Media, czyli o oddzielaniu ziarna od plew

Oddziaływanie ideologiczne i propagandowe przynosi znacznie lepsze i trwalsze rezultaty, bez konieczności utrzymywania licznych sił policyjnych Czytaj więcej »

 

Jakim prezydentem był Lech Kaczyński?

Na to pytanie nie można odpowiedzieć jednoznacznie. Jego zwolennicy będą go wspominać jako wielkiego patriotę, który swój urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej sprawował w służbie swej ojczyźnie. Przeciwnicy polityczni będą wytykać mu nieudolność w rządzeniu, doprowadzanie do konfliktów politycznych, popieranie Prawa i Sprawiedliwości, przez co był często określany mianem „Prezydenta PiS – u”, a nie prezydentem RP. Kto w takim razie ma rację? Zapewne cała prawda leży gdzieś po środku. Spróbujmy zastanowić się nad tymi prawie pięcioma latami prezydentury Lecha Kaczyńskiego.

Jest 23 października 2005 roku. Ówczesny prezydent Warszawy w II turze wyborów prezydenckich pokonuje swego konkurenta Donalda Tuska i 2 miesiące później obejmuje urząd prezydenta RP. Już wówczas komentatorzy polityczni podkreślali, że będzie to zupełnie inna prezydentura od jego poprzednika Aleksandra Kwaśniewskiego. Przypuszczano, że nowa głowa państwa będzie prowadzić polską politykę historyczną. Co do tego nie pomylono się. Wszyscy zastanawiali się, jak będzie wyglądać jego polityka krajowa i zagraniczna. Tutaj już opinie były różne.

Polityka historyczna

Lech Kaczyński chciał w szczególny sposób upamiętnić tych Polaków, walczących o wolną Rzeczypospolitą, którzy z różnych przyczyn nie zostali docenieni przez państwo polskie po 1989 roku. To on angażował się w wiele ważnych uroczystości, takich jak upamiętnianie powstania Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. To także dzięki niemu zbudowano Muzeum Powstania Warszawskiego. Za swej prezydentury ciągle przypominał nam o najważniejszych wydarzeniach w dziejach państwa polskiego.

Jest to oczywiście wszystko bardzo piękne. Ale w tych całych wspomnieniach warto zastanowić się nad tym, czy historię nie należy zostawić historykom? To w końcu oni, a nie najważniejszy urzędnik państwowy powinni przede wszystkim fachowo wyjaśniać dzieje państwa polskiego. Mówiąc o tragediach, jakie przeżywał naród polski należy wspomnieć także o mordzie, do jakiego doszło w 1943 roku na Wołyniu. Wtedy to Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów ze Stefanem Banderą na czele pod inspiracją Niemców wymordowała od 20 do 60 tysięcy niewinnych Polaków. Chciałbym przypomnieć, że Lech Kaczyński prowadził przyjazną politykę wobec tzw. obozu „pomarańczowej rewolucji” na Ukrainie. Stronnictwo „pomarańczowe” było popierane także przez zwolenników Bandery. Taka polityka popierania „pomarańczowego” prezydenta Wiktora Juszczenkę przyczyniła się do wielu „spięć” na linii Warszawa – Kijów. Latem zeszłego roku został zorganizowany rajd rowerowy szlakami Stefana Bandery, który zgodnie z planem miał przebiegać także przez teren państwa polskiego. Wspomniany były już prezydent Juszczenko na kilka dni przed swoim odejściem ze swego stanowiska podpisał dekret, nadający pośmiertnie Stefanowi Banderze tytuł Bohatera Ukrainy. Co prawda Lech Kaczyński wyraził swój sprzeciw wobec gloryfikacji członków OUN – UPA, ale nie zmienia to faktu, że za sprawą takiej polityki polskiego prezydenta bezcześci się pamięć wymordowanych tam z zimną krwią Polaków. Moja rodzina boleśnie doświadczyła tamtych strasznych wydarzeń z 1943 roku. Czyżby Lech Kaczyński w swej polityce historycznej zapomniał o tej tragedii?

Polityka krajowa

Obejmując urząd prezydenta RP 23 grudnia 2005 roku Lech Kaczyński zaczął kształtować polską politykę krajową. Wielu komentatorów życia politycznego i jego polityczni oponenci zarzucali mu, że nie działał on dla dobra Polski, ale dla dobra Prawa i Sprawiedliwości – partii, z której się wywodził. W pewnym sensie tak rzeczywiście czynił, ale nie był on w tym wyjątkiem. Podobnie czynili jego poprzednicy. Dziś rządząca Platforma Obywatelska twierdzi, że działa dla dobra Polski, ale coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z tego, że są to tylko puste słowa. Tymczasem w wielu mediach próbowano udowodnić, że środowisko braci Kaczyńskich jako jedyne zawłaszczało państwo.

Prezydent Lech Kaczyński i Michael Reagan - listopad 2010. Foto. Pafere.org

Prezydent Lech Kaczyński i Michael Reagan - listopad 2009. Foto. Pafere.org

Prezydent Kaczyński był uważany za polityka konserwatywnego. Starał się udowadniać swoje przywiązanie do katolicyzmu. Co ciekawe był on także zwolennikiem przywrócenia w Polsce kary śmierci. W artykule „Kościół wobec idei konserwatywno – liberalnej” udowadniałem, że Kościół katolicki nie sprzeciwia się wprowadzeniu kary śmierci wbrew wielu opiniom katolików. Lech Kaczyński do tej grupy nie należał, podobnie jak Marek Jurek, którego wówczas nieświadomie posądziłem o to, że sprzeciwiał się wejściu w życie tej najwyższej formy kary. Były marszałek Sejmu opowiada się za karą śmierci, choć jak zaznacza, jako prezydent nie poruszałby tego tematu. Zwracam uwagę, że w ten sam sposób postąpił Lech Kaczyński jako głowa państwa. Oficjalnie był zwolennikiem wspomnianej kary, ale z jakiś niewiadomych względów nie zamierzał choćby nawet spróbować jej wprowadzić. Sprawa kary śmierci to nie jedyna sytuacja, w której prywatnie miał własne zdanie, ale z różnych względów bał się powiedzieć tego publicznie.

Lech Kaczyński nie był odważny, jeśli chodzi o wprowadzanie w życie konserwatywnych pomysłów, ale za to był szczery jeśli chodzi o jego poglądy gospodarcze. Myślę, że czytelnicy serwisu internetowego „Prokapitalizm.pl” powinni zdawać sobie sprawę z tego, że był on socjalistą. Zresztą sam to poniekąd stwierdził w marcu zeszłego roku w Katowicach na spotkaniu ze śląskimi studentami. Powiedział wówczas m.in.: „Jestem zwolennikiem studiowania jak najszerzej bezpłatnego(…) Może jestem socjalistą, ale takie jest moje przekonanie”. Wydaje mi się, że on po prostu do końca swoich dni głęboko wierzył w ideę socjalizmu, nie zdając sobie sprawy z tego, jakie ten system pociąga negatywne skutki dla społeczeństwa. Nie raz dawał nam do zrozumienia, że stoi po stronie słabszych ludzi. Dzięki takiej polityce zyskał sobie popularność wśród związków zawodowych. Zwolennicy wolnego rynku powinni pamiętać, jakie poglądy gospodarcze miał nasz prezydent.

Polityka zagraniczna

Kiedy Lech Kaczyński wstępował na urząd prezydenta RP, Polska znajdowała się w niepokojącej sytuacji politycznej. Pod koniec prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego Republika Federalna Niemiec i Federacja Rosyjska podpisały porozumienie, na mocy którego miał powstać tzw. gazociąg północny z Rosji do Niemiec, przez Morze Bałtyckie, który omijałby nasz kraj. W Polsce to porozumienie odbierano jednoznacznie: na naszych oczach doszło do nowego porozumienia „Ribbentrop – Mołotow”. Nowy prezydent musiał stawić czoło temu i wielu innym problemom.

W odróżnieniu od jego głównych konkurentów politycznych, jego stronnictwo prowadziło politykę przychylną Stanom Zjednoczonym, gdyż popierało wojskową misję stabilizacyjną w Iraku. Bracia Kaczyńscy popierali także stacjonowanie Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie. Lech Kaczyński deklarował poparcie starań Gruzji i Ukrainy w kwestii ich akcesji do Paktu Północnoatlantyckiego NATO. Był gorącym zwolennikiem budowy w Polsce amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Czy taka polityka była słuszna? Być może był to dobry dla Polski kierunek. Problem polegał na tym, że nasz kraj deklarował wielką przyjaźń z USA, ale niewiele z tego miał. Za wsparcie Amerykanów w wojnie w Iraku dostaliśmy jak na razie kilkanaście samolotów F – 16. Popieranie Ukrainy za wszelką cenę na złość Rosji doprowadziło do tego, że dziś nasi wschodni sąsiedzi gloryfikują Organizację Ukraińskich Nacjonalistów, która wymordowała wielu niewinnych Polaków.

Niezależnie od tego, czy polityka, jaką prowadził Lech Kaczyński była słuszna, czy też nie, jedno jest pewne – od 17 września zeszłego roku jest ona nieaktualna, gdyż Amerykanie zrezygnowali z instalacji m.in. w Polsce tarczy antyrakietowej. Wszystko wskazuje na to, że w obecnej sytuacji zwyciężyła polityka, prowadzona przez Donalda Tuska, przychylna wobec Niemców i Rosjan. Co to może oznaczać dla Polski? Patrząc na naszą historię musimy chyba być pełni obaw. Ale przecież nawet najczarniejszy dla Rzeczypospolitej scenariusz nie mógł się ziścić tylko za sprawą przychylnej naszym sąsiadom Platformy Obywatelskiej.

W dniach od 21 do 23 czerwca 2007 roku w Brukseli odbył się szczyt Unii Europejskiej, na którym wynegocjowano nowy traktat reformujący, zwany później Traktatem Lizbońskim. Wtedy to Polskę reprezentował m.in. Lech Kaczyński. Nowy traktat sprawia, że Unia Europejska otrzymuje osobowość prawną. Od momentu wejścia w życie tego postanowienia państwa UE tracą zdecydowaną większość swoich kompetencji na rzecz Unii Europejskiej. Tylko Republika Federalna Niemiec zastrzegła sobie, że ich własny parlament będzie decydował o tym, czy dane rozporządzenie unijne wejdzie w życie na terenie RFN, co pozwoli im uniezależnić się od UE, a w konsekwencji może przyczynić się do dominacji politycznej nad Unią. Polski parlament nie ma takich kompetencji, jak w Niemczech. Prezydent Kaczyński, który wynegocjował sławetny Traktat Lizboński wielokrotnie ostrzegał Polaków, że może on być jednak niekorzystny dla naszego kraju. Z jednej strony w orędziach telewizyjnych podkreślał, że Traktat jest wielkim sukcesem Polski, z drugiej jednak strony przypominał, że nie wszystko, co jest tam zapisane, może być dobre dla Rzeczypospolitej. To zachowanie prezydenta ws. tak ważnego dla Polski dokumentu przypomina słynne powiedzenie Lecha Wałęsy „jestem za, a nawet przeciw”. Ostatecznie jednak 10 października zeszłego roku, na 6 miesięcy przed swoją tragiczną śmiercią złożył podpis pod Traktat Lizboński, który obowiązuje w całej Unii Europejskiej od 1 grudnia ubiegłego roku. Trzeba pamiętać o tym, że konsekwencje tego czynu, jakiego dokonał nasz prezydent 10 X 2009 roku będą poważne. W zasadzie od wejścia w życie tego traktatu urząd polskiego prezydenta pod względem politycznym stał się nieistotny. Polska nie odgrywa już żadnej znaczącej roli na arenie międzynarodowej. Jest już zwykłym pionkiem do gry, który jest zależny od prawdziwych mocarstw. Musimy pamiętać o tym, które osoby do tego doprowadziły i kto tak naprawdę ten cały stan prawny zatwierdził piórem, które początkowo z jakichś dziwnych przyczyn odmówiło posłuszeństwa.

Kim był Lech Kaczyński? Na pewno był prezydentem, który miał jakąś wizję. To człowiek, który mimo wszystko pracował dla dobra tego kraju. Na swój sposób chciał dla niego jak najlepiej. Jego polityka proamerykańska mogła być dobrym rozwiązaniem, ale Polska zbyt wiele dawała Amerykanom, a ci nam się niewiele odwdzięczyli, przez co Rzeczypospolita na tym sojuszu straciła. Teraz po wejściu w życie Traktatu Lizbońskiego to nasi najbliżsi sąsiedzi będą nad nami dominować, czyli Niemcy oraz Rosja. Prezydent Kaczyński to dla mnie tragiczna postać, bowiem chciał dla Polski jak najlepiej. W polityce krajowej jego stronnictwo przegrało wybory w 2007 roku. W polityce zagranicznej jego koncepcja upadła. Dlatego z tego wszystkiego załamał się i podpisał 10 października 2009 roku Traktat Lizboński, a dokładnie pół roku później zginął w katastrofie lotniczej. Czy można sobie wyobrazić gorszy scenariusz upadku Rzeczypospolitej Polskiej?

Mateusz Teska

Foto: Pafere.org


3 Responses to Jakim prezydentem był Lech Kaczyński?

  1. olo napisał(a):

    Mit śp prof. Kaczyńskiego jak słusznie obawiają się oPOnenci PiSu, ułatwi marsz tej partii po prezydenturę w RP. Wawel dla Lecha Kaczyńskiego i jego żony Marii, POkazał fałszywe i wybiórcze oblicze WSI mediów i Wałęsy. TW Bolek chciałby sam POleżeć wśród królów i wodzów, tylko nie przy prezydencie Kaczyńskim. WSI24 od POczątku udawały ogromnie nawrócenie, wylewając krokodyle łzy i samo dobro dla Lecha i Marii Kaczyńskich. Te same hieny udawały swoje wzruszenia i teatralne gesty POdobnie jak przy pogrzebie Jana Pawła II. Nie czekając zakończenia żałoby narodowej, jak bańka mydlana prysnęła ich faryzejska dobroć. WSI24 rozpoczynają swoją negatywną kampanię prezydencką, bo Jarosław Kaczyński to naturalny następca brata i on zostanie kandydatem PiSu na prezydenta. A wówczas do zenitu dojdzie ich furia i nienawiść, gdy oficjalnie ogłosi to PiS. Od początku nie myliłem się w mojej ocenie, ostrzegając naiwnych Polaków i ich zaczadzenie urokiem tych fałszywie nawróconych POlityków i dziennikarzy z WSI24. Mówiłem o tym gdy Kwaśniewski z lewicą wmawiali Światu, że ziemia katyńska jest przeklęta, ale nie oni komuniści, co tą ziemię w morzu polskiej krwi niewinnej kąpali przez kilkadziesiąt lat, w kazamatach ZSRR i PRL.

  2. Bobola napisał(a):

    Zmarly prezydent byl zapewne poczciwym i kulturalnym czlowiekiem, ktory jednak nie nadawal sie na stanowisko mu powierzone. W efekcie, tak jak niegdys krol Stanislaw August, zmarnowal niepodleglosc kraju dopuszczajac sie faktycznie zdrady jego interesow.

  3. pawel napisał(a):

    No proszę, pani Izabela Jaruga-Nowacka, znana z radykalnie aborcjonistycznych przekonań ma katolicki pogrzeb… Tak przynajmniej wynika z poniższej wiadomości…
    http://wiadomosci.onet.pl/2159295,11,jaruzelski_i_kwasniewski_na_pogrzebie_jarugi-nowackiej,item.html

    Jeśli to prawda, to jest to niestety skandal, świadczący o poziomie i stosunku do wiary wielu duchownych. Najpierw bp Dziwisz nie potrafił obronić decyzji o pochowaniu LK na Wawelu, zwalając sprawę na kogo innego. Teraz ten sam bp Dziwisz wycofał decyzję, na mocy której Janusz Kurtyka miał być pochowany w Kościele Piotra i Pawła w Krakowie, bo najprawdopodobniej jacyś agenci SB go do tego przekonali, że „nie zasługuje…” Nie dość że bp Dziwisz nie potrafi podejmować decyzji to – ja już podejmie – nie potrafi ich bronić. Boże, zlituj się nad nami!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *