Category Archives: Kuchnia i napoje

Jak przekupić wyborców – poradnik

Wybory za pasem. Prezydenckie, parlamentarne... A że demokracja w wersji współczesnej sprowadza się do przekupywania wyborców, tedy podsuwam pomysł jak przekupić największą możliwą grupę, a tym samym – wygrać wybory.

Sałatki w korycie

„Socjalizm bohatersko walczy z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju” twierdził Stefan Kisielewski. O trafności jego diagnozy postanowili ostatnio upewnić nas eurokraci grożąc buntem z powodu „drastycznych” podwyżek cen sałatek w dotowanym z kieszeni podatników kwotą 4 milionów € rocznie bufecie PE. Od 23 kwietnia zmieniły się zasady naliczania cen sałatek i w rezultacie za porcję warzyw, która do niedawna kosztowała 2,10 € trzeba zapłacić ponad 6 €. Horrendum!

W kryzysie żaden pieniądz nie śmierdzi

Tonący brzytwy się chwyta. Fiskus, zwłaszcza w kryzysie, chwyta podatników za „kieszenie” wszelkimi sposobami. Patrząc na kolejne pomysły urzędników od drenażu finansowego „ludu pracującego miast i wsi” trudno się oprzeć wrażeniu, że gdyby swoją inwencję wykorzystali w prowadzeniu biznesu, to żaden kryzys by nie nastąpił. A tak – ja mam temat na felieton, a Szanowni Czytelnicy temat do śmiechu lub przeklinania, zależnie od nastroju. W Niemczech, a konkretnie w Bonn, wprowadzono, hm..., ma ktoś może pomysł, jak nazwać skrzyżowanie alfonsa z parkomatem?. Bońskie przedstawicielki najstarszego zawodu świata (trochę starszego niż politycy), zanim staną pod tradycyjną latarnią muszą wykupić bilet – 6 euro za noc (od 20:15 do 6:00). Uzasadnieniem jest „sprawiedliwość podatkowa”, gdyż „panienki” w domach publicznych płacą podatki. Najlepsze są jednak przewidziane sankcje za „puszczanie się” bez ważnego biletu – upomnienie, grzywna i „nakaz opuszczenia ulicy” (sic!). „Bratanki” Węgrzy tak daleko jeszcze nie poszli. Na razie od 1 września w Koronie św. Stefana obowiązuje tzw. podatek chipsowy, pobierany od „żywności i napojów o wysokiej zawartości cukru, soli, węglowodanów oraz kofeiny”. Szacowane wpływy – 74 mln euro rocznie. Uzasadnienie – Węgrzy jedzą za dużo tłuszczu, soli i cukru, co wywołuje liczne choroby. Te zaś, jak przekonywało mnie radio, są „znacznym obciążeniem dla budżetu”. Czyżby nad Balatonem publiczna służba zdrowia nie była darmowa? Michał Nawrocki Foto: http://nonsensopedia.wikia.com

Chiński punkt widzenia: Szanghaj … od kuchni

Pisząc te słowa jestem jeszcze na walizkach, ponieważ dopiero wczoraj powróciłem z Szanghaju po kolejnej jakże owocnej wizycie u mojej rodziny. Jest kilka wątków specyficznych, które zapadły mi głęboko w pamięci a chodzi o katastrofę prezydenckiego samolotu oraz EXPO 2010, które odbywa się w Szanghaju. Te dwa jakże różne zdarzenia mają coś wspólnego – a jest to informacja, która została głęboko opisane przez chińskie media. Pierwszy raz od momentu kiedy moja droga życiowa została powiązana z miastem Szanghaj miałem możliwość usłyszeć oraz przeczytać tak dużo o polskiej kulturze, historii a także życiu politycznym. Można to wszystko określić słowami „szczęście w nieszczęściu” ponieważ takiej darmowej reklamy Polska już nigdy nie będzie miała okazji uzyskać (no chyba, że następny prezydent planuje coś tak samo efektownego jak ten wypadek). Pierwszy epizod cyklu jaki zamierzam publikować na Prokapitalizm.pl, będzie najbardziej frywolny, nie odnajdziecie tutaj żadnych danych statystycznych, informacji o systemie podatkowym ani opisu reform, które zostały zapoczątkowane przez Xiaoping’a. Tekst będzie dotyczył wspaniałej kuchni chińskiej oraz kilku małych restauracji, które miałem okazję nawiedzić kiedy poczułem głód. Zastanawiacie się dlaczego chce pisać o tak błahych sprawach jak kuchnia chińska? Już odpowiadam!! Każdy napotkany Chińczyk odpowie wam jedno: „życie to jedzenie”. I coś w tym musi być, bo na jednej ulicy można napotkać więcej restauracji niż w całych Katowicach lub Wrocławiu. Wchodząc do tych małych ulicznych restauracji, na pierwszy rzut oka dość obskurnych, napotykamy na ścianach koncesję na prowadzenie działalności wydaną przez odpowiedni urząd. Koncesja ta ma gwarantować spełnienie standardów, określonych przez regulacje stworzone przez urzędników, którzy mocą niby boską wiedzą lepiej czego chce klient. Byłem w wielu restauracjach, które posiadały podobną koncesję, ale właśnie w tej restauracji doznałem najlepszych chińskich pierogów. Skąd ci wszyscy klienci wiedzą, że właśnie tutaj, a nie za rogiem, są lepsze pierogi ? Czy jest potrzebny specjalny urząd, który gwarantuje wysoką jakość podawanego jedzenia? Jakim cudem informacja dociera aż po LongBai oraz Minhang? Bo właśnie stolik obok siedzą osoby, które akurat tam mieszkają (a wiem o tym, bo rozmawiają o oddaniu do użytku następnej stacji metra blisko ich miejsca zamieszkania i w jaki sposób im to ułatwi życie). Zachwalany na portalu Prokapitalizm.pl wolny rynek ma w sobie pewien zbawienny mechanizm, dzięki któremu informacje przechodzą od klienta do klienta, od klienta do restauratora i tak, dzięki konkurencji pomiędzy tymi wszystkimi restauracjami, otrzymujemy pewien produkt, który będzie nas zadowalał. Oczywiście jest to moja subiektywna opinia, każdy inny klient ma własną subiektywną opinię i własną ulubioną restaurację. Jedno jest pewne - urynkowienie tego sektora gospodarki umożliwiło stworzenie tych wszystkich miejsc pracy, tych wszystkich restauracji, a żądanie, które zostaje wysłane do innego sektora gospodarki (rolnictwo) daje pracę jeszcze kolejnym ludziom. W roku 2004 istniało ponad 20 000 tyś restauracji w samym Szanghaju i to tylko tych, które posiadały koncesje i były zarejestrowane (ktoś prowadził działalność gospodarczą), ale ile było tych, które tej koncesji nie posiadało, tego nikt nie wie i prawdopodobnie nigdy się nie dowie. Zastanawiacie się jak to możliwe, że urzędnik odpowiedniego wydziału jeszcze nie skontrolował tych, którzy posiadają taką restaurację? Odpowiedź jest bardzo prosta - za mała liczba urzędników w stosunku do liczby ludności!! Prawdopodobnie w Polsce, jeśli liczba urzędników utrzymywała się na poziomie z roku 1989, ciężko byłoby doprowadzić do bankructwa Optimus oraz JTT, bo kto by miał czas uprzykrzać życie przedsiębiorcy szczególnie temu małemu, który zatrudnia 5 osób. [caption id="attachment_8669" align="alignleft" width="300" caption="Ta mała szanghajska restauracja ma być zrównana z ziemią po 1 stycznia 2011 roku. Foto. Adam Izydorczyk"]Ta mała szanghajska restauracja ma być zrównana z ziemią po 1 stycznia 2011 roku[/caption] Po rozmowie z właścicielką tej restauracji wszystko wydaje się jasne: jeśli jedzenie spadnie poniżej pewnej jakości klienci przeniosą się do innej restauracji lub zaczną gotować sami w domu. To samo będzie się działo jeśli cena wzrośnie o 3 lub 4 RMB na daniu, które jest przyrządzane przez dziewczyny zatrudnione w kuchni. Zresztą właścicielka jest jedną z osób pracujących w kuchni więc sama dba o to, aby pracownicy starali się wykonać własne zadania jak najlepiej. Popijając Pepsi w szklanej butelce, które kosztowało mnie 2 RMB czyli około 0,80 groszy zadaje kolejne pytania. Restauratorka opowiada mi o planach przebudowy centrum miasta i kolejnych, przeznaczonych do zburzenia, areałach, w tym jej restauracji. Dokładnie w dniu 01.01.2011 teren zostanie wywłaszczony przez ChrL, oczywiście z wypłaceniem odszkodowań dla osób, które utracą swoje dobytki, ale pewnym jest, że za te pieniądze można co najwyżej kupić coś oddalonego od centrum w odległości 20 km. Ta magiczna ulica, która dzisiaj tętni życiem zostanie zniszczona a na jej miejscu pojawi się kilka drapaczy chmur dla elit z Tajwanu oraz Hongkongu. Te wszystkie więzi, które wytworzyły się tutaj przez te wszystkie lata, w ciągu kilku chwil przestaną istnieć, te wszystkie małe restauracje oraz interesy prowadzone przez  drobnych przedsiębiorców zostaną wysłane do diabła w imię „Better City Better Life” czyli hasła reklamowego Szanghaju podczas EXPO 2010. Dochodzi godzina 19:00 czyli moment większego spotkania rodzinnego po okresie kilku miesięcy pobytu w Polsce. Następna restauracja, ale ta jest wykwintna, a rachunek będzie opiewał na prawie 2500 RMB. Sławna jest z kilku powodów, ale głównym jest podawana tutaj kaczka po pekińsku. [caption id="attachment_8670" align="alignright" width="300" caption="Personel małej szanghajskiej restauracji. Foto. Adam Izydorczyk"]Personel małej szanghajskiej restauracji. Foto. Adam Izydorczyk[/caption] Klientela jest inna, w większości przeważają nowobogaccy z Szanghaju oraz delegacje firm i turyści, którzy prawdopodobnie trafili tutaj czytając przewodniki. Restauracja mieści się na 3 piętrze wysokiego na 20 pięter biurowca. Jeszcze 15 lat temu widok był inny, a zresztą wszystko przypominało ulicę, na której byłem jeszcze z dwie godziny temu. Pytanie DLACZEGO? Odpowiadam - w Chinach nie ma całkowitego prawa własności, jest to tylko dzierżawa na 70 lat, a po tym okresie prawo własności zostaje przeniesione na ChRL. Oczywiście nowe prawo, a mowa tu o Property Law of the People's Republic of China, które obowiązuje od 2007 roku i precyzuje zasady przedłużenia dzierżawy na kolejne 70 lat lub nacjonalizacji, jest lepsze od tego z roku 1949 czyli czysto komunistycznego, ale daleko mu jeszcze do czysto kapitalistycznego. Co ważne za nowymi zmianami w National People's Congress głosowało 2799 osób, a przeciw było tylko 52. Prawo, jak już wspomniałem, jest z 2007 roku a decyzja o wyburzeniu z roku 2008 (zagadka dla czytelników). Będąc w tych restauracjach i rozmawiając z rodziną wszyscy dochodzą do jednego wniosku,  że w każdym kraju istnieją regulacje dotyczące żywienia, prowadzenia restauracji lub zwykłego pubu. Ja mam osobiście pytanie do tych wszystkich urzędników!! Jakim cudem, jedząc w restauracjach bez koncesji, żyję i mam się dobrze?? Szlag mnie nie trafił, co lepsze jedzenie było tak samo dobre jak w tych z koncesjami, a czasami nawet lepsze ?? W następnym epizodzie mam nadzieję opisać inny zbawienny wpływ wolnego rynku oraz podać kolejne interesujące informacje dotyczące Chin a w szczególności Szanghaju. Adam Izydorczyk

Ruch oporu czyli „zobacz synku jak wygląda baleron”

Straż miejska i policja pospołu ganiają chłopów przywożących na bazary swojską kiełbasę, jajka i mleko. A gdzie się taki jegomość pojawi zaraz ustawia się kolejka mieszczuchów pragnących spróbowania prawdziwych wędlin czy posmakowania prawdziwej jajecznicy. Pierwsza komuna w porównaniu do dzisiejszej była na swój sposób uczciwa. Za pierwszej nie było mięsa w sklepach, bo go nie było w ogóle. Teraz niby jest ale podrabiane. Bo jeśli z jednego kilograma szynki robi się ponoć ponad 2 kilogramy wyrobu, to czym jest owa różnica jak nie oszustwem? Dodaje się masowo soję i środki utrzymujące wodę. No i wszyscy mają to czego chcieli – pełne półki i tanie żarcie. A to, że jemy na co dzień ścierwo dowiadujemy się próbując prawdziwych wiejskich wędlin. Więc chłop, jak za pierwszej komuny, jest znowu wrogiem publicznym nr 1, bo stwarza precedens. Pokazuje inny świat. Dlaczego go ścigają? Bo nielegalnie sprzedaje wyroby z mięsa nie badanego przez weterynarza z nielegalnego pewnie uboju i bez stosownego certyfikatu, a w dodatku nie ma kasy fiskalnej. Pierwsza komuna charakteryzowała się tym, że formalnie była krajem robotników i chłopów przy wsparciu tzw. inteligencji pracującej czyli w dużej mierze bandy urzędasów. Ponieważ w tej chwili klasa robotnicza jest na wymarciu (bo w Chinach jest taniej), a chłopi ledwo zipią, za chwilę zostanie osiągnięta pełna ideologiczna równość klas. W fabrykach i chlewniach pracować będą urzędnicy i wszystko będzie jak miało być... Urzędnik chodzi zwykle w krawacie, a jak wiadomo "klient w krawacie jest mniej awanturujący się", więc władza będzie miała także z głowy ewentualne wybuchy niezadowolenia. Bo co to za chłop, który tkwi w tonach papierów, aby legalnie produkować wyroby ekologiczne? Ponoć uzyskanie samego certyfikatu trwa 2 lata… A wystarczyłoby jegomościa wyposażyć w maszynkę do próżniowego pakowania i sprzedawać kiełbasę jako przedmiot kolekcjonerski. Jeśli można w Polsce w ten sposób sprzedawać dragi legalnie w sklepie, to dlaczego nie kiełbasę? Nikt przecież nie będzie oficjalnie takiej kiełbasy kupował ani sprzedawał w celach konsumpcyjnych, tylko po to aby powiesić na ścianie, powąchać od czasu do czasu, nacieszyć się widokiem i schować do lodówki. Chłopi sprzedawaliby wtedy swoje wyroby jako dzieło rękodzieła artystycznego! I znowu miał rację Bareja. Oby nie trzeba było chodzić do teatru aby zobaczyć prawdzie wędliny…. Zobacz synu tak wygląda baleron – mówi ojciec to swego syna w scenie w teatrze kultowego „Misia”. Według mnie Bareja powinien zostać uznany za narodowego wieszcza. Trzeba zamiast dostosowywać się do chorych regulacji zbiorowo i z premedytacją je omijać. Przyszła kolej na ruch oporu. Walka z systemem poprzez omijanie jego biurokratycznych i wewnątrz okupacyjnych meandrów staje się naszym obowiązkiem nie tylko patriotycznym ale i cywilizacyjnym. Adam Kalicki

Carlsberg obraził Polaków

Poseł PiS, Stanisław Pięta z Bielska-Białej, wystosował do firmy piwowarskiej Carlsberg list protestacyjny, w którym domaga się przeprosin za wykorzystanie w reklamie piwa na Ukrainie wątków nawiązujących do rzezi Polaków i Żydów w Humaniu w 1768 r. W liście posła Pięty, opublikowanym w serwisie internetowym www.polskiekresy.pl czytamy m. in.: "(...) Użycie do reklamy Waszego piwa motywu ohydnych mordów, których ofiarą na Ukrainie padło kilkadziesiąt tysięcy ludzi budzi zdumienie i oburzenie. Wykorzystanie postaci inicjatora tego barbarzyństwa Maksyma Żeleźniaka, który po spożyciu piwa Lvivske ma opowiadać jak to powiesił w kościele w Humaniu Lacha, Żyda i psa bo ich wiara jednakowa („Lach, Żyd i sobaka – wsia wira odnaka”), stanowi skrajny przejaw braku szacunku dla człowieka, elementarnej wrażliwości i po prostu głupoty. Reklama piwa Lvivskie produkowanego przez Waszą Grupę, wyemitowana w ukraińskiej telewizji stanowi także dowód na skrajny antypolonizm i antysemityzm osób kierujących ukraińskim segmentem Waszej Grupy oraz na akceptację tego stanu przez Zarząd Waszej Grupy – gdyż jak mi wiadomo do dzisiaj Wasza Firma nie przeprosiła za tę skandaliczną reklamę. Szanowni Państwo proponuję abyście ponownie zapoznali się z dostępnymi na Waszej stronie internetowej przemyśleniami założyciela Waszej Firmy Pana J. C. Jacobsena, który uważał, że wysokie wartości etyczne przejawiające się w filantropii, uczciwości i jakości produktów są ważniejsze niż zyski krótkoterminowe. Z żalem zauważam, że Wasze zapewniania o trosce o etykę i o odpowiedzialności wobec społeczeństwa wydają się mało wiarygodne w świetle Waszego postępowania. Oburza mnie nie tylko skandaliczna kampania reklamowa, ale także brak odpowiednich przeprosin ze strony Państwa Firmy. Jak podają historycy po zajęciu Humania przez zdradzieckich kozaków Iwana Gonty ludność mordowano na wiele różnych sposobów: dzieci zrzucano z budynków na las spis, kobiety gwałcono, a ciężarnym rozpruwano brzuchy. Zmuszano do konwersji na prawosławie. Z kościoła katolickiego wyrzucono komunikanty, każąc je jeść z ziemi i krzycząc "Oto lacki boh" [Oto polski bóg]. Na koniec wrzucono roznegliżowane zwłoki do głębokiej na 40 sążni studni. (...) Szanowni Państwo domagam się od Zarządu Waszej Grupy, od Zarządu Carlsberg Polska S.A. i Zarządu spółki ukraińskiej całostronicowych przeprosin umieszczonych w dziennikach ogólnopolskich oraz we wszystkich głównych dziennikach ukraińskich. Jednocześnie informuję, że do czasu opublikowania przeprosin zamierzam powstrzymać się od zakupów Waszych produktów. Nie będę kupował piwa marki: Carlsberg, Harnaś, Okocim, Karmi, Bosman, Piast, Kasztelan, Volt i Książ. Jednocześnie zawiadamiam, że o swoim stanowisku zamierzam szeroko informować licznych współpracowników, przyjaciół i właścicieli sklepów w moim okręgu wyborczym" - czytamy w liście posła Pięty. Opr. PS