Katastrofalna lufa z historii

Prowizorka w Polsce jest najtrwalszym elementem krajobrazu, co widać po stawkach VAT – u Czytaj więcej »

 

Drogowe political fiction

Political fiction to gatunek literacki / filmowy zajmujący się polityką, często spekulujący na temat kulisów wydarzeń, czasem całkowicie oderwany od rzeczywistości jako alternatywa. W Polsce przyjął się w specyficzny sposób – stał się dominującą ideologią Drogich Przywódców Taniego Państwa.



Poczynając od sensacji, jak to Polska jest „zieloną wyspą” w morzu światowego kryzysu, poprzez dyrdymały o rozwoju dzięki unijnym funduszom a na drogach kończąc. I nie chodzi tylko o dyskusję o tym, jak to „facet, który lata do pracy i do domu samolotem” woli wydawać kasę podatników na fotoradary zamiast na drogi i jeszcze twierdzi, że to dla podniesienia bezpieczeństwa.Klasykiem polskiego political fiction jest bez wątpienia Elżbieta Jakubiak twierdząca, że to biurokracja pozwala ludziom pracować. Istnienie tzw. szarej strefy czy przestępczości zorganizowanej, które zasadniczo zajmują się unikaniem „zbawiennego” wpływu biurokracji jakoś jej przekonań nie podważa. A to nie koniec, bo p. Jakubiak ma wiernych uczniów.

„Docelowo za jazdę drogami krajowymi powinniśmy płacić wszyscy bez wyjątku, to nie ulega wątpliwości”twierdzi wiceprzewodniczący sejmowej komisji infrastruktury Stanisław Żmijan uzasadniając projekt objęcia e–mytem dróg krajowych. Sekunduje mu dzielnie ekspert ds. finansowania infrastruktury transportowej, Eryk Kłossowski, choć ogranicza swoje roszczenia do ciężarówek. Warto odnotować jego uzasadnienie, gdyż pewnie wkrótce pojawi się jako żądanie pod adresem wszystkich kierowców: „Podróż na trasie Warszawa-Poznań, niezależnie od tego, czy ją odbywamy drogą krajową nr 92 czy autostradą A2, powinna kosztować mniej więcej tyle samo […] Mimo że jedziemy drogą kategorii niższej, powinniśmy płacić niewiele mniej, niż gdy korzystamy z autostrady. Chodzi o to, żeby drogi o niższych parametrach technicznych służyły raczej mieszkańcom poszczególnych powiatów, rozsianych wzdłuż tych szlaków, natomiast autostrady służyły ruchowi tranzytowemu”. I zapewne podobnie jak S. Żmijan uważa, że „to nie ulega wątpliwości”.

Otóż ulega. Chociażby dlatego, że mamy cztery kategorie dróg w Polsce: krajowe, wojewódzkie, powiatowe i gminne. I nie bez powodów – drogi lokalne (wojewódzkie, powiatowe i gminne) mają służyć społecznościom lokalnym, zaś drogi krajowe – wszystkim. Konstatacja, że wprowadzenie odpłatności za korzystanie z dróg krajowych spowoduje kolejny wzrost cen detalicznych, zgodnie z zasadą przerzucalności podatków, najwyraźniej jest obca ideologicznie etatystom i biurokratom.

Zastanówmy się chwilę nad koncepcją S. Żmijana i zgodnie z zasadą „nie rób drugiemu, co tobie niemiłe” zajrzyjmy politykom do kieszeni.

Budową i utrzymaniem dróg krajowych i autostrad zajmuje się Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Jak to ładnie ujęto „realizuje budżet państwa w zakresie dróg krajowych”, czyli buduje i remontuje. No, a skąd to budżet bierze środki na realizację zadań? Na stronie Prezydenta RP znajduje się ciekawy dokument, w którym czytamy: „zgodnie z prognozą na 2012 rok, podatki będą stanowiły 92% wpływów budżetowych (w sumie 269,4 mld PLN), z czego wpływy z podatku VAT wyniosą 45%, akcyzy – 22%, podatku PIT – 14% a podatku CIT – 10%”. Ups, wygląda na to, że na budżet GDDKiA zrzucamy się wszyscy, głównie poprzez podatek VAT i akcyzę.

Drugim organem urzędowym finansującym budowę i utrzymanie dróg jest Krajowy Fundusz Drogowy. Skąd KFD bierze pieniądze? Głównie z: opłaty paliwowej (80%, reszta na Fundusz Kolejowy), środków przekazywanych przez GDDKiA oraz „opłat i kar pobieranych na podstawie ustawy o transporcie drogowym i ustawy o drogach publicznych”. No i jeszcze może zaciągać długi. Jak dotąd wszystko pochodzi z kieszeni podatników, niezależnie od tego, czy korzystają z dróg krajowych, czy nie.

No i wisienka na torcie – składniki ceny paliw według schematu:

Gwoli ścisłości – wysokość VAT na paliwa, opłata paliwowa oraz akcyza są ustalane urzędowo! Jakby tego było mało 10,5% wpływów z akcyzy paliwowej przekazywane jest samorządom terytorialnym na, a jakże – rozbudowę i utrzymanie infrastruktury drogowej. O tym, że dystrybutorzy i rafinerie też odprowadzają podatki już nawet szkoda wspominać.

No, ale zawsze możemy liczyć na wsparcie ze strony funduszy europejskich. To konkretne kasa! Czyżby? Gdy wszyscy podniecali się, jak to Tusk zdobył pieniądze w Unii, Robert Gwiazdowski wyliczył, że ten „deszcz pieniędzy” to wszystkiego rocznie około… 3% polskiego PKB! Odliczając składkę i to, co pójdzie na obsługę funduszy, to dobrze jak połowa trafi tam, gdzie teoretycznie powinny trafić. Warto też wspomnieć o innym aspekcie budowy i remontów dróg w Polsce – o przekrętach. W grudniu Komisja Europejska wstrzymała wypłaty 3,5 mld zł na projekty drogowe właśnie z powodu przekrętów, o czym zresztą rząd poinformował podatników w drugiej połowie stycznia. Jakby tego było mało, może się okazać, że może się to skończyć żądaniem zwrotu wypłaconych przez KE środków.

W Polsce wciąż brakuje funduszy na rozbudowę i utrzymanie infrastruktury drogowej. Nie dlatego, że podatnicy za mało płacą, ale dlatego, że rządzą polityczni geszfciarze spod znaku political fiction wierzący, że to oni „budują” i „pozwalają pracować”. Z wiadomym skutkiem – najpierw mamy płacić podatki za wybudowanie, żebyśmy mogli korzystać; potem płacić podatki na utrzymanie, żebyśmy mogli korzystać; a potem dodatkowo płacić za korzystanie. Jak to mawia jeden z najwierniejszych Czytelników naszego portalu, Pan Marko? Liga Oszustów?

Michał Nawrocki
Fot.: MN


3 Responses to Drogowe political fiction

  1. Marko napisał(a):

    Ciesze sie, ze Pan nareszcie otwiera oczy. To co Pan opisal ma jednak inny cel. W gruncie rzeczy wcale nie chodzi o podatki i rozbudowe drog i infrastruktury, lecz o to, by ludzie wrocili do czasow sredniowiecza i po prostu przestali sie przemieszczac. Najlepiej wprowadzic tak wysokie koszty, zeby nie bylo ich stac na benzyne (jest juz droga wystraczajaco, ale bedzie jeszcze drozsza) i na „droge” po jakiej maja jechac. Kiedys pisalem komentarz w tym temacie, ale nikt sie nim nie zainteresowal. Pomysl powstal w Brukseli a jego autorem jest „malowany profesor” z Germanii, mniejsza teraz o nazwisko. Opcja maltuzjanska zaklada powrot do „natury”, ogranicznie swobod obywatelskich, a poziom zycia ma mniej wiecej z epoki sredniowiecza…LO chce po prostu cofnac swiat do tylu… To co sie teraz dzieje w PRL bis nie jest przypadkiem, to celowy, dlugofalowy plan i nie dotyczy wylacznie PRL 2. Podobnie dzieje sie m.in. w DE, sa tylko troche inne pomysly. Obserwujmy wiec z zalozonymi rekoma co sie bedzie dalej dzialo…

  2. Grześ napisał(a):

    @Marko to Twoje LO nie jest przypadkiem MASONERIĄ?

  3. Marko napisał(a):

    A co za roznica jak sie nazywa zlodziej i oszust? Swiat winno interesowo jak sie go grabi a nie jak sie nazywa typ z lepkimi lapami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *