Inflacja – komu służy, komu szkodzi?

Utraty siły nabywczej pieniądza często nie dostrzegamy. Zachodzi niepostrzeżenie, pod osłoną przewrotnej medialnej propagandy Czytaj więcej »

 

Jubileuszowe komplementy

Obserwując w bieżącym tygodniu media głównego nurtu można w zasadzie dojść do wniosku, że nasz kraj w ćwierć wieku z zacofanego komuną, zabiedzonego skrawka Europy zmienił się w gospodarczego tygrysa - hegemona na skalę światową, a już z pewnością na skalę europejską. Aż odruchowo spogląda człowiek w niebo w poszukiwaniu tego strumienia złota lejącego się z chmur. I co? I nic. Ani strumienia, ani złota. Są za to chmury, owszem - ciemne.


Dopiero wtedy uświadamia sobie człek, że w tych mediach głównego nurtu to przecież niewiele rzeczy jest prawdziwych, a już z pewnością nic nie jest tam na poważnie. No bo jakie ćwierć wieku? Toż to już od początku tegorocznej kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego wiemy, że na to spektakularne przepoczwarzenie potrzebowaliśmy nie dwudziestu pięciu, a ledwie dziesięciu lat - dziesięciu "lat świetlnych", mówiąc dokładniej. Tylko tyle nam było potrzeba! Ale zaraz, zaraz - jakim znowu “nam”? Wiadomo, że nie żadnym “nam”, tylko naszym dobrodziejom z najrozmaitszych partii politycznych - a już na pewno dobrodziejom z PO, którzy to będąc jeszcze w KLD doglądali naszego ciepłego kurnika, a za niemieckie pieniądze - o czym w przypływie szczerości poinformował nas pan Piskorski - kupowali dla nas pachnące ziarno, byśmy rośli w  zdrowiu. No więc nasi mężowie stanu potrzebowali zaledwie dekady, aby przemienić tę środkowoeuropejską pustynię w kwitnącą krainę, a nas z wygłodzonych piskląt zamienić w dorodne koguty. Bo oczywiście przed pierwszym maja dwa tysiące czwartego roku - którego to dnia wstąpiliśmy do Unii Europejskiej - wodę piliśmy jeszcze z krowiego rogu, a zamiast widelca używaliśmy naostrzonego patyka.

Tak więc dzięki naszym politykom jesteśmy dziś nie tylko “przykładem” dla całego świata, ale i “wzorem do naśladowania” dla państw byłego bloku wschodniego, a także obiektem “inspiracji” oraz “modelem” mogącym posłużyć do przeprowadzenia reform w krajach wspólnoty - o czym donosi zarówno krajowa, jak i zagraniczna prasa. No ładnie! - kto by pomyślał. Ale to nie wszystko, bo nawet sam Barack Obama wylał nam niedawno wiadro miodu na uszy - stwierdzając, że nasz kraj "rozkwita" - jako przykład podając grę "Wiedźmin 2", którą swego czasu dostał w podarku od naszego dobrotliwego premiera, Donalda Tuska. Ach, jak wspaniale jest być obywatelem III RP! - aż ciśnie się na usta. Tak na marginesie, to całe szczęście że przy produkcji wspomnianego "Wiedźmina" nie majstrowało jakieś państwowe studio deweloperskie zajmujące się rynkiem gier wideo, tylko była to całkowicie prywatna inwestycja - bo wówczas zamiast chwalić, prezydent Obama musiałby ten cały podarunek taktownie przemilczeć. No, może się z tym państwowym studiem deweloperskim nieco zagalopowałem, wszak nasz rząd jeszcze nie zwietrzył w branży gier wideo interesu i na razie zajmuje się podręcznikami dla pierwszoklasistów, ale przecież nie wiemy co nam przyniesie przyszłość.

Mniejsza jednak o to co nam w te srebrne gody powiedział, i czego nie powiedział, prezydent Obama. Liczą się przecież czyny, a te ze strony Amerykanów zawsze były niezwykle dla nas łaskawe: o czym mogliśmy się przekonać m.in. przy okazji publikacji “Washington Post” na temat kieszonkowego, jakie CIA miało w dwóch kartonach przydzielić płk. Derlatce na drobne wydatki w  Starych Kiejkutach. Dopiero w tym świetle jesteśmy w stanie w pełni zrozumieć opiekę, jaką Amerykanie darzą nasz kraj i rządzącą nim "elitę" - co zawsze sugeruję brać, choćby na wszelki wypadek, w cudzysłów - oraz dług wdzięczności, który u nich z tego tytułu mamy. Tak, dług zawsze pozostaje na naszych barkach, niezależnie od wybryków rządzących akurat przywódców - to dla nas jedyna sprawa równie pewna jak śmierć i podatki.

No ale wróćmy do naszego jubileuszu, bo co tam sobie będziemy zaprzątali głowy jakimś długiem. Jest, to jest - no jasne! Ważniejsza jest nasza przemiana, nasz kapitalizm, którego - jak się niedawno dowiedzieliśmy - ojcem okazał się śp. generał Jaruzelski. Nie wchodząc zbytnio w jego zdolności łóżkowe... wszak o zmarłych albo dobrze, albo wcale - ale przynajmniej to jedno dziecko mu się wyjątkowo nie udało! Bo jakiż to kapitalizm, kiedy człowiek nie może sobie bez pozwolenia z urzędu wyciąć drzewa na własnej posesji? No ale nic na tym świecie nie jest przecież doskonałe, zatem pozostaje nam wyłącznie z nim żyć - z kapitalizmem znaczy się, no bo generał - to wiadomo. Ciekawe natomiast, że kiedy jedni w ostatnią niedzielę maja zalewali się łzami na wieść o odejściu z tego świata ostatniego "prezydenta" Ludowej Polski i pierwszego prezydenta III RP - wszak najważniejsza jest ciągłość władzy! - inni w tym czasie świętowali wyborczy sukces Kongresu Nowej Prawicy - uznając przekroczenie pięcioprocentowego progu wyborczego przez tę partię za znak przyszłych przemian. Niby nic, a jednak siedem procent, jakie w wyborach do Parlamentu Europejskiego wywalczył Janusz Korwin-Mikke ze swoim ugrupowaniem, mocno zaniepokoiło zarówno naszych politycznych dobrodziejów, jak i media - i te pobożne, i te postępowe. Coś jest widocznie w tym starszym panu z muszką, że nawet znana ze swej słodkiej miny Justyna Pochanke zamienia się na antenie w prawdziwą wilczycę.

W zasadzie, to nie tylko pani Pochanke praktykuje takie wilkołactwo, bo i nawet sympatyczna pani Nowicka z ferajny Janusza Palikota straciła rezon, i młodemu "elektoratowi buntu" pokazała swoje kiełki - stwierdzając, że ten wynik, to "klęska demokracji". Trudno się zresztą jej frustracji dziwić, bo pięć tłustych lat w Parlamencie Europejskim z pewnością pozwoliłoby jej zarówno zaspokoić głód, jak i zatroszczyć się o późniejszą egzystencję - a  teraz przez Korwina musi obejść się smakiem. Nie jestem tylko pewien, czy ten sukces KNP nie odbije nam się jeszcze czkawką, bo kiedy tak wszyscy dookoła pokazują ząbki, to tylko czekać, aż skierują swoją uwagę na starannie wypielęgnowane, tłuste kurczaki - i wtedy nie tylko nas oskubią, już do reszty, ale usadzą na pieńku i skończą nasz żywot. Raz na zawsze.

Jakub Bijan


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *