Koniec świata?

Według pewnej przepowiedni, dokładnie dzisiaj tj. 23 września 2017 r. ma nastąpić koniec świata Czytaj więcej »

 

Dobrze, że nie biathlon

Kiedy tylko nasi sportowcy zdobyli złoto, przed kamerę pofatygował się sam pan premier. Co prawda jego udział w olimpijskim sukcesie był żaden, ale zawsze można liczyć na to, że ciemny lud część pozytywnych emocji przeleje ze sportowców na nielubianego tyrana… och, pardonsik, na ukochanego wodza.



Dyscyplinami, które przyciągnęły uwagę Umiłowanego Przywódcy, były skoki i sprint łyżwiarski. Nie bez przyczyny.

Z czym się kojarzy skok? W ostatnich czasach – głównie ze skokiem na kasę. I nie chodzi nawet o OFE, bo z chwilą zapłaty podatku ZUS te pieniądze i tak straciliśmy, ale o tak zwany całokształt. A ten wygląda tak, że rząd z uporem maniaka próbuje sprawdzić, czy krzywa Laffera działa. A działa, bo ta krzywa, w przeciwieństwie do rewelacji rządowych tytanów intelektu, to nie jest teoria, ale opisanie istniejącego zjawiska. Rząd jednak zachowuje się jak dziecko, które wie, że ogień parzy, ale mimo to pcha łapy w płomienie. Różnica jest taka, że są to nasze ręce, a ogień płonie za nasze pieniądze.

Ostatnio rząd wymyślił kolejny skok na kasę ludzi pracy – tak zwane „ozusowanie” wszystkich umów. Czyli obłożenie ich najgorszym podatkiem w historii tysiącletniego państwa polskiego. Rząd obiecuje sobie osiągnąć po tej operacji dwa cele – wzrost wpływów do ZUSu oraz to, że firmy „przejdą” na umowę o pracę.

Efekt jednak będzie taki, że wpływy spadną, bo część pracy przejdzie do tak zwanej „szarej strefy”, czyli gospodarki nierejestrowanej. Drugi skutek – spadek zatrudnienia na umowę o pracę. Po co bowiem zatrudniać na umowę o pracę, skoro umowa zlecenia kosztuje tyle samo, a daje więcej swobody?

Ten skok zakończy się w najlepszym przypadku jak wyczyn przedskoczka, a w najgorszym – spadnięciem z buli. Przypomnieć, kogo będzie tyłek bolał?

I druga dyscyplina – sprint łyżwiarski. Czy taki skok na kasę się uda, czy nie, trzeba uciekać. Tu filozofia jest dość prosta – trzeba poruszać się szybciej niż ścigający. Dlatego też należy wzorować się na najlepszych. I premier to wie.
Picture
Generalnie są to dyscypliny, za które grozi odsiadka. I tu przypomina się pewien dowcip. Premier odwiedza przedszkole. Kiedy dowiaduje się, że stawka dziennego utrzymania wynosi pięć złotych na dziecko, każe obniżyć do dwóch złotych. Potem wizytuje więzienie. Tam stawka wynosi pięćdziesiąt złotych, a premier każe podwyższyć ją do stu. Zdziwiony doradca sugeruje, że to trochę niepopularne posunięcie. „A ty myślisz, że jak przegram wybory, to wyślą mnie do przedszkola?” – pada odpowiedź. Oczywiście, w żadnym przypadku nie chodzi o polskiego premiera 🙂

Aby nie było pesymistycznie – cieszmy się, że nie chodzi o biathlon. Przypominam, że to taka dyscyplina, gdzie na przemian biega się i strzela. W praktyce państw, na których zdaje się wzorować Naczelny Magik RP, lud biega, a władza strzela. I jak w biathlonie – im celniejsze strzelanie, tym mniej biegania.

Mam zatem apel do biathlonistów – odpuście sobie. Nie chciałbym, żeby władza zanadto zainspirowała się waszymi dokonaniami.

Paweł Budrewicz

Autor jest radcą prawnym i ekspertem Centrum im. Adama Smitha. Prowadzi bloga stopsocjalizmowi.pl


One Response to Dobrze, że nie biathlon

  1. irokez wysiedlony z ameryki napisał(a):

    Biatloniśći i biatlonistki polskie odpuściły sobie! Medalu nadal brak. Medale w polskim wykonaniu to są cud ewenementy – porównajmy z innymi krajami: ilość ludzi jako ogół, ilość klubów i osób trenujących daną dyscyplinę w kraju, ilość pieniędzy wydawanych na sport w ogóle i na daną dyscyplinę w kraju, ilość dziennikarzy i działaczy obsługujących sport….. Te medale dla Polski(czy dla Polski? zawsze byłem przekonany, że dla zawodnika…) to cuda!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *