Polski samorząd nad przepaścią – zwycięstwo dyzmokracji

Przeglądając ulotki wyborcze kilku kandydatów z mojej okolicy znajduję przeróżne zapowiedzi tego, co to się w gminie nie zadzieje, jeśli tylko oddam na nich swój głos Czytaj więcej »

 

Category Archives: Bliski Wschód

Tyrania słabych – rzecz o konflikcie na Bliskim Wschodzie

Cywilizacja gnije,
barbarzyństwo nie osiągnęło jeszcze dostatecznej siły
(…) chciałoby się dożyć wielkiego dnia Nemezis (…)
- Michaił Bakunin

Napięcia wokół Syrii

Największe napięcie międzynarodowe obecnie wiąże się chyba z sytuacją w Syrii. Pragnę tu nieco przybliżyć mniej znane fakty. W Syrii od 1963 r. sprawuje władzę Socjalistyczna Partia Odrodzenia Arabskiego (BASS). Jak sama nazwa wskazuje, ideologię tej partii stanowi mieszanina haseł nacjonalistycznych z socjalizmem o zabarwieniu marksistowskim.
Co ciekawe, partia ta sprawowała władzę również w Iraku aż do inwazji amerykańskiej. Ten nacjonalizm arabski przybierał bowiem często formę panarabizmu (dążenia do zjednoczenia wszystkich krajów arabskich w jedno państwo). W przypadku Syrii i Iraku przybrał jednak formę nacjonalizmu lokalnego (irackiego i syryjskiego). Nieżyjący już przywódcy Iraku i Syrii Saddam Husajn i Hafiz Asad darzyli się wzajemną, osobistą antypatią. Zaowocowało to m. in. opowiedzeniem się Syrii po stronie Iranu podczas wojny iracko – irańskiej z lat 1980 – 1988. Pamiętajmy poza tym, że Saddam Husajn był sunnitą. Iran zaś jest zdominowany przez szyitów, a rodzina Asadów, rządząca w Syrii wyznaje alawicką (najbardziej liberalną wersję islamu). Sprawę komplikuje też fakt, że kraje tzw. socjalizmu arabskiego (Syria, Libia, w mniejszym stopniu Algieria) były wiernymi sojusznikami ZSRR w okresie zimnej wojny. Najbardziej chyba typowym przykładem był tutaj prezydent Egiptu – Gamal Abdel Naser. Jego następca – prezydent Anwar Sadat dokonał później prozachodniej wolty. Stąd wywodzą się obecne wpływy rosyjskie np. w Syrii. Prezydent Obama, mimo że światopoglądowo jest ode mnie bardzo daleko, wydaje się prezydentem dużo mądrzejszym od neokonserwatystów, jeżeli chodzi o politykę zagraniczną. Wydawało się, że porzucił chore plany neokonów wprowadzania demokracji (czytaj dyktatury Rotshildów i innej finansjery) na całym Bliskim Wschodzie. Ciekawy pogląd, kto stoi za użyciem broni chemicznej w Syrii i kto chce wciągnąć USA do wojny z Syrią, a pośrednio z Iranem. Zastanawia też fakt, że większość rzekomej opozycji syryjskiej to większości Al Kaida i najemnicy z innych krajów arabskich. Jeden potężny i popierany przez USA bezwzględnie i bezkrytycznie sąsiad próbuje destabilizować cały Bliski Wschód. Ciekawy pogląd w tej sprawie prezentuje Mariusz Max Kolonko . Przecież tzw. arabska wiosna to w gruncie rzeczy robota CIA i Mossadu. Inna kwestia, że USA i Izrael w ten sposób „przekombinowały” i niechcący ukręciły na siebie wielki bicz. Martwię się natomiast o los bliskowschodnich chrześcijan, który po amerykańskich interwencjach w olbrzymim stopniu się pogarsza. Z tego powodu, chyba po raz pierwszy pochwalę rząd Tuska, który deklaruje, że Polska będzie się trzymać, jak najdalej od interwencji zbrojnej w Syrii. Oby tylko dotrzymał słowa! Jacek Łukasik

Sytuacja w Egipcie – więcej pytań niż pewników

Na wieści o mordowaniu koptyjskich chrześcijan w Egipcie zareagowałem w sposób łatwy do przewidzenia: delegalizować i tępić Bractwo Muzułmańskie, gdzie się tylko da z całą bezwzględnością prawa. Byłem skłonny nawet przyznać rację stwierdzeniom z wpisów internetowych: „napływowa hołota z pustyni morduje rdzennych Egipcjan”. Nawet rozważałem swego rodzaju odwet: w odpowiedzi na prześladowanie chrześcijan administracyjnie zabraniamy publicznego kultu muzułmańskiego (dopuszczamy jedynie prywatny).
Po głębszym zastanowieniu jednak zadałem sobie pytanie: a dlaczego ma to np. uderzać w lojalną wobec Polski mniejszość tatarską? Redaktor Jacek Dziedzina w „Gościu Niedzielnym” – twierdzi jednak, że „Armia egipska robi z chrześcijanami to samo, co faraon robił z Żydami”. „Islamiści są tylko ślepymi narzędziami, tak, jak chrześcijanie są zwykłymi pionkami w rękach armii. Stara, sprawdzona zasada „dziel i rządź” sprawdza się i tym razem. Armia świadomie prowokuje sytuacje, będące zagrożeniem dla chrześcijan. Wszystko w jednym celu: umocnienia swojej władzy i wizerunku jedynej siły zdolnej zapewnić bezpieczeństwo, także mniejszościom. Mówili mi o tym otwarcie zarówno zachodni dyplomaci, pracujący w Kairze, jak i mieszkający tam duchowni z Europy. – Armia dawkuje prześladowania rękoma radykałów – powiedział mi w tym tygodniu jeden z księży przebywających w Kairze. – Robi to umiarkowanie. Dokładnie tak samo postępował w starożytnym Egipcie z Żydami faraon: rozsądnie w nich uderzmy. Polityka armii jest podobna: trzymać ich krótko, co jakiś czas napuścić na nich muzułmanów, ale nie za bardzo. Przecież wojskowi dobrze wiedzieli, jak zareagują islamiści, kiedy zobaczą patriarchę Tawadrosa u boku generała Al-Sissiego w telewizji. Po co go tam ciągnęli? – pyta retorycznie mój rozmówca.” W ogóle nie zachwyca mnie tzw. arabska wiosna. Chrześcijanie pod rządami Kadafiego lub Mubaraka mogli żyć we względnym spokoju. Zachód jednak zniszczył tę sytuację w imię krótkowzrocznych, partykularnych interesów. Inspiracją były chore pomysły amerykańskich neokonserwatystów (ekipa Busha – Juniora) powszechnej demokratyzacji krajów Bliskiego Wschodu. Dziwna to jednak demokratyzacja, skoro obala się rządy wybrane demokratycznie (choćby i Bractwa Muzułmańskiego). Wcześniej obalono w imię demokracji demokratycznie wybranych fundamentalistów islamskich w Algierii. Z drugiej strony armia egipska też nie świeci deklarowanym szacunkiem dla demokracji. Tłumi manifestacje z wyjątkową brutalnością. Dla armii świeckość państwa jest ważniejsza niż demokracja (z europejskich doświadczeń znamy to bardzo dobrze). Padają zabici. Rozumiem tłumienie zbrojnych manifestacji i nie mam nic przeciwko temu, ale jakoś trudno mi uwierzyć, że wojsko nie tłumi tam także pokojowych demonstracji. Przyznam też, że przedstawiciele chrześcijan egipskich nie wykazali się zręcznością wydając oświadczenia bardzo czołobitne wobec rządów wojskowych po zamachu stanu. Rozdrażniło to muzułmańską mniejszość (co w najmniejszym stopniu nie usprawiedliwia przemocy wobec chrześcijan). Poza tym, czy miało sens popieranie przez chrześcijan wojskowego zamachu stanu razem z prawdziwymi islamskimi radykałami, salafitami, liczącymi na przejęcie schedy po Braciach. Jacek Dziedzina kończy swój artykuł pisząc: „armia tego konfliktu potrzebuje, bo w ten sposób umacnia swoją pozycją żandarma między Koptami i islamistami. Równocześnie należy pamiętać, że nie wszyscy muzułmanie mają ochotę w tym konflikcie brać udział. Świat obiegło poruszające zdjęcie przedstawiające kordon utworzony przez muzułmanów wokół kościoła – w ten sposób własnymi ciałami chcieli osłonić modlących się w tym czasie w świątyni chrześcijan, narażonych na atak bojówek. Podobny kordon utworzyli dwa lata temu chrześcijanie wokół modlących się muzułmanów, w czasie tzw. arabskiej wiosny. Jak widać, rzeczywistość jest bardziej skomplikowana… „. Media swojego czasu (całkiem niedawno) przemilczały fakt, że podczas niedawnego okrutnego prześladowania chrześcijan w Indiach, często korzystali oni z pomocy swoich muzułmańskich sąsiadów, którzy ryzykowali własnym życiem ukrywając ich przed atakami hinduskich fanatyków. O tym nie mówiono w mainstreamowych mediach, bo Indie to sojusznik USA i Izraela (co złośliwsi nazywają USA USRAELEM). Liczyłem, że Papież Franciszek wystąpi w obronie egipskich chrześcijan mocno, ostro, zdecydowanie. Wypowiedział się jednak bardzo oględnie. Staram się zrozumieć i dojść do wniosku, że być może w tym kryje się pewna mądrość, by nie zaostrzać sytuacji i narażać chrześcijan w krajach muzułmańskich jeszcze bardziej. Sprawa relacji muzułmańsko – chrześcijańskich wydaje się więc chyba jednak nieco bardziej skomplikowana niż podają to mainstreamowe media. Uważam, że o prawa chrześcijan w krajach muzułmańskich powinniśmy upominać się zdecydowanie. Z drugiej strony jednak nie ma najmniejszego powodu, by przeszkadzać muzułmanom w walce politycznej i propagandowej (nie zbrojnej!!!) z typowymi przejawami degeneracji cywilizacji zachodniej („twórczość” Hollywoodu, promocja homoseksualizmu i pornografii, narkomania, alkoholizm, aborcja, brak szacunku dla osób starszych). PS. Egipt był krajem zawsze bardzo religijnym. Już faraonowie nie pozostawili potomnym swoich pałaców, ale budzące do dziś nasz podziw świątynie bogów. Jacek Łukasik

Lobby izraelskie w USA

Wbrew faktom, irracjonalnie, wśród Polaków, a szczególnie wśród polskich środowisk patriotycznych, pokutuje przekonanie, że Polska może liczyć na USA. Fijorr Publishing opublikował niezwykle cenną książkę Johna J. Mearsheimera i Stephena M. Walta „Izraelskie lobby w USA”, która powinna na Polaków zadziałać jak kubeł zimnej wody. Pozycja Mearsheimera i Walta, dwóch politologów, wykładowców University of Chicag i Harvarda, wywołała ogólnoświatową dyskusje, ukazując jak władze USA i amerykański establishment, wbrew interesom USA i Amerykanów, realizują interesy Izraela. Irracjonalne jest więc oczekiwanie, że władze amerykańskie, które są nielojalne wobec własnych obywateli, nagle będą odczuwały lojalność wobec jakieś Polski.
Wydawało by się, że rolą rządu i polityków jest realizacja interesów swojego kraju i wyborców. W przypadku władz i polityków amerykańskich tak nie jest. Amerykański establishment systematycznie na arenie międzynarodowej szkodzi Stanom Zjednoczonym i Amerykanom.„Amerykańskie poparcie dla Izraela było przyczyną [w pełni uzasadnionych] antyamerykańskich nastrojów na Bliskim Wschodzie” (podczas, gdy Bliski Wschód jest źródłem dostaw ropy dla USA, potencjalnym rynkiem zbytu, i potencjalnym niezwykle cennym sojusznikiem). Z tej przyczyny anty amerykanizmu zdaje sobie sprawę 40% Amerykanów (wśród naukowców dużo większy odsetek). Poparcia USA dla Izraela nie da się wyjaśnić ani interesami USA, ani przyczynami moralnymi. Dobrym przykładem tej patologi jest to, że lobby izraelskie wymusiło na USA agresje na Irak. Agresja ta była realizacją interesów politycznych Izraela. Nie było innych przyczyn uzasadniających agresje. Lobby finansowało propagandę na rzecz agresji w USA. Agresja wbrew propagandzie o „wojnie o ropę” utrudniła koncernom naftowym eksploatacje i handel tym surowcem. W konsekwencji ucierpiała gospodarka amerykańska i amerykańscy konsumenci. Wbrew interesom USA lobby uniemożliwia Stanom Zjednoczonym nawiązanie dobrych relacji z Syrią. Izrael nie chciał rozmów pokojowych z Syrią, a amerykańskie propozycje pokojowe polegały na nowej formie okupacji terenów zajętych przez Izrael. Podobnie lobby wymusiło na USA złe relacje z Iranem. Poparcie USA dla Izraela spowodowane jest olbrzymim wpływem, jaki żydzi mają na politykę zagraniczną Stanów, wyjątkową pozycją żydów w amerykańskim establishmencie. Wszyscy poważni politycy w USA ścigają się w wyrazach lojalności wobec Izraela, w poparciu dla aktywnej obrony interesów Izraela przez USA. Żaden liczący się amerykański polityk nie zaproponuje ograniczenia transferu pieniędzy amerykańskich podatników do Izraela, ani nie skrytykuje państwa żydowskiego. W USA ktoś, kto nie zgadza się z uzależnieniem USA od Izraela, wykluczany jest z życia publicznego, wypalane jest mu zabójcze piętno antysemity. Lobby skutecznie uzależniło i zastraszyło amerykańskich polityków. „Lobby izraelskiemu udało się przekonać wielu Amerykanów, że interesy Stanów Zjednoczonych i Izraela są właściwie identyczne”. Pomimo że lobby nie ukrywa swoich wpływów w USA (nawet się nimi publicznie chwali), to nie pozwala o tym fakcie mówić innym. Lobby izraelskie w USA, które tak skutecznie podporządkowało sobie amerykańską politykę, „jest luźną koalicją ludzi i organizacji, która tak chce wpływać na amerykańską politykę zagraniczną, by jak najbardziej sprzyjała ona państwu Izrael”. „Lobby nie jest zjednoczonym ruchem z centralnym kierownictwem, a bardziej koterią czy grupą spiskowców” kontrolujących „amerykańską politykę zagraniczną”. Lobby składa się z żydów i gojów filosemitów (mających często odmienne poglądy na inne sprawy) złączonych oddaniem dla Izraela. Istotną częścią lobby izraelskiego, choć nie mająca takich wpływów jak żydzi, są „chrześcijanie syjoniści, postrzegają powstanie państwa żydowskiego jako wypełnienie biblijnej przepowiedni”. Przepowiedni o tym, że Bóg dał żydom Palestynę, a powstanie Izraela przyśpieszy Armagedon i ponowne nadejście mesjasza. Przywódcami chrześcijańskich syjonistów stali się tacy liderzy religijni i polityczni republikanów jak: Jarry Falwell, Gary Baver, Pat Robertson, John Hagee. Źródłem chrześcijańskiego syjonizmu był XIX wieczny angielski dyspensjonalizm głoszący, że powrót żydów do Palestyny jest niezbędny do ponownego przyjścia Jezusa. Rozwój chrześcijańskiego syjonizmu nastąpił po 1967 roku. Ruch intensywnie wsparł Izrael politycznie i finansowo. Przerażającym kuriozum jest akceptacja tego ruchu dla wojny atomowej, mającej zapewnić dominacje żydowską. Żydzi w USA zaangażowali się w pomoc dla Izraela również po to, by przeciwdziałać utracie tożsamości przez żydów w Stanach Zjednoczonych. Pierwszą zasadą lobby była działalność w cieniu władzy, unikanie pchania się na afisz. Ta taktyka przyniosła sukces amerykańskim żydom za prezydentury uzależnionych od społeczności żydowskiej Johna Fitzgeralda Kennedy`ego i Johnsona, kiedy to zwiększyli wpływy i stan posiadania amerykańskich żydów. Społeczność żydowską niezwykle zaktywizowało zwycięstwo Izraela w 1967 roku. Od lat siedemdziesiątych żydzi rozpoczęli w USA jawną działalność polityczną. W latach osiemdziesiątych społeczność żydowska podporządkowała sobie Waszyngton. Finansowo uzależniła polityków amerykańskich od społeczności żydowskiej. Współcześnie lobby na swoją działalność wydaje 60 milionów dolarów. Ekspozyturą lobby w amerykańskich władzach stali się neokonserwatyści (wpływowi, filosemici, zwolennicy amerykańskiego imperializmu). Między neokonserwatystami a lobby zaistniała unia personalna. Lobby izraelskie wpływa na amerykańską politykę poprzez: finansowanie kosztów kampanii wyborczej pro izraelskich kandydatów, skłanianie do powierzania stanowisk we władzach reprezentantom lobby, wykorzystywanie obojętności i braku zaangażowania większości Amerykanów, dobrą organizacje prac lobby, zamożność żydów w USA. Istotnym orężem lobby jest wdrukowane Amerykanom przekonanie, że żydzi są im bliscy, a Arabowie obcy. Żydzi w USA realizacje interesów USA widzą w realizacji interesów Izraela. Realia zmuszają jednak często żydów do wspierania Izraela kosztem USA. Ta podwójna lojalność, właściwie prymat lojalności wobec Izraela, jest akceptowana przez Amerykanów (dla Amerykanów uprzywilejowanie żydów z powodu holocaustu jest czymś naturalnym). Działalność lobby izraelskiego jest podobnie jak w wypadku innych lobby jawna. Lobby starają się by wygrywali sympatycy lobby. Lobby skłania polityków i urzędników do zachowań zgodnych z oczekiwaniami lobby. Utrudnia podejmowanie decyzji sprzecznych z interesami lobby. Obserwując działalność polityczną w Stanach Zjednoczonych można odnieść wrażenie, że filosemityzm jest jedyną naczelną ideą łączącą Amerykański establishment. W amerykańskim kongresie nigdy nie skrytykowano Izraela (chociaż kongresmeni spierają się na każdy temat). Na przesłuchania przed kongresem w sprawie Bliskiego Wschodu zapraszani są tylko przedstawiciele lobby. Osoby o innych poglądach niż lobby nie są zapraszane do dyskusji. Ogromnym sukcesem żydów w USA jest (nieadekwatna do struktury populacji) nadreprezentacja kongresmenów pochodzenia żydowskiego. Żydowscy lobbyści biorą bezpośredni udział w pracach pracowników kongresu przygotowujących ekspertyzy i akty prawne dla kongresmenów. Lobbyści uzależnili od siebie polityków sponsorując ich kampanie wyborcze. Politycy ściśle trzymający się szczegółowych instrukcji lobby nie mają problemów finansowych. Jeżeli polityk okazuje się być nie kompatybilny z lobby, lobby finansuje kampanie jego kontrkandydata. Lobby nie tylko wspiera pro izraelskich polityków, ale także skłania krytycznych wobec Izraela do zmiany poglądów. Lobby organizuje też kampanie medialne które mają skłaniać polityków do pożądanej przez lobby działalności (np. poprzez listy otwarte zbiorowo podpisywane przez autorytety). Siła żydów, ich bogactwo, w USA są nieproporcjonalna do ich potencjału demograficznego (stanowią 3% populacji USA, 60% środków demokratów pochodzi od żydów). Celem lobby izraelskiego jest zdominowanie debaty publicznej. Lobby osoby nie kompatybilne z celami lobby ucisza i wyniszcza oskarżeniami o antysemityzm. Lobby by kształtować debatę publiczną wpływają na: media, think tanki (a szczególnie na komórki PR think tanków mające na celu prezentowanie stanowiska think tanku w mediach), ośrodki naukowe. Celem działań lobby na scenie publicznej jest wykreowanie pozytywnego wizerunku Izraela i negatywnego tych którzy nie służą Izraelowi. Działania lobby ułatwia to, że większość publicystów i komentatorów sympatyzuje z Izraelem. Skutkiem tego debata publiczna w USA jest zmonopolizowana przez lobby izraelskie. Głos arabów nie jest obecny w amerykańskich mediach. Media, które ośmielają się pisać o Palestynie, są prześladowane (za pośrednictwem mailingu, demonstracji, presji wywieranej na władze). Lobby izraelskie by stworzyć pozory pluralizmu i debaty publicznej potworzyło liczne think tanki, które na scenie publiczne „dyskutują” ze sobą. Te rzekomo różniące się think tanki oficjalnie negują swoją pro izraelskość. Lobby izraelskie „na największą trudność w kształtowaniu debaty publicznej a temat Izraela natknęło się na uczelniach wyższych”. Etos uniwersytecki, wolność dyskusji, pochwała kontrowersji, sprawiają, że profesorowie są mniej skłonni do pro izraelskiej klaki. Studenci urodzeni poza USA są bardziej krytyczni wobec Izraela. Pomimo to lobby nie ustaje w swoich wysiłkach i jest obecne na uniwersytetach. Lobby starało się na forum władz odebrać dotacje tym uczelniom, które dopuszczały wolność słowa o Palestynie na uczelniach wyższych. Lobby finansuje pro izraelskie programy nauczania na uczelniach. Hucpa lobby o rzekomym antysemityzmie na uczelniach okazała się oparta na kłamstwach. Niezwykle bulwersujące jest to, że lobby zastrasza uczelnie chcące zatrudniać niekompatybilnych z lobby wykładowców. Każda pro palestyńska wypowiedź w szkołach wyższych kończy się histeryczną nagonką zorganizowaną przez lobby, pogróżkami, zastraszaniem i aktami terroru kryminalnego. By ograniczyć wolność nauczania lobby nie dopuszcza do publikacji prac naukowych niezgodnych z oczekiwaniami lobby. Swoje działania lobby nie ograniczyło do szkół wyższych. Kolejnym etapem stały się licea. Licealne programy nauczania tworzone są na podstawie materiałów propagandowych z Izraela. Działania lobbystów są normalne w demokracji. Jednak lobby izraelskie łamie standardy demokracji: strasząc i oczerniając krytyków Izraela, uciszając osoby o odmiennych od lobby poglądach, rujnując swoim przeciwnikom życie zawodowe. Terror lobby przejawia się nawet w działaniach kulturalnych. Lobby nie dopuszcza do wystawienia sztuk teatralnych ukazujących dramat Palestyny. Przestępcze działania lobby polegają też na zdobywaniu danych personalnych swoich przeciwników na drodze przestępstw. Hucpiarstwo lobby izraelskiego przejawia się (w sprzecznych z faktami) stwierdzeniach lobby o eksplozji antysemityzmu w współczesnym świecie (fala na miarę czasów trumfów naziomu). Antysemityzmem według lobby ma być przesiąknięta Unia Europejska. Zarzut antysemityzmu został postawiony nawet kościołowi anglikańskiemu, gdy ten zrezygnował z usług firmy budującej buldożery używane przez Izrael do niszczenia palestyńskich domów. Lobby za antysemitów uważa nawet żydów krytykujących zbrodnie Izraela. Piętno antysemity usuwa ofiarę lobby izraelskiego z życia publicznego. Nikt nie daje napiętnowanemu możliwości wypowiedzi, nikt nie traktuje jego wypowiedzi poważnie. Od 1967 roku (wojny sześciodniowej) celem USA na Bliskim Wschodzie była ochrona interesów Izraela. Od lat dziewięćdziesiątych USA w relacjach z Iranem. Iran chciał nawiązać dobre relacje z USA, ale Izrael i lobby izraelskie do tego nie dopuściło. Na forum międzynarodowym Stany Zjednoczone bronią Izrael przed odpowiedzialnością ze wszelkie zbrodnie wojenne. Konsekwentne wsparcie USA dla Izraela przejawiało się na forum ONZ nie dopuszczeniem do rozpatrywania rezolucji krytykujących Izrael za rozprzestrzenianie broni masowej zagłady i okupacji Palestyny. Mearsheimer i Walta w swej pracy bardzo dokładnie opisują historie wsparcia dyplomatycznego USA dla Izraela, działań zbrojnych i zbrodni Izraela.USA wspiera Izrael bezwarunkowo. Dla Stanów Zjednoczonych nie ma znaczenia, że Izrael: nie podpisał traktatów zakazujących rozprzestrzenianie broni masowego rażenia, produkuje broń masowego rażenia, okupuje Palestynę, sprzedaje amerykańskie tajemnice Chinom, szpieguje USA (jest jednym z głównych krajów szpiegujących USA, wykradających tajemnice wojskowe i gospodarcze), używa zabronionej broni wobec cywilów na terenach okupowanych, sprzeciwia się polityce USA, nie wywiązuje się wobec swoich zobowiązań wobec USA. Poparcie USA dla Izraela jest tym dziwniejsze że Izrael wielokrotnie w historii wykazywał agresje wobec USA. W 1954 agenci Izraelscy próbowali wysadzić amerykańskie placówki dyplomatyczne w Egipcie by skłócić Egipt z USA. Od 1979 do 1980 Izrael dostarczał broń Iranowi, gdy ten trzymał w niewoli amerykańskich dyplomatów. Od 1983 roku Izrael nieustanie przekazuje amerykańskie tajemnice wojskowe innym krajom (w tym i Chinom). Od ponad 40 lat Izrael jest finansowany przez USA. Do 2005 roku USA przekazało Izraelowi minimum 154 miliardy dolarów. Pomoc militarną dla Izraela rozpoczął John Fitzgerald Kennedy. Amerykańska pomoc dla Izraela od tego czasu co roku rosła. Obecnie USA co roku dają Izraelowi 3 miliardy USD czyli 2% izraelskiego PKB (500 dolarów na jednego Izraelczyka – drugi z kolei beneficjent Egipt dostaje 20 USD na osobę). Suma ta stanowi 6% całej amerykańskiej pomocy dla zagranicy. Amerykańskie pożyczki dla Izraela przyznawane są na o wiele dogodniejszych ratach niż pożyczki dla innych krajów (inne kraję dostają w ratach, Izrael całą sumę na procent niższy niż procent na lokacie w banku do którego Izrael te pieniądze wpłaca – w 2004 roku na takich lokatach Izrael zarobił 660 milionów dolarów). Izrael otrzymuje też od USA broń (w 1991 roku za 700 milionów dolarów). Inne kraje pomoc z USA muszą wydawać w USA, prócz Izraela, który może pomoc USA wydawać u siebie. Dzięki pieniądzom z USA Izrael rozwinął swój przemysł wojskowy. Izrael ma dodatkowo prawo do zamawiania w USA broni na kredyt (bez przedstawiania żadnego zabezpieczenia spłacenia kredytu). Każdy kraj korzystający z pomocy USA, prócz Izraela, musi się rozliczać z tej pomocy. USA nie mają więc żadnej kontroli nad tym, na co Izrael wydaje pieniądze amerykańskich podatników. Stany Zjednoczone gwarantują też pożyczki jakie Izrael bierze z banków komercyjnych (w związku z tym Izrael ma niższe odsetki). USA gwarantowały między innymi pożyczki na transport sowieckich żydów do Izraela (takie gwarancje kosztowały w 1992 roku amerykańskich podatników 800 milionów USD). W 2009 Stany Zjednoczone wydały 9 miliardów dolarów na obsługę izraelskich kredytów (które Tel Awiw brał na zbrojenia, okupacje Palestyny i koszty kryzysu). Wojskowa pomoc USA dla Izraela zapewniła Izraelowi posiadanie najnowocześniejszej broni na świecie, i dostęp do danych amerykańskich agencji wywiadowczych i wojskowych. Amerykańska pomoc wojskowa dla Izraela, inaczej niż pomoc dla innych krajów, nie podlega jakiejkolwiek kontroli (nie zmieniły tego nawet przypadki gigantycznej korupcji w izraelskich siłach zbrojnych). USA finansuje prace naukowe nad produkcją broni w Izraelu (pieniądze amerykańskich podatników nie trafiają do amerykańskich naukowców tylko do izraelskich). Za rządów Ronalda Reagana Izrael został przez USA objęty systemem obrony strategicznej. W Izraelu na wypadek wojny USA tworzony magazyny zapasów (w rzeczywistości z tych zapasów korzystać będzie tylko Izrael). Izrael dostaje od USA dane wywiadowcze, których nie dostają inne kraje, sojusznicy z NATO (w tym i Wielka Brytania). USA akceptuje to, że Izrael wbrew prawu międzynarodowemu produkuje bronie masowego rażenia (atomową, biologiczną i chemiczną). Prac innych krajów nad broniami masowego rażenia USA nie akceptuje. Dodatkowo informacje wywiadowcze Izraela okazały się wyjątkowo kiepskiej jakości. Izraelski potencjał broni atomowej wymusza na państwach islamskich prace nad stworzeniem własnej bomby atomowej. Prócz pieniędzy pochodzących z podatków, Izrael co roku dostaje 2 miliardy dolarów od prywatnych osób z USA. Dotacje te umożliwia polityka władz USA. Amerykanie zakupujący obligacje Izraela nie muszą płacić podatków (kupując obligacje innych krajów musieli by to robić). W USA można od podatku odpisać darowizny na rzecz Izraela (darowizny na rzecz innych krajów od podatku odpisać nie można). Jak ważne są tą środki wskazuje to, że prywatne datki amerykańskich żydów pomogły w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych sfinansować izraelski program atomowy. W USA zbierane są nawet datki dla organizacji „Przyjaciele izraelskich sił bezpieczeństwa”. Amerykańskie osoby prywatne wspierały finansowo też okupacje Palestyny (wykorzystując przy tym luki w prawie, by takie dotacje odpisać sobie od podatku). Datki na Izrael trudno uznać za filantropie. Izrael jest jednym z najbogatszych państw na świecie. Prawdziwie biedne kraje są pozbawione takiej pomocy jaką otrzymuje Izrael. USA kupują też przychylność dla Izraela w innych krajach (wspierając finansowo Egipt czy Syrię). Amerykańska polityka realizacji interesów Izraela doprowadziła do wepchnięcia w łapy sowietów Syrii i Egiptu, pojawienia „się anty amerykanizmu w krajach arabskich i w świecie islamu”, uniemożliwienia USA nawiązania współpracy z krajami arabskimi. Johna Mearsheimer i Walt bardzo dokładnie opisują w swej pracy historie anty arabskiej polityki USA. Wbrew twierdzeniom lobby izraelskiego nie ma żadnego argumentu moralnego, uzasadniającego wsparcie USA dla Izraela. Wręcz odwrotnie jest mnóstwo argumentów świadczących o niemoralności tego poparcia. Lobby wmawia Amerykanom, że arabowi nienawidzą Izraela irracjonalnie, bez przyczyny. Lobby ukrywa, że to działania Izraela są przyczyną nienawiści. Pomoc dla Izraela ma być również podyktowana walką z terroryzmem. Argument ten jest nieprzyzwoity, gdyż to właśnie Izrael powstał dzięki terroryzmowi syjonistów. Bardzo ważne jest też to, że Al Kaida nie była palestyńską organizacją. Założyli ją podani Arabii Saudyjskiej (sojusznika USA). Wbrew twierdzeniom lobby izraelskiego w USA, że USA mają moralny obowiązek bronić słabszy Izrael zaatakowany przez silniejszych arabów, Izrael jest w konflikcie z arabami stroną silniejsza i agresywną. Nawet w 1948 Izrael był silniejszy i lepiej zorganizowany niż Arabowie (którzy byli nie zorganizowani i posiadali mniej uzbrojonych żołnierzy w wojnie zakończonej w 1949 roku). W 1956 Izrael zwyciężył z Egiptem. W 1967 z Egiptem, Jordanią i Syrią (kiedy to Izrael zaatakował te trzy państwa). W 1973 z Egiptem i Syrią (kiedy państwa arabskie usiłowały wyzwolić swoje okupowane terytoria). „Obecnie Izrael to największa potęga militarna na bliskim wschodzie. Jego siły konwencjonalne są daleko większe niż posiadane przez sąsiadów, a do tego jest to jedyny kraj w rejonie dysponujący bronią atomową”. Żadne arabskie państwo nie ma w planach zniszczenia Izraela. Palestyński ruch oporu nie zagraża przy tym ani gospodarce Izraela, ani granicom państwa żydowskiego. Dotkliwy jest tylko dla przypadkowych ofiar. Lobby wymusza na USA wsparcie dla Izraela pod hasłem obrony demokracji na Bliskim Wschodzie. Przemilcza się przy tym, że Izrael to specyficzna forma demokracji rasistowskiej. Izrael jest oficjalnie państwem rasistowskim uznającym za w pełni obywateli tylko żydów. Większość Izraelczyków chce zachowania rasistowskich standardów w Izraelu. W Izraelu przepisy uniemożliwiają małżeństwa arabów z żydami. Władze mają prawo odbierania obywatelstwa tym, których uznają za elementy nie patriotyczne. Najwięksi politycy Izraela odmawiali człowieczeństwa arabom, postulowali wymordowanie wszystkich arabów, usunięcia arabów z terenów gdzie od wieków mieszkali. Rasizm Izraela i Izraelczyków jest powszechnie akceptowany. Izrael okupuje Palestynę i niewoli prawie 4 miliony Palestyńczyków, których zamknął w gettach i odizolował od świata (jak więźniów w obozach koncentracyjnych). Izrael rabuje prywatną ziemie Palestyńczyków i buduje na niej osiedla dla żydów. W Izraelu demokracja jest luksusem tylko dla żydów. Dodatkowo te wspieranie „demokracji” w Izraelu nie przeszkadzało przez dziesięciolecia Stanom Zjednoczonym we wspieraniu różnych tyrani i dyktatorów. Kolejnym argumentem podnoszonym przez lobby jest holocaust. Zbrodnie Niemców na żydach mają uzasadniać istnienie Izraela. Jednak niedorzecznością jest uznawanie, że cierpienia żydów podczas II wojny światowej dają prawo Izraelowi do zadawania cierpień tubylcom w Palestynie, do izraelskich zbrodni w Palestynie. Pod koniec XIX wieku Arabowie stanowili 95% mieszkańców Palestyny (w Palestynie mieszkało tylko 15.000 żydów). Od 1880 do 1920 roku z Europy wyjechało 4 miliony żydów (3,9 do USA, 100 tysięcy do Palestyny). Od 1933 roku do Palestyny przybywało mniej żydów niż wynosiły brytyjskie limity. „W 1948 r., kiedy Izrael został założony, 650 tysięcy mieszkających w nim żydów stanowiło zaledwie 35 procent populacji Palestyny”. Syjoniści nie byli zainteresowani stworzeniem państwa dwu narodowego. Akceptowali podział Palestyny tylko po to, by mieć zaplecze do zagarnięcia całej Palestyny. Taka też była polityka państwa żydowskiego. Syjoniści planowali przeprowadzenie wypędzenia ludności tubylczej, by przejąć Palestynę. „Utworzeniu Izraela w 1948 roku towarzyszyły jawne czystki etniczne, w tym egzekucje, masakry i gwałty dokonywane przez Żydów”. Syjonistyczni twórcy Izraela świadomie stosowali terror i dokonywali zbrodni na Palestyńczykach. Od 1949 do 1956 roku siły żydowskie w Palestynie zamordowały 5.000 arabów przekraczających nowo wytyczone granice. W 1956 i 1967 izraelska armia zamordowała setki egipskich jeńców wojskowych. W 1962 roku Izrael zniszczył 531 arabskich wiosek i wypędził arabów z dzielnic w 11 miastach. Na gruzach żydzi zbudowali swoje osiedla tak, by nawet gruzy nie świadczyły o palestyńskiej przeszłości. Od 1967 Izrael zniszczył ponad 10.000 domów palestyńskich. W 1973 roku żydzi wypędzili 700 tysięcy Palestyńczyków. W 1976 żydzi wypędzili 260.000 Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu Jordanu i 80 tysięcy Syryjczyków z Wzgórz Golan. Ci spośród wypędzonych, którzy usiłowali wracać do rodzinnych domów, byli przez żydów mordowani. Izrael pozwolił na wymordowanie Palestyńskich uchodźców w Sabrze i Szatili. „W trakcie pierwszej Intifady [powstania Palestyńczyków przeciw okupantom] /1987-1991/ IDF [armia izraelska] rozdał swoim żołnierzom pałki i zachęcał ich, by łamali kości palestyńskim protestantom”. W czasie pierwszej Intifady żydzi skatowali 30.000 palestyńskich dzieci tak mocno, że trafiły do szpitali. 33% z nich miało złamania, 80% było bitych w głowę. Podczas pierwsze Intifady żydzi zastrzelili 106 palestyńskich dzieci i postrzelili 8.500 (bezpośrednio, nie przez rykoszety). 20% trafiono wielokrotnie, 12% w plecy, 15% z ofiar było młodszych niż 10 lat. Dzieci nie brały udziału w demonstracjach, 20% zostało postrzelonych w pobliżu domu. W trakcie II Intifady (trwającej od 2000 roku do 3005 roku) „pierwszego dnia powstania IDF wystrzeliła milion pocisków”. Żydzi zabili 3386 Palestyńczyków (w tym 676 dzieci). Ponad połowa ofiar nie brała udziału w walkach. Żydowscy mordercy Palestyńczyków pozostają bezkarni. Twierdzenia żydów że Palestyńczycy urywają żywych tarcz okazały się nieprawdziwe. Jan Bodakowski

Amerykański dziennikarz potępia działalność służb specjalnych w Syrii

Z Damaszku.  Amerykański dziennikarz oskarża CIA, Mossad i M16 o wspólne działania w Syrii. „Zachodnie kraje robią wszystko aby zakłócić pokój w Syrii” - oświadczył TV RT (Russia Today) amerykański pisarz i dziennikarz Webster Tarpley  (Vermelho,. Voltaire) w Damaszku, syryjskiej stolicy .  Zgodnie z tym co powiedział cywile w Syrii muszą stawiać czoła szwadronom śmierci i ślepemu terroryzmowi, które są częścią akcji sabotażowych i destabilizacyjnych inicjowanych przez CIA.
Amerykański ambasador w Syrii Robert Ford. (Zgodnie z informacjami  pochodzącymi z  wiarygodnego źródła) jest kluczowym urzędnikiem Departamentu Stanu USA odpowiedzialnym za rekrutacje arabskich terrorystów do 'szwadronów śmierci' razem z członkami Al-Qaeda (organizacji finansowanej przez CIA) używanych już  w Afganistanie, Iraku, Jemenie i Czeczeni. Teraz znajdują zastosowanie do walki z syryjska armią i policją do wywołania wojny domowej w tym kraju. "W jaki sposób zwykły obywatel Syrii z którejś z grup etnicznych może wiedzieć co się dzieje?Ludzie narzekają, że są  atakowani przez snajperów. To ślepy terroryzm używany po prostu w celu destabilizacji kraju tak, aby skłócić ze sobą różne grupy etniczne. Nie nazwałbym tego wojną domową - ta nazwa wprowadza w błąd w odniesieniu do wydarzeń z jakimi mamy do czynienia obecnie w Syrii. To co naprawdę się dzieje to to, że cywile są atakowani przez profesjonalne szwadrony śmierci.  Jest to typowa metoda stosowana przez CIA. Nikt nie wie jak się pojawiły. "W tym przypadku jest to tajna i zaplanowana akcja CIA, MI6 i Mossadu sfinansowana z pieniędzy Arabii Saudyjskiej, Emiratów Arabskich i Kataru" - powiedział Webster. Zauważa on, że Syria jest jednym z najbardziej tolerancyjnych społeczeństw na Bliskim Wschodzie, jedynym miejscem, gdzie ludzie z różnych narodowości mogą żyć razem w harmonii; muzułmanie, chrześcijanie i inni. "Syria jest modelowym przykładem współżycia ze sobą różnych grup etnicznych. Polityka Stanów Zjednoczonych w tym momencie ma na celu rozbicie tej harmonii i wprowadzenie chaosu na Bliskim Wschodzie. Aby to osiągnąć niezbędnym jest atak na grupy etniczne, tak aby wyszły walczyć w bratobójczej wojnie" - dodał. Prawa nałożone przez syryjskiego prezydenta Assada i jego działania jako władcy są w coraz większym stopniu uznawane jako nielegalne przez Zachód. "Po 'humanitarnej' pomocy NATO dla Libii, która była tak naprawdę krwawą łaźnią z 150,000 zabitych i ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę czym było to wszystko od początku - nie było żadnej rewolucji – to był błąd. Ludzie zaczynają to rozumieć. Mrs Clinton i Ms Rice kontynuują nawoływanie i proponowanie rewolucyjnego modelu zwanego kolorową rewolucją.  Tym razem używają do tego celu ludzi z grup terrorystycznych, najemników, fundamentalistów, ludzi z Al-Qaeda i Bractwa Muzułmańskiego. Istnieje coraz większy ruch wewnątrz społeczeństwa który mówi  "chcemy pojednania, chcemy praw, porządku i legalności” - mówi Webster Tarpley. Tłumaczenie: Adam Cornell na podst. http://english.pravda.ru/world/asia/01-12-2011/119792 us_Journalist_denounces_spy_agency_activity_in_Syria-0/

Irańskie bogactwo gazu ziemnego: amerykański nóż na sercu nowej światowej energii

Planowane w tym miesiącu rozpoczęcie wiercenia przez China National Petroleum Company (CNPC) w Iranie może być zapowiedzią znacznie szerszych wydarzeń geopolitycznych.

Irańska Giełda Naftowa – prawdziwy powód ataku na Iran

I. Ekonomia imperiów Państwo narodowe opodatkowuje własnych obywateli; imperium opodatkowuje inne państwa narodowe. Historia imperiów, od hellenistycznego i rzymskiego po osmańsko-tureckie i brytyjskie, poucza nas, że ekonomicznym fundamentem każdego bez wyjątku imperium jest opodatkowanie innych narodów. Zdolność imperium do narzucania podatków zawsze opiera się na lepszej i silniejszej gospodarce, a w konsekwencji - na lepszym i silniejszym wojsku. Część podatków ściąganych od poddanych szła na podnoszenie stopy życiowej obywateli imperium; część zaś służyła dalszemu wzmacnianiu dominancji militarnej niezbędnej do egzekwowania owych podatków.
Historycznie rzecz biorąc, kraje podporządkowane składały daniny w rozmaitych formach - zwykle w złocie i srebrze tam, gdzie kruszce te miały walor pieniądza, ale nieraz także w postaci niewolników, żołnierzy, ziemiopłodów, bydła czy innych produktów i surowców naturalnych, w zależności od tego, jakich dóbr gospodarczych imperium żądało a kraj podwładny był w stanie dostarczyć. Dawniej opodatkowanie na rzecz imperium miało zawsze formę bezpośrednią: państwo podporządkowane przekazywało te dobra gospodarcze wprost do imperium. W XX wieku, po raz pierwszy w historii, Ameryce udało się opodatkować świat nie wprost - za pośrednictwem inflacji. Zamiast bezpośrednio domagać się podatku, jak czyniły to wszystkie poprzednie imperia, USA rozprowadziły po świecie, w zamian za towary, własną walutę bez pokrycia - dolary - z zamiarem późniejszego doprowadzenia do ich inflacji i dewaluacji. To z kolei umożliwiało odkupienie każdego następnego dolara za mniejszą ilość dóbr - właśnie owa różnica [między ilością dóbr importowanych a eksportowanych] stanowiła imperialny podatek spływający do Stanów Zjednoczonych. A oto, jak do tego doszło. W początkach XX wieku gospodarka USA uzyskała dominującą pozycję w świecie. Dolar amerykański był wówczas ściśle związany ze złotem, toteż jego wartość ani nie rosła, ani nie malała, lecz była wciąż równa tej samej ilości złota. Wielki Kryzys, z poprzedzającą go inflacją w latach 1921 - 1929 oraz napęczniałymi deficytami budżetowymi w latach następnych, pokaźnie zwiększył ilość waluty w obiegu - dalsze utrzymywanie jej pokrycia w złocie stało się niemożliwe. To skłoniło Roosevelta do zniesienia w 1932 r. sprzężenia między wartością dolara a wartością złota. Aż do tego momentu USA mogły co prawda dominować w gospodarce światowej, ale, w sensie ekonomicznym, nie były jeszcze imperium. Stała wartość dolara i jego wymienialność na złoto nie pozwalała Amerykanom ekonomicznie wykorzystywać innych krajów. Amerykańskie imperium w sensie ekonomicznym narodziło się w Bretton Woods w 1945 r. Wprawdzie dolar nie był już w pełni wymienialny na złoto, ale ową wymienialność na złoto zagwarantowano rządom innych państw - i tylko im. Tym samym dolar stał się walutą rezerwową całego świata. Było to możliwe, ponieważ w czasie II wojny światowej Stany Zjednoczone zaopatrywały aliantów żądając zapłaty w złocie, dzięki czemu zgromadziły u siebie znaczną część światowych zasobów tego kruszcu. Imperium nie mogłoby zaistnieć, gdyby, zgodnie z postanowieniami z Bretton Woods, podaż dolara pozostała ograniczona i nie przekraczała wartości dostępnego złota. Umożliwiałoby to pełną wymianę dolarów z powrotem na złoto. Jednak polityka "armaty i masła" z lat sześćdziesiątych miała typowy charakter imperialny: podaż dolara zwiększano nieustannie, żeby finansować wojnę w Wietnamie i projekt "wielkiego społeczeństwa" L. B. Johnsona. Większość owych dolarów trafiała za granicę w zamian za towary sprzedawane do USA bez szans na odkupienie ich po tej samej cenie. Wzrost zasobów dolarowych zagranicy wywoływany przez nieustanny deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych był równoznaczny z opodatkowaniem - z klasycznym podatkiem inflacyjnym nakładanym przez dany kraj na własnych obywateli, tyle że tym razem był to podatek inflacyjny nałożony przez USA na resztę świata. Kiedy zagranica zażądała w latach 1970-1971 wymiany posiadanych dolarów na złoto, 15 sierpnia 1971 rząd USA ogłosił niewypłacalność. Wprawdzie opinię publiczną karmiono frazesami o "zerwaniu więzi między dolarem a złotem", ale w rzeczywistości odmowa spłaty w złocie była aktem bankructwa rządu Stanów Zjednoczonych. W gruncie rzeczy USA ogłosiły się wtedy imperium. Wyciągnęły z reszty świata ogromną ilość dóbr, nie mając zamiaru ani możliwości ich zwrócić, a bezsilny świat musiał się z tym pogodzić - świat został opodatkowany i nic nie mógł na to poradzić. Od tego momentu, aby Stany Zjednoczone mogły utrzymać status imperium i nadal ściągać podatki, reszta świata musiała w dalszym ciągu akceptować - jako zapłatę za dobra ekonomiczne - stale tracące na wartości dolary. Musiała też gromadzić ich coraz więcej. Trzeba było więc dać światu jakiś powód do gromadzenia dolarów, a powodem tym stała się ropa. Gdy coraz wyraźniej było widać, że rząd USA nie zdoła wykupić swych dolarów płacąc za nie złotem, zawarł on w latach 1972-73 żelazną umowę z Arabią Saudyjską: USA będą wspierać władzę królewskiej rodziny Saudów, a w zamian za to kraj ten będzie sprzedawał ropę wyłącznie za dolary. Śladem Arabii Saudyjskiej miała podążyć reszta państw OPEC. Ponieważ świat musiał kupować ropę od arabskich krajów naftowych, utrzymywał rezerwy dolarowe, aby mieć czym za nią płacić. Świat potrzebował coraz więcej ropy, a jej ceny szły stale w górę, toteż popyt na dolary mógł tylko wzrastać. Wprawdzie dolarów nie można już było wymienić na złoto, ale za to stały się one wymienialne na ropę naftową. Sens ekonomiczny wspomnianej umowy sprowadzał się do tego, że dolar miał pokrycie w ropie naftowej. Dopóki tak było, świat musiał gromadzić coraz większe sumy dolarów, ponieważ były one niezbędne, aby móc kupić ropę. Tak długo jak dolar był jedynym dopuszczalnym środkiem płatności za ropę, miał on zagwarantowaną dominację w świecie, a amerykańskie imperium mogło dalej ściągać podatki z całego świata. Gdyby dolar, z jakiegokolwiek powodu, stracił pokrycie w ropie naftowej, amerykańskie imperium przestałoby istnieć. Trwanie imperium wymagało więc, aby ropa była sprzedawana wyłącznie za dolary. Wymagało ponadto, aby rezerwy ropy pozostawały rozproszone pomiędzy osobne, suwerenne państwa nie dość silne politycznie bądź militarnie, żeby móc żądać zapłaty za ropę w jakiejś innej formie. Gdyby ktoś zażądał innej zapłaty, należało go przekonać do zmiany zdania - poprzez naciski polityczne albo środkami militarnymi. Człowiekiem, który faktycznie zażądał za ropę zapłaty w euro był, w 2000 r., Saddam Hussein. W pierwszej chwili jego życzenie zostało wyśmiane, później było lekceważone, ale kiedy stawało się coraz jaśniejsze, że jego zamiary są poważne, zaczęto wywierać na niego polityczną presję, aby zmienił zdanie. Kiedy również inne kraje, takie jak Iran, zażyczyły sobie zapłaty w innych walutach, przede wszystkim w euro i w jenach, dolar znalazł się w realnym niebezpieczeństwie. Taka sytuacja wymagała akcji karnej. W Bushowskiej operacji "Szok i Przerażenie" w Iraku nie chodziło o nuklearny potencjał Saddama, o obronę praw człowieka, o propagowanie demokracji, ani nawet o zagarnięcie pól naftowych; chodziło o obronę dolara, a tym samym - amerykańskiego imperium. Chodziło o pokazanie światu, że każdy kto zażąda zapłaty za ropę w walucie innej niż dolar USA, będzie przykładnie ukarany. Wielu krytykowało Busha za to, że wszczął wojnę, aby zająć irackie pola naftowe. Krytycy ci jednak nie potrafili wytłumaczyć, dlaczego Bushowi zależało na zajęciu owych złóż - przecież mógł po prostu wydrukować puste dolary i uzyskać za nie tyle ropy, ile tylko mu było potrzeba. Musiał więc mieć inny powód do inwazji na Irak. Historia uczy, że imperium ma dwa uzasadnione powody do toczenia wojen: (1) w obronie własnej; albo (2) aby uzyskać poprzez wojnę jakieś korzyści. W każdym innym wypadku, co po mistrzowsku wykazał Paul Kennedy w "The Rise and Fall of the Great Powers", wysiłek wojenny wyczerpie jego zasoby ekonomiczne i przyczyni się do jego rozpadu. Mówiąc językiem ekonomicznym, aby imperium wszczęło i prowadziło wojnę, korzyści muszą przewyższać koszty militarne i społeczne. Korzyści z opanowania irackich złóż ropy z trudem usprawiedliwiają długofalowe, rozłożone na wiele lat koszty operacji wojskowej. Bush musiał natomiast uderzyć na Irak, aby bronić swego imperium. Potwierdzają to fakty: w dwa miesiące od momentu inwazji, program "Ropa za żywność" został wstrzymany, irackie konta prowadzone w euro przestawione z powrotem na dolary, a ropa znów była sprzedawana wyłącznie za walutę USA. Przywrócono globalną supremację dolara. Bush triumfalnie zstąpił z myśliwca i obwieścił pomyślne zakończenie misji - udało mu się obronić dolara, a wraz z nim - amerykańskie imperium. II. Irańska Giełda Naftowa Władze Iranu w końcu opracowały ostateczną broń "jądrową", która może błyskawicznie unicestwić system finansowy leżący u podstaw amerykańskiego imperium. Tą bronią jest Irańska Giełda Naftowa, której inaugurację planowano na marzec 2006 [otwarcie giełdy opóźniło się, ale ma nastąpić w najbliższym czasie - przyp. red.]. Ma ona być oparta na mechanizmie handlu ropą rozliczanym w euro. W kategoriach ekonomicznych projekt ten stanowi znacznie większą groźbę dla hegemonii dolara niż wcześniejsze posunięcie Saddama. W ramach transakcji giełdowych bowiem każdy chętny będzie mógł kupić albo sprzedać ropę za euro, bez żadnego pośrednictwa dolara. Możliwe, że w takiej sytuacji prawie wszyscy chętnie przyjmą system rozliczeń w euro. Europejczycy, zamiast kupować i trzymać dolary, aby zabezpieczyć swe płatności za ropę, będą mogli płacić własną walutą. Przejście na rozliczenia w euro w transakcjach naftowych nadałoby euro status światowej waluty rezerwowej - z korzyścią dla Europejczyków, z niekorzyścią dla Amerykanów. Chińczycy i Japończycy będą szczególnie zainteresowani nową giełdą, gdyż umożliwi im drastyczne zmniejszenie swych ogromnych rezerw dolarowych i ich dywersyfikację, co będzie dla nich ochroną przed następstwami deprecjacji dolara. Część posiadanych dolarów będą chcieli nadal zatrzymać; drugiej części być może w ogóle się pozbędą; trzecią część zachowają na pokrycie dolarowych płatności w przyszłości, tym razem już bez odnawiania tych rezerw, a przechodząc stopniowo na rezerwy w euro. Rosjanie mają żywotny interes ekonomiczny w przejściu na euro - większość wymiany handlowej prowadzą właśnie z krajami europejskimi, z krajami - eksporterami ropy naftowej, z Chinami oraz z Japonią. Przejście na rozliczeniach w euro natychmiast uwidoczni się w handlu z pierwszymi dwoma blokami, a z czasem także ułatwi handel z Chinami i Japonią. Ponadto Rosjanie, zdaje się, z niechęcią trzymają dolary, które tracą na wartości, skoro ich nowym objawieniem jest rozliczanie się w złocie. Poza tym, w Rosji odżył nacjonalizm, i jeśli przejście na euro miałoby być dotkliwym ciosem dla Ameryki, z przyjemnością go zadadzą i będą z satysfakcją się przyglądać, jak imperium krwawi. Arabskie kraje eksportujące ropę chętnie będą przyjmować euro jako środek dywersyfikacji ryzyka wobec piętrzących się gór dewaluujących się dolarów. Te kraje także, podobnie jak Rosja, handlują przede wszystkim z krajami Europy, a zatem będą preferować walutę europejską, zarówno ze względu na jej stabilność, jak i dla ograniczenia ryzyka walutowego, nie mówiąc już o motywie ideologicznym - dżihadzie przeciwko Niewiernemu Wrogowi. Tylko Brytyjczycy znajdą się między młotem a kowadłem. Ze Stanami Zjednoczonymi łączy ich wieczne strategiczne partnerstwo, ale równocześnie naturalnie ciążą ku Europie. Jak dotąd mieli wiele powodów, aby trzymać z tym, który wygrywa. Kiedy jednak zobaczą, że ich blisko stuletni partner upada, czy będą wytrwale trwać u jego boku, czy też go dobiją? Nie należy jednak zapominać, że obecnie dwie wiodące giełdy naftowe to nowojorski NYMEX i londyńska Międzynarodowa Giełda Ropy Naftowej (International Petroleum Exchange - IPE), obie praktycznie w rękach Amerykanów. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że Brytyjczycy będą musieli pójść na dno razem z tonącym okrętem, w przeciwnym bowiem razie strzeliliby sobie w nogi, szkodząc własnym interesom na londyńskiej IPE. Warto zauważyć, że bez względu na retorykę objaśniającą powody utrzymania funta szterlinga, Brytyjczycy nie przeszli na euro najprawdopodobniej właśnie dlatego, że sprzeciwiali się temu Amerykanie: gdyby tak się stało, londyńska IPE musiałaby się przestawić na euro, tym samym zadając śmiertelną ranę dolarowi i strategicznemu partnerowi Wielkiej Brytanii. W każdym razie bez względu na to, co postanowią Brytyjczycy, jeśli Irańska Giełda Naftowa nabierze tempa, liczące się siły interesu - europejskie, chińskie, japońskie, rosyjskie i arabskie - z zapałem przyjmą w rozliczeniach euro, a wówczas los dolara będzie przypieczętowany. Amerykanie nie mogą do tego dopuścić, i użyją, jeśli zajdzie konieczność, szerokiego wachlarza strategii, aby powstrzymać lub zahamować funkcjonowanie planowanej giełdy: * Sabotaż giełdy - mógłby polegać na wprowadzeniu wirusa komputerowego, ataku na sieć, system łączności lub serwery, rozmaitych naruszeniach bezpieczeństwa serwerów, albo też na zamachu bombowym na główne i pomocnicze obiekty giełdy w stylu 11 września. * Zamach stanu - zdecydowanie najlepsza strategia długoterminowa, jaką dysponują Amerykanie. * Wynegocjowanie takich warunków i ograniczeń prowadzenia giełdy, które będą do przyjęcia dla USA - inne znakomite rozwiązanie dla Amerykanów. Oczywiście, rządowy zamach stanu jest strategią wyraźnie preferowaną, gdyż zagwarantowałby, że giełda wcale nie będzie funkcjonować, a więc niebezpieczeństwo dla amerykańskich interesów będzie zażegnane. Gdyby jednak próby sabotażu czy zamachu stanu się nie powiodły, wówczas negocjacje byłyby z pewnością najlepszą dostępną opcją. * Wspólna rezolucja wojenna ONZ - tę będzie bez wątpienia trudno uzyskać, zważywszy na interesy wszystkich pozostałych państw członkowskich Rady Bezpieczeństwa. Gorączkowa retoryka o tym, jak to Irańczycy opracowują broń jądrową niewątpliwie ma na celu utorowanie drogi do tego typu działań. * Jednostronne uderzenie nuklearne - to byłby straszliwy wybór strategiczny, z tych samych względów, co strategia następna - jednostronna wojna totalna. Do wykonania tej brudnej roboty Amerykanie prawdopodobnie posłużyliby się Izraelem. * Jednostronna wojna totalna - to jawnie najgorszy możliwy wybór strategiczny. Po pierwsze, zasoby wojskowe USA zostały już nadwerężone przez dwie poprzednie wojny. Po drugie, Amerykanie jeszcze bardziej zraziliby do siebie inne silne narody. Po trzecie, państwa posiadające największe rezerwy dolarowe mogłyby się zdecydować na cichą zemstę w postaci pozbycia się swoich gór dolarów, tym samym utrudniając Stanom Zjednoczonym dalsze finansowanie ich ambitnych wojowniczych planów. Po czwarte wreszcie, Iran ma strategiczne sojusze z innymi silnymi narodami, co mogłoby doprowadzić do ich zaangażowania się w wojnę; mówi się, że Iran ma takie przymierze z Chinami, Indiami i Rosją, znane pod nazwą Szanghajskiej Grupy Współpracy, a także osobny pakt z Syrią. Bez względu na to, która strategia zostanie wybrana, z czysto ekonomicznego punktu widzenia można stwierdzić, że o ile Irańska Giełda Naftowa nabierze rozpędu, główne potęgi gospodarcze z zapałem zaczną z niej korzystać, a to pociągnie za sobą zgon dolara. Upadanie dolara dramatycznie przyspieszy amerykańską inflację i stworzy presję na dalszy wzrost długoterminowych stóp procentowych w USA. W tym momencie Bank Rezerwy Federalnej znajdzie się między Scyllą a Charybdą - między groźbą deflacji a hiperinflacji - i będzie musiał pospiesznie albo zażyć swoje "klasyczne lekarstwo" deflacyjne, polegające na podniesieniu stóp procentowych, co wywoła poważną depresję gospodarczą, zapaść na rynku nieruchomości oraz załamanie się rynku obligacji, akcji i walorów pochodnych, a w następstwie - totalny krach finansowy, albo, alternatywnie, wybrać wyjście weimarskie, czyli inflacyjne, a więc utrzymać na siłę oprocentowanie obligacji długoterminowych, odpalić "helikoptery" i "zatopić" rynek powodzią dolarów, ratując przed bankructwem liczne fundusze długoterminowe (LTCM) i wywołując hiperinflację. Austriacka teoria pieniądza, kredytu i cykli gospodarczych uczy nas, że pomiędzy ową Scyllą a Charybdą nie ma rozwiązania pośredniego. Prędzej czy później system monetarny musi się przechylić w jedną lub w drugą stronę, co zmusi Rezerwę Federalną do podjęcia decyzji. Głównodowodzący Ben Bernanke (nowy prezes Fed - przyp. red.), renomowany znawca Wielkiego Kryzysu i wprawny pilot śmigłowca "Black Hawk", bez wątpienia wybierze inflację. "Helikopterowy Ben" nie pamięta wprawdzie America's Great Depression Rothbarda, ale dobrze zapamiętał lekcje płynące z Wielkiego Kryzysu i zna niszczycielskie działanie deflacji. Maestro nauczył go, że panaceum na każdy problem finansowy jest wywołanie inflacji, choćby się paliło i waliło. Uczył on nawet Japończyków własnych niekonwencjonalnych metod zwalczania deflacyjnej pułapki płynności. Podobnie jak jego mentorowi, marzy mu się przezwyciężenie "zimy Kondratiewa". Żeby nie dopuścić do deflacji, ucieknie się do drukowania pieniędzy; odwoła wszystkie helikoptery z 800 zamorskich baz wojskowych USA; a jeśli będzie trzeba, nada stałą wartość pieniężną wszystkiemu, co mu się nawinie. Jego ostatecznym dokonaniem będzie hiperinflacyjna destrukcja amerykańskiej waluty, z której popiołów powstanie nowa waluta rezerwowa świata - barbarzyński relikt zwany złotem. Tegoż autora: "China's Great Depression" "Masters of Austrian Investment Analysis" "Austrian Analysis of U.S. Inflation" "Oil Performance in a Worldwide Depression" Zalecana lektura: William Clark "The Real Reasons for the Upcoming War in Iraq" William Clark "The Real Reasons Why Iran is the Next Target" O autorze Krassimir Petrov ( Krassimir_Petrov@hotmail.com) uzyskał doktorat z ekonomii w USA, a obecnie wykłada makroekonomię, finanse międzynarodowe i ekonometrię na Uniwersytecie Amerykańskim w Bułgarii. Dr Krassimir Petrov Tłum. Paweł Listwan O autorze: uzyskał doktorat z ekonomii w USA, a obecnie wykłada makroekonomię, finanse międzynarodowe i ekonometrię na Uniwersytecie Amerykańskim w Bułgarii. Przedruk tekstu z http://www.tmpw.com.pl/

Absurdy nasze powszednie…

...czyli chaotyczny przegląd refleksji na różne tematy.

Niemiecki przedsiębiorca i złota rewolucja w Abu Dhabi

Jak donosi CNBC, w najbardziej prestiżowym hotelu świata – Emirates Palace – dokonała się złota rewolucja. Pomysł, który zapewne znajdzie swoje miejsce w encyklopedii. Przedsięwzięcie banalne i proste w realizacji, ale pierwsze i idealnie wpisujące się w kryzysowe zawirowania na rynkach finansowych. Thomas Giessler, niemiecki przedsiębiorca, zaproponował bankomat wypłacający złote sztabki i monety. Urządzenie o wdzięcznej nazwie Gold to Go pozwala poczuć się bezpiecznie z twardą walutą w kieszeni o każdej porze dnia i nocy. Chcesz szybko zainwestować w złoto? Nie ma problemu: jedno-, pięcio- lub dziesięciogramowe sztabki wyjmiesz od ręki z maszyny pokrytej 24 karatowym złotem. Urządzenie jest połączone on-line do bieżących notowań złota. Z technologicznego punktu widzenia nie jest to rewolucja na miarę pojawienia się bankomatu w latach 60’. Jednakże, jest to moim zdaniem symboliczny moment w którym pieniądz powraca do swojej wielowiekowej, naturalnej formy – złota. Jest jeszcze w tym wydarzeniu moment na przyjemności. Jak już zakupimy pierwszą sztabkę złota (gold bar – z angielskiego), wówczas możemy cieszyć się jej blaskiem przegryzając szwajcarską czekoladą z tabliczki (chocolate bar). To właśnie czekolada przyczyniła się do wynalezienia bankomatu. Pierwszy bankomat pojawił się w oddziale Barclays Bank w Londynie 27 czerwca 1967. Wynalazca bankomatu, John Shepherd-Barron, wpadł na swój pomysł obserwując automat do wydawania czekolady. Jak widać centrum finansów przesuwa się z Londynu na bliski wschód … Urządzenie w hotelu ma wymiar praktyczny. Sądzę, że obsługa hotelu, w rozliczeniu za 1 noc w 3 osobowym apartamencie, z chęcią przyjęłaby zamiast 10.000 USD (8 uncji złota) 25 dziesięciogramowych sztabek … A dla specjalistów od nieruchomości (pozdrawiam) mam jeszcze inną ciekawostkę - wybudowanie hotelu Emirates Palace kosztowało około 2,5 mln uncji 24 karatowego złota (3 mld USD)! Damian Kot

Irak szansą polskiego przemysłu

Ostatni dzień żałoby narodowej był dniem, w którym jedna z delegacji, reprezentowana przez irackiego ministra przemysłu, wzięła udział w mszy w Katedrze w Krakowie. Przypomnę, iż w Iraku morduje się chrześcijan i ten fakt odebrać można jedynie jako wyraźny sygnał, iż Irak ma na celu podjęcie dialogu z polskim rządem tak, aby Polska zasiliła ich potencjał przez import. Przypomnę również, iż w Polsce istnieją najpoważniejsze instytuty technologiczne, skazane jedynie na eksport.. w imię tezy, iż "trudno być prorokiem we własnym kraju". To również wyraźny sygnał, aby jako "pokazówkę" postarać się o samodzielne konstrukcje, jak na przykład "samolotu prezydenckiego". Mamy już wszystko, co do tego jest potrzebne, jednak brak jest wyraźnego sygnału. Niestety na przeszkodzie może stanąć destabilizacja polskiej sceny politycznej, gdzie w obliczu "szamotaniny" wystawiani są kandydaci partii, typu: "no idź.. bo ktoś musi". Istnieje po prostu szansa wykwitu dla egzotycznych kandydatów, którzy mogą odnieść sukces przez swą kontrowersyjność.. a wielkie siły polityczne w Polsce nie odpowiadają na zapotrzebowanie społeczne.. w którym ustanowiono by kandydatów "ponad podziałami". Z całą pewnością mogliby to być kandydaci, którzy "odświeżyliby" dawne alianse słabszych i wycofanych dziś sił.. lub osoby znane z życia publicznego. W przeciwnym wypadku kandydat może być tak egzotyczny.. iż kompletnie zdestabilizuje sytuację. Remigiusz Fajfer