. Co więcej, szacunek dla stworzonego przez Boga porządku nie oznacza, że nie wolno go eksploatować z korzyścią dla rodzaju ludzkiego; to raczej wiara w świętość życia wymaga od nas zaakceptowania obowiązku zarządzania naturą. To, że podobne poglądy uznawane są za kontrowersyjne jest niepokojącym znakiem tego, jak dalece pewne niebezpieczne odłamy ekologii wtargnęły do tradycyjnych wspólnot ludzi wierzących. W pomyśle pod nazwą "ziemia w równowadze", powszechnie uznawanej za doskonałą deklarację nowej ekologii, wiceprezydent, z czasu rządów Billa Clintona, All Gore przyznaje: "Im głębiej poszukuję korzeni globalnego kryzysu ekologicznego tym bardziej jestem przekonany, że jest on zewnętrzną manifestacją wewnętrznego kryzysu czyli - nazwijmy go umownie - kryzysu duchowego". Pozornie wypowiedź ta nie budzi całkowitego sprzeciwu. Jan Paweł II mawiał czasami to samo, jednak robił to lepiej. Gore natomiast prosi nas abyśmy na nowo ocenili nasze duchowe miejsce w świecie poprzez odnowienie "związku", nie z Bogiem czy ludźmi, ale ze "światem natury". Pogląd taki jest bliski sugestii, że życie natury jest cenniejsze niż życie ludzkie. Umniejsza on randze życia ludzkiego. Co więcej, zastosowanie go w praktyce prawdopodobnie doprowadziłoby do masowego zahamowania produkcji, zmian ekonomicznych i innowacji. W rzeczywistości - wiem to z historii i nauki chrześcijańskiej - przetrwanie człowieka oraz jego kondycja zależą od korzystania w sposób odpowiedzialny z dominacji nad światem, czynienia stworzenia poddanym sobie, posiadanie własności i przekształcanie jej w celu polepszenia bytu ludzkiego, zawsze mając na celu spełnianie woli Bożej. W czasach świeckich, takich jak nasze, być może już nie zaskakuje to, że dziwne teorie, powielające błędy wczesnych wieków chrześcijaństwa, wchodzą do gry przez masowe, popularne ruchy, takie chociażby jak nienajlepiej zaprojektowany ruch ekologiczny, głoszący idee całkowicie sprzeczne z tradycją. Zrobimy jednak poważny błąd jeżeli ulegniemy tym teoriom i zaczniemy przeszczepiać je na grunt tradycyjnej wiary. Ryzykujemy wówczas to, że możemy paść ofiarą politycznych agend, które ograniczyłyby postęp gospodarczy, mogący przyczynić się do polepszenia ludzkiego bytu i wzrostu godności ludzkiej. Materialny dobrobyt, biorący się z wolnej przedsiębiorczości, nie zbawi naszych dusz. Nie zrobią tego również ograniczenia rządowe nałożone na produkcję gospodarczą. Jedno natomiast jest pewne: wolna przedsiębiorczość prowadzi do dobrze prosperującej społeczności ludzkiej, podczas gdy ograniczenia rządowe jedynie hamują kreatywność ducha ludzkiego. Nie istnieje żadna teoria duchowości, jakkolwiek bardzo byłaby ona w zgodzie z Matką Ziemią, która mogłaby moralnie usprawiedliwić powstrzymywanie ludzi od uczciwego działania w celu poprawy ogólnej jakości życia. Ks. Robert A. Sirico (13 czerwca 2005) tłum. Agnieszka Łaska ( Artykuł publikowany jest za zgodą Autora, Acton Institute, oraz dzięki Polish-American Foundation for Economic Research and Education Pro Publico Bono )

Milton Friedman a czynnik ludzki

friedmanindex16 listopada 2006 roku, przeżywszy 94 lata odszedł od nas na zawsze wielki szermierz wolności. Milton Friedman - ekonomista, myśliciel moralny. Jego praca i życie zasługują na szczególną uwagę. W latach 70-tych, kiedy jeszcze byłem zauroczony ideami socjalistycznymi, ktoś podarował mi parę książek. Jak się potem okazało miały one całkowicie zmienić moje życie. Wśród nich znajdowała się książka "Kapitalizm i wolność" Miltona Friedmana. U Friedmana odnalazłem te same cele, których pragnąłem dla całego społeczeństwa czyli wolności myśli i zrzeszania się oraz gospodarczego dobrobytu. Jednak środki służące do osiągnięcia tego celu jakie proponował Friedman były radykalnie odmienne od rozmaitych schematów dystrybucji bogactwa jakimi ja się wówczas zachwycałem. Friedman w odważny sposób, jasno i przystępnie nakreślił przekonujący przykład społeczeństwa opartego na prawie do własności prywatnej i wolnej wymiany, w którym osiągnięcie tych celów będzie bardziej prawdopodobne. Przypuszczam, że moje doświadczenie w tej kwestii niewiele różni się od doświadczenia innych. Milton Friedman stał się znanym ekonomistą, laureatem Nagrody Nobla za swoją pracę poświęconą m.in. analizie konsumpcji i stabilizacji pieniądza. Wykazał, że stabilny pieniądz jest podstawą zdrowego wzrostu gospodarczego. Nawet w tej dziedzinie wspierał wolność pokazując słabe strony scentralizowanego planowania monetarnego i fiskalnego. Jego teoria oczekiwań wyraźnie wskazywała, że przedsiębiorczy ludzie są w stanie przechytrzyć planistów, a rządowe programy dają często efekt odwrotny do zamierzonego. "Skoncentrowana władza nie jest nieszkodliwa tylko dlatego, że ludziom, którzy ją tworzą przyświecają dobre intencje" - twierdził. Jego dzieło wykracza daleko poza to, za co nagrodzono go Noblem. Obnażył on miałkość idei płacy minimalnej, merkantylistycznej polityki handlowej, kontroli czynszów czy wreszcie państwowego monopolu edukacyjnego oraz państwa opiekuńczego. Pasjonowała go kwestia rozwoju gospodarczego. Twierdził, że sposobem na wyjście z ubóstwa jest ekspansja kapitału a nie redystrybucja bogactwa, co potrafił zobrazować wieloma przykładami. Friedman był zasadniczo pozytywistą jednak w praktyce nigdy nie umknął mu z pola widzenia czynnik ludzki. Starał się dostrzegać istnienie wyboru ludzkiego w każdej sferze życia, a jego badania naukowe doprowadziły go do wniosku, że wolna gospodarka jest ekonomicznym środkiem w kierunku rozwoju i rozkwitu społeczeństwa. Po raz pierwszy spotkałem Miltona i Rose Friedmanów (niepodobna było spotkać ich osobno, tak byli do siebie przywiązani) w 1990 roku i przypominam sobie jak zachwyceni byli, że spotkali księdza, który podziela tak wiele z ich gospodarczych idei. Na przestrzeni lat Friedmanowie stale wspierali działania Instytutu Actona. Choć wiele z jego poglądów zyskuje dziś coraz większą akceptację polityczną, to 40 lat temu uchodził Friedman raczej za radykała. Dla intelektualisty o jego reputacji i umyśle obrona klasycznego liberalizmu była czymś zasadniczym. Jego głośne wezwanie do ponownego przemyślenia rzekomych zasług rządowego interwencjonizmu w gospodarkę zainspirowało wiele pokoleń do głębszego wejrzenia w mądrość XIX i XVIII-wiecznych myślicieli. Friedman wyróżniał się również wśród ekonomistów, zwłaszcza w latach 60-tych, odwagą w prezentowaniu moralnych argumentów na poparcie swych naukowych wniosków. "Jedynym odkrytym kiedykolwiek sposobem na dobrowolną współpracę wielu ludzi jest wolny rynek. Dlatego tak ważne jest zachowanie wolności jednostki" - twierdził. Podczas gdy wielu filozofów uznało kwestię wolności za drugorzędną w stosunku do takich spraw jak równość i sprawiedliwość, Friedman szukał sposobu na wyjaśnienie tego zagadnienia. "Użycie siły w celu osiągnięcia równości zniszczy wolność. Z drugiej zaś strony w społeczeństwie, które stawia wolność na pierwszym miejscu, pozytywnym skutkiem ubocznym będzie jego większa wolność i równość. Wolność (...) daje szanse na to, by dzisiejsi biedni jutro stali się bogaci. Prawie każdemu umożliwia cieszyć się bogatszym i pełniejszym życiem" - uważał Friedman pisał swoje dzieła przejrzyście, tak, by być rozumianym przez przeciętnego człowieka. Wierzył bowiem, że opinie ludzi na temat ekonomii mają duże znaczenie dla przyszłości. Próbował edukować każdego, kogo tylko mógł. Był legendarnym profesorem, ale pisywał także artykuły do gazet i czasopism. Poświęcił znaczną część swojego majątku na rozwój idei bliskich jego sercu. Stereotyp ekonomisty sugeruje często, że jest to człowiek zainteresowany wyłącznie prosperowaniem biznesu i obroną najbogatszych. To, że ów wizerunek jest fałszywy ilustruje zagadnienie, któremu Friedman poświęcił tak wiele dzieł w drugiej połowie swojego życia: edukacja ubogich. Uważał, że o edukację bogatych ktoś się zatroszczy. Szukał więc systemu, który umożliwiłby biednym wybór opcji o wiele lepszych aniżeli "odpuszczenie" szkoły. Zaproponowany przez niego bon edukacyjny miał się właśnie do tego przyczynić. Milton Friedman nie był zdeklarowanym zwolennikiem związków ekonomii i wiary religijnej. Na pewno różniliśmy się w kwestiach religijnych. Ja twierdziłem, że wolność musi iść drogą prawdy, by mogła być właściwie wykorzystana. Friedman był prawdziwym uczniem Oświecenia i obawiał się, że domaganie się prawdy może doprowadzić do przymusu. Mimo to nasze dyskusje na ten temat, prowadzone osobiście czy na piśmie, były zawsze przyjemne i przyjacielskie. Milton Friedman był dobry po prostu z natury, a ci, którzy podążają wizją społeczeństwa wolnego i moralnego znajdują oparcie w jego dziełach, gdyż pokładał on wiarę w potencjał wolnych ludzi w kierowaniu swoim życiem, bez działania pod dyktando rządu. Dostrzegł, że wolność działa i jest dobra dla ludzi. Wszyscy podzielający jego wiarę pozostają mu wdzięczni teraz i przez następne pokolenia. Ks. Robert A. Sirico (11 grudnia 2006) tłum. Agnieszka Łaska ( Artykuł publikowany jest za zgodą Autora, Acton Institute, oraz dzięki Polish-American Foundation for Economic Research and Education. Źródło - www.acton.org )

Wyzwolenie chrześcijaństwa

Joseph Ratzinger od wielu dziesięcioleci walczy z teologią wyzwolenia, będącą tragicznym zaangażowaniem ruchu katolickiego po stronie jednego z największych kłamstw w historii, które głosi, że socjalizm może pomóc w walce z biedą. Dziś, dla Papieża Benedykta XVI walka wcale nie ma się ku końcowi. Podczas jego niedawnej podróży do Brazylii w odpowiedzi na Konferencję Episkopatu Ameryki Łacińskiej, na której obecny był Benedykt XVI, księża zaangażowani po stronie teologii wyzwolenia i głoszący rewolucyjny socjalizm zorganizowali swego rodzaju anty-konferencję. Ojciec Święty powtórzył, co głosi od wielu lat, że socjalizm nie jest w stanie i nie uratuje biednych. Zamiast tego, jak powiedział, spowoduje "gospodarczą i ekologiczną ruinę". Pojawia się także problem teologiczny: socjalizm opiera się na materialistycznej koncepcji historii, która jest sprzeczna z ewangelicznym zorientowaniem na człowieka. Przeniesienie chrześcijańskiej misji z jej pierwotnego oparcia na jednostce ludzkiej i jej rozwoju kulturowym na upolityczniony i scentralizowany projekt jest zabójcze dla wiary. Chesterton pisał, że herezja to prawda, która oszalała, i tu mamy tego przykład. Prawda o potrzebie sprawiedliwości społecznej jest podkreślana nawet za cenę każdej innej prawdy. Teologowie wyzwolenia zapominają o ewangelicznych przestrogach przed władzą, ewangelicznym wsparciu dla własności prywatnej (jak w "Przypowieści o skarbie, o perle i o sieci"), wsparciu dla etyki przedsiębiorczości ("Przypowieść o talentach") oraz jasnej wypowiedzi Chrystusa, że Jego królestwo nie jest z tego świata. On jest królem nieba, a nie - jak wierzyli witający go mieszkańcy Jerozolimy - ziemskim władcą, który przyszedł walczyć z władzą świecką. W latach 80. ub. wieku Joseph kardynał Ratzinger wyraźnie powiedział: "W słowach o oddaniu cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga, Jezus oddziela władzę ziemską od boskiej (…) wypowiedź ta nakłada ograniczenia na każdą władzę ziemską, głosi wolność człowieka przekraczającą każdy system polityczny. Dla tych ograniczeń Jezus umarł na krzyżu; swym cierpieniem dał świadectwo ograniczenia władzy. To poświęcenie, a nie rewolucja, dało początek chrześcijaństwu. Wzrost wolności, jaki ludzkość zawdzięcza męczennikom jest nieskończenie większy niż gdyby wolność miała być przyniesiona przez rewolucjonistów". Jako przykład odpowiednich działań politycznych podejmowanych na rzecz wolności ludzkiej, Joseph Ratzinger przywołał historię Bartłomieja z Las Casas, szesnastowiecznego biskupa hiszpańskiego, który przyczynił się do zakończenia ucisku Indian przez hiszpańskich konkwistadorów. Biskup potępił niewolnictwo, gdyż zakładało ono, że ludzie niebędący chrześcijanami nie mieli ani praw ani dusz do ocalenia. Był też krytyczny wobec władz i był prawdziwym orędownikiem wolności, który nawet na chwilę nie tracił z pola widzenia jednostki ludzkiej. Prawdziwa wolność osiągana jest nie poprzez państwo, ale poprzez wysiłek sumienia oraz jego wolność. We wczesnych dziełach Benedykta XVI znajdujemy narzędzia do odróżnienia wolności prawdziwej od fałszywej w krytycznych momentach historii. Prawdziwa wolność osiągana jest nie poprzez państwo, ale poprzez wysiłek sumienia oraz jego wolność. Papież zauważa, że korzenie socjalizmu sięgają do teologicznego sedna relacji między państwem i zbawieniem. Z punktu widzenia Ojca Świętego, istnieje bardzo poważny problem każdej teologii, która postrzega polityczne zmiany jako sposób osiągania zbawienia na ziemi. Problem nie dotyczy jedynie marksizmu i jego teologicznej odmiany. Herezja ta ma długą historię. Joseph Ratzinger był orędownikiem II Soboru Watykańskiego i ogłoszenia wyraźnego prawa człowieka do wolności religijnej oraz wynikającej z niego mądrości rozdziału państwa i Kościoła. W swych pracach, był zawsze wierny zasadzie, że Kościół i państwo służą innym celom oraz, że mieszanie instytucji obu władz jest groźne zarówno dla nauki Kościoła, jaki i praktyki politycznej. Idea wolności religijnej jest głęboko zakorzeniona w chrześcijaństwie (tak głęboko jak ewangelie), ale Kościół katolicki niechętnie oddawał władzę i tylko, gdy groziła mu utrata części państwa kościelnego w drugiej połowie XIX w. Do dziś istnieje odłam zaangażowany w odbudowę państwa nadzorowanego przez władzę kościelną. Czy Kościół powinien jednak władać szablą? Nie, mówi papież Benedykt XVI i za to jest krytykowany przez bardziej konserwatywne grupy w Kościele (jak zwolenników abpa Marcela Lefebvre'a, który uważał wolność religijną za herezję). Nowością przyniesioną przez Sobór Watykański II było powstanie grupy, która w inny sposób chciała odejść od rozdziału świętości i świeckości. Zamiast wzywać do odbudowania arystokratycznych monarchii katolickich, ten nowy bizantynizm (czyli powrót do państwa kościelnego, w którym władzę sprawować mieliby teologowie wyzwolenia), pragnie w imię chrześcijaństwa zinstytucjonalizować socjalistyczną politykę państwa. Ten lewicowy pogląd jest lustrzanym odbiciem poglądu prawicowego: oba uważają politykę za decydującą w sferze zbawienia duszy ludzkiej. Poparcie Ojca Świętego dla wolności wynika zatem z jego idei odpolitycznienia wiary. I jak krytycy z prawej strony oskarżają go o sprzyjanie pewnej formie politycznego agnostycyzmu, krytycy z lewej sugerują, że jego niechęć wobec polityki teologii wyzwolenia dowodzi jego nieczułości na los biednych. Część nauk wygłoszonych przez niego w Brazylii miała na celu pokazanie, że można dbać o sprawiedliwość dla biednych bez uciekania się do upolitycznionej teologii, która zmierza do przekazania w ręce instytucji państwa jeszcze większej władzy. Benedykt XVI jest też słusznie krytyczny wobec każdej teorii kapitalistycznej, która przyjmuje materialistyczną koncepcję historii tak charakterystyczną dla marksizmu. "Co jest prawdziwe?" spytał w przemówieniu wygłoszonym w Brazylii "Czy rzeczywiste są tylko dobra materialne, problemy społeczne i polityczne?" Nie. Sumienie i dusza także istnieją naprawdę. Aktywność polityczna ma sens, gdy skupia się na wywalczeniu wolności dla wszystkich. Zbawienie jednak osiąga się w inny sposób. I to jest przesłanie, które Benedykt XVI głosi niezachwianie od wielu lat. I które powtórzył w Brazylii na nowe czasy. Ks. Robert A. Sirico (30 lipca 2007) tłum. Kamila Pajer (Niniejszy tekst został opublikowany w europejskim wydaniu magazynu "The Wall Street Journal" z 18 maja 2007 roku. Przedruk za www.pafere.org)

Religijna lewica bez maski

Religijna lewica zdobyła prestiż w akademickim wydziale teologii oraz w niektórych mediach. Na tym jednak jej wpływy kończą się. Rozważmy kontrowersję powstałą wokół lalek-zakonnic, wytwarzanych przez Blessings, Expressions of Faith. Rodzina o nazwisku Cholewa, pięciu braci i ich dziesięciu pracowników, produkuje te 20-calowe lalki ubrane w tradycyjny habit, od 10 lat. Narodowa Koalicja Amerykańskich Zakonnic uznała to nagle za obraźliwe. "Amerykańskie zakonnice nie użyczyły swego wizerunku do tego, by przynosił on zyski jakiemuś biznesowemu przedsięwzięciu" - oskarża grupa. Cóż, jest to po prostu nieprawda. Bracia Cholewa, w czasie, gdy wykonywali różne prace, przeprowadzali jednocześnie badania dotyczące stylu oraz tkanin używanych w 32 różnych zakonach religijnych. Kontaktowali się z klasztorami żeńskimi, a zakonnice chętnie współpracowały z nimi przysyłając nie tylko próbki materiałów, ale także swoje zdjęcia, wzory strojów, oraz słowne zachęty do zrealizowania tego przedsięwzięcia. Każda lalka-zakonnica ma imię. W wielu przypadkach było ono zasugerowane przez dany zakon, dla uhonorowania niektórych szczególnie zasłużonych członkiń. Ci, na których życie wpływ miała zakonnica posiadają te lalki jako coś, co przypomina im o akcie łaski. Rodziny, których rodzeństwo bądź dzieci znajdują się w klasztorach, cenią je jako pamiątki przypominające im o decyzji ich ukochanych, poświęcenia swojego życia Bogu. Gdzie tu jest "wyzysk"? Rodzina Cholewa przechowuje plik listów od sióstr z różnych zakonów, by udowodnić, że większość z nich wspiera ich dzieło. Na przykład siostra Anna Fulwiler z Zakonu Niepokalanego Serca Maryi napisała: "Należą się gratulacje za precyzję, z jaką przygotowaliście stroje. Są to prawdziwe działa sztuki". Grupa, która nawołuje do bojkotu lalek, oczywiście nie reprezentuje stanowiska większości zakonnic. Pomimo tego Koalicja zażądała, aby Blessings zaprzestało czerpania zysków ze sprzedaży wizerunków zakonnic. Według niej, wszelkie zyski powinny być przekazane na fundusz emerytalny The Retirement Found for Religions. Koalicja uważa, że czerpanie zysków ze sprzedaży lalek-zakonnic jest rzeczą złą. Być może całe to zdarzenie wygląda na drobny incydent, niemniej ukazuje ono religijną lewicę w jej prawdziwym, marksistowskim świetle. To, co naprawdę stoi za oskarżeniem firmy braci Cholewa to filozoficzne założenie, że zysk to "wyzysk". Dowodzi to nie tylko indolencji w sprawach ekonomii, ale obnaża także partactwo w myśleniu. Firma Blessings jest cudownym przykładem tego, jak zysk i propagowanie wiary religijnej mogą współdziałać w gospodarce rynkowej. W swojej ekonomicznej niewiedzy koalicja zakonnic mogła przypuszczać, że skoro lalki są drogie (od 139 do 199 dolarów), to ich producenci z pewnością naciągają klientów. Jednak ceny te częściowo odzwierciedlają wysoki koszt, niezbędnej przy produkcji lalek, pracy ręcznej. To, że konsumenci chętnie za nie płacą oznacza, że wymiana jest dla nich korzystna. Gdyby koalicja naprawdę chciała pokonać Blessings, siostry wymyśliłyby sposób, jak uczynić lalki tańszymi i zeszły poniżej cen konkurencji, wchodząc na rynek z własnymi lalkami. Ci, którzy czytają, bądź słyszą coś o proponowanym bojkocie dobrze zrobią jeśli pamiętać będą o tym, iż koalicja nie reprezentuje poglądów przeciętnej zakonnicy. Przyjrzyjmy się innym sprawom, którymi się ona zajmuje. I tak, od 25 lat domaga się, by kobiety mogły pełnić funkcję kapłanów, popiera prawa chroniące małżeństwa tej samej płci, oraz naciska na rozwój państwowej opieki zdrowotnej. Jak widać, wszystkie te żądania dokładnie odzwierciedlają to, czego zazwyczaj domaga się lewica. Jak pokazuje atak na rodzinę Cholewa, pojęcie koalicji na temat zysku i ekonomii znacznie odstaje od normy. Domaga się ona m.in. nowej, dziwnej zasady w księgowości - chce mianowicie, aby "koszta produkcji, włączając pensje administracyjne" były potrącane z dochodu brutto, a pozostający zysk wracał do, wcześniej wspomnianego, funduszu emerytalnego. Cokolwiek bądź kogokolwiek te grupy religijnej lewicy reprezentują, na pewno nie odzwierciedlają poglądów większości wiernych. Z przyjemnością donoszę, że ogłoszony przez nie bojkot działa niczym bumerang. Biznes rodziny Cholewa znacznie się poprawił od momentu rozpoczęcia ataków. Ks. Robert A. Sirico (12 września 2005) tłum. Agnieszka Łaska ( Artykuł publikowany jest za zgodą Autora, Acton Institute, oraz dzięki Polish-American Foundation for Economic Research and Education Pro Publico Bono. Źródło - "Forbes", 1997 rok )

Kultura życia, kultura rynku

Wielu z tych, którzy opowiadają się za tzw. kulturą życia, wini wolny rynek za to, że marginalizuje on życie ludzkie, a samych ludzi sprowadza wyłącznie do roli aktorów grających na scenie gospodarki i docenianych jedynie za ich potencjał zarobkowy oraz zdolności produkcyjne. Nasze czasy charakteryzują się brakiem szacunku dla godności istoty ludzkiej, jednak przykro się robi, gdy widzimy, jak nasi sprzymierzeńcy słusznie walczą z siłami poniżającymi godność ludzką, ale jednocześnie ich wysiłki są hamowane z powodu niewłaściwego pojmowania tego, czym jest gospodarka rynkowa. Interakcja, napięcie, całkowite pojednanie kultury rynku i kultury życia - jest to przedmiot wart głębszej refleksji. Na wstępie wyjaśnijmy definicje: kultura życia jest uznaniem faktu, że życie jest tymczasowym etapem naszego wiecznego istnienia i że samo w sobie jest ono darem powierzonym nam przez Stwórcę i powinno być traktowane z największą odpowiedzialnością i troską. Życie niesie świętą wartość od momentu jego rozpoczęcia aż do zakończenia i każda istota ludzka ma prawo do tego, by życie jej szanować najpełniej jak można. Z drugiej strony, rynek nie jest zaledwie abstrakcją gospodarczej produkcji i dystrybucji, ale są to sami ludzie - ludzie, którzy, oszczędzają, inwestują, dotrzymują kontraktów, obserwują rynki, podejmują ryzyko i mają marzenia. Na niwie gospodarczej, będąc producentami i konsumentami, ludzie ci współdziałają ze sobą w ramach ogromnej sieci wymiany. Produkują towary, które ktoś inny kupuje na drugim końcu świata, na którym, z kolei, wytwarza się produkty kupowane przez nich, tutaj. Rynek umacnia ludzkie życie i jego moralny porządek na trzy różne sposoby. Po pierwsze - rynek promuje pokój między ludźmi. Od najprostszych do najbardziej złożonych transakcji rynkowych, wszyscy, którzy w nich uczestniczą mają jedną wspólną cechę: handlują ze sobą w sposób dobrowolny, dla wzajemnej satysfakcji. Po drugie - rynek oferuje ludziom najlepszą możliwość wykorzystania ich twórczych talentów i stania się w pełni członkami społeczeństwa, będąc jednocześnie posłusznymi Bożemu nakazowi, by pracować i tworzyć. Przeciwieństwem tego są prawne bariery i wszelkie utrudnienia tworzone przez rząd, które znacząco hamują prywatną inicjatywę, nie pozwalając ludziom doskonalić swych umiejętności, by mogli stać się częścią społecznego podziału pracy. Po trzecie - wolny rynek przynosi poprawę materialną bytu ludzkiego. Na przykład przyczynił się do rozwoju współczesnej medycyny, przyniósł elektryczność, bieżącą wodę oraz zwiększył dostęp do informacji o wciąż rozwijającym się świecie. Rzeczą niefortunną i wielce niebezpieczną jest to, że wielu zwolenników rynku często nie dostrzega moralnych fundamentów wolności. Dla tych, których kusi myśl, że społeczeństwo może się obracać wyłącznie wokół wyciągów bankowych, kultura życia ma przesłanie: niegodziwe pobudki mogą istnieć również w ramach gospodarki rynkowej. Dr Edmund Opitz ujmuje to w następujący sposób: "(...) rynek ujawni każdą wadę jaką ludzie przejawiają w swoim myśleniu i pokojowym działaniu, bowiem - w szerszym kontekście - nie jest on [rynek] niczym innym, jak tym czym jest". Istnieją wartości wyższe niż zysk czy sukces na rynku, pośród nich najważniejszą jest życie samo w sobie. Kultura rynku i kultura życia umacniają się wzajemnie - przesłanie to powinno się poddać publicznej debacie. Radykalni libertarianie, którzy odrzucają potrzebę tej symbiozy nie robią niczego dla idei wolności gospodarczej. Tymczasem ci, którzy dążą do zbliżenia kultury życia i kultury rynku muszą wyraźnie podkreślać, że nie są za takim kapitalizmem, który pozostawia istotę ludzką na łasce ślepych sił ekonomicznych i który nie jest zakorzeniony w fundamentalnej etyce życia, istoty ludzkiej oraz własności. To, co proponujemy to wolna gospodarka, która stawia człowieka w centrum działań ekonomicznych, bowiem człowiek ten jest źródłem wszelkiej inicjatywy gospodarczej. Pozwólcie zatem, że przedstawię następującą konkluzję: rynek nasycony wolnością i prawością jest niezbędnym sprzymierzeńcem porządku społecznego, respektującego godność ludzką. Ks. Robert A. Sirico (16 lipca 2007) tłum. Agnieszka Łaska (Powyższy tekst jest wykładem wygłoszonym w Detroit Athletic Club. Publikujemy go za zgodą Autora, Acton Institute, oraz dzięki Polish-American Foundation for Economic Research and Education. Tekst ukazał się w magazynie "Religion and Liberty" w 1998 roku)

Kapitalizm musi zdobyć moralną przewagę

Wolność ekonomiczna jest ceniona nie dlatego, że jest sprawiedliwsza czy właściwsza od innych rozwiązań, lecz przede wszystkich ze względu na swoje walory praktyczne. Z łatwością przychodzi nam się spierać o to, czy dana ustawa może stworzyć, bądź nie, jakieś miejsca pracy, jednak tracimy zapał wówczas, gdy w dyskusji należałoby się zastanowić, na czyj koszt te miejsca pracy miałyby powstać. Kłócimy się o to, czy powinna istnieć płaca minimalna, jednak gdy przychodzi nam zastanowić się nad tym, czy rząd powinien się w ogóle zajmować takimi sprawami, wówczas dyskretnie się wycofujemy, opuszczając na tę kwestię zasłonę milczenia. Z zapałem zabieramy się za obciążanie własności prywatnej kolejnymi kosztami, niechętnie jednak zastanawiamy się nad tym, co moglibyśmy dla tej własności zrobić, by w pełni, dla ogólnego pożytku, mogła ona wykorzystać potencjał jaki jest w niej nagromadzony. Wolność musi opierać się na solidnym fundamencie moralnym. Jednak współczesny dyskurs polityczny stara się często sprowadzić moralność i wolność do czynników stojących wobec siebie w opozycji. Dlatego zwolennicy kapitalizmu i wolności gospodarczej muszą uczynić wszystko, by uzyskać moralną przewagę nad socjalistami i interwencjonistami. Dotąd, dopóki wolność gospodarcza i jej niezbędne instytucje, takie jak własność prywatna, wolna wymiana, kumulacja kapitału i poszanowanie umów, nie będą poparte ogólnie przyjętymi normami mogącymi na dłuższą metę je obronić, wówczas nie będzie ona w stanie przetrwać. W przeciwnym razie moralną próżnię pozostawioną przez obrońców kapitalizmu wypełnią pojęcia wrogie wolności gospodarczej - pojęcia zaczerpnięte z wartości i słownika interwencjonizmu i socjalizmu. Tymczasem związek pomiędzy wolnością gospodarczą a moralnością jest więcej niż sugestywny - jest on bezpośredni. Historykowi trudno byłoby zdefiniować społeczeństwo charakteryzujące się głębokim i stałym szacunkiem dla świętości własności prywatnej, które równocześnie nie posiadałoby względnie uporządkowanej, zintegrowanej kultury. Analogicznie więc, upadek kulturowy, załamanie rodziny i powszechna sekularyzacja, odpowiadają historycznie upaństwowieniu własności i socjalizmowi. Moralna obrona wolności musi odróżnić prawa od przywilejów, społeczeństwo od rządu, społeczność od kolektywu. Prawa, społeczeństwo i społeczność stanowią integralną część naturalnego porządku wolności. Przywileje, rząd i kolektyw nie są całkowicie odrębne, jednak zasadniczo różnią się od tych pierwszych, jako że zasadzają się na przymusie. W terminologii filozofa społecznego Alberta Nock'a, to, co czyni się przy wykorzystaniu środków politycznych nie powinno być mylone z tym, co robione jest przy wykorzystaniu środków społecznych. Co więcej, moralny spór na rzecz wolności gospodarczej nie powinien uciekać przed własnymi logicznymi argumentami, mimo że są one politycznie niemodne. Imperatyw skierowany przeciwko kradzieży i opowiadający się za poszanowaniem własności prywatnej stanowi również ostrzeżenie dla rządzących, by nie nakładali na obywateli podatków powyżej minimum koniecznego dla funkcjonowania państwa. Wolność zawierania umów musi obejmować także wolność do ich niezawierania Często twierdzi się, że tak naprawdę tylko nieliczni marzą o kapitalizmie. Takie nastawienie również trzeba zmienić. Właściwie pojmowany kapitalizm jest określeniem składnika ekonomicznego naturalnego porządku wolności. Oznacza on szerokie posiadanie własności, sprawiedliwe prawa równe dla wszystkich, trzymanie się granic własności, umożliwienie istnienia prywatnej dobroczynności i mądre wykorzystywanie zasobów. Co więcej, oznacza on kreatywność, wzrost dobrobytu, obfitość i co najważniejsze - stanowi gwarant przestrzegania zasady, zgodnie z którą każda istota ludzka posiada godność i wymaga szacunku. Jest to marzenie warte naszej duchowej wyobraźni. Ks. Robert A. Sirico (14 lutego 2005) tłum. Agnieszka Łaska ( Artykuł publikowany jest za zgodą Autora, Acton Institute, oraz dzięki Polish-American Foundation for Economic Research and Education Pro Publico Bono )

Papież ceni wolną ekonomię …

"Nikt nie może być jednocześnie szczerym katolikiem i prawdziwym socjalistą" - powiedział Papież Pius XI. Ks. Robert A. Sirico, nie mógłby się z tym stwierdzeniem bardziej zgodzić. Ten katolicki duchowny dostrzega bowiem szereg pozytywnych cech w systemie gospodarki wolnorynkowej. Sirico kieruje Instytutem Actona w Grand Rapids w Stanach Zjednoczonych (Michigan). W swojej codziennej działalności Instytut stara się obnażać braki i demaskować błędy lewicowego podejścia do gospodarki, wcale nieobcego m.in. religijnemu społeczeństwu amerykańskiemu. Sirico dostarcza też argumentów na rzecz wolnego rynku seminarzystom i teologom na całym świecie. Instytut nosi nazwę Lorda Actona, wiktoriańskiego arystokraty, który zasłynął m.in. z maksymy: "Władza korumpuje. Władza absolutna korumpuje absolutnie". Rozmowa z księdzem Robertem A. Sirico opublikowana na łamach "Investor's and Business Daily" Pytanie: W latach 70-tych maszerował Ojciec ramię w ramię z Jane Fondą i Tomem Haydenem. Jak to możliwe? Ks. Sirico: Pamiętam, jak czytałem lub udawałem, że czytam "Kapitał" Marksa. Byłem zaangażowany w lewicę polityczną z troski o biednych. Nie miałem wówczas żadnego przygotowania z ekonomii czy historii. Byłem młody i nieoczytany, brakowało mi moralnej i filozoficznej formacji. Porywcze zdarzenia tamtych dni głęboko mnie jednak rozczarowały. Pyt: Co przekonało Ojca do myślenia kategoriami wolnorynkowymi? Odp.: Przeczytałem "Drogę do wolności" Fryderyka von Hayek'a oraz "Kapitalizm a wolność" Miltona Friedmana. Po prostu zacząłem przyswajać sobie te idee. To było niczym zapalenie światła w ciemnym dotychczas pokoju. Pyt.: Jakie jest aktualne posłannictwo Ojca? Odp.: Wspieram wolność sprzeciwiając się jednocześnie libertynizmowi. Za najbardziej wyzwalające doświadczenie mojego życia uważam moment, gdy poddałem się prawemu rządowi. Wolność jest logicznie przyporządkowana prawdzie. Oznacza to, że nie jest ona celem samym w sobie, ale że powiązana jest z czymś więcej. Lord Acton kładł w swoich pismach bardzo silny nacisk na znaczenie wolności człowieka, doceniając przy tym jednocześnie rolę religii jako jej regulatora. Prawda ekonomiczna jest oczywiście prawdą, jednak nie jest ona całą prawdą. Talent do biznesu wywodzi się z czegoś, co znajduje się poza ekonomią. Pochodzi on od kultury, która szanuje istotę ludzką. Pyt.: Pracuje Ojciec z seminarzystami próbując wyzwolić ich z niewoli socjalistycznego myślenia, którym zarażeni zostali przez duchownych starszego pokolenia ... Odp.: Pracujemy z seminarzystami i teologami, aby pomóc im pojąć moralny potencjał gospodarki rynkowej. Usiłujemy również zinstytucjonalizować pojęcie powołania przedsiębiorczego. Twierdzimy, że dążenie do doskonałości w jakiejkolwiek formie, włączając biznes, jest dążeniem do Boga. Bardzo rzadko spotykam przedsiębiorców, którzy twierdzą: "Ja jedynie chcę osiągnąć zysk". Biznes rodzi się zazwyczaj z ludzkiej pasji. Pyt.: Wielu twierdzi, że socjalizm jest popularny wśród księży, gdyż głównie mają oni do czynienia nie z "robieniem" pieniędzy czy powiększaniem bogactwa, lecz z ich zbieraniem, z zabieganiem o nie ... Odp.: Zgadza się. Doświadczenie ludzi duchownych związane jest z redystrybucją bogactwa, co jest zresztą właściwe dla ich roli. Problem powstaje wtedy, kiedy zaczynają oni myśleć, iż reprezentują jedyny model działalności gospodarczej. Gdy wyjadą oni do biednego kraju i zetkną się z ubóstwem, co wówczas powiedzą? Zaczną złorzeczyć przeciwko bogatym państwom, utwierdzając ludzi w fałszywym przekonaniu, że są oni biedni dlatego, ponieważ inni są bogaci. Pyt.: Czy mógłby Ojciec podać jakiś przykład ze swojego życia seminaryjnego, który obrazowałby ten problem? Odp.: Pamiętam pewien incydent w seminarium, kiedy to jeden z księży stwierdził stanowczo, że kapitalizm krzywdzi biednych. Niestety, ksiądz ten wskazywał niewłaściwego winowajcę. Jak się okazało, nigdy nawet nie słyszał on o Hayek'u. Pyt.: Czy herezje dotyczące teologii wyzwolenia, będącej modelowym przykładem socjalistycznego języka w Kościele, są w nim jeszcze obecne? Odp.: To, co dzieje się w meksykańskim stanie Chiapas, gdzie od lat trwa zbrojny konflikt między rebeliantami a rządem, jest w całości rezultatem teologii wyzwolenia. Amerykańska oficyna "The Maryknolls" nadal wydaje książki z dziedziny teologii wyzwolenia. Pyt.: Wielu socjalistów w łonie Kościoła twierdzi, że Papież Jan Paweł II, dąży do tzw. trzeciej drogi w gospodarce, czyli czegoś, co nie jest ani socjalizmem ani kapitalizmem. Odp.: Ludzie, którzy popierają "trzecią drogę" nie bardzo wiedzą czym ona tak naprawdę ma być. Papież z naciskiem mówi, że katolicyzm nie oferuje "trzeciej drogi", czyli czegoś, co rzekomo lokować by się miało, gdzieś między socjalizmem a kapitalizmem. Jego zmartwieniem nie jest kapitalizm jako taki, lecz ślepa ekonomia, która nie ma odniesienia do człowieka. Papież wielokrotnie zapraszał do Watykanu takich ludzi jak: Gary Becker (Herritage Foundation), Robert Rector (American Enterprise Institute), Michael Novak czy George Gilder. W Watykanie mówili oni mniej więcej to samo, co ja mówię, gdyż nasze poglądy są niemalże całkowicie zbieżne. Nie chcę przez to powiedzieć, że Papież jest ekonomicznym liberałem. Twierdzę natomiast, że ceni on wolną ekonomię. Chce jednak być przy tym pewien, że jest ona silnie zakorzeniona w kulturze, wykracza poza samą siebie i że szanuje istotę ludzką. tłum. Agnieszka Łaska (Wywiad ukazał się w gazecie "Investors and Business Daily". Publikujemy go za zgodą autora i dzięki Polish-American Foundation for Economic Research and Education Pro Publico Bono) Zdjęcie zaczerpnięte ze strony Acton Institute !!! Wręcz ten wywiad swojemu proboszczowi !!! Inne artykuły księdza Roberta A. Sirico na "Stronie Prokapitalistycznej": Dylemat samarytanina Ewangeliści państwa opiekuńczego