Category Archives: Ameryka Środkowa

Dla Polski nie ma żadnego znaczenia fakt, że Fidela Castro diabli wzięli

26 listopada 2016 roku poczułem się od rana tak, jakby wróciły w mediach wszelkiej maści od prywatnych po publiczne, duch PRL-u. Wiadomością dnia bowiem stała się informacja, że diabli wzięli do piekła nieskończenie długiej rewolucji komucha Fidela Castro.

Wszechobecny socjalizm zbiera swoje żniwo

Bardzo ciekawą analizę, do czego prowadzi socjalizm znajdujemy na portalu Independent Trader. Zespół tego serwisu, na przykładzie kilku krajów opisuje, jak kończą się socjalne eksperymenty.

CRISTIADA – odkłamywanie świata

W epoce wszechpanującej tandety, kiedy jesteśmy bombardowani z ekranów plazmy nierealnymi historiami, na przemian z okultystycznymi przekazami podprogowymi, pojawienie się czegoś wartościowego, przechodzi bez echa. Na szczęście są w świcie tacy artyści, rzucający wyzwanie libertyńskiej rzeczywistości, którzy potrafią wydobyć z czeluści dziejów fakty, zgoła niewygodne dla postępowego świata- wydobyć je i ubrać w formę sztuki filmowej z przekonaniem, że trafi to do mas z pożytkiem doczesnym.
Wyzwania tego podjął się Pablo Barroso i nakręcił „For Greater Glory: The True Story of Cristiada” - film, który może zapoczątkować w końcu nowy rozdział globalnego kina „tematów niebezpiecznych”. Skoro mamy sztukę globalną wyzutą z wszelkich wartości tożsamościowych, być może nadszedł czas na sztukę globalną, odwołującą się do tożsamości poszczególnych państw i narodów. Problem polega na tym, że taka idea nie może liczyć na wsparcie światowych mediów, rządów i organizacji kulturalnych. Nic dziwnego więc, iż dzieło Barroso obłożone zostało anatemą milczenia, niczym katolicy w Meksyku. Znając jednak siłę Prawdy, możemy być pewni, że i bez pomocy propagandy nowej ery, obraz ten stanie się znany w środowiskach zachowawczych i wszędzie tam, gdzie katolicy doświadczają dyskryminacji. Obejrzałem z uwagą „Cristiadę”. Chociaż temat filmu jest bardzo specyficzny i szeroki, to trzeba wyrazić uznanie reżyserowi, aktorom i twórcom tego obrazu za pokazanie światu, choćby w tak wąskiej, ale wyrazistej formie tego, co się działo w Meksyku w latach dwudziestych XX wieku. Fakt, iż film ma trudności z dystrybucją jest tylko znakiem, jak dalece świat pogrążył się w niepamięci i nie chce pamiętać o tym, ku czemu teraz sam zmierza. Meksyk, to kraj który obok Francji, Rosji i Hiszpanii poczuł na sobie dobrze swąd ognia rewolucji. To kraj, który miał na gruzach cywilizacji chrześcijańskiej, zbudować raj na ziemi dla ludzkości. Nie bez powodu w końcu wybrał sobie to państwo na emigrację Lejba Bronsztein- Trocki. Meksyk miał się stać „bolszewią” Ameryki, zbudowaną przez masonerię na gruzach katolickiej tradycji. Tematyka poruszona w „Cristiadzie” jest więc odwołaniem się do autentycznych wydarzeń historycznych z tamtego okresu. Jest udaną próbą ukazania światu losu Meksykanów, dotkniętych postępem oraz humanizmem. Oczywiście, wizja reżysera sprowadza się do artystycznego kolażu i akcentuje on tylko kilka wątków. Prawo twórcy do subiektywnej specyfiki, nie powinno nas zniechęcać, a raczej powinno skłaniać bardziej do zagłębiania tego tematu. „Cristiada” to film fabularny, dźwigany na ramionach dwóch znanych aktorów: Petera O`Toole`a oraz Andiego Garcii. Obraz ten nie jest przeładowany scenami patetycznymi, co jest wielkim plusem. Owszem, rewolucja meksykańska tutaj nie jest aż tak drastyczna i twórcy filmu dość ostrożnie wprowadzają widza w świat zła. Ma to swoje uzasadnienie, bowiem temat ten jest czymś nowym, zwłaszcza dla widzów spoza Meksyku i obydwu Ameryk. W końcu to nie jest baśń fantasy, ani film science- fiction. Cristiada wydarzyła się naprawdę. Cristeros walczyli za wiarę, a masońskie rządy prezydenta Callesa miały doprowadzić do wymordowania wszystkich katolików w Meksyku. Powstanie Cristeros było więc ważnym wydarzeniem historycznym, o którym być może zacznie się mówić głośno. To kolejny temat czekający na rewizję. Trudno wymagać od polityków aby dociekali prawdy w świecie, który zaczyna coraz bardziej przypominać Meksyk z roku 1924. Pozostaje przekonanie, iż obraz Pabla Barroso „For Greater Glory: The True Story of Cristiada”, będzie miał szansę zainspirować innych twórców kultury do kontynuowania tego wątku, co mam nadzieję nastąpi. Tomasz J. Kostyła Tekst ukazał się na stronie Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Przedruk za zgodą redakcji.

Haiti i solidarność

Kiedy dotarły do mnie wieści z Haiti, a następnie ujrzałem na ekranie mojego telewizora okropieństwa, które miały tam miejsce, pierwszą myślą – dzieloną zapewne z milionami ludzi na świecie – było złapanie najbliższego samolotu do Port-au-Prince i wzięcie udziału w akcji ratunkowej, w jakikolwiek sposób. Skąd taki a nie inny impuls? Jest to tkwiąca w nas intuicja moralna, czasem nazywana również poczuciem solidarności. Cierpimy widząc cierpienie bliźnich, a kiedy oni się cieszą – my też odczuwamy radość. Widząc wypadek na autostradzie zwalniamy nie po to, by obejrzeć jego skutki albo z czystej ciekawości, ale dlatego, że „tylko dzięki Twej łasce poruszam się, Boże”. Musiałem jednak postawić sobie praktyczne pytanie: cóż takiego mógłbym zdziałać gdybym rzeczywiście jakoś dostał się na wyspę i wysiadł z samolotu na Haiti? Nie bardzo umiem nastawiać złamania. Nie dałbym rady usunąć zwałów błota. Nie potrafię zoperować ani kończyn, ani oczu. A przecież tylko w sytuacji, gdybym posiadał którąś w wymienionych umiejętności mógłbym dołączyć do jakiegoś zespołu i autentycznie nieść pomoc tamtym ludziom. Jestem głęboko wdzięczny wszystkim, którzy to potrafią i doceniam, że są tam i służą. Tak naprawdę, ratownicy dali do zrozumienia, że ostatnią rzeczą jaka przydałaby się teraz na Haiti jest masowy napływ ludzi, którzy przywieźliby ze sobą wyłącznie dobre intencje. Taki najazd na zniszczony kraj oznaczałby wzrost zapotrzebowania na żywność, kwatery, transport, i wiele innych spraw. Chęć niesienia pomocy, uczynienia dosłownie czegokolwiek – w dużej mierze zależna i zrozumiała, gdyż bierze się z naszych emocji – to dokładnie ten czynnik, który zaburza prawidłowe rozumienie czym jest pomoc w odniesieniu do ekonomii. Jest to zderzenie porządku sentymentalnego i praktycznego, odruchu i rozumu, miłosierdzia i metodologii. Z drugiej strony wydaje się oczywiste, iż chyba tylko lodowaty i duchowo martwy człowiek mógłby przejść do porządku dziennego nad tragedią haitańską. Pamiętamy jednak, że przyczyną cierpienia tego kraju nie jest wyłącznie ostatnie trzęsienie ziemi, ale także bieda, która sprawiła, że na wszystkich odcinkach życia społecznego ujawniło się nieprzygotowanie do spotkania z sytuacją klęski. Mówiąc bardziej ogólnie: podstawowym problemem Haiti nie jest zła pogoda albo katastrofy naturalne. Problem leży w ekonomii. Przez całe dziesięciolecia kraj był poddany rozmaitym formom dyktatury, które skutecznie wykorzeniły z tamtejszej kultury podstawowy zmysł przedsiębiorczości. Nie mówię tu, że Haitańczycy w ogóle nie są przedsiębiorczy – dość spojrzeć na pochodzących stamtąd imigrantów sprzedających rozmaite towary na ulicach Nowego Jorku by przekonać się, jak obrotny jest to naród. Tym, co zaszczepiło ich kulturę przeciwko duchowi działania na niwie ekonomii, była postępująca niezdolność do przejęcia kontroli nad własnym życiem, co mogło dokonać się tylko poprzez odrzucenie polityki kolejnych rządów, która całkowicie uzależniła kraj od zagranicznej pomocy i miejscowych dyktatorów. Wygodnie jest wyobrażać sobie, że wysyłając ludziom rzeczy, które sami lubimy – samochody, komputery, doskonały sprzęt medyczny – bardzo im pomagamy. Tyle tylko, że w sytuacji gdy w kraju nie ma prądu, niewiele jest paliwa, a drogi nie są w stanie wytrzymać przejazdu ciężkiego sprzętu, wszystkie nasze ustrojstwa, sprzęty i technologie stają się po prostu bezużyteczne. Podobnie jest z przeświadczeniem, że stos papierowych pieniędzy stanowi magiczne lekarstwo na wszelkie bolączki. Kiedy nie ma towarów które można by kupować, brakuje części zamiennych, a zarówno handel detaliczny, jak i hurtowy nie przypomina rozwiniętej gospodarki, same pieniądze niewiele dobrego zdziałają. Haiti potrzebuje teraz praktycznej pomocy i hojnego miłosierdzia – ale aplikowanych mądrze i z bystrym ukierunkowaniem na poprawę warunków egzystencji. Wspierajmy organizacje, które zaopatrują ludzi w wodę i lekarstwa. Jednak na dłuższą metę, musimy zastanowić się, czego potrzeba krajowi żeby w przyszłości mógł zapobiegać takim klęskom lub przynajmniej minimalizować ich następstwa. Myślę, że jest to rozwój gospodarki i towarzysząca mu kultura, która taki proces wspiera. Droga do tego celu jest daleka, a ostatnia katastrofa tylko odsunęła Haiti od jego osiągnięcia. Mimo to, wciąż widzę w tym okazję do rozpoczęcia budowy społeczeństwa prosperującego, uprzemysłowionego, ale także cnotliwego i wolnego. Owszem, potrzebne są instytucje, które zapewnią ludności ochronę i łagodzenie skutków sytuacji nadzwyczajnych. Jednak przede wszystkim, potrzebny jest tam rozwój ekonomiczny. Ks. Robert A. Sirico Tłum. Piotr Toboła-Pertkiewicz Foto. PSz Polskie tłumaczenie tekstu ukazało się pierwotnie w serwisie internetowym Fundacji PAFERE.

NAFTA nie gwarantuje wolnego handlu

"NAFTA nie gwarantuje wolnego handlu, gdyż meksykańscy kierowcy przewożący w ramach NAFTA towary nie są wpuszczani do USA. Wiele małych i średnich firm upada bo nie spełniają wymogów. NAFTA sprzyja dużym firmom. Większość Meksykanów jest przeciwna temu porozumieniu" - mówi portalowi Prokapitalizm.pl Pedro Ultreras, meksykański reżyser. O NAFTA oraz o walce rządu Felipe Calderona z narkotykowymi kartelami, a także o maksykańskich libertarianach, którzy niedawno objęli władzę w jednym z najważniejszych stanów Meksyku, posłuchasz na Prokapitalizm.pl... Z Pedro Ultrerasem rozmawia Paweł Sztąberek. Tłumaczenie - Paweł Toboła-Pertkiewicz mp3_logo Posłuchaj całego wywiadu... (MP3, 4,3 MB) mp3_logo pedro_miniPedro Ultreras jest reżyserem filmowym, urodził się w Meksyku w mieście Durango, obecnie mieszka w Nowym Jorku. Przez kilkanaście lat pracował jako reporter dla różnych telewizji anglo i hiszpańskojęzycznych, za swoją pracę został trzykrotnie nominowany do nagrody Emmy. Ma na swoim koncie dwa filmy dokumentalne."Sound of the subway" to obraz pokazujący muzyków z całego świata, którzy prezentują swoją twórczość i kulturę narodową na stacjach nowojorskiego metra. "The beast" ukazuje losy emigrantów z Ameryki Środkowej, którzy w poszukiwaniu lepszego życia nielegalnie przekraczają granicę Stanów Zjednoczonych. Powstaje też pierwszy film pełnometrażowy "7 soles"również podejmujący tematykę nielegalnej emigracji. Pedro Ultreras był specjalnym gościem tegorocznego Liberty Camp - Sulejów 2009, gdzie przyjechał na zaproszenie Glenna Cripe'a z Language of Liberty Institute aby nakręcić krótki film o idei obozu i o jego przebiegu. "Wydaje mi się, że może to być ciekawe, a jeżeli taki kilkunastominutowy film przyczyni się do wzrostu zainteresowania obozem to moja obecność tutaj będzie spełniona. Obiecałem również Glennowi Cripe`owi, z którym się przyjaźnię, że ten film będzie pomagać w zdobywaniu funduszy u sponsorów w Stanach Zjednoczonych na Liberty Campy w Europie Środkowo - Wschodniej." - mówi reżyser. Strona internetowa Pedro Ultrerasa, na której obejrzeć można trailery jego filmów - www.visionesfilms.com Foto: PSz i PTP pedro_01pedro_02pedro_03pedro_04pedro_05pedro_06pedro_07