Category Archives: Kamil Kisiel

Dyskusje o małżeństwie – dlaczego mąż przewodzi żonie?

Tak Sara była posłuszna Abrahamowi, nazywając go panem. Stałyście się jej dziećmi, gdyż dobrze czynicie i nie obawiacie się żadnego zastraszenia“ (1 P 3,6). Abraham i Sara to duchowi rodzice wszystkich usprawiedliwionych z wiary. „Kobieta ma temperaturę otoczenia, w którym żyje: gwałtowna rewolucjonistka albo nieustraszona konserwatystka, zależnie od okoliczności. Reakcjonistką nie może być nigdy.“ (Nicolás Gómez Dávila).

Kapitalizm to środek, nie deus ex machina (w odpowiedzi Magdalenie Ziętek)

Spór wobec oceny gospodarki (wolno-)rynkowej pomiędzy konserwatystami wynika głównie z tego, że – jak zauważył prof. Jacek Bartyzel w przedmowie do książki Tymoteusza Juszczaka – konserwatyści nie stworzyli spójnej i racjonalnej koncepcji gospodarczej.

Krzysztof Bosak: Kryzys gospodarczy może przewartościować nasze wybory

Konferencja PAFERE „Państwo opiekuńcze a chrześcijaństwo”, która odbyła się 8 września 2012 r. w Krakowie, była znakomitą okazją do zrobienia wywiadów z interesującymi gośćmi. Skorzystał z niej Krzysztof Bosak (b. poseł LPR, dziś Fundacja Republikańska), ale nie spodziewał się chyba, że jeden wywiad zostanie przeprowadzony właśnie z nim ;-) Rozmowa dwóch ordoliberałów na temat polityki w Polsce i na świecie.
Prokap (Kamil Kisiel): Dlaczego przyjechałeś na konferencję PAFERE? KB: Z prozaicznego powodu. Przyjechałem zrobić zdjęcia do filmu dokumentalnego, który kręcimy w Fundacji Republikańskiej, dotyczącego moralnych aspektów państwa opiekuńczego, np. czy przykazanie „Nie kradnij” ma jakiś związek z ustrojem gospodarczym państwa i społeczeństwa. Przyjechało wielu interesujących gości, nie mogliśmy przepuścić takiej okazji. Przy okazji cieszę się, że miałem okazję posłuchać interesujących dyskusji. Prokap: Powiedz mi, bo może nie wszyscy wiedzą, może nie wszyscy znają – czym jest Fundacja Republikańska, jakie są jej cele i metody działania? KB: Fundacja Republikańska jest młodym podmiotem w sferze organizacji pozarządowych, działamy od dwóch lat. Łączy trzy role. Pierwsza to działalność społeczno- polityczna: kampanie społeczne, organizacja z dyskusji, praca z ludźmi. Druga rola, to rola think-tanku: przygotowywanie fachowej ekspertyzy politycznej i dostarczanie politykom czy innym aktorom życia publicznego konkretnych rozwiązań lub analiz. Pisanie projektów ustaw, przygotowywanie stanowisk w konkretnych sprawach, organizacja szkoleń i konferencji, współpraca z ekspertami. Trzecia, to rola wydawcy. Od początku Fundacja jest wydawcą kwartalnika ideowo-politycznego „Rzeczy Wspólne”. Prokap: Czy jesteście częścią jakiegoś większego projektu lub networku? Czy macie jakiegoś swojego protektora? KB: Nie, nie. Część osób ze względu na nieznajomość polskiej tradycji republikańskiej kojarzy FR z amerykańskimi republikanami, ze względu na częściowe pokrewieństwo ideowe, rzadziej kojarzy się z republikanizmem francuskim, z którym pokrewieństwa nie ma. Jesteśmy zupełnie samodzielnym podmiotem i nie funkcjonujemy w żadnym networku. Nie jesteśmy uzależnieni od żadnych patronów czy sponsorów. Prokap: Czy istnieje oficjalne stanowisko ekonomiczne Fundacji Republikańskiej? Albo chociaż „wewnętrzny konsensus” co do poglądów nt. gospodarki? KB: Tak, generalnie jest to stanowisko wolnorynkowe z uwzględnieniem silnego państwa polskiego i odgrywającego swoją rolę w strategicznych sektorach mających związek z bezpieczeństwem narodowym, w innych sektorach możliwie ograniczonego, pozostawiającego jak największy zakres swobody gospodarczej. Prokap: A jakie są te kluczowe sektory gospodarcze? (…) KB: W naszym położeniu geograficznym przede wszystkim bezpieczeństwo energetyczne. Założyciel i do pewnego momentu prezes Fundacji Przemysław Wipler zajmował się tym, kiedy kierował Departamentem ds. Dywersyfikacji Dostaw Energii Ministerstwa Gospodarki. Sektor paliwowy, sektor gazowy, w pewnym zakresie sektor elektroenergetyczny i nowy sektor energetyki atomowej. Tu bez wątpienia, czy to się nam podoba czy nie, państwo musi mieć coś do powiedzenia. Nasi sąsiedzi, tak wschodni jak i zachodni, używają dużych państwowych przedsiębiorstw jako narzędzi swojej imperialnej polityki. Prokap: Boimy się zatem tego, że nasze firmy po ewentualnej prywatyzacji mogłyby zostać zajęte przez obce firmy w wyniku prostego wykupienia kapitału? KB : W przypadku sprywatyzowanych przedsiębiorstw energetycznych tak właśnie się stało.  W Polsce dokonywała się prywatyzacja na rzecz państwowego kapitału zagranicznego, taki specyficzny przypadek polskiej „prywatyzacji”. Na szczęście nie przekazano kontroli strategicznej obcemu kapitałowi w wypadku np. przedsiębiorstw zajmujących się rafinacją ropy naftowej, wydobyciem gazu, Orlenu, Lotosu, PGNiG jak i też przedsiębiorstw zajmujących się dystrybucją, jak np. Gaz-System lub OLPP. Nasza klasa polityczna wykazuje tutaj pewną dojrzałość polityczną i konsensus. Bardzo łatwo byłoby użyć tych przedsiębiorstw jako elementu szantażu wobec Polski, co można zaobserwować dzisiaj przy okazji dostaw gazu, od którego uzależniona jest polska gospodarka, a więc i całe państwo. Prokap: Jakie były poglądy Krzysztofa Bosaka kiedyś, a jakie są dzisiaj? KB: Nie przeszedłem jakieś ewolucji. Zawsze idee wolnego rynku były mi bliskie. Nie miałem żadnych intensywnych młodzieńczych fascynacji ideologicznych, szczęśliwie ominęła mnie faza korwinizmu (śmiech) i innych „izmów”. W moim wypadku było to odnajdowanie jakichś inspiracji, np. po pierwsze u myślicieli anglosaskich (Smith), a po drugie myśl ordoliberalna, niemiecka. To, co je różni, to podejście do instytucji państwa. Większość osób nawiązujących do tradycji wolnorynkowych, czy to z niewiedzy, czy to z niechęci do państwa, woli się odwoływać do tradycji anglosaskiej. Myślę, że jest z tym pewien problem: Tradycja anglosaska ukształtowała się głównie w realiach funkcjonowania Imperium Brytyjskiego, a obecnie amerykańskiego. Nie uwzględnia całej masy problemów, także ekonomicznych, istniejących w sytuacji państwa średniego, a nawet słabego, walczącego o swój byt. Tradycja niemiecka, chociaż Niemcy są bez porównania silniejsi gospodarczo od nas, jednak uwzględnia te wszystkie problemy z istnieniem państwa i w tym sensie jest dla nas bardziej użyteczna. Prokap: Ordoliberałowie podkreślają mocną rolę państwa w kształtowaniu procesów gospodarczych. I skoro mówimy o Polsce, jak oceniasz pod tym kątem (wolnej ekonomii i porządkującej roli państwa) „aferę Amber Gold” i czemu Komisja Nadzoru Finansowego tak, powiedzmy, „zaspała”? KB: Wszystko wskazuje na to, że KNF prawidłowo odczytała „fenomen Amber Gold” i ich wysokich zwrotów z inwestycji. Wpisała ich na listę ostrzeżeń, wysłała zawiadomienie do prokuratury kilka lat temu. To prokuratura przez kilka lat wykazała się bezradnością, bezczynnością. Raczej mamy do czynienia z nieskutecznością aparatu sprawiedliwości, niż z nieskutecznością nadzoru nad rynkiem finansowym. Prokap: Wśród liberałów ugruntowało się przeświadczenie, że po co mamy ten KNF, skoro i tak zawiódł. KB: „Amber Gold” trochę niepotrzebnie jest rozpatrywana pod kątem regulacji rynku finansowego. To jest po pierwsze problem regularnego oszustwa, tam nie było żadnego pomysłu biznesowego. Z drugiej strony nieskuteczności wymiaru sprawiedliwości, który powinien oszustwa zwalczać. Nie ma to nic wspólnego z objawami kryzysu finansowego, jak np. z rynkiem derywatów, rynkiem kredytów hipotecznych. Dziennikarze lubią to zestawiać, ale tu mamy do czynienia po prostu z aferą kryminalną, a tam mamy do czynienia z problemami stricte ekonomicznymi. Prokap: Czy scena polityczna w Polsce jest „zabetonowana”? KB: Jeśli spojrzymy na historię III RP to widać, że zestaw partii politycznych w parlamencie, jak i zestaw liderów, zmienia się dość często. Jeśli porównamy Polskę z Zachodem, zmienność polskiej ceny politycznej jest spora. Teza o „zabetonowaniu” to raczej przejaw frustracji czy bezradności ludzi, partii, środowisk poza partiami w parlamencie i nie wynika z rzetelnej oceny. Choć z drugiej strony trzeba przyznać, że polska polityka obraca w się w dużej mierze w kręgu osób, które – by powiedzieć w uproszczeniu – siedziały przy Okrągłym Stole. Prokap: Nie mamy mimo to do czynienia z jakimś klinczem? PiS nie ma zdolności koalicyjnej. Reszta partii (poza Solidarną Polską) za nic w świecie nie zrobi z PiSem koalicji. A ten mimo to jest jedyną realną siłą polityczną. Ze wszystkich kiepskich wariantów politycznych ten obecny jest jednak najznośniejszy. Istnieje jakieś wyjście z tego impasu?     KB: Nie zgadzam się z żadną z tych tez. Prokap: (śmiech) KB: Nie sądzę, by istniała jakaś zmowa przeciwko PiS-owi. Istnieje tylko zmowa polityczna pomiędzy PO i PSL w celu utrzymania władzy, co potocznie nazywamy „koalicją”. Uważam, że jeśli wynik wyborczy pokaże, że potrzeba będzie PiSu do powołania rządu, to każda z partii parlamentarnych będzie gotowa zawrzeć koalicję. To jest tylko pytanie o to, czy w ten sposób ukształtuje się arytmetyka parlamentarna. Nie możemy brać teatru sporów politycznych zbyt serio: To tylko parlament i tylko politycy. Poprzednie rządy pokazały, że szyldy partyjne są drugorzędne. Liczy się to, kto wcieli się w rolę premiera i dwa, kto wejdzie w rolę Jarosława Kaczyńskiego, jeśli ten zdecyduje się przekazać przewodnictwo w PiSie komuś innemu. W mojej opinii sytuacja jest otwarta. W obu głównych partiach są osoby o różnych wrażliwościach ideologicznych czy ekonomicznych. Tak naprawdę z tych personalnych rozkładów mogą wyjść bardzo różne sytuacje. Polska polityka nie jest i nie będzie jeszcze długo uporządkowana. Głębokie zmiany struktury naszego państwa ciągle są do wyobrażenia, łącznie ze zmianą Konstytucji. Prokap: Jakie jest stanowisko FR wobec kryzysu w Europie? Czy nie jest kuriozalne, że głównym hamulcowym przemian w Europie są Niemcy? KB: Fundacja nie zajmowała jakiegoś formalnego stanowiska ws. kryzysu, choć oczywiście pisaliśmy o tym wiele. Ale warto zauważyć, że niektóre państwa poprawnie rozwijają się podczas „kryzysu”. Mamy więc do czynienia z kryzysem strefy euro, a nie Europy. A w Fundacji jest, jak sądzę, pewien konsensus, że Polska nie powinna w ogóle wchodzić do strefy euro i nie powinna finansować jej ratowania. Prokap: Za późno. KB: Na razie nie weszliśmy w żadne operacje ratowania. W Fundacji zgadzamy się, że przyczyną kryzysu euro jest wadliwa konstrukcja strefy euro, nawet ekonomiści głównego nurtu zgadzają się z tym, co niedawno byłoby odczytane jako bluźnierstwo przeciwko poprawności politycznej (śmiech). Prokap: Realne stopy procentowe są różne w poszczególnych krajach. Nawet keynesiści muszą to przyznać. KB: Co do drugiej części pytania: Nie odbierałbym tak jednoznacznie. Niemcy przeforsowały rzecz zupełnie realną (choć nieco „osłabioną”) – tzw. pięciopak… Czteropak, pięciopak, sześciopak? Prokap: Szczerze to nie wiem, bo co dwa miesiące są nowe projekty… Prawdę mówiąc, straciłem rachubę (śmiech). KB: (Śmiech). Mam na myśli pakiet regulacji służący kontroli polityki fiskalnej konkretnych państw europejskich przez Komisję Europejską, regulujących tryb nadzoru nad polityką fiskalną i procedurą postępowania w przypadkach nadmiernego deficytu. Podobnie Niemcy przeforsowały pakt fiskalny, który był pewnym wzmocnieniem „sześciopaku”. Prokap: Zauważ, że wszystkie te projekty były klecone na kolanie, tak naprawdę na ostatnią chwilę, bo Niemcy mówią kategoryczne „nie” i potem coś się uchwala, bo będzie wstyd na cały świat… KB: W mojej opinii mamy obecnie sytuację na tyle skomplikowaną, że jest ona trudna do interpretacji. W związku z tym to powoduje, że w obiegu są interpretacje zupełnie sprzeczne. Np. że Niemcy bardzo wzbogacili się na kryzysie i chcą, żeby on trwał. Albo, że Niemcy nie są gotowe do ratowania strefy euro, bo w ich interesie jest powrót do marki. Osobiście uważam, że te sprzeczności wzięte w sumę oznaczają po prostu impas. Mamy bezwład decyzyjny, mamy doraźne działania, które umożliwiają odsunięcie problemów w czasie o kwartał, o pół roku, pozory rozpoczynania reform, mamiące opinię publiczną. To wszystko są działania zbyt skromne, by mogły odnieść niezbędne efekty. Mają one słabe poparcie zarówno opinii publicznej, jak i klasy politycznej. Sytuacja będzie „gnić”. Z taką szarpaniną możemy mieć do czynienia przez jeszcze kilka lat, dopóki strefa euro nie rozpadnie się, pozostawiając sferę „rdzenia”. Prokap: Już chyba 200 ekonomistów niemieckich podpisało list do Angeli Merkel, w którym żądają „wykopania” Grecji ze strefy euro i sprzeciwiają się wszelkim bailoutom tzw. „świnek” (=krajów PIIGS – Portugalia, Irlandia, Włochy, Grecja, Hiszpania, obecnie także Cypr i Belgia). KB: Słyszałem o tym liście i jest to nie pierwszy list ekonomistów niemieckich utrzymany w tym tonie. Warto pamiętać, że gdy Niemcy weszły do strefy euro mieliśmy do czynienia z podobnym listem, nawołującym do wstrzymania się z wdrażaniem euro w kształcie z Maastrich. Ekonomiści niemieccy i niemieckie kręgi przemysłowe są od lat w opozycji do niemieckich polityków, którzy ulegli ideologii „europeizmu”, co w pewien sposób spacyfikowało niemiecką klasę polityczną, jeśli chodzi o jej myślenie państwowe i ekonomiczne. Ja się z przesłaniem tego listu zgadzam. Prokap: Pytanie z gatunku politycznego „meta poziomu”. Kończy się nam era demokracji. Władzę przejmują polityczne kartele z jednej strony, a z drugiej technokraci. Mamy nacisk na rządy ekspertów, w komisjach zawsze siedzą jacyś fachowcy z zespołem prawników, którzy to tak naprawdę opracowują ustawy, jej formę i treści. Czy to nie jest era postpolityki i postdemokracji? KB: Nie zgadzam się z takimi ocenami. Oczywiście demokracja ulega przekształceniom z każdym kolejnym dziesięcioleciem. Jednak często tego typu diagnozy są stawiane „na siłę”, dla postawienia efektownej tezy. Możemy mówić o pewnych tendencjach, ale one w żaden sposób demokracji nie znoszą. Te tendencje to po pierwsze, jest to zawężenie władzy polityków, wynikającej z coraz większej regulacji prawnej całego życia społeczno-gospodarczego i z coraz głębszych poziomów tej regulacji. Jeśli teraz państwo jest związane mnóstwem konwencji międzynarodowych, państwa są związane decyzjami trybunałów, różnego typu umowami handlowymi – to oczywiste jest, że zakres władzy polityków jest coraz bardziej skromny. Ale to tylko kwestia tego, czy respektujemy tego typu umowy. Respektujemy je, bo społeczeństwo i politycy uważają, że warto. Kryzys polityczny czy gospodarczy może to całkowicie przewartościować – czego przykładem jest Grecja. Wydawać by się mogło, że Grecja weszła w fazę tzw. postpolityki i „już tylko rządy technokratów i radosna konsumpcja”. Nagle następuje głębokie załamanie gospodarcze, utrata płynności sektora publicznego i okazuje się, że demokracja zaczyna działać. Na to zwrócił uwagę prof. Jesus Huerta de Soto, który powiedział, że euro w pewien sposób swoją dyscypliną ma oczyszczający wpływ na europejską politykę, bo nie tyle jak twierdzą lewacy, demokrację zabija, co ją odnawia, przywraca jej życie. To co się dzieje w tej chwili w Grecji, to jest pewna odnowa demokracji, tj. sprawdzenie obietnic i intencji polityków. Jestem przekonany, że jeżeli możliwości korzystania z nieograniczonej konsumpcji  i kredytu w którymkolwiek innym państwie europejskim głębiej i na dłużej się załamią, bo roczne załamanie, z jakim mieliśmy w wielu państwach w pierwszej fazie kryzysu do czynienia, to nie jest jeszcze coś dotkliwego dla społeczeństwa. Natomiast jeżeli będzie załamanie rozwoju gospodarczego na kilka lat, społeczeństwo natychmiast przewartościowuje swoje wybory. Rządy muszą wciąż posiadać, póki co, legitymację demokratyczną. Tak długo, jak trwa dobrobyt, tak długo możemy tworzyć sobie fikcję postpolityki. Natomiast, kiedy następuje dłuższe i poważniejsze załamanie dobrobytu, czyli np. trwająca kilka lat recesja, natychmiast następuje w ślad za tym zmiana nastrojów społecznych, przemodelowanie sceny partyjnej i powrót do realnego przywództwa politycznego. I to dotyczy także państw tzw. ustabilizowanej demokracji. W rejonie Europy Środkowo-Wschodniej nastroje społeczne są dużo bardziej nieustabilizowane; u nas nie potrzeba nawet dłuższego załamania gospodarczego, u nas większa afera bądź odpływ sympatii mediów dla jakiegoś wpływowego polityka, jest w stanie przemodelować system partyjny czy scenę polityczną. Nasza scena polityczna w tym sensie jest jeszcze mniej stabilna i w tym sensie „bardziej demokratyczna”, niż w państwach długoletniej demokracji lub długoletniego dobrobytu. Mamy za to inne problemy – brak elit intelektualnych i majątkowych przygotowanych do uprawiania prawdziwej polityki państwowej. Prokap: Dziękuję w imieniu portalu Prokapitalizm.pl za rozmowę. KB: Dzięki! Z Krzysztofem Bosakiem dla Prokapitalizm.pl rozmawiał Kamil Kisiel Off the record: Prokap: Chciałbyś może powiedzieć coś na temat programu TVN z Moniką Richardsson? KB: (machnięcie ręką). Prokap: Może chociaż pozdrowić? (śmiech) KB: Bez komentarza. (śmiech, Krzysztof oddala się prędko ;-)

O niemoralności państwa opiekuńczego dyskutowano w Krakowie

Redaktor Prokapitalizm.pl postanowił w tym roku spędzić swój urlop w Krakowie. I choć Kraków wart jest odwiedzenia z samego tylko względu na swoje piękne zabytki, kościoły (i dziewczyny), to jednak co innego przyciągnęło go do miasta królów.

Debata PROKAPA: Czy stoimy w obliczu kryzysu? – odpowiada Kamil Kisiel, Prokapitalizm.pl

W ramach Debaty PROKAPA „Czy stoimy w obliczu kryzysu gospodarczego?” publikujemy opinię p.Kamila Kisiela z portalu Prokapitalizm.pl.

Co czeka światową gospodarkę w najbliższych miesiącach?

W rocznicę katastrofy smoleńskiej – film Kamila Kisiela

Za kilka dni minie pierwsza rocznica katastrofy smoleńskiej, podczas której zginęła cała 96 osobowa polska delegacja lecąca do Katynia uczcić zamordowanych przez Sowietów w 1940 roku polskich oficerów. Z okazji tej rocznicy, publicysta Prokapitalizm.pl, Kamil Kisiel przygotował 14-minutowy film przypominający tamte wydarzenia. W opisie do filmu Kamil Kisiel zauważa: "Warto, w rocznicę katastrofy, przypomnieć sobie atmosferę z czasu żałoby. Warto przypomnieć, że naród komunikuje się ze sobą na poziomie ponadpartyjnym i że wydarzenia historyczne są dla wszystkich jego członków wspólne. Katastrofa smoleńska ugruntowała absurdalny front w polskim społeczeństwie, tymczasem powinna być szansą dla ponownego zbudowania więzi narodowych i mocnego formułowania naszego interesu narodowego oraz wymuszania jego realizacji na rządzących. Tymczasem Polacy ciągle patrzą na siebie spod szyldu partyjnego". Zapraszamy do obejrzenia filmu...

Książka PROKAPA na lato – poleca Kamil Kisiel

[caption id="attachment_10141" align="alignright" width="150" caption="Arcana"]hayek_arcana[/caption] Friedrich August von Hayek, Droga do zniewolenia Prawda, zwłaszcza ta, przed którą ucieka się dziesięciolecia, jest często przerażająca. Profesor Hayek w bezlitosny sposób obnaża, jak pełne najszczerszych chęci, z biurokracją, związkami zawodowymi i sprzecznym wewnętrznie socjalizmie, państwo przemienia się w emanację wszelkiego zła. Bo gdy państwo rozlewa się we wszystkie dostępne kąty, pochłaniając całą przestrzeń publiczną, tylko czekać na odrobinę trucizny, który zatruje jego esencję. Nie ma bardziej aktualnej książki niż ta. Obecne rozmiary biurokracji, regulacji, wszechwładztwa związków zawodowych, korporacjonizm i wysokie opodatkowanie - wszystkie narzędzia, jakie mógłby wykorzystać potencjalny dyktator, są na miejscu i tylko czekają, aby użyć je przeciwko własnym obywatelom bądź urojonym wrogom. **** [caption id="attachment_10142" align="alignleft" width="131" caption="Muza SA"]sto_lat_samotnosci_muza_sa[/caption] Gabriel Garcia Márquez, Sto lat samotności XIX wiek w Ameryce Płd., garstka rodzin zakłada nowe miasto, Macondo, a na ich czele stoi rodzina Buendiów, skazana na 100 lat samotności. Świat rzeczywisty miesza się z fantazją i psychologiczną dramą. Dlaczego polecam tę książkę na portalu polit.-ekonomicznym? Ponieważ miasteczko Macondo zaczyna upadać z chwilą ustanowienia tam administracyjnej władzy. Autor książki był długi czas anarchistą. **** Jörg Guido Hülsmann, Schöne neue Zeichengeldwelt Niespełna 40-stronicowy esej, który pozwala zrozumieć bolączki europejskiego systemu walutowo - dewizowego i proponuje jego konstruktywną reformę na wzór iście libertariański. I choć w całości ten felieton znajduje się tylko jako posłowie w niemieckim wydaniu "What Has Government Done to Our Money?" (Das Schein-Geld System) Murraya Rothbarda, to jego duży fragment można przeczytać tutaj. JGH to uczeń Rothbarda i promotor Hansa Hermanna Hoppe. **** dzierzawski_zysk_i_skKrzysztof Dzierżawski, Krótki kurs ekonomii praktycznej Nie ma człowieka, który lepiej rozumiałby polską rzeczywistość i polskie trudności ekonomiczne. Upadek systemów ubezpieczeniowych, wysokie koszta pracy, problem demograficzny i demoralizacja na wskutek rosnącego socjalu - w tej napisanej przejrzystym językiem pigule znajduje się kanwa i zaczątek wszystkiego, co na końcu mogłoby być panaceum na polskie bolączki. Kamil Kisiel

Wybory prezydenckie – komentarze wyników

Od północy z piątku na sobotę o żadnym z kandydatów nie dało się powiedzieć złego słowa (dobrego też), co było wynikiem okresowej cenzury znanej pod nazwą „ciszy wyborczej”. Teraz już jest po wszystkim. Zakończyło się zarówno nęcenie jak i głosowanie. Jedni głosowali rękami, inni nogami a Autorzy portalu prokapitalizm.pl komentują wyniki (pierwszy zrobił to Paweł Sztąberek). Jak poprzednio, komentarze będą pojawiały się w miarę napływania, zatem tekst co jakiś czas będzie aktualizowany. Jednocześnie przypominamy, że właściwe wyniki (nie sondaże) wyborów opublikowane zostaną na stronach PKW. **** [caption id="attachment_9984" align="alignright" width="150" caption="Foto PSz"]Foto PSz[/caption] Kamil Kisiel: Wygrał Bronisław Komorowski. Wygrał głos elit, które przez 20 lat konsekwentnie prowadzą nas w kierunku dobrobytu, zgody i szczęścia. Osoba prezydenta już nie będzie przeszkadzała w realizacji wspaniałych planów Platformy Obywatelskiej. No, może jeszcze ten koalicjant, ale jego kandydat otrzymał akurat 1,5% - więc jest szansa, aby następne wybory parlamentarne zmiotły z drogi i tę przeszkodę. Ponieważ zgoda buduje, to może PO i Bronisław Komorowski umówią się z lewicą i wprowadzą system rządów kanclerskich, kto wie? Ciemnogród poniósł klęskę, i ten Kaczyński, niekochany przez nikogo, będzie zmuszony do współpracy, albo nikt go już nie polubi. Zgoda zbuduje wszystko, także stosunki międzynarodowe (co ciekawe w 1938 też mieliśmy "zgodę" z Rosją i Niemcami). Władzę zdobył człowiek wykształcony, kompromisowy, gładki jak pupa niemowlaczka. Czasami (średnio raz dziennie) zdarzy mu się różnego kalibru "wpadka", ale co tam wobec kompromitacji braci K. Co prawda marszałek podczas swoich rządów "p.o." (przed?) przejął niemal wszystkie państwowe instytucje i był przepchał z parlamentem jedną lewicową ustawę (o przemocy w rodzinie), tylko ten znienawidzony IPN został, ale to już niedługo. Oskarżony o polityczne konszachty Instytut niedługo zostanie upolityczniony do maksimum. Tak samo złotówka została podporządkowana planom wprowadzenia implodującego euro, co oznacza, że chyba nigdzie na świecie nie będzie dewiz w złotówkach. Marszałek wypchnął na szpicę NBP człowieka, który za dowód bogactwa narodu uważa popyt (Marek Belka) - czyli jak mówi Robert Gwiazdowski - nic tylko drukować pieniądze i w iście amerykańskim stylu stymulować popyt. Myślałem, że oceanu mojej nienawiści do PO nie można już powiększyć. Tymczasem ona sukcesywnie niszczy brzegi. Areszt wydobywczy, upolitycznienie IPN-u, CBA, podwyżka podatków, powiększanie składek ubezpieczeniowych i cen energii, samobójstwa spowodowane atmosferą strachu (kto wie, czy nie zabójstwo?) - tego miało za czasów PO nie być. Tymczasem w areszcie wydobywczym siedzi coraz więcej ludzi, IPN dopiero teraz zostanie upolityczniony, CBA dostało dostęp do danych wrażliwych, podatki i składki są podwyższane, cena energii skacze w górę, Dariusz Ratajczak nie żyje, przy czym jego winy wobec machlojek Blidy są nieporównywalnie mniejsze (jeśli w ogóle w czymś zawinił). Strach pomyśleć, co zrobią platformersi przy ich jednowładztwie. Polacy ciężko pracują i to nie ulega wątpliwości. Mimo swoich wysiłków, mimo ciągłego stania na głowie, pływania w kisielu i przeciskania się przez ucho igielne relatywny dobrobyt wcale nie wzrósł. Inne kraje w ciągu 20 lat osiągały swój aktualny poziom rozwoju. Niestety, to wymaga samozaparcia przed zapędami polityków. Np. niemiecki bank centralny długo opierał się zarówno socjaldemokracji jak i chadecji i dzięki temu niemiecka gospodarka mimo komunistycznej kartelizacji nadal jakoś ciągnie. Mniejsza, bo wiadomo, że demokracja, dialog i wola większości w końcu tych upartych niemieckich ekonomistów zmiotła, a końcowym akordem było pozbycie się marki. Obecnie za marką tęsknią w Niemczech niemal wszyscy. Tak będzie ze złotówką, mimo że to koszerna waluta. Bo lepiej mieć własne niż cudze sterowane. Bracia Kaczyńscy choć zupełnie nieefektywnie, próbowali ratować swoje. I to dla nas wolnorynkowców, wobec marnego poparcia, JEST NAJWAŻNIEJSZE. Bo własne będziemy mogli później zmieniać. **** [caption id="attachment_9986" align="alignleft" width="150" caption="Foto PSz"]Foto PSz[/caption] Mateusz Teska: Stało się tak, jak zapowiadały sondaże. II turę wyborów prezydenckich wygrał kandydat Platformy Obywatelskiej Bronisław Komorowski. Tym samym to on przez najbliższe 5 lat będzie urzędował na Krakowskim Przedmieściu. Tym samym PO objęła najważniejsze urzędy w tym państwie. Część komentatorów obawia się tego monopolu partyjnego PO. Pragnę jednak zwrócić uwagę, że w wyniku wyborów parlamentarnych i prezydenckich z 2005 roku Prawo i Sprawiedliwość także zawładnęło najważniejszymi urzędami państwowymi i jakoś do żadnej rewolucji nie doszło, choć wiele środowisk naprawdę liczyło na zmianę ustroju, na przejście z III w IV Rzeczpospolitą. Podobnie jak 5 lat temu, także i dziś nie należy spodziewać się wielkiej przemiany w naszej polityce. Ten, kto myśli, że teraz Platforma Obywatelska, mając pełnię władzy, doprowadzi do wielkich reform gospodarczych, może bardzo się zawieść. Jak wiadomo PO jest partią zdecydowanie pro unijną, a przecież Unia Europejska nie prowadzi polityki wolnorynkowej. Zresztą hasło wyborcze Bronisława Komorowskiego „Zgoda buduje” daje do zrozumienia, że zarówno rząd Donalda Tuska, jak i sam nowy prezydent będą zawsze i wszędzie zgadzać się z polityką państw silniejszych, by nie doprowadzać do sporów politycznych, bo co by dopiero Europa o nas pomyślała. 4 lipca 2010 roku to dzień, który może okazać się symbolicznym końcem pewnej koncepcji politycznej – IV Rzeczypospolitej. Co prawda ta idea już dawno jest nieaktualna i nawet w czasach rządów PiS – u nikt już w nią poważnie nie wierzył. Jednak ten dzień może oznaczać dla partii Jarosława Kaczyńskiego prawdziwą klęskę, z której może się już nie podnieść. Dlaczego jest to całkiem realny scenariusz? Bowiem PiS nie ma już praktycznie żadnego poważnego urzędu państwowego. W najbliższym czasie straci kontrolę nad mediami publicznymi. To może spowodować, że partia Jarosława Kaczyńskiego stanie się nic nie wartą siłą polityczną, która zostanie skazana na zagładę. Upadek PiS – u będzie jednoznaczny z powolnym upadkiem PO (nie będą mieli argumentów przeciwko Prawu i Sprawiedliwości, gdyż PiS przestanie istnieć). Wtedy do prawdziwej gry politycznej w tym państwie wejdzie Sojusz Lewicy Demokratycznej. Te ponad 13 – procentowe poparcie dla Grzegorza Napieralskiego to dla nich szansa na odrodzenie po pięcioletniej przerwie. Zresztą przy „Okrągłym stole” komuniści (późniejsi postkomuniści) i wybrańcy z „Solidarności” podzielili się w miarę równo władzą. Nie może być przecież takiej sytuacji, by tzw. „Solidarność” (PO i PiS) rządzili nie wiadomo ile. Pora teraz na rządy prawdziwej, czerwonej lewicy. Oni pewnie już powoli szykują swoje hasła w stylu – teraz k…. my! A co dalej będzie z naszym rozbitym do granic możliwości stronnictwem konserwatywno – liberalnym? No cóż. Mimo zajęcia czwartego miejsca w I turze wyborów prezydenckich nie należy na razie spodziewać się jakiegoś zwrotu akcji. W końcu żaden z przedstawicieli wspomnianego stronnictwa nie uczestniczył w rozmowach w Magdalence i przy „Okrągłym stole”, więc siłą rzeczy nikt z tej grupki nie załapie się na żaden poważny „stołek” w tym ustroju politycznym. Zwolennicy konserwatyzmu i liberalizmu są chyba skazani na cierpliwe czekanie, aż wreszcie dojdzie do prawdziwego kryzysu gospodarczego, w myśl zasady – „Nemo sapiens nisi patiens” – „nikt nie jest mądry, kto nie jest cierpliwy”. A teraz nie pozostaje nam nic innego, jak przyzwyczaić się do prawdziwej polityki miłości. W naszym kraju zapanuje cisza, spokój. Wszyscy będą teraz szczęśliwi. Polacy z radością będą płacić teraz podatki, gdyż od tego momentu przeznaczone będą na rzecz władzy, która przecież kocha swoich obywateli – niewolników. **** Rajmund Pollak: Dobrze, to już było, a teraz będzie coraz gorzej . Jeżeli telewizyjne sondaże sprawdzą się, to czeka nas 5 lat demagogii wielosłowia i pogłębiających się przepaści między bogatymi liberałami, a coraz bardziej biedniejącą całą resztą polskiego społeczeństwa. Moim zdaniem : Będą się liczyć tylko prawomyślni, postępowi i majętni, złotousty politycy, a obrońcy praw pracowniczych i wszyscy ci starzy działacze NSZZ "Solidarność", którzy byli przeciwnikami zdrady okrągłostołowej zostaną zepchnięci do roli przegranych. Wzrosną podatki pośrednie, a podatek Belki przetrwa następne 5 lat. Zostaną wprowadzone podwaliny prawne pod podatek katastralny. Liberalne zasady równości będą zmierzały do zrównania z ziemią polskich gospodarstw rodzinnych. Służba zdrowia zostanie opanowana przez komercjalizacyjną korupcję. Jest ktoś jest chory i nie ma pieniędzy? To ma pecha, bo jest balastem dla polityki liberalizmu! Jest ktoś w starszym wieku i zachoruje? To jest przecież wolny rynek i jeśli dzieci są bogate, to będzie ich stać na leczenie matki lub ojca, a jeśli ktoś jest biedny, to kto wie, czy jakiś liberał nie zaproponuje wprowadzenia prawa do eutanazji. Bezrobotni zostaną uznani za obywateli drugiej kategorii, bo w liberalizmie każdy bezrobotny jest uznawany za człowieka mało zaradnego, a zatem jest sam sobie winien! Prezesi wielkich koncernów mogą już pić nie tylko szampana, ale też koniaki, likiery i wódkę, bo teraz pracowników będzie można łatwiej wyrzucić na bruk, gdyż nikt się za nimi nie ujmie! Putin z Miedwiediewem będą jeszcze dziś w nocy najbardziej pijani w Europie, bo śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej, czyli Katynia 2010 r., będzie przez następne 5 lat prowadzone tak, aby niczego jednoznacznie nie wyjaśnić. Polska pogrąży się w kryzysie, a kto będzie narzekał, to już jego problem, bo władza ma teraz legitymacje do zrobienia z gospodarką co tylko zechce. Pogorszy się ogólna atmosfera w kraju, bo ludzie dość szybko odczują na własnych warunkach bytowych czym jest prawdziwy liberalizm, natomiast oficjalne media będą odtrąbiały kolejne sukcesy. Pochwalą nas wszystkie elity europejskich dworów, a socjalistyczny Prezydent Stanów Zjednoczonych prześle depeszę gratulacyjną i nakaże jeszcze bardziej restrykcyjnie traktować Polaków występujących o wizy USA. Będziemy coraz więcej płacić do kasy UE i na przeróżne bzdury (emisja CO2, szczyty europejskie itd., itp.) w imię nowej solidarności europejskiej. Biurokracja partyjna i administracyjna jeszcze bardziej wzrośnie, bo będzie trzeba jakoś się odwdzięczyć tym, którzy pomogli liberałom. Prawa kobiet zostaną zrównane z prawami mężczyzn i Rząd umożliwi kobietom przechodzić na emeryturę w wieku 65 lat, a jak dobrze pójdzie, to dobrodziejstwo równouprawnienia pójdzie jeszcze dalej i wiek emerytalny zostanie zliberalizowany do 70 lat dla obu płci . Telewizja publiczna i Polskie Radio zostaną "uwolnione" od audycji i programów kontrowersyjnych i będzie więcej atrakcyjnych reklam oraz promocji wyprzedaży towarów w hipermarketach . Palikot, Kwaśniewski, Napieralski, Oleksy, Jaruzelski , Cimoszewicz, Belka , Wojewódzki i Sikorski powrócą na pierwsze strony gazet i staną się znowu gwiazdami telewizyjnymi. Ekolodzy poparli liberałów, a zatem mogą liczyć na darmowy czas antenowy we wszystkich mediach . Znaleźliśmy się ponownie sytuacji, kiedy trzeba budować od nowa Ruch Społeczny Obrony Polskiej Własności, bo inaczej, to nawet za wstęp do lasu i pójście nad rzekę będziemy musieli dodatkowo zapłacić ! **** Barbara Kamińska: Mocna kawa zamiast szampana Nowy prezydent ma na nazwisko Komorowski. Przynajmniej według ostatnich sondaży. Jednak, jak zdążyliśmy się już przekonać, sondaże mogą zawieść. Nie zdziwiłabym się, gdyby jutro okazało się, że wygrał jednak Jarosław Kaczyński. Ale – tak czy inaczej – nie ma powodu by otwierać szampana. Lepiej zaparzyć sobie mocnej kawy. Co zdecydowało o przewadze Komorowskiego? Raczej nie jego kompetencje. Już w trakcie kampanii wyborczej miał kilka poważnych wpadek, jak choćby ta z Wikipedią czy chęcią wyprowadzania nas z NATO. Więc co się stało? Bronisławowi Komorowskiemu najbardziej, oprócz mediów i autorytetów, pomógł Jarosław Kaczyński. A raczej wspomnienie o jego rządach i o IV RP. Pomogły również sondaże, które wskazywały na przewagę konkurenta i przez to zmobilizowały wyborców przestraszonych wizją powrotu „kaczyzmu”. Co oznacza wygrana Komorowskiego? Po pierwsze to, że większość Polaków odrzuca ideę IV RP. Po drugie to, że Platforma będzie się musiała w końcu wziąć do roboty i zacząć zmieniać kraj. Teraz już nie będzie wytłumaczenia dla nieróbstwa. Tym bardziej, że teraz Komorowski będzie wyjątkowo na cenzurowanym. Przegrani Kaczyński i Napieralski, którzy uzyskali w tych wyborach całkiem sporo głosów, będą wytykać mu każde potknięcie. I jeśli będzie miał ich sporo, „kaczyzm” może wrócić szybciej, niż Komorowski zdąży wypowiedzieć swoje hasło wyborcze „Zgoda buduje”. Cały los PO zależy teraz od zachowania nowego prezydenta. Sławetne 500 dni spokoju, o które zaapelował Komorowski, to według mnie strzał w stopę. Platforma, jeśli chce się utrzymać na powierzchni, musi zacząć działać natychmiast. Wielu wyborców Komorowskiego wcale nie jest przekonanych ani do niego, ani do jego partii. Będą się mu bardzo dokładnie przyglądać i dopiero wtedy ocenią, czy dokonali słusznego wyboru. Dadzą temu wyraz w kolejnych wyborach samorządowych i parlamentarnych. Największe wyzwanie, jakie stoi przed nowym prezydentem, to według mnie gospodarka. Wprawdzie uniknęliśmy – jak na razie – ogólnoświatowego kryzysu gospodarczego, ale stoją przed nami kolejne wyzwania. Na przykład związane z reformą systemu emerytalnego i służby zdrowia oraz koniecznością ułatwienia życia przedsiębiorcom. Komorowski i Platforma będą musieli w końcu „odczarować” liberalizm, przekonać do niego zwykłych ludzi. Albo zabrną w socjalizm i doprowadzą do takiego samego kryzysu jak w Grecji. Innej opcji nie widzę. Ani Komorowski ani Kaczyński to nie byli moi kandydaci na prezydenta. Nie będę jednak ogłaszać, że to koniec Polski, że teraz będzie gorzej niż źle. Nie otwieram szampana. Popijam jednak mocną kawę. Alkohol wprowadza w dobry nastrój i zaciemnia obraz rzeczywistości. Mnie ten prezydent ani żaden inny nie „upije”. Boję się jednak, że większość mediów otworzy jednak szampana. To my, blogerzy, musimy pić tylko kawę... **** [caption id="attachment_9987" align="alignright" width="150" caption="Foto MN"]Foto MN[/caption] Michał Nawrocki: No cóż, w odróżnieniu od swoich Przedmówców piszę w chwili, gdy przez PKW zostały opublikowane pierwsze wyniki z ponad 51% komisji (JK – 50,41%, BK - reszta). Obraz zatem jest nieco odmienny niż pokazały sondaże i nadal wszystko może się zdarzyć. Według PKW wygrał Jarosław Kaczyński. Sytuacja ciekawa, szampany odbite („zdrowie wasze w gardła nasze” jak mawiał stronnik Bronisława Komorowskiego – Lech Wałęsa), a tu rachunek może przyjść jutro a nie za 500 dni monopol władzy. Rzecz jasna, ten potencjalny monopol tym razem będzie słuszny, nikt nie będzie wzywał do „obywatelskiego nieposłuszeństwa”. Wręcz przeciwnie – rozkwitnie wolność i miłość, zgoda będzie budować na grobach dorżniętej watahy a „Miry” i „Grzechy” już nie będą musiały odmrażać zadków po cmentarzach. Rok spokoju... Pod okiem czujnej cenzury onegdaj popieranej przez Tadeusza Mazowieckiego (adherent kandydata PO), wszechwładnej bezpieki i urzędników rozkwitnie politpoprawność propagowana przez Niesiołowskiego, Palikota i „strasznego dziadunia” Bartoszewskiego. Nie mam złudzeń co do obu kandydatów. Tym niemniej Jarosław Kaczyński, jeśli wygra, przynajmniej będzie starał się być prezydentem, podczas gdy Bronisław Komorowski będzie wyłącznie namiestnikiem. Kogo, to już inna sprawa. Jeżeli jednak zdarzy się pierwszy z zapowiedzianych „cudów Tuska”, to PO będzie mogła odetchnąć z ulgą. Znów będzie rządzącą partią opozycyjną, bo wszystkiemu winien „prezydent z PiS”. I nie trzeba będzie spełniać złożonych absurdalnych obiecanek. Przygotował: MN Foto: PSz / MN

Komentarze do debaty prezydenckiej

Niedzielny wieczór w wielu domach bez wątpienia zdominowany został przez pierwszą z dwu zaplanowanych debat pomiędzy kandydatami na urząd Prezydenta RP. W studiu telewizyjnym spotkali się Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski, debatę zaś prowadzili: Joanna Lichocka (TVP), Monika Olejnik (TVN) i Magdalena Sakowska (Polsat). Kandydaci wypowiadali się na temat spraw społecznych, polityki międzynarodowej oraz gospodarki. **** Michał Nawrocki: No cóż, debata szczerze mówiąc porywająca nie była nie licząc tego, że pani red. Monice Olejnik chyba pomyliły się programy. Sporo było wypowiedzi nie na temat, bardzo dużo kokietowania wyborców Grzegorza Napieralskiego. Bronisław Komorowski sporo mówił o działaniach rządu, mniej o własnych poglądach. Była też licytacja, kto lepiej wydaje pieniądze publiczne, choć bez wskazywania źródeł ich pochodzenia. Najwyraźniej było to widoczne w rozważaniach o bankrutującej Grecji jako punkcie wyjścia do dyskusji o polskiej gospodarce – żaden z zaproszonych do studia kandydatów jednoznacznie nie wskazał przyczyn bankructwa. Przywiązujący dużą wagę do członkostwa Polski w UE kandydaci nie byli konsekwentni, jakby możliwość wykorzystywania dopłat unijnych (znowu – źródło finansowe) nie oznaczała również konieczności wprowadzania innych rozwiązań. Zabrakło tego np. w wypowiedziach na temat metody in vitro, związków homoseksualnych czy rozdziału Kościoła i państwa. Poza tym nie pojawiły się jakieś rewelacyjne wypowiedzi o reformie systemu emerytalnego, przywilejach emerytalnych, poglądów Jarosława Kaczyńskiego w sprawie dywersyfikacji dostaw gazu jak również ocen śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Widzowie dowiedzieli się, że zwiększone wydatki państwa świadczą o rozwoju, choć właściwie świadczą o postępującym interwencjonizmie. Jarosław Kaczyński zapowiedział ochronę miejsc pracy i praw pracowniczych przy jednoczesnym uwolnieniu polskiej gospodarki od biurokracji. Bronisław Komorowski z kolei krytykując pomysł rozmów w sprawie Polaków na Białorusi z Moskwą zapowiedział „doprowadzenie Białorusi do demokracji”. Szkoda, że nie wyjaśnił roli specposła niemieckiego przy polskim rządzie po 1. sierpnia  2010 r., ale przecież nikt go o to nie pytał. Gwoli sprawiedliwości warto zwrócić uwagę na zasadniczy mankament. Otóż planowane są dwie debaty, zatem co stało na przeszkodzie zawężeniu tematyki każdej z nich? Dzięki temu można by uzyskać więcej szczegółowych informacji niż ogólników, jak to miało miejsce obecnie przy tak szerokiej tematyce. Na zakończenie drobna refleksja. Podobno nie ma przypadków, są tylko znaki. Jeżeli to prawda, to wypada zwrócić uwagę na pewne zbieżności. I tak pierwsza tura wyborów prezydenckich 2010 r. odbyła się akurat w rocznicę utworzenia przez cara podległego mu Królestwa Polskiego (1815). Z kolei druga tura odbędzie się akurat w świętowanym w USA Dniu Niepodległości (1776), który wszelako rdzennej ludności żadnej niepodległości nie przyniósł. No i jakby tego było mało, dzisiejsza debata zbiega się z rocznicą lotu w kosmos Mirosława Hermaszewskiego (1978). Czyżby należało ją odczytać jako obietnice gwiazdki z nieba, czy raczej kosztowne bujanie w obłokach? Czym dalej, tym gorzej, jak powiedział komornik spadając ze schodów. **** Kamil Kisiel: Za największe rozczarowanie uważam brak pytań o służbę zdrowia, deficyt budżetowy i ekspresowo rosnącą liczbę urzędników. Mimo to już na początku poszło z grubej rury – pan Jarosław opowiedział się za koncepcją „zrównoważonego rozwoju” Polski, pan marszałek skontrował czymś wielce (nie)podobnym – „wyrównywaniem szans” różnych regionów (jak liberał może używać socjalistycznych parolów, to już temat na inną bajkę). Pan marszałek opowiedział się następnie za finansowaniem in-vitro z budżetu. Religijność JK co prawda na taką bezczelność mu nie pozwoliła, ale wiadomo, że też chciałby uszczęśliwiać bezpłodne pary. Zresztą, co tam jakieś tematy zastępcze! W drugiej rundzie (gospodarka) poszło jeszcze lepiej! Dwoje kandydatów zapewniło, że są przeciwko majstrowaniu w ustawach o emeryturach, że są przeciwko zrównywaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, że są przeciwko odbieraniu przywilejów emerytalnych. Wiadomo skądinąd, że są to obietnice bez pokrycia, ale nacieszmy się! Za dwa lata Polacy o obietnicach zapomną! Tak samo pewnie jak z tymi obietnicami, że Polska będzie drugą Norwegią, niech no tylko pogłoski o złożach gazu łupkowego się potwierdzą. Nieco więcej sceptycyzmu wykazał co prawda prezes Kaczyński, ale skompensował to odgrzebaniem opcji importu gazu norweskiego, trzy razy droższego od rosyjskiego. To by było na tyle, jeśli chodzi o różnice w tej rundzie i przyzna kto, że jest to coś istotnego… W rundzie 3 poziom różnic lawirował w okolicach czubka Czomolungmy. Wiadomo, problem Białorusi trzeba rozwiązać (ciekawie brzmiała wypowiedź JK, że na Białoruś trzeba naskoczyć wspólnie z Rosją), wydatki na armię podwyższyć (jak na wszystko), z Afganistanu w jakiś sposób uciec, że polską politykę zagraniczną trzeba prowadzić jako członek Unii Europejskiej (no przecież od tego jest Cathy Ashton). Troszeczkę różnic miedzy kandydatami dostarczyło pytanie o katastrofę smoleńską – wiadomo, że pan JK będzie się awanturował, a pan BK nie będzie „podważał z trudem odbudowanego zaufania”. Podsumowując, debata była szczytem szczytów! Jak oni się pięknie różnią! Jak oni ładnie mówią! Jakby oni chcieli nam dobrze zrobić! Że chcieliby zwiększyć wydatki na polską armię, na polskie drogi, na polską służbę zdrowia, na polską kulturę, naukę i wieś, że będą wyrywać Brukseli z gardła dopłaty unijne, że odbiurokratyzują Polskę i ułatwią życie polskim przedsiębiorcom, że pomogą nawet bezpłodnym małżeństwom i wyprowadzą wojsko z Afganistanu. Zabrakło jednego: Że Komorowski zrobi i tak to, czego zażądają mocodawcy PO, a Kaczyński na 200 ustaw zawetuje 10... **** Paweł Sztąberek: Pierwsze wrażenie podczas oglądania debaty jakie mi się nasunęło jest takie, że ktoś chyba powiedział wreszcie Bronisławowi Komorowskiemu, żeby stał się ostrzejszy, atakujący, bardziej agresywny, żeby nawijał jak katarynka. Poniekąd udało mu się to. Ale skutek jest taki, że z nieporadnego inspektora Clouseau przeistoczył się w ... Woody Allena z „Klątwy skorpiona”, tropiącego złodzieja brylantów, czyli samego siebie, choć do końca nie zdając sobie z tego sprawy. Kandydat PO dużo i szybko mówił, ale tak jakby uważał na każde słowo, by nie popełnić jakiejś kolejnej wpadki. Ogólnie, debata drętwa... Obaj kandydaci wygłaszali formułki i odnieść można było wrażenie, jakby wcześniej nauczyli się ich na pamięć. Przyznam szczerze, że nic szczególnego z tej debaty nie utkwiło mi w pamięci, może z wyjątkiem jakoś dziwnie przekrzywionej twarzy red. Moniki Olejnik, która wyglądała tak jakby dopiero co zjadła nieświeżą rybę... albo nawąchała się więdnących stokrotek... Czyli co, czekamy na kolejną debatę? **** Barbara Kamińska: Prezydent, który dba o ceny Zamiast debaty oglądałam zapewne w telewizji komedię. Coś jak „Dzień świra”, taki śmiech przez łzy. Rozśmieszyły mnie – a jednocześnie trochę przeraziły – niektóre wypowiedzi kandydatów na prezydenta. Okazało się bowiem, że prezydent powinien wpływać na wysokość cen, nie musimy podnosić wieku emerytalnego ponieważ ominął nas światowy kryzys gospodarczy, a aby poprawić stosunki Polski z Białorusią, mamy rozmawiać z Moskwą. Tak ciekawe pomysły mają kandydaci na prezydenta. Przyjrzyjmy się im nieco bliżej. Komorowski: dla każdego coś miłego Chwalił się podwyżkami dla nauczycieli, schetynówkami, orlikami. Najpierw twierdził o tym, że nie ma Polski solidarnej i liberalnej, że solidarność trzeba budować na fundamencie wolności, by mówić za chwilę o wyrównywaniu szans, podnoszeniu pensji, i, o ile dobrze pamiętam, również zwiększeniu zasiłków. Jemu zatem dedykuję cytat z Miltona Friedmana, który można znaleźć w tak lubianej przez marszałka Wikipedii. Cytat jest następujący „A society that puts equality before freedom will get neither. A society that puts freedom before equality will get a high degree of both.” Na pytanie czy w związku z trudną sytuacją i kryzysem należy podnieść wiek emerytalny, Bronisław Komorowski odpowiedział, że „Polska tego problemu nie ma”. Bo udało nam się uniknąć kryzysu, bo jesteśmy zieloną wyspą, itd. Czy według marszałka stan polskiego systemu emerytalnego jest związany tylko z tym, czy jest kryzys czy nie? Chciałabym poznać sposób rozumowania, który doprowadził do tego wniosku. Oraz odpowiedź, skoro system jest taki świetny, czemu Komorowski na stronie Test-wyborczy.Pl zaznaczył, że chce jego reformy? I jak reformować system bez podnoszenia wieku emerytalnego? Za chwilę kandydat na prezydenta zaskoczył mnie jeszcze zabawniejszą wypowiedzią. Otóż według Komorowskiego „nie ma sensu straszyć Polaków koniecznością oszczędzania”. Tak, tak, Greków też nie straszyli... Odnośnie do polityki zagranicznej, Komorowski stwierdził, że „nie można zgadywać, czego chcą od Polski wielcy tego świata”, podkreślił konieczność pojednania i istotę członkostwa Polski w Unii Europejskiej. W kwestii in vitro powiedział, że jest ostatnią osobą, która odebrałaby nadzieję parom, które nie mogą mieć dzieci. Dodał, że o tym, czy stosować in vitro czy nie, każdy powinien rozstrzygnąć w swoim sumieniu. Kaczyński: państwo dla słabych W podsumowaniu debaty Jarosław Kaczyński powiedział, że chce być prezydentem wszystkich grup społecznych. „Chcę dbać o prawa pracy, o wieś, żeby ceny były właściwe”, mówił. Przyznał też, że nie chce żeby Polska była krajem, „gdzie każdy sobie rzepkę skrobie” wspomniał też, że nie chce sytuacji, w której „kto silniejszy ten rządzi”. Czyżby to była zapowiedź protekcjonizmu gospodarczego? Kaczyński przypomniał, że do kryzysu nie doszło dzięki obniżkom podatków Gilowskiej (hmm, rzekomo).  Na pytanie o stosunek do podnoszenia wieku emerytalnego powiedział, że prywatyzacja jest niebezpieczna dla polskich emerytów. Jak dla mnie, to zbyt duży skrót myślowy, nie wiem co premier miał na myśli. Co do przywilejów emerytalnych, Kaczyński zapowiedział, że chce ich utrzymania. Jako prezydent, Kaczyński zamierza „wspierać polski kapitalizm”: przede wszystkim ułatwić zakładanie przedsiębiorstw. W debacie podkreślił, że potrzebujemy zachodnich inwestycji i że musimy dbać o polskie interesy (wspomniał tu problem związany z przeniesieniem produkcji Fiata Pandy z Polski do Włoch). W kwestii polityki zagranicznej podkreślił, że „nie powinniśmy mylić poklepywania po plecach z rzeczywistym znaczeniem w polityce”. Również stawia na naszą obecność w Unii Europejskiej. Oraz na konieczność rozmów z Moskwą w sprawach naszych nie najlepszych, mówiąc delikatnie, stosunków z Białorusią. Trochę opadła mi szczęka, gdy usłyszałam ten pomysł. Jeśli zaś chodzi o kwestię stosunku do in vitro, dociskany przez Monikę Olejnik pytaniem czy jest za czy przeciw, Kaczyński odpowiedział „jestem katolikiem”. Czyli odpowiedź jest jasna. Ocena Zarówno Kaczyński jak i Komorowski nie uciekli od oklepanych fraz o ważności Unii Europejskiej, konieczności pojednania i kompromisu. Nie uniknęli też wpadek wymienionych przeze mnie na początku. Wydaje się, że Kaczyński wypadł spokojniej i dostojniej. Postawił przy tym na socjalizm. Komorowski zaś sprawiał wrażenie, że chce być jednocześnie liberałem i socjalistą. Żaden jednak nie zdobył w moim odczuciu znaczącej przewagi nad przeciwnikiem. Jak dla mnie: remis. Czekamy na dogrywkę.
  Przygotował: MN Foto: http://www.tvp.info

Komentarze wyborcze Prokapitalizm.pl

Zakończyła się pierwsza tura wyborów na urząd Prezydenta RP. Zanim jednak poznamy ostateczne wyniki prezentujemy pierwsze komentarze publicystów portalu prokapitalizm.pl. Zwracamy też uwagę, że Kamil Kisiel wcześniej zamieścił swój komentarz. *  *  * wybory_prez_04_1Kamil Kisiel Wybory poszły zgodnie z "planem". Psychoza przeciwko Kaczyńskiemu trwa w najlepsze, a najlepszym tego dowodem jest rekordowa (lub bliska rekordu) frekwencja. Nawet w lokalu wyborczym mogłem usłyszeć: "Byle nie Kaczyński". Delikatny wyż poparcia dla myśli wolnorynkowej. Idzie młodość (ok. 2/3 poparcia dla JKM stanowią głosy ludzi w wieku 18 – 30 lat), ale chyba nie w wystarczającym stopniu, bo dzięki młodzieży odżywa lewica. Tak, pan Napieralski świetną pod względem wizerunkowym (dla lewicowców i pod względem merytorycznym) kampanią osiągnął bardzo przyzwoity wynik. Wygląda na to, że za 10 lat, zamiast z farbowanymi konserwatystami, wolnorynkowcy będą walczyli z dużo bardziej autentyczną i konkretną lewicą. To się stanie, nawet jeśli nadejdzie ten potężny kryzys, wystarczy popatrzeć na wybory w Grecji. Poparcie w granicach 40 – 46% dla Komorowskiego najlepiej byłoby uczcić minutą marsza żałobnego. Przypominam, że cały obóz PO jest popierany przez Niemcy. II Rzeczpospolita jaka była, taka była, ale tam ludzie widząc, iż kandydat ma poparcie Niemiec lub Rosji, zlinczowaliby takiego kandydata zaraz po tym, jakby ogłosił chęć kandydowania choćby i na Urząd Opieki Nad Stokrotkami. Nadzieję na spowolnienie marazmu dał tylko sondaż OBOP, choć i tu widać, że mimo najszczerszych chęci manipulacji wyniki są niekorzystne. Poparcie w drugiej turze od wyborców JKM, Leppera, Jurka, Morawieckiego i części PSL raczej nie wystarczy, by w pędzące na zabój auto z napisem POLSKA mógł choć trochę zwolnić. Cieszy mnie tylko jedno: kompletna klęska myśli feministycznej. Coś, co jak zaraza rozlało się po damskim elektoracie w krajach zachodniej Europy, w Polsce napotkało na odpór. Ponad 60% wyborców Kaczyńskiego i 40% elektoratu JKM to kobiety, co przy konserwatywnym odporze i maniakalnym nastawianiu kobiet przeciwko trzeba uznać za sukces społeczny. **** wybory_prezy_1_11Michał Nawrocki Zastanawiający jest całkowity brak w trzy godziny po zamknięciu lokali wyborczych nawet cząstkowych danych z komisji. Tego nie było podczas ostatnich wyborów parlamentarnych, gdzie kandydatów i liczenia było nieco więcej szczątkowe wyniki były przekazywane w miarę szybko. No, ale przecież żyjemy w dobie komputeryzacji i mamy najlepszą na świecie biurokrację... Oj, cuda cudeńka. Dobrze, zostawmy to. Pierwsze dwa miejsca nie zaskakują. Wynik Janusza Korwin-Mikkego wskazuje, że wreszcie ludzie zaczęli się zastanawiać, ile ich ta „sprawiedliwość społeczna” kosztuje. To ważne, bo efektów bezmyślności mamy aż nadto. Kampania przed potencjalną drugą turą wyborów zapowiada się kuriozalnie. Języczkiem u wagi będą bowiem głosy stronników Grzegorza Napieralskiego. Jarosław Kaczyński z ugruntowana opinią zwolennika IPN i przeciwnika małżeństw homoseksualnych, na którym ciąży odium śmierci Barbary Blidy bez wątpienia będzie ciężkostrawnym wyborem dla zwolenników lewicy. Z drugiej jednak strony nawet mówiąc o liberalizacji gospodarczej Jarosław Kaczyński odwołał się do – było nie było PZPR – owskiej – ustawy Wilczka. Również akcenty socjalne są silne w programie kandydata PiS – u. Bez wątpienia ciekawą ekwilibrystykę będziemy oglądać w wydaniu Bronisława Komorowskiego. Liberalny PR i zajadła krytyka (np. podczas niedawnej debaty telewizyjnej) koalicji PiS – SLD w mediach publicznych zadania mu nie ułatwią. Zapowiadane zaangażowanie premiera Tuska w kampanię B. Komorowskiego przeczy z kolei tak zachwalanej neutralności prezydenta w czasie kadencji Lecha Kaczyńskiego również mogą zastanawiać. Cóż, jak powiedział w komentarzu publicysta „GW” na wyniku Jarosława Kaczyńskiego zaważyły „ostatnie wydarzenia”. Fakt – bezpodstawne oskarżenia o grę tragedią smoleńską i spektakl „kurtuazji” w wydaniu komitetu honorowego poparcia kandydata właściwego z pewnością nadszarpnął jego wizerunek. Szkoda tylko, że oprócz Grzegorza Napieralskiego i Andrzeja Leppera pozostali kandydaci nie raczyli odpowiedzieć na zadane przez portal prokapitalizm pytania. **** wybory_prez_2_11 Rajmund Pollak: Studio wybiórcze TVP1 plecie bzdury! Tuż po 20.oo redaktor TVP1 postanowił zastąpić Państwową Komisję Wyborczą i ogłosił, że dzisiaj wygrał Bronisław Komorowski! W ten sposób spiker telewizyjny przekształcił studio wyborcze w wybiórcze, bo zapomniał dodać, że jeszcze tak do końca nie wiadomo kto uzyskał lepszy wynik, ani tego, że to były dopiero eliminacje, a prawdziwy finał odbędzie się dopiero w drugiej turze wyborów! Cała ta telewizyjna heca nakierowana jest na wypełnienie czasu antenowego jak największą sensacją mimo, że wielkiej sensacji nie ma . Chodzi o darmową reklamę dla tzw. politologów i dyżurnych ekspertów, którzy będą wróżyli z fusów, albo jak kto woli z sondaży firm, które zarabiają krocie na socjotechnice i manipulacji medialnej . Różnica między politologiem, a znanym nam z PRL-u politrukiem jest taka jak między Unią Europejską a RWPG, bo w RWPG występował wyzysk człowieka przez człowieka, a w UE jest odwrotnie. Moim skromnym zdaniem pierwszą turę wyborów wygrała niestety lewica, bo kandydat Platformy Obywatelskiej w czasie kampanii wyborczej uczynił dla lewicy więcej niż kandydat SLD. Począwszy od ustawy o IPN, a kończąc na koalicyjnym głosowaniu w Sejmie (SLD+PO) przy wyborze lewicowego prezesa NBP! Przewiduję, że okres narzeczeństwa między SLD a PO zakończy się koalicyjnym ślubem już w najbliższych wyborach do Sejmu i Senatu RP! Jedyną niespodzianką pierwszej tury jest wysokie miejsce Janusza Korwina – Mikke i całkiem przyzwoity, przewidywany wynik Marka Jurka, a przecież miesiąc temu, obu tych panów sondaże wyborcze oceniały znacznie poniżej 1% ! Obecnie, ratunkiem przed opanowaniem administracji Polski przez nomenklaturę socjaldemokratyczną jest zjednoczenie wszystkich sił patriotycznych wokół Jarosława Kaczyńskiego i wybranie właśnie tego kandydata na Prezydenta RP. Moim zdaniem pan Jarosław Kaczyński nie będzie prezydentem jednej partii i błąd zrobiłby sztab PIS, gdyby teraz rozpoczął jakąkolwiek agitację partyjną. Trzeba jasno sobie powiedzieć, że druga tura to nie może być rywalizacja między PO a PIS, lecz walka o prezydenta niezależnego od jakichkolwiek aktywistów partyjnych. Doradzałbym Panu Jarosławowi Kaczyńskiemu, aby jak najszybciej zrezygnował z prezesury w PIS i ogłosił, że chce zostać Prezydentem Rzeczypospolitej ponadpartyjnym, a w polityce zagranicznej na pierwszym miejscu będzie stawiał na dobro Polski i Polaków, na drugim miejscu na interesy Polski, a dopiero na trzecim miejscu na interesy Unii Europejskiej . Ze swej strony mogę już zadeklarować swoje poparcie i głębokie przekonanie, że nowym Prezydentem Polski zostanie w drugiej turze wybrany Jarosław Kaczyński . Apeluję do dziennikarzy i publicystów, aby już się nie ślizgali, ani nie używali dwuznaczności i nie brali przykładu z dziennikarza "studia wybiórczego" TVP1, który  wiedział kto wygrał, zanim jeszcze podliczono oddane głosy w chociażby jednej Komisji Wyborczej w Polsce. Żeby nie było niedomówień, to podkreślę, że gdy Pan Jarosław Kaczyński był w Bielsku – Białej jeszcze przed kampanią wyborczą, to nie wahałem się publicznie  zadawać mu trudnych pytań, ani krytykować niektóry posłów na Sejm z PIS. Jestem bezpartyjny i wiem , że Jarosław Kaczyński nie jest człowiekiem bez wad, ale uważam równocześnie, że Bronisław Komorowski tych wad posiada znacznie więcej. **** wybory_prez_05_1Paweł Sztąberek Trzeba było dotrwać do końca pierwszej tury wyborów, żeby nagle przekonać się, że Jarosław Kaczyński jednak czymś różni się od Bronisława Komorowskiego. Co prawda, do końca nie wiadomo jeszcze czym, ale po kilku tygodniach mówienia o zakończeniu wojny polsko-polskiej, o porozumieniu PiS-u z PO, o skonkludowaniu wreszcie w końcówce kampanii, że program PiS jest w zasadzie taki sam jak program PO (choćby w kwestii służby zdrowia), kandydat Prawa i Sprawiedliwości, w swoim wystąpieniu tuż po ogłoszeniu sondażowych wyników wyznał wreszcie, że między nim a konkurentem są „poważne różnice”. Trudno powiedzieć, czy mówi prawdę czy nie... Bo jeśli teraz mówi prawdę, znaczyłoby to, że kłamał do tej pory... Zastanawiam się tylko nad jednym... Załóżmy, że Jarosław Kaczyński byłby prezydentem... Załóżmy, że szefową jego kancelarii byłaby p. Kluzik – Rostkowska... I załóżmy wreszcie, że na biurko prezydenta Kaczyńskiego trafia np. tzw. ustawa przemocowa. Co zrobiłby Jarosław Kaczyński? Podpisałby czy zawetował? Wiadomo, że jedyną posłanką PiS-u, która głosowała za tą nazistowsko – komunistyczną ustawą była właśnie p. Kluzik – Rostkowska... Cóż zatem zrobiłby prezydent mając tą panią za szefową swojej kancelarii? Skoro ją wybrał to chyba nie zrobił tego bez powodu... Jeśli pan Kaczyński chce teraz pokazać, że istotnie różni się od pana Komorowskiego, powinien panią Kluzik – Rostkowską wysłać czym prędzej na zieloną trawkę... Na pewno największymi zwycięzcami tych wyborów są: Grzegorz Napieralski i – o ile wyniki się potwierdzą – Janusz Korwin-Mikke. Pierwszy, co prawda nie wszedł do drugiej tury, ale bez wątpienia sprawił psikusa swoim współtowarzyszom partyjnym, którzy już widzieli go na zielonej trawce. Tymczasem Napieralski wyrasta na nowego lidera SLD i albo jego dotychczasowi oponenci w partii przyjmą to do wiadomości, albo odpłyną do PO. Janusz Korwin-Mikke natomiast może się czuć zwycięzcą, gdyż zdobyty wynik czyni go nagle najpoważniejszym rozgrywającym na prawicy. Pytanie tylko, czy będzie czym rozgrywać. Uraz pomiędzy Korwinem a jego byłą partią, UPR, jest chyba na tyle silny, że nie ma co liczyć na porozumienie. Prędzej można się spodziewać rozbudowy struktur jego nowej partii – WiP – u i ewentualnych secesji działaczy Unii do WiP - u, a tym samym kompletnego zmarginalizowania UPR-u. Na pewno wynik wyborczy doda Januszowi Korwin – Mikkemu wiatru w żagle i kto wie, czy nie stanie się bodźcem do budowania wolnorynkowej prawicy właśnie wokół jego nowej partii. A może otrzyma on od Jarosława Kaczyńskiego jakąś ofertę w zamian za wezwanie swoich wyborców do głosowania na niego w drugiej turze? JKM to indywidualista, który swoich zwolenników nieraz już zaskakiwał. Nie zdziwię się, jeśli prezes WiP – u, który stworzył swoją partię między innymi na krytyce UPR, że rzekomo chce się łączyć z PiS – em, sam nie wejdzie w jakiś alians z Jarosławem Kaczyńskim, który to alians partię p. Magdaleny Kocik pozostawi zupełnie na manowcach. Największy przegrany, Marek Jurek, pewnie pluje dziś sobie w brodę z tego powodu, że wystąpił kiedyś z PiS. Mdła prawicowość w wydaniu byłego marszałka sejmu, jego chwiejność w wielu sprawach, skończyły się, jak się skończyły. Co będzie dalej? Pewnie lider Prawicy Rzeczpospolitej wezwie do głosowania na Jarosława Kaczyńskiego w zamian za jakąś nagrodę od szefa PiS-u. A co może być taką nagrodą? Miejsce na listach PiS-u w przyszłorocznych wyborach do sejmu... Jarosław Kaczyński pewnie na to przystanie, bo cóż mu zależy... To już raczej koniec Prawicy Rzeczpospolitej. Kluczem do zwycięstwa w drugiej turze wyborów będzie nie tylko to kogo poprze Napieralski i Pawlak, ale także to, czy PiS ma w zanadrzu jakiegoś asa. A konkretniej mówiąc – haki na obrońcę WSI. Kiedyś haki na Cimoszewicza doprowadziły do jego rezygnacji z wyborów, choć był jednym z faworytów. Ale czy „polityka miłości” z pierwszej fazy kampanii pozwoli Kaczyńskiemu na tak radykalną zmianę tonacji? Oczywiście można uruchomić np. „Gazetę Polską”, która dotrze nagle do jakichś supertajnych materiałów na temat marszałka, ale czy to wystarczy? Zresztą PO jest zapewne na to przygotowana. Poza tym Palikot tylko czeka żeby wyrzygać z siebie: „A nie mówiłem...”. Przygotował: MN Foto: PSz

Debata wyborcza TVP – komentarze na gorąco

13 czerwca 2010 r. o godzinie 20:15 TVP wyemitowała „Wielką debatę kandydatów” na urząd prezydenta RP. Prowadzący debatę Diana Rudzik i Krzysztof Ziemiec odpytywali Bronisława Komorowskiego, Jarosława Kaczyńskiego, Grzegorza Napieralskiego i Waldemara Pawlaka na okoliczność różnych sfer życia i polityki. Prezentujemy Czytelnikom pierwsze wrażenia Autorów portalu Prokapitalizm.pl w kolejności alfabetycznej nazwisk. *  *  * Kamil Kisiel: Co już po pierwszym pytaniu najmocniej rzucało się w oczy, to zgodność prerogatyw wśród wszystkich kandydatów. Nieważne, czy marszałek Komorowski mówił o zgodzie, czy Jarosław Kaczyński o kompromisie - ważne, że o tym samym, używając innego słownictwa. Powtórzyło się to przy pytaniu o edukację i służbę zdrowia - żaden kandydat nawet nie zająknął się o możliwości prywatyzacji, Pawlak i Komorowski o "pozostawieniu systemu mieszanego". Najbardziej wyraziste poglądy, nierozmyte w wygładzonym gadaniu pod publiczkę, zaprezentował pan Napieralski: wyjście z Afganistanu, organizacja biurokracji na potrzeby konsumenta, błyskawiczna procedura przyznawania pozwolenia (tylko na zasadzie "podania do informacji"), komunizacja szkolnictwa i służby zdrowia. Punktem kulminacyjnym dla mnie było pytanie nr 9, o poprawę losu polskich przedsiębiorców i odpowiedź pana Jarosława Kaczyńskiego. Nie dość, że chce demontować w cholerę polską biurokrację, to następnie pochwalił się znajomością z Panem Romanem Kluską, i na finał zaproponował powtórkę z ustawy Wilczka. W tym momencie ja jako wolnorynkowiec jeszcze nie podniosłem się z knock dawn'u, a knock - out zapewniło zapewnienie o próbie obniżki podatków. Jakkolwiek owe pomysły nie będą mogły zostać zrealizowane (bo ileż prezydent może zrobić?), to i tak będzie zabawnie oglądać, jak liberalna facjata PO odpada jak tynk ze starego sufitu. Zabawny był już za to sam początek "debaty", kiedy marszałek Komorowski dyscyplinował redaktorów i "koniec", kiedy wypomniał Napieralskiemu sojusz z PiSem w TVP, kontrując zapewnienia kandydata lewicy, że "jeśli to mnie, zamiast Komorowskiego, wybierzecie, to IV RP nie wróci". Pozytywne zmiany zanotowano u pana Waldemara Pawlaka. Serce rosło, gdy kandydat ludowców mówił o potrzebie ideologii narodowej budowanej na zwycięstwach. *  *  * Michał Nawrocki: W zasadzie zorganizowana przez TVP debata „wielkiej czwórki” spełniła swoje zadanie. Choć z wieloma przedstawionymi w niej poglądami się nie zgadzam, to jednak widzowie otrzymali w miarę miarodajny obraz poglądów politycznych kandydatów. Wyjątkiem w moim odczuciu okazał się Bronisław Komorowski. Często odpowiadał nie na temat, więcej mówił o dokonaniach rządu PO i błędach poprzedników, niż o swojej wizji prezydentury. Z kolei Waldemar Pawlak wprawdzie znów przywołał Roberta Gwiazdowskiego, ale mówiąc o węglu jako źródle bezpieczeństwa energetycznego Polski przemilczał kwestie limitów emisji CO2. Niemniej, obok np. twierdzeń „zbożnożyczeniowych” o roli Polski w UE, padło też kilka konkretów i poruszone zostały istotne kwestie. Zabrakło mi konkretnego pytania o reformę służby zdrowia tudzież niewydolnego systemu emerytalnego. Za całkowicie zbędne natomiast uważam pytanie o zapłodnienie metodą in vitro, które wbrew wygłoszonym w studio opiniom nie leczy bezpłodności chyba, że mówimy o leczeniu objawowym. Za wyjątkiem Bronisława Komorowskiego pozostali zaproszeni do studia kandydaci wskazywali na zgubny wpływ biurokracji i niejasnych przepisów na gospodarkę , a clou było nawiązanie Jarosława Kaczyńskiego do „pakietu Wilczka”, czym zamknął pole manewru zarówno PO jak i Lewicy. Jednak żaden z nich, nie od dziś obecny w polskiej polityce, nie wskazał „ojców założycieli” urzędostanu III RP. A szkoda. Z drugiej strony, podkreślając wagę członkostwa Polski w UE pominięto – jakże istotny – biurokratyczny aspekt tegoż nowotworu politycznego. A jest on dla mnie równie oczywisty, jak nierozumienie znaczenia zapowiadanej „zgody” przez Bronisława Komorowskiego, co zresztą sugestywnie zaprezentował. *  *  * Paweł Sztąberek: Konkurs piękności bez konkretów... Debata prezydencka w państwowej telewizji potwierdziła, że w III RP mamy ustrój demokracji ograniczonej. Do głosu dopuszczono jedynie tych przedstawicieli tzw. klasy politycznej, którzy dzięki stworzonemu przez siebie systemowi finansowania partii politycznych okopali się na swoich pozycjach, z których łatwo nie ustąpią. A telewizja publiczna na pewno pomoże im ten oligarchiczny system utrwalić. Szkoda, że apel pana Wojciecha Popieli do rzecznika TVP Stanisława Wojtery o dopuszczenie do debaty również pozostałych kandydatów nie odniósł żadnego skutku. Ale cóż, nawet gdyby apel ten dotarł do pana Wojtery, zapewne niewiele mógłby on w tej sprawie zrobić, a co najwyżej – jak mawia pewien klasyk polskiej publicystyki – mógłby poruszać palcem w bucie. Debata, którą oglądaliśmy pokazała, że kandydaci w wymiarze ogólnym niewiele się od siebie różnią. Każdy z nich działa w parlamencie od wielu lat i każdy ma silną pozycję i spory wpływ na kształtowanie prawa. Kandydaci roztaczali wizje, czego to nie zrobią dla społeczeństwa. Pytanie jednak: dlaczego do tej pory tego nie zrobili? Pięknie mówiono o tym, co przeszkadza polskiej przedsiębiorczości... Oczywiście biurokracja, procedury itp. „Trzeba uprościć procedury” - mówił pan Napieralski. „Nie przeszkadzać przedsiębiorcom” - wtórował pan Komorowski. „Trzeba nawiązać do pakietu Wilczka” - dodał pan Kaczyński, co dla gospodarczych liberałów mogłoby być pewną wskazówką. Ale czy w te deklaracje można wierzyć? Jarosław Kaczyński jeszcze niedawno mówił o pakiecie Kluski... Teraz pojawia się pakiet Wilczka... Kierunek dobry ale raczej mało szczery, skoro do tej pory niczego nie udało się zrobić. W sprawie euro niemal wszyscy kandydaci opowiedzieli się „za”. Prawie... bo p. Pawlak zauważył, że „własna waluta to większa możliwość radzenia sobie w trudnych czasach...”. Pewnie ma rację, ale jestem pewny, że gdyby tylko doszło w sejmie do głosowania „za” czy „przeciw” euro, Waldemar Pawlak zagłosuje „za”. Sporo rozsądku zachował pan Pawlak w sprawie in vitro. Choć i tu można czuć pewien niedosyt, to twierdzenie, że państwo nie powinno się w tę sprawę mieszać, a więc również – jak można się domyśleć – nie finansować in vitro z budżetu, jest dość rozsądny na tle pozostałych wypowiedzi. A zwłaszcza wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, który do końca się nie określił, lecz lawirował jak mógł. A jego koncepcja Narodowego Programu Walki z Bezpłodnością to chyba tylko taka zasłona, która ma ukryć jego prawdziwe poglądy. Nie zabrakło również pewnego smaczku w wydaniu Grzegorza Napieralskiego, że „dzieci to olbrzymie szczęście”... W zasadzie wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że lider SLD jest jednocześnie zwolennikiem aborcji... Zatem „dzieci to szczęście...”, ale chyba jednak nie zawsze... Kwestia prywatyzacji... Praktycznie żadnych różnic między kandydatami. Państwowa służba zdrowia, państwowa edukacja, państwowe „sektory strategiczne”... Każdy przerażony uważał tylko, by nie palnąć czegoś, co mogłoby sugerować, że jest za prywatyzacją choćby i własnych długopisów... Wątek wsi... Oczywiście komunały typu: „trzeba dbać o polską wieś” (Kaczyński), czy „internet w każdej wsi” (Komorowski). Okazuje się zatem, że jednym z najważniejszych problemów wsi jest brak powszechnego dostępu do internetu. Nikt nie odważył się wspomnieć choćby o możliwości likwidacji dopłat dla rolnictwa. Zaciekawił mnie wątek debaty dotyczący wojny w Afganistanie oraz polskiej w niej obecności. I od razu refleksja... Co właściwie może o tej wojnie wiedzieć zwykły zjadacz chleba, taki jak ja, skoro nawet prezes PiS stwierdził dziś: „trzeba sobie wreszcie powiedzieć, jakie są polityczne cele koalicji NATO-wskiej w Afganistanie”. Okazuje się, że od kilku lat uczestniczymy w wojnie, której cele nie są znane czołowym przedstawicielom politycznego establishmentu. Musi to budzić zdziwienie, zwłaszcza gdy wypowiada takie słowa osoba, która pełniła funkcję premiera... Żaden z uczestników debaty nie zająknął się nawet co do trendów panujących w Unii Europejskiej. Zsocjalizowanej i coraz bardziej antycywilizacyjnej. O ile można zrozumieć pana Napieralskiego, który w sondzie prezydenckiej dla Prokapitalizm.pl stwierdził, że nie wyobraża sobie rozpadu UE, o tyle stwierdzenie pana Kaczyńskiego o polskiej obecności w Unii: „ten kierunek nie podlega dyskusji”, może budzić lekkie zdziwienie. Debatę, pełną ogólników i komunałów, można w zasadzie określić jako konkurs piękności. I jeśli miałbym oceniać występ kandydatów w tej kategorii, na pewno zwyciężył p. Napieralski. Starał się być czarujący i – jak przyznała moja żona – chyba mu się to udało. *  *  * Mateusz Teska: W niedzielę 13 czerwca w studiu TVP doszło do debaty prezydenckiej. Wzięli w niej udział Jarosław Kaczyński, Waldemar Pawlak, Grzegorz Napieralski, Bronisław Komorowski. Każdy z kandydatów na urząd prezydenta RP mógł przedstawić swoją wizję prezydentury, a także powiedzieć wyborcom, co myśli o polityce wewnętrznej, o gospodarce, o polityce zagranicznej. Zaskoczeniem było przybycie na tę debatę kandydata Platformy Obywatelskiej, ponieważ początkowo nie zamierzał przybyć do studia na Woronicza. Kandydaci próbowali sprawiać wrażenie, że mocno się różnią w wielu kwestiach. A w czym byli zgodni? Cała czwórka zdecydowanie popierała pozostawienie służby zdrowia i innych strategicznych gałęzi polskiego przemysłu na takim poziomie, na jakim jest obecnie. Uznali oni za niedopuszczalne, by sprywatyzować wspomnianą służbę zdrowia. Uznali oni również, że edukacja jest bardzo ważna dla Polski i dlatego ona także powinna być bezpłatna. Wszyscy kandydaci na urząd prezydenta RP poparli wejście naszego kraju do strefy Euro. Cała czwórka stwierdziła, że Polska powinna prowadzić skuteczną politykę zagraniczną. Jakie więc były różnice? Szczerze mówiąc były one bardziej „kosmetyczne”. Politycy ci spierali się między sobą o to, kto jest większym socjalistą, czyli kto nie chce prywatyzować służby zdrowia. Nawet pan Komorowski z liberalnej PO dał do zrozumienia Jarosławowi Kaczyńskiemu z pro socjalnej partii Prawo i Sprawiedliwość, że nie jest zwolennikiem prywatyzacji tego działu polskiej gospodarki. W zasadzie ta debata polegała na „uśmiechaniu się” do poszczególnych wyborców, zarówno tych o poglądach socjalnych, jak i tych liberalnych. Premier Kaczyński wspomniał o pakiecie Wilczka. Pozostali kandydaci też czasami próbowali wyjść na liberałów, kiedy mówili o potrzebie likwidacji biurokratycznych przepisów. Nie zmienia to jednak faktu, że wyborca o poglądach konserwatywno – liberalnych za tydzień powinien zagłosować na osobę spoza tej słynnej czwórki. Przygotował: MN Przeczytaj autorski stenogram z debaty, przygotowany przez Kamila Kisiela... Czytelników Prokapa zapraszamy do zamieszczania własnych ocen... Foto: www.tvp.info

Konserwatyści w konserwie, czyli nie dla demokracji

Coś musi być w sentencji Marksa, że „aby zbudować socjalizm, wystarczy wprowadzić demokrację”. Ciężko jednak mieć o to pretensje do socjalistów – koń, jaki jest, każdy widzi  i wątpliwą przyjemnością byłoby zaglądać czerwonym szkapom w gardziel. Salwy puściłbym tam, gdzie przeciwko >>postępowi<< powinien być postawiony najmocniejszy opór. Powinien, ale w polityce z powinnościami jak z bananami za PRL-u – tylko od święta (od wyborów). Konserwatyści we Francji wprowadzili parytety w biznesie, w Niemczech nie cofnęli ani jednej socjalistycznej reformy, w Polsce takie reformy chętnie by wprowadzili, nie zważając na (ekonomiczne) trupy. Nawet Torysi, na litość Boską, zapowiadają utrzymanie legalności związków homoseksualnych. Panowie, co jest? Jakim prawem w Waszych programach powołujecie się na papieskie encykliki, skoro daliście się porwać bez opamiętania sztucznym ładom, kompletnie nie ufając ładowi naturalnemu? To już wolnorynkowcy-ateiści są bardziej wierzący niż Wy. Zgliszcza konserwatyzmu są potężne – nawet wysokich hierarchów kościelnych nie oszczędziło. Teoretycznie powinni oni ekskomunikować każdego konserwatywnego polityka w Europie. No, może poza tymi litewskimi, gdzie prawnie zabroniono informowania o zdarzeniach związanych z homoseksualistami. Tak powinien działać konserwatysta, zamiast utrzymywać dorobek legislacyjnej biegunki made by socialists. Kościelni tymczasem po cichu idą z duchem czasu. Nawet JŚw wspominał o „globalnym porozumieniu” jako rozwiązanie „pewnych problemów”. Kaplica, Panowie! Gdy choć na parę lat damy władzę w ręce jakichś socjaldemokratycznych biurw, oni stworzą setki urzędów i agencji „rozwoju”. Gdy później na ich miejsce przyjdą „instrumentalni” prawicowcy, chętnie te urzędy obsadzą własnymi funflami. Albowiem funfli  zmierzających do polityki w celach zawodowych nie brakuje. Z kolei retoryka to tylko zestaw narzędzi, za pomocą których można zareklamować każdą ideologię. Wystarczy prześledzić kariery platformersów, by wiedzieć, że ci z niejednego pieca ciągnęli padlinę. Nie ma szans, Panowie! Zamiast wydawać składki członkowskie na UPR, WiP czy PRz, zacznijmy lepiej masowo odwiedzać koła strzeleckie i myśliwskie, biegajmy po okolicznych lasach, by zaznajomić się z terenem, studiujmy kartografię i uczmy się biegu na azymut, zbierajmy pieniądze na ekwipunek (broń też…) i czekajmy na dobry moment. Panowie Wojciech Popiela i Korwin-Mikke wspominali, że mają poparcie jakichś pułków. Pan Michalkiewicz też gdzieś kiedyś służył, jak i Marek Jurek. Zacznijmy w telewizji głośno żądać „GODZIWE PIENIĄDZE DLA ŻOŁNIERZY I POLICJANTÓW”. Policjant w Polsce zarabia 1400 zł, podczas, gdy w Niemczech zarobki zaczynają się od 2200 €,  przy czym już ‘szeregowy w szkoleniu zawodowym” otrzymuje 800 € + zapomogi państwowe. Zresztą, dobrze jest, jak nasza policja i wojsko zawodowe w ogóle na czas dostaną wypłatę! To jakiś absurd, że osoby narażające codziennie DLA NAS życie były zmuszane ekonomicznym położeniem do nieuczciwości w pracy (Winny jest tu system, nie ludzie). Wiem, że brzmię teraz jak Janosik i szukający targetu polityk (tfu!), ale na litość – tylko anarchokapitaliści są takimi optymistami, by twierdzić, iż policja mogłaby być prywatna. Skoro zatem wojsko i policja muszą być państwowe, to walmy w mediach jak najwięcej o niesprawiedliwości, jakie ich spotykają – lepiej mieć poparcie sił zbrojno-porządkowych , „wziąć za mordę i wprowadzić liberalizm”, niż tkwić w beznadziei 1% poparcia i patrzyć, jak farbowani konserwatyści pogrążają kraj w stagnacji. Socjalistom udaje się  w ten sposób werbować nie tylko sam target, ale i rykoszetem sympatyków i oraz rozmaitych „wrażliwców”.  My jednak nie jesteśmy fałszywymi filantropami. My dobrze wiemy, czego chcemy i dobrze wiemy, dlaczego policjanci, żołnierze i juryści muszą dobrze zarabiać. Kto widział dzień z życia policjanta, żołnierza w akcji lub prawnika, ten wie. A kto jest prawdziwym konserwatystą, ten wie, że nie ma bardziej konserwatywnych instytucji, niż wojsko, policja i kościół, chociaż w kościół daje mocne powody do zwątpienia. Kamil Kisiel