Braun: To zła historia jest matką złej polityki

To zła historia jest matką złej polityki. Niech się wam broń Boże nie wydaje, że możecie rozszerzyć waszą, piękną wolnościową idee, nie wracając do historii Czytaj więcej »

 

Chadeczka z NRD

Za Fronda.pl…

„Obecna kanclerz RFN to prawdopodobnie najbardziej laicki przewodniczący Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) w historii tej partii. O swej wierze woli nie mówić, zresztą jak już mówi, to wyraża często zwątpienie. Ma także nie zawsze konserwatywne podejście do kwestii takich jak aborcja, eutanazja czy małżeństwa homoseksualne. Dziennikarz Volker Resing pisze w swojej książce „Angela Merkel. Protestantka” o zależnościach między światopoglądem niemieckiej kanclerz a jej działalnością polityczną.

Zeitgeist dla Zeitgeistu

To pozycja, która świetnie wstrzeliwuje się w aktualnie toczącą się dyskusję o spadku popularności CDU oraz kryzysie przywódczym samej Merkel. Jednym z zarzutów stawianych jej przez partyjnych konserwatystów jest porzucenie chrześcijańskiego elementu w polityce ugrupowania.

– Partia nie jest już zorientowana na wartości, panuje relatywizm. Podąża się za duchem czasu tylko dlatego, że jest duchem czasu – grzmiał Werner Münch, były premier Saksonii-Anhalt, komentując swoje wyjście z partii. Faktycznie autor biografii pani kanclerz przyznaje, że sprawy chrześcijańskiej etyki nie grają w jej działalności głównej roli. – Nie należę do tych, którym wydaje się że są pewni, czym jest „chrześcijańska polityka” – stwierdziła swego czasu.

Wschodnie CDU bez C?

Resing wskazuje na małą rewolucję, jaką przeżyła zachodnioniemiecka CDU po zjednoczeniu z wschodnioniemiecką CDU. Do w dużej mierze katolickiej i często przypominającej – przynajmniej werbalnie – o wartościach na których była ufundowana partii przystąpili dotychczasowi obywatele NRD o bardzo różnych życiorysach.

Wschodnioniemiecka CDU była w NRD „przystawką” dla Socjalistycznej Niemieckiej Partii Jedności (SED), która rządziła w tym komunistycznym państwie, na zasadach podobnych do polskich sejmowych kół katolickich. Podczas połączenia wschodnio- i zachodnioniemieckich chadeków dotychczasowi kolaboranci z władzą wstąpili bezpośrednio do partii ogólnonarodowej. Z drugiej strony do chadeków przypływali dotychczasowi działacze na rzecz obrony praw człowieka (główna siła słabej enerdowskiej opozycji), którzy niezadowoleni ze zbyt lewicowego charakteru zachodnioniemieckich socjaldemokratów i zielonych wybierali „mniejsze zło” w postaci chadeków. Z tym że w Unii zdecydowanie woleli być frakcją Demokratyczną, niż Chrześcijańską.

Merkel weszła do CDU właśnie na bazie tej drugiej tradycji, choć trudno powiedzieć, by w czasie istnienia NRD aktywnie działała w opozycji. Można ją raczej nazwać „rewolucjonistką ostatniej szansy”, która w październiku 1989 roku przystąpiła do opozycyjnego ugrupowania. W CDU nie przyłączyła się do frakcji konserwatywnej, raczej, jak pisze Resling – swoją „prywatyzacją religijności” podjęła trend, który etykietowani jako „zawodowi chrześcijanie” zaangażowani katolicy i protestanci próbowali powstrzymać w życiu politycznym starej RFN.

Angela wybiera centryzm

Ten trend umożliwił m.in. powstanie grupy „Lesbijki i Geje w Unii” będącej oficjalnie uznaną przybudówką chadeków walczącą o „prawa mniejszości seksualnych”. Doprowadziła ona m.in. do zapisania w nowym „Programie zasadniczym” CDU zdanie o respektowaniu wyboru ludzi, którzy chcą żyć w związkach jednopłciowych a także że „też w takich związkach kultywowane są wartości fundamentalne dla społeczeństwa”.

Autor biografii Merkel szuka źródła takiego podejścia m.in. w fakcie, iż ukończyła ona fizykę i także w jej zarządzaniu partią i państwem widać rękę umysłu ścisłego. Czy jednak trzeba odrzucać naukę, by być zwolennikiem etyki chrześcijańskiej?

Córka protestanckiego pastora i kierownika Kolegium Pastorskiego ma dość liberalne podejście do kwestii takich jak aborcja, badania nad komórkami macierzystymi czy homoseksualizm. Takie podejście może uratować chadecką partię przed utratą popularności, która leci na łeb na szyję (choć CDU jest i tak w lepszej sytuacji niż współrządzący socjaldemokraci).

Pytanie tylko, czy w takiej sytuacji nie należałoby z uczciwości zmienić nazwę na Unię Demokratyczną?

Stefan Sękowski/taz”
Źródło: www.fronda.pl


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *