Michalkiewicz o przebierańcach w średniowiecznych łachach – czyli wymiar sprawiedliwości III RP

To kupa gówna - tak wymiar sprawiedliwości określa znany publicysta Stanisław Michalkiewicz Czytaj więcej »

 

Do czego prowadzi próba podważenia lub niestosowania się do prawa podaży i popytu?

Nie trzeba być doktorem ekonomii żeby rozumieć podstawowe prawa i pojęcia, które mają wpływ na gospodarkę kraju. By nie ulec gospodarczym mitom, warto najpierw przybliżyć sobie definicję prawa popytu i podaży.


Przy założeniu ceteris paribus, wraz ze wzrostem ceny danego dobra, maleje zapotrzebowanie na nie, a wraz ze spadkiem ceny zapotrzebowanie wzrośnie. Jeśli chodzi o prawo podaży, to wraz ze wzrostem ceny wielkość podaży danego towaru wzrasta i analogicznie wraz ze spadkiem ceny, obniża się wielkość podaży. Co więc jest takiego tajemniczego w tych podstawowych prawach ekonomii?

Czy istnieje powód, dla którego państwo mogłoby ustalać cenę maksymalną? Podstawy ekonomii mówią jasno: ustalenie ceny maksymalnej, bądź też minimalnej prowadzi do mierzalnych strat społecznych. Prawdą jest, że pewna grupa interesów na tym zyska, np. pracownicy, których zarobki wzrosną po ustaleniu płacy minimalnej lub lokatorzy mieszkań, których koszty wynajmu kontrolowane są przez ceny maksymalne, jednak zdecydowana większość na tym traci. Jest to absolutna podstawa ekonomii, jednak szczególnie w dyskusjach politycznych jest to aspekt zapomniany, wręcz tajemniczy. Naruszanie prawa popytu i podaży w powyższy sposób jest tłumaczone pewnym szerokim pojęciem jakim jest polityka prospołeczna.

Co jest największym kłamstwem słowa społeczny/a? Podważanie prawa popytu i podaży przez rządy państw jest „moralne”, ponieważ według większości polityków i części ekonomistów poprawia sytuację finansową pewnych grup. Płace minimalne teoretycznie mają pomóc biednym robotnikom, ceny minimalne w rolnictwie ciężko zapracowanym chłopom, a cła uchronić krajowych producentów przed napływem tanich i dobrych towarów z zza granicy. Jest to tak zwany, szeroko pojęty interes społeczny.

urb_01

Dziwnym trafem, straty, które powoduje podważanie prawa popytu i podaży są także nazywane stratami społecznymi. Cena maksymalna powoduje, że klient płaci więcej niż przed ingerencją państwa czy danej instytucji. Jest to dla niego mierzalna i odczuwalna strata. Beneficjentami stają się określone grupy interesu, a nie całe społeczeństwo. Jednak jak pisał Frederic Bastiat: „Posunięcia protekcjonistyczne przynoszą wielkie korzyści niewielkiej liczbie beneficjentów i przynoszą wielkiej liczbie konsumentów niewielkie straty. W tych warunkach łatwo jest wprowadzać w życie protekcjonistyczne posunięcia”.

Warto podkreślić jedną rzecz: każda próba podważania prawa popytu i podaży musi skończyć się kosztami dla konsumentów, nawet gdy przynosi wielkie korzyści danej grupie interesu.

Najbardziej znanym i najczęściej wspominanym przykładem jeżeli chodzi o podważanie prawa popytu i podaży jest płaca minimalna. Tysiące osób są w stanie przebyć setki kilometrów, by spędzić dziesiątki godzin na domaganiu się podwyższenia tak zwanej minimalnej krajowej. Pierwszym efektem ingerowania w prawo popytu i podaży na rynku pracy jest spadek zatrudnienia osób, które zarabiają poniżej płacy minimalnej. Wszystkie krzywe popytu, także popytu na pracę opadają w prawo, co oznacza, że ustalenie ceny minimalnej powyżej równowagi rynkowej prowadzi do odcięcia podaży, czyli zwolnienia pracowników. Ilustruje to poniższy rysunek.

urb_02

Pozbawieni pracy zostaną oczywiście pracownicy, którym płaca minimalna miała najbardziej pomóc. Jednak to jest tylko teoretyczne rozważanie. W rzeczywistości sytuacja wygląda mniej dramatycznie. Pracownicy, których miała dotyczyć płaca minimalna zostaną zatrudnieni „na czarno” lub podpiszą inny rodzaj umowy np. umowę o dzieło czy umowę zlecenie, gdzie płaca minimalna nie będzie ich obowiązywać. Jeśli już jednak przedsiębiorca okaże się bardzo hojny i podwyższy pracownikowi wynagrodzenie do ustalonej minimalnej krajowej będzie to miało wpływ na jego konkurencyjność, która oczywiście spadnie. Jego rynkowi rywale mogą zatrudniać na umowy zlecenie lub „na czarno” i przez to ponosić niższe koszty. Według danych Eurostatu, w Polsce minimalną krajową otrzymuje 4,49% osób zatrudnionych. Jest to niewielki odsetek biorąc pod uwagę, że duża część z tych osób, to świeżo zatrudnieni np. studenci lub osoby które dopiero co ukończyły naukę. Podsumowując rozważania dotyczące płacy minimalnej warto dokonać odpowiedzi na pytanie: dlaczego pracownik chce stracić pracę? Niedawno w Warszawie odbył się strajk związków zawodowych, na którym zjawiło się ponad 100 tysięcy osób. Jednym z postulatów było zwiększenie płacy minimalnej. Gdyby spełnić najśmielsze marzenie związkowców i podwyższyć ją np. do 2500zł, z pewnością spowodowałoby to wzrost bezrobocia i przesunięcia zatrudnienia do szarej strefy. Dlaczego więc związkowcy tego tak mocno się domagają? Główną przyczyną jest brak wiedzy ekonomicznej oraz patrzenie tylko na jedną stronę problemu. Jest to dość częste w przypadku analizowania problemów ekonomicznych, także przy rozważaniach o podważaniu prawa popytu i podaży.

W niektórych przypadkach niestosowanie się do podstawowych praw ekonomii prowadzi do paradoksalnych, a wręcz śmiesznych skutków. Za przedsiębiorcze, efektywne i produktywne działanie można zostać ukaranym! Tak jak zostali ukarani rolnicy produkujący mleko. Nakładanie ograniczeń ilościowych na mleko jest doskonałym przykładem skutków, do których prowadzi podważanie prawa podaży. Wniosek z tego jest prosty: gdy państwo podważa prawo podaży i popytu, lepiej nie mieć wydajnej krowy. Oznacza to po prostu sytuacje, w której marnuje się potencjał ekonomiczny oraz czynniki wytwórcze, które są w posiadaniu społeczeństwa.

Innym przykładem podważania prawa podaży jest rynek lekarstw . Portale informują: „cena leku Singulair w czasie, gdy państwo do niego dopłacało wynosiła 115 zł, a teraz oscyluje ona w granicach 8-27 zł. Innym przykładem jest lek o nazwie Plavix, który teraz kosztuje około 34 zł, natomiast w czasie, gdy dopłacało do niego państwo, kosztował 83 zł”. Zjawisko to pokazuje, że niestosowanie się do prawa podaży nieuchronnie prowadzi do strat społecznych w postaci wyższych cen. Jest to podstawowe założenie w ekonomii, które głosi prostą zależność: obniżenie podaży musi spowodować wzrost cen, przy założeniu innych czynników stałych.

Podobna sytuacja ma miejsce, gdy państwo lub instytucje państwowe regulują dostęp do zawodów. Innymi słowy, urzędnicy państwowi w wielu wypadkach nie pozwalają pracować na danym stanowisku, do momentu aż sami nie uznają, że pracownik się do tego nadaje. Gdy ta chwila nastąpi wydają pozwolenie np. w formie certyfikatu i dopiero wtedy pracownik może zacząć zarabiać na życie. Polska pod względem ilości zawodów regulowanych zajmuje w Europie jedno z pierwszych miejsc. W naszym kraju o pozwolenie na pracę muszę ubiegać się przedstawiciele prawie 400 zawodów. Skutki regulacji zawodów są na tyle ważne i odczuwalne, że interesują się nimi partie polityczne. W jednym ze swoich postulatów Platforma Obywatelska wspomina o korzyściach, które odniosłoby społeczeństwo, gdyby deregulowano 49 zawodów. Przedstawia to poniższa ilustracja:

urb_03

Zakładając, że powyższe przypuszczenia są prawdziwe, można wywnioskować, że regulacje zawodów przynoszą ogromne straty dla społeczeństwa. Pierwszym skutkiem jest ograniczenie podaży, czyli miejsc pracy. Kolejnym pozytywnym skutkiem byłoby ograniczenie biurokracji i spadek cen. Wywnioskować można, że podważanie prawa podaży w postaci regulacji zawodów prowadzi do wzrostu liczby urzędników oraz wyższych cen produktów i usług.

Wyobraźmy sobie, że szykujemy się do wyjazdu nad nasze polskie morze. W portfelu mamy naszykowane 300zł, które powinno nam starczyć na zatankowanie samochodu ropą do pełna. Na stacji okazuje się, że ta kwota pokrywa ¼ kosztów, o których była mowa. Zatankowanie całego baku kosztuje 1200zł. Tak w wielkim uproszczeniu można przedstawić sytuację na rynku ropy w USA w 1973 roku. Ceny wzrosły czterokrotnie. Nie stało się to jednak z dnia na dzień, jak w powyższej historii, jednak było to nie mniej dotkliwe dla społeczeństwa i gospodarki. Przyczyną tych zdarzeń było wprowadzenie embarga na ropę przez kartel OPEC. Jest to jeden z najbardziej wyraźnych przykładów, który pokazuje jak na gospodarkę może wpłynąć podważenie prawa podaży. Jak się to często kolokwialnie określa, „przykręcanie kurków” doprowadziło do szybkiego wzrostu ceny surowca, który ma ogromny wpływ na większość obszarów gospodarki.

Ważnym skutkiem, który wywołuje podważanie prawa popytu i podaży jest hamowanie postępu i rozwoju technicznego. Instytucje, które powstają by regulować dane rynki tworzą pewne prawa oraz wymagania, które przedsiębiorcy oraz naukowcy muszą spełniać, by uzyskać różne korzyści w postaci dofinansowań, pozwoleń, certyfikatów itp. Rynek regulowany nie sprzyja wynalazkom, a w wielu przypadkach przeszkadza w rozwoju. Dzieje się tak między innymi w budownictwie. Na wycięcie drzewa na danej działce potrzeba pozwolenia. Na wybudowanie wieżowca potrzeba pozwolenia. Proste projekty wymagają dziesiątek konsultacji z urzędnikami, którzy decydują o prawie do ich finalizacji. Jak słusznie zauważył Edward Teller „budowa pierwszej elektrowni atomowej zajęła nam osiemnaście miesięcy, teraz zabiera dwanaście lat – to właśnie jest postęp”. Postęp ten dotyczy zwiększenia obszarów, w których podważa się prawo popytu i podaży.

Alfred Marshall prawo popytu sformułował dawno temu i do dziś jest podstawą ekonomii. Prawo to działa niezależnie czy tego chcemy czy nie. Faktem jest, że podważanie tych praw prowadzi do wyższych cen i kosztów, zmniejszenia podaży, wzrostu bezrobocia, a także wielu innych strat społecznych. Mimo to, stale próbuje się ingerować w swobodne kształtowanie równowagi rynkowej. W rozważaniach na temat niestosowania się do podstawowych praw ekonomii dziwnym wydaje się, że mimo ich powszechnej znajomości i akceptacji, tak często się je łamie. Faktom nie da się zaprzeczyć, można natomiast ubrać je w słowa, które będą manipulowały wyborcami tak, że sami zadecydują wprowadzić rozwiązania społecznie niekorzystne.

Wiktor Urbański

Powyższy artykuł to praca, która zwyciężyła w konkursie ogłoszonym przez Fundację PAFERE, a skierowanym do uczniów gimnazjów i szkół średnich, pt.: "Lekceważenie prawa popytu i podaży".


14 Responses to Do czego prowadzi próba podważenia lub niestosowania się do prawa podaży i popytu?

  1. 1_facet napisał(a):

    Jak sam napisałeś żeby ta teoria miała sens musi wystąpić założenie ceteris paribus , a świat tak nie działa.

  2. Aleks napisał(a):

    Sugerujesz, że prawo popytu i podaży nie działa, bo trzeba zastosować założenie ceteris paribus? A co w takim razie z innymi prawami, np. „jak walnę głową w ścianę, to będę miał guza”? Tutaj też stosuje się ceteris paribus. Przecież ściana może być kartonowo-gipsowa (dość miękka), albo obłożona materacem, mogę mieć kask na głowie… Ale to wszystko nie znaczy, że w ogólności nie ma się od tego guza.

  3. Marko napisał(a):

    Kapitalistyczne prawo popytu i podazy to wymysl zza biurka. Wymyslili je na zamowienie banksterow zamowieni „ekonomisci” i puscili w obieg. Aby najpierw przekonac ludzi, ze nic innego nie zadziala wprowadzono w zycie eksperyment zwany socjalizmem/komunizmem stalinowskim. Celowo zareglamentowano produkcje, ktora byla celowo mniejsza od potrzeb, na te mala produkcje celowo ustalono sztywne ceny zeby ludzie mieli zajecie bijac sie miedzy soba o towar, ktorego ciagle brakowalo i zeby mieli zajecie stojac w kolejkach przy pustych pulkach i hakach. To wszystko mialo ulatwic wejscie „kapitalizmu” przy wielkim poparciu wymeczonego i wyglodzonego pospulsta. Niestety kapitalizm ma jeszcze wiecej felerow niz stalinowski komunizm. Przede wszystkim podstawowa sprzecznosc to maksymalizacja zysku osiagana droga rabunku srodowiska naturalnego, redukowanie kosztow najdrozszym czynnikiem czyli ludzkim, niewzrastanie w tym samym postepie produkcji i placy. Efekty sa groteskowe: kapitalizm produkuje coraz wiecej, dla coraz biedniejszych konsumentow. Oznacza to ciagle zatory platnicze w firmach, negatywny cash-flow, plajty, zapchane magazyny towarem i obywatele tego ustroju stojacy przed pelnymi sklepowymi wystawami z pustymi portfelami. OKazuje sie, ze w kapitalizmie przy podazy towaru 100% obywatelowi starcza jedynie na uzytkowanie jego 10 % podazy. Marnotrastwo jest horendalne, a ceny tego sa gigantyczne. Trzeba przeciez w koszt wlozyc koszty stanow magazynowych i niepotrzebnej produkcji w toku na tenze magazyn. Typowym przykladem kapitalistycznej bzdury sa 24 miliony nowych aut niemckich koncernow stojace na przyfabrycznych parkingach i ciagle powiekszajce sie ich stany a w tym samym czasie potencjalny klient jezdzi 15-letnim szrotem lub zasuwa na piechote bo inny kapitalista w ramach pogoni za zyskiem zredukowal mu pensje do takiej wielkosci, ze nie stac go na zakup nowego auta. Prawo popytu i podazy jest prawem gospodarczym. Dziala poprawnie tylko w panstwie gospodarczym, i musi byc niestety sensownie PLANOWANE i kontrolowane przez menedzerow. Z komunizmem nie ma to nic na szczescie nic do rzeczy. Moze kiedys napisze na ten temat ksiazke, jest tyle bzdur kapitalistyczno-komunistycznych, ze bedzie to cegla.

  4. 1_facet napisał(a):

    Nie , sugeruje że działa ono inaczej niż wynika to z teorii wolno-rynkowych.

    Przykład płacy minimalnej.

    Ok cześć ludzi może stracić pracę ale świat nie zostaje Ceteris Paribus. Ta część które pracy nie straciła dostała podwyżki.

    Czy jeżeli np ja dostanę podwyżke i pójdę więcej kupić czy nie wpływam na ekonomię inaczej niż do tej pory. Oczywiście że tak.

    Dlatego wasz ciąg przyczynowo skutkowy jest tak naprawdę błędny bo oparty nie istniejącym założeniu ceteris paribus . ( jest jeszcze drugie założenie – rynek doskonałej konkurencji – widział kiedyś ktoś coś takiego ??? ) Świat tak nie działa.

    Pozatym proszę wykazać że istnieje jakaś globalna korelacja między płaca minimalną a bezrobociem czy szarą strefą.

    Bo jeżeli nie występuje to wogóle nie mamy o czym gadać. brak korelacji z automatu oznacza brak związku przyczynowo skutkowego.

  5. Aleks napisał(a):

    Nie , sugeruje że działa ono inaczej niż wynika to z teorii.

    Przykład walenia głową w ścianę.

    Ok cześć ludzi może nabić sobie guza ale świat nie zostaje Ceteris Paribus. Ta część które nie nabije sobie guza przebija głową ścianę.

    Czy jeżeli np. ja przebiję głową ścianę i pójdę do sąsiedniego mieszkania czy nie wpływam na sąsiadów inaczej niż do tej pory. Oczywiście że tak.

    Dlatego wasz ciąg przyczynowo skutkowy jest tak naprawdę błędny bo oparty nie istniejącym założeniu ceteris paribus . ( jest jeszcze drugie założenie – ściana doskonałej twardości – widział kiedyś ktoś coś takiego ??? ) Świat tak nie działa.

    Poza tym proszę wykazać że istnieje jakaś globalna korelacja między waleniem głową w ścianę a guzem.

    Bo jeżeli nie występuje to w ogóle nie mamy o czym gadać – brak korelacji z automatu oznacza brak związku przyczynowo skutkowego.

  6. pistacjusz napisał(a):

    Tu masz link: http://dailycaller.com/2014/03/24/report-minimum-wage-has-hurt-employment-in-europe/
    W skrócie:
    P. Hanke w najnowszej edycji magazynu „Globe Asia” wskazuje, że średnie bezrobocie w 7 krajach UE, w których nie ma płacy minimalnej, wynosi 7,9%. Mowa tutaj o Austrii, Cyprze, Danii, Filnandii, Niemczech, Szwecji i Włoszech. Z kolei bezrobocie w 21 pozostałych państwach UE, gdzie płaca minimalna jest obecna, wynosi przeciętnie 11,8%, czyli jest o 33% wyższe niż w krajach bez uregulowanych zarobków

  7. Marko napisał(a):

    pistacjusz wytrzyj sobie tym linkiem wiesz co…. Przyklad Niemiec: 7,9 % bezrobocia? Piekny wynik. Realnie jednak minimum 25-30 % bezrobocia. Pismaki oplacani przez Lige Oszustow napisza wszystko, zeby wprowadzic ludzi w blad, zwlaszcza takich niemyslacych pelikanow co lykaja kazda statystyke. Wracajac do bezrobocia: kto to jest wg niemieckiego pojecia bezrobotny a kto nie? Nie jest bezrobotnym nie majacy pracy bedacy na:

    1. zasilku tzw, przedemerytalnym mimo iz ma do emerytury jeszcze z 10 lat. W statystycie bezrobocioa nie istnieje.

    2. bezrobotny na szkoleniu z urzedu pracy – wystarczy wyslac kilkaset tysiecy ludzi na kursy co 3 miesiace i juz nie ma ich w statystyce chociaz kursy pisania podan o prace nikomu pracy nie daja

    3. bezrobotni mlodzi, ktorzy maja praktyki sponsorowwane przez urzedy pracy. Kilkaset tysiecy znika ze statystyki, potem wraca do urzedu na kolejne bezrobocie bo pracy nie ma

    4. dziesiatki tysiecy emigrantow z kraju corocznie znika z urzedu pracy i szuka szczescia gdzie indziej. satystyka sie czysci w DE, powieksza za to w innych krajach gdzie ci ludzie sa.

    5. dziesiatki tysiecy na kursach czy szkolach zmiany zawodu, trwacjacych 2-3 lata, znikaja ze statystyki, pracy po kursach/umschulung nikt nikomu nie gwarantuje

    6. bezrobotni pracujacy za doplata z urzedu pracy u kogos, znikaja ze statystyki na jakis czas, np,. sezonowo – grabia liscie.

    7, dziesiatki tysiecy nie meldujace sie jako bezrobotni, zyjacy u rodzicow, w innych zwiazkach i ze sponsorningu

    konytunowac o faktach mozna, ale po co, skoro populcja pelikanow tak nie wezma tego powaznie.

    Kiedys US-mani chwali sie bezrobociem 3 %, tylko jakos nie pasowala ta informacja do tlumow smierdzacych bumow pod mostami, na lawkach, parkach, walesajacych sie bez celu po ulicach, spiacych pokotem na dworcach.

    Kapitalizm ze swoimi ksiazkowymi prawami to kaleka, ktora juz energetycznie jest w spiaczce i lada moment (2-5 lat) umrze.

    Kapitalizm moze jedynie uratowac inna formula rynkowa, placa MINIMALNA i wzrost placy rowny wzrostowi podazy towaru i uslug na rynku. Tylko kto sie na to zgodzi w systemie maksymalizacji zysku kosztem ludzi?

  8. 1_facet napisał(a):

    Co to za idiota ten Aleks ???

  9. 1_facet napisał(a):

    Co to za idiota ten Aleks ???

    Tu jest taki poziom dyskusji ?? Gadanie bez sensu od rzeczy ???

    Widzę fanatyczni wolno-rynkowcy to kwiat intelektualizmu

  10. 1_facet napisał(a):

    @ Pistacjusz

    1. Przecież w Niemczech jest płaca minimalna na zasadzie negocjacji zbiorowych ….

    Według prawa Niemieckiego mniej niż 75% średniej wypłaty za daną okupację jest nielegalne.

    Reszta krajów podobnie płaca minimalna istnieje tylko jest skonstruowana w inny sposób.

  11. 1_facet napisał(a):

    2 @ Pistacjusz

    Oficjalne statystyki „bezrobocia” są często „zmanipulowane”.

    Marko tutaj bardzo dobrze mnie wyręczył.

    Musisz poszukać lepszych statystyk jak na przykład część zatrudnionej populacji.

    3. Źródło twoich informacji

    „Cato Institute”

    Konflikt interesów gdyż większość tych think thanków jest sponsorowanych np przez przemysł fastfoodowy czyli biznes zatrudniający ludzi za najniższe stawki. Oczywiście w ich interesie nie jest podwyższanie płac.

    Człowiekowi co ma rozum , odrazu powinna się zapalić czarowone lampka pod tytułem „ktoś szuka frajera”

  12. 1_facet napisał(a):

    @ Pistacjusz

    Weź sobie przykład USA. Dzisiaj realna pensja minimalna jest mniejsza niż ta z poziomu roku 1968r. Aby się zrównały powinna wynosić ponad 20 dolarów ( a jest 7 )

    Gdyby wasz związek przyczynowo skutkowy był tak prosty i oczywisty w USA nie powinno być bezrobocia , bo przez ostatnie kilka dekad regularnie spada.

  13. Marko napisał(a):

    Kazdy kto choc troche byl w srodku kapitalizmu a nie tylko ogladal sklepowe wystawy i „ochal i achal” wie, ze kapitalista nie stosuje sie generalnie do prawa popytu i podazy. Wystarczy popatrzec na portfolio firmy wybranego kapitalisty. Zgodnie z pwszechnie obecnym w zyciu prawem Pareto 80/20 czy 20/80 kapitalista jesli zyje to 80 % jego przychodu generuje 20 % oferty rynkowej. Z 10 produktow tylko na 2 jest prawdziwy popyt. Po co wiec istnieje jeszcze 8 skoro prawie nikt ich nie potrzebuje? Odp. jest prosta – kazdy kapitalista goni za zyskiem i ciagle probuje „zdobywac” rynek „nowosciami” sadzac, ze uzyska jakis hit z wysoka marza, bo kazda nowosc na poczatku daje szanse generowania wyzszej marzy od „koni pociagowych” jadacych na ilosci ale niskiej marzy – obecnie jest to srednio 7 % w kapitalizmie. W gruncie rzeczy to nie klient generuje w kapitalizmie popyt tylko kapitalista probuje w sztuczny sposob generowac go na swoje „towary”. W kapitalizmie mamy wiec na rynku gigantyczne marnotrastwo podrazajace cene jednostkowa, gdyz kapitalista koszty swoich eksperymentow rynkowych musi umieszczac w tym co na codzien sprzedaje. Np. auto moze kosztowac nie 5o tys. ale 10 tys pln. Jednak ciagle proby rozwoju nowych „marek i typow” sa topione w wysokich kosztach, ktorymi obarcza sie konsumenta. Innym przykladem sztucznego popytu jest np, Red Srull. Kto potrzebuje te trucizne? Popytu na nia nie bylo, wymyslono berbeluche w laboratorium i wmowiono najglupszej czesci klientow czyli mlodym ludziom, ze musza to miec. Jak widac tzw, prawo popytu i podazy w gruncie rzeczy jest przede wszystkim polem do manipulacji, naduzyc i oglupiania. Efekty sa zastraszajace: rabowane bezmyslenie srodowisko naturalne, zawalone smieciami otoczenie, chory konsument, trujacy sie „wynalazkami” kapitalizmu, horendalnie wysokie ceny (choc ciemnota wolnorynkowa twierdzi, ze gra sil rynkowych sprowadza ceny do niskiego pulapu…mozna sie tylko puknac w czolo na widok idiotow gloszacych te bzdury)ukrywajace poza zyskami takie koszty sztucznej generacji popytu i nieuedanych eksperymentow kapitalistycznych pirani.

  14. Wyjątkowy blog. Szkoda że rzadko spotyka się takich blogów w internecie.
    Zapisuję stronę do ulubionych, oby tak dalej!
    🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *