Inny kapitalizm – czy to już koniec klasycznego podziału na kapitalizm i socjalizm?

Kiedyś globalny podział na modele gospodarcze był oczywisty. Mieliśmy blok kapitalistyczny i socjalistyczny Czytaj więcej »

 

Dziś „500 plus”, jutro „Polska minus”

Kto by pomyślał, że socjalistyczny rząd Beaty Szydło stanie się cichym notariuszem klasyków myśli liberalnej. Zaledwie jednym programem – “Rodzina 500+” – Prawo i Sprawiedliwość udowodniło prawdziwość spostrzeżeń aż dwóch wybitnych przedstawicieli tego nurtu.


W swym niedawnym wystąpieniu poseł Jacek Wilk słusznie wskazał na słowa Alexisa de Tocqueville’a, który blisko 160 lat temu przewidział, że demokracja przetrwa do czasu, kiedy Kongres odkryje, że można przekupić społeczeństwo za publiczne pieniądze. De Tocqueville pisał co prawda o demokracji w Ameryce, ale skoro Amerykanie swój ustrój polityczny spuszczają z bombowców niemal w każdym zakątku świata, nie ma powodu ograniczać tych przewidywań wyłącznie do terytorium USA. Tym bardziej, kiedy sprawdzają się one na naszych oczach, w naszym kraju.

W istocie, ten najbardziej rozdmuchany program socjalny III RP jest niczym innym, jak jawnym przekupstwem politycznym – łapówkarstwem dokonywanym pieniędzmi przekupywanych. Najbardziej zatrważające w całej sprawie nie jest jednak to, że ludzie (a przynajmniej część z nich) uwierzyli, iż faktycznie rząd “coś im da” w sytuacji, w której wystarczy pojechać na stację benzynową by zrozumieć, gdzie jest źródło tego “dawania”. Bardziej przygnębiającym jest, że ów projekt to nie efekt jakichś głębszych przemyśleń czy badań socjologicznych, a wynik przemyśleń czysto PR-owskich! Prymitywne, a wręcz prostackie, hasło: “pięćset złotych na każde dziecko”, stworzone na potrzeby kampanii wyborczej, zostało przemienione w główny projekt polityczny rządzącej ekipy – projekt, któremu, jak się zdaje, podporządkowane są inne reformy, zwłaszcza fiskalne. Trudno określić takie działanie inaczej niż skandalicznym, trudno również nie potępić polityków stojących za tą ustawą (jedynie 43 posłów zagłosowało przeciw jej wprowadzeniu), a także ludzi ją popierających. Choć ludzie nie są tu akurat żadnym zaskoczeniem.

Drugim klasykiem, którego spostrzeżenia są sygnowane przez rząd PiS jest bowiem Frédéric Bastiat. Ten dziewiętnastowieczny myśliciel w jednym ze swych esejów wysnuł osobliwą definicję państwa. Stwierdził on, iż państwo to wielka fikcja, dzięki której każdy usiłuje żyć kosztem innych. Czyż po wprowadzeniu “Rodzina 500+” możemy mieć jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, iż to definicja Bastiata jest tą, która ujmuje istotę sprawy? Sednem politycznych obietnic tego – poprzedniego, każdego! – rządu jest przecież ciche przeświadczenie wyborców, że będą oni mogli dzięki politykom żyć na koszt współobywateli. Że za te “pięć stów” zapłaci sąsiad… a jeszcze lepiej bogaty sąsiad. Ktokolwiek, tylko nie oni. Gdyby nie to, co w krótkiej formule ujmuje Bastiat, wszelkie polityczne obiecanki-cacanki nie byłyby możliwe. Niestety obiecanki Beaty Szydło były możliwe i, co gorsza, zostały spełnione.

Nietrudno dostrzec, iż program Prawa i Sprawiedliwości wszczepia w system parlamentarny zastawkę, która uniemożliwi jego ewentualny demontaż przy zachowaniu procedur demokratycznych. Po otrzymaniu pierwszych pieniędzy z tytułu “500 plus” ludzie zaczną się do nich szybko przyzwyczajać, a z czasem zaczną je traktować jak coś, co im się należy od zawsze. W takiej sytuacji żaden polityk nie odważy się choćby zająknąć o ukróceniu tego rozdawnictwa, równałoby się to bowiem zawodowemu samobójstwu. Tymczasem prawa ekonomiczne są nieubłagane, i z czasem ów pomysł zacznie krajową gospodarkę uwierać (czy to poprzez rosnące zadłużenie i związane z nim odsetki, czy poprzez zmniejszenie sektora prywatnego w wyniku nadmiernego fiskalizmu), a za nią zacznie uwierać budżet. Niestety trudno oczekiwać, by w takiej sytuacji politycy patrzący najdalej do najbliższych wyborów postąpili inaczej, niż próbując odwlec moment krytyczny na następną kadencję – przerzucić polityczną odpowiedzialność na swoich następców. Będziemy mieć zatem do czynienia z postępującym rolowaniem zadłużenia, kolejnymi zmianami metodologii jego obliczania i innymi sztuczkami  mającymi podtrzymać iluzję płynności.

Obawiam się, iż przegłosowana ustawa zapoczątkuje swoiste sprzężenie zwrotne na naszej scenie politycznej: “500+” zachęci wyborców do śmielszego domagania się kolejnych dopłat, a naciski społeczne doprowadzą do uchwalenia następnych programów, te z kolei jeszcze bardziej rozochocą społeczeństwo, a wszystko to będzie się wzajemnie napędzać… aż zakończy się grecką tragedią. Być może porównanie do Grecji jest dziś nieco na wyrost, lecz w Atenach zadziałał dokładnie ten schemat. Skupieni na doraźnych korzyściach politycy nie byli go w stanie zatrzymać, a przyzwyczajeni do dopłat wynikających z samego faktu istnienia Grecy nie byli skłonni pójść na ustępstwa, blokując wprowadzenie potrzebnych reform. Również ten mechanizm w swych pracach przewidział Bastiat, pisząc, że

(...) lud przyzwyczajony oczekiwać wszystkiego od państwa, nie oskarża go o to, że za wiele robi, ale o to, iż nie robi wystarczająco dużo. Obala go zatem, zamienia na inny i nie mówi do niego: „rób mniej”, ale: „rób więcej”. Tym sposobem wpada w coraz to głębszą przepaść. A gdy nareszcie przyjdzie chwila, kiedy wszystkim otworzą się oczy, gdy poczują potrzebę zmniejszenia zakresu władzy i odpowiedzialności państwa, wtedy ukażą się inne przeszkody. Z jednej strony prawa nabyte podnoszą się i łączą ze sobą, gdyż niepodobna unicestwić takiego mnóstwa egzystencji, które się do życia powołało. Z drugiej strony społeczeństwo oduczyło się działać samodzielnie. W chwili odzyskania wolności, której tak gorąc się domagało, obawia się jej i odpycha. Ofiarujcie mu wolność nauczania. Sądzić ono będzie, że wówczas wielka wiedza zniknie. Ofiarujcie mu wolność religijną. Sądzić będzie, że ateizm pochłonie wszystko.

Trudno oczekiwać, by program Prawa i Sprawiedliwości doprowadził do czegoś innego. Społeczeństwo rozochocone rządowymi “podarkami” będzie domagało się ich więcej i więcej, a za brak faktycznego polepszenia poziomu życia (bo przecież wspomniane pięćset złotych będzie się musiało w realnej gospodarce zrównoważyć: poprzez inflację, skurczenie prywatnych inwestycji etc.) obwini nie samą reformę i jej nieefektywność, a jej niewłaściwe wdrożenie. Można zatem wyobrazić sobie, że przez kolejne miesiące rząd będzie swój flagowy pomysł naprawiać, mamiąc tym samym podatników. Z drugiej strony postawa opozycji tylko utwierdza w przekonaniu, że gdyby nawet doszło do zmiany partii rządzącej, to obrany przez Beatę Szydło kierunek nadal będzie utrzymywany. Ciężko w takiej sytuacji być optymistą i na siłę szukać w niej plusów. Jedynym pozytywem “500 plus” zdaje się być wspomniane we wstępie potwierdzenie słuszności tez francuskich liberałów – de Tocqueville’a i Bastiata. Marne to pocieszenie… no ale jakieś zawsze. Dzięki programowi PiS wiemy przynajmniej, kogo powinniśmy się „trzymać”.

Jakub Bijan

Foto.: pis.org.pl


3 Responses to Dziś „500 plus”, jutro „Polska minus”

  1. Logik napisał(a):

    Wyjatkowo glupi artykul – propagandowka spod piorka PO-masona. Szkoda nawet czasu na czytanie takich wypocin. Nie ma w nim ani jednego argumentu ekonomicznego obalajacego gloszone „tezy” (?), za to jest politykowanie. Zreszta juz dawno dalo sie odkryc, ze zwolennicy kapitalizmu nic nie wiedza o ekonomii za to obajala wszelkie poprawnosci i zdorwy rozsadek politycznym doktrynerstwem. I beda to czynic tak dlugo dopoki ciemny lud bedzie to chcial bezkrytycznie przelykac.

  2. pmk napisał(a):

    Prawda to! Pis gra z nami w 3 kubki. Tylko naiwny uzna że można w tą grę z nimi w ten sposób cokolwiek wygrać. W razie W przenoszę firmę do Czech i ciao frajerzy:)

  3. Martyna napisał(a):

    Proszę podzielić się tą wiedzą o ekonomii, Panie Logik, chętnie poczytam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *