Postęp czy podstęp?

Mężu, otworzysz wino, czy mam poprosić mężczyznę? - spytała ciocia nauczona życiowym doświadczeniem, że do wszystkiego trzeba fachowca Czytaj więcej »

 

Emerycie, zostań w domu!

Rząd przedstawił kolejny zarys swego programu, którego celem jest powrót gospodarki na ścieżkę szybkiego wzrostu. Rosnące w zawrotnym tempie bezrobocie, ogólna stagnacja gospodarcza spowodowały, że ministrowie Leszka Millera proponują rozwiązania kryzysu sypiąc pomysłami wyciąganymi niczym asy z rękawa.

Minister zdrowia Mariusz Łapiński mówi o tym, aby rozważyć możliwość wprowadzenia opłat za korzystanie z usług lekarskich przez kierowców, którzy ulegli wypadkom. Zaraz po nim swoją inicjatywę prezentuje wicepremier Pol, którego koncepcja dotyczy z kolei planów budowy sieci autostrad. Mimo, że w 1995 roku był jednym z inicjatorów zmiany sposobu pobierania podatku drogowego i zwolennikiem wprowadzenia akcyzy, którą kierowcy płacą w cenie benzyny, uznał ostatnio, że to stanowczo za mało. Po sześciu latach od tamtego czasu wicepremier proponuje kolejne obłożenie podatkiem kierowców. Tym razem w formie wykupywanej przez nich corocznie tzw. winiety, czyli naklejki na szybę, która będzie warunkiem poruszania się po drogach w Polsce.

Na tym nie koniec pomysłów ministrów. Nie chcąc pozostać w tyle za kolegami, swoje pomysły przedstawił w zeszłym tygodniu również Minister Pracy, pan Jerzy Hausner. Ujawnił on, że poważnie należy rozważyć wprowadzenie zakazu pracy dla emerytów i rencistów pobierających świadczenia emerytalne.

Obecnie wiek emerytalny to odpowiednio 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Po przekroczeniu tej bariery wiekowej nie wszyscy chcą jednak spędzać swą jesień życia w domu, w fotelu przed telewizorem. Bywa to czasem powodem ich dalszej aktywności zawodowej. Często przyczyną pracy są względy ekonomiczne, gdyż za wypłacane przez państwo świadczenie część z nich nie dożyłaby kolejnej wizyty listonosza z emeryturą. Częsta w dzisiejszych czasach jest również sytuacja, że dochody z pracy starszego pokolenia pozwalają na lepszą egzystencję rodziny trzypokoleniowej.

Przepisy obecnie obowiązujące pozwalają na pobieranie przez emerytów wynagrodzeń z dwóch źródeł, choć są oczywiście pewne ograniczenia tego stanu rzeczy. Gdy roczny średni zarobek starszej osoby nie przekroczy w ciągu roku 70proc. miesięcznego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, wówczas państwo zostawia takiego emeryta w spokoju. Biorąc pod uwagę, że przeciętne płaca w zeszłym roku wyniosło ok. 1400zł można stwierdzić, że jest to górna granica zarobku emeryta na którą państwo daje przyzwolenie. Jak zarabia więcej, to zaczyna się już wówczas problem. Dla emeryta, rzecz jasna. Jeśli bowiem jego dochody przekroczą 130proc. przeciętnego wynagrodzenia, czyli na dzień dzisiejszy ok. 2660zł, wówczas wypłata świadczeń emerytalnych jest zawieszana. Nie jest istotny fakt, że przez kilkadziesiąt lat każdy z dzisiejszych emerytów płacił, co prawda pod przymusem, pieniądze na swą emeryturę. Jeśli zarobi więcej, listonosza z odcinkiem do podpisu nie ujrzy, chyba że przestanie pracować lub dochody z drugiego źródła ulegną zmniejszeniu. W przedziale pomiędzy 70, a 130 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce emerytura jest proporcjonalnie zmniejszana.

Jak wskazują statystyki GUS-u w zeszłym roku ponad 1,1miliona emerytów i rencistów pobierało równocześnie dochody z dwóch źródeł. Stanowi to prawie jedną trzecią liczby zarejestrowanych dziś bezrobotnych. Według ministra Hausnera są to potencjalne miejsca pracy dla dzisiejszych bezrobotnych, szczególnie zaś tych, którzy nie mają żadnych źródeł dochodu, nawet prawa do tzw. zasiłku. Jego zdaniem jest to wystarczający powód do tego, aby pewnej grupie społecznej, w tym wypadku emerytom, zabronić pracować. Oczywiście nikt nie powie głośno, aby emeryci siedzieli cicho w domach, a najlepiej żeby zrozumieli trudną sytuację budżetu i poumierali, gdyż przysłużą się w ten sposób do wcale niemałych oszczędności w wydatkach państwowych. Dlatego minister mówi o cofnięciu przywileju dla pracujących emerytów lub stworzeniu takich barier, aby zatrudnianie osób w podeszłym wieku stało się po prostu nieopłacalne.

Jednym z powodów, dla których pracodawcy chętnie zatrudniają osoby starsze są niższe koszty pracy. Aby zwiększyć szansę zatrudnienia bezrobotnych minister chce, aby podnieść np. 10-krotnie składkę na Fundusz Pracy płaconą przez pracodawcę zatrudniającego emeryta. Ma to spowodować, że pracodawcy będzie bez różnicy kogo zatrudnia, gdyż koszta pozapłacowe będą te same. Wiadomo jednak, że młodzi wykonają każdą pracę lepiej, szybciej i taniej, więc idąc tokiem myśli ministra możemy być pewni, że nagle wszyscy emeryci wrócą do foteli zostawiając miejsca pracy chociażby komuś z programu rządowego pod nazwą „Pierwsza praca”.

Ale czy taki scenariusz jaki marzy się ministrowi Hausnerowi jest możliwy?

Wydawać się może, że bardziej prawdopodobne jest to, że pracodawcy, albo zaczną zatrudniać osoby starsze na czarno, albo w ogóle nikogo nie zatrudnią na ich miejsce. Bo skoro nie zatrudniają młodzieży ze względu na wysokie koszta pracy, to nie zatrudnią ich tym bardziej, gdy one wzrosną. Co ciekawe chcąc zrównać w szansach osoby młode i stare, nikt z ministerstwa pracy nawet nie zająknął się, że może by tak zmniejszyć koszty zatrudnienia osób w wieku przedemerytalnym do kosztów jakie ponosi się w przypadku zatrudniania rencistów. Inaczej pisząc, czy nie lepiej byłoby po prostu obniżyć wszelkiego rodzaju składki na ZUS, KRUS, Fundusz Pracy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, czy też FUS? Wówczas nie tylko emeryci, ale i młodsi wiekiem byliby chętniej zatrudniani niż dziś. Poza tym skoro zatrudnia się tę grupę ze względu na niskie koszty jakie się w związku z tym ponosi, to zdrowy rozsądek podpowiada, że należy je obniżać wszystkim, a nie je podwyższać tym szczęściarzom, którzy mogli dzięki temu dorobić parę groszy.

Możliwość podniesienia składek to tylko jedna z trzech możliwości forsowanych przez ministra. Druga możliwość, która mogłaby skutecznie zatrzymać osoby wiekowe w domach to obniżenie dopuszczanego dochodu z drugiego źródła do 70proc., ale już nie przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, lecz najniższego. Gdyby je przekroczył, emerytury nie ujrzałby do czasu, aż ponownie pozostawi miejsce na kurczącym się rynku pracy młodszym. Gdyby i ten wariant nie poskutkował, Jerzy Hausner ma w rękawie ostatecznego asa. Proponuje wprowadzenie całkowitego i powszechnego zakazu osiągania jakichkolwiek dochodów, poza tym co daje łaskawie państwo, pardon – co się wypracowało w ciągu kilkudziesięciu lat pracy. „Problem” pracy emerytów byłby wówczas całkowicie rozwiązany i aż dziw, że minister chce próbować jakichś półśrodków zamiast od razu powiedzieć jasno i zdecydowanie: Emerycie! Nie wychylaj nosa z domu!

Paweł Toboła-Pertkiewicz


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *