Michalkiewicz o przebierańcach w średniowiecznych łachach – czyli wymiar sprawiedliwości III RP

To kupa gówna - tak wymiar sprawiedliwości określa znany publicysta Stanisław Michalkiewicz Czytaj więcej »

 

Dom rodzinny „nietolerancyjny”?

Szkoła ma „odrzucać negatywne stereotypy narodowościowe, często wyniesione z rodzinnego domu” – żądają w dezyderacie do MEN posłowie. Przyjęto go w dniu, w którym islamski ekstremista odciął żołnierzowi głowę maczetą.



Posłowie z sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych ponaglają MEN do szybszego wprowadzenia do polskich szkół „edukacji wielokulturowej”. Dezyderat w tej sprawie – przyjęty przez aklamację – trafił na biurko minister Krystyny Szumilas. Komisja wzywa resort, by „praktyka” edukacyjna i programy nauczania w szkołach pozwalały uczniom „odrzucać negatywne stereotypy narodowościowe, często wyniesione z rodzinnego domu”. W ocenie posłów, „uczniowie nie mają szansy uzyskać rzetelnej wiedzy o współmieszkańcach”, czyli przedstawicielach mniejszości narodowych zamieszkujących ich region. A Polska jako kraj „etnicznie homogeniczny” nie jest przygotowana na napływ fali imigrantów. Pod projektem podpisał się zastępca szefa komisji Ryszard Galla z mniejszości niemieckiej.

– Postulaty, które pan Galla podnosi, powinien skierować pod adresem władz Republiki Federalnej Niemiec – komentuje poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk (PiS), członek komisji. I zaznacza, że mniejszość niemiecka za pośrednictwem posła Ryszarda Galli często w sposób agresywny, również podczas pobytu w Niemczech, wypowiada krzywdzące i niesprawiedliwe oceny na temat pozycji mniejszości narodowych w Polsce.

W ocenie dr. Tomasza Strzałkowskiego, radnego powiatu opolskiego, problem podnoszony przez Gallę jest fikcyjny. – Uwrażliwianie Polaków na to, że mają tolerować Niemów, i sugerowanie, iż tym drugim dzieje się krzywda, jest zachowaniem niedopuszczalnym – podkreśla. Projekt komisji jest – jego zdaniem – swego rodzaju rozgrywką polityczną, którą próbują zainicjować działacze mniejszości niemieckiej. – Nie ma żadnych problemów, jeśli chodzi o codzienne funkcjonowanie osób pochodzenia niemieckiego z Polakami. Rodziny są wielokrotnie wymieszane, wspólnie pracują, żyją, chodzą do szkoły. Jeśli już coś zakłóca ten stan, to forsowanie np. dwujęzycznych tablic – dodaje radny.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że projekt dezyderatu przyjęto przez aklamację, bo na sali nie było żadnego przedstawiciela prawicowej opozycji. Wiceszef komisji Marek Ast (PiS) absencję na posiedzeniu tłumaczy obecnością na sali plenarnej, gdzie odbywała się dyskusja nad poselskim projektem ustawy o Narodowym Programie Zatrudnienia. – Przyszedłem na drugą część posiedzenia komisji, bo byłem na sali plenarnej – wyjaśnia inny poseł PiS Grzegorz Matusiak. Podobnie tłumaczy się Jarosław Rusiecki, który wyjaśnia, że projekty wnoszone wspólnie przez prezydium są przyjmowane bez głosowania. Poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk była natomiast nieobecna, bo w tym samym czasie odbywało się posiedzenie Komisji Spraw Zagranicznych, na którym dyskutowano o relacjach polsko-niemieckich.

Komisja podkreśla w dezyderacie, że szkolnictwo powszechne jest jednym z najważniejszych mechanizmów kształtowania postaw otwartości i tolerancji wobec osób przynależących do mniejszości narodowych, etnicznych i wyznaniowych, pozwala kształtować postawy do zgodnego współistnienia z przedstawicielami odmiennych kultur, „odrzucać negatywne stereotypy narodowościowe, często wyniesione z rodzinnego domu”. Dlatego uczeń powinien – zdaniem posłów mniejszości, PO i lewicy – „odkrywać kulturowe bogactwo jego regionu i miejscowości”, by „dostrzec wielokulturowość małej ojczyzny oraz rozwijać dialog z członkami mniejszości kulturowych w codziennych interakcjach”. Zdaniem posłów, „kolejne zmiany podstawy programowej zakładają konieczność uwzględnienia treści dotyczących mniejszości narodowych i etnicznych oraz kulturowego i wyznaniowego zróżnicowania regionu zamieszkania ucznia. Problemem jest jednak praktyka edukacyjna. W wielu szkołach pomija się te treści. Nawet w regionach, w których zamieszkują zwarte skupiska mniejszości, uczniowie nie mają szansy uzyskać rzetelnej wiedzy o współmieszkańcach” – oceniają posłowie z Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych. – Jakby się przyjrzeć tego rodzaju dezyderatom, to jest tam wiele niebezpiecznych propozycji z punktu widzenia państwa polskiego. Bardzo często umniejsza się znaczenie ustawy o mniejszościach narodowych, którą przyjęliśmy, a która może być wzorem dla wielu państw. I nagle słyszę narzekania na to, że jest czegoś za mało, że ktoś jest niedoceniony, że jest za mało wielokulturowości. Nie zgadzam się z tym, bo w porównaniu z tym, w jaki sposób Polaków się traktuje w innych państwach, stosunek naszego państwa do mniejszości jest wzorowy – mówi poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk.

Poseł Ryszard Galla, wybrany z listy Mniejszości Niemieckiej, jest przeciwnego zdania. Dlatego komisja wzywa ministerstwo edukacji do podjęcia działań, które „faktycznie wprowadzą edukację wielokulturową do szkół”, by dyrektorzy i nauczyciele nie rezygnowali z przekazywania uczniom wiedzy o mniejszościach kulturowych. W ocenie posłów, „konieczne jest uwrażliwienie kuratorów oświaty, rozwój systemu doskonalenia nauczycieli w tym zakresie, dbałość o to, żeby w podręcznikach pojawiały się odpowiednie treści”. Co jednak najciekawsze, „faktyczne wprowadzenie edukacji wielokulturowej” ma być niezbędne z punktu widzenia wyzwań stojących przed Polską, ponieważ „zwiększająca się liczba imigrantów, w tym z krajów bardzo różniących się kulturowo od Polski, będzie stawiała wielu obywateli polskich, wychowanych w silnie homogenicznym środowisku, przed trudnymi problemami”. W ocenie prof. Włodzimierza Bernackiego z sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, obecna ustawa o mniejszościach narodowych daje mniejszościom lepsze możliwości edukacyjne, jeśli chodzi o naukę ich historii i języka, niż młodym Polakom. – Ciągle mam wrażenie, że wracamy do budowania społeczeństwa stanowego, gdzie mniejszości zyskują dodatkowe gwarancje i przywileje. Dla mnie jest zupełnie niezrozumiałe, że fundamentem dla budowania tego modelu liberalnego stają się różne mniejszości, czy to narodowe, czy seksualne – tłumaczy poseł.

Maciej Walaszczyk

Foto.: Jan Bodakowski

Tekst ukazał się w „Naszym Dzienniku” z 25 maja 2013 r.


3 Responses to Dom rodzinny „nietolerancyjny”?

  1. bardzo podobają mi się napisał(a):

    Bardzo podobają mi się te tłumaczenia opozycyjnych parlamentarzystów – paluszek i główka to DOMU i RODZINY wymówka. Świetne. Mam nadzieję, że dzisiejsze marsze w obronie ŻYCIA i RODZINY obudzą naszych rodaków i odpowiednio potraktują tych wszystkich politycznych i urzędniczych dewiantów.

  2. zdyb małgorzata napisał(a):

    Niemcy Anglicy Francuzi Holendrzy już maja swoje mniejszości z którymi mają problemy i te mniejszości nigdy sie nie zaaklimatyzują w Europie. Artykuł pana jasno sugeruje o kogo chodzi. Pan R.Galla reprezentant mniejszości chce postawić nasze państwo w stan gotowości ? Jestem ciekawa reakcji naszych przedstawicieli rzadowych. Jednak coś sie za tym kryje, a moje przecucie mnie nie zawodzi.
    Pozdrawiam

  3. do P.Zdyb napisał(a):

    Z mniejszościami w Anglii, Francji, Holandii, a również w Belgii, Hiszpanii i Portugalii jest taki kłopot, że są traktowani jako obywatele dawnych kolonii po wolnościowemu i określiłbym po demokratycznemu. Trochę na równi z obywatelami metropolii i trochę z przywilejami, bo są z dawnych kolonii. Klasyczna polityczna poprawność. W Niemczech jest trochę inaczej, gdyż ich ściągnęto na zasadzie ‚dobry kolorowy, tani, wydajny i posłuszny do roboty’. Ale szkopy zapomnieli, że jak dadzą im obywatelstwo to będą mieć prawa i kasę i nie będą chcieli wyjechać do biedy w krajach pochodzenia; tu nie wypaliła zasada: „Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść”. Jedno jest pewne nie są przystosowani we wszystkich zachodnich prowincjach UE do naszej kultury, do naszych zasad. Wręcz przeciwnie – uważają nas za degeneratów, a swoją kulturę i religię, najczęśćiej mahometanizm za o wiele lepszą, a do tego mnożą się tak średnio 5 – 7 dzieci na kobietę, a że jeden mąż ma średnio wg swych muzułmańskich zasad 3 – 5 żon, więc…. Zniszczą nas liczebnością młodych ludzi nie mających nic do stracenia, w wszystko do zdobycia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *