Ubezpieczenia emerytalne – oto, za co jeszcze można podziwiać Szwajcarię

Szwajcarię można podziwiać za wiele rzeczy, szczególnie w porównaniu z jej rozrzutnymi sąsiadami Czytaj więcej »

 

Duch rozłamu

Być może rewolucja bolszewicka i to co po niej nastąpiło byłoby ostatecznym krachem wszelkiej utopii, gdyby nie pewien niepozorny ukąszony marksizmem Włoch nazwiskiem Gramsci. Oczywiście bolszewicka rewolucja nie sfinansowała i  nie zorganizowała się sama. Zbyt wielu wrogów miała największa na świecie konserwatywna rosyjska monarchia. Jej gospodarka rozwijała się zbyt dynamicznie bez „pomocy” ugruntowującej się właśnie globalnej lichwy, ale to zupełnie inna sprawa.

Otóż tenże Włoch, mając sporo czasu w trakcie kolejnych odsiadek za wywrotową działalność stwierdził, że Marks z Leninem się pomylili, a klasa robotnicza na zachodzie zdradziła ideały rewolucji socjalistycznej nie chcąc już budować nowego sprawiedliwego świata. A dlaczego zdradziła? – Zadał sobie pytanie Gramsci. Dlatego, że żyje w świecie kultury i wartości niesocjalistycznych i to kultura burżuazyjna, jej świat znaczeń i pojęć ogranicza człowieka na tyle, że na siłę nic się tu nie wskóra. Dlatego komunizm nie podbije świata przemocą, lecz przy pomocy kultury właśnie. Należy więc najpierw stworzyć propozycję kontrkultury, aby proletariusze i burżuje zaczęli myśleć w nowy sposób, a wtedy nie potrzebna będzie rewolucja. Zmiana dokona się sama. Należy więc wprowadzić ducha rozłamu w burżuazyjnej kulturze, zmienić nazwy pojęć, oderwać ludzi od „zabobonów” proponując nowy ich zastaw. Bo to język którym się posługujemy tworzy kategorie dla naszego myślenia o rzeczywistości. To wydawałoby się strukturalistyczne podejście stało się fundamentem nowej bolszewickiej rewolucji, która bez pistoletów i podrzynania gardeł trawi właśnie zachodnie społeczeństwa. Kontrkultura stworzyła w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych skutecznie bazę pojęciową i ideologiczną kolejnego etapu – politycznej poprawności w pełnym tego słowa znaczeniu. Procesowi temu towarzyszył tzw. lewicowy „marsz przez instytucje”, czyli proces wchodzenia piewców nowego porządku świata w legalnie działające instytucje i przez to przejmowanie ich na rzecz realizacji swoich celów.

W ten sposób narodził się fundament pod marksizm kulturowy, który w odróżnieniu od tego bolszewickiego podbił świat. Zmienił się tylko obszar rewolucyjnej aktywności z ekonomicznej na kulturową, a konnicę Budionnego zastąpiono propagandą. Poza tym niewiele się zmieniło. Tym w istocie jest polityczna poprawność. Jak określił to prof. Wolniewicz: „Jest to pewne zmutowane lewactwo, libertyński egalitaryzm, w którym wszyscy są równi i wszystko wolno.”

Jak to działa? A bardzo prosto: kochajmy się – mówią piewcy politycznej poprawności. Ale ponieważ do wspólnej miłości potrzeba chęci dwóch różnych jednostek, odrzućmy zatem tych, którzy kochać się nie chcą. Wyeliminujmy zatem z politycznego i społecznego dyskursu, skażmy na niebyt tych, którzy nie chcą z nami się pokochać, albo myślą inaczej.

Narzędziem politycznej poprawności jest także tolerancja, a głównym wrogiem antysemityzm. Bo choć nie wiadomo co to słowo znaczy, to zawsze można kogoś tak nazwać. Do czego to prowadzi? Do sytuacji, w której niewierzący ma dogadać się z wierzącym, morderca z ofiarą, Bóg z Szatanem. To, że ktoś pozwoli na taki dialog powoduje, że już zaczyna odchodzić od swej wiary. I o to właśnie chodzi. Jeśli rzeczywiście wszystko wolno to znaczy, że nie ma różnicy między prawdą a blagą, dobrem i złem. Jeśli tak to nie można nikogo potępić nawet za oczywiste łajdactwa no chyba, że ten ktoś wypowiada się przeciwko tolerancji, ekumenizmowi i jakimś dziwnym sposobem nie chce się bratać z sodomitami. Instrumentem wdrażania tejże polityki są oczywiście media i system prawny ograniczający coraz bardziej swobody obywatelskie na rzecz niewolniczej wygody.

Mamy do czynienia z bezduszną masą poddawaną łatwo manipulacji, która jedyne co wie to to, aby nikogo nie urazić, a jeśli już to tych, którzy tego tolerancyjnego dialogu nie chcą. Postępująca zatem homogenizacja kultur i wartości w rezultacie doprowadza do zaniku jakichkolwiek kultur i wartości. Tworzy się w ten sposób nowy globalny radziecki człowiek, który ma gdzieś wszystko poza własnym żołądkiem i hedonistycznym sposobem życia. Ów nowy radziecki, materialistyczny człowiek to nikt inny jak zwierzę, coraz bardziej wyposażane w coraz prostszy język nowomowy wyzbyty jakichkolwiek wartości. I już mamy wtedy pełny globalny utopijny totalitarnym, dla którego realizacji niezbędne jest przede wszystkim zniszczenie Kościoła Katolickiego. Mamy też pełną wizję Huxleya i Orwella pospołu. A potem to pójdzie jak z płatka. Tylko co dalej? Jaki inny model organizacji i wiary zaproponują wyznawcy nowego porządku świata? Przecież wszelka nowa wiara wymaga męczenników? Tak jak zmutowany przez bolszewików marksizm nagle zapragnął nowych bóstw w osobach Lenina i kolejnych pierwszych sekretarzy, kto stanie na ołtarzach nowego socjalistycznego świata? O apostołów nowej religii nie będzie trudno. Z pewnością zajmą ich miejsce tzw. autorytety mówiące ludziom przez media jak mają myśleć. Wydaje się dość prawdopodobne, że któryś z nich zginie w jakiś dziwnych okolicznościach, więc będzie jak znalazł.

Proces mutacji bolszewizmu w nowy radziecki świat przy użyciu politycznej poprawności nagle przyspieszył. Co będzie dalej? Pożyjemy zobaczymy. O ile pożyjemy.

Adam Kalicki

P.S.
Pierwsza komuna w porównaniu do tej dzisiejszej, a zwłaszcza do tej, która ma dopiero nadejść była na swój sposób uczciwa. Nazywała rzeczy po imieniu lub bardzo łatwo można było rozszyfrować jej propagandowe zabiegi. Bo na przykład, gdy mówiono o konieczności reform gospodarczych wiadomo było, że idą podwyżki lub kryzys. Teraz jest znacznie trudniej, bo fałszywe są już same pojęcia. Są fałszowane z premedytacją bo dla fałszerzy nic nie znaczą. Są tylko instrumentem dla stworzenia homogenicznej papki. Taką masą można łatwo zarządzać niespodziewanie łatwo. Nawet gdy owa masa się zbuntuje, to nie może w swej mieszance dorobić się żadnych trwałych celów i struktur dążących do zmiany. Idealne niewolnictwo absolutne.


9 Responses to Duch rozłamu

  1. pawel napisał(a):

    Porządnie ujął Pan problem, Panie Adamie. Ech, gdyby biskupi pisali takie listy do wiernych, zamiast jakichś mniej lub bardziej ważnych dyrdymałków. Ale nawet gdyby, to czy wielu by to zrozumiało? Póki co, Gramsci górą

  2. szpion napisał(a):

    właśnie, własnie! Nawet nie ma jak i przeciw komu się zbuntować, gdyż wszystko jest kolorowe, ładne i pachnące nawet gówno.

  3. mikroprzedsiębiorca napisał(a):

    dobre opracowanie – 10/10!

  4. kamil napisał(a):

    Jedna istotna uwaga:

    Wielu licealistów i studentów Zachodniej Europy wyjeżdża z akcjami charytatywnymi, w formie służby cywilnej (którą można absolwować miast wojskowej) i dobrowolnie do biednych krajów i jakkolwiek – z własnej nieprzymuszonej woli pakują się w gorące tereny. Także udział środków przekazywanych dla organizacji non-profil stale się zwiększa, a np. co drugi pracujący Niemiec wsparł w tamtym roku jakąś fundację. zdumiewająca jest też liczba książek, w której krytykuje się egoizm, materializm, tzw. „amerykanizm”. Nie wiem, czy można określić w takim razie zachodnią formację intelektualną jako materialistów – im starcza i na hedonizm, i na altruizm.

  5. masd napisał(a):

    Gangi w brukselce mimo lezbijskiego traktatu pokłóciły się o forsę w obliczu kryzysu – czyżby początek długiego konania unii jewropejskiej?

  6. bolo napisał(a):

    „zniszczenie Kościoła Katolickiego” raczej wszystkim wyjdzie na dobre.
    Co do „bezdusznej masy” to w każdym społeczeństwie czy ustroju stanowi ona 90% ogółu. I wszelkie próby wszczepiania im wartości czy masowe „ukulturnianie” to strata czasu.

  7. kamil napisał(a):

    uniezależnienie kościoła katolickiego od państwa wyjdzie na dobre obydwu. pamiętajmy, że swego czasu Polską wspaniale rządził kardynał Oleśnicki, ale to właśnie wtedy kościół nie musiał o nic prosić rząd, a rząd kościół (poza instytucją interrexa). Wreszcie okazałoby się, kto chodził do kościoła z powodu przymusu, a kto jest faktycznie oddany tradycji.

  8. stawo73 napisał(a):

    Kulturowy marksizm to klucz do zrozumienia wielu przypadłości, które od kilkudziesięciu lat niszczą fundamenty zachodniej cywilizacji, a które pozornie są od siebie niezależne. Dlatego cieszę się z każdego artykułu, który o nim traktuje, nawet tak pobieżnie jak ten powyższy. Dziwię się jednak ,że prawica tak rzadko podejmuje temat neomarksizmu, bo sądzę, że rozpowszechnienie wiedzy o nim, pozwoliłoby odzyskać tę część społeczeństwa, która jest przekonana,że obecne przemiany kulturowe są naturalnym i nieuchronnym etapem rozwoju cywilizacyjnego.
    Myślę ,na przykład, że gdyby każda rodzina w Polsce dostała niewielką, lecz dobrze napisaną broszurę opisującą genezę , kolejne etapy wprowadzania, dzisiejsze i przewidywane skutki kulturowego marksizmu, to już samo to znacznie poszerzyłoby bazę wyborczą prawicy. Oczywiście pytanie- kto miałby to sfinansować? Może w tym celu warto by było powołać fundację, która zbierałaby pieniądze i krzewiła wiedzę o tym raku zachodniego świata. Widzę bowiem ,że część środowisk prawicowych w Polsce powtarza błędy prawicy amerykańskiej nadmiernie koncentrując się na krzewieniu wiedzy ekonomicznej, całkowicie odpuszczając kulturę. Efektem tego może być to ,że za jakiś czas różnica miedzy prawicą a lewicą będzie jedynie taka, że ta pierwsza będzie się domagała niższych podatków.
    http://www.towyoming.com/2010/05/william-s-lind-jak-powstaa-polityczna.html
    http://wkulbat.pl/index2.php?option=com_content&do_pdf=1&id=80

  9. Krzysztof napisał(a):

    Gdyby treść tego artykułu przedostała się do umysłów,tak jak proponuje stawo73, to myślę byłaby to ostatnia próba obrony przed unicestwieniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *