Koniec świata?

Według pewnej przepowiedni, dokładnie dzisiaj tj. 23 września 2017 r. ma nastąpić koniec świata Czytaj więcej »

 

Czy Polska znajduje się dziś na drodze do gospodarczego zniewolenia? – degradacja pojęć

Wyjściem do rozważań na temat drogi Polski do gospodarczego zniewolenia jest analiza pojęć, które leżą u podstaw tego zagadnienia. Chodzi przede wszystkim o definicję gospodarczego zniewolenia i jego antonimu, czyli wolności gospodarczej.



Wnikliwa analiza tych terminów z pewnością doprowadzi wiele osób do zaskakujących dla nich wniosków. Okaże się bowiem, że to co dziś potencjalnie nazywane jest wolnością gospodarczą wcale nią nie jest. Jednak poznanie tego zagadnienia wymaga analizy trzech słów: wolności, zniewolenia i gospodarki.

Zaczniemy od gospodarki. Jak współcześnie definiowana jest gospodarka? Jak definiowany jest rezultat gospodarczy? Jak definiowane jest we współczesnym ujęciu bogactwo? W odpowiedziach na te pytania znajdziemy pewne niedorzeczności. Po pierwsze w wielu definicjach gospodarki pomijana jest kwestia konsumenta. Zapomina się, że to co dzieje się w gospodarce jest w uproszczeniu wypadkową zachowań konsumentów i zgłaszanego przez nich zapotrzebowania. Zatem to nie produkcja jest tutaj najważniejsza. Można produkować i jednocześnie nie znajdować na wyprodukowane dobro nabywcy. Jaki sens miałoby dziś produkowanie w Polsce butów pasujących na obie nogi? Dawniej takowe produkowano. Dlaczego dziś praktycznie się ich nie produkuje? Bo zmieniły się preferencje konsumentów, którzy zgłaszali popyt na nowocześniejszy model butów. Zatem to nie producent jest najważniejszym uczestnikiem procesów gospodarczych, a konsument.

Innym zdegenerowanym współcześnie pojęciem odnoszącym się do gospodarki jest bogactwo narodu. Dziś bogactwo odnosi się do ujęcia pieniężnego. Jest to podejście niewłaściwe, z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze oparte jest ono o wiarę w fikcję – wiarę w to, że współczesny pieniądz ma jakąkolwiek wartość. Pieniądz nie ma pokrycia praktycznie w żadnym towarze jak to było dawniej. Z tego nieporozumienia wynika druga sprzeczność w postrzeganiu bogactwa. Przez to, że pieniądz oparty jest na fikcyjnej wartości zaczęto mylić funkcję środka wymiany z realnym bogactwem. Pieniądz jest tylko ogniwem, które wymianę ułatwia. Otrzymanie zapłaty za wykonaną usługę lub wyprodukowane dobro nie kończy procesu wymiany. Aby proces ten dobiegł końca potrzebna jest jeszcze wymiana na dobro lub usługę, którą za otrzymane pieniądze można nabyć. Zatem celem jest wymiana dobra lub usługi na inne dobro lub usługę. Pieniądz w tym tylko pośredniczy. Pieniądz nie jest bogactwem. Bogactwem jest to, co uzyskano w zamian. Aby rozwiać wszystkie wątpliwości proponuję zadać sobie pytania: czy na pustyni za bogactwo będę uważał bukłak wody, czy oparte na fikcyjnej wartości kwity pieniężne? Czy najem się chlebem za 3 złote, czy też dziś na talerzu wylądują monety?

Pozostają jeszcze wolność i zniewolenie. Terminy te należy analizować równolegle z tego powodu, że dziś w wielu przypadkach wolność traktowana jest jak zniewolenie i odwrotnie zniewolenie uważane jest za wolność. Jak to możliwe? Idąc za tokiem rozważań Friedricha von Hayeka łatwo można dojść do pewnych konkluzji. Po pierwsze ludzie zapomnieli lub została u nich zatarta wiedza na temat tego, że to wolność jest stymulantem rozwoju i bogactwa, a nie rozrastający się rząd, który w dłuższym okresie będzie dążył za wszelką cenę do kontroli każdej ludzkiej aktywności – w tym gospodarczej. Po drugie ludzie rodzą się w pewnym momencie i zastany stan uznają za coś stałego, coś co było od zawsze. Daje to miejsce do niebezpiecznej degeneracji pojęć. Jeżeli pojawia się nagle instytucja, która mówi, że coś komuś da za darmo (np. zasiłek, mieszkanie itd.) to naturalnie człowiek ten będzie chciał z tego korzystać. Jeżeli w tym momencie powie mu się, że to zasługa wolności to nie ma co się dziwić, że młodzi ludzie chcą mieć wolność „do” (np. do posiadania mieszkania). Użycie w tym znaczeniu słowa wolność jest niebezpieczne bo ma charakter roszczeniowy. Ktoś kto pragnie wolności „do” tak naprawdę chce zniewolenia tego, kto ma przyczynić się do spełnienia jego postulatów. Podobnie jest w drugą stronę. To co nazywa się zniewoleniem ma często jak najbardziej znamiona wolności. Weźmy bardziej kontrowersyjny przykład – szumne hasło krwiożerczego kapitalizmu i wyzysku pracowników. Uznając fakt nazywania dziś jakiegoś systemu kapitalistycznym za dobry żart zwróćmy uwagę, że powszechnie wyzysk uważany jest za zniewalanie pracownika. Tymczasem nikt nie zadaje sobie pytania: dlaczego ten pracownik nie odejdzie z tej pracy? Przecież nikt go do niej nie zmusza. Zatem słuszne jest wnioskowanie, że to jego wolny wybór powoduje, że podejmuje on pracę w tym, a nie innym miejscu, że wykonuje pracę najemną, a nie próbuje swoich sił jako przedsiębiorca itd. Zatem w tym wypadku zniewolenie jest w rzeczywistości wolnością, a nie odwrotnie jak współcześnie zostałoby to zinterpretowane.

Ktoś może powiedzieć: to tylko teoretyczne gdybanie, a jak ma się to do gospodarczego zniewolenia Polski?

Przykładów potwierdzających słuszność powyższych rozważań jest bardzo dużo. Jednak w niniejszym artykule zostaną przywołane tylko wybrane z nich. Nie chodzi bowiem o wskazywanie wszystkich niedoskonałości, a jedynie o pokazanie jak degradacja i odwrócenie pojęć wpływają na obecną sytuację Polski.

Przykładem doskonale ilustrującym degradację pojęć są wszelkiej maści świadczenia o charakterze socjalnym. Państwo dokonuje następującej operacji: daje pod pozorem wolności i równości obywatelowi X, jednocześnie pod przymusem zabierając obywatelowi Y. Działanie to zniewala tego drugiego, ponieważ ogranicza jego swobodę dysponowania swoim mieniem, swoimi pieniędzmi. W tym przykładzie pojawia się jeszcze kwestia podatków. Im podatki wyższe, tym wyższy stopień zniewolenia. Na potwierdzenie tej tezy wystarczy odpowiedzieć sobie na pytanie: czy wolnością jest odbieranie komuś pod przymusem jego dochodów i rozporządzanie nimi za niego? Mechanizm ten charakteryzuje raczej ustroje niewolnicze, a nie oparte na wolności.

Kolejnym przykładem gospodarczego zniewalania są wszelkiego rodzaju regulacje prawne w zakresie licencjonowania zawodów, czy poszczególnych sektorów gospodarki. Zniewolenie w tym zakresie polega na podporządkowaniu grupie przedsiębiorców czy pracowników pozostałych jednostek. Ponadto hamuje to spadek wzrostu realnego bogactwa narodu, ponieważ ograniczanie dostępu do zawodów czy branż powoduje wzrost cen. W efekcie konsumenci płacą więcej za dobro, które w wolnorynkowych warunkach byłoby tańsze. Idąc w ślad za Fryderykiem Bastiatem można stwierdzić, że rzadko zdarza się, aby większość zniewalała mniejszość. Zazwyczaj to mniejszość zniewala większość.

Przykłady ograniczania wolności gospodarczej, a tym samym zniewalania gospodarczego można by mnożyć. Stanowiące osnowę dla zniewalania prawo, przymus ubezpieczeń, wszelkiego rodzaju dotacje, kontrola urzędnicza – to tylko nieliczne z nich. Mało optymistyczna jest sytuacja, w której zniewolenie odbywa się pod przykrywką wolności. Zatem można wysunąć tezę, że Polska znajduje się na drodze do gospodarczego zniewolenia, a w pewnych obszarach już ono występuje. Jeszcze gorsze jest to, że gospodarcze zniewolenie prowadzi do zniewolenia w każdej dziedzinie życia. Skoro można kogoś zniewolić w jakimkolwiek zakresie, to dlaczego nie zniewolić go całkowicie?

Paweł Ryndak

Artykuł nadesłany na Konkurs PROKAPA „Czy Polska znajduje się dziś na drodze do gospodarczego zniewolenia?”. W konkursie wygrać można książkę Fryderyka Augusta von Hayek’a „Nadużycie rozumu”. Konkurs zakończony został z 9 na 10 maja 2013 roku o północy. Wyniki ogłoszone zostaną do 15 czerwca 2013 roku.


3 Responses to Czy Polska znajduje się dziś na drodze do gospodarczego zniewolenia? – degradacja pojęć

  1. Marko napisał(a):

    1. W kapitalizmie wbrew roznym bredniom najwazniejszy jest kapitalista. Kapitalista nie jest osobnikiem prowadzacym dzialanosc zaspokajania potrzeb tylko generowania – jak najwyzszego – dla siebie zysku. Potrzeby klienta go w ogole nie interesuja. Przyklad? Produkcja zywnosci. Tyle syfu i gowna ile jest teraz w tzw. zywnosci nie bylo nigdy jeszcze. Konsument ma potrzebe zdrowego odzywania sie, ale to kapitaliste nie interesuje. Najwazniejsze, aby to co rzuca na rynek generowalo mu jak najwiekszy zysk, do produktu wrzuci wiec wszystko co jest niezdrowym erzacem byle tylko obnizyc swoj koszt.

    2. Argument o „wolnosci” wyboru w kapitalizmie to najwieksza brednia i manipulacja jak mozna sobie wyobrazic. Kazdy kto dziala na rynku doskonale wie, ze stanie sie przesiebiorca czyli ucieczka przez harowka o innego kapitalisty jest mozliwa tylko przy spelneniu calej masy warunkow, ktorych realnie 90 % chetnych nigdy nie spelni. Plajta jest w kapitalizm wpisana jak smrod w gowno. Po drugie gledzenie o tym, ze zniewolony u kapitalisty X najmenik moze szukac sobie innej „wolnej” szansy u kapitalisty Y pokazuje, ze autor nigdy tego nie probowal zrobic, bowiem w kapitalizmie nie ma zadnej roznicy miedzy kapitalista X, Y czy innym. Zapier…np. kierowcow TIR-ow jest w skali globalnej taka sama. Nie jest wazne, czy taki biedak jezdzi u pana i wladcy w Hiszpanii, Wloszech, Polsce, Katowicach, Madrycie, Opolu czy Turynie. Ma byc dyspiozycjyny 24h x 365 dni za pare groszy. Jak mu sie zawod nie podoba moze go zmienic. Na co? No np. na stroza w markecie, gdzie go inny cFaniak ustawi w podobne ramy 24hx 365 dni przy tej samej kwocie jak transportowiec. A jak sie ochorniarka nie podoba to moe jakas budowlanka? prosze bardz. Swiatek i piatek za darmoche. Niedobrze? No to moze rzeznia? Np problem. Od 4 rano w temperaturze plus 4 stopnie 8 godzin x 360 dni w roku. Itd itd. Autorze – teoretyku. Wejdziesz w zycie, przekonasz sie. Zle ci nie zycze, ale zacznij od TIR-ow. Tam potrzebuja duzo ludzi, bo fluktuacja ogromna. Powodzenia.

  2. Halleth napisał(a):

    @Marko podajesz przyklady, w ktorych wolny ranek nie funkcjonuje i myslisz, ze to sa argumenty przeciw kapitalizmowi. Dostajesz ode mnie 9/10 punktow w skali zmanipulowania. Wlasnie to, co opisujesz pokazuje, ze kapitalizmu i generalnie wolnosci gospodarczej NIE MA. Nie zlosc sie na kapitalistow, tylko na biurokratow. Bo kapitalisci chcieliby Ci dac prace, ale biurokraci nakladaja taka mase absurdalnych obostrzen, ze to jest srednio oplacalne.
    Oczywiscie, ze wlasciciele firm chca zmaksymalizowac zysk. Ale osiagnac to mozna na kilka sposobow – mozna produkowac masowo tani szajs, a mozna robic drogi Hi-Tech na zamowienie. Oczywiscie, jezeli wprowadzimy milion przepisow, ktore ograniczaja wolnosc gospodarcza wpadamy w system koncesyjny, ktgory automatycznie wyklucza dzialanie najwazniejszych mechanizmow wolnego rynku i mozesz masowo produkowac drogi szajs, bo klienci i tak nie maja wyboru.

  3. refi napisał(a):

    1. Oczywiście, że rynek funkcjonuje nawet i w tych w warunkach. To ustalane państwowe normy powodują, że dodaje się takie a nie inne badziewie. Ponadto konsument traci czujność bo uważa że skoro państwo ma o niego dbać to na pewno bada wszystko co na rynku się pojawia – w efekcie póki ktoś się nie zatruje to nie ma reakcji. Friedman wielokrotnie obśmiewał takie tezy jak użytkownika Marko – proponuję trochę poczytać tych teorii których tak zaciekle się boisz (czyżby indolencja?) i przeanalizować amerykański rynek z lat 80 – tych i 90 – tych

    Mówienie o tym że dziś jest syf w jedzeniu to przyznanie się do tego że interwencjonizm socjalizm i inne takie badziewie nie działa. Tak jak jest w tym artykule – nazwanie dziś jakiegokolwiek ustroju gospodarczego kapitalizmem to żart i to niesmaczny – a zatem jak to jest kolego? to chyba coś twoje etatystyczne brednie nie chcą działać (czyżby znów indolencja?)

    2. Kolejna indolencja. Brak podstawowej wiedzy z ekonomii. Rozumiem że praca na zmywaku warta jest w Polsce powiedzmy 1200 zł. W Anglii ta sama praca warta jest około 4000 – 5000 zł. Dlaczego? Tak łatwo nie ma – albo się kolega dokształci i dowie się jak działa krzywa popytu i podaży oraz co to jest wkład kapitału w stanowisko pracy albo nic z tego – indolencja jak była tak będzie.

    Z budowlanką to strzeliłeś jak ze ślepaka. Może będziesz raczył wyjaśnić dlaczego murarz w Warszawie zarabia wielokrotność pensji kolegi po fachu z Podkarpacia? Po za tym po potężnej emigracji Polaków sprzed kilku lat pensje w budownictwie znacząco się podniosły. Jak myślisz dlaczego? Czyżby magiczne krzywe popytu i podaży?

    Hehe niestety niewidzialna ręka rynku Adama Smitha nie pomoże ci w zdobyciu wiedzy. Widzisz jednak w tym jednym przypadku rynek z pewnością nie da rady.

    Taki artykuł jak ten jest dla ciebie barierą nie do przeskoczenia na tę chwilę. Niestety jak się do szkoły nie chodziło…

    Halleth ma racje – przestań się obrażać na kapitalistów bo w sumie to ich już zbyt wielu nie zostało i budząc się z fikcji w której tkwisz zacznij obrażać się na biurokratów.

    Łączę wyrazy współczucia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *