Nadzieja i krytycyzm

Z wielką nadzieją sięgnąłem po książkę Grzegorza Malinowskiego >>Nierówności i wzrost gospodarczy<<, jako że tytuł wielce obiecujący, a tematyka bliska moim zainteresowaniom Czytaj więcej »

 

III Rzeczpospolita – kanty okrągłego stołu

Publikujemy ostatni już artykuł nadesłany na konkurs: “III Rzeczpospolita – czas sukcesu czy zmarnowanych szans?“…

Historia III RP zaczyna się w momencie, gdy władza totalitarna odrzuciwszy swoje wieloletnie tradycje uświęcone krwią ofiar, miast opozycję spałować i posadzić do pudła (albo na odwrót), posadziła ją przy Okrągłym Stole. Tym śmiałym posunięciem dokonano za jednym zamachem zapłodnienia in vitro oraz aborcji. Metodą in vitro w socjalistycznej PRL pojawiła się nieludowa wersja demokracji. Z kolei społeczne złudzenia, że wreszcie będzie normalnie, poddano w ramach kuracji radykalnej aborcji, zaś Bogu ducha winny mebel w kolistym kształcie, dla myślącej części społeczeństwa stał się symbolem kantu wszech czasów.

Pamiętnego 4 czerwca 1989 r. społeczeństwo tego jeszcze nie wiedziało i pełne nadziei tudzież wiary w lepsze jutro, biegiem popędziło do urn wyborczych podpisać się krzyżykami pod uzgodnieniami zawartymi właśnie przy owym wykołowanym stoliczku bez nakrycia. Wybrawszy wcześniej zatwierdzony parlament kontraktowy Polacy w swym mniemaniu odrzucili socjalizm z „ludzką twarzą” i gołą d…, zaś komunizm upadł, by dalej transformować ustrojowo. Tym razem jednak fazy dziejów miały wyznaczać nie dekady genseków, tradycyjnie kończące się pałowaniami społeczeństwa, ale kolejne premiery premierów. Co oceniając z perspektywy czasu okazało się być jedynie zmianą kosmetyczną, takim face – liftingiem.

Dla opisu gospodarczych dziejów III RP kolosalne znaczenie ma freudowska pomyłka Tadeusza Mazowieckiego, który jako pierwszy, i jak dotąd jedyny, niekomunistyczny premier przyznał, że gospodarka polska jest w równie opłakanym stanie, co on sam. Oba stany wymagały stanowczych działań, które zresztą zostały podjęte. Z tą różnicą, że odstawiony na boczny tor życia politycznego ojciec chrzestny „grubej kreski” dla świństw „cienkich Bolków” ma się dobrze, a mówiąc o gospodarce narodowej uzasadnione jest używanie trybu czasu przeszłego. Te części majątku narodowego, wypracowanego przez kilka pokoleń Polaków, których nie zawłaszczyły pasożytnicze spółki nomenklaturowe, zostały poddane bezwzględnej prywatyzacji. I choć sprzedano już prawie wszystko, to nikt nie wie za ile oraz gdzie się podziały pieniądze z prywatyzacji. Losy polskiego przemysłu stoczniowego pokazują, że również nie zawsze wiadomo, kto kupił i czy nie zapomniał zapłacić. Zresztą już sprawa Pewex’u, który zniknął razem z dewizami, pokazała, że z Zachodu czasem przychodzą takie nowości, o jakich się filozofom nie śniło.

Ponieważ Polacy jak wiadomo nie zdecydowali się na wykupienie swojego majątku narodowego, przeto po jego prywatyzacji przyszedł czas przejęcie przez państwo kontroli nad sektorem prywatnym. Wystarczyło kilka reform ministra Leszka Balcerowicza i ci, którzy myśleli że praca na własny rachunek popłaca, srodze się rozczarowali bankrutując. Wprowadzanie coraz to nowych wymogów, koncesji, pozwoleń, obciążeń fiskalnych i coraz bardziej wyszukanych kontroli skarbowych umocniło władzę władzy nad przedsiębiorczością społeczeństwa, nakładając solidny kaganiec biurokratyzmu. Odpowiadało to zresztą całkowicie wprowadzanemu modelowi gospodarczemu – obywatel ma płacić podatki na wszystkie dziedziny życia kontrolowane przez państwo, aby potem mógł odpłatnie korzystać z usług budżetówki. Ostatnim spektakularnym osiągnięciem tej polityki gospodarczej jest komercjalizacja służby zdrowia. Warto zwrócić uwagę na fakt, że  mimo komercjalizacji nikt nie wspomina o zmianach w systemie podatkowym. W ów system gospodarczy doskonale za to wpisują się kolejne „dziury budżetowe”, których pochodzenia wobec całkowitej prywatyzacji sektora publicznego racjonalnie wyjaśnić się nie da, a które podatnicy mają zaszczyt zapełniać. W końcu dekrety nacjonalizacyjne prezydenta Bieruta ciągle jeszcze nie zostały unieważnione. Nad całością czuwa Unia Europejska ze swymi agendami, która za wpłacane przez Polskę składki wydaje normy i kosztowne nakazy, wprowadza limity produkcyjne, nakłada kary i wydziela szczodre dotacje, z których trzeba się dokładnie wyliczyć. Ponieważ w ostatnim czasie okazało się, że wielkość dotacji spada a wysokość składki wzrasta, więc wiemy, że polska składka w Brukseli jest dobrze konsumowana. Zresztą już samo wstąpienie w szeregi Unii Europejskiej spowodowało cudowne zmniejszenie bezrobocia. Kto powiedział, że w bardziej cywilizowanych  krajach Unii nie potrzeba taniej siły roboczej?

Zawrotną wręcz karierę po 1989 r. zrobiły za to różnorakie wolności. Przede wszystkim rozwinęła się na niespotykaną w naszych dziejach skalę wolność słowa. Ale jako że nie od razu Kraków zbudowano, więc na razie najczęściej można ją spotkać wśród polityków do woli swobodnie traktujących swoje obietnice wyborcze. Wolno im obiecać wszystko, ale nie wolno się domagać od nich spełnienia obietnic. Politykom dzielnie sekundują w tym wolnościowym procederze niezależne media, które są tak „opiniotwórcze”, że aż podkreślenia wymaga ich niezależność nie wiadomo od czego. „Przypadkowe społeczeństwo” rzecz jasna też w owej wolności słowa może partycypować, pod warunkiem, że zgodnie z wytycznymi medialno – politycznych autorytetów nazywa „bydłem” i buczy na tych, których akurat trzeba tak nazwać i na których wypada buczeć. Dzięki dobrej organizacji prasy społeczeństwo wie, co komu, i wszystko jest równie proste, jak podatek liniowy od cudu gospodarczego.

Nader mocno rozwinęło się w pewnych warstwach społeczeństwa poczucie wolności i godności osobistej. Szczególnie jest ono widoczne przy kolejnych aferach, w jakie nasi ewidentnie za drodzy politycy wciąż się pakują z dziecinną naiwnością. Ile by afer nie było, tylu wyroków skazujących nie będzie. No chyba, że ułaskawienie już podpisane. Podobnie zresztą rzecz ma się w kwestii odpowiedzialności, choćby moralnej, za swoje czyny byłych donosicieli byłej bezpieki. Jednym i drugim włos z wallenrodowskich skroni spaść nie może, gdyż zaszkodziłoby to ich zdrowiu, jak zauważył swego czasu rząd brytyjski odmawiając wydania stalinowskiej prokurator, mającej na rękach krew polskich patriotów. Widać Polakom zbrodnie komunistycznych bandytów na zdrowie nie szkodziły.

Ogromnym skokiem cywilizacyjnym okazało się nowe spojrzenie na kwestie suwerenności i niepodległości. Za zgodą upadającego imperium sowieckiego ziemie polskie opuściła dwukrotnie je wyzwalająca w czasie drugiej wojny światowej i stacjonująca od tamtych wydarzeń Armia Czerwona, która w 1981 r. groziła ponownym wkroczeniem. Stojące na straży niepodległości Wojsko Polskie już prawie udało się zlikwidować, ale za to Polska należy do NATO, w ramach którego „w razie jakby co” obrony niepodległości Polski podejmie się bratnia Bundeswehra. Nie jest przy tym do końca przesądzone, czy swoje działania tradycyjnie uzgodni z bratnim narodem radz…, przepraszam – oczywiście rosyjskim. Zgoda i wzajemne zrozumienie, z jakimi oba państwa współpracują nad kwestią niezależności energetycznej Polski zdają się sprawę przesądzać. Najwyraźniej zresztą jakieś ostateczne decyzje już zapadły, przynajmniej w zakresie poglądów lokalnych władz w Warszawie na temat niepodległości, skoro robią wszystko, by się jej jak najszybciej zbyć.

Niezwykłego znaczenia dla Polaków nabrała obrona praw człowieka. Wojska polskie w swej szczątkowej postaci są wysyłane w najbardziej egzotyczne zakątki globu, by tam bronić praw człowieka oraz zaprowadzać demokrację. Również na terytorium rodzimym są w tej dziedzinie poważne sukcesy. Szczególnej ochronie podlegają już prawa wszelkich mniejszości, a samo dopominanie się o prawa większości, nie daj Boże narodowości polskiej, która ponoć jest czynnikiem decydującym w demokracji, stanowi zamach na prawa człowieka. Podobnie przedstawia się sprawa praw przestępców i ich ofiar, gdzie nazwisk przestępców podawać nie wolno, a ofiar – tak. W sądzie i mediach, podobnie jak w życiu, ofiary nie mają szans. Także w starciu ze stróżami porządku, którzy podejmowane działania w jakiejkolwiek sprawie zaczynają od uczciwego wyjaśnienia, że właściwie to oni nic nie mogą zrobić, żeby pomóc. No chyba, że zastrajkować. Lub po staremu przypałować.

Izolowani w mrocznych latach PRL–u Polacy odzyskawszy niepodległość zachłysnęli się zachodem. Dziś największym lapsusem towarzyskim wydaje się być jawne przyznawanie do polskości i dumy z tradycji i kultury narodowej. Budując z bratnimi ludami Unii Europejskiej nowego socjal–europejczyka, najlepiej jest wybrzydzać na wszystko, co polskie, a zwłaszcza na nazywanie siebie „Polakiem”. Przy czym w owej budowie Polska zaszła tak daleko, że jej obywatele są gotowi uwierzyć w każdy socjalistyczny banał, że „się należy” i dobrze zarabiający mają obowiązek utrzymywać itd., aż gotowi są zagłosować na każdego, kto obieca cuda, byle nie kazał pracować. Trudno się zresztą spodziewać czegoś innego po ludziach, którzy wierzą, że „publiczne” równa się „darmowe”. Niezwykła wiara Polaków najsilniej objawia się w przypadku polityków – co i rusz powstają i zyskują poparcie społeczne nowe partie polityczne, a działacze wciąż ci sami od lat.

Upadek komunizmu całkowicie przewartościował polską historiografię. I tak w jej nowej wersji Niemcy jawią się jako najważniejsze, po Żydach, ofiary niemieckiej III Rzeszy. Niska jakość pracy słowiańskich robotników przymusowych, masowo wywożonych do Niemiec, w połączeniu z powojenną eksmisją osadników III Rzeszy z terenów podbitych są niewybaczalnymi zbrodniami i domagają się zadośćuczynienia. Podobnie rzecz ma się w przypadku polskich antysemickich ekscesów, o których wieść się zachowała dzięki Polakom ukrywającym Żydów w czasie okupacji. Ale to już inna sprawa i nie należy jej z polskim antysemityzmem mieszać, a już broń Boże – zestawiać.

Zadośćuczynienia, a chociażby skruchy ze strony oprawców tradycyjnie nie wymagają polscy żołnierze i policjanci pomordowani przez NKWD w Katyniu i wielu innych miejscach kaźni. Podobnie rzecz ma się z ofiarami ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów z OUN–UPA na polskiej ludności Kresów Wschodnich. Tym niemniej w tej  drugiej sprawie warto odnotować przesunięcie powodów obstrukcji polskich władz z politycznych na humanitarne, a konkretnie wspólną organizację imprezy piłkarskiej.

Tak w skrócie można przedstawić „dokonania” III RP, w której jak w PRL–u nadal obywatel jest dla państwa, a nie na odwrót. Po 1989 r. Polska i jej władze nie starały się wykorzystać tego, co mimo wszystko zostało po poprzednim ustroju, nie starały się wykorzystać posiadanych atutów, konserwując zarazem najgorsze patologie poprzedniego systemu. Kolejne reformy edukacji de facto obniżają poziom wykształcenia Polaków odbierając im to, co było ich wielkim atutem. Biurokracja wszelkimi sposobami utrudniająca życie prywatnym przedsiębiorcom pasożytuje na tej części społeczeństwa, która jeszcze ma ochotę pracować. Sektor bankowy w całości praktycznie należy do obcego kapitału, co ma znaczący wpływ na gospodarkę. O dobrobycie, jaki nastał po 1989 r. świadczy skala emigracji zarobkowej po 2004 r. Ci, którzy przeklinali socjalizm często dzisiaj jako emeryci, w okolicach „pierwszego” jeszcze gorzej przeklinają „demokrację”, czego wymowa jest jednoznaczna. Nie ma się zresztą czemu dziwić, skoro na fundamenty III Rzeczpospolitej składa się dobra wola „towarzyszy” oraz transformacja ustroju socjalistycznego.

Jednakże nie wolno dać się zwariować. Obserwując zahaczające o sabotaż kretynizmy, będące wytworem zbiorowego wysiłku polityków wszystkich opcji, należy przyjmować pigułkę gorzkiej ironii. I mimo wszystko żywić nadzieję, że normalność jest przyszłością tego kraju, gdzie teraźniejszość należy do Palikotów, Niesiołowskich i im podobnych intelektualistów „dla opornych”.

Michał Nawrocki

Pozostałe artykuły konkursowe:

Norbert GałązkaNormalność, sukces i rozwój…

Mateusz Teska – III RP zrobiła ludziom wodę z mózgu…

Maciej Bukowski – III RP – od czerwonego socjalizmu do socjaldemokracji

Michał Szymański – III Rzeczpospolita – ale czy Polska?


One Response to III Rzeczpospolita – kanty okrągłego stołu

  1. Tadeusz napisał(a):

    Kiedyś, bardzo dawno temu, jakiś podrzędny, komunistyczny dygnitarz powiedział: „raz zdobytej władzy nigdy nie oddamy”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *