Category Archives: Wojciech Popiela

„Wysłuchaj nas Panie…” czyli jak pomagać biednym?

Każdy z uczestników Novus Ordo Missae, czyli Mszy w rycie ukształtowanym po ostatnim soborze w Watykanie, wie czym jest "Modlitwa powszechna" następująca po Ewangelii, a przed Ofiarowaniem. Pośród różnych nakazanych wezwań są też i takie za władze państwowe i ogólniejsze, o tematyce społecznej.

Od przybytku głowa na razie nie boli

Start w wyborach prezydenckich zapowiedziało już co najmniej czterech kandydatów* związanych w jakiś sposób z UPR i podzielających jej pogląd na gospodarcze rozwiązania potrzebne Polakom i Polsce.

Jak Prokapitalizm.pl walczył z Traktatem Lizbońskim – przypomnienie

13 grudnia 2014 roku mija 7 rocznica podpisania w Lizbonie Traktatu Lizbońskiego, który pozbawia Polskę wielu atrybutów państwowej suwerenności. To znamienne wydarzenie miało miejsce dokładnie w 26 rocznicę wprowadzenia przez juntę Jaruzelskiego stanu wojennego. Zbieżność smutnych w naszej historii dat. Przypominamy nasze skromne portalowe boje o to, by Traktat ten został przez Polskę odrzucony. Starsi Czytelnicy pewnie pamiętają. Młodsi niech czytają i słuchają.

O co chodzi Platiniemu?

Jeśli wierzyć TVN24 pan piłkarz Platini, obecnie działacz UEFA zdenerwował się, że na Ukrainie hotele bardzo podrożały w związku z euro. - To bardzo denerwujące. Zainwestować mnóstwo pieniędzy i pracy, a potem powiedzieć ludziom, że nie mogą przyjechać, bo stoją za tym bandyci i oszuści. Chcą na Euro tylko zarobić - ocenił we Lwowie Platini. Dodał, jak informowały media, że użyje ukraińskiego rządu, aby wpłynął na ten stan rzeczy. Ciekawe, że mówi to pan, którego organizacja sobie znanymi sposobami zmusiła rządy do wydania mnóstwa pieniędzy, zwolnienia UEFA z przeróżnych opłat i podatków i która to UEFA gdzieś chwali się, że "chce na Euro tylko zarobić" i to okrągły miliard eurosów. Jak był dobrym piłkarzem, tak tupet ma równie duży? Czyżby jego zdaniem wszyscy ci, którzy nie należą do UEFA-owskiej i biurokratycznej sitwy, mieli na mistrzostwach stracić? A może chodzi jeszcze o coś innego? Wojciech Popiela

Czy te oczy mogą kłamać?

Co potrafi zmieścić się w jednym wywiadzie, jeśli tylko oddzielone jest od siebie kilkoma zdaniami?

Prezydent ogłosi datę zakończenia powstania

„W końcu Polska jest okupowana przez tubylczych bezpieczniaków, a to nie taka znowu wielka różnica, kto jest okupantem - skoro kraj, tak czy owak, jest okupowany ze wszystkimi tego konsekwencjami.” – napisał właśnie, już niejednokrotnie o tym wspominając, pan Stanisław Michalkiewicz.
Za kilkadziesiąt minut prezydent ogłosi datę wyborów będącą też dla wielu formacji datą zakończenia powstania. Zakończenia klęską czy zwycięstwem? To zależy od celów stawianych powstaniu przeciw – jak określają ich przywódcy – „bandzie czworga” czy, jak chcą dyplomaci, zamurowanej w sejmie oligarchii politycznej reprezentującej siły wspomniane na wstępie. Cele deklarowane znamy i te zakończą się z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością klęską. Jako, że rozgorzała dyskusja o celowości Powstania Warszawskiego, przy wszystkich proporcjach, warto rzucić okiem za tamten i obecny, kolejny zryw przeciw „okupantom”.
  • Wówczas okupacja dawała się we znaki. Dziś też tak to jest określane.
  • Wówczas młodzi i ich przywódcy czekali na stosowną okazję. I dziś o takiej się mówi przy kolejnych wyborach.
  • Wówczas mieliśmy do czynienia z przeważającą siłą i środkami okupanta. Dziś, dysproporcje choćby finansowe są być może nawet większe; budżety największych sięgną trzydziestu milionów, rozproszonych powstańców kilkudziesięciu, maksymalnie dwustu tysięcy.
  • Wówczas propaganda powstańcza miała się najlepiej. Nie inaczej jest obecnie.
  • Wówczas w czasie i po powstaniu lały się krew, pot i łzy. Współczesne odpowiedniki leją się po każdym z dotychczasowych powstań wyborczych.
  • Wówczas to powstańcy próbowali walczyć na swoich warunkach i na swoim terenie. Dziś powstańcy walczą niemal wyłącznie na poletkach wyznaczonych im przez „okupantów”.
Tę wyliczankę można ciągnąć długo. Ciekawsze jest dlaczego liderzy współczesnych werbalnych powstań, krytykując bez wytchnienia – również dziś - tamto powstanie i jego przywódców robią niemal dokładnie to samo, tyle, że co kilka lat…? A jak będzie z celami rzeczywistymi? Te zawsze są i znają je ich autorzy. Oni też dokonają oceny. Dotychczasowa była pozytywna a powstanie musiało przynieść zamierzone skutki, skoro ponownie wzywają swoich bezbronnych w zasadzie ludzi na barykady, do przelania najpierw pieniędzy, a później potu, łez. Być może obejdzie się bez krwi. Wojciech Popiela Foto. PSz/Prokapitalizm.pl

Zanim nadejdzie dzień po wyborach

„Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” – z Ewangelii wg św. Jana. Osoby kibicujące formacjom politycznym podającym się za wolnorynkowe mają szansę w tym roku obserwować działanie konkurencji w praktyce. Wiele wskazuje na to, że gdy uzbierane zostaną podpisy i kandydaci, Polacy mogą mieć do wyboru co najmniej dwie, reklamujące się jako wolnorynkowe, grupy opozycyjne w stosunku wielkich partii. Jak głosi lider jednej z nich, partie wzmacniają się przez podział. Wedle tej teorii będą to więc dwie silne, jak na tę stronę politycznego teatru, trupy. Trupy nomen omen? Wszystko na to wskazuje, choć polityczne zaklęcia zwane przedwyborczą propagandą brzmią już w najlepsze. Jedni wskazują na milionowy elektorat określany czasem jako 6 procent. Inni na tradycyjne 15 procent z możliwością pogodzenia się z wynikiem o trzecią część mniejszym. „Kluczem do zwycięstwa w wyborach będzie propaganda” – głosi fragment wizytówki sztabu jednej z formacji. Czy rzeczywiście? Blef czy blaga to możliwe drogi do przypadkowego sukcesu, tym niemniej wisi nad nimi zawsze złowrogie „sprawdzam”. Obecne poczynania są niemal kalką dotychczasowych doświadczeń. Buńczuczne zapowiedzi mające dać wiarę, nadzieję i polityczną miłość w fazie ślepej, głownie tzw. wyznawcom. Opowieści o przełomowym charakterze wyborów i „najwyższym czasie na zmiany” – co miało naturalnie skłonić wyborców do jedynego słusznego wyboru i skłonić niezdecydowanych do ruszenia się z domu. Za tym wszystkim, jak zauważa pan Krzysztof Mazur („O bałaganie na prawicy”), stało i stoi jednak „rozchodzenie się oficjalnych deklaracji z rzeczywistymi zamierzeniami a następnie działaniami”. Uderzająca, zwłaszcza pośród rzekomych zwolenników kapitalizmu, była amatorszczyzna w działaniach. Nie amatorstwo – ono, poza kilkoma wyjątkami żyjącymi zawodowo z okolic polityki, było naturalne w sytuacji braku milionów złotych i dawało jednostkową świeżość i zapał. Uderzała zaś amatorszczyzna, dziecięca naiwność, lekkoduchostwo, generalna zasada „jakoś to będzie”, przy których pospolite ruszenie było szczytem sprawności organizacyjnej i zapobiegliwości. Dość powiedzieć, że zarówno zbieranie podpisów, zbieranie ludzi na listy wyborcze i zbieranie funduszy było emanacją przysłowiowego „polskiego działania” – niemal wszystko na ostatnią chwilę, niemal wszystko z „łapanki”, niemal wszystko bez przygotowania. Czasem, jak w roku 2007, wynikało to po części z porozumienia głównych sił politycznych, skracających do minimum nieoczekiwany kalendarz wyborczy, by na starcie wykluczyć konkurencję. Ale jakie to usprawiedliwienie dla aspirujących do władzy w czterdziestomilionowym kraju? Czy obecnie coś się zmieniło? Formacje do dziś chyba nie wiedzą pod jaką nazwą wystartują i nawet jeśli aktualnie wiedzą, to nie wiedzą czy czegoś nie zmienią. Nie mają zdaje się żadnych budżetów, ludzie na puste listy wyborcze łapani są zewsząd i wszędzie dla zapewnienia szerokiego spektrum ponieważ… „parlamentarzyści to przedstawiciele narodu” – jak tłumaczył jeden z koordynatorów łapanki. Mamy tu jak na dłoni „rozchodzenie się oficjalnych deklaracji z rzeczywistymi zamierzeniami a następnie działaniami.” W tej sytuacji pozostaje jedyny klucz do zwycięstwa w wyborach - propaganda. Na tym polu są pewne osiągnięcia. Z jednej strony mamy poważanego medialnie lidera, który w podobnej konstelacji cztery lata temu, według naszych odczuć „wypiął się” na pracę zespołową dla własnych korzyści. Zresztą bezskutecznie. Wspomniany już pan Krzysztof Mazur sugeruje, że to może się powtórzyć, o ile PiS otworzy się na znanego dysydenta. Póki co przyznać trzeba, że konferencje prasowe od miasta do miasta z aktualnym szefem UPR wyglądają na lojalną współpracę, a i media często podają informacje o udziale UPR, która nie mając szans na start samodzielny z braku sił, idzie „zjednoczona”, zaciskając zęby na poglądy głoszone dotąd przez kolejnych konfederatów… Podobnie i druga trupa nawiązująca w najnowszym skrócie nazwy do startu PJKM sprzed sześciu lat. Nie dość, że tradycyjnie miażdży wszystkich w internetowych sondażach mając zaprawionych w tych bojach wojowników, nie dość że kseruje wnętrze okładki wolnorynkowego tygodnika, to jeszcze znalazła sojusznika w osobie pana Janusza P. Tenże ex-polityk PO, budzący zaufanie studentów i emerytów łożących na jego kampanię ostatni wdowi i kawalerski grosz, z własnych pieniędzy wstawił aktualną nazwę wolnorynkowej formacji z uprzejmymi epitetami w sponsorowany przez siebie sondaż „HH”. Do tego na żywej antenie koncernu ITI tłumaczył Polakom, że ci wolnorynkowcy grzeją już sejmowe fotele z wynikiem osiem procent. Jest też inny promotor, z dawnych władz NBP, lansowany w mediach od jesieni, który co prawda nie nadąża z przyswojeniem kolejnych nazw grupy, ale też się stara. Sondaże to potężna broń, ale czy osiem procent podawane na cztery miesiące przed wyborami to więcej niż wydrukowane na pierwszej stronie poczytnej prasy siedem procent na cztery tygodnie przed dniem sądnym? Zwłaszcza, że zawsze można coś wrzucić dla przykucia uwagi mediów do swojej zaniedbywanej osoby. Kiedyś była to prywatna rozmowa o udziale w zajęciach w-f dziewczynki na wózku inwalidzkim, spisana i ogłoszona na blogu tak, by poznał ją świat cały. Czy hitem tej jesieni, w kontekście wniesienia społecznego projektu ustawy antyaborcyjnej, będą namiętne rozważania na temat kary wiklerza? Ot, jako „drobna prośba o pomoc wyborczą” - http://tiny.pl/h5hrw W tym samym czasie co każdowyborcze „sukcesy” formacji partyjnych, swoją poważną i silną pozycję budowały krok po kroku prawicowe organizacje mniej polityczne, za to o niebo skuteczniejsze. Ktoś poprosi je kiedyś o przepis na sukces? Póki co wygląda na to, że liderzy grup zachowują się jak gracz w lotto, który zawsze skreśla te same szczęśliwe liczby wierząc, że skoro to jego kupon i jego szczęśliwe domniemania – los padnie na niego. Czy te same działania mogą doprowadzić do innych niż zwykle skutków wyborczych? Cuda się zdarzają, a osoby wierzące mogą – czy to robią? – w intencji nieoczekiwanego powodzenia naszej beznadziejnej sprawy zanosić pokorne, choć konkretne, modlitwy. Co mają zrobić osoby mniejszej wiary? Stanąć w prawdzie. Kiedyś byłem powiernikiem łez młodego, ambitnego człowieka, który przyszedł dzień po wyborach wypłakać swój gorzki żal w pytaniu: „Co się stało? Przecież miało być dziewięć procent?!!” Stało się to, co ma szansę powtórzyć się i tym razem, a czego najlepszym obrazem jest historyjka wieńcząca powyższe memento. Koordynator okręgowy pewnej trupy teatru politycznego zamieścił ostatnio w komentarzu pod artykułem w internecie ogłoszenie. Poszukujemy – głosił – kandydatów do roboty wyborczej w powiatach, do noszenia ulotek, do siedzenia za kasę w komisji wyborczej, do siedzenia w sali sejmowej i senackiej jako przedstawiciel narodu, do dawania kasy, do zbierania podpisów itd. Zgłosił się oddelegowany przez Lwa Tołstoja książę Andrzej Bołkoński z „Wojny i Pokoju”, reklamujący się jako 32 latek chętny do senatu – mój znajomy z UW uprawiający niewinne dziennikarskie prowokacje. „Chciałbym właściwie być senatorem, ale nie wiem czy już nie macie zajętych miejsc, więc może posłem? Czy zgłosiło się już wiele osób? Jakie warunki muszę spełnić by być Waszym kandydatem i na jakie miejsce na liście mogę liczyć? Pierwsza trójka wchodzi w grę? Dodam, że mam sporo kontaktów, sam Pan rozumie. Proszę o pilną odpowiedź, z przyczyn oczywistych.” Po 11 minutach miał odpowiedź. „Warunki-popierać nas i chcieć startować. Kilku kandydatów mamy już w swojej bazie, pozycje na liście będą zależeć od kilku czynników i od innych kandydatów. 3 trójka, możliwa. Senat, jeszcze niezapadły dokładne decyzje na ten temat. Proszę podać następujące dane: Sejm/Senat imie nazwisko(…) „ To Bołkońskiego zachęciło. „Dziękuję za błyskawiczną odpowiedź. Widać profesjonalizm Waszych działań. Zapomniałem dodać o własnym wkładzie finansowym - oczywiste (jaki jest limit?), a czy ze strony organizacji należy na coś liczyć, czy we własnym zakresie (pieniądze, materiały reklamowe, ludzie, pojazdy)? Czy jest tajemnicą jakim budżetem dysponuje Okręg? Zakładam, że żadnym bo to dla idei. Senat byłby lepszy, no ale rozumiem uwarunkowania gdybyście mieli kogoś innego. Czy do sejmu, w razie pokrycia finansowego i szeroko zakrojonej kampanii, możliwa jest "jedynka" czy zarezerwowana dla władz w Okręgu?” Za kilkadziesiąt minut był już blisko celu. „Niestety z góry nie otrzymamy wsparcia, więc nasze finanse będą się opierać na zbiórkach i sponsorach. Można liczyć na pomoc finansową (w miarę możliwości okręgu) w prowadzeniu, organizacji kampanii( ludzie, organizowanie materiałów reklamowych, spotkań, happeningów i tym podobne. Osoby, które dostaną czołowe pozycje na liście będą wyłonione na podstawie: -swojej pozycji społecznej(rozpoznawalność, znajomości, wpływy i tym podobne) -ochoty do aktywnego udziału w kampanii w celu promocji swojej osoby i partii (czas jaki kandydat może poświecić na kampanie) -rozmowy z koordynatorami i prezesem oddziału (jak stworzymy oddział) -możliwości sponsoringu swojej kampanii i okręgu (niestety dobra kampania kosztuje) Jak wybory do senatu będą 1mandatowe, to w (…) z Panem mam 3 kandydatów, a partia wystawi tylko jednego kandydata. Z tego co mi wiadomo jedna osoba woli sejm, jedna jeszcze nie wie, Pan woli senat, więc wszytko da się załatwić. Ja się kieruje dobrem partii i będę agitować na rzecz tego kandydata, którego uznam za najlepszego. Oczywiście ostateczną decyzje podejmuje góra, ale jak My się uprzemy to nasza lista przejdzie w niezmienionej formie. Pana nie znam, nie rozmawiałem z Panem( na żywo) nie kojarzę nazwiska, więc nie mogę nic obiecać. Jednym słowem muszę Pana poznać osobiście, żeby popierać Pana wybór na naszego kandydata na senatora. Jednak wybór jedynek i wysokich miejsc wiążę się z dużą odpowiedzialnością, dlatego podejmuje takie kroki. Jednak z tego co Pan już napisał, sadzę ze ma Pan realne szanse na dobre miejsce na liście nie wyłączając z tego miejsca senatorskiego lub 1 (…), ale czas pokaże.” Po godzinie Bołkoński mógł już rozmyślać, czy senat czy jedynka poselska. Czas pokaże. Na drugi dzień wznowił ofensywę, mając nadzieję, że otrząśnie się z tego snu dając koordynatorowi kawę na ławę. A jeśli to nie zadziała? Będzie kandydatem wiodącej grupy wolnorynkowej? Czyżby dało się zostać kandydatem nr jeden do sejmu lub senatu z ogłoszenia w komentarzu internetowym? „ Mam nadzieję, że rozmach kampanii jaki chcemy zaproponować sprawi, że przekonamy Państwa do postawienia na nas. (…-nazwa miasta) jako okręg wzorcowy - to nasz cel, by zachęcić innych i dać przykład że można. Pod koniec przyszłego tygodnia bylibyśmy w (…), proponuję zacząć od obiadu w (…) lub (…) (co Pan sugeruje?). Byłby ze mną mój promotor i przyjaciel prawdziwy lew kampanijny zaprawiony w kampanijnej wojnie i pokoju w USA (u republikanów), Leo Tows-Toy. Omówilibyśmy szczegóły finansowe i organizacyjne. Jeśli mogę Pana prosić o przygotowanie spraw formalnych, tj druków i informacji z Kodeksu Wyborczego - będzie to bardzo pomocne. Pozostaje ważny szczegół dotyczący pozycji startowej. Rozumie Pan, że duży nakład sił i środków będzie możliwy tylko w przypadku szans na pociągnięcie stawki, ale wierzę, że po rozmowie z LT-T nie będzie Pan miał wątpliwości. (Jeśli nie tylko Pan jest decyzyjny - proszę o obecność także innych osób, będę tłumaczył z ang. w razie potrzeby). Z nadzieją na wielki sukces” Po dwudziestu minutach Bołkoński otrzymał odpowiedź od vicekoordynatora. „Witam, dziękuje za e-mail. Moja odpowiedz wymaga konsultacji z Koordynatorem (…), z którym skontaktuje się jak najszybciej. Prawdopodobnie odpowiem do końca dnia.” Po godzinie przyszła druga wiadomość… „Po małej analizie Pana e-maila stwierdzam , ze jest w nim dużo odniesień do książki "Wojna i Pokój". Proszę o wyjaśnienia.” W ramach wymiany wyjaśnień Bołkoński otrzymał m.in. takie: „Od początku Pan wydawał się mało wiarygodny dlatego dostawał Pan takie wymijające odpowiedzi. Ogłaszamy się wszędzie, ponieważ parlamentarzyści to przedstawiciele narodu.” „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” – z Ewangelii wg św. Jana. Wojciech Popiela

Moneybomb dla pana Michalkiewicza

Drodzy zwolennicy wolności! Każdemu kto oglądał pana Stanisława Michalkiewicza w programie TVP „Młodzież kontra” utkwiła w pamięci troska pani profesor doktor habilitowanej nauk ekonomicznych - czy takie przypadki nie wyjaśniają aby stanu finansów kraju? - Joanny Senyszyn o żebraczą niedolę Gościa programu, publikującego na michalkiewicz.pl. Niech nadchodzący tydzień będzie dla nas okazją do finansowego wyrażenia opinii na temat tego co słyszeliśmy z ust owej Czerwonki. Wzorem akcji związanych z kampanią pana Ron`a Paul`a zachęcam do – powiedzmy - trwającej tydzień akcji „moneybomb”. Ot, taki walentynkowy prezent dedykowany pani Senyszyn. O wynikach zostanie oczywiście powiadomiona po opublikowaniu ich na stronie Autora. Gorąco zachęcam do rozesłania tej sugestii zwolennikom wolności! Włączający się czynnie do sprawy Wojciech Popiela

Pomalutku do sejmu

Pomalutku – odpowiedział pan Janusz Korwin-Mikke na pytanie redaktora Radia WNET dotyczące finiszu kampanii wyborczej. Sondaże dają temu kandydatowi na prezydenta Warszawy od 2 do prawie 6 procent więc w Warszawie może być małe święto jego zwolenników, swoiste „poprawiny” imienin. Byłoby to ciekawe, gdyż jak pisałem niedawno*, ostatni, czerwcowy wynik w Warszawie to nieco ponad 3 procent. Drugi z kandydatów RW JKM, pan Stanisław Żółtek w którymś momencie kampanii napisał, że jeśli nie wygramy w Krakowie, nie wygramy nigdzie. Wygramy – zapewne w rozumieniu przekroczenia ustawowego progu i tzw. bariery psychologicznej. Sondaż dla TOK.FM daje do pana Żółtka 3 procent i byłby to wynik gorszy od krakowskiego wyniku pana JKM z czerwca (ok. 4,5). Okaże się, czy hasło z działającej od niedawna strony internetowej „Prawda nie propaganda” wzmocnione dostępnymi na stronie „Materiałami propagandowymi” (sic!) zaprzeczy sondażowemu zamówieniu mówionej sekcji „GW”. Niestety nawet gdyby padły tu dwa wyniki powyżej 5 procent to ważniejsza, choć pomijana, odpowiedź padnie w głosowaniu na RW JKM do sejmików. To co prawda nie wybory parlamentarne, ale dane porównawcze będą ciekawe. W roku 2005 podobny co do nazwy twór „Platforma Janusza Korwin-Mikke”, także nie mając zarejestrowanej listy ogólnopolskiej z takimż numerem zyskał 1,57 procent. Wówczas jednak PO ciągle budziła nadzieje wielu wolnościowców, dziś przechodzące w rozczarowanie. O ile więc propagandowo wyniki prezydenckie będą ważne, o tyle realną siłę na niecały rok przed wyborami parlamentarnymi i szanse na przebicie się do pieniędzy podatników pozwalających nawiązać kontakt w medialnej walce z czołówką, pokażą wyniki do sejmików, niezależnie od nazwisk startujących tam kandydatów. Dla poprawy nastrojów będzie można dodać do tego sejmikowy wynik Unii Polityki Realnej, której część być może na wiosnę zasili zjednoczoną pod przewodem PiS „prawicę” stając się dla jednych listkiem figowym Polskiej Prawicy Socjalistycznej, dla drugich wolnorynkowym skrzydłem niepodległościowego PiS. Tak czy owak, start sejmowy wymaga w najlepszym z wariantów wystawienia prawie 1000 dobrych kandydatów w całej Polsce. Dobrych tj. zbierających po około 400-500 głosów jeśli marzy się o przekroczeniu mitycznych 3 procent. Próg pięcioprocentowy wymaga już bardzo dobrych kandydatów i kilku gwiazd lub choćby gwiazdek. Wszystko po to, aby w ogóle w sejmie zaistnieć, choć istnieje tam obecnie ok. 400 posłów, o których niemal nikt niczego nie słyszał przez cztery lata. Doświadczenia sprzed dwudziestu lat wskazują jednak, że kilku posłów wiedzących czego chcą może być znanych na całą Polskę. Za kilka dni dowiemy się, czy sprawy idą w tym kierunku. Wojciech Popiela * http://www.prokapitalizm.pl/wolnosciowcy-poza-samorzadem.html Od redakcji: Sondę PROKAPA na temat tego, kto - zdaniem naszych Czytelników - powinien stanąć na czele jednoczącej się polskiej prawicy zwyciężył ostatecznie Janusz Korwin-Mikke zdobywając 309 głosów (28 proc.). Wyprzedził on tylko o 2 głosy Jarosława Kaczyńskiego (307 głosów, również 28 proc.). Trzecią pozycję zdobył Robert Gwiazdowski - 86 głosów, a za nim uplasował się Stanisław Michalkiewicz - 81 głosów. Na piątej pozycji znalazła się Magdalena Kocik z 60 głosami, a za nią  5 proc. czyli 57 głosów uzyskał "Ktoś inny". Rafał Ziemkiewicz uzyskał 46 głosów - 4 proc. Kolejni kandydaci zamieszczeni w naszej sondzie uzyskali: Zbigniew Ziobro (4%, 40 Głosów), Marek Jurek (4%, 39 Głosów), Roman Kluska (3%, 38 Głosów), Tomasz Sommer (1%, 13 Głosów), Jerzy Robert Nowak (1%, 12 Głosów), Jacek Bartyzel (1%, 8 Głosów), Roman Giertych (1%, 7 Głosów), Grzegorz Braun (0%, 5 Głosów). Listę zamyka Adam Wielomski (0%, 4 Głosów). W naszej sondzie oddano łącznie 1112 głosów. Wszystkim uczestnikom sondy bardzo dziękujemy.

Traktat z Lizbony w TK – przebieg wydarzeń z 10 XI 2010

W dniu 10 listopada odbyła się w Trybunale Konstytucyjnym rozprawa o stwierdzenie niezgodności z konstytucją RP Traktatu z Lizbony. Na rozprawę stawili się wnioskodawcy, przedstawiciele sejmu, prokuratury i MSZ. Wnioskodawców reprezentowali: poseł Antoni Macierewicz oraz senator Piotr Andrzejewski.
Na sali obrad był reporter Prokapitalizm.pl, Wojciech Popiela. Poniżej przedstawiamy zapis dźwiękowy (MP3) z obrad Trybunału Konstytucyjnego. Przedstawienie przez sędziego Trybunału Konstytucyjnego przedmiotu rozprawy przed TK: Pobierz plik... (MP3, 2,7 MB) Poseł Antoni Macierewicz przedstawia stanowisko Grupy Posłów o stwierdzenie niezgodności z konstytucją RP Traktatu z Lizbony i jednocześnie przedstawia wniosek o odroczenie rozprawy w związku z przyjętą niedawno ustawą kompetencyjną: Pobierz plik... (MP3, 4,5 MB) Senator Piotr Andrzejewski prezentuje uzasadnienie wniosku Grupy Senatorów: Pobierz plik... (MP3, 4,8 MB) Głos zabiera przedstawiciel Sejmu RP: Pobierz plik... (MP3, 5,3 MB) Głos zabiera przedstawiciel kancelarii prezydenta: Pobierz plik... (MP3, 3,7 MB) Głos zabiera przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych: Pobierz plik... (MP3, 5,4 MB) Trybunał Konstytucyjny odrzuca wniosek posła Antoniego Macierewicza o odroczenie rozprawy: Pobierz plik... (MP3, 173 KB) Poseł Antoni Macierewicz przedstawia swoje stanowisko w związku z odrzuceniem wniosku przez TK i oznajmia, że nie może dalej brać udziału w rozprawie: Pobierz plik... (MP3, 2,1 MB) Senator Piotr Andrzejewski kontynuuje swoje stanowisko. Poseł PO, Grzegorz Karpiński wyraża ubolewanie w związku z faktem opuszczenia sali TK przez posła Antoniego Macierewicza: Pobierz plik... (MP3, 1,6 MB) Trybunał Konstytucyjny wyraża „głębokie ubolewanie” z powodu opuszczenia sali przez posła Antoniego Macierewicza: Pobierz plik... (MP3, 318 KB) Poseł Antoni Macierewicz w krótkiej wypowiedzi dla PROKAPA, wkrótce po opuszczeniu sali TK. Wojciech Popiela zadaje posłowi dwa pytania: Pobierz plik... (MP3, 1 MB) Obrady Trybunału Konstytucyjnego obserwował i relację nagrał Wojciech Popiela. Opracowanie  i montaż: Iwona Sztąberek i Paweł Sztąberek Foto. Wojciech Popiela/Prokapitalizm.pl

Wolnościowcy poza samorządem

Słabość ruchu wolnościowego w Polsce widać najlepiej w czasie wyborów samorządowych. Po doświadczeniach kilku lat rządów centralnych i wielu władz lokalnych trudno uważać bowiem za ruch wolnościowy Platformę Obywatelską Rzeczypospolitej Polskiej. Pozostają więc inni, słabiuteńcy. Co prawda jeszcze w styczniu 2001 roku panowie Korwin-Mikke, Samborski, Waszak, Michalkiewicz i Wojtera wydali oświadczenie informujące, że Unia Polityki Realnej z satysfakcją przyjmuje oświadczenie pp. Andrzeja Olechowskiego, Macieja Płażyńskiego i Donalda Tuska w sprawie utworzenia bloku konserwatywno-liberalnego, że witamy z radością tę inicjatywę jako krok we właściwym kierunku. Deklarujemy w tym względzie lojalną, daleko posuniętą, współpracę, a Rada Główna upoważnia Prezydium do zawarcia sojuszu z nowo powstającą formacją. Dziś, w roku 2010, mimo odtrąbienia „sukcesu” przez niektóre ruchy wolnościowe, w losowaniu ogólnopolskiej listy do sejmików wojewódzkich uczestniczyło pięć formacji. PPP, SLD, PSL, PiS i PO. Z czego widać, że po stronie zwiększania obszaru wolności jest pustka. Brak ogólnopolskiej listy dobrze oddaje stan organizacyjny zwolenników wolności. Nie dziwi też fakt, że tylko oparta o związek zawodowy, skrajnie lewicowa PPP jest wyjątkiem od reguły, że w skali kraju liczą się partie na które podatnicy łożą miliony. Czasami tę regułę udaje się przełamać, ale rzadko. Bez kasy jak i bez pracy – nie ma kołaczy. Widać to dobrze na… filmach. Krótki film z konwencji 2010 i 2007 a także występ studyjny 2006 dobrze pokazują co można zrobić z pieniędzmi, a co bez nich i jak się jest przy okazji traktowanym. 2010 http://tiny.pl/hwcgb 2007 http://tiny.pl/hqk66 2006 http://tiny.pl/hwcgv Zapewne mając tę świadomość kandydat części wolnościowców w stolicy ogłasza konwencję czcionką nr 10. Wychwala wolność i życzy źle koalicjantom swoich struktur czyli „bandzie czworga” czcionką 13,5, a numer konta podaje czcionką 24. Bez pieniędzy bowiem można nadmuchać kilkadziesiąt balonów za kilkanaście złotych i powiesić kilka bannerów na grubej folii. Niestety aktywność najgorętszych zwolenników przejawia się głównie w tzw. pyskowaniu w internecie na koszt rodziców płacących za prąd. Oczywiście pieniądze to nie wszystko. Jest też propaganda. Wolnościowcy też znają jej kulisy. Stąd zaklęcia o piętnastu procentach poparcia, stad powoływanie się na jednorazowe wyskoki sondaży czy internetowe cuda powodowane zjadaniem „ciasteczek” lub stosownym programem internetowym, stad wreszcie tradycyjne zawyżanie liczby uczestników spotkań. Ostatnie doczekało się na stronach wspierającego kampanię tygodnika liczby 500. Rzut oka na film wskazuje salę z kilkunastoma rzędami po kilkanaście krzeseł. Widocznie 300 osób stało za drzwiami. Ale zwiększanie frekwencji o sto procent to podstawowe zaklęcie. Nie brak też narzekań na złe media, które nie przyszły i nie pokazały światełka w tunelu godzącego w dominację kandydatki partii rządzącej i przygaszonego przez rozłam w partii opozycyjnej. Tymczasem dwie doby po tym wydarzeniu trudno się doszukać w internecie – głównym obozie zwolenników kandydata – szerszych relacji z wydarzenia. Nie ma co pokazywać i o czym napisać? Ciekawe, czy nikt nie przeczytał długiego tekstu pana Dobromira Sośnierza http://tiny.pl/hwctt traktującego o konwencji z samodzielnego startu UPR do PE, z numerem 1 na liście partii, w roku 2009? Tymczasem sporo wskazywało na próbę wykorzystania postaci sześćdziesięcioośmioletniego pana JKM, do odbicia się od dna. Wynik prezydencki choć w liczbie oddanych głosów gorszy od tego z roku 1995, a procentowo poniżej progu dzielenia się pieniędzmi podatników, dawał wielu nadzieję. W ścisłym sztabie znalazł się UPR-owiec siedzący po drugiej strony barykady w roku 2005 i deklarujący wiosną b.r. na stronie ks. Isakowicza-Zaleskiego przejście po dwudziestu latach upeerowania do PiS. Kolejnym jest dyrektor biura UPR za rządów wykluczonego w burzliwych okolicznościach z UPR prezesa Wojtery. W drugą już (po „Libertas”) kampanię polityczną włączył się bezpośrednio wydawca i redaktor naczelny tygodnika „Najwyższy CZAS!”. Czy to przyniesie efekt? Warszawski wynik powyżej pięciu procent byłby oszałamiającym sukcesem wolnościowców. Dotychczasowe wyniki warszawskie kandydata z ostatniej dekady to 3,18 z czerwca, 2,27 z roku 2006 i 2,02 w roku 1995, roku startu Platformy Janusza Korwin-Mikke. Kandydaci RW JKM do rady miasta w Warszawie i w innych miastach nie mają szans na wejście z uwagi na realny próg wyborczy w okolicach dziesięciu procent. Są też dwaj kandydaci tego ruchu, w Krakowie i Radomiu, których śladów kampanii w sieci trudno szukać. I tu wynik powyżej pięciu procent byłby świętem, choć pan JKM miał w Krakowie ponad 4,5 procent w pierwszej turze, w czerwcu. Osobnym tematem są sejmiki, choć i tu słabość ruchu wolnościowego widoczna jest jak na dłoni. I tu nie należy mieć żadnych złudzeń co do wyniku. Zresztą pomiędzy wierszami wypowiadanych słów można usłyszeć, że nie o wyniki tu chodzi, a o test struktur na wybory 2011, tradycyjną autopromocję pomijając. Cząstkowe wyniki testu wykazały wg kandydata na prezydenta Warszawy brak doświadczenia Koordynatorów i mało sprężyste kierownictwo – ale również brak chęci do brania udziału w wyborach samorządowych na szczeblu sejmików, oraz to, że nauka na przyszłe wybory - jest. Jak znalazł. - twierdzi optymistycznie pan JKM. Drugi odłam ruchu wolnościowego złożony z części dawnej UPR głównie spoza Krakowa i Warszawy i części Śląska też spróbował przedstawić nam swoją ofertę personalną. Podobnie jak RW JKM otarli się o przydział ogólnopolskiego numeru listy wyborczej do sejmików. W Warszawie popierają kandydata Prawicy Rzeczypospolitej. Poza próbą podtrzymania zdolności organizacyjnych nie widać tam większej aktywności wyborczej. Brak pieniędzy i lokomotyw wyborczych daje się i tu we znaki. Jedyną ciekawostką jest być może start byłego (w dokumentach rejestrowych aktualnego) prezesa Bolesława Witczaka, który zdaje się być dla tej części UPR swoistym deja vu; próbowali nie być zakładnikami JKM, stali się zakładnikami BW. Jeśli ktoś zakładał, że wolnościowo zorientowani wyborcy porzucą nadzieje związane z PO RP i przerzucą je gwałtownie na neoPJKM czyli Ruch Wyborców Janusza Korwin-Mikke czy UPR ten zapewne i tym razem się rozczaruje. Montowane tratwy w postaci Ruchu Janusza Palikota i Polskiej Partii Internetowej mogą być przedstawiane jako solidniejsze alternatywy dla PO RP. Inna sprawa, że realna siła tradycyjnego ruchu wolnościowego mierzona zaangażowaniem wpływowych osób, możliwościami finansowymi i medialnymi jest tak mała, że z braku cudu ruch ten dryfuje głównie na i wokół tratwy JKM. Odpowiedź na pytanie „dlaczego?” jest kluczem do sukcesu i obiektem rozważań wielu. Niewiele jak dotąd z tego wynika. O wiele ważniejszym od równie popularnego pytania „kto po JKM?” jest też pytanie o najefektywniejsze wpływanie na opinię publiczną, w kierunku akceptacji systemu wolnorynkowego jako systemu najbardziej sprzyjającego moralnemu i gospodarczemu rozwojowi społeczeństwa – na co zwracał uwagę pod koniec października w Krakowie pan Jan Michał Małek. Całość: http://tiny.pl/hwc7x Najbliższe wybory potwierdzą, że wpływ ten – z którego zrodzić się może poparcie dla kandydatów wolnościowych – jest ciągle śladowy, a jego powiększanie jest kluczem do otwarcia politycznych drzwi dla strażników i orędowników większego zakresu wolności -najlepszego sposobu gospodarowania. Twardo stojący na ziemi realiści mają więc przed sobą ciągle dwie ścieżki. Normalna czyli cudowne, nieoczekiwane zwycięstwo wyborcze jakiego wielu upatruje już w listopadzie, albo droga nadzwyczajna, czyli mrówcza vel pszczela praca. Z uwagi na nieocenioną potęgę matki-nadziei ścieżka pierwsza ma ciągle wielu zwolenników. I kto wie, kto wie… może… W wariancie „B” liczą oni nawet na armię lub służby specjalne nawrócone na wolnorynkowość. Wojciech Popiela

Jak porzuciłem czary czyli jeszcze o Stanisławie Gowin-Mikke

Portal uniapolitykirealnej.pl zamieścił, poprzedzoną wstępem, odpowiedź pana Dobromira Sośnierza na mój felieton „Stanisław Gowin-Mikke”, traktujący o samozwańczym „zwolenniku radykalnych reform wolnorynkowych” chwalonym na tym portalu. Ponieważ nic tak nie zwiększa poczytności jako polemiki, utwierdzony przez Wydawcę odpowiadam na „odpowiedź”. W dużej części poważnie. Ciągle uważam, że zwolennicy wolnego rynku w programach politycznych zasługują na poważne traktowanie i kierowanie do nich słów prawdy, by wiedzieli na czym stoją... Zacząć wypada jednak od wspomnianego wstępu. Już sam tytuł „Wojciech Popiela rozczarowuje…” był jednoznaczną informacją dla nagłówkowych czytelników. Niestety nie bardzo odnosił się do dalszej treści i miał raczej charakter pałki. Jeśli ktoś rozczarowuje, to musiał uprzednio budzić nadzieje. Tymczasem nigdy nie dawałem ku temu powodu w materii chwalenia posła Gowina. Skoro P.T. Autorzy „pracy zbiorowej poniekąd” nie mogli mieć na myśli rozczarowania z tym związanego – co chodziło im po głowie? Może chodziło o cenzurkę za całokształt: „rozczarowuje bo krytykuje, a tu chwalić trzeba, bo to i zjednoczenie i konstruktywizm”. Wskazywałby na to akapit wprowadzający do odpowiedzi ulubieńca wolnorynkowych widzów programu „Młodzież kontra”… Tamże określono mnie mianem Ojca Chrzestnego, tj. „politycznym promotorem Wielkiego Logistyka (slang dla wtajemniczonych w życie wewnętrzne UPR – przyp. WP) i większości prominentnych rozłamowców”. Dość łagodnie. Za dwa dni PT Autorzy „pracy zbiorowej poniekąd” pisali już o moim „udziale w rozłamie” i „wylansowaniu członków gangu (sic!) przeze mnie”. Uprzedzając dalsze fakty warto zobaczyć, że o ile do posła Gowina z PO PT Autorzy PZP odnoszą się z rewerencją, o tyle były prezes UPR, który na konwencie w 2009 r. otrzymał absolutorium największą bodaj ilością głosów (ok. 75%), może liczyć na stwierdzenia kwalifikujące się przed oblicze sądu powszechnego za zniesławienie. Nie narzekam tylko relacjonuję. A co do samej odpowiedzi pana Dobromira Sośnierza, z którym swego czasu wymieniałem cenne dla mnie uwagi na temat sytuacji w naszej ulubionej partii. Zasmuciła Go nadmierna dawka krytycyzmu wobec wpisów na temat posła Gowina. Rzeczywiście nadmierna? Wszak ten sam portal i jak mniemam PT Autorzy PZP, za co „w ostatecznym rozrachunku odpowiedzialność spada na Prezesa” (S. Żołtka – jak przypuszczam, przyp. WP) wołają 12 października: „Przyjdź i zaprotestuj przeciwko reżimowi” – którego poseł Gowin jest ważnym i znanym składnikiem... Na tej samej stronie powtarzany jest przez funkcyjnych znany tekst pana JKM o „bandzie czworga” [PO-PiS-SLD-PSL], której pan poseł Gowin jest ważnym i znanym składnikiem... Wreszcie ten sam poseł Gowin i jego koledzy głosowali za przyjęciem Traktatu Lizbońskiego likwidującego nie tylko wg S. Michalkiewicza polską suwerenność (!)…, podczas gdy ówczesny wiceprezes UPR pan Stanisław Żółtek przekazywał Kancelarii Sejmu przygotowany przeze mnie i Izabelę Tomasiewicz "Dyplom im. Marszałka Adama Łodzi-Ponińskiego" (Marszałka zdrady - pierwszego rozbioru Polski, jak podkreślały portale UPR) dla koalicji traktatowej PO-PiS-PSL-LiD. I mimo to zacny Dobromir Sośnierz ma wrażenie, że się tym razem czepiam na siłę... Jak napisał gdzieś pan Waldemar Łysiak „wrażenie mylące, ale cóż za przyjemność” ogłosić miastu i światu, że Popiela rozczarowuje, czego nie omieszkali podkreślić PT Autorzy PZP. Oczywiście „to nie jest żaden wstyd pochwalić kogoś, kiedy akurat powie coś do rzeczy. Nie musi to od razu oznaczać, że bierzemy go za libertariańskiego radykała.” Czy ja tak napisałem? Wprost przeciwnie, napisałem że sam poseł takowym radykałem się ogłasza, a jak widać z wypowiedzi pojęcia nie ma co mówi i wiele edukacji upeerowskiej, czy jak się tam będzie teraz nazywała ta formacja, przed nim. Choć, brutalnie pisząc, szefem jego klubu jest były członek UPR i wielu innych – vide J. Pitera, członkini Rady Głównej UPR – w jego otoczeniu, stąd korepetycje w UPR są członkom tej formacji zbędne. Raczej chęci lub zezwolenie od „starszych i mądrzejszych”, jak zwykł pisać pan Michalkiewicz. „O ile zresztą wiem, koalicji z PO w Krakowie nie będzie, więc podejrzenie o przylizywanie kontraktu też się najwyraźniej nie sprawdziło.” Nie sprawdziło się... A miała być? I stąd przygotowania...? Żeby była jasność: nie potępiam ich aż tak jak Pan, choć doskonale rozumiem argumentację! „Koalicje niszczą wiarygodność i spójność naszego przekazu, zgodnie z którym wszystkie te bezideowe partie władzy, to jedna wielka banda niewiele się różniących wyzyskiwaczy i oszustów.” Szans na samodzielne dostanie się do rady miasta (realnie potrzeba na to ok. 11 procent poparcia) UPR nie ma nigdzie, a „zgrupowania partyzanckie” chowające się 20 lat po „politycznych lasach” ciężko znoszą rotacje, porażki i upadek morale, o wyczerpywaniu się sił i środków nie wspominając. Niegdyś prezes Żółtek był wiceprezydentem miasta wespół z Unią Wolności i prawie wszyscy byli dumni… „Byle nie w sposób, który by szerszej publiczności niesłusznie sugerował, że przestajemy ich uważać za wrogów wolności. Tak jak to się stało np. w przypadku nieszczęsnej koalicji z LPR...” Jak to mówią, było to szczęście w nieszczęściu. Z jednej strony oczekiwania pospieszenie chodzącego pod oknami sali Rady Głównej pana JKM, który „robił za BTS” pomiędzy premierem Giertychem, a moją pocztą głosową, z drugiej „budująca” deklaracja prezesów okręgów i członków RG pokazująca realne szanse zebrania podpisów w około dziesięć dni, z trzeciej oczekiwania widzów, sympatyków i członków na „oczywisty start” i z czwartej konsekwencje braku startu. Warto zauważyć i sobie przypomnieć, że odkąd zaczęliśmy być wówczas w mediach, do ogłoszenia wyników wyborów towarzyszyła nam po pierwszym zaskoczeniu niemal euforia, a sprawa np. „jedynki z Krakowa” dla UPRowca, rozpaliła nadzieje i namiętności do białości. Ślady tych nadziei dostępne są ciągle w sieci, m.in. na youtube. Wiecie Państwo ile osób widziało się już w poselskich fotelach…? Może kiedyś napiszę o tym nowelkę… Na koniec, co do anonimów. Aby prezes i instytucja nie świeciły oczami, sugerowałbym jednak podpisywanie się. Co jest gorsze, ujawnienie, że niewielki tekst pisały cztery osoby (chyba nie więcej?), czy zrzucanie odpowiedzialności zbiorowej na wszystkie koleżanki i kolegów? Dla poprawy humoru, dwa wieńczące, pyszne i tendencyjnie wybrane cytaty „lansujące”: „Zakończyły się obrady Konwentyklu UPR. Prezesem został kol. Bolesław Witczak. Jak przystało na Wielkopolanina jest to człowiek spokojny, opanowany, doskonały organizator - trzeba będzie tylko pomódz Mu przebić się w mediach; nie będzie to łatwe (znamy stosunek merdiów do Prawicy) ale łatwiejsze o tyle, że prezencję ma doskonałą. Konwentykl wybrał też do Rady Głównej dwóch nowych członków - a raczej, to rewelacja: Członkinie: kol.kol. Izabelę Tomasiewicz oraz Magdalenę Kocik. Wszystkim serdecznie gratuluję i życzę owocnej orki na ugorze!” Janusz Korwin-Mikke, 7.06.2008. „Myślę, że Wielki Korwin Mikke nie zasypie gruszek w popiele i będzie kuł żelazo póki gorące. Wynik, mimo że bardzo odległy od G.N., to mimo wszystko 4 miejsce  i dzięki temu w rozmowach toczących się tuż po głosowaniu JKMikke nie był pomijany! A to już coś!. Myślę, że to dopiekło orgowcom, witczakowcom, kocikowcom czy jak ich tam zwał. Trzeba pamiętać, że jawne, wręcz bezczelne poparcie Pis-u (zlekceważenie Decyzji Konwentu Wrocław 2009, na którym byłem!) było ich świadomym wyborem i z tego Należy i Trzeba wyciągnąć należyte wnioski.(…) [JKM oficjalnie poparł przed II turą J. Kaczyńskiego, UPR nie zrobiła tego - przyp. WP] (…) Korwin to Niesamowity i Niezastąpiony Pozytywny Ideowiec, którego UPR-owcy winni obowiązkowo pozytywnie wykorzystać! Toć to kapitał, który prędko Nam się nie trafi i zmarnowanie takiej szansy byłoby grzechem nieodpuszczonym! Korwin już dawno winien mieć miejsce w Loży Unii Polityki Realnej! Takiemu Człowiekowi już winno stawiać się Pomniki!!! (…) teatr ma dalej trwać. Tak to już jest na tym świecie, że sprzedawcy złudzeń mają się zgoła najlepiej.” Henryk Stawiarski, 16.07.2010 „Z Korwinem Wszędzie. Bez Korwina Nigdzie”, członek Straży UPR i Centralnej Komisji Rewizyjnej UPR – za stroną uniapolitykirealnej.pl. A teraz pozostaje czekać na zapchanie się serwera. Rekord odwiedzin murowany! Wojciech Popiela