Category Archives: Jakub Zaboklicki

Korwin – skazany na sukces

Jestem demokratą i wierzę w demokrację. Nie jestem jednak naiwny. Wiem, że w każdym państwie istnieją lepiej lub gorzej zorganizowane grupy wpływu – zarówno krajowe, jak i zagraniczne służby specjalne, loże masońskie, silne i bogate środowiska biznesowe oraz organizacje społeczne.

Dlaczego Korwin?

“I don't want to be a product of my environment. I want my environment to be a product of me.”
The Departed - 2006

Wadliwy socjalizm

Jedną z przyczyn ogromnych problemów, które spotkały małe i średnie przedsiębiorstwa biorące udział w budowaniu Polski przed EURO 2012 było funkcjonujące w naszym państwie prawne rozwiązanie, zgodnie z którym wybór wykonawcy, mającego za zadanie przeprowadzenie określonego przedsięwzięcia, zależał w głównej mierze od ceny, jakiej wykonawca zażądał, a nie od jakości jego usługi.
W konsekwencji przez długie miesiące przed mistrzostwami wysłuchiwaliśmy z uwagą, mnożących się na skutek obowiązywania tego typu modelu wyłaniania wykonawców problemów. Wyżej wspomniane rozwiązanie nie jest oczywiście kompletnie pozbawione sensu. Uzasadnienie jego funkcjonowania wynika z przeświadczenia o łapówkarskich skłonnościach urzędników. Wychodzi się bowiem z założenia, że tam, gdzie urzędnik wybiera wykonawcę, który nie jest najtańszy, prawdopodobnie dochodzi do nadużyć wobec środków publicznych. Prawdą jest, że Polacy zarówno w czasach realnego socjalizmu, jak i raczkującej gospodarki rynkowej nauczyli się, iż średnio opłacany biurokrata, podejmujący decyzje na temat wielomilionowych inwestycji publicznych, jest skłonny do wyboru wykonawcy oferującego usługę znacznie drożej, niż ma ona realną wartość. W czym zatem problem? Mianowicie w tym, że państwo niepotrzebnie zajmuje się sprawami, z którymi sobie kompletnie nie radzi, a wynika to z samej jego istoty. Urzędnik państwowy co do zasady nigdy nie będzie w stanie dołożyć tyle staranności, co osoba prywatna, przy wyborze wykonawcy danego zadania. Jak pamiętamy, Milton Friedman już sporo czasu temu opisał sposoby wydawania pieniędzy, z których najgorszym jest właśnie ich wydawanie przez urzędnika. Decyduje on nie o swoich środkach, przeznacza je na cele publiczne, a nie własne, przez co albo wyda za dużo, bo to sprawa publiczna, na którą nie można żałować, albo wyda za mało, bo to publiczne pieniądze, którymi nie można tak szastać. W związku z tym byłoby niesłychanie pożyteczne dla państwa, aby nie zajmowało się ono rzeczami, którymi z istoty rzeczy zajmuje się nieporadnie. Urzędnik musi wybierać ofertę najtańszą, co z reguły oznacza, że najgorszą, a jeśli wybierze lepszą, ale droższą, zaraz pojawia się podejrzenie, iż sam w jakiś sposób osiągnął z tego korzyść majątkową. Tak na dłuższą metę państwo funkcjonować nie może i należy starać się, aby niepożądany status quo zmienić. Jakub Zaboklicki

Obraz polityka demokratycznego

Wielokrotnie w różnego rodzaju komentarzach na temat polityki wobec polityków funkcjonujących w ustroju demokratycznym pada zarzut ich bezideowości. Panuje bowiem ogólne przekonanie, że polityk musi posiadać swoje poglądy, nie bać się ich wyrażać i starać się na ile to możliwe je realizować. Nie uważam takiego podejścia za właściwe, gdy jest mowa o politykach operujących w warunkach demokracji.
Istotą współczesnej demokracji jest wyłanianie przez wszystkich uprawnionych do głosowania w cyklicznie odbywających się wyborach przedstawicieli do parlamentu, których zadaniem jest wypełnianie woli ich wyborców. W związku z tym fakt, że parlamentarzysta ma odmienne poglądy od tych, które publicznie głosi bądź w ogóle poglądów stricte politycznych nie posiada, nie jest dla niego bynajmniej dyskredytujący. W demokracji polityk jest zawodowcem, żyjącym z publicznego artykułowania poglądów jego elektoratu i dążącym do ich realizacji. Jest on narzędziem w rękach ludzi, którzy wybierają go, opłacają i co kilka lat rozliczają z jego pracy, tzn. z tego, jak dobrze zrealizował on wolę osób, które na niego zagłosowały. Dlatego można bez oporów opowiedzieć się za poglądem, iż w demokratycznym państwie polityk nieposiadający własnych poglądów bądź po prostu niewygłaszający ich publicznie i umiejący odseparować je od swojej politycznej działalności jest politykiem lepszym, gdyż nie koncentruje on swojej aktywności wokół wprowadzania w życie swoich koncepcji, a robi to, co do niego należy – głosi i realizuje poglądy, zapatrywania i projekty swoich wyborców. Powiedzmy sobie szczerze, co za różnica, czy – przykładowo - Janusz Palikot jest raz gorliwym katolikiem, a raz radykalnym lewicowcem domagającym się jak najszerszego rozdziału państwa od Kościoła katolickiego. Zarówno on, jak i inni demokratyczni politycy, są tylko opłacanymi żołnierzami działającymi na zlecenie swoich elektoratów i ten, który jak najlepiej wypełnia swoją rolę, najdłużej w polityce funkcjonuje i z niej żyje. Zapomnijmy zatem o stereotypowym postrzeganiu polityki i polityków. W rządach autorytarnych poglądy polityka i jego plany na zmienianie państwa i prawa mają rzeczywiste znaczenie, gdyż to faktycznie on rządzi, on podejmuje decyzje, a potem je egzekwuje. W prawdziwej demokracji takich polityków nie ma, bo z zasady być ich nie może. W demokracji rządzi tylko pojedynczy obywatel, tworzący wraz z innymi obywatelami naród w znaczeniu politycznym – ogół obywateli. Polityk w państwie demokratycznym rządzi tylko w ten sposób, że co cztery lata, podobnie jak inni obywatele, ponieważ sam także przecież nim jest, wrzuca swój głos do urny wyborczej. A potem, jeśli już zostanie wybrany, realizuje tylko wolę ludu, który w demokracji jest jedynym suwerenem. Jakub Zaboklicki

Ruch Palikota – realne zagrożenie

Jakiś czas temu pojawiło się na polskiej scenie politycznej nowe ugrupowanie, będące do tego stopnia oryginalne, że przyciąga uwagę mediów, a także publicystów, komentatorów, a zapewne i naukowców. Czym Ruch Palikota zasługuje na tak baczną obserwację i liczne komentarze na jego temat? Generalnie tym, że jest nowy, nieodgadniony, barwny i świeży w polskiej polityce i tym, że ostatnio zaskoczył ciekawymi, chciałoby się powiedzieć bardzo dobrze sprawdzonymi w Polsce, koncepcjami gospodarczymi. Wydawałoby się, że państwo polskie w sprawie socjalistycznego modelu gospodarczego odbyło lekcję długą i dogłębną i że przez długie lata na polskiej arenie politycznej nie pojawi się partia jasno głosząca potrzebę powrotu do tworzenia państwowych fabryk i polityki zerowego bezrobocia. A jednak – stało się.
Zastanawiające jest, co tak naprawdę Janusz Palikot wraz ze swoją bandą nikomu nie znanych ludzi zamierza zrobić, ponieważ ostatnimi czasy jego partia bije na głowę wszystkie inne ugrupowania polityczne w chaotycznym deklarowaniu swoich poglądów. Jeszcze niedawno niejeden powiedziałby, że Ruch Palikota to partia lewicowa społecznie i liberalna gospodarczo, tymczasem słyszymy, jak Janusz Palikot, w charakterystycznym lewicowym bełkocie, którego nie powstydziłby się sam Karol Marks, opowiada o korekcie kapitalizmu. Nie dziwię się w związku z tym Sojuszowi Lewicy Demokratycznej, że od miesięcy nie jest w stanie stwierdzić, czy w ogóle istnieje możliwość współpracy z Ruchem Palikota, gdyż tak naprawdę w dalszym ciągu nikt, oprócz wydaje się samego Janusza Palikota, nie wie, co jego środowisko polityczne faktycznie zamierza zrobić, gdy będzie miało w jakimś stopniu wpływ na bieżącą politykę państwa. Brak bezrobocia, każdemu pracę, wszyscy równi, bogatym odebrać i oddać biednym, walka z imperializmem i burżuazją, proletariusze świata łączcie się i tego typu wizje i hasła wcielone w życie Polska już doświadczyła i naprawdę okazały się one być ciekawe wyłącznie na papierze, ale katastrofalne w rzeczywistości. Gospodarka centralnie planowana, z zerowym bezrobocie i państwowymi fabrykami to bieda, zastój gospodarczy, ocet na półkach – to obecna Korea Północna. Krótko mówiąc, poglądy pana Palikota to morderstwo gospodarki, a w konsekwencji państwa i jeżeli ktoś tego nie rozumie to albo nie zna historii PRL, czy to z własnego doświadczenia, czy z książek albo w PRL piastował jakieś wysokie stanowisko i wspomina ten czas z tęsknotą. Innej możliwości nie widzę. A trzeba pamiętać, że Ruch Palikota otrzymał w ostatnich wyborach parlamentarnych dość spore poparcie (choć wtedy akurat nie mówił żadnych konkretów i ograniczał się tylko do realizowania dyrektyw swojego głównego piarowca) i pojawia się obecnie pytanie, czy możliwe jest, aby Janusz Palikot wraz ze swoimi przydupasami, po takich deklaracjach był w stanie w przyszłych wyborach przekroczyć próg wyborczy? Obawiam się, że taka szansa istnieje, a wprowadzanie tego typu koncepcji w życie, jak te ostatnio zaprezentowane przez Ruch Palikota, jest już naprawdę po prostu niebezpieczne dla naszego państwa. Frapujące jest, dlaczego Janusz Palikot nie opowiada na spotkaniach politycznych o korekcie socjalizmu, niszczącego nasz naród od lat, dlaczego nie mówi o katastrofalnym wpływie na gospodarkę progresywnego podatku, płacy minimalnej i tego typu wynalazków. Dlaczego akurat ta partia, będąca personalnie świeżym powiewem w polskiej polityce, poszła w tak skrajną lewicowość? Nie wierzę, aby marketing polityczny wskazywał obecnie, że takie właśnie hasła są gwarancją zwiększającego się poparcia. Nie wierzę w to, ponieważ wierzę w Polaków, mając nadzieję, że nie zdurnieli do reszty. W konsekwencji życzyłbym sobie i wszystkim obywatelom naszego państwa, aby Ruch Palikota zniknął z polskiej polityki równie gwałtownie, jak się w niej pojawił. Tak będzie lepiej dla wszystkich. Jakub Zaboklicki

Dlaczego nie da się lubić socjalizmu?

Socjalizm jest jedną z doktryn polityczno-prawnych, kładącą szczególny nacisk na zagadnienia ekonomiczne, zakładającą niezdolność człowieka, jako jednostki, do ekonomicznej samodzielności i stąd wywodzącą postulat udzielania regularnej pomocy gospodarczej obywatelom przez państwo. Można też socjalizm określić nieco inaczej, mianowicie jako zbiór poglądów charakterystycznych dla starej, schorowanej babci, zakładającej z góry (w jej przypadku bardzo słusznie!), że bez pomocy innych sobie w życiu nie poradzi. O ile w przypadku starszego człowieka takie postrzeganie rzeczywistości jest uzasadnione, to u ludzi młodych jest poważnie zastanawiające. Jak można bowiem, będąc w przedziale wiekowym od 15. do 50.-60. roku życia zakładać, że bez pomocy innych nie można sobie poradzić w życiu? Toż takie poglądy są żałosne i wypada się ich wstydzić, a nie się z nimi afiszować.
Socjalizm błędnie zakłada, że zwykli ludzie nie są w stanie sami organizować swojego życia i dlatego państwo powinno im w tym pomagać, co często przybiera karykaturalnie olbrzymią i daleko sięgającą formę. Doktryna ta, nie wiem z jakiego powodu, wierzy w nieograniczone zdolności państwa, które jest – zgodnie z jej założeniem - mądrzejsze niż poszczególni jego obywatele. Tymczasem trzeba przypomnieć, że państwo to właśnie ludzie, zarówno ci rządzący, jak i rządzeni, więc nie istnieje możliwość, aby ludzie będący u władzy tylko z tego powodu, że właśnie rządzą, wiedzieli lepiej od swoich „poddanych”, jak rozwiązywać ich problemy. Państwo jest bowiem tworem ludzkim, składającym się z ludzi, istot niedoskonałych, niebędących w stanie przewidzieć i zapobiec wszelkim rzeczywistym i potencjalnym problemom, z którymi zmaga się człowiek na co dzień. Jest to po prostu niemożliwe, a wiara w skuteczność gospodarki planowej, która rzekomo jest w stanie efektywniej organizować gospodarkę kraju i ją „pobudzać” jest doprawdy naiwna, ponieważ żadna władza nie jest w stanie, choćby była horrendalnie liczna i nad wyraz mądra, lepiej zorganizować ekonomiki państwa niż miliony zwykłych ludzi. Skąd zatem taka popularność socjalizmu? Zapewne, jak to w życiu, przyczyn jest mnóstwo, jednakże są te bardziej i mniej ważkie. Wydaje mi się, że socjalizm jest tak uwielbiany przez wielu ludzi, ponieważ stwarza złudne wrażenie poczucia bezpieczeństwa, że jak człowiekowi powinie się noga to zawsze może zgłosić się do państwa, aby mu pomogło. Wynika to z błędnego założenia wrogości ludzi wobec siebie, że jak coś nam się stanie, to nikt nam nie pomoże, a zapewne jeszcze bardziej zaszkodzi. A faktycznie przecież przez tysiące lat nie istniało państwo socjalne a ludzie jakoś żyli i także się rozwijali, a najlepszym dowodem na to, że człowiek najlepiej działa na rzecz dobra własnego, jak i wspólnego gdy ma pozostawiony jak najszerszy wachlarz możliwości i idąc przez życie nie zastanawia się cały czas, w jaki sposób państwo mu w tym pomoże - tym dowodem są Stany Zjednoczone XIX wieku, które potrzebowały 100-150 lat, żeby zdominować militarnie i gospodarczo cały świat. Tam, gdzie człowiek jest naprawdę wolny, jego kreatywność nie zna granic. Realnymi konsekwencjami praktykowania socjalizmu w państwie są zastój gospodarczy, bezrobocie, brak innowacyjności, pasożytnictwo wszelkiej maści krętaczy, nierobów i harówka jednostek zaradnych, utrzymujących patentowanych leni. Taka polityka prędzej czy później uniemożliwia państwu wytworzenie jakiejkolwiek siły – gospodarczej przede wszystkim, a w konsekwencji politycznej, militarnej. W kraju, w którym obywatele muszą 24 godziny na dobę myśleć o zapewnianiu sobie bytu, nie są w stanie z braku czasu rozwijać się kulturalnie – chodzić do opery, teatru, nie mają kiedy czytać książek, spotykać się w gronie znajomych, aby porozmawiać o czymś innym, wyższym niż tylko o tym, co kupili i gdzie oraz jak dobry zrobili na tym interes. Na dłuższą metę socjalizm nie ma prawa bytu, a ludzi forsujący go albo są głupcami, albo robią na nim niezły interes. I tak, jak już wcześniej wspomniałem, socjalistą może być starszy, nieporadny człowiek, będący przekonanym o niemożności radzenia sobie samemu w życiu, ale ludziom młodym, prężnym, rozwijającym się, wchodzącym na rynek pracy takie poglądy po prostu nie przystoją. Nie lękajmy się zatem. Możemy bez trudu pokazać, co potrafimy, aczkolwiek musimy mieć pole do działania. Wtedy przyszłość jest w naszych rękach – Polski i Polaków. Jakub Zaboklicki

Kara śmierci – poglądowa transformacja

Janusz Korwin-Mikke powiedziałby, że mnie przerobili, zmiękczyli, że na państwowej uczelni zrobili ze mnie osobę przeintelektualizowaną, co prawda nie uważającą, że prawda nie istnieje, ale przekonaną, dużo bardziej niż kiedyś, że znalezienie prawdy przez człowieka, istotę wybitnie ułomną, jest niezwykle trudne, często wręcz niemożliwe. Ja odpowiadam, że pokazali mi po prostu inny sposób postrzegania rzeczywistości, pokazali, że zawsze trzeba wysłuchać argumentów drugiej strony i wtedy artykułować swój osąd. Ktoś mógłby powiedzieć, że taka postawa jest dużo łatwiejsza – przywoływać zawsze argumenty dwóch stron i generalnie uchylać się od opinii lub wyrażać ją z zastrzeżeniem, że może być błędna, ale to nieprawda, jest wręcz przeciwnie – najłatwiej znać tylko jeden punkt widzenia i swobodnie wyrokować, ale znać dwa bądź dużo, dużo więcej poglądów i starać się o wystosowanie jak najsprawiedliwszej oceny to jest sztuka.
Piszę o tym, ponieważ chciałbym odnieść się do problemu kary śmierci. Jeszcze niedawno zauroczony logicznymi wywodami środowiska skupionego wokół Janusza Korwin-Mikkego, dawnej Unii Polityki Realnej, obecnego Kongresu Nowej Prawicy, byłem przekonany, że kara śmierci dla mordercy, który z premedytacją pozbawia życia niewinnego człowieka, jest karą słuszną i że państwo nie może jej się wyrzekać z powodu wyższych, humanitarnych idei. Uważałem, że kara ma być sprawiedliwa, tzn. funkcjonować w myśl zasady oko za oko, ząb za ząb (jakże płytka to definicja sprawiedliwości), odstraszać i generalnie porządkować świat, skupiając się na usuwania ze społeczeństwa jednostek, które swoim jednym czynem, przekreślają swoją wartość dla świata ostatecznie i nieodwołalnie. Przyznam obecnie, że to bardzo ciekawe i logiczne ujęcie problemu, aczkolwiek, rzekłbym, ujęcie nie wyczerpujące. Należy bowiem pamiętać, że nie ma ludzi nie popełniających błędów. Niektórzy popełniają większe pomyłki, inni mniejsze, a zdrowy umysłowo człowiek (a tylko taki może być winny popełnienia zbrodni, ponieważ musi być świadom, tego co robi i się na to godzić) po prostu z zasady nie morduje, ponieważ jest to sprzeczne z jego naturą, elementarnymi normami moralnymi wyprowadzanymi z jego rozumu, otoczenia i rodziny, tradycji oraz obyczajów, a jeśli już pozbawi kogoś życia, popełnia zwyczajnie błąd, którego kara śmierci naprawić już w żadnej mierze nie umożliwia. Nie można pozbawiać ludzi prawa do naprawiania swoich błędów. Wypada także zauważyć, że szeroko pojęte środowisko liberalne politycznie i gospodarczo, skupia się przecież w swoich rozważaniach na temat państwa i prawa na zakresie ingerencji władzy państwowej w sferę wolności obywateli. Łatwo spostrzec, iż w tym państwie, w którym w kodeksie karnym znajduje się zapis o możliwości wykonywania kary śmierci, w razie ewentualnego zaognienia konfliktów społecznych, protestów, buntów na szeroką skalę, aparat państwa ma w swoich rękach potężną broń, jaką jest kara śmierci, która z pewnością jest łatwiej orzekana w czasach trudnych, gdy obowiązywała w czasach spokojnych. Odnośnie funkcji spełnianych przez karę (która ma między innymi odstraszać – to prawda), trzeba wspomnieć także o innych realnie przez nią spełnianych zadaniach. Kara może także wychowywać, promować pewne wartości, ganić zachowania niewłaściwe, a w końcu resocjalizować. Środowisko zwolenników kary śmierci przywołuje argument, że kara więzienia tak naprawdę nie resocjalizuje, bo jak można się resocjalizować, gdy idzie się do paki, w której uczy się tylko nowych sposobów popełniania przestępstw. Oczywiście, w jakimś stopniu, taki wpływ kary pozbawienia wolności na pewno istnieje, nie można jednakże zapominać o tym, że generalnie kara więzienia niejednego, dzięki przebywaniu w zamknięciu i jako takim odosobnieniu, zmusiła do refleksji, której nigdy by nie podjął lub nie zdołałby podjąć (gdyby funkcjonowała kara śmierci), przez co zmieniła na lepsze. Poza tym więzienie w zasadzie w jakiś sposób bardziej kieruje do życia przestępczego tylko ludzi odsiadujących krótkie wyroki – młody człowiek idzie na jakiś czas do więzienia, pozna ileś tam więcej nowych „sztuczek” i wraca do swojego miasta, osiedla, podwórka, spotyka starych znajomych, kumpli po fachu i chwali się nowymi zdolnościami. Aczkolwiek gdy taki młodzieniec odsiedzi swoje 5 czy 10 lat za poważniejsze przestępstwo, wraca z więzienia do otoczenia, które zmieniło się w tym czasie nie do poznania, wtedy znacząco spada prawdopodobieństwo recydywy, albowiem – pokazują to liczne przykłady z życia – człowiekowi najciężej odejść od życia na bakier z prawem z powodu przebywania w tym samym, przestępczym środowisku. Trwa także, faktycznie chyba już od tysiącleci, konflikt pomiędzy zwolennikami koncepcji determinizmu i indeterminizmu – z jednej strony człowiek jest produktem otoczenia, środowiska, rodziny, przypadków losowych, a więc ciężko winić 12-letniego chłopca w zalanym krwią afrykańskim kraju, że zabija, strzelając z karabinu, innych ludzi, ponieważ tak naprawdę nie ma pojęcia, co robi. Z drugiej strony człowiek posiada wolną wolę i podejmuje świadome decyzje, gdyż jest człowiekiem, istotą wolną, odpowiedzialną i ponoszącą konsekwencje swoich czynów. Prawdą jest, że dwa ujęcia tej materii są bez wątpienia trafne i słuszne. Szkopuł w tym, jak wyznaczyć proporcje pomiędzy wpływem tego, co wkoło nas, co od nas niezależne, a naszej woli, dzięki której możemy przeciwstawiać się nieprzewidzianej fortunie. Tak, jak jeszcze niedawno byłem zagorzałym zwolennikiem kary śmierci, potem się wahałem, teraz jestem jej przeciwnikiem. Za dużo bowiem związanych z nią wątpliwości moralnych. I tak, jak kiedyś się śmiałem z argumentu, że kara śmierci robi z nas takich samych barbarzyńców, jakimi są mordercy, teraz dostrzegam w tych słowach wiele prawdy i co więcej wydaje mi się, że zastosowanie środka ostatecznego jest niejako pójściem na łatwiznę. Cywilizowanym ludziom taka postawa po prostu nie przystoi.  Jakub Zaboklicki

Czerwony Palikot

Ruch Palikota od początku swojego istnienia sili się na bycie partią o poglądach liberalnych gospodarczo i stricte lewicowych społecznie. Niestety jedyne, co mi się podoba w propozycjach tej partii, to postulat zalegalizowania marihuany. Reszta pomysłów tak dotyczących spraw społecznych, jak i gospodarczych to lewicowość w najczystszej postaci. Tego powinniśmy się wystrzegać, jak ognia, jeśli zależy nam na pomyślności naszego państwa.
Ruch Palikota zapowiedział możliwość poparcia forsowanej od miesięcy przez Platformę Obywatelską reformy (bądź, jak kto woli, tzw. reformy) pod warunkiem między innymi wprowadzenia obowiązkowych i „darmowych” badań po 60. roku życia czy stworzenia funduszu żłobkowego. Warunki te, co tu dużo mówić, to jasno deklarowany przez Ruch Palikota zamordyzm, czyli postawa zakładająca, że państwo lepiej wie, co dla człowieka dobre, a co złe. Nie rozumiem, skąd w politykach tej nowej formacji politycznej (o starszych ugrupowaniach nie wspominając) tak wielki brak szacunku do swoich wyborców i w ogóle do Polaków. Mam rozumieć, że Ruch Palikota jest zdania, że Polacy nie są na tyle zaradni, że sami zadbają o swoje zdrowie lub wychowają swoje dzieci? Janusz Palikot i spółka uważa, że jeżeli nie zrobi się wielkiej, centralnie planowanej, państwowej akcji badania ludzi, to wszyscy ludzie umrą, bo się nie przebadają oraz że jeśli nie stworzy się żłobków, to młodzi ludzie nie będą mieli dzieci. Prawda jest taka, że nawet, gdy zostanie uchwalone prawo zmuszające ludzi do przymusowych badań, to i tak będą oni czekać w kilkuletnich kolejkach do państwowego lekarza. Nic, kompletnie nic, się nie zmieni. Jeżeli zaś chodzi o żłobki, przyczyną nieposiadania przez Polaków dzieci nie jest brak żłobków, tylko niewydolność gospodarcza naszego państwa, które na skutek obciążania młodego człowieka masą podatków lub nawet całkowitego odebrania mu prawa do pracy poprzez jej horrendalne opodatkowanie, zmusza młodych ludzi do życia w rodzinie, w której jest tylko mąż i żona i ewentualnie, po 30 roku życia, gdy w końcu uciułają na mieszkanie, rodzice i jedno dziecko. Postulaty Ruchu Palikota to krok wstecz, nie naprzód. Idąc w tym kierunku, zmierzamy do słusznie minionych czasów demokracji ludowej, która także, podobnie jak obecnie Janusz Palikot i jego wspólnicy, zakładała, że najlepiej jest, gdy na urzędniczym stołku siedzi jeden bądź kilku centralnych planistów wiedzących najlepiej co, komu i w jakiej ilości potrzebne. Takiej polityki nam na przyszłe 5000 lat nie potrzeba. Obawiam się tylko, że na skutek chęci zalegalizowania miękkich narkotyków przez Ruch Palikota, młodzi wyborcy przymkną oko na inne propozycje tej partii. Oby ten czarny scenariusz się nie ziścił. Idźmy inną drogą. Drogą rozwoju, którą jest w stanie zapewnić tylko wolny rynek, kapitalistyczny sposób produkcji, wolna konkurencja oraz gra interesów w gospodarce opartej na prawie popytu i podaży. Jakub Zaboklicki