Koniec ery mas

Wszyscy mamy świadomość, że przeżywamy rewolucję technologiczną, której symbolami są mikroinformatyka i mikrobiologia, to znaczy połączenie tego, co nieskończenie małe z tym, co nieskończenie potężne Czytaj więcej »

 

Czy wolnorynkowy samorząd jest dziś możliwy?

By odpowiedzieć na to pytanie, warto zastanowić się najpierw, na ile obecne samorządy mogą pozwolić sobie na niezależność w podejmowaniu decyzji, a na ile są podporządkowane władzom państwowym. Jeden ze znanych mi wykładowców, specjalizujący się w historii Polski i powszechnej z okresu XV – XVIII wieku twierdzi, że obecnie nie tylko w Polsce, ale i w całej Unii Europejskiej mamy do czynienia z silnymi samorządami. Według niego dzisiejsza Europa idzie zdecydowanie w kierunku decentralistycznym. Czy rzeczywiście tak jest? Warto zobaczyć, jak to wyglądało i wygląda u nas i w Europie.

Polska

Na początku warto zadać sobie pytanie, co to właściwie jest Polska? Skąd wzięło się to coś, co dziś nazywamy Polską? Wypada w takim razie cofnąć się w czasie do drugiej połowy X wieku, kiedy to pewien silny przywódca imieniem Mieszko wraz ze swoją bandą postanowił podbić sąsiednie ziemie. Udało mu się zawładnąć Pomorze, Mazowsze, Śląsk. Mieszkańcy tych terenów nie chcieli podporządkować się Mieszkowi, nie chcieli płacić mu haraczu, chcieli być niezależni i sami podejmować decyzje. Tymczasem ten wielki władca Polski, czy jak kto woli zbrodniarz, przyczynił się do zabicia niewinnych ludzi, którzy walczyli o wolność i niezależność. W ten sposób, w wyniku wielu krwawych walk powstała Polska.

Ta Polska, mimo że coraz bardziej scentralizowana, była przez pewien czas rozbita na dzielnice. Lata od 1138 do 1320 roku, to w historii naszego kraju tzw. okres rozbicia dzielnicowego. Na mocy tzw. testamentu Bolesława Krzywoustego jego państwo zostało podzielone na dzielnice. Ta ustawa sukcesyjna miała w rzeczywistości utrzymać władzę w rękach jednego władcy, a stała się przyczyną wielu sporów następców Krzywoustego, co ostatecznie doprowadziło do rozbicia państwa polskiego na dzielnice. Usamodzielniły się takie kraje, jak Wielkopolska, Małopolska, Pomorze, Mazowsze, Kujawy, Śląsk. Rozbicie dzielnicowe przyniosło zmiany ekonomiczne, społeczne, religijne. Ten okres w dziejach historii Polski to ostateczny upadek systemu prawa książęcego i pojawienie się immunitetów, czyli wyłączenia pewnych grup od podatków na rzecz księcia (immunitet ekonomiczny), lub zwolnienia ludzi z prawa książęcego (immunitet sądowy). Czasy rozbicia dzielnicowego to oprócz rozwoju gospodarczego także ostateczne ukształtowanie się stanów. Częstym zjawiskiem były lokacje miast i ukształtowanie się samorządów miejskich oraz wiejskich. Wówczas rozwinął się pod względem instytucjonalnym Kościół. Powstawały nowe diecezje, zakony. Warto podkreślić, że był to również rozwój pisarstwa, kronikarstwa. I mimo, że Polska była rozbitym tworem politycznym, to nie doszło do utraty poczucia jedności w społeczeństwie polskim. Król Władysław Łokietek na początku XIV wieku doprowadził ostatecznie do ujednolicenia państwa polskiego.

Państwo polskie już przez cały czas swojego istnienia było scentralizowane. Także dziś, mimo reformy samorządów z 1999 roku nie można powiedzieć, że mają one jakieś silne uprawnienia. Są podporządkowane państwu polskiemu, a to z kolei Unii Europejskiej. Wraz z wejściem Polski do wspomnianej organizacji, polskie samorządy musiały dostosować się do nowych przepisów unijnych, niezależnie od tego, czy to im się podobało, czy też nie. Zdając sobie sprawę z tego, jaka ideologia dominuje w UE, trudno jest w dzisiejszych czasach zbudować wolnorynkowy samorząd.

Wprawdzie zdarzają się takie gminy, które potrafią świetnie prosperować. Są wójtowie, którzy nie czekają na pieniądze z Unii i sami biorą sprawy w swoje ręce. Starają się różnymi sposobami przyciągnąć inwestorów do siebie. Niektóre gminy mimo fatalnej infrastruktury potrafią zainteresować przedsiębiorców do zainwestowania właśnie u nich. Osobiście mieszkam w gminie, przez którą przechodzi droga międzynarodowa E30, a mimo to nikt z inwestorów nie chce się tam ulokować. Pewnego razu władze mojej gminy nie przyjechały na umówione spotkanie z przedstawicielami pewnej firmy, która chciała u nas zainwestować. Ta prywatna firma ostatecznie wybrała gminę, przez którą nie przechodzą żadne ważne szlaki komunikacyjne. A my przez nieudolność naszych władz zostaliśmy z niczym.

Europa

Stary Kontynent po upadku Cesarstwa Zachodnio–rzymskiego w 476 roku został podzielony na wiele podbitych przez barbarzyńców rejonów. Z czasem wykrystalizowały się z nich państwa. We wczesnym średniowieczu poza nielicznymi wyjątkami nie mieliśmy do czynienia z silnymi, scentralizowanymi państwami. To wszystko zmieniało się z biegiem czasu. Wielu władcom europejskim zależało na silnej, scentralizowanej władzy. Takie państwa, jak Francja, Hiszpania szybko dążyły do ujednolicenia swego władztwa. Ale np. Niemcy, czy Włochy dopiero w XIX wieku zdecydowały się na krwawe i brutalne zjednoczenie.

Mimo postępującej z biegiem czasu centralizacji, w Europie do dnia dzisiejszego istnieją państwa nie unitarne. Oficjalnie na starym kontynencie Austria, Belgia, Hiszpania, Niemcy, Rosja i Szwajcaria są państwami federacyjnymi. Ich prowincje posiadają pewną autonomię, samodzielność w tworzeniu prawa, sprawowanie władzy wykonawczej i sądowniczej na własnym terytorium. Oczywiście nie można powiedzieć, że władza centralna u naszych zachodnich sąsiadów i w Rosji respektuje jakąś autonomię. Republika Federalna Niemiec po upadku „muru berlińskiego” idzie w kierunku jednolitego, scentralizowanego państwa, odgrywającego coraz większą rolę w Europie. Federacja Rosyjska składa się z republik, krajów, obwodów, które jednak nie mają statusu państwowego, jak to jest np. w Szwajcarii. Ogólnie rzecz biorąc po wejściu w życie Traktatu Lizbońskiego 1 grudnia ubiegłego roku Unia Europejska idzie w kierunku jednolitego państwa. Jerzy Buzek, przewodniczący Parlamentu Europejskiego nie wykluczył, że w przyszłości UE stanie się Stanami Zjednoczonymi Europy. Oznacza to, że mój wykładowca, o którym wspominałem na początku mylił się twierdząc, że Unia zmierza w kierunku decentralistycznym.

Demokracja bezpośrednia szansą dla polskich samorządów?

Szwajcaria jest jednym z niewielu państw, w których obowiązuje demokracja bezpośrednia. Oznacza to, iż na szeroką skalę przeprowadza się tam referenda. Jest to państwo federalne. Podzielone jest na kantony, posiadające charakter organizmów państwowych. Obowiązują tam 4 języki urzędowe: niemiecki, francuski, włoski, retoromański. Szwajcaria jest państwem neutralnym. Od lat nie wywołuje żadnych konfliktów zbrojnych. Nie należy do Unii Europejskiej. Pod względem gospodarczym jest wysoko rozwinięta. Jak to się stało, że na całym świecie słynie z doskonałej precyzji? Dlaczego jest to jeden z najbogatszych krajów świata?

Być może dzieje się tak dlatego, że we wspomnianym państwie funkcjonuje demokracja bezpośrednia, a nie tak jak u nas pośrednia. W Szwajcarii niemal każdą ważną sprawę rozpatrują wszyscy obywatele w referendach, czy plebiscytach. Jeśli ktoś zgadza się z jedną opcją polityczną w pewnych sprawach, a nie zgadza się w innej, w demokracji pośredniej nie będzie dobrze reprezentowany. W demokracji bezpośredniej ma on możliwość głosować w każdej sprawie według własnego uznania, niezależnie od stanowiska partii politycznych. W pewnym sensie to obywatele mają większą władzę, niż politycy. Jeśli się zorganizują, mogą przeprowadzić referendum niemal w każdej sprawie np. w sprawie zakazu wznoszenia minaretów. 57% obywateli Szwajcarii (większość to chrześcijanie) zdecydowało rok temu, że nie chce, by w ich kraju wznoszone były te wysokie wieże, symbolizujące islam.

Poza tym omawiane państwo nie jest unitarne, ale federalne. Składa się z 26 kantonów i 2890 gmin, które posiadają bardzo szeroką autonomię. Aż do połowy XIX wieku kantony były samodzielnymi państewkami, które posiadały własne armie, same strzegły granic i biły własną monetę. Przekształcenie Szwajcarii z luźnej federacji nieposiadającej instytucji centralnych w państwo federalne nastąpiło dopiero w 1848 roku. Mimo to obecne kantony mają dużą autonomię. I może to jest właśnie klucz do sukcesu?

Większa autonomia dla samorządów?

A gdyby Rzeczpospolita Polska stała się państwem federalnym, takim na wzór Szwajcarii? Władzę wykonawczą sprawowałby prezydent, wybierany w demokratycznych wyborach. Do jego zadań należałoby jedynie prowadzenie polityki zagranicznej, czuwanie nad bezpieczeństwem całego państwa, bronienie suwerenności, niezależności. Istniałby Trybunał Konstytucyjny. Na obszarze takiego państwa polskiego stacjonowałyby silne polskie wojsko. I to właściwie wszystko, jeśli chodzi o zarządzanie całym państwem. Reszta należałaby do kompetencji autonomicznych województw. One same mogłyby ustalić sobie własny ustrój polityczny, byle tylko nie próbowały odłączyć się od Polski. Autonomiczne województwa prowadziłyby własną politykę wewnętrzną. Same ustalałyby wysokość podatków, miałyby własne sądownictwo.

Z pewnością w takich autonomicznych województwach mógłby zaistnieć wolnorynkowy samorząd. Ta władza mogłaby tworzyć prawo przyjazne przedsiębiorcom i zwykłym ludziom. Zaistniałaby wolna konkurencja, także między województwami. To przyczyniłoby się do szybkiego wzrostu gospodarczego. Dla całej polskiej gospodarki byłoby to świetne rozwiązanie.

A co w sytuacjach nadzwyczajnych np. gdy jakieś autonomiczne województwo nawiedzi potężna powódź, lub gdy całe państwo będzie zagrożone wojną? W przypadku powodzi prezydent Polski mógłby ogłosić stan klęski żywiołowej. W obliczu takiej tragedii powodzianom z pewnością pomogłyby prywatne fundacje i zwykli ludzie, pod warunkiem oczywiście, jeśli państwo nie obciąży ich wysokimi podatkami. W przypadku wojny pełnię władzy zyskałby oczywiście prezydent Polski.

Powrót do rzeczywistości

Zmiana ustroju Rzeczpospolitej z unitarnej w federalną to jak na razie raczej daleka perspektywa. Polska klasa polityczna w chwili obecnej jest na etapie przeniesienia krzyża i nie w głowie im takie pomysły. Nasi dygnitarze wolą podporządkowywać się Unii Europejskiej, niż budować silny i niezależny samorząd. W zbliżających się wyborach samorządowych będą walczyć o zagarnięcie jak największej liczby „stołków”, bowiem im chodzi o sukces partii, a nie o dobrze zorganizowany samorząd.

W obecnych warunkach trudno jest zbudować wolnorynkowy samorząd, co nie oznacza oczywiście, że jest on niemożliwy. Zdarzają się tacy ludzie, którzy znają problemy swojego regionu i wiedzą jak je rozwiązać – niekoniecznie za pomocą funduszy unijnych. Są i tacy, którzy przynajmniej potrafią te pieniądze z UE dobrze wykorzystać. Niestety bardzo często słyszy się o trwonieniu tych środków z dobroczynnej instytucji europejskiej na poziomie samorządowym. I jest to najgorsze, co mogłoby spotkać samorząd, który ma za zadanie rozwiązywać problemy zwykłych ludzi na poziomie lokalnym. Wówczas jednak, gdy dochodzi do takich malwersacji, samorząd staje się kolejnym siedliskiem korupcji, przestaje spełniać swoje podstawowe założenia.

W zbliżających się wyborach samorządowych należy przede wszystkim zapomnieć o polityce krajowej. Tak zwana wojna polsko–polska między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością nie powinna mieć miejsca w tej kampanii samorządowej. Skoro większa autonomia dla polskich województw jest na chwilę obecną nie możliwa, to dla dobra samorządów należy wybrać osoby niezależne od polityki krajowej i oczywiście mające poglądy wolnorynkowe.

Mateusz Teska


7 Responses to Czy wolnorynkowy samorząd jest dziś możliwy?

  1. kamil napisał(a):

    jakiekolwiek duże państwo, które chciałoby się rozwijać, musi przyjąć ustrój federalistyczny. w Polsce widzę miejsce na 8 „dzielnic” i 2 dystrykty (Warszawa i ścisła Konurbacja Śląska). To zgodne z liberalną doktryną o konkurencji i nosi wiele sprzężeń zwrotnych ze sobą. Wraz z silnym prezydentem (dorzuciłbym mu uprawnienia do środków nacisku, jak cła i sankcje, tylko po to, aby nie mógł ich użyć parlament) autonomiczne dzielnice są najważniejszym krokiem w kierunku dobrobytu państwa.

  2. paweł napisał(a):

    Samorządy, niestety, już stały się siedliskiem korupcji, gdzie nawet sprzątaczki zatrudnia się po znajomości, nie mówiąc już o jakichś wyższych stanowiskach. Sitwy, koterie, nawet chyba większe niż na poziomie centralnym. Małe środowiska, wszyscy się znają, jedni drugich kryją… Jak to zwlaczyć, jak to pokonać?

  3. kamil napisał(a):

    reforma administracyjna – in. reforma federalna. Trzeba tak pomieszać tereny, szczeble, kompetencje (możliwie jak najwięcej), żeby przeciąć ten wrzód.

  4. Adam Kalicki napisał(a):

    Jeszcze chwilę temu myślałem, że to utopia.
    A jednak się myliłem przynajmniej trochę.
    Oto przykład z Nowej Soli jak gospodarz miasta tępi lewacką demagogię
    http://www.youtube.com/watch?v=_lnyM27rO88&feature=player_embedded
    Polecam nawet jako „temat dnia”.

  5. Michał napisał(a):

    samorządy to zazwyczaj banda złodziei i sługusów najbogatszych obywateli danego regionu. często też pod mocnym wpływem miejscowego kleru

    kiedyś mieliśmy w mieście taki przypadek – oświetlenie kościoła od zewnątrz czy mammograf? oczywiście wygrało oświetlenie

  6. masd napisał(a):

    Bardzo ciekawy pomysł z jedną uwagą – wprowadzić monarchę dziedzicznego, absolustycznego i oświeconego, który będzie mianował swoich lojalnych, zaufanych i wiernych ludzi na kasztelanów, namiestników, starostów, gubernatorów poszczególnych prowincji i regionów mających szerokie autonomiczne uprawnienia poza sprawami zagranicznymi, armią i policją oraz Sądem Królewskim jako Najwyższym Sądem Odwoławczym. Bardzo nęcący pomysł?!!! Ba umożliwić poszczególnym prowincjom i regionom bicie własnej monety z kruszców lecz nie druk banknotów bez pokrycia!!!

  7. masd napisał(a):

    Na stronie legitymizm.org został umieszczony ciekawy tekst p.Adama Danka „Republika niszczy państwo”. Warto przeczytać i się zastanowić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *