Koniec ery mas

Wszyscy mamy świadomość, że przeżywamy rewolucję technologiczną, której symbolami są mikroinformatyka i mikrobiologia, to znaczy połączenie tego, co nieskończenie małe z tym, co nieskończenie potężne Czytaj więcej »

 

Czerwona legenda

Bożyszcz XIX-wiecznych rewolucjonistów, jeden z ojców odrodzonej Italii, Giuseppe Garibaldi, przez wiele wiosen swej niespokojnej epoki pozostawał w lewicowym panteonie heroicznych bojowników o „wolność i demokrację”. W istocie jednak płaszczyzna działań militarno-politycznych generała była znacznie bardziej prostolinijna, podobnie zresztą jak jego potencjał intelektualny oraz wolicjonalne fundamenty niezbyt skomplikowanej osobowości Włocha.

Giuseppe Garibaldi przyszedł na świat w Nicei w 1807 roku. Wywodził się z marynarskiej rodziny, toteż sporą część swego życia spędził na morzu. Posiadał zupełnie niewłoską urodę – był smukłym blondynem o jasnobrązowych oczach, a dzięki swej przystojnej aparycji jego facjatę wypiekały gorące z namiętności spojrzenia nienasyconych kobiet. Uwodził swą szczerością i prostotą, ale sam też generował niezliczone iskry uczuć.

Niepohamowany temperament

Czerwone koszule oddziałów Garibaldiego utrwaliły ewolucjonistyczną wymowę czerwieni. Paradoksalnie, żołnierze stosowali taki ubiór, ponieważ mieli dostęp jedynie do bluz rzeźników z Buenos Aires (zdj. Wikipedia.pl)

Czerwone koszule oddziałów Garibaldiego utrwaliły ewolucjonistyczną wymowę czerwieni. Paradoksalnie, żołnierze stosowali taki ubiór, ponieważ mieli dostęp jedynie do bluz rzeźników z Buenos Aires (zdj. Wikipedia.pl)

Garibaldi uchodził za człowieka czynu, który nie zwykł popełniać głębszych refleksji. Niezwykle istotny dla kształtowania wojowniczej, zapalczywej osobowości Włocha był flirt z ortodoksyjnymi saint-simonistami, dla których znamienna była apoteoza skrajnego kolektywizmu. Jednak Garibaldi nie miał zamiaru przysposabiać tej doktryny, lecz światopogląd pieczołowicie przekazany przez Emilla Bareulta – było to postrzeganie świata w kontrastowych, zantagonizowanych barwach czerni i bieli.

Idea walki stała się szczególnie bliska jego sercu. W zasadzie zdecydowanie bardziej istotna, aniżeli potrzeba stabilizacji, co sprzyjało niezliczonym tułaczkom po świecie – Garibaldi zagościł m.in. w Urugwaju, Argentynie, Peru, Stanach Zjednoczonych, Egipcie, Anglii oraz Chinach. Zapach krwi, integralna część bitewnych pól, permanentnie łechtał jego niespokojne zmysły podczas awanturniczych wojaży po Ameryce Południowej. Dlatego też republikańskie aspiracje, które zdawały się kierować bohaterem „dwóch światów” (Ameryki Łacińskiej i Europy) przez cały okres jego polityczno-wojskowej działalności, miały de facto drugorzędne znaczenie, czego przykładem jest irracjonalne uczestnictwo w batalii o niepodległość Republiki Rio Grande do Sul (nie znał nawet tego kraju) czy w walce o demokrację w czasie oblężenia Montevideo. Zatrute owoce roziskrzonej geopolityki Ameryki Łacińskiej były na tyle istotnym elementem w życiu Włocha, że nawet jego pierwsza żona, Anita, nie omieszkała partycypować w tych egzotycznych konfliktach.

Czerwone koszule

Fanatyczny Garibaldi odegrał ważką rolę w kształtowaniu tożsamości lewicy, mianowicie utrwalił immanentną symbolikę czerwieni. Genezy tejże korelacji należy szukać w połowie lat 40., od kiedy to południowoamerykańskie legiony Garibaldiego (walczące najpierw w Urugwaju, a potem w Argentynie) przywdziewały czerwone koszule. Nie płodziło to jednoznacznych skojarzeń z lewicą i rewolucjonistami, którzy wówczas bardziej lubowali się w głębokiej czerni, stanowiącej przeciwieństwo dla konserwatywnej bieli (poza tym doskonale wpasowywało się w konspiracyjną formę działań), symbolizującej monarchię francuskich Burbonów. Nastąpił więc zwrot w lewicowej kolorystyce, ostatecznie ukształtowany w trakcie Wiosny Ludów, choć pamiętajmy, że czerwień już wcześniej kojarzono z insurekcyjnymi radykałami z okresu Rewolucji Francuskiej. Ponadto czerwień to kolor krwi i czapki frygijskiej – symbolu rewolucji. Jednakże legioniści Garibaldiego przywdziewali czerwone koszule z iście kuriozalnej przyczyny – do dyspozycji żołnierzy były jedynie bluzy rzeźników z Buenos Aires. Osiągnięcia włoskich jednostek przysporzyły tej oryginalnej stylistyce ubioru niebywałą popularność w Europie, utrwalając jednocześnie symbolikę czerwieni w latach 1848-1849. Kto wie, gdyby nie Garibaldi, to może Sławomir Sierakowski nie przyozdabiałby swego torsu czerwoną, bawełnianą koszulką podczas wszystkich wystąpień telewizyjnych.

Risorgimento

Od samego początku Garibaldi brał prężny udział w długiej, siermiężnej drodze ku zjednoczeniu Włoch. Chociaż kształt ustrojowy zjednoczonej Italii uważał za sprawę daleką od priorytetowej, to nie potrafił ułożyć swej współpracy z Camillo Cavourem (zwolennikiem idei federacyjnej, opozycyjnej w stosunku do idei republikańskiej), którego poczytywał za swego osobistego wroga oraz przeciwnika zjednoczenia Włoch. Nie potrafił też dojść do ostatecznego porozumienia z otoczeniem króla Wiktora Emanuela II, który zresztą traktował go oschle, a nawet pogardliwie.

Garibaldi, jako nieprzejednany rewolucjonista, nie potrafił odnaleźć się w demokratycznym świecie, o który przez lata zaciekle walczył (zdj. Wikipedia.pl)

Garibaldi, jako nieprzejednany rewolucjonista, nie potrafił odnaleźć się w demokratycznym świecie, o który przez lata zaciekle walczył (zdj. Wikipedia.pl)

Bez wątpienia trwałe miejsce w historii wywalczył w roku 1860, kiedy to stanął na czele Wyprawy Tysiąca Czerwonych Koszul. Jest to doskonały przykład improwizatorskiej poetyki, która wypełniała wszelkie działania gorącokrwistego Włocha. W czasie, gdy Garibaldi bezskutecznie oponował w parlamencie przeciwko aneksji Nicei przez Francję, a następnie planował zamienić siłę argumentu na argument siły, w Palermo wybuchło powstanie mazzinistów. Insurekcja została błyskawicznie zdławiona i Garibaldi postanowił niechybnie przybyć na odsiecz, zostawiając tym samym bliskie jego sercu sprawy znad Lazurowego Wybrzeża. Król Wiktor Emanuel II wydał milczącą zgodę na ekspedycję, mając w głębokiej nadziei ujarzmienie niepohamowanego temperamentu republikanów w toku, wydawać by się mogło, katastrofalnej wyprawy. Warto zaznaczyć, wspominał o tym sam Garibaldi w swoich pamiętnikach, właściwym organizatorem tej sławetnej wyprawy był Nino Bixio, bliski współpracownik nicejczyka.

Garibaldi, doprowadzając do upadku Burbonów w południowych Włoszech, zupełnie nieoczekiwanie przyczynił się do zwieńczenia stadium zjednoczenia Włoch w dawnym Królestwie Obojga Sycylii. Kończąc swą szarżę w Neapolu, miał jednak przygnębiające przekonanie, że zjednoczenie nie dopełniło się.

Polacy

Co ciekawe, Garibaldi odnosił się z rezerwą do Polaków, którzy razem z Włochami dzierżyli przecież łatkę wrodzonych konspiratorów, pozostając pod skrępowanymi zaborami trzech mocarstw „ancien regime” przez cały okres XIX stulecia. Mimo, że Polacy walczyli w 1849 roku w obronie Republiki Rzymskiej, a także mieli kilkuosobową reprezentację w Wyprawie Tysiąca, to Garibaldi (człowiek, któremu dalekie były przecież doktrynerskie wiwisekcje) nie potrafił zdzierżyć doniosłej wagi katolicyzmu i tradycji szlacheckiej w życiu żywiołowych Polaków, choć potrafił odnieść się do nich życzliwie w trakcie powstania styczniowego.

Przekleństwo demokracji

Garibaldi, w istocie, nie był w stanie odnaleźć się w świecie, o który przez lata zaciekle walczył. Nie rozumiał demokracji, posiadał do niej nieprzejednany, wrogi stosunek. Parlamentarne debaty urągały jego poczuciu estetyki, a wystąpienia Włocha podczas publicznych dysput żenowały słuchaczy, obnażając jednocześnie braki intelektualne Garibaldiego, podobnie jak późniejsza, nieudolna działalność literacka i publicystyczna. Jako genialny improwizator nie zdołał kierować normalną administracją – wyraźnie gubił się podczas dyktatorskich rządów na Sycylii i w Neapolu.

Jego porywczą, labilną osobowość, ortodoksyjny pragmatyzm oraz nonszalancką drogę obcowania z kobietami znakomicie charakteryzuje następujący cytat: „Cóż za głupota ze strony mężczyzny zabijać się dla kobiety, skoro świat jest pełen kobiet! Kiedy jakaś kobieta podziała na moją wyobraźnię, mówię jej po prostu – kochasz mnie? Bo ja cię kocham. Nie kochasz mnie? Tym gorzej dla ciebie!”.

Adam Karpiński


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *