Category Archives: Robert Gwiazdowski

Złoto, euro czy waluty narodowe? – m.in. Gwiazdowski i Machaj (relacja wideo z konferencji)

Z inicjatywy posła do Parlamentu Europejskiego z Kongresu Nowej Prawicy, p. Michała Marusika, 16 listopada 2015 roku odbyła się w Warszawie konferencja pt.: "Złoto, euro czy waluty narodowe?".

Robert Gwiazdowski kontra minister Neneman – o podatkach

Niedawno koalicja PO-PSL zablokowała propozycję zwiększenia kwoty wolnej od podatku. Zatem podatki w Polsce nie zostaną obniżone. Obejrzyj dyskusję między Robertem Gwiazdowskim z CAS a wiceministrem finansów Jarosławem Nenemanem.

Gwiazdowski do młodych: Nie liczcie na państwo, liczcie na siebie!

Robert Gwiazdowski, w wywiadzie dla RMF FM stwierdza, że system emerytalny jest bliski zawalenia. . Nie jest jednak beznadziejnie. Zdaniem eksperta Centrum Adama Smitha mamy coś czego nie ma nigdzie w Europie. "Mamy wyż demograficzny stanu wojennego, który w tej chwili wchodzi na rynek produkcyjny i reprodukcyjny".
Gwiazdowski dodaje: "Jeżeli my tym ludziom powiemy wprost: >>Nie liczcie na Państwo, nie liczcie na ZUS, nie liczcie na OFE - liczcie na siebie i przede wszystkim róbcie dzieci<<, to oni mają szansę zrobić taki sam wyż, jaki my zrobiliśmy. I wtedy jakoś dadzą radę". Odnosząc się do reformy emerytalnej z czasów rządu Jerzego Buzka i wprowadzenia tzw. OFE, Gwiazdowski stwierdził, że "rząd okłamał obywateli zapewniając ich, że teraz to już będzie bezpiecznie. Obiecywano, że emerytury będą rosnąć a dzieje się odwrotnie. Jednocześnie, jak zauważa Gwiazdowski, żeby jakąkolwiek emeryturę na starość otrzymać, Polacy będą musieli pracować coraz dłużej, nawet dłużej niż do 70-roku życia. "Premier Szwecji powiedział niedawno, że jego zdaniem Szwedzi będą musieli pracować do 75. roku życia i nie da się od tego uciec" - twierdzi ekspert CAS. Na koniec Gwiazdowski, pytany o to, co wobec tego robić, stwierdza: "Problem polega na tym, że musimy odkładać, ale nie mamy z czego, bo państwo nam tyle zabiera. Więc państwo musi nam mniej zabierać i powiedzieć uczciwie młodym ludziom: "Nie liczcie na nas, liczcie na siebie". No ale nie widać polityków, którzy byliby w stanie to obywatelom powiedzieć. (...) Młodzi ludzie, którzy dzisiaj wkraczają na rynek pracy, muszą zacząć oszczędzać. Po stówie, po dwie. Muszą, muszą, bo jeżeli nie - to muszą pamiętać o jednym: życie na emeryturze ich dziadków to luksus w porównaniu z tym, co ich czeka, jak oni będą na emeryturze, jeżeli nie zrobią co najmniej dwójki dzieci i jeżeli nie będą oszczędzać". P

Robert Gwiazdowski: Po expose

Zastanawiam się przez chwilkę słuchając fragmentów wczorajszego orędzia Pana Premiera Tuska skąd ja już to wszystko znam? Niektóre postulaty są prawie żywcem przepisane z programu PiS! A niektóre z wcześniejszych programów PO. 26 razy Pan Premier wspomniał o „bezpieczeństwie”. Prześcignął Kaczyńskiego. I mówił też o „bogatych” którym będą przyglądać się „służby”. Może Agent Tomek znów dostanie robotę? Bo przecież „nie mogą się czuć bezpieczni ci nieliczni, którzy nadużywają naszego skomplikowanego prawa i nierzetelnie wykorzystują to, co to niedoskonałe prawo im daje. Tutaj służby państwowe będą konsekwentnie eliminowały to zjawisko nadużywania przez najzamożniejszych tych luk.” Żeby tak uprościć to „nasze skomplikowane prawo” jakoś nie przyszło Panu Premierowi do głowy.
Chodzi mu za to po głowie wiele innych „słusznych” postulatów głoszonych od lat, które wczoraj po prostu podsumował w ramach „drugiego otwarcia”. Pamiętacie Państwo taki dokument „Polska 2030”? A w nim zawarte postulaty: – zwiększenia nakładów inwestycyjnych, w szczególności w nowoczesne technologie, – wprowadzenia ogólnopolskiego, powszechnego dostępu do internetu. – zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego przez budowę nowych elektrowni, – zwiększenia wskaźnika urodzeń poprzez (…), zwiększenie odpowiedzialności państwa za opiekę nad dziećmi, – skoncentrowania zadań urzędów pracy na szkoleniach i poszukiwaniu pracy dla bezrobotnych zamiast na wypłacie zasiłków, Teraz Premier mówi, że „nie ma bezpieczniejszej dorgi dla Polski jak utrzymanie wzrostu gospodarczego poprzez inwestycje” i proponuje wydać „10 mld zł w latach 2012-2015 m.in. na laboratoria, badania i szybkie sieci informatyczne”. Twierdzi też, że „kontynuujemy ten wielki program bezpieczeństwa energetycznego i niezależności energetycznej Polski, jaki zaczęliśmy 5 lat temu”. Powinien tylko dodać „zaczęliśmy i na tym skończyliśmy”. I chciałby także, „aby urzędy pracy były wreszcie premiowane za efektywność w aktywizacji zawodowej bezrobotnych”. A pamiętacie Państwo jeszcze „jesienną ofensywę rządu” z 2010 roku? Tam też było o energetyce – to wtedy gdy rząd zapowiedział w ramach ofensywy połączenie spółek Enea i PGE. Ale nie umiał tego zrobić. Zapowiedział, że PGE kupi po prostu Eneę. To też miała być „prywatyzacja”. No ale UOKiK mu ten pomysł zablokował. Pisałem o tym tu: www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=827 Potem rząd przystąpił do jesiennej ofensywy na polu prokreacji. Oczywiście nie chodziło o to, żeby ministrowie zaczęli robić dzieci. Mieli zacząć budować żłobki dla dzieci, żeby było je gdzie zostawiać, gdy ich rodzice i dziadkowie będą w pracy, z wynagrodzenia za którą rząd zabiera im połowę żeby mieć za co budować żłóbki dla ich dzieci i wnuków. To z kolei komentowałem tu: www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=830 Teraz jednak na to wszystko znalazły się pieniądze! Jak szliśmy na debatę do Premiera Kaczyńskiego dostaliśmy list od Prawie Najlepszego Ministra Finansów w Europie, z wyliczeniem, że program PiS zakłada wydatki na poziomie 54 mld zł i to będzie katastrofa. Wczoraj Pan Premier Tusk obiecał wydać „700-800” mld zł w ciągu 8-10 lat. I to będzie cud gospodarczy. I żeby nie było wątpliwości – to nie będą pieniądze z Unii Europejskiej. To będą pieniądze „które będą towarzyszyły środkom europejskim” – to znaczy że będą „polskie”. A skąd one będą? Otóż będziemy inwestować „pieniądze spółek prawa handlowego”. (…) O jakich konkretach mówimy? Mówimy o mniej więcej 60 miliardach złotych do 2020 roku”! „Gaz łupkowy to także bezpośrednie inwestycje spółek Skarbu Państwa: PGNiG, Orlenu, Lotosu, KGHM. (…) te inwestycje osiągną poziom 50 miliardów złotych”. No to już jest 110 mld zł ze spółek Skarbu Państwa. Przepraszam bardzo Pana Premiera, ale ośmielę się zauważyć, że jak do wymienionych  PGNiG, Orlenu, Lotosu, KGHM dołożymy jeszcze spółki energetyczne –PGE, Tauron, Energa  i Enea – to i tak nie wygenerują one 110 mld zł w ciągu tych zakładanych 8 lat – „do 2020 roku”. Nie tylko że nie będą miały takich zysków, ale nawet i zdolności kredytowej na takie kwoty. Zwłaszcza, że nie za bardzo wiadomo co będzie z ich akcjami. Pan Premier opowiadał o programie Polskie Inwestycje. To jest prawdziwa nowość. Nie dlatego, żeby podobnej spółki wcześniej nie było, ale dlatego, że rząd podobną niedawno zlikwidował. Była to Nafta Polska. Rząd wniósł do niej akcje spółek naftowych i chemicznych. Miała zajmować się prywatyzacją  i restrukturyzacją sektora naftowego i chemicznego. Jej działania o mały włos nie doprowadziły do tego, żeby się nie powiodło IPO PKN w 1999 roku. A sektor chemiczny został zrestrukturyzowany dopiero po jej likwidacji. Teraz rząd przygotował „narzędzie bankowe i wymagające także dodatkowych instrumentów w postaci specjalnej spółki pod program zatytułowany Inwestycje Polskie. Operatorem będzie BGK. 40 miliardów złotych do 2015 roku znajdzie się jako kapitał dla BGK po to, aby (…) uzyskać możliwości inwestycyjne na poziomie 40 miliardów złotych. Będzie to możliwe bez naruszania bezpieczeństwa finansowego państwa, a więc bez obciążania tą kwotą deficytu lub długu publicznego. Będzie to możliwe poprzez aktywne użycie kapitału dzisiaj zamrożonego – mówimy tu głównie o udziałach państwowych w spółkach Skarbu Państwa.” Minister Skarbu Państwa i Prawie Najlepszy Minister Finansów w Europie mają wyjaśnić co Pan Premier miał na myśli.  Operatorem czego ma być BGK? Narzędzia bankowego? Czy spółki? A jak spółki to jak? Zostanie akcjonariuszem? Czy jakoś zmienią kodeks handlowy i wprowadzą do niego obok zarządu jeszcze „operatora”? W każdym razie ma to dać  „40 mld” a w dłuższej perspektywie nawet 90 mld zł. No to razem mamy 150-200 mld zł pieniędzy „pozabudżetowych”. To do „700-800” brakuje jeszcze 500-650. A to znaczy drodzy podatnicy, że… No sami wiecie dobrze co to znaczy. Zastanawiałem się tylko, czy to ten sam Premier, który rok temu zapowiadał na konferencji prasowej, że po podwyższeniu wieku emerytalnego kobiet do 67 lat ich średnia emerytura w 2040 będzie wynosić „3411” zł. teraz mówi że wyda do 2020 roku „700-800” mld zł. Emerytury wyliczył skrupulatnie co do złotówki, a teraz 100 mld zł w tę, czy tę nie sprawia mu różnicy. Zresztą równie dobrze mógł powiedzieć „bilion – dwa”. Jak się bowiem weźmiemy za spokojne sumowanie, to nijak się nie sumuje. Więc pewnie niektórymi inwestycjami Pan Premier w pośpiechu zapomniał się pochwalić. Pochwalił się tylko, że do 2022 roku 100 mld zł wyda na wojsko. Na „śmigłowce, okręty, Rosomaki, a także na budowę systemu obrony powietrznej i przeciwlotniczej”. Ciekawe czy tym okrętem będzie słynna korweta „widmo” – czyli Gawron? Najbardziej mnie tylko zdumiewa dysproporcja między nakładami na „zielonych” i „niebieskich”. Bo „na budowę, a tam gdzie nie jest potrzebna budowa, modernizację komend policji” Premier obiecał tylko 1 mld zł do 2015 roku. Ta jawna niesprawiedliwość społeczna ma pewnie jakieś przyczyny. Zobaczymy jakie będzie miała konsekwencje. Robert Gwiazdowski Tekst pochodzi z bloga Autora. Przedruk za jego zgodą.

Coraz mniejsze oszczędności

Kolejny sukces rządu. Pierwszy raz od 12 lat stopa dobrowolnych oszczędności spadła poniżej zera! Nie mamy co oszczędzać, bo coraz więcej zabiera nam rząd i samorządy. Jak mawiał Jerzy Urban (dla młodzieży: rzecznik prasowy generała Jaruzelskiego i główny propagator stanu wojennego) „rząd się sam wyżywi”. Samorząd zresztą też. Właśnie samorządowcy z Warszawy odebrali ponad 12 mln zł. nagród. Proszę się nie oburzać – nagrody są „regulaminowe” nie ma więc tu żadnego kumoterstwa. A poza tym sukcesy przy budowie metra, obwodnicy oraz sprawnie przeprowadzane remonty głównych ciągów komunikacyjnych należy odpowiednio wynagrodzić.
Tylko z czego? Ano właśnie z podatków. Wraca więc, na przykład,   podatek od psów. Po raz pierwszy wprowadzono go na początku XIX wieku w Królestwie Prus. Był to podatek od luksusu. Opierał się na założeniu, że jak ktoś ma pieniądze na jedzenie dla psa, to ma i na podatek. Co prawda ludzie mieli też koty i kanarki, które też musieli karmić. Ale psa łatwiej było wykryć, bo się pojawiał w „obejściu”. Później pojawiło się też ekonomiczne uzasadnienie. Po psach trzeba sprzątać. Robią to służby miejskie, więc właściciele psów powinni płacić z tego powodu podatek celowy. Kilka lat temu podatek ten został zlikwidowany, ale za to właściciele psów mają po nich sprzątać sami. Teraz podatek się przywraca, ale obowiązku sprzątania nie likwiduje. Podatku tego nie muszą płacić rolnicy. To jest ich kolejny „przywilej” podatkowy. Nie muszą bowiem płacić też podatku dochodowego. Ja też bym chciał zostać rolnikiem. Naprawdę! Nie życzę im bowiem, żeby musieli płacić te podatki, jak inni. Innym życzę, żeby nie musieli – jak rolnicy. Jak ktoś ma lepiej, a ktoś gorzej, to dlaczego w imię sprawiedliwości społecznej mamy pogarszać położenie tych, którzy mają lepiej? Może postarajmy się polepszyć położenie tych, którzy mają gorzej? Jak będziemy płacić niższe podatki – będziemy mogli więcej oszczędzać. Gospodarka to koło związków przyczynowo-skutkowych. Kapitał, który ma być wykorzystywany na inwestycje „nie rośnie na drzewach”. Bierze się z oszczędności. A oszczędności są możliwe dopiero wówczas, gdy pojawiają się nadwyżki. Kapitał powstał na skutek zwiększenia innowacyjności pracy, dzięki czemu możliwe było wytworzenie nadwyżek. Aby zaspakajać potrzeby konsumpcyjne ludzie muszą dokonywać wyborów co do podaży swojej własnej pracy. Oczywiście wybory te zależą z jednej strony od dostępu do miejsc pracy na danym rynku i stawek płacowych, a z drugiej strony od własnych umiejętności tworzących bazę alternatywnych wyborów – co możemy robić, u kogo pracować i czy nie możemy zacząć pracować „u siebie”. Stawki płacowe są uwarunkowane relacją podaży i popytu na dane umiejętności oraz równowagą opłacalności – czyli równowagą między tym, by czegoś nie robić (odpoczynek) a robić. Każdy wybiera pomiędzy przyjemnością nie pracowania a przykrością nie posiadania dochodu oraz stawkami wynagrodzenia za dany rodzaj pracy oferowanymi na danym rynku, widzianymi przez pryzmat dóbr, które zamierza nabyć w zamian za wynagrodzenie. Ta perspektywa nabywania dóbr i usług zawiera też opcje oszczędzania, czyli odkładania konsumpcji w czasie. Można użyć bieżące dochody do finansowania przyszłych wydatków (oszczędzania) lub przyszłe dochody do sfinansowania bieżących wydatków (kredyty). Z indywidualnego punktu widzenia oszczędności to część dochodów nie przeznaczanych w danej chwili na konsumpcję lecz gromadzonych na przyszłość. Można powiedzieć, że oszczędności to niezrealizowane wydatki na istniejące dobra lub usługi. Ze społecznego punktu widzenia to źródło finansowania inwestycji. Przeciwieństwem oszczędzania jest konsumpcja. Problem tkwi w określeniu poziomu tak zwanej konsumpcji autonomicznej, stanowiącej pewne minimum. Poziom ten jest określany przez każdego indywidualnie, na podstawie subiektywnych ocen. Stopa oszczędności w danej gospodarce jest zatem składową oszczędności jednostek i zależał od ogromnej liczby subiektywnych ocen. Współcześnie następuje powiększenie konsumpcji autonomicznej. Dzieje się tak za sprawą agresywnego marketingu przekonującego o konieczności posiadania coraz to nowych dóbr, prezentowanych jako niezbędne do życia. W efekcie zmniejsza się stopa oszczędności. Tymczasem oszczędności służą inwestycjom – tworzą więc kapitał (budynki, maszyny), który umożliwia osiąganie zysków w przyszłości, które będzie można przeznaczyć na późniejszą konsumpcję i... na przyszłe oszczędności. Odsetek dochodów przeznaczanych na oszczędności nazywa się stopą oszczędności. Dzięki kontraktom zagranicznym i napływowi kapitału finansowego oszczędności krajowe nie muszą być równe inwestycjom krajowym. Niektórzy dostrzegają taką samą siłę sprawczą w budżecie państwa, twierdząc, że dzięki wydatkom rządowym finansowanym kredytami, można zwiększyć poziom inwestycji bez zwiększania poziomu oszczędności. Niestety kredyty trzeba kiedyś spłacić, co zmniejszy przyszły poziom oszczędności a więc i przyszły poziom inwestycji. W latach trzydziestych XX wieku Roy F. Harrod i Evsey D. Domar udowadniali, że wzrost gospodarczy zależy od produktywności inwestycji i poziomu oszczędności. Im wyższa stopa oszczędności, tym większe inwestycje – ergo tym szybszy wzrost gospodarczy. Robert Solow w 1956 roku sformułował model wzrostu gospodarczego, w którym oszczędnościom także przypisał ważną rolę, ale już nie tak ważną jak Harrod i Domar. Zwiększenie stopy oszczędności podnosi poziom inwestycji. Inwestycje tworzą kapitał, toteż zwiększenie stopy oszczędności przyczynia się do zwiększenia ilości kapitału. W efekcie mamy wzrost gospodarczy. Jednak im więcej jest kapitału, tym mniejsza jest jego produktywność.  Z czasem więc tempo wzrostu gospodarczego maleje, aż w końcu wraca do tego samego poziomu na jakim było zanim stopa oszczędności wzrosła. Można z tego wnosić, że w długim okresie intensywniejsze oszczędzanie nie przekłada się na szybszy wzrost gospodarczy. Ale nawet jak po pewnym czasie tempo wzrostu wróci do pierwotnej wartości, to jednak PKB jest już wówczas na wyższym poziomie niż byłby, gdyby nie szybszy wzrost wywołany przez większe wcześniejsze oszczędności. Późniejsze badania Gregory Mankiwa, Davida Romera i Davida Weila wykazały, że wpływ oszczędności na wzrost gospodarczy nie musi wygasać zgodnie z modelem Solowa, jeśli uwzględnimy inwestycje nie tylko w kapitał rzeczowy, ale także w kapitał ludzki, który, w odróżnieniu od rzeczowego, przynosi korzyści nie tylko tym, którzy w niego zainwestowali, ale wszystkim, którzy go wykorzystują. Wykształcony pracownik może zmienić pracę albo założyć własną firmę, wykorzystując wiedzę zdobytą u poprzedniego pracodawcy. Oiko Nomos – bohater artykułu Edmunda Phelpsa z 1961 roku nawiązującego do modelu Solowa o królestwie Solovia – zdobył nagrodę za wyznaczenie najlepszej dla królestwa stopy oszczędzania, czyli Złotej Reguły Wzrostu. Wyznacza ona optymalny punkt między dwiema skrajnościami. Z jednej strony gdybyśmy nie oszczędzali w ogóle, wszystkie dochody przeznaczając na bieżącą konsumpcję, to nasi potomni nie dysponowali by  i kiedy nagromadzony wcześniej kapitał się wyczerpuje przyszłe pokolenia nie mają czym go zastąpić. W drugim przypadku gdybyśmy konsumowali tylko tyle, żeby utrzymać się przy życiu, przyszłe pokolenia miałyby nadmiar kapitału kosztem naszych poświęceń. Złota Reguła Wzrostu wyznacza taki poziom oszczędności, by współcześni i ich potomkowie mogli osiągnąć ten sam poziom konsumpcji. Nie uwzględniając wzrostu bogactwa wynikającego z postępu technicznego, a tylko ten z akumulacji kapitału, stanie się tak gdy udział oszczędności w dochodach będzie równy udziałowi kapitału w PKB. Jeśli zyski są mniejsze od inwestycji, to poziom oszczędności jest za wysoki i gospodarka znajduje się w stanie dynamicznej nieefektywności. Jeśli zyski są większe od inwestycji, to poziom oszczędności jest za niski i gospodarka jest dynamicznie efektywna. Oszczędzając więcej można zwiększyć PKB, a w przyszłości także konsumpcję. Według John Keynesa ludzie charakteryzują się pewną stałą skłonnością do konsumpcji. Różnicę pomiędzy dochodami a wydatkami koniecznymi do utrzymania poziomu życia oszczędzają.  Kiedy zarabiają więcej, konsumują nieznacznie więcej, za to ich oszczędności rosną szybciej niż dochód. Stopa oszczędności jest więc tym wyższa, im wyższe są dochody. W praktyce okazało się, że Keynes nie miał racji (nie tylko pod tym względem). Ale dlatego, że realizowana w praktyce jego własna teoria interwencjonizmu państwowego przyczyniła się do zmiany ludzkich skłonności. Zgodnie z teorią cyklu życia Franco Modiglianiego jednostki i gospodarstwa domowe dążą do jednakowego poziomu konsumpcji w ciągu całego życia. Hipoteza cyklu życia stanowi alternatywę zarówno dla hipotezy dochodu absolutnego Keynesa, według której wydatki konsumpcyjne zależą od bieżącego dochodu rozporządzalnego, a oszczędzają tylko jednostki o wysokich dochodach, jak i dla hipotezy dochodu permanentnego Miltona Friedmana, według której dochód permanentny to średni dochód, jaki ludzie spodziewają się osiągnąć w długim okresie. Zdaniem Modiglianiego młodzi ludzie, którzy zarabiają niewiele, a potrzeby mają większe, zaciągają kredyty (na dom, czy samochód) i wydają tym samym więcej, niż zarabiają. Ich oszczędności są ujemne. W średnim wieku osiągają najwyższe dochody, spłacają kredyty z młodości i jeszcze oszczędzają na starość. Ich oszczędności są dodatnie. Kiedy się zestarzeją, żyją z kapitału zgromadzonego w młodości a spłaconego w wieku średnim i z oszczędności wówczas zgromadzonych. Ich oszczędności znowu są ujemne. Działania rządów ten cykl zakłócają. Realizacja teorii Keynesa spowodowała, że uznaliśmy, iż musimy coraz więcej wydawać, bo to „ożywia” gospodarkę i że nie musimy więcej oszczędzać, bo „w razie czego” pomoże nam rząd – przecież jesteśmy „ubezpieczeni”. Dlatego badania Simona Kuznetsa wykazały, że konsumpcja rośnie niemal całkowicie proporcjonalnie do dochodu. W krótkim okresie stopa oszczędności ma bezpośredni wpływ na stopę wzrostu PKB, a w długim okresie wpływa na poziom PKB, który przy takiej samej stopie wzrostu rośnie od wyższego poziomu. A kiedy PKB rośnie dochody ludzi młodych i w średnim wieku są wyższe niż obecnie ludzie starsi zarabiali w czasach swojej aktywności. Tym samym oszczędności młodszych są większe niż konsumpcja emerytów. Jednakże gdy młodzież spodziewa się dalszego szybkiego wzrostu gospodarczego w przyszłości, zaciąga więcej kredytów – ergo ma większe ujemne oszczędności. Modigliani przyjął jednak kilka uproszczeń i nie wziął pod uwagę, kilku faktów. Celem oszczędzania nie musi być tylko odkładanie na starość – zgodnie z cyklem życia. Niektórzy nie oszczędzają w ogóle. Z kolei emeryci nie zawsze konsumują wszystkie oszczędności, a często nawet dalej oszczędzają – zostawiając spadek potomnym. Motywem oszczędzania może być chęć zabezpieczenia się na wypadek nagłej utraty dochodów (bezrobocie) lub nagłym wzrostem wydatków (w chorobie). Ludzie posiadający majątek oszczędzają mniej niż ci, którzy majątku nie posiadają, gdyż w razie potrzeby mogą spieniężyć jego część lub zaciągnąć kredyt pod jego zastaw (to tak zwany efekt majątkowy). Działa też tak zwana ekwiwalencja ricardiańska, którą opisał Robert Barro. Zgodnie z teorią racjonalnych oczekiwań, wzrost deficytu budżetowego musi spowodować wzrost podatków w przyszłości. Racjonalnie myślący ludzie – a zwłaszcza przedsiębiorcy –  konsumują mniej, a oszczędzają więcej przewidując, że rząd będzie musiał w przyszłości podwyższyć im podatki. Niestety przedsiębiorcy stanowią mniejszość członków społeczeństwa. Podobnie jak ludzie myślący racjonalnie. Jednak jest jeszcze coś takiego jak przezorność. Większość ludzi jest przezornych i w miarę możliwości oszczędza na wypadek „niepewnego jutra”, bo – jak pisze Jose Pinera – „naturalne prawo przeżycia i odpowiedzialności nakazuje ludziom – a nawet wielu gatunkom zwierzęcym – oszczędzać w okresach obfitości, aby przetrwać okresy niedostatku.” Badania w Stanach Zjednoczonych, w Japonii i w Holandii pokazują że najważniejszą przyczyną oszczędzania jest niepewność, na przykład na wypadek choroby, utraty pracy lub innych nieoczekiwanych wydarzeń. „Fundamentalne znaczenie dla dobrostanu człowieka ma nie tylko – utrzymywana na satysfakcjonującym poziomie – bieżąca konsumpcja, ale także przekonanie, że dotychczasowe warunki bytu nie pogorszą się w przyszłości. Brak pewności jutra wywołuje silny stres, który negatywnie oddziałuje na psychikę i stan fizyczny człowieka. Chęć redukcji związanego z tym napięcia, odczuwanego jako przykrość, wymusza aktywność, której celem jest zdobycie pożądanych dóbr”. Państwo socjalne udaje, że tę niepewność zmienia na pewność. Prowadzi to do zmniejszenia oszczędności sektora prywatnego. Ograniczenie roli państwa skutkuje wzrostem oszczędności. Pod warunkiem wszelako, że osiągane dochody netto pozwalają oszczędzać. Robert Gwiazdowski Tekst pochodzi z bloga www.blog.gwiazdowski.pl . Przedruk za zgodą Autora

Józef, Krzysztof (Rybiński) i Stanisław (Michalkiewicz) czyli sen faraona

„Biblia jest bardzo mądrą księgą – pisze Krzysiek Rybiński – i warto do niej sięgać zawsze, ale szczególnie w momentach przełomowych dla świata, a taki moment niewątpliwie nadchodzi w dziedzinie gospodarki i finansów”. I sięga do 41 rozdziału Księgi Rodzaju Starego Testamentu czyli do historii Józefa Egipskiego.

Gold nie Amber

Spółka Amber Gold się poskarżyła, że stała się celem działania KNF i służb specjalnych w ramach akcji „Ikar”, która doprowadziła do wypowiedzenia rachunków bankowych w: Meritum Bank ICB S.A., Alior Bank S.A., Bank Gospodarki Żywnościowej S.A., Bank Zachodni WBK S.A., Volkswagen Bank Polska S.A., oraz spółką OLT Express dodatkowo w Banku Millennium S.A.  oraz że nie ma „technicznych” możliwości wypłaty pieniędzy. W działania służb specjalnych jestem w stanie uwierzyć – w końcu to nie pierwszy raz, gdy służby wyczyniają dziwne rzeczy, więc dlaczego mielibyśmy wykluczyć, że nie i tym razem? Wielcy Regulatorzy z KNF doskonale wiedzą, że CAŁY  system finansowy opiera się na zaufaniu: do pieniądza i do instytucji działających na rynku. Jakbyśmy wszyscy poszli po pieniądze do PKO BP to też byśmy ich nie dostali, więc Amber Gold nie jest żadnym wyjątkiem od reguły. Zastanawia mnie więc skąd nagle taki zapał do ochrony ludzi akurat przed Amber Gold.
Ale jest i druga strona medalu – jak zawsze. Gdyby ktoś nam zaproponował kupno nowiutkiego Mercedesa S Classe za 50 tys. zł to byśmy uwierzyli, że wszystko z nim jest w porządku? A jak ktoś nam proponował „gwarantowany” zysk 20% to wierzyliśmy! Ludzie mają, niestety, naturalną skłonność do wierzenia w piękne zapewnienia: czy to na randce, czy podczas wyborów, czy w inwestowaniu... I dlatego tak wiele jest wykorzystanych kobiet, wyborców i inwestorów. Co ich oczarowało tym razem? Magia złota? Sam jestem za oszczędzaniem. W złoto „wierzę” bardziej  niż w pieniądz fiat. Ale w złoto fizyczne, a nie w papier, na którym jest napisane: „jestem złoto” – czyli w różne instrumenty „oparte na złocie”. Od lat o zaletach inwestowania w metale szlachetne przekonuje Dr Antoni A. Szepieniec, czyli słynny „cynik9”, pod którym to pseudonimem występował przez lata w Internecie – wydający Newsletter  „TwoNuggets” i prowadzący popularny blog www.dwagrosze.com. Cynki9 „zdekonspirował” się podczas konferencji zorganizowanej  27 marca 2012 roku przez Mennicę Wrocławską, podczas którego mówił o konieczności wyraźnego rozróżnienia złota fizycznego i „papierowego”. Czym jest złoto fizyczne wszyscy doskonale wiemy. Złoto papierowe, to różne certyfikaty firm, które mówią, że mają złoto i sprzedają te certyfikaty. Różnych certyfikatów jest na rynku zdecydowanie więcej niż fizycznego złota. Powtarza się więc historia pieniędzy zgromadzonych w bankach – jest ich znacznie mniej, niż bankierzy pożyczyli, więc jak wszyscy depozytariusze chcieliby jednocześnie wypłacić swoje depozyty, to okazałoby się, że tych pieniędzy nie ma. Co tam wszyscy! Wystarczyłoby, że 15% depozytariuszy chciałoby to zrobić – i też już by dla nich nie wystarczyło. Jak wszyscy posiadacze certyfikatów na złoto chcieliby je dziś wymienić na złoto prawdziwe to by było tak samo. Stosunek do złota jest pochodną stosunku do państwa. Jak wierzymy w rząd to możemy wierzyć również w emitowane przez rząd za pośrednictwem banków centralnych pieniądze. Ale jak nie wierzymy, to lepiej zamieniać nasze nadwyżki w bezpieczniejsze aktywa – właśnie na przykład w złoto. Na tym polega oszczędzanie. Nawet jak ceny złota na giełdach światowych spadają nie ma powodów do zmartwienia w długiej perspektywie czasu. W czasie okupacji złoto wielokrotnie ratowało ludziom życie – i to była najwyższe cena złota jaką można sobie wyobrazić. I najwyższa „stopa zwrotu”. Spadkami cen złota mogą się martwić ci, którzy w złoto „inwestują” – to znaczy starają się zarobić pieniądze na zmianach cen złota. Bo zmiany cen dotyczą „złota papierowego”. Gdy się jednak okaże, że papier na którym jest napisane „jestem złoto” jest jednak celulozą to złoto fizyczne może w ogóle przestać być sprzedawane. Istnieje wręcz obawa, że rządy będą wówczas starały się powtórzyć „manewr Roosevelta” i znacjonalizować prywatne zasoby złota, ale pewnie reakcja będzie taka sama jak Amerykanów w 1933 roku – rzadko kto był na tyle głupi, żeby je rządowi oddać. Więc jeszcze raz powtórzmy: Amber Gold to nie był fundusz złota. Robert Gwiazdowski Tekst pochodzi ze bloga Autora. Przedruk za jego zgodą.

Robert Gwiazdowski: A nie mówiłem?

12 stycznia 2012 roku w auli głównej Domu Literatury w Warszawie odbył się wieczór autorski Roberta Gwiazdowskiego. Spotkanie zorganizowało wydawnictwo PROHIBITA, w związku z ukazaniem się najnowszej książki znanego ekonomisty pt. "A nie mówiłem?" Spotkanie prowadził Paweł Toboła - Pertkiewicz, wydawca książki.
  Zapraszamy Państwa do wysłuchania zapisu dźwiękowego  Pobierz plik Mp3... Robert Gwiazdowski cz.1 (4,58 MB)  Pobierz plik Mp3...Robert Gwiazdowski cz.2 (4,81 MB)   Książka do nabycia na stronie www.multibook.pl  

Wieczór autorski Roberta Gwiazdowskiego

Z naszej poczty... Wydawnictwo PROHIBITA zaprasza na wieczór autorski Roberta Gwiazdowskiego połączony z promocją nowej książki „A nie mówiłem?”. Spotkanie odbędzie się 12 stycznia (czwartek) o godz. 18:00 w auli głównej Domu Literatury w Warszawie (Krakowskie Przedmieście 87/89).
Podczas spotkania oprócz książki "A nie mówiłem?" będzie można nabyć wszystkie książki Wydawnictwa PROHIBITA oraz szereg innych wartościowych książek ekonomicznych. Serdecznie prosimy o podzielenie się informacją ze znajomymi. Strona wydarzenia na FB: https://www.facebook.com/events/137226059727061/ Osoby, które nie będą mogły wziąć udziału w spotkaniu mogą nabyć książkę w księgarni Multibook.pl Dla Klientów księgarni książki ze specjalną dedykacją Autora. http://multibook.pl/2571,robert-gwiazdowski-a-nie-mowilem-.html Paweł Toboła-Pertkiewicz

Gwiazdowski: A nie mówiłem?

Prezentujemy Państwu autorską przedmowę do książki „A nie mówiłem? Skąd wziął się kryzys i jak najszybciej z niego wyjść?” (Wydawnictwo Prohibita). W grudniu książka do nabycia wyłącznie w księgarni patronackiej Wydawnictwa –Multibook.pl http://multibook.pl/2571,robert-gwiazdowski-a-nie-mowilem-.html

Suwerenność za papierki

„Zobowiązujemy się podjąć wszelkie konieczne kroki, by zachować stabilność systemów bankowych i rynków finansowych” - głosi wspólny komunikat ministrów finansów i szefów banków centralnych grupy G20, wydany po „roboczej kolacji” wczoraj wieczorem.
Sam fakt wydania komunikatu, którego się w ogóle nie spodziewano, wywołał pewne zdziwienie. Zwłaszcza, jak przeczytano szczegóły. To znaczy, jak przeczytano, że szczegółów żadnych w nim nie ma. Ogólnie banki centralne i ministrowie finansów zapowiadają, że będą „zapewniać płynność bankom komercyjnym” - czytaj dalej drukować euro by ratować banki komercyjne. Nie wiadomo tylko przed czym. Przecież banki komercyjne mają pierwszorzędne aktywa wielu państwa Unii Europejskiej w postaci ich bonów i obligacji i to jeszcze w „twardej walucie” – jak mówiono onegdaj o dolarach – czyli w euro. Należy zatem domniemywać, że państwa będą ratowały banki przed  tymi  że państwami! Ciekawa konstrukcja. To euro jest podobno tak ważne, że każdy europejczyk powinien chcieć poświęcić w jego obronie – no może nie życie – ale przynajmniej suwerenność swojego państwa. Pierwszy zgłosił taką chęć Pan Profesor Marek Belka - dla przypomnienia obecnie Prezes Narodowego Banku Polskiego. W rozmowie z PAP ogłosił, że, musimy zrezygnować z części suwerenności aby ratować euro. Pan Prezes przyłączył się do inicjatywy kilku byłych premierów, w tym Niemiec Gerharda Schroedera, Belgii Guy Verhofstadta czy Hiszpanii Felipe Gonzalesa, a także Wielkiej Brytanii Tony Blaira, byłego szefa Komisji Europejskiej Jacquesa Delorsa oraz ekonomistów takich jak Nouriel Roubini i Robert Mundell. Kłopot w tym, że wy mienieni są BYŁYMI premierami, czy szefami albo ekonomistami. A Pan Profesor jest Prezesem. Narodowego Banku Polskiego. Sprawy, które komentuje dotyczące suwerenności nie wchodzą w zakres jego kompetencji. A z kolei te, które wchodzą w ten zakres, wymagają powstrzymywania się od komentowania spraw, które nie wchodzą. Ale pomijając już te kwestie czysto formalne: euro nie jest żadną wartością samą w sobie. Nie było euro była Europa, był wspólny rynek. Skoro bez wojny można było pozbyć się z Europy Armii Czerwonej, to dlaczego, do cholery, nie może być można pozbyć się jakichś papierków zadrukowanych nie wiadomo bardzo czym, które uczyniono „legalnym środkiem płatniczym”. Co Pan Prezes miał na Myśli głosząc, że „jak ktoś po cichu albo otwarcie trzyma kciuki za rozpad euro, tej „znienawidzonej” przez eurosceptyków waluty, to wystawia na szwank cały dorobek Polski ostatnich 20 lat”? Po pierwsze, 20 lat temu nikomu się nawet nie śniła wspólna waluta. Po drugie, nadal jej nie mamy, a funkcjonujemy. Owszem, złoty jest podatny na spekulacje – jest. Podobnie jak frank, jen, real, czy… euro. Po trzecie, tak zwani „eurosceptycy” nie byli wcale sceptykami wobec idei wspólnego rynku, tylko wobec idei wspólnego pieniądza. Wspólny rynek może funkcjonować bez wspólnego ministra finansów, ujednoliconych podatków, czy wspólnej waluty. A nawet może funkcjonować bez nich lepiej. Pan Prezes Belka twierdzi, że „taki minister i tak by nas, czyli Polski nie dotknął, bo my sami ze względu na nasze ograniczenie konstytucyjne prowadzimy niezmiernie odpowiedzialną politykę budżetową w porównaniu do innych krajów na zachodzie Europy. Dlaczego więc mamy być przeciwni temu, żeby na Zachodzie sobie tworzyli wspólnego ministra finansów i wspólne zarządzanie długiem”? Nie mam nic przeciwko temu, żeby sobie „na Zachodzie” stworzyli wspólnego ministra finansów. Pod warunkiem, że zostanie nim Jacek Rostowski.  Bo jeśli nie, to dlaczego ryzykować, że się jednak jakaś Lagarde do nas „dotknie”? Rozumiem, że Panu Profesorowi może być nie w smak, że nie należał do tych mądrzejszych, którzy przewidywali, co się stać z euro może. Ale mimo to nie powinien dziś, z fotela prezesa banku odpowiedzialnego za złotówkę, przehandlowywać suwerenność całego kraju w zamian za możliwość wymiany tej złotówki na euro, drukowane w tysiącach ton – bo chyba kategoria wagowa będzie niedługo właściwsza od wartościowej – przez EBC. Więc jak już dożyliśmy czasów, że mamy przehandlować suwerenność, to może przynajmniej za złoto? Robert Gwiazdowski Tekst pochodzi z bloga http://www.blog.gwiazdowski.pl . Publikujemy go za zgodą Autora...

Szczyt hipokryzji

Nie minął tydzień  jak Legendarny Inwestor Warren Buffett wezwał Kongres, żeby go bardziej opodatkował (http://blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=1008) jak Bank of America poinformował, że sprzedał należącej do Buffetta Berkshire Hathaway 50.000 uprzywilejowanych co do dywidendy akcji za 5 mld USD. I otrzymał dodatkowo opcję kupna 700.000.000 akcji zwykłych w przeciągu najbliższych 10 lat po ustalonej cenie. 7, 14 USD za akcję.
„Jestem pod wrażeniem ich umiejętności generowania zysków” – powiedział Buffett który, jak Archimedes odkrył nowe możliwości inwestycyjne w wannie. No pewnie. Każdy jest pod wrażeniem tego, jak banki generują „zyski” w ostatnich kilku latach dzięki podatnikom. Może Buffett przeczytał na Bloombergu informację, że w 2008 roku BofA dostał z FED 91,5 mld USD! http://blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=1012 Wówczas jednak Buffett obstawiał innego finansowego giganta – Goldmana. Jako, że jest duże prawdopodobieństwo, iż FED będzie znów musiał ratować ich płynność. 6% z każdego jednego miliarda USD to 60 mln USD. A jak tych miliardów będzie znowu koło setki??? Co się dziwić, że Buffett wielomyślnie obiecuje, że się chętnie z rządem podzieli i zapłaci nawet trzydzieści kilka procent z pieniędzy, jakie rządu zabierze podatnikom i da Buffettowi. To się nazywa dobroczynność. Albo raczej hipokryzja. Robert Gwiazdowski Przedruk za http://www.blog.gwiazdowski.pl za zgodą Autora...