Nadzieja i krytycyzm

Z wielką nadzieją sięgnąłem po książkę Grzegorza Malinowskiego >>Nierówności i wzrost gospodarczy<<, jako że tytuł wielce obiecujący, a tematyka bliska moim zainteresowaniom Czytaj więcej »

 

Demokracja już sto pięćdziesiąt razy obnażyła swoją wstrętną mordę

Nie jestem demokratą. Nie wierzę we frazes demokratyczny. Nie jest to kwestia wiary tylko rozpoznania, ponieważ frazes demokratyczny nie ma pokrycia w realu, to jest ściema, to jest zasłona dymna, to jest mgła. Demokratyzm to jest jeden z przesądów, któremu hołduje polska inteligencja.



Jeżeli ma tutaj jakieś nowe rozdanie nastąpić, jeśli ma być Polska za lat już nie dwieście, jak licytuje szatan w „dziadach” tylko krótkoterminowo, powiedzmy piętnaście – pięćdziesiąt jeśli ma być Polska, no to w te pędy trzeba wyzwolić się z tego przesądu demokratyzmu, z tego złudzenia, że się tę Polską przegłosuje. Gdyby demokratyczne wybory miały przynieść jakąkolwiek zmianę realną to byłyby zakazane. To nie jest mój bon mot, tylko powtarzam, ale to myślę jest dobre rozpoznanie rzeczywistości.

Jestem monarchistą, modlę się o powrót króla. Jak by to miało nastąpić to jest osobna zupełnie historia. Państwo już tutaj zdążyliście się uśmiechnąć. Zaproście mnie na osobną dłuższą rozmowę na ten temat, ale nie zbywajcie tego lekceważącym uśmiechem. Demokracja już sto pięćdziesiąt razy doszła do ściany, obnażyła swoją wstrętną mordę i swoją prawdziwą naturę, i tutaj nie ma się co w tę twarz wpatrywać, już inaczej nie będzie.

Natomiast jaki jest poza demokratyzmem zestaw tych przesądów, które powodują, że po 20 latach, od kiedy już nie filtruje naszej rozmowy sowiecki cenzor, od kiedy od czasu do czasu możemy sobie pogadać w takiej tutaj terapii zajęciowej w domu wariatów czy na jakiejś łączce w jakimś rezerwacie dla polskich Indian – możemy sobie pogadać, nikt nie stoi z pałką nad nami, i po 20 latach jesteśmy także w punkcie wyjścia w tych gawędach…

A więc demokratyzm, a więc etatyzm, wiara w to, że to władza musi budować koniecznie jakąś gminę, Gdynię, jakieś koleje kłaść, porty budować i uczyć historii w szkołach. To wszystko jest etatyzm – wiara w to, że Polacy sobie tego wszystkiego sami nie zrobią, jeśli nie będzie władzy w Warszawie, która im każe się im Polski uczyć, która im każe Polskę budować, etatyzm. Etatyzm to jest drugi przesąd. Trzeci, w istocie hierarchicznie najważniejszy to będzie, nazwijmy to, ale to będzie w skrócie – modernizm polskiej inteligencji w podejściu do najważniejszej kwestii życia i śmierci, to znaczy w stosunku do Kościoła Katolickiego.

Inteligencja polska jest zmodernizowana doszczętnie i nie traktuje poważnie Kościoła, i nie przychodzi mu na ratunek. Nie tylko nie przychodzi mu na ratunek, ale go zdradza po raz kolejny, nie wiadomo, który. Inteligencja polska nie kocha, nie szanuje tradycji tak, jak tradycja na to zasługuje. To trzeci przesąd. Jaki jest przesąd czwarty, bardzo istotny? I tu muszę się odwołać się do tej gawędy, dygresję zrobię. Wysłuchałem tego tutaj przeglądu wydarzeń, który trwał dobrych kilkadziesiąt minut i jestem lekko stremowany, to znaczy bardzo mi zaimponowali koledzy tą zdolnością do takiego błyskotliwego rozbawiania się rzeczywistością.

Ja już się nie bawię – mnie się zdaje, że, tak jak to zresztą kolega Ziemkiewicz powiedział, przypomniał, że to błąd był w 39. roku nie ogłosić, że mamy wojnę z sowietami. Otóż ja mam wrażenie, że kolega Ziemkiewicz, dostrzegając tamten błąd, dzisiaj zachowuje się tak, jakby nie było wojny. Moja chata z kraja, ja jestem z prowincji, mentalnie jestem z lasu świętokrzyskiego, i nie rozumiem, jak wy, przepraszam państwa wszystkich, tutaj w Warszawie możecie tak jednak bywać nawzajem u siebie. Już pal sześć tego grilla, ale jak to w ogóle jest możliwe. Liczyłem na to, że zastanę tutaj kolegę redaktora Warzechę i wreszcie się dowiem, kto był jego, jak to mówią, mentorem czy tutorem w tym collegium invisibilium, takim jakimś Latającym Holendrze polskiego życia akademickiego.

Tam i Bronisław Geremek i różne inne demony naszej historii najnowszej były w radzie naukowej tej instytucji, i kolega Warzecha, który, jak wyczytałem, pobierał tam jakieś nauki w latach 90-tych, a dzisiaj jest tym, kto na łamach stołecznego dziennika chwali pana premiera Kaczyńskiego za to, że wygłosił wreszcie ten akt kapitulacji, to znaczy już na szczęście nic nie wspomniał o zamachu smoleńskim i kolega redaktor Warzecha chwali premiera Kaczyńskiego za to, że wreszcie pomachał białą flagą. No, jakoś ja mam zupełnie inny przegląd wydarzeń tego ostatniego tygodnia niż tutaj państwo mogliście usłyszeć. Ja mam wrażenie, że to jest jakiś inny świat, mam wrażenie, że tutaj kule powinny świstać, a jest kabaret, są jakieś żarty.

Bo tu jest kolejny przesąd polskiej inteligencji – pacyfizm. Wiara w to, że można cokolwiek załatwić, jak nie zostaną wyprawieni na tamten świat w sposób nagły, drastyczny i nieprzyjemny… no, powiedzmy, wziąłbym tak z tuzin redaktorów Wyborczej i ze dwa tuziny drugiej gwiazdy śmierci mediów centralnych – TVN. Nie wspominam oczywiście o etatowych zdrajcach i sprzedawczykach, którzy zawsze nimi byli, ze starego reżimu przeszli w nowe lata suchą stopą. Bo jeśli się tego nie rozstrzela co dziesiątego, to znaczy, że hulaj dusza piekła nie ma. Skoro nie jest karana karą główną zdrada państwa, no to jest popyt, jest rynek na zdradę i zaprzaństwo. Ja oczywiście rozumiem, że nawet jak byśmy się tu skrzyknęli, moglibyśmy dzisiejszego wieczora nie za wiele dokazać na latarniach okolicznych, ale my nawet, w tych przesądach inteligenckich, im z góry obiecujemy, że takiej kary nie będzie. My im obiecujemy, że broń Boże.

No i ostatni przesąd polskiej inteligencji, którego istnienie wysnuję znowu z tego przeglądu prasy, który tutaj był. Wymienione zostały różne stolice, w których urzędują ludzie nie chcący niepodległej Polski, to znaczy jak zwykle Moskwa, Berlin, Bruksela. Gdzieś tam majaczy Waszyngton. Jeżeli ktoś opowiada, snuje narrację współczesną, politologiczną i nie wspomina o tym, co tam w Tel Awiwie piszczy, to kpi albo o drogę pyta, po prostu nie da się tej układanki… nie da się tego poukładać. Ja zaglądam obsesyjnie od kwartału, od roku na portale izraelskie, czytam gazety, doniesienia agencyjne w języku angielskim, bo tamtejszym nie władam, i tam codziennie o wojnie piszą – jako o realności, czy ta wojna będzie jutro, czy pojutrze.

W naszych przeglądach prasy tego nie ma. To nie jest takie dziwne, że w „Gazecie Wyborczej” państwo o tym nie przeczytacie, że Gwiazda Śmierci robi tę propagandę, prowojenną propagandę przez przemilczenie. Ale że państwo w gazetach – jak tutaj słyszę takie słowo „nasi” – w „Gazecie Polskiej” w „Nowym Państwie”… „Nowe Państwo” z ostatniego miesiąca ma taką okładkę: w mundurze SS-mana prezydent Ahmadineżad, i tam jest napisane: „Czy Iran podpali świat?” No, to jest sowiecka propaganda. No, na miłość Boską, po pierwsze nawet, jeśli umówimy się, że w Teheranie urzędują jacyś goście, którzy nie są bohaterami naszego romansu, to jest jakaś inna planeta, ale ja nie czytałem na przykład, żeby jakiś irański artysta zrobił taki happening: „Trzy miliony Irańczyków ma przyjechać do Polski”, nie słyszałem.

Natomiast mam być sojusznikiem państwa w tej wojnie, na którą mnie prowadzą, prowadzi mnie pospołu redakcja Gwiazdy Śmierci z Czerskiej i redakcja jednej, drugiej i trzeciej gazety, które udają, że tego czynnika nie ma w polskiej polityce i w polityce globalnej, prowadzą mnie na wojnę – za co? Jeszcze raz pójdziemy – byliśmy już na paru wojnach. Pojechał nowy kontyngent ze Szczecina do Afganistanu. I ja generalnie właśnie staram się nie być pacyfistą, tak się przezbrajam, bo jestem przecież polskim inteligentem ochwaconym w powiciu, więc się leczę z tego wszystkiego, więc generalnie nie mam nic przeciwko temu, żeby oni latali na jakąś wojnę, jeśli tam się czegoś uczą. Ale widzę taki problem, że jeżeli polscy żołnierze gdzieś w jakiejś wojnie za górami są używani do tego, żeby pełnić rolę żandarmów, to oni nie uczą się tego, co będzie im potrzebne, żeby bronić, powiedzmy, tych post-peerelowskich granic, nawet żeby to obronili.

Więc to złudzenie, które z tego braku przekazu wysnuwam, z tej nieobecności w narracji, nawet w naszej poczciwej, patriotycznej, nieobecności słonia w menażerii – to złudzenie nazwijmy judeoidealizmem, w odróżnieniu od tego, co nazwałbym judeorealizmem. Wzywam do judeorealizmu, to znaczy do dostrzegania tego, że w polityce i w polskiej historii, i w aktualnej, współczesnej układance politycznej nie da się rozwiązać sensownie rebusa, jeśli się udaje, że słoń w menażerii nie stoi, a on stoi tymczasem na poczesnym miejscu.

Grzegorz Braun

Foto.: PSz/Prokapitalizm.pl

Jest to wypowiedź Grzegorza Brauna wygłoszona 10 września 2012 roku w Klubie Ronina. To właśnie ta wypowiedź spowodowała ostatnio wrzawę w postępackich mediach, ale również w niektórych środowiskach tzw. prawicy, wśród niektórych publicystów i polityków.

Za: prawica.net


One Response to Demokracja już sto pięćdziesiąt razy obnażyła swoją wstrętną mordę

  1. GG napisał(a):

    I tak trzymać Panie Grzegorzu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *