Katastrofalna lufa z historii

Prowizorka w Polsce jest najtrwalszym elementem krajobrazu, co widać po stawkach VAT – u Czytaj więcej »

 

Jak zdobyć władzę?

Wielu zwolenników wolnego rynku od lat zadaje sobie ogromny trud, by zaistnieć na polskiej scenie politycznej i zdobyć władzę. Efekty jak widać są raczej kiepskie. Co zrobić, by w końcu osiągnąć swój zamierzony cel? Warto przeanalizować różne możliwości. Ruch konserwatywno – liberalny w naszym kraju może wejść na najwyższe szczeble władzy za pomocą ustroju demokratycznego, ale jeśli to nie pomaga, to może siłą przejąć zarządzanie tym państwem. Możliwy jest też taki scenariusz, że ten ruch nigdy nie będzie rządził Polską, bowiem ktoś za nich zrobi całą robotę i zreformuje państwo na wzór kapitalizmu.

Wygrać w wyborach demokratycznych

Mimo że największe autorytety ruchu konserwatywno – liberalnego w Polsce (Janusz Korwin – Mikke, Stanisław Michalkiewicz) nie są zwolennikami demokracji, to zarówno oni, jak i zwykli członkowie partii wolnorynkowej akceptują i biorą udział w tym ponoć najlepszym ustroju politycznym.

Można teoretycznie założyć, że pójście do wyborów z jakąś dużą partią sprawi, że w polskim parlamencie pojawi się silna grupa, która będzie reprezentować nurt konserwatywno – liberalny. Patrząc na obecny parlament można tam znaleźć polityków o prawicowych poglądach. Nie odgrywają oni jednak ważnej roli. Dlatego koalicja z Platformą Obywatelską czy Prawem i Sprawiedliwością byłaby bardzo ryzykowna i raczej nie przyniosłaby żadnych korzyści dla zwolenników wolnego rynku.

Pozostaje zatem walka z tym potężnym układem z „okrągłego stołu” i kolejna próba przekonywania zwykłych ludzi do swoich racji. Ileż razy było to już czynione, a efekty jak zwykle były mizerne. Czy w takich demokratycznych warunkach, jakie mamy obecnie można jeszcze jakoś trafić do ludzi, by dostrzegli katastrofalną sytuację polskiego państwa? Bo przecież, aby wygrać wybory, trzeba przekonać do swojego programu jak największą liczbę wyborców. Takie są przecież oficjalne wymagania.

Największe autorytety ruchu konserwatywno – liberalnego głoszą jednak, że demokracja nie wygląda tak pięknie, jak to jest oficjalnie przedstawiane. Uważają oni, że rzeczywistą władzę w państwie polskim sprawują służby specjalne, nad którymi nikt nie ma kontroli. Te z kolei nie dążą do tego, by Polska mogła się rozwijać. Wręcz przeciwnie służby te wolą rozkraść całe państwo i sprzedać je komuś silniejszemu np. Unii Europejskiej.

Załóżmy zatem, że to służby specjalne są rzeczywistą władzą w demokratycznym państwie i to one decydują o tym, kto zostanie prezydentem, premierem, kto będzie miał duży wpływ na politykę. Taka sytuacja całkowicie zmienia postać rzeczy. Oznacza to, że aby wygrać wybory w demokracji należy zabiegać nie o poparcie jak największej grupy zwykłych ludzi, ale o poparcie służb specjalnych. To jest prawdziwy klucz do zwycięstwa. Dlatego ruch konserwatywno – liberalny, jeśli chce dojść do władzy w wyborach demokratycznych musi uzyskać zgodę przynajmniej większej części polskich służb.

Wyobraźmy sobie, że ruch wolnorynkowy zyskałby poparcie takiej „razwiedki”. Wówczas automatycznie sondaże wskazywałyby, iż Unia Polityki Realnej oraz Wolność i Praworządność są najbardziej popularnymi partiami w Polsce. Politycy konserwatywno – liberalni gościliby codziennie w opiniotwórczych mediach. W konsekwencji ruch wolnorynkowy wygrałby wybory parlamentarne i wtedy mógłby wprowadzać w życie swoje postulaty. Political fiction? Być może. Jednak jeżeli uznamy, że prawdziwą władzą w naszym kraju są służby specjalne, to właśnie do nich należy zabiegać o poparcie. Nie można przecież liczyć na tzw. lud, bowiem to nie on decyduje w demokracji. Ludzie w tym ponoć najlepszym ustroju politycznym na świecie są wykorzystywani jako maszynki do oddawania głosów w wyborach. Jest to smutne, ale niestety prawdziwe. Tymczasem zamiast robić z obywateli idiotów, można zdobyć władzę metodami niedemokratycznymi.

Zamach stanu

Skoro byli i obecni członkowie Unii Polityki Realnej nie są raczej zwolennikami demokracji, to może dobrym rozwiązaniem byłoby obalenie tego całego ustroju politycznego i wprowadzenie monarchii. Kiedyś w czasach niedemokratycznych do zamachów w celu przejęcia władzy dochodziło bardzo często. Nawet w historii najnowszej zdarzały się sytuacje, w których siłą przejmowano rządy w państwie.

Przykładem takiego współczesnego rozwiązania siłowego był pucz w Chile z 11 września 1973 roku. Trzyletnie rządy socjalisty Salvadora Allende doprowadziły to państwo do wielkiego kryzysu społecznego i gospodarczego. Chile stanęło nad przepaścią. Tym razem nie zdecydowano się na kolejną zabawę w demokrację, ale na postawienie sprawy jasno i wyraźnie – władzę w państwie przejęła wojskowa junta z generałem Augusto Pinochetem na czele. Po przejęciu pełni władzy przez Pinotcheta rozwiązano cały parlament, spacyfikowano tamtejszą opozycję. Stadion Narodowy w Santiago został przekształcony w obóz internowania, gdzie skierowano 130 000 osób. Zamordowano tam wielu ludzi, nikt nie martwił się o nieprzestrzeganie jakichś praw człowieka.

Do dnia dzisiejszego trwają spory o to, czy ten pucz był potrzebny? Zwolennicy demokracji uważają Augusto Pinotcheta za zbrodniarza, który zabił wielu niewinnych ludzi. Politycy o poglądach prawicowych uważają jednak, że ten człowiek słusznie uczynił, przejmując władzę w Chile. Udało mu się wyprowadzić państwo z kryzysu, wprowadzając tam rozwiązania wolnorynkowe.

Dziś organizacje lewicowe, bojownicy o demokrację i prawa człowieka tak łatwo potrafią oskarżać kogoś o to, że jest zbrodniarzem, że zabił tysiące niewinnych ludzi. Te same organizacje nie widzą niczego złego w rabowaniu obywateli z ich oszczędności za pomocą opiekuńczego państwa. Nie widzą też niczego złego w zadłużaniu państwa. Co jest większą zbrodnią? Zabicie fanatycznych zwolenników socjalizmu, czy obrabowanie wszystkich obywateli z ich pieniędzy i doprowadzanie państwa do ruiny gospodarczej? Jedno jest pewne – ta druga zbrodnia dokonuje się na naszych oczach w Polsce, choć mało kto zdaje sobie z tego sprawę.

Przykład Chile pokazuje, że w dzisiejszych czasach można dokonać takiego krwawego przewrotu, zyskując później zdrową gospodarkę kapitalistyczną. Pytanie tylko, czy w Polsce ktoś by się tego podjął? Sytuacja międzynarodowa jest w chwili obecnej dla nas nieubłagana. Jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, a od 1 grudnia 2009 roku przestaliśmy być państwem niepodległym. Zarówno Niemcy, jak i Rosja mają ogromny wpływ na polską gospodarkę i nie w głowie im jakieś niezapowiedziane przejęcie władzy. Poza tym w naszym wojsku nie widać takiej wyrazistej osoby, która zdecydowałaby się na taki chilijski pucz. Z resztą i tak większość wykwalifikowanych polskich dowódców wojskowych zginęła w wypadku Casy i Tupolewa.

Ruch konserwatywno – liberalny nigdy nie wygra

Może się przecież okazać, że zwolennicy wolnego rynku nigdy nie dojdą w Polsce do władzy. W zasadzie nie musiałoby to oznaczać jakiejś wielkiej tragedii. „Dorwanie się” do władzy to jeszcze żaden sukces. Nie ma przecież pewności, czy reformy gospodarcze by się powiodły. A co by było, gdyby po zwycięstwie UPR – u partia ta zaczęłaby postępować identycznie, jak obecne ugrupowania w polskim parlamencie? To może lepiej niech ruch konserwatywno – liberalny robi, to co dotychczas.

Reform wolnorynkowych nie musi przecież przeprowadzać partia konserwatywno – liberalna. Pamiętamy przecież słynną ustawę Mieczysława Wilczka, która przez chwilę dała poczuć Polsce oddech kapitalizmu. I najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że tej słynnej reformy wolnorynkowej dokonał członek Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej jeszcze za tzw. komuny. Także w III Rzeczpospolitej dochodziło do nietypowych zdarzeń. Idące do wyborów w duchu socjalistycznym Prawo i Sprawiedliwość zdecydowało się na częściową obniżkę podatków. Jak widać nawet w ustroju III Rzeczpospolitej, która urzeczywistnia zasady sprawiedliwości społecznej można przeprowadzić drobne zmiany w kierunku wolnorynkowym. Nie jest do tego potrzebny żaden UPR. Wystarczy, że rządzące w Polsce służby specjalne zażądają sobie takiej zmiany.

Ruch konserwatywno – liberalny chce zdobyć władzę w Polsce. Od wielu lat próbuje swoich sił w demokracji. Efekty są bardzo kiepskie. Kiedy pojawi się korzystna sytuacja międzynarodowa może postawić wszystko na jedną kartę i pójść w ślady Augusto Pinocheta w Chile. Ale najbardziej prawdopodobne jest to, że ten wspaniały ruch nigdy nie zdobędzie władzy. Nie oznacza to jednak, że ma zakończyć swoją misję. On musi istnieć i być przygotowanym na każdą sytuację polityczną. Czas pokaże, kiedy oficjalna i nieoficjalna władza wreszcie zmądrzeje. Ruchowi konserwatywno – liberalnemu pozostaje zatem dalsza walka i cierpliwe czekanie – w końcu nikt nie jest mądry, kto nie jest cierpliwy.

Mateusz Teska


41 Responses to Jak zdobyć władzę?

  1. Marko napisał(a):

    A jaka jest pewnosc, ze Korwin nie jest tez w tych sluzbach specjalnych i robia one „kontrolowana zadyme” z tzw. konserwatystami. Bolek W. tez bylo „robotnikiem i rewolucjonista” na pasku..

  2. mistrzu napisał(a):

    Nie ma żadnej, za to są pewne podejrzenia. Np. uparte popieranie Rosjan w każdej nadażającej się okazji, zgoda na oddanie milardów Żydom, ciągła krytyka PiSu, który przecież w porównaniu do Porażki Obywatelskiej był bardziej konserwatywno-liberalny i przynajmniej w jakimś stopniu próbował reprezentować polskie interesy. Jeśli Mikke na prawdę jest agentem, mającym na celu niedopuszczenie do dojścia polskiej prawicy (narodowej) do władzy, przez zagarnięcie najbardziej wartościowych ludzi i skazanie ich na marginalizacje, to trzeba mu przyznać, że robi to wyśmienicie.

  3. Marko napisał(a):

    Mistrzu

    Gratuluje komentarza. Ten caly UPR to swietny zabieg marketingowy i zabawa Szwindelmanow z Polakami. Przeciez pan K-M nawet nie kryje swojego hazarskiego pochodzenia…a to samo w sobie juz wyklucza popieranie interesow czysto polskich. Niestety na tanie chwyty nabieraja sie – chyba ze sie myle – nawet niektorzy autorzy tej strony.

  4. tadzio napisał(a):

    Oczywiście wszyscy jesteśmy w głębi duszy marzycielami i każdy chciałby zaznać sprawiedliwości jak z bajek o prawym choć surowym królu, który prowadzi swych poddanych drogą pomyślnego rozwoju, nie nadużywając danej mu(?) władzy.
    Ale jeśli otrząśniemy się z tego zauroczenia, to sami będziemy musieli przyznać, że wszystko co piękne abstrachuje od ludzkiej natury.
    To bowiem my wszyscy, ludzie, dla jednych najdoskonalsza forma istnienia białka, dla innych korona stworzenia boskiego – budujemy ten najlepszy ze znanych światów.
    To nasze zalety, a częściej przywary powodują, że tak trudno nam zaakceptować nasze własne dzieło.
    Jan Korwin Mikke i jemu podobni kabareciarze rozpościerając przed łatwowiernymi świetlane perspektywy życia w szczęśliwym niewolnictwie – przemilczają dyskretnie swoją pozycję w propagowanym systemie.
    Ot, takie proste. Każdy majętny będzie miał dobrze. A każdy, kto się nie leni będzie majętnym. Ci co się lenią, też będą mogli liczyć na wielkoduszność majętnych.
    Doskonałe co? Wszak najprostrze rozwiązania są zwykle najlepszymi.
    Tylko, że jakoś cholera w kilkatysięcy lat liczącej historii ludzkości, nigdy i nikomu nie udało się tego trywialnego planu urzeczywistnić.

  5. Marko napisał(a):

    Tadzio
    Plan jest prosty – depopulacja. Zamiana trojstopniowej piramidy na dwustopniowa. Czyli PANOWIE i NIEWOLNICY. Wlasnie szybko znika klasa srednia, ta najbardziej wazna w kazdym spoleczenstwie. Czuwaja nad tym – jak pisze autor materialu – sluzby spoecjalne do ktorych PO-wolano takze O-bywateli specjalnych – Czterech, rudego i jego psa.. Wszystko inne co szczeka jest tylko pomyslane aby odwaracac uwage ludu od prawdziwych dzialan i – co zauwazyl mistrzu – marginalizowac i kanalizowac prawdziwych rewolucjonistow.

  6. Heh! napisał(a):

    Dlatego sami powinniśmy się organizować. Ja jestem osobą młodą. Przyszłość należy do młodych i oni powinni rozdawać karty, w sprawach reform systemowych.
    Co do chazarskiego pochodzenia Korwina, to powstają pytania, ale z drugiej strony nie przesądza to osobistości JKM. Wiele osób pochodzenia chazarskiego, zasymilowało się ze społeczeństwem do tego stopnia, że ich korzenie już dawno ich nie interesują.

    Mnie w JKM rozwalają jego „pojedyncze” poglądy, które przeczą wartością patriotycznym lub interesowi społecznemu.
    Co jak co, ale o Korwinie jako patriocie, mówić nie można.
    Ja jestem patriotą i wybieram kapitalizm jako gwaranta wolności narodu i gwaranta dobrobytu, ale nie za cenę utraty suwerenności. Korwin raczej ma to głęboko w d.., dla niego liczy się tylko konserwatyzm a suwerenność jest potrzebna jedynie dla odizolowania się od socjalistów. Jeśli za cenę suwerenności mieli byśmy mieć wprowadzony kapitalizm, to Korwin nie miał by nic przeciwko temu czemu dawał już poparcie w w dawniejszych wypowiedziach.
    Drugą kwestią wydaje mi się sympatyzowanie Korwina z różnymi kołami biznesowymi czy masonerią anglosaską (nie mylić z masonerią francuską). Sympatyzowanie z ludźmi którzy odpowiadają za współczesną formę kolonializmu, w miejscu gdzie to nie Polska jest krajem kolonizującym jest mocno podejrzane.

  7. Marko napisał(a):

    Czas odejsc od okreslen typu kapitalizm, socjalizm, komunizm itp. To sa bzdurne wymysly roznych oplaconych doktrynerow.Zaden z nich nigdy nie poznal blizej realnego zycia szerokiej masy ludzi, ich potrzeb, a gdyby musial sam zajac sie wytwarzaniem czegokolwiek po miesiacu umarlby z glodu bo nie potrafilby nawet zasiac marchewki czy upiec chleba. Nie ma jednego systemu gwarantujacego zadowalajace rozwiazania. To co sie sprawdza najlepiej to poukladane proporcje miedzy aktywnoscia panstwa (zastrzezone obszary) i wlasnosci prywatnej. Obszar na jakim zyjemy musi implementowac taki system, ktory spelnia kryteria SKUTECZNOSCI i NAJPELNIEJSZEGO ZASPOKAJANIA POTRZEB ludzi tam mieszkajacych. Tego nie uczyni zaden ekstremalny wynalazek doktrynerski czy niewidoczna reka rynku. Najlepiej buduje wszystko zdrowy rozsadek zdrowo myslacego czlowieka. Problem jest tylko jeden – tych zdrowomyslacych ludzi nie dopuszcza sie za wszelka cene do wladzy. I mysle, ze JKM ma w tym bardzo wazny udzial..

  8. Heh! napisał(a):

    Tadzio, jatko nie udało się tego planu urzeczywistnić? Ogrom prymitywnych organizacji plemiennych był oparty na kapitalizmie. Obecnie w wielu społecznościach odizolowanych od świata zachodniego, mamy czysty kapitalizm. Każdy kto sobie tam coś wytworzy, to jest jego a nie kogokolwiek innego. I on może to sprzedawać lub rozdawać za darmo wg jego uznania.
    Ludzie prości ze społeczności odizolowanych potrafią żyć w kapitalizmie, a wykształceni i światli ludzie światowi zawsze mają jakieś zastrzeżenia i wprowadzają regulacje.
    Bo ktoś tam jest ubogi, bo ktoś tam jest mniej zaradny. Czy myślicie, że każdy żyjący w buszu jest świetnym myśliwym lub rybakiem? Nie.

    Ale wtedy znajduje sobie inne zajęcie i nie ma problemu z utrzymaniem rodziny.

    Jakby zachowana była zasada chcącemu nie dzieje się krzywda, również dla zwykłych szarych ludzi, to i kapitalizm zaczyna nagle funkcjonować bez zarzutu. Ludzie są wolni, mogą robić co chcą i potrafią sobie sami zapewnić zaspokojenie potrzeb socjalnych. Małe wioski w Amazonii czy w Azji egzystują o zasady kapitalizmu. Dopiero gdy przychodzą do nich rządy, zabierają im owoce ich pracy. A wszystko w imię jakiś regulacji socjalnych czy innych pierdół. Odbierana jest im ich własność. To jest jawna niesprawiedliwość robiona w imię „sprawiedliwości społecznej”.

  9. Heh! napisał(a):

    Oczywistym jest, że istnienie czystego kapitalizmu jest możliwe tylko w odizolowanych społecznościach. Ale im bliżej czystego kapitalizmu, tym lepiej dla społeczności. Jakiekolwiek zakazy i regulacje powinny odnosić się jedynie do rzeczy będących bezpośrednio zagrożeniem funkcjonowania państwa.

    Ale dlatego mamy polityków, i władze mające stać na straży porządku ustroju.
    Rozumiem że w obecnej sytuacji ciężko by było w Polsce uwolnić ceny energii, gdzie konkurencja na rynku jest iluzoryczna (nie wiem czy w ogóle na ten moment możliwa), ale to są rzeczy marginalne.
    A jeśli władza istnieje tylko aby coraz bardziej ograniczać, wolność i możliwości narodu, włącznie z odbieraniem prawa gospodarowania narodowi jego własnymi pieniędzmi to robi się naród niewolników.
    Konserwatyzm w połączeniu z liberalizmem gospodarczym jest bardzo twórczym systemem w moim odczuci, jest najlepszym systemem społeczno gospodarczym.
    Tylko w tym systemie nikt nie dostaje nic za darmo, więc nie można mówić że zapanuje ogólny dobrobyt. Zapanuje dobrobyt ludzi pracowitych. Lenie będą biedni, i z tym powinniśmy się pogodzić. Trudno żeby powtórzyła się sytuacja z PRL gdzie przychodziło się do pracy i kładło się spać na zapleczu albo piło wódkę, a nieduża pensja wpadała do kieszeni mimo wszystko.

  10. Marko napisał(a):

    Mlodzi ludzie maja dusze rewolucjonistow. Znam to z autopsji. Troche literackiej fikcji, wlasnych przemyslen i juz do szabelki. Z czasem jednak rzeczywistosc widzi sie bardziej racjonalnie. Dlatego opcja aktywnego panstwa w polaczeniu z UREGULOWANA a nie puszczona ze smyczy dzialalnoscia prywatnego kapitalu bedzie najlepszym rozwiazaniem.

  11. Heh! napisał(a):

    Problem w tym, że jak państwo bierze się za regulacje to reguluje wszystko od góry do dołu.
    A prawda jest taka, że regulacje potrzebne są może w 5% naszego systemu.
    Te regulacje są zaraźliwe i bardzo groźne tak dla gospodarki jak i prywatności obywateli, bo prowadzą do ostatecznej kontroli każdego aspektu życia. Regulować można czynniki szkodliwe dla kraju czy społeczeństwa, natomiast czynniki rozwiązywalne naturalnie należy pozostawić samym sobie. Aby wprowadzać niezbędne regulacje, mamy system prawny, ważne jest aby był czytelny i prosty.

    Przecież prawo musi obowiązywać, po to jest.

  12. xsior napisał(a):

    Mr. Mikke to zwykły zadymiarz, który w pisaniu radykalnych felietonów dla gówniarzerii znalazł sposób na życie.

  13. kamil napisał(a):

    odezwał się nienależący do tej „gównażerii” anarchokapitalista z frizony, małej sekty w której paranoja jest pierwszym przykazaniem. Cóż, do tego prowadzi kult indywidualizmu.

    dla mnie Mikke może być zadymiarzem i Wielkim Buddą w jednej osobie, nie przeszkadza mi to. Na nim się jeszcze nie zawiodłem. Jeśli sądzi Pan, że znalazł taki sposób zarobkowania, to proszę mnie oświecić, czy nie szkoda mu było paru milionów złotych wyrzuconych w kampanie wyborcze? Czemu Pan nie wystartuje? Z utęsknieniem czekam na kogoś mogącego zastąpić JKM, który przecież swoje lata ma i też pewnie wolałby w kominku palić i wnuki bawić, a nie uczyć „gównażerię”.

    Wypraszam sobie z tego miejsca, by jakiś noname z frizony szkalował osobę, dzięki której dowiedziałem się w ogóle, kto to Friedmann czy Mises i który dał mi przez to trop do Hayeka, Erharda i wielu innych.

  14. Marko napisał(a):

    Pan Kamil sie odezwal i od razu strzelil z grubej rurki. Cos tu jednak nie gra. Oto zaciekly zwolennik wszelkiej wolnosci zaczyna ograniczac i segregowac. I mowic kto ma kogo jak postrzegac i traktowac. Panie Kamil skoro juz ma byc totalny freedem made by friedmann to niech tez bedzie w ocenie tych, ktorzy chca nas do czegos prowadzic! Jak ktos, Panie Kamil postrzega JKM jako „boskie i nieomylne stowrzenie” to niech widzi, a jesli sa tacy, ktorzy zamiast boskosci zauwazaja „zabawe i kpiny” to chyba maja do tego prawo? zeby zaraz kasac ich za kostki?! Historia poucza, ze kult prowadzi do wypaczen i cierpien…leninizm, stalinizm, marksizm, hitleryzm..mozna tez napisac komunizm, socjalizm, neoliberalizm..Rozsadni zalecaja otworzyc oczy i dokladnie na nie przejrzec.

  15. Marko napisał(a):

    Heh – kazde ekstrema sa niebezpieczne. I tzw. panswto wpychajace swoj nos we wszystko i tzw. liberalizm, ktory przypomina wyscig szalencow bez liczenia sie z innymi. To tak jak jazda na autostradzie: zagrozeniem jest wariat bedzacy 250 km/h Porsche, ale tak samo niebezpieczny jest leming wlokacy sie na prawym pasie 60/70 km. Najrozsadniejszy wariant to cos pomiedzy tymi dwoma predkosciami. Tak czy nie?

  16. tadzio napisał(a):

    Panie Marko
    Bardzo trafne spostrzeżenia. Tak trzymać, i unikać emocji.

    Panie Heh!

    Wiem, że myślał Pan dobrze.
    Tylko tak się trochę źle napisało. To co Pan chwali to jednak nie kapitalizm – to wspólnota pierwotna.
    Nie twierdzę, że to coś złego. Przeciwnie – dopiero ambicja gromadzenia kapitału uczyniła z ludzi niewolników.
    A kiedy ten najbardziej pierwotny kapitalizm zdechł, to okazało się że bezpowrotnie.
    Bo jego cechą podstawową jest konkurencja.
    Wyścig do pieniądza zakładający…no właśnie.
    Zakładający wykoszenie konkurencji.
    Otóż wszyscy ci zasmarkani teoretycy tzw. wolnego rynku i kapitalizmu, nie biorą pod uwagę grzechu pierworodnego jakim obciążony jest kapitalizm.
    Marzeniem każdego kapitalisty (oficjalnie głoszącego potrzebę i zalety konkurencji) jest zniszczenie konkurencji. Zresztą, nawet gdyby o tym nie marzył, to jest to nieunikniona konsekwencja stałego i niepochamowanego rozwoju przedsiębiorstwa.
    I co dalej? Ano na rynku jak na polu bitwy pozostaje zwycięzca (ewentualnie dzieli je z kilkoma zawodnikami). W ten klasyczny sposób monopolizuje rynek, który przecież po to by dobrze służył klientowi, powinien być zrównoważony i pełen konkurentów.
    Tak więc największym wrogiem kapitalizmu jest kapitalista.
    A cała idea tzw. wolnego rynku to bajka o żelaznym wilku – może nawet pociągająca, ale tylko bajka.

  17. kamil napisał(a):

    postawienie neoliberalizmu obok stalinizmu dowodzi trzeźwości Pańskiego umysłu, Marco 🙂

    ps neoliberalizm – co to w ogóle znaczy, bo ja nigdy się nie dowiedziałem – to takie magiczne słowo-wytrych, używane gdy ukrywającym się staliniątkom brakuje możliwości wykazania, że „liberalizm też zabija”.

    Kult jednostki… Kultywowanie królów należy do chlubnej tradycji, także polskiej. Dlatego to lepiej niech Pan uważa z „jednostronną” oceną pewnych zjawisk 🙂

  18. kamil napisał(a):

    i wcale nie sądzę, iż Pan JKM jest nieomylny – on jest liberałem racjonalnym, ja jestem ordoliberałem. Sam wygoogluj Pan sobie, co to znaczy. Jestem jednak przeciwko „gównażerii” z frizony, która uznała, że jak już nie ma kogo winić za niepowodzenia myśli ko-liber, to trzeba winić jedynego, który jako tako z tą myślą jest kojarzony i jej broni. Ci ludzie jak Xsior nigdy nie wpadli na to, że myśl kolibra wszędzie ma równie ciężko albo nawet gorzej (w Austrii to zabili kolesia). Ron Paul ma niejedną parszywą gębę, a to przecież miły i spokojny staruszek. Panie Xsior, Panu to dopiero by pokazali ruski miesiąc, jakby miał Pan malutką siłę przebicia jak Pan JKM. Ale zdaje się Pan tego nie rozumieć, więc z zazdrości pieprzy Pan o „gównażerii”, co mnie odrobinę żenuję, ale i to określenie przyjmuję jako pokrętnie rozumowany komplement.

  19. Marko napisał(a):

    Panie Tadzio – dziekuje za trafny komentarz. Zeby poprzec Pana tezy o kapitaliscie – wrogu kapitalizmu powiem, ze jako praktyk od lat mam doczynienia z firmami prywatnymi (Panie Kamil, zero w nich panstwa, panstwowego udzialu- zeby Pan spokojnie spal), ktore nie robia nic jak tylko mysla (a wlasciwie ich wlasciciele) jak wykosic konkurencje. Na poczatek byly spotkania konkurentow „gdzies w lokalu” aby podzielic rynek, uzgodnic ceny, potem dla pewnosci wymieniono sie po cichu (nie wiedza o tym pracownicy firm) udzialami, jednak okazalo sie, ze to nie uspokoilo zapedow wlascicieli bo kazda ze stron chciala w tym ukladzie miec decydujacy glos co dalej. Wlasnie niedawno wrocono do pozycji wyjsciowych i zaczal sie inny wyscig o pozycje „lidera”. Jedna z firm szuka mocnego partnera zagranica a druga skumala sie z kolejna konkurencja krajowa i chca utworzyc holding, ktory swoim zasiegiem pokryje caly kraj. Kiedy rozmawia sie z wlascicielami tych firm, a sa one duze i wiodace na rynku w swoich segmentach, nie mowia o niczym innym jak o „ekspansji i zatluczeniu konkurencji”, takze zagranica, bo przymierzaja sie do wejscia na rynki oscienne. Pomijam juz fakt, ze w ciagu ostatich 15 lat liczba dostawcow do tych firm zmalala o 1/2 bo w miedzyczasie i tam kapitalisci wykosili ich konkurencje. Na rynku produktu X z 10 producentow zostalo 2 i juz teraz romansuja” ze soba jak sie polaczyc. Co wiecej powstala mysl aby handel i producenci stworzyli jedna wlasna wielka grupe, w ktorej podziela rynek i nie beda ze soba konkurowac. Panie Kamil % Co. wierzcie dalej w swoje bajki. Nie karzcie jednak ludziom osadzonym w realnej gospodarce bujac w oblokach.

  20. Marko napisał(a):

    Panie Kamil – to chyba Pan nie wie co to jest ordoliberalizm. Oto w swoim materiale „Glinany kolos podnosi sie z kolan” na tym portalu pieje pan z zachwytu nad dzialaniami felczerow ekonomii dr Ferkel & dr Schwesterwelle, ktore to jakoby maja prowadzic Niemcy do czasow Erhardta, ktore tak sie panu snia po nocach i za dnia. Niech pan sobie jeszcze raz przeczyta na tym swoim googlu kto to jest ordoliberal i porowna defnicje z rzeczywistoscia, jaka tworza w/w felczerzy gospodarczy. Jesli Ferkel & Guido, wynajeci za srebrniki lobbysci karteli, koncernow i roznych monopoli dzialaja dla dobra ordoliberalizmu to ja nie mam juz z panem o czym dyskutowac. Dlatego po przeczytaniu panskiego „optymistycznego kawalka” kilka dni temu pozwolilem sobie napisac, ze nie ma pan pojecia o niczym i ze glosi totalne bzdury. Jest tylko jedno na pana usprawiedliwienie – ze jest pan mlody i napakowany ideami, a idealizm jak wiadomo jest jak bielmo na oku – przeslaniaja prawdziwe pole widzenia.

  21. kamil napisał(a):

    ale ja nie mówię o staraniach Anieli i Gwidona. Pewne rzeczy dzieją się po części niezależnie od rządzących. Tak samo jak zakres zmian, które w swojej konwencji przeprowadzają Aniela i Gwidon nie wystarczy Niemcom nawet w małym procencie.

    Co do pańskiego przykładu tzw. zmowy i monopolu – Pan nic nie rozumie, tylko BREDZI. Zmowa i monopol są trwałe TYLKO I TYLKO WTEDY, kiedy rząd się w to wmiesza. Na wolnym rynku bez koncesji, pozwoleń, biurokracji żadna zmowa nie przetrwa długo, ponieważ „pieniądze nie leżą na ulicy” i zawsze znajdzie się ktoś, kto zbije cenę monopolistyczną. W dodatku, jeśli Pan myśli, że ze sobą konkurują tylko dwie firmy z najściślejszej branży, to hoho – pogratulować zmysłu do realekonomii. Wszystkie firmy prywatne konkurują o wszystkie zasoby w nationalekonomii. Oczywiście, tutaj też są problemy – ale znowu zrobione przez państwo – zeznania podatkowe, pozwolenia na pracę, opłaty manipulacyjne, przymusowe ubezpieczenia, płaca minimalna.

    Monopol i ograniczenie dostępu do zasobów dokonuje się w 99% dzięki rządom. A z tym 1% gospodarka rynkowa daje sobie radę, tak jak dała z kryzysem paliwowym w USA.

  22. Marko napisał(a):

    Panie Kamil – my tak mozemy w nieskonczonosc. Pan mnie, ja panu. Ja rozumie, ze pan sni o czyms idealnym, o jakims wzorcu, ktory powstal w glowach ludzi jak Friedmann czy JKM, ktorzy nigdy nie weszli do biura zadnej realnej firmy a tworzyli „na zlecenie” w zaciszu swoich kominkow, oplacani przez ludzi-demonow kapitalizmu (?) (tylko slepy nie zauwazy, ze Friedmann dzialal na zlecenie Rocke fellera, lobby producentow broni czy karteli narkotykowych, tylko slepy nie widzi, ze JKM tak naprawde osmiesza prawdziwy liberalizm). Nie pan dalej sobie BREDZI o swoich ideach z ksiazek, bo w sumie nie jest to grozne, choc tez jest strata czasu bo nie prowadzi do zadnego konkretnego celu a taki chyba gdzies ma pan w swojej glowie. Zmowa i monopol to typowy etap rozwoju i nic pan z tym nie zrobi. Niech pan sobie przeczyta co napisal Tadzio. „Zawsze pojawi sie ktos”…Panie Kamil firmy o ktorych wyzej napisalem sa tak potezne, maja taki majatek, ze nikt sie juz nie pojawi na rynku krajowym, kto im „podskoczy”. One przeszly etap od malego do wielkiego i teraz moga byc juz tylko wieksze i mocniejsze. Pan ze swoim sposobem myslenia tkwi – jak napisal Tadzio – ze wspolnocie pierwotnej. Czasy 100 szewcow, ktorzy mogli ze soba konkurowac i jak sie wyglupili to przyszlo kolejnych 50 i zmusilo ich do obnizki cen – to przeszlosc. Kto dzisiaj zamiesza na rynku firmom, ktore sa warte razem pol miliarda zlotych, maja stalych dostawcow, ktorzy podzielili rynek i stalych odbiorcow? Kowalski, ktory wlozy 10 tys zlotych i wystartuje jak ich konkurent? Milego dnia i wielu marzen Pane Kamil.

  23. tadzio napisał(a):

    Szanowny Panie Kamilu, czy ,może Pan podać przykład państwa z funkcjonującym wolnym rynkiem?

  24. kamil napisał(a):

    co do przeciwdziałań względem korporacji zaproponowałem w jednym z artykułów podatek od kosztów zewnętrznych. Jego konstrukcja jest dosyć skomplikowana i jest pochodną krzyżową małego podatku dochodowego i podatku pogłównego (tj od każdego pracownika) i mnożnika. Podatek ten obowiązywałby on dla każdej firmy powyżej pewnego pułapu zatrudnionych pracowników (500 osób wydaje mi się dobrą granicą).

    żeby uprościć, podam przykład:

    firma A o zatrudnieniu = 500 osób.
    firma B o zatrudnieniu = 2500 osób

    kwota ryczałtowa [50zł] X liczba zatrudnionych osób X mnożnik (obliczany na zasadzie: liczba pracowników/kwota bazowa=500).

    A zapłaci 50.000 zł podatku (50×500 X1 (500/500))
    B zapłaci 625.000 zł podatku (50×2500 X6 (2500/500))
    A+B osobno : 650.000 zł
    A+B razem (=3000 zatr.) : 900.000 zł (50×3000 X6 (3000/500))

    Efektem ubocznym, ale najbardziej pożądanym (bo podatek może spaść wskutek zmowy tymczasowo na konsumenta), takiej konstrukcji jest obciążenie korporacji księgowością i odpowiedzialnością oraz zniechęcenie do fuzji (kartelów itp). Dlaczego: ponieważ to korporacje generują największe koszty zewnętrzne (zużycie środowiska, zasobów, infrastruktury) oraz społeczne (związki zawodowe, nieelastyczność pensji realnych). Podatek od korporacji byłby w całości przeznaczony na infrastrukturę i ochronę środowiska (oczyszczalnie). Całość MUSI być wprzęgnięta w PEŁNY I RÓWNY dostęp do dóbr i zasobów, zarówno materialnych jak i pracowniczych. Bo tylko wtedy, kiedy rynek jest otwarty bez przeszkód, zmowy tracą sens. Wtedy zawsze znajdzie się cwana osoba, która wyczuje zysk. To wymagałoby np. rocznego zwolnienia z podatku dla nowowchodzących na rynek – żeby dać czas na dopasowanie się newcomer do rynku krajowego i możliwość konkurowania ze „zmawiającymi się”.

    Ponadto obowiązywałby wszystkie firmy podatek ryczałtowy/lub NISKI (10-15%) VAT (tutaj odnoszę się do Instytutu im. Adama Smitha). Zarejestrowana firma płaciłaby albo podatek ryczałtowy, albo VAT i sama musiałaby się określić, co wybrać – prosty ale pozbawiony przywilejów ryczałt, tudzież skomplikowany ale z możliwością odliczenia podatku VAT.

    Jak Pan widzi, wcale nie jestem za dekonstrukcją państwa i wcale nie jestem felczerem corporative order. Staram się jednak być pragmatykiem, dlatego każdą zmianę na lepsze, nawet jeśli byłaby to tylko zmiana klimatu – przyjmuję jako dobrą nowinę.

  25. kamil napisał(a):

    „lobby producentow broni czy karteli narkotykowych”

    no i lobby producentów samochodów, a także lobby wytwórców waty cukrowej… no i Friedmann wcale nie musiał być „od tych lobby” – to po prostu naturalna konsekwencja idei liberalnej i volentii non fit injuria.

    Pan ma jakieś skostniałe wyobrażenie o ekonomii. Tzn, ma Pan wyobrażenie, jakoby ekonomia krajowa była czymś skostniałym. Właśnie w Polsce upadł ORBIS. W Niemczech bankrutuje właśnie LIDL (15 miliardów długów), a Opel i niemieckie stocznie pływają na powierzchni tylko dzięki UE (ci to są dopiero korporacjonistami). Myli Pan bogactwo realne z giełdowymi indeksami, zmowę z ceną spoczynkową (końcową), mechanizmy rynkowe z bodźcami wywołanymi przez rząd, który pozwalając na rezerwę cząstkową wyczyścił z krajobrazu ekonomicznego małe banki a zostawił nieuczciwych roz-dysponentów cudzymi pieniędzmi, które następnie są pożyczane korporacjom. Jak mówił prof. Winiecki, „jak trzeba było coś spieprzyć, to na początku zawsze był rząd”. Ustanowi Pan wymóg 100% rezerwy bankowej i wymóg księgowości historycznej (a nie giełdowej) i zobaczy Pan, jak te korporacje będą się wiły z rozpaczy, tylko dlatego, że zmusi się je do elementarnej uczciwości. W USA owe „potężne” korporacje na kolanach przychodzą do rządów po subwencje – dlaczego nie dać im upaść? W Europie przez jest podobnie, tylko że Europa to żółw, który na bodźce reaguje bardzo wolno.

    PS Ma Pan taką „obszerną” wiedzę, to ja bym się zapytał, na czyje zlecenie działali: Tocqueville, Bastiat, Smith, Locke, Menger, Mises, Roepke, Hayek, Hanlitz, Rothbard?

  26. kamil napisał(a):

    Tadzio – Hongkong, Singapur, sprawy idą bardzo dobrze w Ameryce Środkowej (Panama, Kostaryka, Honduras), Nowa Zelandia (jeszcze), Paragwaj. Jak już mówiłem, wolny rynek Hansa Hermanna Hoppe to taki ideał, do którego należy dążyć, ale który niekoniecznie jest do osiągnięcia. Tak samo jak rekordy sportowe są ciągle do pobicia.

  27. tadzio napisał(a):

    Dziękuję. To mi wystarcza.

  28. Marko napisał(a):

    Panie Kamil zadna biurokracja i podatkami karnymi nie stworzy pan wolnej konkurencji na rynku. To co pan pisze przeczy zupelnie „boskiej rece wolnego rynku”. Pan chce znow cos regulowac, zbudowac aparat sledzenia, nacisku i zniewolenia. A czlowiek jest sprytny i tak znajdzie na to sposob. Majac taka zapore jaka pan opisal wyzej, kapitalista pojdzie do drugiego i dogadaja sie by stworzyc kilka firm dla pozoru, na ciocie, corki, tatusia, zone i diabli wiedza kogo. Stworza panu”idealny model” jaki pan tutaj wymyslil lub skopiowal od kogos. Tylko, ze to bedzie wszystko pozorna konkurencja. Poza tym ja panu jako praktyk mowie, ze na wielu rynkach nie ma zadnego sensu aby bylo tam wiele podmiotow „konkurujacych ze soba”. Sami ludzie tego nie chca. Prosty przyklad. Producenci czy handel detaliczny wzbrania sie od lat jak moze od wspolpracy od wiecej niz 2- max 3 dostawcow tej samej grupy surowcow lub produktow gotowych. Utrzymuje sie pewna ilosczewzgledow „bezpieczenstwa”, ale nie akceptuje sie juz kolejnych oferentow. Bo to oznacza dodatkowe problemy z ksiegowaniem, zamawianiem, nadzorem, logistyka, ewen. reklamacjami i wieloma innymi historiami. Lista jest dluga. Niech pan Panie Kamil pojdzie dzisiaj do piekarza np. w Pcimiu czy w Paryzu i zechce mu dostarczac make, cukier, sol, drozdze. Odpowiedz bedzie: dziekuje, ale my juz mamy swoich dostawcow i nowych nie chcemy. Niech pan taki sam ruch wykona do producentow piwa i sprzeda im chmiel, wode i butelki, albo niech pan sie uda do producenta czekolady i zaoferuje mu kakao, tluszcze, opakowania. Oczekuje pan, ze ktos kto ma od lat sprawdzonych dostawcow wykopie ich bo pojawil sie dostawca, kto mowi o wolnej konkurencji i dlatego nalezy od niego kupic? Bo ma cene nizsza? prosze pana dzisiaj wszyscy jada na takich niskich marzach, ze jesli ktos nowy zejdzie z ceny to sie sam utopi. To juz probowali rozni spece od teorii i odeszli w sina dal. No ale niech pan tworzy dalej swoje modele. Poczytac zawsze mozemy. Ps. Czy upadek (ewentualny) Lidla doprowadzi do tego, ze teraz tysiace Niemcow otworza swoja markeciki i beda konkurowac ze soba? Czy tez – jak to bywa – przyjdzie jakis bank lub stworzony sztucznie fundusz inwestycyjny i wykupi bankruta i dalej bedzie go prowadzil? Jak pan mysli, Panie Kamil – ktory warinat zwyciezy?

  29. kamil napisał(a):

    1. to, że nie jestem za „niewidzialną ręką rynku” wynika tylko z tego, że w obecnym kontekście niemożliwe jest jej natychmiastowe przywrócenie.
    2. niech robią, niech dzielą. z tego wynikają same kłopoty – większe (bo to trzeba jakoś kontrolować) niż z dodatkowych liferantów.
    3. na półkach sklepowych i gigantów supermarketowych można zauważyć zmiany. więc nie są przywiązani do dostawców. ponadto ceny żywności znajdują się obecnie w stanie spoczynku (równowagi) rynkowej, ale jeśli np. zlikwidować dopłaty do rolnictwa i zwolnić z 90% regulacji (każdej oprócz sanitarnej i karnej), to ceny żywności spadłyby – przez rok trwałby wyścig do nowej ceny spoczynkowej. Pan ciągle myli cenę spoczynkową z jakąś zmową czy podziałem rynku. To niezdrowe mieć takie nienaukowe paranoje.
    4. Problem w tym, że Lidl praktycznie jedzie już na takim funduszu pod egidą niemieckich banków. Mówię, należy zabronić wyceniania firm na podstawie giełdy, wtedy ukróci się możliwość kreowania podobnych funduszy inwestycyjnych (jak hedge-fonds w Ameryce).
    5. chodzi o to, by zamiast regulacji, folgowania związkom zawodowym, kontroli, koncesjonowania i podatku dochodowego wprowadzić coś dużo czytelniejszego i sprawiedliwszego. Nie trzeba mi powtarzać o biurokracji i wolnym rynku i jak tworzy się kapitał. Ja jestem za dekoncentracją kapitału i maksymalnym utrudnieniem tworzenia się korporacjonizmu.
    6. Pan mnie ciągle obraża, ale póki co jedyny sposób alternatywny, jaki Pan zaproponował, to rozdanie po tysiąc euro na głowę. Prawie bilion euro, a do tego dochodzą koszty redystrybucji i dodatkowych świadczeń, czyli w sumie około 4 biliony euro. To jest ten Pana genialny świat? Toż to robinhoodyzm, nie ekonomia polityczna. Niech Pan nie będzie śmieszny.

  30. kamil napisał(a):

    I przede wszystkim – dlaczego udało się Ludwikowi Erhardowi, dlaczego udało się Ryszardowi Prebble, dlaczego udało się Ronaldowi Reaganowi, dlaczego udało się Małgorzacie Tatcherowej, dlaczego udało się panu Marcinowi Laarowi, dlaczego udało się generałowi Pinochetowi, dlaczego udało się brytyjsko-chińskim hybrydom w Singapurze i Hongkongu, dlaczego obecnie udaje się nawet w Ameryce Środkowej i Rwandzie?

    Dlaczego Dlaczego Dlaczego?

    Dla Nas, Europejczyków, to niemożliwe? Nigdy mnie Pan do tego nie przekona. A już do lewackich pomysłów po 1.000 euro zasiłku na głowę na pewno nie.

  31. Marko napisał(a):

    Panie Kamil, ja nie mam zamiaru pana do niczego przekonywac. Zycie pana przekona, tak jak i mnie. Pisalem, ze jest mi pan sympatyczny. Pan jest teraz w takiej fazie zycia, ze napakowany teoriami chce pan – w konfrontacji z rzeczywistoscia – cos zmienic. Kazdy kto podwaza te teorie jest oszolomem, z ktorym trzeba zaciekle walczyc. Co widac po postach jakie pan tutaj pisze. Rzecz w tym, ze ja i np. Tadzio chcemy pana przekonac, ze te teorie nie sa realne w swojej czystej postaci i ze traci pan czas. Na razie jest pan na etapie szewca, ktory widzi swiat z poziomu malego warsztatu, jak bedzie pan starszy i dostanie szanse podzialac w duzej realnej gospodarce, najlepiej jako menedzer wysokiego szczebla, to sam pan sie przekona, ze pomysl na 1000 szewcow i 1000 warsztatow w Pcimiu czy Poczdamie jako rownowagi rynkowej i wolnosci to bzdrua. Podawanie Hondurasu, Thatcher czy innej Rwandy jako przyklad sukcesu liberalnego panstwa to dla mnie jakas pomylka. Po 1000 E na glowe to pomysl sensowny na dzisiaj, dla tego rynku jaki jest w Niemczech. Panie Kamil pan sobie nie zadal trudu aby przeczytac dobrze wywiad jaki wyslalem i go zrozumiec. Bo jak tylko cos jest w sprzecznosci z wywodami panskich guru zaraz jest lewackie i do bani. Tymczasem w Niemczech na dobre trwa akcja depopulacji zgodnie z zalozeniami Klubu Rzymskiego i Klubu Bilderberga. Wrecz wzorcowo niszczy sie mlode pokolenie, ktore w duzej czesci zrezygnuje z zalozenia rodziny lub posiadania potomstwa, bo dzisiaj jest zajete bezskutecznym szukaniem pracy, mieszkania i uczeniem sie jak przezyc w superbogatym kraju za 360 euro Hartz IV. Jak mowia normalni Niemcy – Schande! Za to z drugiej strony „importuje” sie z Rosji i Ukrainy tysiace ruskich zydow, ktorzy zasiedlaja cale Niemcy, wsparci „odszkodowaniami” idacymi w tysiace euro. Jak pan siedzisz w Berlinie to juz to miasto nie jest tureckie tylko ruskie, a wlasciwie hazarskie. Niech pan jednak dalej nie traci nadzieji.

  32. xsior napisał(a):

    odezwał się nienależący do tej “gównażerii” anarchokapitalista z frizony, małej sekty w której paranoja jest pierwszym przykazaniem. Cóż, do tego prowadzi kult indywidualizmu.

    dla mnie Mikke może być zadymiarzem i Wielkim Buddą w jednej osobie, nie przeszkadza mi to. Na nim się jeszcze nie zawiodłem. Jeśli sądzi Pan, że znalazł taki sposób zarobkowania, to proszę mnie oświecić, czy nie szkoda mu było paru milionów złotych wyrzuconych w kampanie wyborcze? Czemu Pan nie wystartuje? Z utęsknieniem czekam na kogoś mogącego zastąpić JKM, który przecież swoje lata ma i też pewnie wolałby w kominku palić i wnuki bawić, a nie uczyć “gównażerię”.

    Wypraszam sobie z tego miejsca, by jakiś noname z frizony szkalował osobę, dzięki której dowiedziałem się w ogóle, kto to Friedmann czy Mises i który dał mi przez to trop do Hayeka, Erharda i wielu innych.

    Wypraszam sobie, żeby jakiś gryzipiórek nazywał mnie no-namem z Frizony, bo śmiem twierdzić, że więcej zasuwałem dla Janusza Mikke niż Pan i trochę szacunku.

  33. pawel napisał(a):

    No właśnie, Panowie… Więcej szacunku…

  34. kamil napisał(a):

    Xsior – domyślałem się, że Pan zasuwał. I o ile Pana motywy i weltschmerz są z tego powodu bardzo zrozumiałe (co podałem wyżej), o tyle dotyka Pan ledwie powierzchni prawdziwych przyczyn. Problem postrzegania myśli (ko)liberalnej jako oszołomstwa nie jest wyłącznie polski i JKM. Powód zawsze się znajdzie.

    Marko – plany depopulacji to oczywiście fakt, ale wszystko i tak zależy od ludzi. Jak się pozwoliło na aborcję i szkaluje jednocześnie religię, to nic dziwnego, że mamy depopulację. Piszę o tym w cyklu artykułów „Inżynieria Społeczna”.

    W podanym wywiadzie nie ma nic do rozumienia. Jest to myślenie byle trepa z ulicy, w mediach jest to popularyzowane najbardziej przez młodych z Linke i B90, dwóch formacji które z komunizmu zboczyły tylko odrobinę. Patrzę na budżet niemiecki i to jest po prostu awykonalne. W dodatku jest to tak bliskie komunizmowi, brakuje dwóch ostatnich kroków – powszechnego prawa do pracy i podwyższenia zasiłku do przeciętnej pensji. Z komunizmem już eksperymentowaliśmy, z two-step-to- komunizmem wolę nie zaczynać. Ponadto, jeśli Pan zrozumiał myśl ordoliberalną jako 1000 szewców w 1000 warsztatach, to urąga Pan wszelkiej logice i nawet się nie zastanowił. Musiałbym Panu zrobić półgodzinny wykład, aby to wyprostować, a czym ja zawiniłem? Pan widzi gospodarkę jako tysiąc szewców w jednej budzie. No i najlepiej z Pauschalstaatsgeld 1000 juro.

  35. kamil napisał(a):

    Panie Xsior, był już swojego czasu Republikan, była Carlea i było wiele innych „nicków”, które pruły w JKM. Gdzie są oni? Czemu nie stworzyli alternatywy? Czemu Pan takiej nie stworzył? Co stało na przeszkodzie? Dlaczego ludzie znają Panów Sośnierza, Danka, Berkowicza, Chmielowskiego czy Panią Sibigę, a dlaczego nie znają Pana? Czekam z utęsknieniem na alternatywę dla JKM, ale jakoś jej nie ma. Za to szkalując go (ta strona to w 50% oszczerstwa, a w 25% przegięcia i nadinterpretacje faktów) robi Pan wesoły pogrzeb. Rozumiem rozgoryczenie, przepraszam za ostre słowa, ale jeśli jest Pan chrześcijaninem (a nawet deistą), to rozumie Pan słowo „dyscyplina” i „posłuszeństwo”. JKM niedługo zejdzie drogą naturalną, osądzi go Bóg czy historia (czyli my), i co potem, widzi Pan następców? Widzi Pan siebie jako następcę? Czy zaufałby mi Pan, gdyby JKM ogłosił mnie jako swojego kontynuatora? Bo ja nie wiem, czy zaufałbym komukolwiek kto by ogłosił się sukcesorem myśli koliber. Chciałbym zapytać, skoro nie JKM, to kto…? Pan Bolesław „Defraudator” Witczak, pani Magdalena „Nie mam matury i nei chcę o tym gadać” Kocik, pan inny-nieznany Władysław „Mam Problem” Iksiński?

  36. Marko napisał(a):

    Panie Kamil o jakim komunizmie pan tu mowisz? Trzeba byc wyjatkowo slepym, zeby porownywac tepy ruski stalinizm, ktory „milosciwie” panowal latami w Polsce (celowe blokowanie ludzkiego potencjalu, pusty rynek, druk pustego pieniadza) do dzisiejszego nowoczesnego, dynamicznego pelnego towarow i uslug rynku niemieckiego, ktorego potencjal wytworczy i tak jest wykorzystywany w stopniu dalekim od jego granic. O tym mowi w wywiadzie Götz Werner, facet, ktory stworzyl sprawna miedzynarodowa siec marketow, a ktorego okresla pan jako byle trepa z ulicy. Jesli Werner to trep z ulicy jak pan mysli to kim pan jest, panie Kamil? Stworzyl pan chocby dobrze dzialajacy stragan na ktorejs z ulic Berlina? Chetnie podjade i sie o tym przekonam! Werner slusznie zauwaza, ze biorac pod uwage podaz towarow i uslug mozna ustalic srednia zasilku na 1000 euro. Ja bym dodal, ze mozna spokojnie, przy potencjale niemieckiej gospodarki, dac i kazdemu renciscie minimalna rente 1000 euro. I nic sie nie stanie. Wrecz przeciwnie, wzmocni sie popyt wewnetrzny, ludzie zaczna konsumowac, producenci produkowac a handel sprzedawac. Panie Kamil niech sie pan uda na Mueller strasse w Berlinie na Wedding. Tam niech pan pogada z wlascicielami sklepow, jest tam ich dziesiatki. Im sie polki od towaru ugniaja, stoja na progu i wypatruja klienta. Jest wszystko co dusza zapragnie. Tylko ludzie nie przychodza bo nie maja kasy. I pan tu trujesz o jakims budzecie co tego nie wytrzyma. Tzn czego nie wytrzyma? Panie Kamil pan nie masz pojecia o realnej gospodarce, panu zielony papierek przeslania caly widok. Werner sie pana pytal czy jesz pan papier zwany pieniadzem czy wurst ze sklepu? Z bielem na oku nie da sie jednak tego rzeczowo przeanalizowac! I skad pan wiesz jaki jest naprawde budzet obecnej rzeszy niemieckiej? Kto jest w stanie to sprawdzic? Skad pan wiesz, ze to co duet Guido/ Ferkel publikuja to sa fakty? Tych dwoje to oszusci i klamcy. Niech im pan dalej wierzy.
    Mowisz pan, ze budzet nie wytrzyma po 1000 euro na glowe jednak jak sie to dzieje, ze ten tak slaby (…) budzet wytrzymal dotad bze zajakniecia miliardy „wsparcia” dla bankow, miliony na pensje i premie bankierow-oszustow i jak sie to dzieje, ze tenze „chwiejacy sie budzet” wytrzymuje pompowanie kasy w Grecje i w wojne w Afganistanie. Skoro zatem utrzymal pseudobanki, hochszatplerow-bankierow, pusta kase obcego panstwa sporego kraju, wieloletnia awanture w Afganistanie to nie wytrzyma wsparcia wlasnych obywateli? zawsze myslalem, ze to panstwo jest dla ludzi a nie odwrotnie. Jaki pozytek ma budzet Niemiec z faktu przelewow do Grecji czy z finansowania armat i czolgow w Afganistanie? Zaden. Wzmocnienie sily nabywczej obywatela Niemiec da impuls popytowi, handlarze z Mueller strasse w Berlinie zaczna sprzedawac, beda placic podatki (dzisiaj ich nie placa bo nie zarabiaja), producenci zwieksza produkcje, zatrudnienie, i tez beda placic podatki. Budzet skorzysta. Jest tylko jeden maly problem – pan z tego i tak nic nie pojal.

  37. kamil napisał(a):

    ekonomia popytowa… nie mam więcej pytań.

    proszę pana – bilion euro trzeba skądś wziąć… z tej samej gospodarki. więc popyt wewnętrzny jest sumą o grze zerowej. żelazne prawa logiki o tym mówią.

    niestety, o ekonomii popytowej i keynsie mam zdanie jeszcze gorsze niż o komunizmie. wszystkie problemy łącznie z wykreowaniem korporacji to zasługa tego, czemu pan hołduje.

    komunizm nie musiał być „celowy” aby się wyrżnął. urąga Pan zdrowemu rozsądkowi, ale polecam teorium Misesa na temat kalkulacji pieniężnej.

  38. Marko napisał(a):

    Panie Kamil – zgodnie z przypuszczeniami nic pan nie zrozumial. No ale jak sie ma glowa zakleszczona „jedynie poprawnymi” teoriami, w ktore slepo sie wierzy to nic dziwnego. Nawet jesli to bedzie bilion euro to mozna je wziac panie Kamil z drukarni. Rynek niemiecki ma na to pokrycie w towarach i uslugach. W UPR-wcy zatrzymaliscie sie w czasach wczesnego Gomulki i Stalina z waszymi postrzeganiami rynku. Juz kiedys pisal mi jeden o „druku pustego pieniadza” i inflacji. Powolywal sie przy tym na „znana nam wszystkim straszne historie” – z czasow Stalina i Edwarda G. Ja bym jednak namaiwal pana panie Kamil na ten stragan na Wedding w Berlinie. Moze bylby z tego wiekszy pozytek niz z tej teoretycznej plasaniny. Chociaz i w to szczerze watpie…Pozdrawiam. Milo bylo mimo wszystko poczytac.

  39. xsior napisał(a):

    Oczywiście Pan masz dowody na to, ze ta strona to w 50% oszczerstwa? Bo jak na razie jedyne co usłyszałem w obronie Pana Mike to jego słowa „partia na pewno nie zostanie rozwiązana” podane na bogu. I jakieś tam dąsy Pani Orzechowskiej.
    Niestety Pan wykazuje myślenie fanatyckiego neofity – tacy ludzie ostali się przy Panu JKM, pomijając oczywiście kilku krętaczy, wietrzących interes.
    Dla mnie dalsza rozmowa nie ma sensu – ja proszę Pana działam, mamy już stowarzyszenie i zaczynamy akcję. Mam jednak nadzieję, że Pan Mikke nie zechce „zareklamować” tej inicjatywy, bo i tak dużo mamy pracy przy tłumaczeniu zwykłym ludziom, ze konserwatywny liberalizm to nie jest odmiana hitleryzmu.

  40. szybkilok napisał(a):

    Fajna dyskusja 🙂 Do kolegi Marko: może lepiej by było, jak by każdy „miał wyjebane” (jak to mówi dzisiejsza młodzież) na pracę w ogóle. Wystarczy, że wszystkim wydrukujemy po 1000 EUR. To miałoby sens. Po cholerę się szarpać? I dlaczego tylko nieroby mają mieć dobrze. Niech każdy zostanie nierobem! Byle by wydrukowali kasę dla każdego. A tak właściwie, to na cholerę Ci sklepikarze stoją tam na Wedding w Berlinie – niech im też kasy dodrukują. To byłby dopiero liberalizm – wolność od pracy. I prawo do 1000 EUR dla każdego. Takie genialne wnioski mnie naszły.Jutro wstanę sobie o pianiu koguta i do roboty nie pójdę – za tysiąc euro zasiłku mi się nie opłaca. Panie Kamil, czy teraz Pan rozumie, jaki piękny świat nam Pan swoimi teoriami niszczy?

  41. kamil napisał(a):

    cóż, Panie SzybkiLok, ja postawiłem tylko pieniądze, czy ten tysiąc euro dla każdego nie będzie najpierw wzięty po średnio tysiąc euro od każdego, no bo z Marsa ani z Gwiezdnego Pyłu żadnych dotacji nie dostajemy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *