Prof. Wolniewicz: Jak parszywieje Unia Europejska

Zachęcamy do obejrzenia jednego z ostatnich wystąpienia prof. Wolniewicza. Warto się nad nim zastanowić i starać się wyciągnąć wnioski Czytaj więcej »

 

Chwyt za Nosek – ws. odwołania szefa SKW

W końcu lipca br. zadzwonił do mnie mój dawny współpracownik, usunięty w lipcu 2001 roku z zajmowanego w MON stanowiska, które utracił jako tzw. człowiek Szeremietiewa. Pułkownik zachęcał mnie, abym zajrzał do dziennika „Rzeczpospolita”.



Tej gazety nie biorę do ręki od czasu, gdy w lipcu 2001 r. opublikowano w niej artykuł „Kasjer z MON” informujący o wykryciu „największej” w dziejach resortu obrony afery korupcyjnej. Byłem negatywnym bohaterem tego donosu. W jego następstwie doświadczyłem wielu upokorzeń, przekreślono cały mój życiowy dorobek i na długo pozbawiono zaufania społecznego. Wtedy okazało się prawdziwym powiedzenie, że polityk jest jak mucha – można go zatłuc gazetą. Nie powinno więc dziwić, że „takiej” gazety nie brałem do ręki. To przypomniałem mojemu rozmówcy. Jednak pułkownik upierał się, że powinienem do „Rzeczpospolitej” zajrzeć. Zajrzałem.

Prawie déjà vu

Lipiec 2001. Dziennik „Rzeczpospolita”: Skorumpowany minister S.

W psychologii opisywany bywa stan określany jako déjà vu – odczucie, że przeżywana obecnie sytuacja już kiedyś wydarzyła się. „Rzeczpospolita” z lipca 2013 roku w artykule donosiła, że kontrwywiad wojskowy znalazł skorumpowanego wiceministra obrony. Przypomniałem sobie lipiec 2001 roku i tamten numer „Rzeczpospolitej”. Wtedy co prawda skorumpowanego wiceministra wygrzebywali „dziennikarze śledczy”, ale dziś już wiadomo, że źródłem ich wiadomości też był kontrwywiad wojskowy, wówczas WSI. Teraz to była Służba Kontrwywiadu Wojskowego. W każdym razie wtedy i teraz źródłem wiadomości o korupcji w „Rzeczpospolitej” są wojskowi tajniacy.

Znamienny i podobny jest też moment, gdy atak następuje. Mnie dosięgły zarzuty w czasie, gdy podległe mi instytucje MON miały przeprowadzić przetargi na zakupy uzbrojenia opiewające na ponad 25 mld PLN. Szczególne zainteresowanie budził przetarg na zakup samolotu wielozadaniowego. Po raz pierwszy pojawiał się też związany z tymi zakupami problem kompensacji, offsetu, który miał dać ogromny zastrzyk technologii i pieniędzy polskiej gospodarce, w tym zwłaszcza przemysłowi obronnemu. W zamierzonych zakupach widziałem szansę nie tylko modernizacji armii, ale także na poprawę kondycji polskiej „zbrojeniówki”. Podkreślałem więc w rozmowach z zainteresowanymi przetargami spoza Polski, że korzyści z offsetu będą ważnym kryterium w procesie wyboru uzbrojenia przez MON. Docierały też do mnie sygnały, że to moje stanowisko bardzo irytuje niektórych wpływowych oferentów uzbrojenia. Po usunięciu mnie z MON i uwikłaniu w wlokące się latami śledztwa i procesy sądowe decyzje o wyborze uzbrojenia i offsetu podejmował kto inny. W moim przekonaniu te decyzje, zwłaszcza gdy chodzi o umowy offsetowe, były niefortunne. Pozostawiam do oceny na ile był to efekt przypadku lub niekompetencji, a na ile działanie świadome, sprzeczne z interesem polskiego wojska i przemysłu.

Sytuacja wiceministra Waldemara Skrzypczaka jest podobna do mojej. Będzie on także nadzorował przetargi na bardzo drogie systemy uzbrojenia: Polska ma kupić m.in. samoloty szkolne, rakiety  średniego i dalekiego zasięgu, okręty podwodne…  Wymianie trzeba będzie poddać nieomal całość uzbrojenia wojsk lądowych (artyleria, czołgi, wozy bojowe). MON zapowiada, że w najbliższych latach Polska na uzbrojenie wyda około 140 mld PLN. To są ogromne pieniądze, a wiadomo, że z racji słabej kondycji polskich zakładów duża ich część trafi do producentów zagranicznych. Do których? No i co MON będzie kupował?

Lipiec 2001. Dziennik „Rzeczpospolita”: Skorumpowany minister S.

Minister Skrzypczak, były dowódca wojsk lądowych bez wątpienia zna się na uzbrojeniu. Wie też zapewne dobrze, w jaką broń należałoby polskie wojsko wyposażać. Jednocześnie z racji zajmowanego stanowiska musi mieć różnorodne kontakty z producentami uzbrojenia i sprzętu wojskowego. A w takich sytuacjach łatwo można się natknąć na ludzi, którzy zabiegając o przychylność dla swoich ofert użyją wszystkich środków, także spoza prawa, aby swój cel osiągnąć. Tymczasem Skrzypczak głośno i stanowczo deklarował, że żadnym naciskom nie ulegnie. Pozbawienie go stanowiska mogłoby wiec być potrzebne tym, którzy chcieliby załatwiać swoje interesy nie koniecznie przy otwartej kurtynie.

Odnajduję więc sporo podobieństw w sytuacji mojej w 2001 roku i obecnej gen. Skrzypczaka, ale widzę też istotne różnice. Mnie kontrwywiad WSI „rozpracowywał” na polecenie ówczesnego ministra obrony (Komorowski) i za aprobatą premiera rządu (Buzek), który też mnie na wniosek ministra zdymisjonował. Do tego minister Komorowski chciał przeprowadzającego operację „Szary Mietek” szefa kontrwywiadu WSI (płk Mochol) awansować na generała i nawet złożył odpowiedni wniosek do prezydenta. Inaczej jest w przypadku Waldemara Skrzypczaka. Broni go minister Siemoniak, a premier Tusk nadzorujący tajne służby odwołał ze stanowiska szefa kontrwywiadu wojskowego Janusza. Noska, który wcześniej, dodajmy tak jakoś „sam z siebie”, zawiadomił prokuraturę o skorumpowaniu wiceministra Skrzypczaka.

Czyj to Nosek, czyj?

Przełożeni wiceministra Skrzypczaka, minister Siemoniak i premier Tusk zachowują się tak, jakby nic nie wiedzieli o tym, co robił szef SKW Nosek. Tymczasem zgodnie z art. 19 ustawy z dnia 9 czerwca 2006 roku o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego szef SKW jest zobowiązany powiadomić ministra obrony i przekazać „niezwłocznie Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej i Prezesowi Rady Ministrów informacje mogące mieć istotne znaczenie dla bezpieczeństwa i międzynarodowej pozycji Rzeczypospolitej Polskiej”. Skoro w kwietniu 2013 roku Janusz Nosek skierował do Naczelnej Prokuratury Wojskowej zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez ministra Skrzypczaka, to najpóźniej w marcu powinien był powiadomić Siemoniaka, Tuska i… Komorowskiego co odkrył. Czyżby podejrzenie skorumpowania wysokiego urzędnika państwowego odpowiadającego za zakupy uzbrojenia za wiele miliardów złotych było informacją bez znaczenia „dla bezpieczeństwa i międzynarodowej pozycji Rzeczypospolitej”?

W prasie pojawiły się spekulacje na temat rzekomej wojny między generałami Noskiem i Skrzypczakiem. Skrzypczak rzeczywiście jest generałem broni WP. Trudno jednak Noska uznać za takiego samego generała jak Skrzypczak. Mimo generalskich szlifów Nosek jest stuprocentowym cywilem. W wojsku nigdy nie służył i do objęcia szefostwa SKW stopnie otrzymywał jako funkcjonariusz służb cywilnych UOP i ABW. Właśnie to jego „pochodzenie” ze środowiska cywilnych tajniaków każe się zastanowić, dlaczego ktoś taki jak on wybrał się na wojnę, w której stracił stanowisko i naraził się premierowi; ”Mundurowi powinni umieć zacisnąć zęby, kiedy dotykają ich trudne decyzje” – powiedział w Sejmie Donald Tusk. Tak nierozważnie mógłby postąpić tylko ktoś niemądry, a Nosek wygląda na spryciarza.

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości kilka razy zgłaszali poważne uchybienia w pracy szefa SKW. Tusk puszczał to mimo uszu. Co więc się stało, że premier słuch odzyskał i Noska odwołuje nie pytając nawet o opinię prezydenta, do czego w takim przypadku zobowiązuje go ustawa?

Nosek to czyj?

Interesującą hipotezę odwołania Noska przedstawił płk Andrzej Kowalski. W wywiadzie dla „Naszego Dziennika” (30.09.) były szef SKW mówi: „Upraszczając, można powiedzieć, że mamy wojnę dwóch niedźwiedzi: obozu prezydenta i obozu premiera tłukących się między sobą. Zakupy uzbrojenia dla wojska są tak dużym strumieniem pieniędzy, że każda ze stron chce mieć dominujący głos w tej sprawie.” A pytany przez dziennikarza, czy Skrzypczak może być ofiarą tej wojny odpowiada: „Wygląda na to, że chodziło o to, by przestał pełnić funkcję, którą pełnił w MON, i nie decydował w sprawach, o których miał decydować.”

Skoro jednak mamy wojnę dwóch niedźwiedzi, to może za, zdaje się, samobójczą akcją Noska stoi „niedźwiedź” z tego „obozu prezydenta”? A Nosek narażając się Tuskowi jednocześnie zasługuje się u Komorowskiego.

Komorowski awansuje Noska na generała WP. Pierwszy od lewej stoi Bogdan Klich.

A ponadto mimo usunięcia Noska z SKW jego poczynania mogą przynieść zamierzony skutek. Jeśli bowiem prokuratura podejmie śledztwo, to w następstwie także Skrzypczak zostanie odwołany ze stanowiska. Wówczas cel – „Skrzypczak won z MON” – zostanie osiągnięty. Żeby tak się stało wystarczy, aby wspomniany „niedźwiedź” miał możliwość wpływania na to co zrobi prokuratura, jak wiadomo „niezależna od rządu”. Czy będzie niezależna od drugiego „niedźwiedzia”?

Kotylionowy generał

Funkcjonariusz cywilnych służb Janusz Nosek pochodzi z krakowskiego UOP. Dla polityków dzisiejszej Platformy Obywatelskiej to bardzo ważne środowisko. Zanim bowiem powstała PO stąd czerpali oni kandydatów do obejmowania centralnych stanowisk w służbach. Robił to wpływowy niegdyś polityk Jan Maria Rokita, który zresztą spowodował decyzję Buzka, że w czerwcu 2000 roku to Komorowski objął w rządzie AWS stanowisko szefa MON. Za sprawą Rokity z krakowskiego UOP do centrali WSI trafili Tadeusz Rusak (szef) i Kazimierz Mochol (zastępca szefa). Obaj wiernie służyli Komorowskiemu, a Rusak później przechwalał się na stronie internetowej Stowarzyszenia SOWA założonego przez osoby z rozwiązanego WSI: „To ja zniszczyłem karierę Szeremietiewa”. Z tego właśnie krakowskiego UOP pochodzi też Janusz Nosek, o którym powszechnie wiadomo, że jest blisko związany z Komorowskim.

Odwołany szef SKW jest z zawodu, tak jak Komorowski, nauczycielem historii. W 1992 roku trafił do UOP i zajmował tam, a następnie w ABW, różne stanowiska kierownicze. W wojsku nie służył i nie ma żadnego przygotowanie w tej dziedzinie, a mimo to w 2008 roku, na wniosek ministra obrony Klicha, premier Tusk mianował Noska szefem wojskowej służby kontrwywiadowczej. W dwa lata później, 9 listopada 2010 roku, Komorowski awansował go na generała Wojska Polskiego.

Nosek w mundurze generalskim ozdobionym bronkowym kotylionem.

Awans otrzymał pół roku po tym, jak dowodzona przez niego służba wykazała się skrajną nieudolnością ochraniając zwierzchnika sił zbrojnych i najwyższych dowódców wojskowych w przelocie do Smoleńska na uroczystości katyńskie. A teraz mimo takich „zasług” Tusk postanowił go odwołać –  zdaje się premier złapał prezydenta za Nosek.

A wracając do wspomnianego déjà vu – zarówno w mojej sprawie w 2001 roku jak i teraz w tej związanej ze Skrzypczakiem, nie wiedzieć czemu pojawia się Komorowski. Znane powiedzenie zaś mówi, że jak nie wiadomo o co chodzi, to zwykle chodzi o pieniądze.

Romuald Szeremietiew


4 Responses to Chwyt za Nosek – ws. odwołania szefa SKW

  1. Marko napisał(a):

    Ale bagno!

  2. !!!!!!! napisał(a):

    Dla podsumowania i zrozumienia taki oto ciekawy wic: http://www.pch24.pl/drogi-sprzet-dla-polskiej-armii-zalega-w-magazynach–winnych-brak-,18120,i.html Daje do myślenia i zrozumienia prawie wszystkiego. AGENCI WSZYSTKICH KRAJÓW ŁĄCZCIE SIĘ dla swego dobra i wycyckania motłochu, głupiego i walącego gorzałę i konia.

  3. Vilam napisał(a):

    Wygląda na to, że o co innego chodziło. Polecam wczorajszą (2.10) „Rzepę”, której tak nie lubi „niewiniątko” p. Szeremietiew. A może sprawa jego odwołania też miała „drugie dno”?

  4. ??????? napisał(a):

    Wywiad z R.Sz. jako komentarz może być: http://www.prawy.pl/prawy-tv/3926-prawy-tv-romuald-szeremietiew-gen-skrzypczak-jest-ofiara-gry-jaka-toczy-sie-w-obozie-wladzy Walka o pieniądze i władzę i na odwrót zawsze jest ciekawa i niebezpieczna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *