Prof. Wolniewicz: Jak parszywieje Unia Europejska

Zachęcamy do obejrzenia jednego z ostatnich wystąpienia prof. Wolniewicza. Warto się nad nim zastanowić i starać się wyciągnąć wnioski Czytaj więcej »

 

Ekonomia i gospodarka a etyka – koszty nieporozumień i ignorancji

Ze świecą, nawet w kręgach osób słabiej wykształconych, trudno dziś znaleźć kogoś, kto nie odróżniałby medycyny jako nauk medycznych od lecznictwa jako praktyki terapeutycznej i od służby zdrowia jako jej organizacji. Każdy wie, że osiągnięcia medycyny jako nauki nie przekładają się automatycznie, natychmiast na osiągnięcia w lecznictwie. Z kolei mamy doskonałych lekarzy, ale kulejącą służbę zdrowia. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wyciąga stąd wniosku o słabości współczesnej medycyny. Przeciwnie nawet. Zwykli ludzie mają świadomość przepaści między osiągnięciami nauki a realiami. Przepaść wynikającą zarówno z niemożności poniesienia ogromnych nieraz nakładów, jak i, co jest częstsze, – z nieudolności, błędności rozwiązań ustrojowych, systemowych, organizacyjnych.

W sprawach ekonomii i gospodarki, dotykających przecież codziennie każdego z nas – nie ma takiej jasności. Wręcz przeciwnie. Nawet na szczytach władzy i hierarchii nie odróżnia się ekonomii od gospodarki, nauki i jej pryncypiów od realiów gospodarczych i z całkowitą beztroską używa się tych terminów zamiennie, nie dbając o konsekwencje takiej dezynwoltury dla umysłów, dla mentalności słuchaczy i czytelników. Jeśli pada wobec zgromadzonych tłumów zdanie, że „ekonomia jest dziedziną naruszania sprawiedliwości, bo funkcjonuje najlepiej przez korupcję” – to skutki takich stwierdzeń i takiego pomieszania pojęć stają się wręcz nieobliczalne. Nieobliczalne w płaszczyźnie światopoglądowej, gdyż prowadzą do generalnej negacji ekonomii jako nauki przez zwykłych ludzi, do powszechnego braku zaufania w sprawach gospodarki. Nieobliczalne z punktu widzenia obiektywnej prawdy, która jest przecież zupełnie inna i ukazuje przepaść między dorobkiem i pryncypiami nauki a wykrzywioną przez dziesiątki lat komunizmu moralnością gospodarczą i polityczną. Cytowane stwierdzenia pogłębiają jedynie nieporozumienia i zwiększają społeczne, a także materialne koszty ich przezwyciężania. Nie można się wtedy dziwić rozprzestrzenianiu się z gruntu fałszywego poglądu, jakoby ekonomia była nauką podejrzaną z etycznego punktu widzenia, jakoby w gospodarce normą było naruszanie prawa, działania nieetyczne, a nawet nieuczciwość. Praktyczne szkody wynikające z takiego podejścia są nie do przecenienia. Pogarszają one już na starcie położenie społeczeństwa ulegającego takiemu destrukcyjnemu myśleniu w porównaniu z mniej indoktrynowanymi sąsiadami.

Rezultatem stawiania znaku równości między rzeczywistością gospodarczą a ekonomią jako nauką – jest oczywiście społeczna degradacja problematyki ekonomicznej, brak zainteresowania dla współczesności i przyszłości gospodarki, prymitywizacja wystąpień na tematy gospodarcze. Prowadzi to do osłabienia potencjału intelektualnego Polaków w konfrontacji z problemami współczesnego świata i do porażek gospodarki polskiej w współzawodnictwie z krajani bardziej uporządkowanymi, także intelektualnie.

Degradacja ekonomii jako nauki i problematyki gospodarczej w umysłach i realiach polskich – to jeden z największych sukcesów marksizmu i rzeczników socjaldemokratycznej „trzeciej drogi” ustrojowej. Jest rzeczą zastanawiającą, jak wiele umysłów potrafił w sprawach gospodarki zainfekować marksizm, doktrynę oparta na nienawiści i destrukcji, nie oferującą niczego innego poza totalitaryzmem. Można się tylko dziwić, jak daleko poza nawias wyrzucono wspaniały i niepodważalny dorobek Adama Smitha, jednego z najwybitniejszych umysłów czasów nowożytnych, pod hasłem jego rzekomej nieaktualności po ponad dwustu latach. W wielu środowiskach najwygodniej było powierzchownie, werbalnie odciąć się od marksizmu, równocześnie ulegając jego treściom i izolować się „na wszelki wypadek” od podejrzanej ekonomii „burżuazyjnej”.

Tymczasem wystarczyło sięgnąć do Teorii uczuć moralnych (Theory of Moral Sentiments) Adama Smitha z 1759 roku, by się przekonać o ogromnej trosce autora o etyczne aspekty gospodarki, zwłaszcza rynkowej. Adam Smith trafnie dostrzegł, że troska o własny interes, o dobrobyt – jest naturalną i nieusuwalną cechą człowieka, że problem nie polega na zastąpieniu egoizmu utopijnym altruizmem i równością, lecz na znalezieniu najkorzystniejszego, najbardziej opłacalnego społecznie ujścia dla indywidualizmu ekonomicznego, bowiem tylko on jest gwarantem dynamizmu i postępu.

Takim rozwiązaniem służącym dobrze zarówno jednostce, jak i społeczeństwu, jest gospodarka rynkowa. Stwarza ona warunki dla osiągania indywidualnego sukcesu, ale wymaga dobrego, jednoznacznego prawa. Kluczowe znaczenie miało tu uznanie prawa do zysku, prawa do akumulacji i bogacenia się, uznanie przedsiębiorczości i zarządzania za czwarty czynnik produkcji. Problem polega bowiem na optymalnej kombinacji czynników produkcji, na umiejętności ich łączenia i racjonalnego wykorzystywania. Nie może tego zapewnić gospodarka nierynkowa, nie dysponująca wiarygodnym rachunkiem ekonomicznym. Dyskwalifikowanie zysku jako niepożądanego rezultatu rzekomego wyzysku jest tu zasadniczym nieporozumieniem. Przejawów bezwzględności i chciwości poszczególnych biznesmenów nie wolno generalizować i uważać za argument przeciw kapitalizmowi w ogóle. Bez zysku nie ma inwestycji, nie ma dynamiki, nie ma rozwoju. Gospodarka państwowa i „trzecie drogi” zawodzą w tym zakresie na naszych oczach.

Wszystko wskazuje, że czas najwyższy przypomnieć, że ekonomia jest nauką podejmującą szczególnie trudne wyzwania, nieporównywalne z izolowanymi od otoczenia badaniami laboratoryjnymi. Ekonomia bada, wykrywa i określa prawidłowości i imponderabilia racjonalnego gospodarowania ograniczonymi zasobami. Stara się rozszyfrowywać teraźniejszość i warunki rozwoju gospodarki, ułatwiając w ten sposób podejmowanie decyzji. Nie jest to bynajmniej łatwe, chociażby w obliczu ogromnej zmienności warunków gospodarowania. Ekonomia to nauka, która zakłada obiektywną racjonalność działań i zachowań, a nie relatywizację prawa, czy tolerowanie przestępczości. Stara się przewidywać procesy gospodarcze z uwzględnieniem wielu czynników, w tym także psychologicznych. Przewidywanie określonego odsetka „szarej strefy” w gospodarce nie oznacza jednak jej moralnej akceptacji. Ekonomia zakłada przestrzeganie pryncypiów etycznych, a nie ich obrażanie. Przestępczość gospodarcza nie ma swego źródła w ekonomii, lecz w słabości natury ludzkiej, która widoczna jest szczególnie wyraźnie w gospodarce nierynkowej, scentralizowanej, totalitarnej To nie honorująca ekonomii błędna polityka ustrojowa, gospodarcza, legislacyjna skłania do działań i zachowań nieetycznych, Jakże często aparat władzy i twórcy prawa nie znają ekonomii i nie są zdolni do właściwej kwalifikacji działań i zdarzeń ekonomicznych. Sprawa Romana Kluski, twórcy „Optimusa” największej polskiej firmy komputerowej, jest tego wymownym przykładem.

Przypomnijmy więc raz jeszcze, że ekonomia zakłada honorowanie pryncypiów etycznych, a nie ich obrażanie. Przestępstwa gospodarcze są takimi samymi przestępstwami, jak każde inne. Natomiast ekonomia jako nauka pomaga nam w dostosowaniach do skomplikowanych realiów gospodarczych i w osiąganiu w tych warunkach – sukcesu.

Koszty nieporozumień i ignorancji, zarówno na obszarze ekonomii jako nauki, jak i w zakresie polityki gospodarczej są bardzo wysokie i ich obniżenie leży w najlepiej pojętym interesie społecznym. Nie wmawiajmy sobie jednak, że uzdrowienie sytuacji na tych obszarach wymaga jakichś ustępstw i korekt ekonomii jako nauki, a zwłaszcza uzupełniania jej hasłami i postulatami moralnymi. Ekonomia jako nauka tego nie potrzebuje. Prezentuje ona po prostu stan wiedzy w zakresie mikro- i makroekonomii i pozwala na racjonalne przewidywania i dostosowania podmiotów gospodarczych. Z moralnością gospodarczą jest natomiast gorzej w świecie polityki. Niemoralni są ci politycy, którzy się nie uczą, którzy podejmują decyzje niezgodne ze stanem wiedzy, chowają przed trudnościami głowę w piasek i obciążają ekonomię winą za niepopełnione grzechy.

Polska inteligencja i intelektualiści mają na tym polu szczególnie wiele do zrobienia. Społeczeństwo polskie, izolowane przez pół wieku od gospodarki rynkowej, od normalności gospodarczej, musi się nauczyć myśleć w kategoriach indywidualizmu gospodarczego, a nie państwa opiekuńczego, na które nas nie stać i które przechodzi do przeszłości także w krajach od nas znacznie bogatszych. Do tego jednak konieczna jest pełna rehabilitacja gospodarki rynkowej, prywatnej własności, zysku, inwestycji i prywatnego majątku. Wobec tego życzmy sobie trzeźwienia.

Wacław Wilczyński
(27 listopada 2006)

(Powyższy tekst jest wykładem wygłoszonym podczas I-szej Międzynarodowej Konferencji „Etyczne fundamenty gospodarki” zorganizowanej przez PAFERE w październiku 2003 roku w Krakowie. Stanowi on fragment książki „Etyka a rozwój gospodarczy”, którą zamówić można na stronie internetowej Wydawnictwa ARWIL Publikujemy go za zgodą wydawcy)

Wacław Wilczyński – (ur. 1923), absolwent Akademii Handlowej w Poznaniu. Już w latach 50. ub. wieku publikował teksty „rewizjonistyczne” w stosunku do funkcjonującego systemu gospodarczego. W latach 1968-1970 wykładał na katolickim uniwersytecie w Leuven (Belgia). Na przełomie lat 70. i 80. ub. wieku był konsultantem w pierwszym zespole reformatorskim Leszka Balcerowicza. Po ogłoszeniu stanu wojennego wystąpił z PZPR. Był członkiem Rady Ekonomicznej przy rządzie Tadeusza Mazowieckiego. W latach 1993-1997 stał na czele Rady Ekonomicznej przy prezesie Narodowego Banku Polskiego. Jest felietonistą tygodnika „Wprost”


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *