Michalkiewicz kontra Płużański – w sprawie reparacji wojennych

W sprawie reparacji wojennych niektórym endorfiny za bardzo uderzyły do głowy - stwierdził St. Michalkiewicz podczas spotkania w Bełchatowie w dniu 23 września br. Czytaj więcej »

 

Czy standard złota jest coraz bliżej?

Standard złota, będący zdaniem Johna M. Keynes’a „barbarzyńskim reliktem” może okazać się wkrótce koniecznością. Coraz więcej osób, także tych wpływowych dostrzega problemy spowodowane przez reżim pustej waluty.

Manipulacja podażą pieniądza (poprzez stopę procentową) na sterowanym centralnie rynku jest główną przyczyną ekonomicznych kryzysów. Obniżenie stopy procentowej powoduje, że kredyt tanieje i coraz więcej ludzi z niego korzysta. Wraz ze wzrostem kredytu zwiększa się podaż wirtualnego pieniądza. Powstaje wrażenie koniunktury, a niskie koszty zachęcają do długoterminowych – a więc uzależnionych od długiego okresu kredytowania – inwestycji. Systematyczny wzrost podaży pieniądza rodzi jednak ryzyko hiperinflacji. Dlatego też rządzący, by jej zapobiec, zmuszeni są obniżać stopy procentowe. Uzależnieni od taniego pieniądza inwestorzy upadają, a pracownicy są zwalniani. Boom przechodzi w kryzys.



Właśnie taka sytuacja miała miejsce podczas rozpoczętego w 2007r. kryzysu finansowego. Niskie stopy ustanowione przez amerykański bank centralny (FED) przyczyniły się do rozwoju inwestycji w nieruchomości. Zyski wynosiły do kilkudziesięciu procent rocznie. Samozwańczy guru, tacy jak Robert Kiyosaki głosili, że najlepszą formą wzbogacenia się jest wzięcie kredytu hipotecznego, spłacanego przez osobę, której wynajmie się dom. Praca i klasyczne oszczędzanie nie były już „na topie”. Jednak po podniesieniu stóp procentowych bańka pękła, a inwestorzy nie byli w stanie spłacać wyższych odsetek. Przy okazji problem dotknął także biednych ludzi, którzy wzięli kredyt hipoteczny nie jako inwestycję, ale po to, by mieć gdzie mieszkać. Banki, które straciły przychód od wielu swoich kredytobiorców zaczęły popadać w tarapaty. Jeden z największych – Lehman Brothers nawet zbankrutował. Czy to cokolwiek nauczyło rządzących? Wiele wskazuje, że nie. System nie został zreformowany, a banki otrzymują cały czas gigantyczną pomoc z kieszeni podatników. Są jednak także sygnały, pokazujące, że opinia publiczna, a także niektóre znane persony rozważają powrót do standardu złota.

„Standard złota” jako urynkowienie pieniądza

Standard złota może być oczywiście rozumiany rozmaicie. Według licznej grupy zwolenników austriackiej szkoły ekonomicznej oznacza on po prostu pełne urynkowienie pieniądza. W tym ujęciu zniknęłoby pojęcie prawnego środka płatniczego, a rynek na nowo zdefiniowałby, czym jest pieniądz. Oznaczałoby to koniec prawnego uprzywilejowania waluty papierowej i stanowiącej jej ekwiwalent – środków elektronicznych kreowanych przez banki. Bank centralny przestałby istnieć, a państwo wycofałoby się kompletnie z rynku pieniądza. Określanie takiej sytuacji mianem standardu złota jest nieprecyzyjne, jednak zawiera w sobie przekonanie tych ekonomistów, że w warunkach pieniądza rynkowego, złoto zostałoby wybrane na pieniądz w drodze wolnej konkurencji. Obecnie cena złota jest prawdopodobnie sztucznie zaniżona, gdyż rząd zabrania mu pełnić funkcji pieniężnej. Gdyby zaczęły działać mechanizmy rynkowe, a złoto by zostało (co jest prawdopodobne) obrane za nowy pieniądz, to jego cena (wyrażana już nie w pieniądzu, ale w towarach np. w liczbie laptopów, które można kupić za uncję złota) by wzrosła. Byłoby to bez wątpienia korzystne dla inwestorów, którzy nabyli złoto jeszcze w czasach pieniądza papierowego.

Standard złota wprowadzony przez państwo

Bardziej prawdopodobne jest jednak rozwiązanie innego rodzaju. Wątpliwe bowiem, by rządy wyrzekły się całkowicie władzy nad pieniądzem. Istnieje natomiast pewna możliwość, że pod wpływem konieczności i nacisków doprowadzą one do zmiany systemu. Bank centralny będzie nadal istniał, podobnie jak „instytucja” prawnego środka płatniczego. Z tą różnicą, że waluta opierałaby się już nie na gwarancjach rządowych i częściowym pokryciu w dewizach; lecz byłaby w całości oparta na złocie. W takiej sytuacji posiadacz banknotu dolarowego, albo polskiej złotówki mógłby w każdej chwili wymienić je na złoto. Oznaczałoby to uprzywilejowanie złota, gdyż teraz wówczas to ono właśnie byłoby prawnym środkiem płatniczym.

Ustanowienie tak rozumianego standardu złota może również być rozumiane dwojako. Po pierwsze, państwowy bank centralny może zagwarantować wymienialność na złoto, mimo braku posiadania rezerw wystarczających na pokrycie wszystkich żądań (rezerwa cząstkowa). Bank centralny, utrzymując rezerwy w złocie jedynie dla części banknotów, liczyłby po prostu na brak jednoczesnego zgłoszenia się wszystkich posiadaczy banknotów po złoto. System taki byłby jednak niestabilny, gdyż zwyczajnie zawaliłby się, gdyby takie jednoczesne zgłoszenie jednak nastąpiło (np. w przypadku paniki).

Drugi sposób polega na pełnym pokryciu istniejących banknotów przez złoto. Z tak rozumianym standardem złota wiążą się jednak pewne trudności. Omówmy je na przykładzie najpotężniejszego kraju kapitalistycznego – Stanów Zjednoczonych. W kraju tym bank centralny (Federal Reserve) znajduje się oficjalnie w posiadaniu 261,5 miliona uncji trojańskich złota. Zakładając przybliżony aktualny kurs szlachetnego kruszcu na poziomie 1600 USD za uncję widzimy, że ich wartość wynosi ok. 418 miliardów dolarów. Tymczasem w obiegu znajduje się znacznie więcej banknotów. Biorąc pod uwagę agregat M1 (gotówka plus środki na rachunkach bieżących), dolarów jest w obiegu 2261 miliardów (dane z 2011r). Gdyby wprowadzić więc pełną wymienialność na złoto po cenie rynkowej, to jedynie co 5 dolar mógłby zostać wymieniony przez FED. Gdybyśmy wzięli natomiast pod uwagę agregat M2, obejmujący oprócz gotówki i środków na ROR-ach także pieniądze zgromadzone na kontach oszczędnościowych i lokatach do 100 000 dolarów, to wymienialność byłaby jeszcze trudniejsza. W ramach M2 istnieje bowiem aż 9 893 miliardów dolarów. Oznacza to, że tylko co 23 USD posiadałby pokrycie w złocie. Gdyby więc przywrócić standard złota i zachować cenę rynkową, to nie byłoby możliwości pełnego pokrycia pieniądza przez złoto. Istniałaby rezerwa cząstkowa wraz z wynikającą z niej niestabilnością. Aby więc zapewnić pełne pokrycie banknotów przez złoto, można by zdecydować się na regulację polegającą na odejściu od rynkowej ceny złota i ustaleniu jej na takim poziomie, jaki zapewniałby pełną wymienialność dolara na złoto. Powodowałoby to jednak problem obchodzenia rządowych nakazów, gdyż ludzie preferowaliby posługiwanie się rzeczywistą, rynkową ceną złota.

Istnieje jednak, jak zauważa Rafał Rudowski, jeszcze inna (oprócz czysto wolnorynkowej) możliwość wprowadzenia standardu złota. Polega ona na utworzeniu całkowicie nowej, złotej waluty. Niezależnie od tego, czy rząd byłby jej emitentem czy nie, to jego rolą byłoby zachęcenie obywateli do korzystania z nowej waluty. Mógłby więc np. obniżać kwotę należności podatkowych dla płatników wykorzystujących złoto. Pod wpływem takich i innych zachęt rządowych stara waluta stopniowo wypadałaby z obiegu. Ostatecznie, można by ją także odkupić od dotychczasowych posiadaczy.

Kryzys a głosy za złotem

Kryzys ekonomiczny skłania do myślenia o potrzebie radykalnych reform. Współczesny system monetarny nie zdaje egzaminu. Charakteryzuje się on bowiem, jak zauważa ekonomista ze szkoły austriackiej, Hans Hoppe „(…) istnieniem pieniądza państwowego zamiast jednego pieniądza uniwersalnego, pieniądza fiducjarnego w miejsce towarowego, takiego jak złoto; monopolistyczną bankowością centralną zamiast wolnej bankowości i permanentną defraudacją bankową, nieustanną redystrybucją dochodu i bogactwa oraz powtarzającymi się cyklami koniunkturalnymi i gospodarczymi zamiast bankowości ze stuprocentową rezerwą nie obarczonej żadnym z tych skutków”.

Sytuacja zmusza do myślenia o reformach. Zresztą, pewne kroki zmierzające do ustanowienia standardu złota zostały już poczynione. W 1975 r. Amerykanie odzyskali prawo do posiadania złota – po ponad 40 latach zakazu. W 1977 r. senator Jesse Helms wraz ze swoim asystentem prawnym przyczynili się do ponownego uznania umów zawierających tzw. klauzulę złota za legalne. Także znaczący wzrost ceny złota świadczy, że ludzie pokładają coraz większe zaufanie w szlachetnym kruszcu, a coraz mniejsze w walucie papierowej. Popularność zyskują politycy, tacy jak Ron Paul, opowiadający się za standardem złota. Mainstreamowe partie coraz otwarciej rozważają możliwość przywrócenia standardu złota. Jak podaje portal parkiet.com, amerykańscy Republikanie w swoim programie przedwyborczym mają m.in. powołanie komisji mającej do zbadania możliwości ponownego związania dolara ze złotem. Również giganci medialni przychylnie wypowiadają się na temat standardu złota. Jak napisał Steve Forbes „waluta powinna być oparta na parytecie złota, bo złoto lepiej niż jakiekolwiek arbitralne ustalenia określa wartość pieniądza. W tym sensie jest jak Gwiazda Polarna: niezmiennym punktem odniesienia”. Tego typu głosy są coraz częstsze i przywrócenie standardu złota nie jest już tak nierealne, jak np. kilka lat temu.

Standard złota a inwestorzy

Co oznaczałoby wprowadzenie standardu złota dla jego dotychczasowych posiadaczy? Niewątpliwie ich aktywa znacznie wzrosłyby na wartości. Jak już wspomniano wyżej, aktualna wartość złota jest zaniżana poprzez standard papierowego pieniądza. Z powodu decyzji państwa, to jego papierowa waluta, a nie złoto stanowi prawny środek płatniczy i ma moc prawną zwalniania od zobowiązań, choćby wobec państwa (np. podatków). Ta sytuacja oczywiście zwiększa popyt na pieniądz papierowy, a zmniejsza na złoto. Tymczasem w przypadku urynkowienia pieniądza, złoto prawdopodobnie stałoby się powszechnym środkiem wymiany – co zwiększyłoby jeszcze jego wartość. Mogłaby ona jeszcze bardziej wzrosnąć, gdyby to państwo ustanowiło je jedynym prawnym środkiem płatniczym (co oznaczałoby uprzywilejowanie złota, podobnie jak dziś uprzywilejowane są oznakowane papiery banków centralnych). Oczywiście, nie należy zapominać o czynnikach społeczno-politycznych. Państwo, czując się zagrożone przez prywatnych posiadaczy złota, prawdopodobnie wprowadziłoby jakieś prawne rozróżnienie na złoto państwowe czy oparte na nim banknoty i złoto prywatne. Niemniej jednak, sytuacja w ostatnich latach i coraz otwarciej wyrażane opinie zwolenników złota stanowią dodatkowy bodziec skłaniający wielu do wejścia w posiadanie żółtego kruszcu.

Marcin Jendrzejczak

Artykuł pochodzi z serwisu rynekzlota24.pl…


12 Responses to Czy standard złota jest coraz bliżej?

  1. Marko napisał(a):

    Wprowadzanie „standardu zlota” to bzdura. Niczego to nie zalatwia ani nie gwarantuje, co sam autor wyraznie podkresla. Zadne tam zloto nie moze byc gwarantem. Gwarantem sa tylko – ilosc fizycznego produktu i suma uslug dostepne na rynku. Pod to JEDEN dysponent jakim jest firma pod nazwa np. POLSKA Spolka Akcyjna obywateli tego kraju wypuszcza w sposob kontrolowany srodki platnicze, ktorymi nie musza byc w ogole pieniadze. Kazdy system moze dzialac – punkty, liczby, kropki, zapisy elektroniczne itd itd. Proste, i dlatego tak boja sie tego zlodzieje z Ligi Oszustow. To by im wytracilo mozliwosc kontroli swiata i okradania calych populacji z owocow ich pracy co aktualnie czynia na niewyobrazalna wrecz skale.

  2. Bobola napisał(a):

    Zauwazylem blad w jednym ze zdan wstepu „Dlatego też rządzący, by jej zapobiec, zmuszeni są obniżać stopy procentowe.” Zamiast obnizac powinno byc podwyzszac. Jesli zas chodzi o standard zlota to prosze pamietac, ze wlasnie aktualna gieldowa (na gieldzie metali) cena zlota w danej walucie okresla jej sile nabywcza (sila nabywcza waluty to odwrotnosc ceny rynkowej zlota w USA badz oficjalnej ceny zlota dostepnego w banku centralnym w formie bulionowej). Oparcie pieniadza na zlocie nie wymaga zreszta pelnego pokrycia emitowanego pieniadza przez zasoby skarbu panstwa. Jest to uzyteczny bufor ale tylko bufor. Wystarczy jednak aby wynagrodzenia ludnosci i zobowiazania finansowe byly okreslane w zlocie. Jego cena moze sie zmieniac ale jesli ktos wzial pozyczke wartosci, powiedzmy 200 uncji zlota na rok przy 10% interesie to po roku musialby zwrocic pozyczkodawcy rownowaznosc 220 uncji zlota w pieniadzu papierowym badz w kruszcu. Podobnie wynagrodzenie byloby automatycznie bronione przed dewaluacja jesli przyjelibysmy identyczne „indeksowanie do zlota”.

  3. Marko napisał(a):

    Czlowiek w USa wszedzie widzi wszystko przez „interes(t) rate” czyli lichwe. Pozyczka nie moze byc dawana na zaden procent! Po drugie formula panstwa gospodarczego jest bardzo skuteczna zapora inflacji. Logika pokazuje, ze cos takiego jak inflacja sama z siebie, wynikajaca z procesow gospodarczych, praktycznie nie istnieje. Inflacja pojawia sie tylko wtedy, gdy chca tego roznej masci oszusci manipulujacy przy cenach i wrzucie „papieru” na rynek. Lepszym rozwiazaniem jest wiec wytluc te bande niz szukac przed nia zabezpieczen. Historia ludzkosci udowadnia, ze ta grupa nigdy nie trzyma sie zadnych ustalen. A jedynm sposobem na nia jest to samo co na szczury – trucizna.

  4. Bobola napisał(a):

    @Marko,
    Kazdy decyduje o tym na jakich warunkach udziela innej osobie czy instytucji pozyczki. Malo jednak kto, udzieli jej osobie obcej (spoza rodziny) bez jakiegos zysku. Oddaje sie bowiem w ten sposob wlasny potencjal finansowy wlasciwie „na strate” gdyz wartosc sumy pozyczonej jest przyjeta za zero. W takiej sytuacji banki przyjmujac depozyty nie powinny tez placic wlascicielom wkladow zadnych dywidend a nawet wrecz przeciwnie, pobierac od nich oplate za zabezpieczenbie ich mienia. Widze tez, ze nie rozumie Pan takich pojec jak inflacja, deflacja , dewaluacja i rewaloryzacja.

  5. Marko napisał(a):

    Jedynym upowaznionym do udzielania „pozyczki” moze byc firma-panstwo, twor gospodarczy. Pan sie caly czas kreci wokol wlasnego amerykanskiego podworka i widzi swiat przez jego pryzmat. Ja mowie o wzorcowym rozwiazaniu a nie o tym co mamy teraz. W modelu panstwa gospodarczego nie ma bankow i nie ma depozytow, zyje sie z konsumcji fizycznie dostepnego towaru i uslug. Nie ma wiec potrzeby tworzenie „banku” i deponowania czegokolwiek. Widze wiec, ze nie rozumie Pan co to realna gospodarka, ale mnie to nie dziwi, skoro nie ma jej Pan pod bokiem a sam tym sie nie zajmuje. Poza tym pojecia typu „inflacja” itd nie sa pojecjami sensu stricto gospodarczymi a wymyslonymi przez „ekonomow” panstwa politycznego, bo sluza im do manipulacji narodami i straszenia nieswiadomych obywateli. Trudno to jednak Panu zrozumiec z amerykanskiej perspektywy, tam sie widzi i mysli „inaczej”. Dlatego jest tam takie zamieszanie, potworna bieda oraz zacofanie. Znam z autopsji wiec w raze czego prosze sie wstrzymac z uwagami, ze nie wiem o czym mowie.

  6. StG44 napisał(a):

    Do tow. Marko: bredzisz bzdury, jak to komuszek.

  7. Marko napisał(a):

    Agencie STG itd. : wnosisz swoj MALY „wklad” w dyskusje i poszerzenie wiedzy o swiecie, adekwatny do wielkosci mozgu jaki otrzymales w prezencie od rodzicow.

  8. Padam napisał(a):

    W propozycji Marko kryje się pewien podstawowy problem. Jak pierwotnie zsumować produkty i usługi, w celu późniejszego wypuszczenia kropek? Należałoby je (produkty) w czymś wycenić. Zarządzający powołaliby pewnie Centralny Urząd Planowania, który stworzyłby normy pracochłonności i zużycia, następnie przydzielił kropki, itd. Skończyłoby się jak zwykle.
    A Bobola trafiłby pod ścianę jako agent Ligi Oszustów.
    Żeby było śmieszniej ja też uważam, że korzyści z obecnego systemu monetarnego czerpią bankierzy i dlatego aktywnie taki a nie inny system wspierali. Jeżeli mainstreamowi pozwolili znowu wspominać o złocie, to mają na pewno jakieś w tym względzie rozwiązanie, na którym na pewno nie stracą.:)

  9. Marko napisał(a):

    A jak to sie z ta „wycena” odbywa teraz panie Padam? Na jakie podstawie „banki” wypuszczaja tony zadrukowanego papieru i miedziakow w obrot w kazdym karju? Moze pan to jako wyjasnic skoro sie pan smieje z przykladowych kropek? A slyszal pan cos o GUS-ie? Po co jest taki twor w kazdym „kapitalizmie”? Ponadto prosze przedstawic sposob liczenia np.wynagrodzen w roznych zawodach nie oparty na tworzeniu ich wg metody „pi razy drzwi”, czyli takich jakie uzywane sa obecnie we wszystjich krajach swiata i sprzedawne jako „naukowe”. To w koncu od tegozalezy tez ilosc pieniadza na rynku. Czekam na pana pomysly.

  10. Padam napisał(a):

    Ale to jest odpowiedź w stylu: „A u was biją Murzynów?”. 🙂 Przyjmijmy, że kapitalizm jest „be”. Padam na kolana i za niego przepraszam. I błagam o podanie sposobu na policzenie pierwotnej sumy produktów i usług w celu wypuszczenia kropek w nowym, wspaniałym świecie. Niech Pan nie zwleka z pomocą ginącym!

  11. Marko napisał(a):

    Zgodnie z oczekiwaniem nie ma pan argumentow. W zwiazku z tym jest pan a. smieszny w tym co pisze b. wykazuje jako kolejny osobnik zabierajacy tutaj (niepotrzebnie jak widac) glos – ig#norancje i analfabetyzm w temacie gospodarki. Prosze sie edukowac wiec bo czas ucieka a ignoranci placa potezna cene za swoj brak wiedzy i wyobrazni. Trzymam kciuki za panski sukces w przyswajaniu. Adieu.

  12. StG44 napisał(a):

    @towarzysz Marko: jesteś typowym pajacem-klonem, który ujada na każdym portalu prawicowym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *