Category Archives: Paweł Toboła-Pertkiewicz

„Książka to takie samo dobro jak telewizor, torebka czy bombonierka” – list otwarty do wicepremiera Glińskiego

Jako niezależny, tzw. mały wydawca (ale wydający książki wyłącznie za własne środki, a nie np. za uzyskane z dotacji przyznawanych przez MKiDN), właściciel Wydawnictwa Prohibita i księgarni zarówno internetowej Multibook.pl, jak i stacjonarnej na warszawskim Żoliborzu przy ul. Dymińskiej 4, jestem stanowczo PRZECIWNY pomysłowi, jakim jest projekt ustawy o tzw. stałej cenie książek.

„Kresy i bezkresy” – piękna książka o naszych korzeniach

Przyszło nam dziś żyć w czasach, gdy właściwie nie wychodząc z domu, możemy sięgnąć do własnych korzeni. Wiele ksiąg parafialnych jest już dostępnych online, powstało wiele stron poświęconych drzewom genealogicznym, co stało się nawet dość modne. Czym to tłumaczyć?

Co się stało z katolicką Irlandią?

17 marca Irlandczycy obchodzili dzień św. Patryka. Kim był św. Patryk wielu mieszkańców Zielonej Wyspy zapewne wciąż jeszcze wie, ale czy o Irlandii można mówić, że to wciąż katolicki kraj?

De Valera i rechrystianizacja Irlandii

W święto św. Patryka rozmowa z Pawłem Tobołą-Pertkiewiczem o Irlandii i bohaterze jego książki zatytułowanej: „De Valera. Gigant polityki irlandzkiej i jego epoka”.

Jak to naprawdę jest z bankructwami biur podróży?

Od początku wakacji bombardowani jesteśmy informacjami o bankructwach „kolejnych” biur podróży. W tym sezonie urlopowym niewypłacalność ogłosiło osiem firm. Sprawie warto przyjrzeć się na poważnie, bo histeria, jaka towarzyszy bankructwom nie jest chyba wynikiem sezonu ogórkowego w mediach, ale wydaje się mieć dużo głębsze podłoże.

Pociąg intelektualistów do socjalizmu według Hayeka

Nakładem Wydawnictwa Prohibita ukazało się wznowienie, wydanego wcześniej przez Instytut Liberalno-Konserwatywny przed blisko 15 laty, jednego z najważniejszych esejów laureata Nagrody Nobla z ekonomii, Friedricha von Hayeka. „Intelektualiści a socjalizm” to krótka rozprawa o tym dlaczego intelektualiści tak masowo na przestrzeni stuleci byli orędownikami idei socjalistycznych. Portal Prokapitalizm.pl objął patronat nad tą książką.
Sięgając po ten esej Czytelnik może poznać tajniki wdrażania pewnych koncepcji przez ludzi określonych przez Hayeka mianem „zawodowych sprzedawców idei”. Typowy współczesny intelektualista czy też „autorytet moralny” nie musi posiadać specjalnej wiedzy o niczym szczególnym, również w temacie o którym dyskutuje, albo wypowiada się z pozycji ex cathedra, nie musi być nawet specjalnie inteligentny, aby pełnić swoją rolę jako pośrednika w szerzeniu idei. Do jego miana kwalifikuje go szeroka gama tematów, o których może w każdym momencie mówić albo pisać oraz pozycja albo zwyczaje, dzięki którym zaznajamia się z nowymi ideami wcześniej niż ci, do których sam się zwraca. Owi „zawodowi sprzedawcy idei” są jedną z głównych przyczyn dla których wielu ludzi, zdawałoby się na pierwszy rzut oka rozsądnych, słysząc opinie intelektualistów, wyłącza automatycznie własny rozum przyjmując poglądy i opinie zasłyszane, za własne. Friedrich von Hayek (1899-1992), austriacki ekonomista i filozof polityki, laureat Nagrody Nobla z ekonomii w 1974 roku założyciel i pierwszy prezes Mont Pelerin Society, wykładowca akademicki na wielu uniwersytetach, autor kilkunastu książek, w tym m.in. wydanych w języku polskim Indywidualizm i porządek ekonomiczny, Droga do zniewolenia, Konstytucja wolności czy Zgubna pycha rozumu. O błędach socjalizmu. Uznawany za jednego z najwytrwalszych obrońców wolności osobistej i gospodarczej w XX wieku. Friedrich von Hayek, „Intelektualiści a socjalizm”, Warszawa 2012, Wydawnictwo Prohibita.

Książkę można nabyć za jedyne 8,00 złotych w księgarni Multibook.pl 

Idol popkultury bez maski

Dziś jest jednym z najpopularniejszych ikon światowej popkultury.  Podróżując po świecie, niezależnie od zakątka, w którym się znajdziemy, jego podobizna widnieje na koszulkach setek tysięcy, jeśli nie milionów młodych ludzi, w restauracjach i barach jego portret wisi na ścianach, zaś jego najsłynniejsze zdjęcie w beretce autorstwa Alberta Kordy stało się rozpoznawalnym znakiem reklamowym. O kim mowa? O Ernesto Che Guevarze, człowieku który stał się ikoną kapitalizmu mimo, że całe dorosłe życie spędził na tym, aby ów system zniszczyć.
Kim naprawdę był Che Guvera? Politycznym idealistą, jak przedstawiają go niektórzy, czy zimnokrwistą maszyną do zabijania? Jakie piętno odcisnął na losach Ameryki Południowej? Jaki wpływ wywiera dziś jego mit na sytuację tego regionu świata? Wreszcie, jak Che, który jak mało kto przyczynił się do destrukcji kapitalizmu, stał się zarazem jego ucieleśnieniem i ikoną popkultury? Dlaczego obalenie tego mitu jest konieczne? Odpowiedzi na wszystkie powyższe pytania dostarcza wydana niedawno w języku polskim książka Alvary Vargasa Llosy – syna laureata Literackiej Nagrody Nobla – zatytułowana Mit Che a przyszłość wolności. Składa się na nią pięć esejów, z których najważniejszy i najdłuższy przedstawia prawdziwą, a jednocześnie nieznaną wielu ludziom, sylwetkę rewolucjonisty. Kolejne – zwłaszcza opisujące dzisiejszą sytuację i losy państw Ameryki Łacińskiej – być może na pierwszy rzut oka nie korespondują bezpośrednio z esejem o Che, ale jeśli przyjrzeć się bliżej tej tematyce, okaże się, że znakomicie ilustrują, jak mocno idee Che, są wciąż „na topie” i jak niszczycielski wpływ wciąż wywierają na życie społeczno-polityczne całego regionu. Nie ulega wątpliwości, że demitologizacja Che to warunek niezbędny, aby ta część świata, mogła normalnie rozwijać się. Książka nie wyczerpuje oczywiście biografii Che, ale jest znakomitym przyczynkiem, aby zdobyć argumenty i poznać fakty, które w wielu przypadkach są zupełnie nieznane lub skrzętnie ukrywane. Część z tych, którzy noszą na piersi dumnie podobiznę tego zbrodniarza, nie mają zbyt wielkiego pojęcia, kim on naprawdę był, co robił i w jaki sposób. Podsunięcie książki Alvara Vargasa Llosy może skutecznie przekonać nieświadomych ludzi, jak wielka przepaść dzieli rzeczywistość od mitu, który wokół niego powstał. Mitu, który powoduje, że dziś wciąż setki milionów ludzi nie może spać spokojnie bez obawy, że kolejni idealiści pokroju Che Guevary w imię zaprowadzania ustroju, jakiego ludzkość jeszcze nie wymyśliła, nie zapragną budować „lepszego świata” kosztem ich własności w najlepszym razie, a kosztem życia w najgorszym. Po lekturze tej książki nie sposób nie odnieść wrażenia, że symbolem naszych czasów, idolem wielu światowych gwiazd od świata sportu, przez rozrywkę aż po kulturę, jest człowiek, który był nikim więcej jak zimnokrwistą, bezwzględną, maszyną do zabijania. Dla każdego, kto styka się z młodymi, błądzącymi ludźmi, lektura tej krótkiej książki, a następnie podarowanie jej właśnie takiej osobie, jest niemalże obowiązkowa. Paweł Toboła-Pertkiewicz Książkę z 20 proc. rabatem można nabyć w księgarni Multibook.pl

Reglamentowana wolność gospodarcza

Polska zajęła 64. miejsce w tegorocznym światowym rankingu wolności gospodarczej przygotowanym przez amerykańską konserwatywną Heritage Foundation. Przed nami uplasowały się m.in. takie państwa jak Malta, Trynidad i Tobago, Tajlandia, Rwanda czy Oman. Za nami znalazły się z kolei Włochy, Francja, czy Grecja - pisze Paweł Toboła-Pertkiewicz w serwisie internetowym Fundacji PAFERE.
I dalej: "Waszyngtońska fundacja publikuje swój raport co roku od 15 lat. Celem raportu jest pokazanie, w których państwach jest najwięcej wolności gospodarczej, zaś w których jej nie ma i jakie są trendy. W porównaniu z ubiegłym rokiem ogólnoświatowy zakres wolności gospodarczej uległ zmniejszeniu. W rankingu opublikowanym 12 stycznia 2012 roku (ranking ocenia jednak wolność w roku poprzednim) zaledwie pięć państw (w ub. roku było ich sześć) zaliczono do grona państw wolnych: Hongkong (89,9 pkt na 100 możliwych), Singapur (87,5 pkt), Australia (83,1 pkt), Nowa Zelandia (82,1 pkt) i Szwajcaria (81,1 pkt).  W pierwszej dziesiątce znalazły się również: Kanada (79,9), Chile (78,3), Mauritius (77), Irlandia (76,9) i Stany Zjednoczone (76,3), które razem z 18 innymi państwami zostały zakwalifikowane do grona państw „prawie wolnych”. Wyraźny spadek kolejny rok z rzędu notują Stany Zjednoczone, najważniejsza światowa gospodarka po raz drugi wypadła z grona państw wolnych. Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone autorzy podkreślają, że na spadek (blisko 10 punktów w ciągu 4 ostatnich lat) mają wpływ wzrost udziału wydatków publicznych w amerykańskim PKB (z tradycyjnych 18-20 proc. aż do 25 proc.), przekroczenie 100 proc. PKB zadłużenia, a także deficyt budżetowy sięgający niemal 10 proc. Warto zaznaczyć, że zdecydowana większość krajów wysoko rozwiniętych zanotowała spadki zarówno w punktacji jak i w miejscach zajmowanych w rankingu. Najwyżej sklasyfikowany kraj Unii Europejskiej, czyli Irlandia, zdecydowanie przegrywa ze Szwajcarią, z kolei kolejne kraje unijne to te, które nie są w strefie euro (z wyjątkiem Luksemburgu)..." Czytaj cały artykuł...

Czy Polsce grozi inflacja?

Zapraszamy do obejrzenia dwóch prelekcji wygłoszonych podczas konferencji PAFERE Liberty Weekend, która odbyła się w dniach 21-23 października 2011 roku w Czeszowie w hotelu Niezły Młyn. Pierwsza prelekcja nosi tytuł "Reprywatyzacja - grzech pierworodny III RP" a wygłoszona została przez Pawła Tobołę-Pertkiewicza z PAFERE. Druga nosi tytuł "Czy Polsce grozi inflacja?". Wygłosił ją Bogdan Dąbrowski z TV Biznes.

Wakacyjne lektury

Ponieważ rozpoczął się okres urlopowy, zapewne dla niektórych to okazja by częściej sięgnąć po książkę.  Dlatego reaktywujemy nasz ubiegłoroczny cykl "Książki Prokapa na lato". Zapraszamy Czytelników do nadsyłania swoich recenzji, rekomendacji, co warto przeczytać, a co sobie darować. Tematyka dowolna. Na początek zamieszczamy rekomendacje właściciela księgarni internetowej Multibook oraz wydawcy, Pawła Toboły-Pertkiewicza. Zachęcamy również innych wydawców czy księgarzy do zaprezentowania swoich książkowych typów.

Masowa turystyka aborcyjna to kłamstwo!

Rozmowa z dr. Hanną Wujkowską, lekarzem bioetykiem. - 26 sierpnia odbyła się w Sejmie konferencja na temat tzw. turystyki aborcyjnej, zorganizowana przez Federację na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz posła niezależnego Marka Balickiego. Czy pani zdaniem mamy do czynienia z jednorazową akcją, czy też jest to początek większej aktywności środowisk, których celem ostatecznym będzie zmiana prawa aborcyjnego w Polsce? - Środowiska, których celem jest wprowadzenie w polskim prawie aborcji na życzenie trafiły w swój dobry czas, widzą zamieszanie w kraju, a także widzą wojnę, jaką wypowiedziano krzyżowi i szerzej – wartościom. Chcą to zamieszanie wykorzystać do swoich celów – co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. Jak wiadomo w Polsce obowiązuje ustawa od 1993 roku, w której są trzy wyjątki przy których dokonując aborcji nie ponosi się odpowiedzialności karnej. Według środowisk, które spotkały się w sejmie, obowiązujące prawo jest zbyt restrykcyjne wobec kobiet i dążą do wprowadzenia aborcji na życzenie, aby uniknąć tzw. turystyki aborcyjnej. - Czy ta turystyka rzeczywiście jest tak masowa, jak informują o niej zwolennicy aborcji? - Są to informacje nieprawdziwe. Ostatnie sprawozdanie z Wielkiej Brytanii na temat liczby Polek, które dokonały aborcji w tym kraju podaje liczbę 20 kobiet, więc problem masowej turystyki Polek jest wyssany z palca, jeśli porównamy z danymi podawanymi przez IPPF (Międzynarodowa Federacja Planowania Rodziny), która mówi o 10 tys. przypadków. - W obecnym parlamencie nie ma większości, która dokonałaby jakichkolwiek zmian w obowiązującej ustawie. Wszystko wskazuje również na to, że po wyborach w przyszłym roku, temat aborcji również nie zostanie podjęty przez żadną z partii. Skąd zatem mamy takie poruszenie w tym temacie ze strony zwolenników aborcji? Na co liczą podejmując kolejną ofensywę? - Mamy tutaj do czynienia z grą na ludzkich emocjach, manipulowaniem opinią publiczną oraz kłamstwem, zakładającym że kobiety nie mając prawa do swobodnej i powszechnej aborcji są nieszczęśliwe i pokrzywdzone. Zdaniem zwolenników liberalizacji ustawy należy zapewnić kobietom prawo dokonywania aborcji na miejscu w kraju, za pieniądze publiczne. Manipulowanie polega na wyolbrzymianiu problemu i skali aborcji, aby zmiękczyć opinię publiczną i wrażliwość ludzką. - Wydaje mi się, że manipulacji poddawana jest głównie młodzież, której gwiazdy, „eksperci” i sfera kultury młodzieżowej codziennie przekonują, że aborcja jest tym samym co wyrwaniem zęba czy usunięciem wyrostka robaczkowego. Czy na tym polu zwolennicy zabijania nienarodzonych nie odnoszą największych sukcesów zmieniając świadomość i nastawienie do życia młodych ludzi? - Rzeczywiście, na tym polu zwolennicy zabijania dokonują ogromnych zmian w świadomości młodzieży. Zachęca się do aborcji, jednocześnie bardzo unika się mówienia o konsekwencjach, jakie następują po tym czynie. Nie ma się zresztą co temu dziwić. Gdyby bowiem mówiło się o dramatach, załamaniach, samobójstwach kobiet, które dokonały w swoim życiu aborcji, to odbiór społeczny byłby zupełnie inny. Tymczasem aborcja nie jest zabiegiem podobnym do usunięcia zęba; pozostawia trwały ślad w psychice człowieka. O tym w ogóle się nie mówi. - O jakich konsekwencjach zwolennicy aborcji nie mówią? - Nie mówi się, że większość kobiet po aborcji ma problemy ze zdrowiem psychicznym, musi leczyć się psychiatrycznie. Większość kobiet ma zespół poaborcyjny, o czym oczywiście środowiska proaborcyjne nie mogą mówić, gdyż byłoby to antyreklamą aborcji, a nie jej propagowaniem. Trzeba jeszcze wspomnieć o zachwianych relacjach z partnerem i dziećmi urodzonymi – to są ogromne problemy. Kobieta po aborcji jest osobą bardzo okaleczoną i środowiska proaborcyjne wykorzystują w swojej propagandzie niewiedzę młodych kobiet. Pamiętajmy też o skutkach aborcji dla zdrowia somatycznego, niepłodności i powikłań kardiologicznych. Choć aborcja niszczy przede wszystkich zdrowie psychiczne kobiety. - Młodych i nieświadomych kobiet w szczególności. - Tak. Wykorzystuje się ich niedojrzałość i próbuje zniszczyć naturalną reakcję obronną. Młode kobiety albo wypierają ze swojej świadomości to co się zdarzyło, albo przyswajają. Ale pogodzić się z tym, wytłumaczyć sobie to, co naprawdę się stało, wymaga dorosłości, dojrzałości. Trudno od osoby nastoletniej wymagać dojrzałości psychicznej. Jest to zatem szczególnie atrakcyjna propozycja dla młodych kobiet. Osoby dojrzalsze, starsze są mniej podatne na argumenty zwolenników aborcji. - Skąd pani zdaniem bierze się tak ogromna siła i wpływ lobby proaborcyjnego na świadomość młodych ludzi? - Przede wszystkim organizacje proaborcyjne są bardzo potężne ze względu na ogromne nakłady finansowe, jakimi dysponują. Ponadto mamy tu do czynienia z uzależnieniem ludzi od pewnych zachowań. Łatwiej jest manipulować i sterować osobą słabą, pokrzywdzoną, czy uzależnioną. To jest ogromny przemysł, który to wszystko nakręca. - Ile rocznie dokonuje się aborcji na całym świecie? - To jest liczba około 50 milionów rocznie. - 50 milionów? To więcej niż cała liczba mieszkańców Polski. Czy te dane są wiarygodne? - Niestety tak. Gdy w Polsce obowiązywała tzw. ustawa stalinowska dotycząca przerywania ciąży wówczas notowano około 400 tys. aborcji rocznie. Takie są też liczby aborcji współcześnie w krajach, które nie chronią życia poczętego. Od czasu wprowadzenia ustawy z 1993 roku, liczba aborcji zdecydowanie spadła. - Gdzie dokonuje się najwięcej aborcji na świecie? - Zdecydowana większość dokonywana jest w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych. - A gdzie jest ich najmniej? - W Afryce. Mimo tzw. polityki ludnościowej prowadzonej przez agendy ONZ, które promują stosowanie antykoncepcji, tamtejsze kobiety masowo odrzucają ją. - Jak widzi Pani sytuację demograficzną w Polsce w najbliższych latach? - Musimy patrzeć na to z dużo szerszej perspektywy. Dzietność kobiet jest coraz mniejsza, Polska się wyludnia i jesteśmy krajem o najmniejszym przyroście naturalnym w całej Europie. To pociągnie za sobą dużo problemów już w niedalekiej przyszłości. Aby zachować ciągłość społeczeństwa współczynnik urodzeń powinien wynosić minimum 1,8 dziecka na kobietę. W Polsce ten wskaźnik wynosi obecnie 1,13 dziecka. Możemy zatem mówić o wymieraniu Polaków. - Na konie chciałbym zapytać o głośną sprawę „Agaty” sprzed blisko półtora roku. Jak wiadomo, „Agata” dokonała aborcji i dziecko nie żyje. Co dzieje się z niedoszłą matką, bo jej dalsze losy są zupełnie nieznane opinii publicznej. - Dziewczyna już po dokonaniu aborcji na swoim blogu wpisywała swoje nastroje psychiczne. Niedługo potem wyjechała za granicę, niestety z tego co wiemy jej stan zdrowia, głównie psychiczny, jest bardzo poważny. Niestety, ale dziewczyna do tej pory nie może się pozbierać. - Dziękuję za rozmowę. Rozmawiał: Paweł Toboła-Pertkiewicz Foto. Jacek Klecel Hanna Wujkowska jest związana z Polską Federacją Ruchów Obrony Życia oraz Związkiem Lekarzy Polskich. Była doradcą premiera Marcinkiewicza ds. kobiet i rodzin, a następnie ministra edukacji Romana Giertycha.

Czy jest jakaś rola dla profesora?

Od kilkunastu dni właściwie nie wychodzi z mediów. Ujawnia, komentuje, a nawet krytykuje rządzących „liberałów” z PO i nikt nie uznaje go za jątrzyciela oraz burzyciela zgody narodowej. Dziennikarze robiący z nim wywiady przytakują i nie przerywając słuchają, co ma do powiedzenia. O kim mowa? O prof. Krzysztofie Rybińskim. Na początek spójrzmy na wywiad, a przede wszystkim styl, w jakim był on toczony, który ukazał się 9 września w „Gazecie Wyborczej”: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,8357221,To_nie_jest_przyjazne_panstwo__to_nieprzyjazne_dranstwo.html?as=1&startsz=x Krytykuje w nim premiera Tuska, jego patrzenie na świat wyłącznie z perspektywy słupków popularności, jego politykę zadłużania państwa, a także rozrostu administracji publicznej. Zaraz potem ukazują się wywiady w „Pulsie Biznesu”, „Gościu Niedzielnym”, „Gazecie Polskiej”, „Fakcie” i „Super Expressie”. Pan profesor pojawia się w TVN 24 i pewnie kilku innych programach, ale ponieważ nie śledzę uważnie telewizji, mogę się tylko domyślać, że jest go wszędzie pełno. Zastanawiać mnie zaczął ten fenomen skąd nastąpił tak nagły wzrost zainteresowania mediów osobą Krzysztofa Rybińskiego i dlaczego znów wszystko zaczęło się od „Gazety wyborczej”? Jako żywo przypomina mi to czas sprzed około 2,5 roku, gdy nagle dyżurnym politologiem kraju został dr Marek Migalski z Katowic… Oficjalnie mówi się, że to on ujawnił, iż w ub. roku rząd Donalda Tuska rozbudował aparat urzędniczy o 28 tysięcy miejsc płacy (to chyba bardziej adekwatne określenie, aniżeli miejsca pracy, o których dziennikarze ekonomiczni wciąż nam mówią). Tak się składa, że aby „ujawnić” tę niewygodną prawdę nie trzeba być profesorem SGH, lecz wystarczy sięgnąć do publikacji, lub choć na stronę GUS-u i poczytać. Dziwnym trafem jednak nikt nie odważył się podać do publicznej wiadomości tej niewygodnej informacji. Czytając wywiady i teksty prof. Rybińskiego można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z bardzo inteligentnym i rzeczowym człowiekiem. I rzeczywiście, prof. Rybiński to wielki erudyta, o czym miałem okazję się przekonać podczas konferencji na temat kapitalizmu po kryzysie, która została zorganizowana w przeddzień katastrofy smoleńskiej na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Ze wszystkich panelistów prof. Rybiński zrobił na mnie najlepsze wrażenie, a jego wypowiedzi i sądy były rzeczywiście niezwykle błyskotliwe. Podobnie jak i teraz. Oczywiście o szczegóły można się przyczepić, ale generalny kierunek krytyki i postulatów profesora Rybińskiego jest jak najbardziej słuszny. Obawiam się jednak, że pojawienie się na scenie komentatorskiej profesora nie jest przypadkowe, a częścią większego planu na wypadek, gdyby nagle Platformie Obywatelskiej, szczególnie po 1 stycznia 2011 roku, gdy już na własnych kieszeniach odczujemy, co oznacza być najbardziej zieloną wyspą w Europie, zaczęły spadać notowania sondażowe. Sami dziennikarze „GW” od razu na początku wywiadu cytują jego słowa, że ma on dosyć od 20 lat tych samych twarzy na polskiej scenie politycznej. Oznacza to zatem, że prof. Rybiński jest być może typowany na lidera nowej formacji politycznej skierowanej do wyborców, którzy poczują skutki „reform” PO, ale nie będą na tyle zdesperowani, aby głosować na „radykałów” z PiS. Nie poszliby na wybory, ale skoro pojawiłaby się nowa twarz na scenie w postaci jakiejś dajmy na to partii eksperckiej, to czemu nie. Patrząc na promowanie w mediach prof. Krzysztof Rybińskiego odnoszę wrażenie, że taki scenariusz nie jest wcale wykluczony. Za taką możliwością przemawia jeszcze jeden, drobny, ale istotny fakt. Otóż przedstawiając profesora podkreśla się, że jest on świetnym ekonomistą, b. wiceprezesem NBP. Co ciekawe, na swojej stronie internetowej jego biogramy w j. polskim i w j. angielskim znacznie się od siebie różnią. Moją uwagę zwróciło podkreślenie w biogramie dla obcokrajowców, że został on na to stanowisko powołany przez prezydenta RP na wniosek samego prof. Leszka Balcerowicza, o czym w polskiej wersji nie ma ani słowa. Może to przypadek, a może i nie. Ale rzecz – moim zdaniem – znamienna. Czy ostatnia aktywność profesora Rybińskiego to przypadek, polegający na tym, że mamy nieliczne grono komentatorów gospodarczych, którzy mają rzeczywiście coś ciekawego do powiedzenia, czy też zręczna gra? Czy krytyka rządu ustami prof. Rybińskiego to zaczątek tworzenia nowej formacji między PO a PiS, z uwagi, że oba te szyldy powoli zaczynają się zużywać? Przekonamy się o tym już wkrótce. Najpewniej zaraz po Nowym Roku, kiedy to odczujemy dalszy ciąg niebywałych wręcz sukcesów gospodarczych rządu Donalda Tuska. Paweł Toboła-Pertkiewicz Foto. http://www.rybinski.eu